ashek
01.09.05, 00:59
pożyczyłem to z forum kraków
wypadek na Sławkowskiej IP: *.crowley.pl
Gość: krak_us 31.08.2005 12:45 + odpowiedz
idę sobie dzis Sławką,mija mnie jamnik na deskorolce.jamnik jak jamnik-
myślę,trochę za szybko jedzie,zaraz w coś gruchnie...nie minęły trzy sekundy-
huk.odwracam się a tu jamnik już na Rynku,a z pizzerii lecą stoły jak trza!
podchodzę a w środku dwie starsze panie się kłócą która dalej rzuci barem.i
rzuciłyby tylko się jednej przewody od kegi zaplątały wokół nogi i nie mogła
już nic zrobić jak tylko połozyc bar na miejscu.wkurzona wyrzuciła jeszcze
parę stołków i wyszła z koleżanką do pobliskiej xięgarni.w międzyczasie
jamnik objechał dookola rynek wrócił do pizzerii,bo się okazało ze był
właścicielem,wkurzył się na demolkę i wyszedł i krzyczy,że zabije bo ktoś mu
zniszczył zeszyt,taki normalny w kratkę 16sto kartkowy z Duffym na
okładce.jak wychodził to potrącił gościa który niósł w wiaderku martinówki i
wszystkie mu rozbił.gość zapienił bo był przedstawicielem handlowym i
rozliczają go akurat z martinówek,bo mają ich mało na magazynie.z innego
szkła nie jest rozliczany i dlatego się tak wkurzył.a jak jeszcze siedział w
aucie to się zastanawiał co wziążć pierwsze:łiskówki czy martinówki.no więc
wziął nunczaku i zaczął tego jamnika okładać,ale że miętki był i nie umiał
walczyć nunczaku to dostał łomot od sprzedawczyni z obuwniczego,która nie
wiedziała wprawdzie co się dzieje,ale była bardzo zła,bo wczoraj mąż zamiast
kupić kostkę wołową do rosołu kupił drobiową.jamnik w tym czasie pobiegł do
kantoru i wymienił 10 euro w banknocie na monety,żeby rzucać nimi w te
staruchy co mu bar zdemolowały,ale kantorowiec mu nie dał monet,bo nie miał i
jamnik wyrwał ze złości kratę z drzwi w kantorze i wrzucił ją przez okno do
kafejki.krata uderzyła turystę,który akurat usiadł na stołku pod oknem i
obtarła mu skórę na głowie.turysta zrobił jamnikowi serie zdjęć cyfrówką i
powiedział,że go będzie szantażować a nawet naśle na niego sanepid,jak ten mu
nie zapłaci za rozbity puchar lodów i nie kupi bidermajerowskiej komody,którą
turysta wypatrzył w sklepie z antykami w Mielcu.jamnik przystał na to,dał mu
w zastaw swoją komórkę i poszedł do hotelu bo tam mają w lobby bardzo ładny
odświeżacz i jego ten zapach uspokaja.w tm czasie dwie staruchy wyszły z
xięgarni z kasą fiskalną i rozbiły ją na ulicy,bo zięć jednej z nich jest
złotówą i jak wprowadzili kasy fiskalne do taxi to przestał dobrze zarbiać i
teraz ona musi pomagac finansowo córce,więc to był taki jakby protest.zaraz
po tym pani z obuwniczego została zawołana przez swojego stormenadżera i
zwolniona,poprosiła więc o prace w pizzeri i ją przyjęli bo umiała podłączyć
odpięty przewód do kegi a ponadto powiedziała,że ma kogos w sanepidzie.a jak
stormenadżer za nią wybiegł,żeby jej powiedzieć,że nie da jej za
porozumieniem stron,to wpadł pod samochód policyjny i zginął na miejscu,bo
pomimo,że policja jechała wolno to gość akurat miał w ręku cyrkiel i upadając
wbił go sobie w podniebienie.
spózniłem się przez to na tramwaj,ale warto było....