Gość: Darek
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
04.08.10, 13:45
Witam,
Mój problem z Orange zaczął się około 23 lipca. W 2008 roku podpisywałem, jako
przedstawiciel firmy, umowę z firmą Orange na dostarczenie 4 aparatów z
aktywnymi kartami SIM. W listopadzie 2008 roku wyszedłem ze spółki, a
dokumenty dotyczące mojego wyjścia ze, oraz dane nowego współudziałowca,
zostały dostarczone do Biura Obsługi Klienta Biznesowego mieszczącego się na
ulicy Kaszubskiej 52 w Szczecinie. Zostaliśmy poinformowani, że wszystkie
formalności zostały załatwione. W styczniu 2010 roku, mój były wspólnik
przedłużał umowę z Orange. W kwietniu 2010 roku moja była firma przestała
płacić abonamenty za 4 telefony. 20 lipca bieżącego roku, chciałem wziąć
telefon dla siebie w ofercie dla klientów indywidualnych. Od tego momentu
rozpoczęły się moje kłopoty. Na początku zostałem poinformowany, że nie
dostanę kolejnego aparatu, gdyż na moim PESELU są należności. Postanowiłem
zadzwonić do Biura Obsługi Klienta (połączenie numer 1), zostałem
poinformowany, że dalej widnieje w bazie jako główny reprezentant firmy, mimo
dostarczonych w listopadzie 2008 roku dokumentów. Dostałem, również
informację, że muszę ponownie dostarczyć dokumenty dotyczące mojego wyjścia ze
spółki do najbliższego Salony Obsługi Klienta. Udałem się 21 lipca. Tam
zostałem poinformowany, że muszę napisać pismo reklamacyjne, o czym nie
powiedziano mi podczas rozmowy z konsultantem telefonicznym (przy połączeniu
numer 1). 23 lipca udałem się do drugiego salonu obsługi klienta, tam okazało
się, że nie muszę pisać pisma, tylko zostanie ono napisane w moim imieniu
przez pracownika salonu. Zostawiłem ponownie dokumenty świadczące, że od
listopada 2008 roku nie jestem udziałowcem w spółce. 26 lipca zadzwoniłem do
BOK (połączenie numer 2) zostałem poinformowany, że dokumenty dotarły
nieczytelne, i że muszę je wysłać po raz drugi. 15 minut później zadzwoniłem
ponownie do BOK (połączenie numer 3), Pan poinformował mnie, że dokumenty są
ok, i że przekazuje je do działu reklamacji, oraz, że zostanę poinformowany o
decyzji w ciągu 3 dni (słownie trzech). 28 lipca postanowiłem się przypomnieć,
gdyż zależało mi na szybkim załatwieniu sprawy, ponieważ kończyła mi się umowa
telefoniczna w sieci ERA i chciałem przejść do Orange. W BOK (połączenie numer
4) powiedziano mi, że dokumenty dotarły, są czytelne, ale nie ma na nich
numeru kontaktowego, w związku, z czym reklamacja jeszcze czekała na
przeniesienie do odpowiedniego działu (o braku numeru nie zostałem
poinformowany ani w rozmowie telefonicznej numer 2 i 3). Po podaniu numeru
sympatyczny Pan powiedział mi, że w ciągu 7 dni (słownie siedmiu) ktoś do mnie
zadzwoni. Nauczony doświadczeniem po 5 minutach zadzwoniłem ponownie
(połączenie numer 5), tutaj się dowiedziałem, że na rozpatrzenie reklamacji
będę musiał czekać do 30 dni (słownie trzydziestu). 30 lipca dostałem pismo z
firmy windykacyjnej INTRUM JUSTITA, której długo mojej byłej został
przekazany. W piśmie informują mnie, że w ciągu 7 dni muszę zapłacić należność
ile . 3 sierpnia ponownie zadzwoniłem do BOK sieci Orange (połączenie numer
6), tam po przedstawieniu swojej sprawy zostałem skierowany do DZIAŁU
REKLAMACJI (sic!), gdzie Pani poinformowała mnie, że sprawa jest w toku
rozpatrywania, ale muszę czekać 30 dni, i że ona nie jest osoba kompetentną i
żebym zadzwonił jutro (4 sierpnia). Tak też zrobiłem. W dni dzisiejszym ( 4
sierpnia) zadzwoniłem do BOK (połączenie numer 7) gdzie ponownie przedstawiłem
swoją sytuację, prosząc o kontakt z działem reklamacji, zostałem
przekierowany, oczekiwałem około 3 minut na połączenie, po czym odebrała Pani,
która powiedziała, że nie wie o co chodzi i się rozłączyła. Zadzwoniłem
ponownie (połączenie numer 8), kolejny raz przedstawiłem sytuację z prośbą o
kontakt z osobą kompetentną. Zostałem połączony z Panem, który dopiero w dniu
dzisiejszym uświadomił mi, że BOK nie ma możliwości połączenia mnie z DZIAŁEM
REKLAMACJI. Tutaj pojawiło mi się pytanie, z kim mnie łączono wcześniej?
Dodatkowo dopiero dzisiaj dostałem propozycję, aby zadzwonić do DZIAŁU
WINDYKACJI. Zadzwoniłem tam (połączenie numer 9 - numer telefonu 22 634 26
28). Po oczekiwaniu około 5 minuty, uzyskałem połączenie, gdzie Pani
poinformowała mnie, że nie ma możliwości nic zrobienia i muszę czekać te 30
dni na uwzględnienie reklamacji. Na moje pytanie dotyczące pisma, które
otrzymałem, w którym jest wyraźnie napisane, że muszę przecież zapłacić to w
ciągu 7 dni, odpowiedziała mi, że nie powinienem się przejmować, gdyż firmy
windykacyjne zanim skierują sprawę do sądu wysyłają „50 tysięcy takich
wezwań”. Po co, więc straszą mnie sądem? Na moją wyraźną prośbę otrzymałem
numer do firmy. Połączenie numer 9 trwało 7 minut, za co zapłaciłem 2,27 zł.
Kolejny telefon (połączenie numer 10) tym razem do firmy windykacyjnej, gdzie
Pani poinformowała mnie, że w związku z reklamacją windykacja jest zablokowana
(kosz połączenia - 1 zł).
Nie jestem jednak pewny, czy jeżeli zadzwoniłbym jutro to czy przypadkiem nie
dowiem się, że jednak windykacja nie jest zablokowana, a moje dane wpisane są
do Krajowego Rejestru Długów. Co ja mogę w tej sytuacji zrobić?