Dodaj do ulubionych

Zdarzyło sie dzis - 22.10.1932.Lew Jaszyn:)

22.10.07, 10:10
22 października 1929 urodził sie Lew Jaszyn. Jeden z
najwybitniejszych bramkarzy w historii futbolu. Wielokrotny
reprezentant ZSRR na świat przyszedł w Moskwie i praktycznie całą
kariere spedził w tamtejszym Dynamie. W kadrze ZSRR rozegrał 78
spotkań, w tym pamietny mecz z 1957 roku - przeciwko Polsce na
stadionie w Chorzowie. Polska wygrała wtedy z "ruskimi" 2-1, a
Jaszyna dwukrotnie pokonał Gerard Cieslik. W 1973 roku Lew Jaszyn
jako pierwszy na świecie bramkarz zdobył prestizowa nagrodę -"Złotą
Piłke" - dla najlepszego piłkarza świata.

Pozdro
Krzysztof
Obserwuj wątek
    • kriss67 Sorki, błąd - 22.10.1929 rok 22.10.07, 10:12
      Wielkie sorki, popełniłem "byka". Lew Jaszyn uordził sie 22
      października 1929 roku.
      • leftt Re: Sorki, błąd - 22.10.1929 rok 22.10.07, 10:45
        www.goalkeeper.pl/index.php?t=art&art_id=238
        Na tej stronce troche więcej o Jaszynie, innych słynnych bramkarzach
        i w ogóle o łapaniu piłeczki.
        • kriss67 Dzieki Leftt:) 22.10.07, 10:47
          Wielkie dzieki Lefttsmile

          Bardzi fajna stronkasmile
          • leftt Re: Dzieki Leftt:) 22.10.07, 11:25
            Fajna. Szkoda, że nie trafiłem na nią jakieś 5 lat temu (zakładając,
            że istniała), kiedy dość regularnie broniłem w różnych ligach w
            Poznaniu i okolicach.
            • kriss67 Re: Dzieki Leftt:) 22.10.07, 11:29
              Leftt, a gdzie dokładnie broniłeś?

              Swoja kariere piłkarską, przed powazną kontuzją, tez konczyłem jako
              bramkarz w warszawskiej lidze szósteksmile
              • leftt Re: Dzieki Leftt:) 22.10.07, 11:42
                Żadne tam słynne ligi. Najbardziej znaną była liga Lech Iltrans na
                Bułgarskiej, ale nie podobało mi się do końca, bo np.czasem trzeba
                było zagrać przeciwko drużynie karków z kotła Lecha. Sześciu łysych
                biega po boisku kopiąc i plując, następnych kilku stoi przy linii
                bocznej a sędzia boi się gwizdać. Widziałem też w tej lidze
                grających "amatorów" Reissa i Głowackiego. Chociaż nie powiem, że
                nie mam przyjemnych wspomnień. Np. mecz w składzie z łapanki ze
                zdecydowanym liderem, jedynym celem chęć uniknięcia kompromitacji,
                trzy czwarte meczu ze skręconą nogą, ogólny antyfutbol z naszej
                strony i zwycięstwo 3:1. Ale wolałem ligi podpoznańskie - miła,
                sympatyczna atmosfera, wszyscy się znają, po meczu idziemy na piwo.
                Potem zaczęło wpadać to, co nie powinno, więc odpuściłem.
                • kriss67 0-6 z oldbojami:( 26.10.07, 14:08
                  Ładniesmile

                  A wiesz, pare lat temu w doczłapalismy sie do półfinału Pucharu Ligi
                  Szóstek w Warszawie. Wylosowalismy zespół o nazwie "Junaki". Jak
                  zobaczyłem tych dziadków na losowaniu, aż miło mi sie na sercu
                  zrobiłosmile

                  Byli w wieku 50-60 lat. Grubi, łysi...

                  - No to mamy finał w kieszeni - pomyslałem


                  Kuuurde, dostalismy od tych oldbojów 0-6. Stałem wtedy na lewej
                  obronie. Im dłużej trwał mecz, tym bardziej modliłem sie o koniec.
                  Zakręcili nami że szok....Kompromitacja na całego. Najgorsze, że
                  było troche publiczności. Smiali sie z nas na całego.

                  W "Junakach" - jak sie potem okazało - grali byli zawodnicy
                  stołecznych druzyn i jeden trener piłkarski. Zresztą koleguje sie z
                  nim do dzis.
                  • leftt Re: 0-6 z oldbojami:( 26.10.07, 14:15
                    Z zawodowcami to jest zupełnie inna gra.Wszystko poukładane, nie ma
                    tekiej improwizacji jak wśród amatorów. Graliśmy kiedyś mecz z
                    Akademią Słowa (obecnie wicemistrz Polski w piłce halowej, wtedy
                    kopali po ligach amatorskich). Na początku nawet udało nam się
                    strzelić jakąś bramkę. A chłopacy - ciągle grali swoje. Piłeczka
                    chodziła, my za nią, klepali nas jak w Sensible Soccer. Pod koniec
                    naszym marzeniem było w ogóle powąchać piłkę i stworzyć choćby pół
                    sytuacji. Najsłabszy zawodnik od nich był dużo lepszy od naszego
                    najlepszego. Całe szczęście, że graliśmy na kartoflisku i piłka
                    czasem im uciekała, bo inaczej skończyłoby się kompromitacją. A tak -
                    było tylko 4:1, bo Akademii Słowa nie chciało się strzelać więcej
                    bramek.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka