ashek
16.12.05, 23:52
Kontrola męskiej bielizny i złośliwe uwagi na temat higieny osobistej - w ten
sposób szefowa bocheńskiej straży miejskiej miała dyscyplinować podległych
pracowników. Policja po zawiadomieniu Państwowej Inspekcji Pracy sprawdza, czy
doszło do mobbingu.
- Zawsze było coś nie tak. Czepiała się drobiazgów, nawet krzywej kantki w
spodniach. Sama kupiła deskę, żelazko i kazała ściągać spodnie w komendzie,
żeby je wyprasować. Potem osobiście sprawdzała, czy wykonuję polecenia -
opowiada jeden z bocheńskich strażników miejskich o komendantce. Od
przełożonej usłyszał np., że musi się umyć, bo śmierdzi. Miska z gąbką czekała
już w komendzie, kiedy wrócił z patrolu. - To było poniżające. Przepociłem
się, bo wcześniej zabroniła nam ściągać nieprzewiewne kamizelki podczas upału
- dodaje strażnik. Kiedy zaczął się buntować, przełożona ukarała go
dyscyplinarnie i przesunęła do gorszej służby. W końcu został zdegradowany. -
Dopiero sąd przywrócił mi stopień i wcześniejszą pensję - mówi, zastrzegając
nazwisko.
O łamanie praw pracowniczych i mobbing oskarża komendantkę kilkoro
funkcjonariuszy. Niektórzy pracują w jednostce od początku jej istnienia.
Dorocie B. zarzucają upokarzające i nierówne traktowanie. - Kto się nie
wychyla, ten ma spokój. Mnie szefowa znalazła dziurę w bieliźnie i kupiła
slipy, żeby ośmieszyć - opowiada nasz rozmówca. Jego kolega - jak twierdzi -
nie wytrzymał i odszedł ze służby. Zanim wyjechał za granicę do pracy,
potwierdził jednak na piśmie u notariusza niewłaściwe zachowanie komendantki.
Sprawą, po skargach żon strażników, zainteresowała się inspekcja pracy. W
październiku zjawiła się w Bochni kontrola z tarnowskiego oddziału PIP. Kilka
tygodni później przesłuchano pokrzywdzonych funkcjonariuszy. To wystarczyło do
zawiadomienia prokuratury przez PIP o podejrzeniu mobbingu. Wczoraj rzecznik
bocheńskiej policji nadkomisarz Robert Dudek poinformował, że wszczęto
dochodzenie w tej sprawie.
Dorota B. nie chce rozmawiać z prasą. Strażą Miejską w Bochni kieruje
niespełna półtora roku. Wcześniej parę lat była zwykłym strażnikiem. Obowiązki
komendanta objęła, mimo że nie posiada wyższego wykształcenia. Niektórzy
podwładni, w tym funkcyjni, bronią jej przed oskarżeniami o dręczenie innych
pracowników. Zarzuty pod adresem przełożonej tłumaczą niechęcią, którą
spowodowało zaostrzenie dyscypliny na służbie. Wstrzemięźliwie o sytuacji w
straży miejskiej wypowiadają się władze miasta. - Ocena należy do sądu -
zaznaczyła Anna Kocot, rzecznik Urzędu Miasta Bochni, wykluczając
dyscyplinarne kroki wobec komendantki przed zakończeniem postępowania karnego.
higienistka....