matt.j
27.07.16, 10:01
Od kilku dni słyszę w mediach co chwilę zachwyty polskich katolików jak to cudownie, że tyle ludzi z rożnych zakątków świata przyjechało na ŚDM do Krakowa. Słychać relacje jakie to wspaniałe, że można porozmawiać z nimi, można ich poznać, dowiedzieć się jakie mają zwyczaje, kulturę, co ciekawego jedzą, nauczyć się jakiejś piosenki w ich języku, dowiedzieć się jak im się żyje w tych ich odległych od Polski krajach itd.
Naprawdę nie widziałbym w tych zachwytach nic nadzwyczajnego gdyż są to takie same przesłanki dla których i ja lubię poznawać obcokrajowców, zwiedzać nieznane mi kraje, jeździć szlakami mniej uczęszczanymi przez turystów gdzie mogę spotkać "zwykłych" mieszkańców. Jednak jest jedno ale... Ta sama grupa społeczna, tak teraz opiewająca tą niezwykłą siłę multikulturowości, od ładnych kilku lat straszy nas nią i upatruje w "ideologii multikulti" zagrożenie dla cywilizacji europejskiej...
Może pozytywnym wydźwiękiem ŚDM w Krakowie i okolicznych wsiach będzie jednak bardziej pozytywne podejście do multikulturowości. Choć Kraków, jako miasto uniwersyteckie, pełne zagranicznych turystów, chyba już zdążył przyzwyczaić się do tego pozytywnego postrzegania "innych". Może szkoda w takim razie, że ŚDM nie odbywa się gdzieś na Podkarpaciu lub w innym miejscu polskiej ściany wschodniej...