slonce12
26.11.10, 09:36
pisałam Wam o podejściu moich teściów do mojego odchudzania, o tym, że dla nich zawsze byłam gruba i nawet po 10 kilogramach mniej nie zauważali, a nawt nie, zauważyli, ale że coś mi dieta nie idzie!. Wieczne docinki, przytyki przestałam do nich nawet jeździć bo wkurzało mnie, że ciągle namawiają mnie na żarcie, bo po co mam się dręczyć jak efektów i tak nie ma. Nawet gdybym zaklekotała im suchym piszczelem przed twarzą, kazali by mi się wybrać do ortopedy bo z pewnoscią mam coś ze stawami
I co?
Wczoraj zajechałam ubieram płaszcz, wiążę pasek a teść mi na to,że jeszcze chwila i mi kręgosłupa braknie żeby sobie ten pasek zawiązać. To największy komplement na jaki mógł się zdobyć mój teść , i tak pewnie bym go nie usłyszała, gdyby teściowa była w pobliżu.
Jak on tak mówi, to znaczy, że pora zacząć myśleć o fazie III
Jestem szczęśliwa :)