Przeczytałam na wątku Szefa takie mniej więcej zdanie:
""Jak będę wyglądać na starość z tatuażem?""
I tak się zastanawiam..
Czy wizualizując sobie samych siebie w wieku lat 60+ widzimy
staruszków w wełnianych sweterkach zapinanych na guziczki, beretach
i bamboszach? Czy wszelkie pozostałości po wizerunku nas młodych -
żywiołowych, miewających czasem szalone, czasem dziwne, czasem
nietrafione pomysły - będą jakąś potwarzą? Powodem do wstydu? Czy
stąd biorą się w nas czasami teraz oceny "bo Jej/Jemu to w tym wieku
nie wypada, ośmiesza się, nie myśli, co Ludzie powiedzą o Nim i
Rodzinie"? Czy starość to powtórka z okresu nastoletniego, kiedy to
fajnie jest wyglądać jak grupa "swoich" - a to jedynie banalne
równanie do szeregu - bez oznak nieszablonowości? To wstyd mieć
widoczną barwną przeszłość?