asiouek
25.09.09, 12:16
Raz w roku łażą tu u nas pracownicy Niemieckiego Czerwonego Krzyża i zbierają
na swoją organizację. No i dziś też przyszedł facet w pomarańczowej kamizelce.
Z prędkością błyskawicy [a ja dziś miałam 2 godziny snu i stukałam właśnie w
pośpiechu zaległe tłumaczenie] zaczął nadawać, o co biega. Ja oderwana od
pracy i zaspana nie bardzo nadążałam, ale meritum takowe było, że chce datek.
No to ja, że bardzo chętnie i że ma mi dać blankiecik do przelewu. A on że
nie, bo to będzie odliczane co miesiąc z mego konta. Ja na to, że mi to nie
pasi, bo chcę ich jednorazowo wspomóc, a nie miesięcznie bulić minimum 5 euro.
Na to on, że może być jednorazowo, ale oczywiście minimum 12x5 eurasów, czyli
60 €.
Jako że oszczędna dziewczyna jestem, a ponadto wpłacam już na fundacje,
zajmujące się chorymi dziećmi, mówię mu, że ich taką sumę nie wesprę, ale
chętnie wpłacę jednorazowo mniejszą kwotę, np. 15 €.
A on się na to odwrócił na pięcie i wyraźnie zirytowanym głosem rzucił jeno
"Tschüß".
I się wkurzyłam, bo nie dość, że mnie od roboty oderwał i wytrącił ze stanu
skupienia, to jeszcze mu 15 euro za mało...