Dodaj do ulubionych

59 lat temu nad Nagasaki też świeciło słońce.

09.08.04, 19:36
6 VIII 1945 Hiroszimę zniszczył wybuch pierwszej bomby atomowej, zrzuconej
przez Amerykanów. Wskutek wybuchu zginęło 78 tys. osób, 14 tys. uznano za
zaginione, dalsze 38 tys. odniosło rany. Miasto uległo zniszczeniu w 80%. 6
sierpnia każdego roku organizowane są w Hiroszimie uroczystości ku czci ofiar
wybuchu połączone z międzynarodowymi manifestacjami pokojowymi.
9 sierpnia 1945 zrzucili na miasto drugą - po ataku na Hiroszimę - bombę
atomową. Chociaż skala zniszczeń w porównaniu z Hiroszimą była mniejsza,
jednakże wskutek eksplozji śmierć poniosło 39 tys. osób, a 25 tys. odniosło
rany. Ok. 40% budynków zostało zniszczonych bądź uległo poważnym
uszkodzeniom. Po wojnie odbudowane, stało się tradycyjnym miejscem spotkań
działaczy ruchów i organizacji na rzecz pokoju i rozbrojenia nuklearnego.

/jednym z miejsc, które chciałbym kiedyś zobaczyć na własne oczy to pomnik
Atomowych Dzieci/
Obserwuj wątek
    • marcotills Re: 59 lat temu nad Nagasaki też świeciło słońce. 09.08.04, 19:37
      i kto tu jest katastrofistą...?
      • sloggi Re: 59 lat temu nad Nagasaki też świeciło słońce. 09.08.04, 19:42
        Nie jestem katastrofistą.
        Życie to nie tylko brawa i uśmiechy, to też chwile zadumy i wspomnień. Myślę,
        że nie muszę Ci o tym pisać. Mija rocznica śmierci tysięcy niewinnych ludzi,
        należy im się pokłon i chwila zadumy. Oni 59 lat temu szli ulicami, jechali
        tramwajami, kupowali na targu owoce, zaczynał się ponoć piękny i słoneczny
        dzień, zupełnie taki jak dziś...
        • marcotills Re: 59 lat temu nad Nagasaki też świeciło słońce. 09.08.04, 19:47
          Ten rodzaj smutku zawsze w moim sercu mieszka...
          Będąc w Afryce szczególnie często myślałem o tych, którzy odeszli i o tych,
          którzy są " żywymi trupami ", chociaż na Swiat się nie prosili...
    • agniecha_k Re: 59 lat temu nad Nagasaki też świeciło słońce. 09.08.04, 20:16
      niestety w Japonii (notabene: dla mnie drugiej ojczyźnie)pomimo tragedii w
      Hiroshimie i Nagasaki zapomina sie o tym jak wielkim zlem jest jakakolowiek
      forma energii jadrowej

      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34220,2220179.html
      Poniedziałkowa awaria w jednej z elektrowni atomowych w Japonii rzuciła cień na
      całą japońską energetykę nuklearną


      Cztery ofiary śmiertelne, kilkunastu rannych wśród pracowników - to bilans
      awarii, do jakiej doszło w elektrowni nuklearnej w Mihamie, 350 km na zachód od
      Tokio. Powodem wypadku był prawdopodobnie wyciek pary z jednej z turbin w
      pomieszczeniu reaktora na wodę. Kiedy temperatura doszła tam do 200 st. C,
      reaktor automatycznie się wyłączył, choć gorące opary wydostały się na
      zewnątrz. Rząd twierdzi, że nie doszło do skażenia radioaktywnego.

      Japonia to trzecia nuklearna potęga energetyczna świata, po USA i Francji. Na
      wyspach działają 52 elektrownie, które dostarczają jedną czwartą krajowej
      energii. W ostatnich latach japońską energetykę dotknął szereg awarii i
      skandali. Dwa lata temu tokijski operator TEPCO przyznał się do ukrywania
      ustaleń kontrolerów, którzy znajdowali pęknięcia w reaktorach
      • sloggi Re: 59 lat temu nad Nagasaki też świeciło słońce. 09.08.04, 21:12
        Nie tylko tam, w Temelinie też wciąż coś się psuje.
      • chaladia No mercy, no compassion 09.08.04, 21:14
        To nie Amerykanie zaczęli II Wojnę światową na Pacyfiku bez wyopwiedzenia.
        Przeciętny japoński sierżant w obozie dla jeńców czy choćby internowanych
        przebijał pod względem okrucieństwa o rząd wielkości najgorszych SS-manów i
        kapo w obozach hitlerowskich o rząd wielkości.
        To, że podobne okrucieństwo stosowano w japońskiej armii cesarskiej dla
        wzbudzenia patriotyzmu wśród podwładnych nie stanowi dla mnie żadnego
        wyjaśnienia.
        Ergo, nie widzę jakigokolwiek powodu do współczucia. Japce dostali, na co
        zasłużyli.

        Co do energii atomowej. Za 20-30 lat wszyscy (poza może Szwajcarią, Egiptem,
        Sudanem, Szwecją, Kanadą) będziemy "na gwałt" budować elektrownie atomowe, bo
        skończą się paliwa węglowodorowe.
        A wypadek, który zdarzył się w Japonii, mógł równie dobrze przytrafić się u nas
        na EC Siekierki lub EC Żerań. Pęknięcie przewodu wysokiego ciśnienia pary
        (nieskażonej przecież) zawsze może się zdarzyć - a woda pod ciśnieniem 60 atm i
        temperaturze 580°C przecina człowieka na pół niczym miecz samurajski...
        • sloggi Re: No mercy, no compassion 09.08.04, 21:55
          Cywilnej ludności jest mi zawsze żal, bo wielu cierpi i umiera bez żadnej winy.
        • agniecha_k Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 09:45
          nie moze byc tak, ze jesli zostal ktos zaatakowany przez okrutnego przeciwnika
          to wtedy mu wszystko wolno, bo jest ofiarą - bo inaczej zrownuje sie z
          agresorem

          japończycy w żaden w sposób nie zasłużyli na tak wielie okrucienstwo, tym
          bardziej że do dzis ludzie cierpią z powodu tamtych wydarzeń
          w wyniku napromieniowania rodza sie dzieci bez rączek, no, z pletwa na plecach
          wady te siegają już terzciego pokolenia i nic nie zapowiada, ze sie to szybko
          skończy
          to tak jakby ktoś postanowił ukarać wspólczesnych Niemcow za zbrodnie
          hitlerowskie i powiedzial "dostali, na co zasłużyli"

          poza tym zrzucenie bomby atomowej na Hiroshimę i Nagasaki bylo zbrodnią
          porównywalna do zbombardowania Drezna przeez aliantów
          w obu przypadkach ucierpiala przede wszyzstkim ludność cywilna

          a japońskie okrucieństwo jest wynikiem uwarunkowan historycznych <nie zebym
          japończyków broniła>, osoba nie znajaca tego kręgu kulturowego nigdy nie
          zrozumie sposobu postepowania mieszkańców Niphonu

          __
          "i widzę od lat nieprzerwanie podróbkę szczęścia z fabryki na Tajwanie"
          • chaladia Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 13:59
            II WŚ na Pacyfiku z punktu widzenia prawa międzynarodowego nigdy nie było.
            Japonia jej nigdy nie wypowiedziała. Wobec powyższego nie mogły funkcjonować
            prawa Konwencji Genewskich odnośnie praw ludności cywilnej. Co więcej, w
            warunkach tak zmilitaryzowanego społeczeństwa nie można było nazwać
            nikogo "cywilem". Przecież nawet dzieci przygotowywano do walki.

            Amerykanie walczyli z czymś na kształt narodowego terrorysty, który ich
            podstępnie zaatakował i który dopuszczał się wobec Amerykanów i ich
            sojuszników, któzy mieli nieszczęście wpaść w ich ręce, najbardziej wymyślnych
            okrucieństw. Uwzgędniając fakt, że nic nie rokowało, że Japonia się podda, a
            ataki na kolejne wyspy dowiodły, że ich zdobywanie kosztuje życie wielu Bogu
            ducha winnych Amerykanów, użycie broni A uważam za jak najbardziej sensowne. I
            skuteczne, bo już po drugiej "lekcji" Japce doskonale zrozumieli, o co chodzi w
            tym ćwiczeniu i podpisali bezwarunkową kapitulację.
            • agniecha_k Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 14:35
              mam wrażenie, że nie przeczytałas mojej poprzedniej wypowiedzi
              nie ucierpieli jedynie mieszkańcy ówczesnej Japonii, skutki odczuwalne są do
              dziś
              być moze w świetle prawa faktycznie nie można bylo nikogo nazwać cywilem,
              trochce inaczej to wygląda gdy popatrzysz przez pryzmat człowieczeństwa
              kobiety i dzieci (dziewczyn - bo jak slusznie zauważyłaś chłopcy byli szkoleni
              do słuzby wojskowej)
              poza tym Amerykanie wcale nie byli "Bogu ducha winni" jak piszesz, oni również
              byli okrutni, zabijali, torturowali, traktowali Dżapańczyków jak ludzi II
              kategorii
              a co do zmilitaryzowania społeczenstwa dżapańskiego, było ono takie w skutkek
              interwencji Amerykanow w latach wcześniejszych

              zgadzam sie z Toba, ze mieszkancy archipelagu w dopuścili sie ogromnego
              okrucieństwa nie tylko wobec Amerykanów, nic jednak nie moze usprawiedliwiać
              zrzucenia bomby atomowej na Hiroshime i Nagasaki
            • klemenko Re: No mercy, no compassion 11.08.04, 14:11
              Celem uściślenia:

              Konwencje genewskie obowiązują bez wzgledu na to, czy było wypowiedzenie wojny
              czy nie - liczy się stan faktyczny.

              Natomiast w 1945 i tak nie było konwencji, która by chroniła ludność cywilną.
              • yigael Re: No mercy, no compassion 11.08.04, 14:35
                klemenko napisał:

                > Celem uściślenia:
                >
                > Konwencje genewskie obowiązują bez wzgledu na to, czy było wypowiedzenie
                wojny
                > czy nie - liczy się stan faktyczny.
                >
                > Natomiast w 1945 i tak nie było konwencji, która by chroniła ludność cywilną.

                Chylę czoła! Brawo!
          • yigael Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 14:47
            Agniecho! Wybitnie zgodzę sie z Chaladią /co nie jest regułą, acz zdarza się w
            kontekstach hm... nuklearnych?/ to nie była zbropdnia na narodzie japońskim. To
            było miłosierdzie. Postudiuj historię wojny na pacyfiku. Poczytaj o boskim
            wietrze kaitenach itp. Poczytaj o japońskich badaniach maksymalnego ciężaru
            miny kontaktowej, z którą 10 latek (sic!) jest wystarczająco mobilny. Ów 10
            latek miał przyczepić minę do czołgu i zdetonować się z nią za cesarza /którego
            pozostawienie przy życiu, władzy i szacunku po wojnie uważam za wyjątkowo
            perfidny rechot historii/. Szczególnej uwadze polecam Ci historię walk o
            Okinawę - walki te były bezposrednim przygotowaniem inwazji na wyspy japońskie -
            straty wśród wojsk amerykańskich, japońskich jak i ludności cywilnej dają
            pojęcie o rzezi jaka mogła nastąpić. Japończycy umieraliby za cesarza do końca
            ostatniej wyspy, gdyby ów cesarz nie uświadomił sobie w pewnym momencie, że
            wojna już się skończyła i alternatywą jest tylko przegranie jej w tydzień po
            upokarzającej kapitulacji, lub zakończenie jej w tydzień po przejściu
            ostatniego skupiska Japończyków liczniejszego niż 500 osób w fazę gazową. Ta
            groźba zakończyła wojnę /swoją drogą udany blef - bomb było trzy - pierwsza
            poszła na pustyni w Stanach do testów, materiałów było do budowy jeszcze 3-4,
            ale za miesiąc dwa/. Swoją drogą dywanowe naloty na Tokio pociągnęły za sobą
            wielokrotnie więcej ofiar, także głównie od poparzeń.
            Jeśli nie chce ci się czytać to amerykańskie szacunki mówiły o stratach /w
            wypadku inwazji Japonii/ rzędu od 200 000 do 1 500 000 żołnierzy USA, straty
            wojsk japońskich miałyby być porównywalne do tych z Okinawy, gdzie stosunek
            zabitych Japonia/USA oscylował w okolicy 14/1. Doświadczenia walk na terenach
            gęsto zasludnionych i zurbanizowanych kazały przypuszczać, że straty ludności
            cywilnej przewyższą straty wśród żołnierzy 10-20 krotnie. Zatem przy ostrożnych
            szacunkach inwazja Japonii pociągnęłaby za sobą w lepszy świat 200 000 żołnieży
            USA, 2 800 000 żołnierzy cesarza i 28 000 000 japońskich cywilów. Full opcja
            przewidywała odpowiednio 1 500 000 jankesów, 21 000 000 samurajów i wybicie do
            nogi bogu ducha winnych Japończyków /przy zastosownym algorytmie straty
            ludności cywilnej to okrągłe 420 000 000, a tyle synów i córek japońska ziemia
            nie wydała/. Dlatego przyłączając się do głośnych japońskich protestów
            antyatomowych, dobrze jest mieć w pamieci, kto zaczął tą wojnę, kto skutecznie
            zredukował zaludnienie części Chin i całej Koreii o 1/3, w czyim kanonie
            prowadzenia wojny mieściło się testowanie mieczy na karkach losowo wybranych
            jeńców i późniejsza konsumpcja tych jeńców przez oficerów, kto uważał że
            najlepszym systemem naprowadzania na cel bomby lotniczej jest jej integracja z
            samolotem nosicielem i 18 latkiem po hiperintensywnym kursie latania, kto w
            końcu uważał, że miny kontaktowe detonowane ręcznie przez i wraz z obsługą
            muszą być obsługiwane przez "żołnierzy" w przedziale wiekowym 10-12 gdyż
            starszych jako zdolnych do bardziej skomplikowanych działań bojowych nie wolno
            tak lekkomyślnie marnotrawić w zastosowańiach tyleż nieskomplikowanych co 100%
            letalnych.
            Uwarunkowania kulturowe niczego nie tłumaczą, sam znam i cenię japońską
            kulturę, kodeks bushido to piękna rzecz, ale w połączeniu z armiami bombowców,
            flotami lotniskowców i boskim kultem cesarza wróży armagedon. Trzeba był
            niestety dać odór japońskim wartościom z całą stanowczością. Przyswojenie
            zdobyczy technicznych i militarnych ZACHODNIEGO materialno empirycznego świata
            i równoczesne tkwienie w systemie wartości innym niż świecka demokracja
            przedstawicielska zwiastuje duże kłopoty. Nie trzeba sięgać do historii - nie
            Chciałabyś chyba żeby jakiś jednooki mułła, żyjący we wzniosłym
            przeświadczeniu, że jakość życia wiecznego zależy od ilości zgładzonych
            niewiernych, a święta wojna jest warością najwyższą miał dostęp do guzika
            atomowego uruchamiającego potencjał porównywalny z np. rosyjskim nieprawdaż?
            Naszą egzystencję obliczałbym wtedy na czas niezbędny do rytualnych ablucji.
            Taka wizja mnie przeraża, tak samo jak wizja generała wykształconego w
            neimieckiej czy brytyjskiej uczelnie wojskowej, mającego pod sobą kilkadziesiąt
            dywizji i dwie armie powietrzne i LITERALNIE stosującego kodeks bushido.
            Normalnie gorzej niż małpa z brzytwą i wdupie mam tu uwarunkowania kulturowe.
            A co do Drezna i jego nieodżałowanych zabytków, to celem nie była
            ludność /głównie uchodźcy zresztą/ tylko małe chałupnicze wytwórnie paliwa. I
            zanim powiesz co taka rozśrodkowana produkcja paliw płynnych z węgla mogła
            wnosić do wysiłku wojnego Niemiec przypomnę, że pomimo całkowitego braku źródeł
            ropy naftowej, braku jakichkolwiek zapasów od ofensywy w ardenach co najmniej,
            mimo całkowitej dezorganizacji transportu kolejowego, w kwietniu i maju 1945
            roku samoloty niemieckie latały, czołgi jeździły, a U-boot'y typ XXI wychodziły
            w morze /ostatni 4 maja/.
            Reasumując jeśli prowadzimy wojne konwencjonalną /nie o bezatomową mi tu chodzi
            a o przyjętą konwencję/ to można się bawić - pokonany rycerz zostaje gościem
            zwycięzcy i na słowo honoru pałęta się po jego włościach do czasu uiszczenia
            okupu, nie bombardujemy miast, szkół i szpitali, nie używamy gazów bojowych i
            wąglika etc. etc. Jeśli natomiast naprzeciw nas stoi banda furiatów
            wyposażonych w technologię umożliwiającą masowe wysyłanie nas w lepsze światy,
            furiatów kierujących się sobie właściwym "systemem wartości" w którym masowe
            zabijanie nas wszelkimi dostępnymi im sposobami zajmuje poczesne miejsce to
            trzeba im te pomysły wyperswadować, lub dokonać ich eksterminacji. Trzeba to
            zrobić szybko i stanowczo, z użyciem dostępnych środków i minimalizacją strat
            WŁASNYCH.
            Martwi mnie to, że o ile w latach 40 ubiegłego stulecia byliśmy do tego zdolni
            to wskutek zimnowojenej paranoi i związanej z nią traumy zachód popadł w
            pułapkę otwartości na inne systemy wartości i pacyfizmu za wszelką cenę.
            Dlatego spodiewam się, że jeszcze nieraz zobaczymy ofiary terroru w naszych
            miastach. Zabrzmi to "niepolitycznie" , ale gdyby reakcją amerykanów na
            tragedię WTC było odparowanie znacznych połaci Afganistanu i Pakistnu za pomocą
            głowic termojądrowych to następnego dnia arabskie telewizje dokonywałyby
            przekazów na żywo w systemie NICAM - stereo masowych, publicznych egzekucji
            wszystkich znanych terrorystów, na głównych placach wszystkich /wciąż
            istniejących/ stolic państw islamskich. A policje państw zachodnich otrzymałyby
            pełne listy siatek terrorystycznych z numerami obuwia bojowników włącznie,
            uzyskane na drodze wstepnej obróbki cieplnej skazańców dokonanej za pomocą
            lutownicy czy innego poręcznego narzędzia.
            Tak jak japoński cesarz przejżał w ciągu tygodnia na oczy i zamiast upajać się
            swą boskością zaczął kombinować jak przeżyć i uchronić naród od genocydu tak
            irańscy mułłowie kamieniowaliby terrorystów i służyli Izraelowi czy Ameryce
            listami swoich obywateli, których gospodarze powinni wyłapać i unieszkodliwić.
            Jeśli jak twierdzisz nie jesteśmy w stanie zrozumieć japończyków i ich
            okrucieństwa, nie wymagaj zrozumienia dla ich cierpień związanych z naszą
            przewagą technologiczną.
            • zenta1 Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 15:34
              ...to dopiero tyrada !
              Yiagael - zgadzam się w 125 % z tym co napisałeś.
              Zachód, do którego duża część z nas mentalnie należy, ma prawo bronić swojego
              systemu wartości. Wszelkimi sposobami. Z nietolerancją i fanatyzmem nie ma
              dyskusji.
              "Pułapka otwartości na inne systemy wartości" - to jak własnoręczne założenie
              sobie pętli na szyję. Cała bieda trzeciego świata ciągnie do tego upragnonego
              raju. Ciągną ze swoimi religiami, fundamentalizmem, ciemnotą obyczjową itd W
              cieżąrówkach -chłodniach pod kanałem La manche, na swoich dżonkach ,statkach
              widmach na Sycylię czy do Hiszpanii. Ciągną, ciągną i ciągną zewsząd. Wpuść
              teraz takiego do swojego domu, podziel się z sypialnią, kuchnią i lodówką. Za
              parę dni poder żnie tobie gardlo w imię swoich religijnych nakazów i
              wypierdzieli całą rodzinę na łono Allaha.
              • yigael Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 16:32
                zenta1 napisał:

                > ...to dopiero tyrada !

                Tja, sorry za rozwlekłość, ale coroczne światowe pochylanie się nad "zbrodnią"
                Hiroszimy i Nagasaki drażni mnie wyjątkowo. To swoisty zimnowojenny relikt
                czasów strachu przed wojną termonuklearną ,powodujący rozpatrywanie całego
                incydentu kompletnie bez kontekstu historycznego. Tak jakby cały świat
                corocznie pochylał się nad tragedią zdobywanego Berlina , a alianci - Wielka
                Brytania, USA, i Rosja byliby stawiani w niezręcznej sytuacji winnych tragedii.
                Zareagowałem więc nieco emocjonalnie, czego skutkiem jest tak nadprodukcja
                tekstu czy niezamierzone powtórzenia, jak i liczne błędy interpunkcyjne,
                literówkowe i /o zgrozo!/ ortograficzne.

                Cieszę się że ktoś myśli podobnie, o ile nie znoszę rasizmu, czy nietolerancji,
                to nasza otwarość kulturowa powinna mieć granice. Dokładnie takie same, moim
                zdaniem, jak granice naszej tolerancji obyczajowej - wolność kończy się tam,
                gdzie zagraża wolności drugiego człowieka.
                Stawianie "różnorodności" kulturowej na piedestale i pielęgnowanie wszelkich
                mniejszościowych wierzeń i kultur może prowadzić do absurdu. Chronimy
                różnorodność za wszelką cenę, zakazy okrutnych rytuałów plemiennych spotykają
                się z zarzutami o rasizm i ksenofobię - czy nie jest to slepy zaułek? Czy każda
                odmienność jest dobra? Załamujemy ręce /jestem archeologiem/ nad
                konkwistadorami, którzy niszczyli wspaniałe cywilizacje, wstydzimy sie za nich -
                czy słusznie? Czy my pełni humanizmu i otwartości potrafilibyśmy współistnieć
                z piękną, wspaniałą wysublimowaną, jakże odmienną cywilizacją Azteków, która
                choć nie znała koła, wznosiła piramidy - ołtarze budzące podziw i zdumienie
                nawet dzisiaj - ogromne i olśniewające bo służące uśmiercaniu w ciągu jednego
                dnia kilkunastu tysięcy ludzi przez wyrwanie bijącego serca? Czy starczyłoby
                nam otwartości by twierdzić, że różnorodność i kulturowe współistnitnie są
                wartościami nadrzędnymi? Zwłaszcza, że owa cywilizacja preferowała składanie w
                ofierze sąsiadów? Zwłaszcza gdyby owa cywilizacja przyswoiła koło? Gdyby
                nauczyła się to koło wymieniać kiedy czołg się zepsuje? Gdyby wykształciła
                pierwszego fizyka jądrowego? Gdyby ...

                A miało być krócej ...
            • chaladia Piękne to i mądre, co napisałeś... 10.08.04, 16:18
              Do tego w doskonałej polszczyźnie, co się na tym Forum nieczęsto trafia...
              Szkoda tylko, że do tego stopnia niepoprawne politycznie, że na żadnym forum
              nie-prywatnym nie można by tego opublikować bez zdecydowanej akcji admina.
            • agniecha_k Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 16:51
              ale się rozpisałes smile))

              jak juz napisałam nie popieram postepowania Japończyków
              dopuścili się oni wielu zbrodnii, które należy potępić
              nic jednak nie usprawiedliwia zrzucenia bomy atomowej, w skutek działania
              której do dzis giną niewinni ludzie

              w jedynm z kolejnych swoich postów napisałeś, ze mierzi cie obchodznie cie co
              roku rocznicy tragicznych wydarzeń w Dżapanii, Twoim zdaniem to tak jakby
              litować sie nad berlińczykami w rocznicę zdobycia Berlina
              wg mnie jednak zdarzeń tych porównywać nie należy
              dlaczego?
              powtarzam raz jeszcze: skutki tragedii w Hiroshimie i Nagasaki są widzoczne do
              dziś, to tak jakbyś chciał dzis ukarać Niemców za zbrodnie sprzed ponad poł
              wiekiu

              zainteresowanym polecam książkę Edit Morris pt."Posiew Hiroshimy" obie części
              przyczym (razem czy osobno?) II szczególnie
              moim skromnym zdaniem książka zahacza o grafomaństwo, jednak autorce udało sie
              ukazać skutki wydarzeń z 6 sierpnia 1945
              • yigael Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 17:12
                Zważ że nigdzie nie pisałem o karaniu! Różnica drobna acz zasadnicza. Zrzucenie
                bomby atomowej na Japonię "za karę" uznałbym za zbrodnię. Zrzucenie jej celem
                wyboru mniejszego zła zbrodnią nie było. Zważ, że gdyby nie owe bomby Japonia
                nie byłaby dziś wiodącą potęgą ekonomiczną świata, której rozwinięta nauka i
                medycyna może badać odległe skutki użycia broni jądrowej. Nie byłoby mocarstwa,
                nie byłoby większości Japończyków, Japonia byłaby rzadko zaludnionym krajem
                rolniczym! Bomby A pociągnęły za sobą do ćwierć miliona ofiar i regionalny
                wzrost zachorowlności /mniejszy niż w Czernobylu zresztą, wskutek innego składu
                izotopowego skażenia/ na ciężkie choroby /w tym wzrost patologii
                ciąż/. "Konwencjonalne" szturmowanie Japonii pociągnęłoby za sobą DZIESIĄTKI
                MILIONÓW cywilnych ofiar w myśl najostrożniejszych szacunków, w myśl
                najbardziej prawdopodobnych szacunków - GENOCYD Japończyków. O Japończykach
                nauczano by dziś w szkołach jak o przedwojennej warszawskiej diasporze
                żydowskiej nie przymierzając. Wszyscy wiedzieliby, że kiedyś japończycy byli
                ale nikt by ich nie widział na oczy. Nie byłoby sushi barów, filmów karate,
                japońskich motocykli, elektroniki i notowań tokijskiej giełdy. Japoński byłby
                ryż i konserwy rybne.
                Powołujesz sie na książkę, która ma jedną, postawową wadę - brak kontekstu
                historyczno - militarnego. Zawężanie horyzontu myślowego nie służy jakości
                wyciąganych wniosków.
                • zenta1 Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 18:26
                  ...zaskakująca konkluzja.
                  • yigael Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 19:02
                    zenta1 napisał:

                    > ...zaskakująca konkluzja.

                    Czy ja wiem czy zaskakująca? Historia i polityka bywają do bólu ironiczne w
                    swoim współistnieniu. Czy potęga dzisiejszych Niemiec byłaby możliwa bez
                    niemieckiego "cudu gospodarczego"? Nie. Czy ów cud byłby możliwy bez planu
                    Marshalla? Nie. Czy ów cud byłby możliwy gdyby nie stała obecność militarna i
                    gospodarcza Wielkiej Brytanii i USA w Niemczech? Nie. Czy owa obecność byłaby
                    tak wyraźna gdyby nie NRD i otoczony Radzieckimi garnizonami Berlin Zachodni?
                    Nie.
                    Ergo - gdyby nie istnienie NRD i muru berlińskiego, gdyby Rosjanie wycofali się
                    z Niemiec, gdyby nie obłęd zimnej wojny - sukcesy gospodarcze Republiki
                    Federalnej Niemiec byłyby daleko skromniejsze. A uwzględniając skalę wojennych
                    zniszczeń i konieczność uregulowania reparacji wojennych /z których
                    zimnowojenne mocarstwa na wyścigi rezygnowały/ dzisiaj młodzi Niemcy tułaliby
                    się za groszem po Europie - pomarańcze w Hiszpanii, oliwki we Włoszech,
                    winogrona we Francji, jagody w Szwecji czy ... truskawki w Polsce.
                • agniecha_k Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 20:33
                  yigael napisał:


                  > Powołujesz sie na książkę, która ma jedną, postawową wadę - brak kontekstu
                  > historyczno - militarnego. Zawężanie horyzontu myślowego nie służy jakości
                  > wyciąganych wniosków.
                  >
                  rzeczywiście książka ta jest pozbawiona kontesktu historyczno-militarnego, ale
                  jest tak tylko dlatego, że traktuje ona na temat stuktków użycia broni jadrowej
                  dla zwykłych, nie siegajacych po broń Japonczyków. Przedstawia ona dramat
                  kobiety, której matka ginie podaczas ekspolozji, mąż umiera w wyniku
                  napromieniowania, siostra rodzi na tyle okaleczone dziecko, że nie jest on w
                  stanie samodzielnie żyć, a przyjaciel, traci to co dla malarza to co
                  najważniejsze - ręce. Autorka nikogo nie oskarża, stwierdza tylko "to wciąż
                  trwa i obawiam sie, że nigdy nie zobaczymy końca". kontekst militarno-
                  historyczny jest tu wiec niepotrzebny, bo nie on jest w tym wypadku
                  najważniejszy
                  nie można wiec stwierdzić, że Dżapanczycy na to sobie zasłużyli, nikt na coś
                  takiego nie zasłużył!
                  • yigael Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 22:48
                    Ja nie napisałem że zasłużyli. Napisałem że rozpętali /jako naród/ piekło,
                    rozpętali w dużej mierze dlatego, że ich feudalny system wartości jaskrawo
                    odstawał od posiadanej technologii. Druga strona musiała to piekło zakończyć.
                    Zakończyła. W sposób możliwie "subtelny" jeśli chodzi o straty "siły żywej".
                    Gdyby zdobywali wyspy metodą dom po domu matka tej kobiety też by zginęła, i
                    mąż, i siostra, i ona sama też. Na Discovery stara Japonka przechadzając się po
                    porośniętych krzakami wzgórzach nad zatoką wskazywałaby palcem na sterczące
                    gdzieniegdzie kikuty murów i opowiadała o kilkumilionowym mieście, które kiedyś
                    tam było i nazywało się Tokio.
                    Denerwuje mnie rozpatrywnie tragedii tych miast w oderwaniu od kontekstu
                    historycznego, w czym rozmaite organizcje i autorytety się lubują.
                    Napisałaś, że Japonia jest Ci bliska. Pomyśl jak by wyglądała
                    po "konwencjonalnej" inwazji? Kiedy każda miejscowość, nie mówiąc o mieście
                    doświadczyłaby zażartych walk ulicznych. Drezno, Tokio czy Nagasaki to betka,
                    pomyśl raczej o Warszawie, Stalingradzie, Kijowie, Bastogne, Berlinie. O
                    gigantycznej rzezi pośród stert gruzów. O dywanowych nalotach konwencjonalnych,
                    dzień po dniu, na miasto po mieście, przez dwa lata /porównaj skalę zniszczeń
                    Tokio i Nagasaki - zdziwisz się/. To jest kontekst. Postaw sie w sytuacji
                    dowódców. Po jednej stronie kilkadziesiąt-kilkaset tysięcy ofiar i zakończenie
                    wojny w tydzień - po drugiej dzisiątki milionów ofiar i rok-dwa lata walk w
                    perspektywie. Co byś Wybrała? Wysłałabyś kilkunastu chłopców by bez strat
                    własnych zabili kilkadziesiąt tysięcy ludzi, czy kilka milionów chłopców by
                    tracąc setki tysięcy kolegów ołowiem, stalą i trotylem torowali sobie drogę
                    znaczoną ciałami milionów Japończyków? Co byś wybrała? To prosta alternatywa.
                    Trzeciego wyjścia nie było.
                    Skutki wojny są straszne. Każdej wojny. Ale zanim napiszesz jak potwornym złem
                    było użycie tych bomb pomyśl o alternatywie przed jaką stali decydenci. Nie
                    istniało "dobre" wyjście. Gdyby wybrali drugą opcję dzisiaj pewne środowiska /o
                    ironio w dużej mierze te same/ krytykowałyby ich twierdząc, że gdyby nie chęć
                    utajnienia przez rząd USA nowej broni możnaby uniknąć milionów ofiar.

                    Jeśli oderwiemy sytuację i działania ludzkie w tej sytuacji od wszelkiego
                    kontekstu tracimy układ odniesienia. Przykład? Proszę. Czy zabicie człowieka
                    jest zbrodnią? Tak. Czy zabicie go w sposób niezwykle okrutny, spalenie żywcem,
                    czyni zbrodnię jeszcze gorszą? Na pewno tak. Czy okrutne zabicie kilku ludzi
                    jest jeszcze większa zbrodnią? Oczywiście. Czy popełnienie takiej zbrodni z
                    rozmysłem i świadomie, okazywanie radości z powodzenia tego czynu przejmuje nas
                    grozą? Pewnie. Kim jest człowiek, który takie czyny popełnia jako nastolatek,
                    dziecko niemalże? Potworem i zwyrodnialcem? Dokładnie tak. Ale czy w każdym
                    kontekście? Czy szczerbaty 12 letni Powstaniec Warszawski Rozliczający się po
                    akcji z butelek z benzyną i radośnie raportujący "Panie poruczniku melduję że
                    czołg spaliłem !!!" jest potworem i zwyrodnialcem?
                    Więc nie pisz proszę, że skutki medyczne i społeczne użycia broni jądrowej
                    można rozważać w oderwaniu od "niepotrzebnego" kontekstu miltarno-politycznego.
                    To nie ma sensu. Równie dobrze można przecież rozważać militarno-polityczne
                    skutki użycia tej broni w oderwaniu od kontekstu społecznego i medycznego
                    prawda?
        • impostor Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 19:02

          o nie, bracie!!!!!!

          wojny wywoluja darmozjady zwane politykami. od zawsze!! w dupie maja los
          zolnierzy i cywilow, bo dla takiego "wladcy" wojna to szachy i obchodzi go
          tylko wynik koncowy.

          zakladajac, ze nasz "rzad" wypowiedzialby komus wojne (przeciw czemu
          protestowalbym z calych sil, jak protestuje przeciw instytucjom rzadu i panstwa
          jako takim), to wg Twojej logiki, jesli zleci mi na leb bomba i mnie zabije, to
          cacy, zasluzylem sobie, po co wywolywalem wojne, tak?

          MYSL!!!!!!!!!!!!!! to nie boli!!



          chaladia napisał:


          > To nie Amerykanie zaczęli II Wojnę światową na Pacyfiku bez wyopwiedzenia.
          > Przeciętny japoński sierżant w obozie dla jeńców czy choćby internowanych
          > przebijał pod względem okrucieństwa o rząd wielkości najgorszych SS-manów i
          > kapo w obozach hitlerowskich o rząd wielkości.
          > To, że podobne okrucieństwo stosowano w japońskiej armii cesarskiej dla
          > wzbudzenia patriotyzmu wśród podwładnych nie stanowi dla mnie żadnego
          > wyjaśnienia.
          > Ergo, nie widzę jakigokolwiek powodu do współczucia. Japce dostali, na co
          > zasłużyli.
          >
          > Co do energii atomowej. Za 20-30 lat wszyscy (poza może Szwajcarią, Egiptem,
          > Sudanem, Szwecją, Kanadą) będziemy "na gwałt" budować elektrownie atomowe, bo
          > skończą się paliwa węglowodorowe.
          > A wypadek, który zdarzył się w Japonii, mógł równie dobrze przytrafić się u
          nas
          >
          > na EC Siekierki lub EC Żerań. Pęknięcie przewodu wysokiego ciśnienia pary
          > (nieskażonej przecież) zawsze może się zdarzyć - a woda pod ciśnieniem 60 atm
          i
          >
          > temperaturze 580°C przecina człowieka na pół niczym miecz samurajski...
          >
          >
          >
          • yigael Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 19:12
            impostor napisał:

            >
            > o nie, bracie!!!!!!
            >
            > wojny wywoluja darmozjady zwane politykami. od zawsze!!

            Mylisz się zasadniczo! Wojna jest zjawiskiem starszym niż polityka,
            państwowość, pismo czy nawet mowa. Wojny plemienne /plemię użyte tu
            zdecydowanie na wyrost/ u zarania ludzkości nie różniły się szczególnie od
            wzajemnych walk stad szympansów. O polityce nikt wtedy nie myślał. Zmieniają
            się jedynie skala i używane środki bojowe, ale idea wojny jest niezmienna.
            Niestety.
            • impostor Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 19:18
              w kazdym plemieniu byl i jest wodz. baranki musza miec dla kogo walczyc.
              • yigael Re: No mercy, no compassion 10.08.04, 19:46
                Plemię było "na wyrost". Nie było mowy o polityce, mowy nie znano. Wódz tu nie
                pasuje, dominujący samiec /bądź samica/ raczej. W zbożnym dziele krzewienia
                ideałów anarchii Zaglopowałeś się nieco. Czy w imię nienawiści do wszelkiej
                polityki zaczniesz tępić samce jelenia?
                Zważ też że zideologizowany pacyfizm jest ruchem stricte politycznym, a
                działalność jego przedstawicieli w latach 30 ubiegłego stulecia zaowocowała II
                wojną światową. Gdyby nie pewien brytyjski premier wielebiący "przywozić pokój"
                swym rodakom i machać bumagą na schodkach samolotu - gdyby zareagowano
                stanowczo militarnie po pierwszym pogwałceniu przez Hitlera Traktatu
                Wersalskiego to Druga Wojna Światowa trwałaby tydzień, a jej przebieg byłby
                porównywalny z Anschluss'em Austrii.
                Ja też nie kocham polityków, wilu nawet nie toleruję, ale przyznaję rację
                Churchill'owi, który twierdił, że o ile demokracja jest fatalnym sposobem
                organizacji społeczeństwa, to nikt jak na razie nie wymyślił lepszego.
                Masz jakąś propozycję? Rozumiem że w szlachetnym odruchu sprzeciwu Chciałbyś
                zlikwidować polityków. Co w zamian?
                ps. Są rzeczy za które gotów byłbym pójść na wojnę. Dziękuję za określenie mnie
                zaszczytnym mianem barana.
                • impostor Re: No mercy, no compassion 11.08.04, 13:24
                  yigael napisał:

                  > Plemię było "na wyrost". Nie było mowy o polityce, mowy nie znano. Wódz tu
                  nie
                  > pasuje, dominujący samiec /bądź samica/ raczej. W zbożnym dziele krzewienia
                  > ideałów anarchii Zaglopowałeś się nieco. Czy w imię nienawiści do wszelkiej
                  > polityki zaczniesz tępić samce jelenia?

                  wolnego. teraz w potepianiu mojego punktu widzenia Ty sie zagalopowales i to az
                  na koniec swiata.
                  czy nie mam prawa sie wkurzac na fakt, ze wszedzie istnieje taki
                  wodz/samiec/samica - niepotrzebne sobie wykresl, yigaelu, ktory w imie (w
                  wiekszosci) swoich wizji czy pragnien wysyla ludzi na smierc, rzadko kiedy
                  pytajac, ile ich to wszystko interesuje? czy nasi chlopcy, wyslani do iraku
                  przez rzad (to ten samiec w naszym przypadku), mimo ze doskonala wiekszosc
                  spoleczenstwa jest przeciw, musza ginac, bo dostali rozkaz od red boys?


                  > Zważ też że zideologizowany pacyfizm jest ruchem stricte politycznym, a
                  > działalność jego przedstawicieli w latach 30 ubiegłego stulecia zaowocowała
                  II
                  > wojną światową.

                  i tak dalej i tak dalej. ustal sobie, czy jestem anarchista, czy pacyfista.
                  zapewniam Cie, ze ani jednym, ani drugim. po prostu potrafie po swojemu ocenic
                  rzeczy, ktore moim zdaniem smierdza, bez niepotrzebnego szufladkowania sie.
                  dajesz rade ogarnac?


                  > Ja też nie kocham polityków, wilu nawet nie toleruję, ale przyznaję rację
                  > Churchill'owi, który twierdił, że o ile demokracja jest fatalnym sposobem
                  > organizacji społeczeństwa, to nikt jak na razie nie wymyślił lepszego.
                  > Masz jakąś propozycję?

                  a musze? czy ja za to biore pieniadze? nie, ja na ten caly burdel jeszcze place
                  podatki. i obserwuje efekty. i je oceniam. mam prawo, jako ten, co ich karmi.


                  Rozumiem że w szlachetnym odruchu sprzeciwu Chciałbyś
                  > zlikwidować polityków. Co w zamian?

                  polityka warstwowa w zamian.


                  > ps. Są rzeczy za które gotów byłbym pójść na wojnę. Dziękuję za określenie
                  mnie
                  >
                  > zaszczytnym mianem barana.

                  na ksiedza tez sie obrazasz, jak Cie nazwie owieczka? tak samo ja nazwalem
                  tych, co musza sluchac naszych swieckich "bogow"-barankami. nie nadinterpretuj,
                  bo to jest ponizej pewnego poziomu, ktory - odnosze wrazenie - prezentujesz.

                  pozdrawiamsmile
                  • yigael Re: No mercy, no compassion 11.08.04, 14:34
                    impostor napisał:

                    > wolnego. teraz w potepianiu mojego punktu widzenia Ty sie zagalopowales i to
                    az
                    >
                    > na koniec swiata.
                    Zaśby tam. Stwierdzam tylko że wojnę definiowaną jako rozwiązanie konfliktu
                    dwóch grup za pomocą siły i "pomocy naukowych" odziedziczylismy po zwierzęcych
                    przodkach. Nasi przodkowie Uprawiali ją przed rozwinięciem mowy, tak jak
                    uprawiają ją szympansy. I już. Możemy się na to zżymać, ale będzie to nas
                    zintelektualny szprzeciw wobec ewolucji, przyrody, rzeczywistości starszej niż
                    my sami. Możemy się intelektualnie nie godzić z tym, że pies sika podnosząc
                    nogę a nietoperz lata tylko jaki to ma sens?

                    > czy nie mam prawa sie wkurzac na fakt, ze wszedzie istnieje taki
                    > wodz/samiec/samica - niepotrzebne sobie wykresl, yigaelu, ktory w imie (w
                    > wiekszosci) swoich wizji czy pragnien wysyla ludzi na smierc, rzadko kiedy
                    > pytajac, ile ich to wszystko interesuje? czy nasi chlopcy, wyslani do iraku
                    > przez rzad (to ten samiec w naszym przypadku), mimo ze doskonala wiekszosc
                    > spoleczenstwa jest przeciw, musza ginac, bo dostali rozkaz od red boys?


                    Możesz. Zważ tylko, że:
                    a) Tłumaczysz wnioski ogólne przypadkiem szczególnym. Niemetodologiczne to. O
                    wojnie w Iraku jestem gotów dyskutować. /Moje poglądy w skrócie: Czy reżim
                    Husajna należało obalić? Tak. Czy należało się za niego zabrać zaraz po
                    Afganistanie? Niekoniecznie. Jeśli to z dobrym pomysłem. Czy ten pomysł jest?
                    Nie ma. Czy są reżimy groźniejsze dla świata niż Iracki? Tak. Czy należało w
                    polskiej sytuacji opowiedzieć się po którejś stronie? Tak. Czy wybraliśmy dobrą
                    stronę? Tak./
                    b) Siejesz populizm. Żołnierza z Małkinii generalnie nie musi interesować
                    sytuacja w Czadzie. Społeczeństwo będzie generalnie przeciw temu zeby "nasi
                    chłopcy" ginęli gdziekolwiek. [Ciąg dalszy tej myśli nastąpi poniżej].

                    > i tak dalej i tak dalej. ustal sobie, czy jestem anarchista, czy pacyfista.
                    > zapewniam Cie, ze ani jednym, ani drugim. po prostu potrafie po swojemu
                    ocenic
                    > rzeczy, ktore moim zdaniem smierdza, bez niepotrzebnego szufladkowania sie.
                    > dajesz rade ogarnac?

                    Z reguły ogarniam, dziękuję za tą troskliwą wycieczkę osbistą. Napisłem o
                    pacyfizmie i anarchizmie iżby uświadomić ci sprzeczność wewnętrzną krytyki
                    polityków z pozycji przez Ciebie /w twych wypowiedziach w tym wątku/
                    prezentowanych Taka postawa krytyki polityki jako takiej jest też postawą
                    polityczną sama w sobie. Stwierdzenie to trąci może sofistyka, ale co tam,
                    natomiast twojej niechęci do "szufladkowania" nie podzielam. Nie nazwałem cię
                    pacyfistą czy anarchistą. Wskazałem tylko pewne cechy dwóch prądów
                    intelektualno - politycznych ku którym wyraźnie się w niniejszej dyskusji
                    skłaniasz. Tylko tyle. Nie ma się o co obrażać. Jeśli ktoś po dyskusji ze mną
                    stwierdzi że mam liberalne poglądy gospodarcze nie obrażam się i nie przekonuję
                    że nie mam poglądów a przypadkiem moje zdanie pokrywa się z opiniami teoretyków
                    neoliberalizmu.

                    > a musze? czy ja za to biore pieniadze? nie, ja na ten caly burdel jeszcze
                    place
                    >
                    > podatki. i obserwuje efekty. i je oceniam. mam prawo, jako ten, co ich karmi.

                    Widzisz, piszesz coś o poziomie dyskusji. Od pewnego poziomu / moim zdaniem od
                    obecnego gimnazjum/ należy na umotywować sprzeciw, i wskazać alternatywę.
                    Mówiąc "nie" należy być przygotowanym na pytanie "dlaczego nie?". Mówiąc "nie
                    tak/tędy/to" należy sopdziewać się pytań "jak?", "którędy?", "to co?".
                    Potępianie w czambuł wszystkiego bez wskazywania czegokolwiek w zamian jest
                    konstruktywne raczej w miernym stopniu. [Ciąg dalszy pewnej mysli] Demokracja
                    NIE MOŻE KIEROWAĆ SIĘ SONDAŻAMI, po to potrzebujemy prawdziwych mężów stanu,
                    przywódców politycznych. Zwłaszcza argument o sondażowym sprzeciwie wobec wojny
                    czy podniesienia podatków jest bałamutny. Wiesz o tym. Mamy przecież
                    technologiczną możliwość wprowadzenie demokracji bezpośredniej, jak w Atenach.
                    Wyobrażasz sobie sprawowanie władzy w systemie audiotele? głosowań przez
                    internet? referendów SMS'owych? Ile trwał by upadek dowolnego kraju? Zazwyczaj
                    politycy kierujący się w swych działaniach przede wszystkim bieżącymi badaniami
                    opinii publicznej, a nie własną wizją, na którą głosowali wyborcy, są z
                    perspektywy czasu oceniani jako miernoty bez kręgosłupa, a ich rządy obwołuje
                    się "czasem straconym".
                    >

                    > polityka warstwowa w zamian.
                    >
                    To już było. Ale proszę rozwiń tę myśl nim skomentuję.

                    > na ksiedza tez sie obrazasz, jak Cie nazwie owieczka?

                    Nie. Stosuję wobec niego formułę "Dzień dobry Panu" i proszę o wzajemność.

                    tak samo ja nazwalem tych, co musza sluchac naszych swieckich "bogow"-
                    barankami. nie nadinterpretuj,

                    Nie czynię tego. Jak rozumiem Ty nie wyobrażasz sobie sytuacji, wktórej idziesz
                    na wojnę z pełnym przekonaniem?

                    > bo to jest ponizej pewnego poziomu, ktory - odnosze wrazenie - prezentujesz.

                    Dziękuję rumienię się smile

                    > pozdrawiamsmile

                    Ja również. Skrobnij coś o tej stratyfikacji polityki.
                    • impostor Re: No mercy, no compassion 11.08.04, 23:24
                      yigael napisał:


                      > Zaśby tam. Stwierdzam tylko że wojnę definiowaną jako rozwiązanie konfliktu
                      > dwóch grup za pomocą siły i "pomocy naukowych" odziedziczylismy po
                      zwierzęcych
                      > przodkach. Nasi przodkowie Uprawiali ją przed rozwinięciem mowy, tak jak
                      > uprawiają ją szympansy. I już. Możemy się na to zżymać, ale będzie to nas
                      > zintelektualny szprzeciw wobec ewolucji, przyrody, rzeczywistości starszej
                      niż
                      > my sami. Możemy się intelektualnie nie godzić z tym, że pies sika podnosząc
                      > nogę a nietoperz lata tylko jaki to ma sens?
                      >

                      odnosze wrazenie ze zlapales sie za niewlasciwy koniec sznurka. tematem moich
                      pierwotnych wypocin nie byla struktura wojny i plemienia, tylko fakt, komu to
                      sluzy. to ze napisalem "od zawsze" wziales zbyt doslownie. wiesz, o co mi
                      chodzilo i nie drazmy tematu plemienia i samca juz dalejsmile



                      >
                      > Możesz. Zważ tylko, że:
                      > a) Tłumaczysz wnioski ogólne przypadkiem szczególnym. Niemetodologiczne to. O
                      > wojnie w Iraku jestem gotów dyskutować.

                      czemu? daleko mialem szukac przykladu na to, jak wladza ma w tylku opinie
                      publiczna i "wspiera sojusznika" miesem armatnim, ktore chcac niechcac, musi
                      tejze "wladzy" sluchac? (jaki z amerykanow sojusznik, to temat na inny watek)



                      > b) Siejesz populizm. Żołnierza z Małkinii generalnie nie musi interesować
                      > sytuacja w Czadzie.

                      ok. ale z takim stanowiskiem zgodzilbym sie, jak bysmy mieli armie zawodowa.
                      wtedy moge stwierdzic: w porzadku, poszedl do wojska z wyboru, wiec wiedzial na
                      co sie pisze. ale u nas idzie sie do wojska z musu. i takich chlopakow sie
                      wysyla do np. iraku.
                      . [Ciąg dalszy tej myśli nastąpi poniżej].
                      >

                      >
                      > Z reguły ogarniam, dziękuję za tą troskliwą wycieczkę osbistą.

                      przepraszam. nie chcialem Ci dogryzac, jakos mi tak wyszlo.

                      > Nie ma się o co obrażać.

                      nie przesadzajmy, nie mamy po 10 lat. dyskutujemy i jest ok. przeciez po to, do
                      licha tu jestesmysmile


                      > Widzisz, piszesz coś o poziomie dyskusji. Od pewnego poziomu / moim zdaniem
                      od
                      > obecnego gimnazjum/ należy na umotywować sprzeciw, i wskazać alternatywę.
                      > Mówiąc "nie" należy być przygotowanym na pytanie "dlaczego nie?". Mówiąc "nie
                      > tak/tędy/to" należy sopdziewać się pytań "jak?", "którędy?", "to co?".

                      a ja sie naprawde nie czuje zobowiazany. i nie wydaje mi sie, zeby poziom
                      czlowieka powinno sie ustalac wg tej miary. ale jesli Ci to pasuje, to moge byc
                      dnemsmile mnie to nie boli.

                      > Potępianie w czambuł wszystkiego bez wskazywania czegokolwiek w zamian jest
                      > konstruktywne raczej w miernym stopniu. [Ciąg dalszy pewnej mysli] Demokracja
                      > NIE MOŻE KIEROWAĆ SIĘ SONDAŻAMI, po to potrzebujemy prawdziwych mężów stanu,
                      > przywódców politycznych. Zwłaszcza argument o sondażowym sprzeciwie wobec
                      wojny
                      >
                      > czy podniesienia podatków jest bałamutny.

                      jedna skrajnosc. druga jest totalne ignorowanie opinii spolecznej.




                      >
                      > > polityka warstwowa w zamian.
                      > >
                      > To już było. Ale proszę rozwiń tę myśl nim skomentuję.
                      >

                      warstwa politykow,warstwa ziemii,warstwa politykow,warstwa ziemii...
                      milego komentowania (juz sie nastawiam psychicznie) smile

                      > tak samo ja nazwalem tych, co musza sluchac naszych swieckich "bogow"-
                      > barankami. nie nadinterpretuj,
                      >
                      > Nie czynię tego.

                      niestety, czynisz. poczytaj swoj post powyzej.


                      Jak rozumiem Ty nie wyobrażasz sobie sytuacji, wktórej idziesz
                      >
                      > na wojnę z pełnym przekonaniem?

                      w imie interesow mafii rzadzacej? nie.

                      pozdrawiam.
                      • yigael Re: No mercy, no compassion 12.08.04, 01:29
                        impostor napisał:

                        > odnosze wrazenie ze zlapales sie za niewlasciwy koniec sznurka. tematem moich
                        > pierwotnych wypocin nie byla struktura wojny i plemienia, tylko fakt, komu to
                        > sluzy. to ze napisalem "od zawsze" wziales zbyt doslownie. wiesz, o co mi
                        > chodzilo i nie drazmy tematu plemienia i samca juz dalejsmile
                        >
                        O.K. Jeśli zgodzimy sie że wojna nie jest prostym następstwem istnienia
                        polityki. Tylko o to mi tu chodziło. Wojny były kiedy o polityce nie śniono
                        jeszcze.

                        > czemu? daleko mialem szukac przykladu na to, jak wladza ma w tylku opinie
                        > publiczna i "wspiera sojusznika" miesem armatnim, ktore chcac niechcac, musi
                        > tejze "wladzy" sluchac? (jaki z amerykanow sojusznik, to temat na inny watek)

                        Nie chodzi mi o ten konkretny przykład, raczej o kategorię tego przykładu.
                        Podpierasz tym pojedynczym przykładem tezę ogólną, że za wojną zawsze stoi
                        jakiś wódz/kacyk/polityk. Nie zawsze, można mnożyć przykłady wojen /także w
                        naszej historii/, które wybuchały na skutek czyników "oddolnych"
                        ogólnospołecznego, spontanicznego zrywu, który swoją drogą często przerosnąć
                        potrafi polityków. Pojedynczy, szczegółowy przykład jest mało przydatny do
                        wyciągania wniosków natury ogólnej. To tak jakby stwierdzić, że wszyscy
                        sierżanci to alkoholicy i degeneraci, ponieważ starszy sierżant sztabowy
                        Iksiński rzygał co piątek za kasynem podoficerskim prawie całe lato 1938, a pod
                        koniec sierpnia tegoż roku spadł zalany z konia i się był zabił. Przykład
                        prawdziwy, wniosek fałszywy Ygrekowski żyje do dzisiaj sierżantem, awansu sie
                        nie doczekał bo oficerom zwykł pyskować, a pić nie pije bo jest tatar z
                        pochodzenia i religia mu zabrania. A że amerykanie gwałtowniej swą wdzięczność
                        okazują tym "mniej pewnym" w swym poprciu dla USA sojusznikom niż Polsce to ja
                        się zgadzam w zupełności i dyskusja tu zbędna bo i sporu między nami nie ma.

                        > ok. ale z takim stanowiskiem zgodzilbym sie, jak bysmy mieli armie zawodowa.
                        > wtedy moge stwierdzic: w porzadku, poszedl do wojska z wyboru, wiec wiedzial
                        > na co sie pisze. ale u nas idzie sie do wojska z musu. i takich chlopakow sie
                        > wysyla do np. iraku.

                        Ale nie mamy. Zołnierz z poboru przysięga służyć ojczyźnie, kiedy ona tego
                        wymaga. Ojczyzna decyduje o swych wymaganiach ustami demokratycznie wybranych
                        przedstawicieli. Możemy wybrać innych. Ale nie możemy wymagać referendum w
                        każdej sprawie, bo niedemokratyczne reżimy podbiją nas w tydzień.

                        > przepraszam. nie chcialem Ci dogryzac, jakos mi tak wyszlo.

                        Ja się też tak jakoś mimochodem odgryzam, z przyzwyczajenia wink.
                        >
                        > a ja sie naprawde nie czuje zobowiazany. i nie wydaje mi sie, zeby poziom
                        > czlowieka powinno sie ustalac wg tej miary. ale jesli Ci to pasuje, to moge
                        > byc dnemsmile mnie to nie boli.

                        Ja nie sugeruję żeś denny. Tylko jeśli porzestaniemy na argumentach typu "nie
                        lubię", "nie zgadzam się", "mam gdzieś", bez gotowości umotywowania swojego
                        stanowiska i wskazania alternatyw - naszym zdaniem właściwszych - to dyskusja
                        jako taka nie wchodzi w rachubę i nie ma sensu po prostu. Możemy co najwyżej
                        dokonać krótkiej wymiany opinii w stylu "lubię jazz" - "a ja nie" i koniec.
                        Ponieważ mam nadal nadzieję na dyskusję To pytam raz jeszcze: Jeśli nie
                        polityka to co?; Jeśli nie reagujemy militarnie na realne zagrożenia dalszej
                        egzystencji demokratycznego świata w jego obecnej formie to jaką mamy
                        przyszłość?.
                        >
                        > jedna skrajnosc. druga jest totalne ignorowanie opinii spolecznej.
                        >
                        Kompletne ignorowanie opinii publicznej trwa góra do wyborów. Mamy ostatnio
                        poglądową lekcję tej prawdy.
                        >
                        > warstwa politykow,warstwa ziemii,warstwa politykow,warstwa ziemii...
                        > milego komentowania (juz sie nastawiam psychicznie) smile
                        >
                        Tja, konstruktywne co najmniej jak 10 000 prawników na zatopionej barce z
                        jankeskiego dowcipu smile
                        >
                        > niestety, czynisz. poczytaj swoj post powyzej.
                        >
                        Kiedy nie czynię! smile

                        > > Jak rozumiem Ty nie wyobrażasz sobie sytuacji, wktórej idziesz
                        > > na wojnę z pełnym przekonaniem?
                        >
                        > w imie interesow mafii rzadzacej? nie.
                        >
                        A Ty ciągle o jednym, pytanie było otwarte - czy wyobrażasz sobie taką
                        sytuację? Jeśli w grę wchodzą tylko interesy, czyjekolwiek interesy, to wojna
                        nie wchodzi w rachubę dla ludzi cywilizowanych.

                        > pozdrawiam.

                        Ja też.
    • very_famous Re: 59 lat temu nad Nagasaki też świeciło słońce. 10.08.04, 18:49
      Rzadko na jakimkolwiek forum zdarza się czytać tego typu wypowiedzi. Bravo za
      jakość smile
    • chaladia Nie tylko Nagasaki i Hiroszima... 10.08.04, 23:51
      Wcale nie trzeba wojny atomowej, żeby doszło do podobnych rzezi.
      A co powiecie o 11 września w Nowym Jorku?
      A cała 50-letnia historia wojen arabsko-żydowskich. Toż gdyby w 1948-9 roku
      Żydzi się nie obronili (niewiele brakowało, żeby tak się stało), to by ich
      Arabowie wyrżnęli do ostatniego...
      • mariusz_d1 Re: Nie tylko Nagasaki i Hiroszima... 11.08.04, 09:31
        Za to teraz Żydzi wybijają Arabów - pod dyktando polityków i rabinów.
        Upraszczam, wiem ale jak przyjrzeć się bliżej temu konfliktowi to gdy zapowiada
        się możliwosć uspokojenia to jedna (Żydzi) albo druga (Arabowie) strona zrobi
        coś takiego, żeby przypadkiem za szybko się nie skończyło.
        A co do wcześniejszych wypowiedzi o Hiroszimie i Nagasaki - gdyby Niemcy lub
        Japończycy mieli w tym czasie broń jądrową to na pewno nie zawachaliby się jej
        użyć. Ale jak już było wcześniej wspomniane każda wojna jest złem, ale unikanie
        wojny za wszelką cenę też nie jest dobrym rozwiązaniem.
        Dlatego należy współczuć ofiarom Nagasaki i Hiroszimy, ale również trzeba
        pamiętac o innych ofiarach wojny.
        Moim zdaniem rocznica Hiroszimy i Nagasaki nie jest to powodem dla którego
        trzeba posypywać głowę popiołem i przywdziewać włosienicę.
        Nie jest to też okazja do radości - smutne jest to, że do tej wojny i takiego
        jej rozwoju doszło.
      • very_famous Re: Nie tylko Nagasaki i Hiroszima... 11.08.04, 10:43
        Dorzucam konflikty zbrojne w Afryce.
        • yigael Małpa z brzytwą ... 11.08.04, 12:55
          A Afryka i jej konflikty to typowy przykład małpy z brzytwą.
          I żeby nikt mi nie zarzucał rasizmu - to nie jest wina Afrykańczyków - to wina
          europejskich pięknoduchów z ONZ i typowego działania w oderwaniu od kontekstu.
          To twardy przykład na to, że trzeba patrzeć na kontekst i skutki naszych
          działań. Agniecha napisała, że każda forma energii jądrowej jest zła -
          pomyślmy, dobrze się zastanówmy, co będzie jeśli niej zrezygnujemy węgiel?
          ropa? a efekt cieplarniany? Reaktor atomowy daje ciężarówkę odpadów raz na
          kilka lat, elektrownia konwencjonalna hałdy popiołów, lotnych pyłów z
          oczyszczania spalin i dziesiątki, setki TON gazów z komina dzień w dzień.

          W latach 50 i 60 pięknoduchy krzyczały, że kolonializm jest zły. Bo był. Ale na
          pytanie jak się z niego wycofać mieli tylko jedną odpowiedź "Jak najszybciej".
          Oczyma swych dusz widzieli Afrykańczków, którzy po zrzuceniu jarzma
          kolonializmu zaczną się masowo kształcić na uniwersytetach, demokratycznie
          rządzić i doprowadzać swoje stłamszone gospodarki do rozkwitu, miast kawy
          zaczną wytwarzać żywność i staną się jej eksporterem. Bo przecież we wszystkim
          tym przeszkadzał im tylko kolonializm i europejscy politycy nieprawdaż?
          No i masowo europejscy kolonizatorzy wycofywali się pod naciskiem własnej
          opinii publicznej /i przy aplauzie pięknoduchów/ z Afryki. W efekcie tych
          starannie zaplanowanych działań powstały państwa, w których było więcej
          nowoczesnej broni palnej niż ludzi umiejących czytać. Za politykę, z
          konieczności i braku alternatywy, brali się w najlepszym razie pediatrzy, bo
          często wodzowie czy szamani. Wojsko często nie umiało chodzić w butach, ale
          uczono ich strzelać z karabinów. Krzycząc że "jak najszybciej", że "nadszedł
          czas wolności" etc. nie daliśmy Afrykańczykom czasu na rozwój społeczeństwa
          do "europejskich" standardów, ale zostawilismy im "europejską" technologię.
          Stworzyliśmy tytułową "małpę z brzytwą" piewcy "wolności dla afryki teraz"
          wykarmili ją własną piersią. Grupy wojowników plemion pasterzy i rolników
          napadając na siebie nawzajem przy użyciu dzid i pałek bojowych wróżyły
          konieczność wkroczenia szamanów i uspokojenia lokalnej ruchawki, były dla tych
          ludzi do ogarnięcia, ot taki lokalny koloryt. Te same grupy wojowników z
          rytualnymi skaryfikacjami na twarzach, włosami czerwonymi od ochry,
          praktykujących animistów, których horyzon myślowy nie wykracza poza ich okolicę
          poruszające się samochodami terenowymi, wyposażone w karabinki systemu
          kałasznikowa i ręczne granatniki przeciwpancerne RPG wróżą masakry. Zwłaszcza
          jeśli tymi wojownikami kieruje ktoś o nieco tylko szerszych horyzontach, jakiś
          były kapral wojsk kolonialnych mianujący się zwyczajowo majorem lub
          pułkownikiem i rojący sny o potędze i "afryce silnej i niepodzielnej" pod jego
          berłem rzecz jasna.

          Tak prześlizgnęliśmy się w naszych dywagacjach po decyzjach naszych dziadków i
          ojców, którzy w konfliktach zbrojnych /dziadkowie/ czy
          politycznych /ojcowie/; /wspólnie z babciami i mamami smile/ musieli zajmować
          jakieś stanowisko, i wychodziło im raz lepiej raz gorzej - jak w życiu.
          A my? Pomyślmy czasem słuchając szlachetnych haseł "alterglobalistów" co
          proponują? Zlikwidować globalizm. Jak? "Jak najszybciej". Kiedy krzyczą o tym
          że outsourcing i zatrudnianie Meksykanów czy Hindusów za ułamek płacy
          amerykanina jest złem i należy go prawnie zakazać to podobać się może ich zapał
          do naprawiania świata. Ale co bedzie jeśli świat spełni ich żądania? Jeśli
          znikną nierówności płacowe zniknie też motywacja dla przenoszenia produkcji
          doIndii czy Meksyku. Obetnie się koszty. Koszty transportu. Fabryki wrócą do
          USA i Europy. Zapłacimy 15% więcej za tenisówki. Przeżyjemy. Ale czy przeżyją
          Hindusi I Meksykanie? Ludzie stojący przed alternatywą praca za grosze - brak
          pracy? Mieszkańcy błyskawicznie rozwijających się regionów świata, społeczności
          inwestujące w edukację, naukę języków i widzące dla siebie perspektywy w
          świecie? Miliony ludzi na świecie błogosławi globalizm dający im psie pieniądze
          i żałosne warunki socjalne. Ich pierwsze pieniądze i jedyne warunki socjalne na
          jakie mogą liczyć. Globalizm to dla nich szansa. Szansa trudna, ale czepiają
          się jej z całym zapałem społeczeństw biednych, które prócz zapału i zdolności
          własnych rąk nie mają nic. To są prawdziwi proletariusze. To będą pierwsze
          ofiary ewentualnego zwycięstwa głoszącej wzniosłe hasła młodzieży, która
          proponuje w ramach dyskursu politycznego podpalanie sklepów i maszeruje pod
          szytymi w Indiach flagami z podobizną Che.
          • chaladia To ma znacznie dłuższą historię niż od 1947 roku. 11.08.04, 17:57
            Murzyni w Afryce jeszcze w XVIII wieku prowadzili długie i zacięte wojny przy
            użyciu dzid z hebanu bez metalowych ostrzy (nie znali stali, a nawet brązu), a
            jednocześnie ich wyposażenie obronne zdecydowanie przerastało zaczepne -
            taraczy ze skóry hipopotama lub nosorożca żadna taka dzida przebić nie mogła,
            podobnie strzała. Pewne szanse krawawego sukcesu dawała maczuga nasadzana
            krzemieniami, ale niewielu miało dość siły, by takim narzędziem władać.
            W efekcie tego nawet najzacieklejsze bitwy owocowały co najwyżej siniakami, a
            trup to była rzadkość. W XIX wieku zaczęły pojawiać się metalowe ostrza, choć
            niewiele to zmieniało sytuację - wciąż tarcza był lepsza od dzidy czy strzały.
            Arabscy koloniści (np. Zanzibar, Momasa) sprowadzili odprzodowe gładkolufowe
            janczarki. Wtedy już zaczęło się zdarzać, że ktoś zginął, ale wciąż znikoma
            szybkostrzelność, jeszcze gorsza celność i fakt, że przestrzelenie hipopotamiej
            skóry możliwe było tylko z bardzo bliska i przy użyciu dużej ilości prochu, a
            tego ciągle brakowało powodowały, że nie był to problem demograficzny. Pod
            koniec XIX wieku Anglicy (Fracuzi i Niemcy też) zaczęli wyposażać swoje
            murzyńskie wojska w gwintówki - Enfielda, Remingtona, Mausera. I od tego czasu
            krew lała się w Afryce coraz szerszym strumieniem. Prawdziwą rzekę krwi wywołał
            jednakże Kałasz - który pojawił się w połowie lat '60. Broń prosta, niezawodna
            i zabijająca na pół kilometra wszystko, co żyje, nawet przez tarczę ze skóry
            hipopotama.

            Pamiętać jednak należy, że to, co Kałasz wystrzela, to przysyłane przez
            Czerwony Krzyż, Czerwony Półksiężyc, Medicians-sans-Frontiers i innych
            lekarstwa spowodują zwiększony przyrost naturalny. I znowu jest jakaś
            równowaga. Obecnie Kałasz ma sojusznika - AIDS. We dwóch zaczynają brać górę
            nad lekarstwami, mydłem, filtrami do wody i dostawami żywności.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka