Dodaj do ulubionych

Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO

13.01.11, 09:50
Spotkałam dziś koleżankę....zaczęła się odchudzać tydzień po mnie czyli w połowie maja schudła 15kg...dziś jest grubsza niż była, przyznała się, że oprócz 15kg wrzuciła jeszcze ze 3...tempo zatrważające, po II fazie skończyła z odchudzaniem, III i IV nie przeszła.
Ja schudłam 13kg, przytyłam 2 kg na IV fazie ale wiem, że mnie to sporo kosztuje.
Uważajcie baby bo jak widać III i IV faza są najważniejsze w tej diecie.
Obserwuj wątek
    • emi-26 Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 10:01
      Dokladnie tak pisze dukan. I juz sie zgubilam gdzie to czytalam, ale III i IV faza sa wlasnie po to, aby zmienic nawyki zywieniowe, a tym samym nie dopuscic do efektu jojo. Cala dieta zmienia nawyki, ale te ostatnie fazy przestawiaja klapki.
    • marynia802 Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 10:05
      Od jojo uchronic możemy sie tylko my same... wydaje mi się, że jesli ktos po II fazie zacznie na ruszt wrzucać wszystko to chyba trudno się dziwić. Szkoda tylko tego co udało się zgubić
      • ven.to Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 10:14
        tak mi się przypomniało:
        "Widziałam się przed chwilą z kumpelą która jeszcze półtora
        miesiąca temu była na dukanie. Dukaniła 3 miechy, zeszła z 96 do 78. Prawie
        dwie dychy, wow. I przerwała w środku.
        Miesiąc temu wyglądała jeszcze niewiarygodnie szczupło, po prostu klękajcie
        narody. Wtedy była dwa tygodnie po przerwanej diecie. Dzisiaj 6 tygodni po
        przerwanej diecie (przerwała II fazę tak po prostu - wesele siostry. a potem
        popłynęła) waży 90 kg! Przytyła niemal tak szybko jak schudła. A nawet szybciej"

        pisałam o tym w lipcu.
        Obecnie kumpela, po dwóch kolejnych przerwanych podejściach do dukana (oczywiscie za każdym razem zaczynała z grubej rury - idealnie przeprowadzona i na maxa długa I faza)
        waży ponad 100 kg. Wszystko odpracowała z nawiązką.
        Ma totalnie nierealistyczne podejście - zamiast założyc sobie jakiś cel posredni to ona od razu chce tych 60. A jak ma już 90 to odpuszcza bo w końcu to tylko jakiś ułamek tego co by chciała; spokojnie moze zacząc jeszcze raz :) Przy tym założeniu wpierdziela takie ilości że jeden obiad mógłby starczyc dla mnie na siedem obiadów.
        Młoda to i głupia :D
        • mia44 Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 19.01.11, 17:30
          Boże- jak nie chce i nie potrafi sobie narzucić diety is chudnąć, to po diabła w ogóle zaczyna. Niech sobie waży te swoje 100 kg i się nie męczy. Wykonczy organizm.
    • skinny_florida_bebe Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 10:15
      sorry, ale kurde no wybacz jak ja bym po zakonczeniu II fazy stwierdzila, ze nie bede przechodzic III ani IV fazy i bym zauwazyla ze przytylam glupie 2-3 kilo- zaczelabym cos robic z soba, a nie kurde zrec normalnie by przytyc 18 kg!!! to jest bezmyslnosc i czysta glupota!i oczywiscie ona pewnie zwala to na Dukana- tak jak napisalas w tytule watku- ze Dukan nas nie uchroni. a wlasnie ze uchroni- jak sie przestrzega podstawowych zalozen diety!
      ja schudlam glupie 9 kg i tyle mnie to kosztowalo, ze wiem ze sobie juz nigdy nie pozwole na to by sie zapuscic znow na tyle by tyc az tyle. nie po to sie odchudzalam by po diecie wcinac lody, pizze, ciasta i tego typu rzeczy kazdego dnia bez ograniczen! to nie na tym polega....
      azzzzz...ta ludzka glupota....glupich nic nie uchroni....
      • ven.to Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 10:22
        o tak - skinny, z ust mi wyjęłaś :)
        • faustine Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 11:14
          No ale ten tytuł wątku to trochę nie halo. Powinno byc : nawet Dukan nas nie uchroni od głupoty:) Dziewczyna olała trzecią fazę , czyli tą która ma nas teoretycznie od jojo uchronic. Nikt nie obiecywał że będzie łatwo.
          • dorcia1234 Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 11:50
            albo Niech nas Dukan chroni i da nam mądrość i rozsądek <jak którejś razem z wytopionym tłuszczem odpłynął >
            u mnie mija właśnie 4 miesiąc IV fazy i waga stabilna
      • iwoniaw A to akurat prawda 18.01.11, 10:56
        [quote]skinny_florida_bebe napisała:

        > sorry, ale kurde no wybacz jak ja bym po zakonczeniu II fazy stwierdzila, ze ni
        > e bede przechodzic III ani IV fazy i bym zauwazyla ze przytylam glupie 2-3 kilo
        > - zaczelabym cos robic z soba, a nie kurde zrec normalnie by przytyc 18 kg!!! t
        > o jest bezmyslnosc i czysta glupota!i oczywiscie ona pewnie zwala to na Dukana[/quote]

        No dokładnie - jak szybko by to jojo nie postępowało, to w tydzień kilkunastu kg nikomu nie wraca, choćby jadł nie wiem co; za to kontrolując systematycznie wagę widać przyrost kilograma, dwóch, trzech... - i to jest właśnie moment, kiedy należy powiedzieć sobie "stop" i powrócić do dobrych nawyków, a nie czekać, aż zamiast 2 kg na plusie waga pokaże 20...

        No i będę pisać po raz n-ty, choć większość dziewczyn tutaj wie o tym doskonale: że już w pierwszej książce Dukan pisze wyraźnie, iż wszelkie "tricki" dietowe (słodycze bez cukru, uczty, kolejne fazy - tzn. długość ich trwania) są po to, by z jak najmniejszym "bólem" nabrać jak najlepszych nawyków żywieniowych. Bo nie ma bata - obojętnie ile kto schudnie, nie utrzyma wagi, jeśli będzie codziennie zjadał kilo cukru (w dowolnej postaci: chleba, drożdżówek, ciastek, cukierków) prowadząc leżąco-siedzący tryb życia i zagryzając kremówki chipsami...
    • madzioreck Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 12:05
      dziś jest grubsza niż była, przyznała się, że oprócz 15k
      > g wrzuciła jeszcze ze 3...tempo zatrważające, po II fazie skończyła z odchudzan
      > iem, III i IV nie przeszła.

      Trochę nieodpowiedni tytuł wątku dałaś. Jeśli ktoś nie przestrzega zasad diety, tylko ucieszony schudnięciem radośnie zaczyna pochłaniać to, czego mu jeszcze nie wolno, to sam jest sobie winien, a od wujka Dukana proszę się odstosunkować. Tak się skończy każda dieta przerwana w połowie, nawet tak zachwalane przez osoby, które nigdy większej nadwagio nie miały, MŻ. Niestety, nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka.
      Nawiasem mówiąc, ja również nie zrobiłam III ani IV fazy, ale zrobiłam to na własne ryzyko i gdybym zaczęła tyć, to miałabym pretensje do siebie, a nie do Dukana.
      • pampleluna Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 12:12
        A ja uważam, że mój tytuł jest w sam raz. Nawet Dukan (chociaż opisał wszystko w kilku ksiązkach i 40 razy podkreślał jak ważne są WSZYSTKIE fazy) nie uchroni nikogo przez efektem JOJO.
        Najgorsze, że koleżanka uparcie twierdzi, że ta dieta jest beznadziejna bo się to JOJO ma.
        Dziwne a ja nie mam:D Jak widzę, że waga przekracza "magiczną" cyfrę przechodzę na 3-4dni czystych protein i jakoś się kręci.
        • madzioreck Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 13:02
          No sam Dukan nie uchroni, uchronić może przestrzeganie jego diety ;)
    • bigandreass Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 12:53
      o sorry! jeśli 3 i 4 faze ma się gdzieś no to o czym tu mowa, i rzuca sie od razu na żarło to klękajcie narody przed megagłupotą, myslę że dla tej osoby syzyfowym wysiłkiem była 1 i 2 faza a gdy już osiągnęła wymarzony cel to chlup do korytka, czysta głupota na własne życzenie, nic poza tym, wyrazy współczucia.
      • nomya Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 13:25
        Nie wiem czy głupota czy skrajny brak motywacji do dalszej walki o utrzymanie wymarzonej wagi. Taka osoba doskonale sobie zdaje sprawę z tego, co robi, ale nie jest w stanie się podnieść i wrócić do kontrolowania tego, jada.
        Już tu taka była dziewczyna niedawno, co schudła 50 kg na innej diecie i chciała za pomocą Dukana schudnąć więcej, nie wiem ile, może ze 2 tyg popisała, potem były narzekania, że waga od 3 dni nie ruszyła, a następnie ulotniła się tak szybko jak się pojawiła, a taka była pewna siebie, że już nigdy nie wróci do poprzedniej wagi, że już zmieniła nawyki żywieniowe (jak to możliwe w tak krótkim czasie?) że nigdy nie tknie masła ani oleju. W jej postach wiele było słów "już nigdy", "na pewno" i co teraz??? Nie ma jej, zniknęła z forum. Teraz udziela się tylko na swoim blogu kulinarnym, który prowadzi, a na nim przeważają słodkości (pysznie zresztą wyglądające) głównie na maśle, cukrze, kajmaku i czekoladzie...
        Jak to nazwiecie? Nie wydaje mi się to być głupotą, a typowym zniechęceniem i niemożnością podniesienia się po upadku. Szkoda jedynie tego, co osiągnęła, strasznie szkoda
        • madzioreck Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 13:35
          No faktycznie szkoda :(
          A w tzw. "po diecie", czyli w naszymmprzypadku na IV fazie, nie sprawdza sie zasada "wszystko albo nic" :( Kurde no, wszystko można, ale z umiarem, a nie, że jak zjadłam ciastko, to i kilo ciastek przejdzie... :(
          • yaal Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 13:39
            > jak zjadłam ciastko, to i kilo ciastek przejdzie... :(

            Przejść przejdzie, ale co po sobie zostawi, to już inna sprawa [:
          • nomya Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 13:44
            > No faktycznie szkoda :(
            > A w tzw. "po diecie", czyli w naszymmprzypadku na IV fazie, nie sprawdza sie za
            > sada "wszystko albo nic" :( Kurde no, wszystko można, ale z umiarem, a nie, że
            > jak zjadłam ciastko, to i kilo ciastek przejdzie... :(

            Ona ledwo zaczęła drugą fazę, a organizm już był przez inną dietę nastawiony na zapasy, więc ja nawet nie chcę wiedzieć co się teraz z nią dzieje jak ona wszystkie te swoje blogowe słodkości je :/ Zresztą moim zdaniem przy monstrualnej otyłości sama dieta bez profesjonalnej pomocy psychologa gówno da, bo jeśli ktoś doprowadził się do otyłości olbrzymiej, to znaczy, że najpewniej ma problem z normalnym podejściem do jedzenia. Z jakichś przyczyn jest uzależniony od żarcia.
            • skinny_florida_bebe Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 13:58
              Kurde, ale ja nadal sie nie zgadzam z tytulem watku!. Dukan i jego zasady diety uchronia nas przed JOJO. Wlasnie III i IV faza chroni nas przed JOJO. Chyba ze dla ciebie JOJO to cos innego niz dla mnie. Bo sorry zadna dieta nie obiecuje ze po schudnieci tylu kilogramow ile sobie wymarzylas i zarciu nieopanowanym tluszczu, wegi, slodyczy i wszystkiego co dusza sobie zapragnie dzien w dzien nie przytyjesz!. a Dukan obiecuje ze jak bedziesz przestrzegac zasad do konca zycia to nie ma bata- waga nie wroci. i tyle...:)
              • pietnacha40 Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 16:32
                Uchronią,o ile będziemy je stosować.Większość osób rozumie to tak,ze jak przejdę III fazę,to na czwartej wystarczy dzień proteinowy,otręby i mogę wszystko - a wszystko najczęściej znaczy
                To co kiedyś ,czyli "normalne jedzenie".A to nie jest prawda.
                Przykładowo menu :
                I-bułka z masłem,żółtym serem,szynka,kawa z mlekiem,cukier
                II-batonik albo drożdżówka
                kanapka z masłem,jajkiem,majonez,herbata,cukier
                obiad - zupa - mięsny wywar,makaron(ryż,ziemniaki)śmietana
                ziemniaki,schabowy (wieprzowina,sos),zasmażana kapusta
                - kilka cukierków,ciastko do kawy z cukrem
                - dwie kromki chleba pszennego z masłem,grzana śląska
                chipsy przy filmie
                gdy będziemy tak jadły,nie uchroni nas żaden dzień proteinowy czy otręby
                Jestem ponad rok w IV fazie bez jojo,ale przytoczone menu jest mi obce :)
                • agi.nett Re: Nawet Dukan nas nie uchroni..JOJO 13.01.11, 17:13
                  oj pietnacha, to wspaniale, ze jestes juz od roku na 4!! i nie przytylas nic, gratuluję, po swojemu zazdroszcze :)
                  oczywiscie, dukan mowi, pisze jak wazne sa wszystkie fazy, ze najtrudniejsza 3, stabilizacji, a i 4 nielatwa..znajac slabosci ludzkie czyli swoje, dlatego tak wlasnie boje sie tych faz i podziwiam dziewczyny, ktore tak pieknie je przechodza. Bo 2 to jest taka "zwykla" dieta, to do czego wiekszosc z nas (chudniecie-tycie-chudniecie-tycie itd) jest przyzwyczajona, a 3 i 4 sa specyfikami czysto dukanowymi. dlatego (rowniez podejrzewam) wybralysmy tez te diete, aby mozliwie jak najlepiej uchronic sie przed jojo. I racja - najgorsze i zarazem najwazniejsze jest przestawienie kapek jedzeniowych. nie, ze jak jestem na diecie, to jestem ladna i przykladna, a jak nie jestem to wpieprzam wszystko. hmmm. no i to jest tak (bo tez mam kolezanki na dukanie) ze jest po prostu taka euforia po osiagnieciu pod koniec 2 tej swojej wymarzonej wagi, ze zachlysnieta ta euforia osoba, mysli ze moze wszystko juz :) a ze przy okazji zmeczona jest bialkiem i chocby nie wiem jak wyrafinowanymi daniami, to zarzuca wszystkie zasady. a poza tym mysli sobie, ze ja nie przytyje, spoko, bede uwazala. i takie myslenie g daje. zgadzam sie z absolutnie wszystkimi przedmowczyniami - total glupota.
                  dobrze, ze ja na tym polu zaufania do siebie nie mam za krztyne, wiec grzecznie podejde do 3. chociaz juz trąbie wszem i wobec, ze jej sie najbardziej boje. i juz po cichusienienienku mysle o delikatnych modyfikacjach. hmm. niedobrze.
    • madzioreck Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 11:15
      Ja bym chciała zwrócić uwagę, nie pierwszy raz zresztą, na pewną rzecz, która umyka krytykantom i czarnowidzom twierdzącym, że i tak zawsze przyjdzie JOJO. Umyka również wielu osobom, które faktycznie to JOJO zaliczają. Dla osób, które były otyłe lub miały sporą nadwagę normalne odżywianie nigdy nie będzie oznaczało tego samego, co dla osób, które nadwagi nie miały. I tu jest pytanie, czy ktoś jest w stanie to zaakceptować i się z tym pogodzić. Podejrzewam, że 99,9% z nas, jeśli nie 100%, nigdy nie będzie mogła wrzucić na całkowity luz bez zmartwień o wagę. To, co jest normalne dla koleżanki od zawsze szczupłej, która bezkarnie pochłania codziennie kilo węglowodanów, pięć batoników i chipsy, dla nas będzie oznaczać katastrofę, i żadna dieta na to nie pomoże. Nawiasem mówiąc, powyższy przykład to nie jest normalne odżywianie, a osoba odżywiająca się w ten sposób ma prawdopodobnie więcej szczęścia niż rozumu - szczęścia w sensie, że od tego nie tyje ;)
      I tu pies jest pogrzebany, w niezrozumieniu tej kwestii :( Nigdy nie będziemy mogły beztrosko sobie pochłaniać czego i ile będziemy chciały. Jednorazowo, raz na jakiś czas - tak, od tego nikt pewnie nie utyje. Ale norma na co dzień powinna byc tym, czego nasz organizm potrzebuje, a nie tym, czego będzie wołać nasz oszalały organizm.
      Ja nie zrobiłam typowej III fazy, ale to nie znaczy, że taka wolna amerykanka panuje - mimo wszystko podstawą mojego odżywiania jest białko i warzywa. Kiedy idę na imprezę raz w miesiącu, nie interesuję się składem sałatki i jem, na co mam ochote i co mi podają ;) Ale po imprezie wracam do normy, czyli do jedzenia, dzięki któremu moja waga nie wzrasta.
      • lilka208 Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 11:52
        ja gdybym przytyła 2lub 3 kilo to odrazu bym cos zaczęła z soba robić a nie czekalabym az przytyje wiecej bo potem to juz tylko gorzej :)
        • pietnacha40 Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 12:19
          Lilka,większość osób będących na diecie tak pisze.Ale życie pokazuje coś zupełnie innego.Ile proteinek witamy tutaj powtórnie ? A dla ilu z nas jest to kolejna dieta ? Każda miała wyrzeczenia,zawsze się mówiło - już nigdy więcej.I wracamy.Podstawą jest ułożenie sobie w głowie,,to co pisze madzioreck - pogodzenie się z ograniczeniami,zacząć je w końcu zauważać.Najczęściej jest tak,że radość,euforia,a po jakimś czasie powrót i zwalanie na dzieci,uzależnienie od węglowodanów itp. To normalne i ludzkie.Nie każdy jest ze stali,nie każdy ma silny charakter.Ale można .Nie potrafię zrozumieć jednego.Jak w domu jest alkoholik,to się w nim nie trzyma alkoholu.Ale jak matka się "zabija" słodyczami,to nie ma wsparcia i słodycze muszą być.Sama je kupuje ! To samo z pieczywem.My kupujemy dokładnie tyle pieczywa,ile mój mąż zjada w jeden dzień.Chce drożdżówkę,to kupuje jedną,chce batonika ,to samo.
          A co do tych dwóch ,trzech.Parę lat temu bardzo schudłam.I przybyło mi te dwa kilo.Pomyślałam - phi - dwa kilo,to miesiąc mini diety - coś tam ograniczę.Po jakimś czasie,było tych kilo 5.I to samo - to tylko 1,5 miesiąca i nie ma.Ale zawsze były jakieś okazje,jakiś kolejny poniedziałek od którego zacznę.Aż doszłam do całkiem sporej nadwagi.
          Nie można pozwalać na przytycie 2 kilo.Nie mówię o wadze,którą czasem widzi się po weekendzie w górach :D Mówię o przytyciu w dniach codziennych - nie wiadomo kiedy.
          Trzeba dzień za dniem kontrolować posiłki,przeliczać i wyrównywać na bieżąco nadwyżki.
          • ven.to Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 13:23
            a ja się nie zgodzę z tezą "żona na diecie, cukierkom wstęp wzbroniony" :)
            nie trafia do mnie porównanie z chorobą alkoholową. Jedzenie będzie nam zawsze towarzyszyło, nie da się go wyeliminowac i nie ma co nagle tworzyc sztucznych czystek w domu. Dobrze na pewno nauczyc się zdrowych nawyków żywieniowych i zmodyfikowac jedzenie całej rodziny ale to też nie polega na pełnej eliminacji. Słodycze przecież mogą sobie byc w domu i to też nie znaczy że zaraz dzieci zjedzą je do ostatniego okruszka - a jeśli tak to tym bardziej trzeba się za to wziąc :)
            Dzieci będą miały szansę na życie zdrowe i w dobrym rozmiarze po wieki jeżeli ich skorupka zdrowym odżywianiem za młodu nasiąknie :)

            Załozenie "jak coś będzie w domu to ja, nie daj B., mogę to zjeśc" jest bezsensu bo zawsze coś niedozwolonego się znajdzie (prawdziwa bulimia od biedy rzuci się nawet na suchy makaron) a może się i tak zdarzyc że ulubiona słodycz się pojawi - nie wyrzucę przecież gościa co wpadł z nienacka z bombonierką.
            Jeśli ktoś ma napady kompulsywnego żarcia i na prawdę nie moze nad tym zapanowac to go nie uchroni że nie ma słodyczy w domu. W takich wypadkach to pomoc specjalisty by się zdała.
            Mi się wydaje że to czy ktoś dietuje sumiennie czy nie to nie kwestia samej silnej woli tylko nastawienia, determinacji i motywacji. Silna wola to tylko do tego mały dodatek. Nawet jak silna wola na chwilę zawiedzie i pożremy to coś - umiemy "zamknąc drzwi" i następnego dnia skruszeni dietujemy przykładnie i to co w domu znowu nie rusza. Na długo.

            Prawda jest taka że panuje moda na wieczne odchudzanie - z reguły zaczyna się od kilku kg nadwagi (albo i nie) i wiadomo co dzieje się dalej - pętla jojowo-dietowa zaprowadzi na wyżyny BMI. I wydaje mi się że to o nich właśnie, o wiecznych odchudzaczach z wyboru pisałaś Pietnacho.
            Innymi słowy - człowiek który jest zdrowy, odchudzi się raz na 10 lat - silna wola to jedno, śwaidomośc i wiedza drugie a determinacja i motyw trzecie.
            Człowiek który odchudza się wiecznie nie robi tego z powodu braku silnej woli i to nie silna wola go z zaklętego kręgu wyrwie. I na pewno od porzucenia diety nie ustrzeże go zakaz wnoszenia do domu słodyczy.
            • madzioreck Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 13:43
              ven.to napisała:

              > a ja się nie zgodzę z tezą "żona na diecie, cukierkom wstęp wzbroniony" :)
              > nie trafia do mnie porównanie z chorobą alkoholową. Jedzenie będzie nam zawsze
              > towarzyszyło, nie da się go wyeliminowac i nie ma co nagle tworzyc sztucznych c
              > zystek w domu.

              No muszę się zgodzić :) Tym bardziej, ze nie wszystkich "upasły" słodycze, ja słodyczy nie lubię, upasło mnie całkiem zwyczajne jedzenie. Zgodnie z wzorem pozbywania się, nie powinnam była w ogóle trzymać w domu żadnego jedzenia :/
              • piergiorgio Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 14:02

                Innymi słowy - człowiek który jest zdrowy, odchudzi się raz na 10 lat - silna wola to jedno, śwaidomośc i wiedza drugie a determinacja i motyw trzecie

                Raczej skłaniałabym sie do tego, co powiedziala Madzioreck, czy Pietnacha.Dla mnie to wszystko, co wymienilaś to są elementy silnej woli, efekt naszego myślenia o diecie.
                Emocje to impulsy, i w momencie słabości lepiej po prostu nie miec pod ręką tuczących wiktuałów czy napitków w dużych ilościach.Można być supernastawionym i mieć motyw, tylko że ten motyw potrafi usiąść albo sie schować czasami. Dlatego tylko nieliczni znas potrafi dzień w dzień, konsekwentnie odchudzać się, trenować sporty, uczyć sie 10 słowek dziennie zeby za rok znac obcy język itp.
              • pietnacha40 Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 14:14
                ja nie piszę o kompulsywnym jedzeniu.Wiem jedno - jeśli mam coś w lodówce ,co lubię bardzo,to na pewno to zjem.Też nie jadam słodyczy.Ale uwielbiam kanapki.Przestałam kupować chleb,z którego mogłam zjeść tonę tych kanapek.Idąc do sklepu świadomie wybieram produkty,które mi nie "szkodzą".Produkty dla męża kupuję tylko w ilości jego zapotrzebowania.Może z czasem to się zmieni.Może za jakiś czas będą mogły leżeć u mnie zapasy pleśniaka,włoskich suszonych wędlin,oliwki i smalec.Ale jeszcze nie teraz.Dla mnie to działa zupełnie jak inne nałogi.Ciągnie,pomimo,że wiem,że nie mogę.Nie mam w domu - nie mam problemu.Wystarczy poczytać teksty dziewczyn,które popłynęły.Popłynęły bo miały zapasy w domu.Całe życie jadałyśmy żle,złe nawyki dobrze się zakorzeniły.Dwa,trzy miesiące dukana,to trochę za mało ,żeby je wytrzebić.To dopiero początek.Niedługo zacznie się trzeci rok,kiedy zaczynałam dietę.Trzy lata nie jadam pieczywa na kolację.Każdego dnia,kiedy myślę co na kolację,czuję chwilowy żal,że jednak nie chleb.I nadal mi trochę z tym ciężko.
                Dlaczego nie można poprosić rodziny o trochę pomocy ? Nie chodzi o czystki,ale o nie tworzenie okoliczności,sposobności.
                • ven.to Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 14:23
                  myślę że można poprosic rodzinę o trochę pomocy tylko zależy co to za pomoc.
                  Mnie do słodyczy nie ciągnie wcale - też jestem kanapko lubna. Mam sporą rodzinę. Nawet gdyby wyliczyc ile kromek chleba jest potrzebne od łebka - one cały czas w domu są; chlebak pełen pokusy :)
                  Usunąc z domu chleb? To pomoc bez sensu.
                  Nie podtykanie mi pod nos skórek do zjedzenia to pomoc sensowna.

                  A o dziewczynach które popłynęły, nie wróciły, porzuciły - naprawdę jesteś przekonana że przyczyną zboczenia z kursu jest fakt posiadania w domu zakazanego owocu?
                  • piergiorgio Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 14:41
                    Ven.to, tu w ogóle trzeba byloby zacząć od początku, dlaczego człowiek je za dużo. Widzisz, Ty w domu masz męża i dzieciaki, moze jesteś zajęta tak ze pewnie nie masz czasu myślec nawet czasami. A gdyby mąż powiedzałCi ze juz ma dosyć Twojej diety i bałaganu z tym, dzieci- ze jesteś głupia, a szef w pracy ze masz siedzieć 2 godziny dziennie dłużej, to chyba wolałabyś nie miec nieczego niezdrowego pod reką...
                    Dobrze jest mieć motywację i zbalansowane zycie emocjonalne zatem.
                • madzioreck Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 14:27
                  Pietnacho, byc moze to są bardzo indywidualne sprawy, po prostu. Byc moze silna wola jest wprost proporcjonalna do motywacji... po prostu nie wiem. Pomoc pomocą, ale ja np. nie chcę karać "męża" moim odchudzaniem, bo to ja mam problem, a nie on. Pomógł mi wystarczająco jedząc w połowie po dukanowskiemu - praktycznie każdy obiad, czasem z ryżem/ziemniamami, a najczęściej bez. Żarł moje serniki, kulki i co tam jeszcze, ale nie chciałam terroryzować go bieganiem do sklepu, kiedy zachce mu się ciastka czy batonika, czy paluszków, raz że koło domu drogo jak piorun, dwa, że zakupy inne niż chleb i wędlina na bieżąco robimy mniej więcej raz w tygodniu. Tym bardziej, że kiedy się odchudzałam, i tak jadł o wiele mnie róznych takich rzeczy, choć mówiłam, że może jeść, bo ja słodyczy najczęściej nawet kijem ;) Kiedy można mówić o zapasach...? Jeśli mąż kupi sobie tego pleśniaka, i nie zje od razu, to co wtedy?
                  Ja wiem, że czasowo takie odstawienie może pomóc, ale na dłuższą metę nie sposób uniknac pokus i musimy się również nauczyć kontrolować uleganie im. Może nie od razu, ale w końcu - musimy.
                  • pietnacha40 Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 14:53
                    Ja myślę,że silna wola to kwestia charakteru.Ktoś rzuca palenie w jeden dzień i już,ale większość się z tym boryka całe życie.Tu chyba podobnie.Czasami coś nas tak przygniecie,że się poddajemy - wyrównujemy rachunki,poprawiamy humor,uważamy,że to już nie jest istotne,ile zjemy,bo inny problem nas przerasta.Mnie motywuje bardzo wiek.I dlatego się staram,ale łatwo nie jest i ciągnie - dlatego eliminuję.Wiem,że w przypadku posiadania licznej rodziny jest ciężej.Ja mam jeszcze ten komfort,że mój mąż je zgoła inne produkty niż ja,więc może sobie swobodnie lodówkę zapełniać.Te,które eliminuję,jego nie bolą.Czasem sobie kupi,to i ja uszczknę.Tak ,jak z tym pleśniakiem.Jak Twój mąż kupi pleśniaka i trochę zostanie - to jest to tylko trochę pleśniaka.Nie trzymasz w domu kilku różnych .No i wiesz,że nie przysiądziesz do nich na jeden raz.A gdybyś wiedziała ? Gdybyś miała tak jak słodkolubne ? Otwierają paczkę delicji i zjadają całą od strzału ? I zaraz potem sięgają po czekoladę.Jedna dziewczyna potrafiła zjeść litr lodów i poprawić jakimiś tostami z czekoladą.Gdybyś wiedziała,że może Cię to spotkać,też byś w domu trzymała takie zapasy ?
                    • ven.to Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 15:16
                      Całkiem na poważnie - gdyby mój apetyt przeradzał się w kompulsywne, częste niepohamowane obżeranie się; gdybym nie mogła na co dzień trzymac w domu zapasów dla rodziny z obawy przed zjedzeniem ich; gdybym traciła kontrolę nad jedzeniem - poszłabym po pomoc. Dla własnego zdrowia, szczęścia i przyszłości rodziny.

                      Jestem ogromnym amatorem owoców pod każdą postacią - w życiu nie przyszłoby mi na myśl ograniczyc owoce rodzinie bo ja jestem na diecie. Jednych nęci to, innych co innego. Każda z nas musi sobie z tym poradzic sama.
                      Oczywiście, bez popadania w przesadę - tak jak pisałam wyżej - jeżeli w rodzinie w ogóle jest przeginka z słodyczami, pizzą itp. warto jest zmienic nawyki całej rodzinie i raczej tego się nie uniknie a wskazane jest bardzo.
                      No i wiadomo że są okresy kiedy luzujemy - jak święta, wakacyjne wyjazdy, wesela, imprezy itp. Osoby ze słabszą wolą powinny rzecziwiście ich unikac jeżeli nie chcą dac się skusic.
                      Rany - są normalne popłynięcia z nawrotami - wszystko typowe, wpisane w długoterminową dietę.
                      Ale to nie oznacza że w domu ma byc szlaban na produkty zakazane dla mnie.

                      Byc może u jednych jest tak a u innych inaczej.
                      Wydaje mi się jednak że ktoś kto przeszedł przez dukana z takim wsparciem rodziny: "0 pokus jedzeniowych w domu" bardzo szybko zaliczy jojo. Chyba że do końca życia nie pozwoli na paczkę delicji i pudełko lodów w zamrażarce.
                      • sweet_pink Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 15:35
                        Co do popłynięcia to ja uważam, że to jest normalne, że się może zdążyć...tyle że jakby mi się zdarzyło w domu to popłynę 2 batonami, a jak u rodziców to 3 kawałkami ciasta, czekoladą, 5 cukierkami i miską budyniu...i nadal zostanie coś na pokuszenie. Jest różnica? Jest. Z tego pierwszego łatwiej sie pozbierać.

                        btw...przypomniało mi się, że mam w lodówce 4 miesięczny sorbet he he :D
                      • pietnacha40 Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 15:44
                        Ven.to nie kompulsywne jedzenie.Zwykłe podjadanie.Dzisiaj czekolada.Jutro paczka delicji.Pojutrze dwie drożdżówki.Kolejny dzień trzy batoniki.Paczka żelek.Garść cukierków.Litr lodów.Pudełko kruchych ciastek.Dziennie coś.Widzę jakie zakupy słodyczowe robi moja mama.Nie ma problemu z kompulsami,ale z nadwagą - owszem.Nie je kolacji od kilkudziesięciu lat,ale pół kilo cukierków,to nie problem.A zakupy te robi hurtem,bo mieszkamy poza miastem.A,że są w szafce,to no je.To nawet nie to,że musi.Ma świadomość,że tam są.Ja nie pisze,że mamy umartwiać siebie i rodzinę.Ja sobie pozwalam na wszystko,ale tylko z "okazji". Ktoś lubi lody.Ale nie lubi jakiegoś tam smaku.To niech trzyma właśnie ten smak w lodówce.Ja nie lubię bułek,więc nie ma problemu,żeby w domu bułki były.Chleb też lubiłam tylko z jednej piekarni.No to w niej nie kupujemy.To samo z wędlinami - lubię,ale nie wszystkie,więc dla rodziny są te,których ja nie lubię.Zawsze można znależć jakiś kompromis :)
                • kotwtrampkach Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 27.01.11, 22:03
                  pietnacha40 napisała:

                  > Dlaczego nie można poprosić rodziny o trochę pomocy ? Nie chodzi o czystki,ale
                  > o nie tworzenie okoliczności,sposobności.

                  ja uważam że to zależy od relacji, jakie są w rodzinie. jeżeli to związek raczej partnerski - to można poprosić i oczekiwac pomocy. Nawet bardzo można. I nawet można wyjaśnić dziecku przysżłe plusy z niejedzenia dużej ilosci słodyczy wynikające (i nieprzyzwyczajania się do nich)
                  Przecież to nie jest niezdrowe, żeby na kolacje nie jeść węgli? Żeby do jajecznicy nie dodawać chleba. żeby szynkę jesć z warzywami a nie z białą bułą?
                  Ja 6-letnie dziecko poprosiłam o pomoc i rozumie w czym rzecz. Jak ona nie może jeść słodyczy (bo nie zjadła obiadu i zdecydowała, ze go nie wepchnie w siebie) to tez by jej było przykro, gdyby się ktoś obżerał krówkami obok. Pamiętamy obie, jak nam było dziwnie, kiedy znajomy na wycieczce zajadał się lodami ze swoją córką, a nam zostało patrzenie na to.
                  ;)
            • sweet_pink Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 14:25
              A ja się z tą tezą "cukierki won" zgadzam...tyle że to wszystko jest kwestia skali. Powiem na swoim przykładzie. Mój chłop ma powiedziane, że ma mnie nie epatować słodyczami i że wolałabym żeby tych słodyczy w domu nie było (zwłaszcza takich moich ulubionych). W kuchni za samowarem ma paczkę kitkatów (pyszota) i może 2 batoniki i sobie to dyskretnie wcina i to mnie nie rusza, nie kusi.
              Za to ostatni tydzień spędziłam w górach gdzie był z nami również mój tato. Miłość do słodkiego mam po nim. Wyglądało to tak: na jednym spacerze dwa razy do cukierni, zawsze słodkie do kawy, zawsze pod ręką 2 paki ciastek, a tu po najlepsze kremówki zajedziemy...itd. Przez ten tydzień w temacie słodyczy psychicznie się skatowałam, zwłaszcza że hotel i z dukanowego słodkiego to sobie mogłam zrobić najwyżej kakałko (wcześniejsze 2 miesiące diety były łatwiejsze niż ten tydzień). Diety nie utrzymałam (a wcześniej bardzo dobrze opierałam sie pokusom...a tu jeszcze dołączył się aspekt dużego wysiłku fizycznego), waga w miejscu.
              I teraz wracając do tematu...uważam że nie idzie się odchudzać w domu gdzie słodyczy jest mnóstwo, gdzie się jest na widok innych jedzących słodycze jest ciągle (kilka razy w ciągu dnia) narażonym, a samemu się wychodzi z ostrej do słodyczy miłości...bo to robota dla tytana. Ok niech sobie będzie ciasto w niedzielę i batoniki dla dzieci do szkoły (odliczone)...ale uważam, że więcej być nie musi i ze względu na wspieranie odchudzającej się osoby nie powinno. Jak ogólnie w domu słodycze je się w sposób umiarkowany, ok można zostawić obyczaje...ale jak w domu jest pod tym względem przegięcie (słodycze częściej niż raz dziennie + zapasy jak na wojnę) to stanowczo warto zrobić z tym porządek.

              Do tego ja akurat jestem zdania, że słodycze uzależniają podobnie jak alkohol czy papierosy...organizm kocha ten cudny skok poziomu cukru we krwi jaki mamy po zeżarciu batona (podobnie jak np zastrzyk nikotyny przy paleniu)...odlot.
              • kotwtrampkach Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 27.01.11, 22:27
                sweet_pink napisała:

                > uważam że nie idzie się odchudzać w domu gdzie sło
                > dyczy jest mnóstwo, gdzie się jest na widok innych jedzących słodycze jest ciąg
                > le (kilka razy w ciągu dnia) narażonym, a samemu się wychodzi z ostrej do słody
                > czy miłości..

                ja powiem, ze mozna. Trzeba zostać anorektyczką i wmówić sobie że słodycze dobre nie sa.. Albo ze sa mdłe, klejące, niedobre, nie,nie nie.
                Ale to chyba niezbyt dobre dla psychiki człowieka :-|
        • madzioreck Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 13:04
          lilka208 napisała:

          > ja gdybym przytyła 2lub 3 kilo to odrazu bym cos zaczęła z soba robić a nie cze
          > kalabym az przytyje wiecej bo potem to juz tylko gorzej :)

          Lila, obawiam się, że gdyby to było takie proste, to my tu wszystkie nigdy byśmy się nie poznały, wszyscy byliby szczupli, a przynajmniej ci, co już raz schudli, a nasz ulubiony doktorek byłby nikomu nie znanym, zwyczajnym internistą...
          Niestety Twój jednostkowy przykład (ani mój, zresztą nie wiem, czy po troche ponad dwóch miesiacach trzymania wagi można mówić o jakimkolwiek przykładzie) nie przekłada się na ogólną sytuację osób odchudzających się. Szczególnie na sytuację osób, które tyją od przysłowiowego "byle czego" :(
          Natomiast w tym wszystkim naprawdę trudno obwiniać dietę (normalną dietę, a nie wynalazki kopenhaskie, Cambrigde i 800-1000kcal, po czymś takim najnormalniejsze jedzenie spowoduje tycie) - raczej najczęściej zawodzi czynnik ludzki. To nie jest mit, że schudnąć to pan Pikuś, utrzymać efekty, to dopiero walka :(
          • lilka208 Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 18.01.11, 14:36
            okey, chodzilo mi o to że jak przytyje2 kg ( choc dalej mi mowia że jestem za chuda) to widzac ze mam 2 kg na plusie odrazu bede cos robic a nie czekac az przybedzie nastepny kilogram, odrazu to musze zrzucic
            • madzioreck Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 19.01.11, 21:40
              Rozumiem, ale widać to nie dla wszystkich jest takie proste i jak popłyną, to już na całego... właśnie takie kontrolowane pozwalanie sobie jest najtrudniejsze, a czeka nas niestety do końca życia ;)
              • agi.nett Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 19.01.11, 21:54
                i to mnie wlasnie makarbycznie przeraza madzioreck....KONTROLOWANE pozwalanie sobie do konca zycia.....jezu....
                e tam, nie ma co gadac, my tu jestesmy na tym forum po prostu dziewczynami, ktore, jakby nie patrzec, lubią jeść. i tyle. ja uwielbiam jesc. zazdroszcze ludziom, ktorzy musza sobie przypomniec np ze dzis jeszcze nic nie jedli :) hmmm. mamy dwa rodzaje ludzi :)- jedni zyja po to zeby jesc drudzy jedza po to, zeby zyc. no ja sie zaliczam do tego pierwszego gatunku zdecydowanie :) ale ciiicho, ja jestem na diecie i mi z nią jest dobrze :) wcale a wcale nie mam ochoty na pizze, makarony i tiramisu. gorzej bedzie, jak juz to bede mogla jesc - pojawi sie pytanie- jak to jesc zeby nie być belą za chwilę znow.....wspierajmy sie!!!!
                • madzioreck Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 20.01.11, 02:05
                  ja uwielbiam jesc. zazdroszcze ludzi
                  > om, ktorzy musza sobie przypomniec np ze dzis jeszcze nic nie jedli :)

                  Nie ma czego zazdrościć - jedno drugiego nie wyklucza :)
                  Ja przez większość życia przypominam sobie wieczorem, że jeszcze nic nie jadłam ;)
                  • kinmalek Re: Chciałabym zwrócić uwagę... 23.01.11, 02:28
                    Skończyłam dietę w czerwcu zeszłego roku,moja dieta obecnie jest fatalna,mniejsza już o to z jakich powodów,są dni że jadę głównie na słodyczach,proteinowych czwartków nigdy nie robiłam,zaraz po zakonczeniu diety jadłam spore ilości słodyczy,głównie lodów,często o dość późnej porze,od tamtej pory przytyłam 5 kilo.Mam zamiar wrócić na dietę,ale i tak podsumowując to co jadłam od zakończenia diety,los był dla mnie bardzo łaskawy.Ale i tak jestem na siebie zła,o już nawet nie o wagę tylko o to że jem znowu bezwartościowe rzeczy.
                • pietnacha40 Agi 23.01.11, 10:38
                  to nie jest takie straszne.I nie jest tak,że nic nie możesz.Wystarczy ,że uznasz tydzień za dni grzeczne. Kupujesz tylko zdrowe rzeczy,ale takie,które lubisz najbardziej.To nie jest tak,ze zdrowo,znaczy niesmacznie.Jeden dzień w tygodniu masz proteinowy,a w weekend robisz sobie święto i jesz wszelakie zakazane przysmaki.Drugi dzień weekendu jest na przyhamowanie i zjedzenie resztek.Do tego trochę sportu i to działa.Dziecku potrafisz wytłumaczyć,że nie wolno.Albo nie dasz i już,bo nie wolno.To sobie nie potrafisz ? ;) Agi - mów sobie ,że nie zawsze masz święto,nie zawsze,za to że zrobiłaś zakupy należy Ci się batonik - jeśli jesteś z tych "batonikowych " ;) a jak chcesz sobie sprawić przyjemność,to w weekend ,w tygodniu sobie zdrowo dogadzaj :D
                  Co do słodyczy.Zastanawiałm się,czy dukanowe słodycze nie powodują tycia w momencie przejścia na normalną dietę ? To już nie jest to samo i nie wiem,czy można sobie pozwalać na takie ich ilości ?
                  • ven.to Re: Agi 23.01.11, 11:21
                    o, Pietnacha, dokładnie nad tym samym się zastanawiam.
                    Teoretycznie jest tak ze białko w nadmiarze się nie odkłada tylko jest wydalone. Produkty czysto białkowe obniżają IG posiłku o ile jest jednego typu: tłuszczowy lub węglowy. Czysto białkowe a więc twaróg 0%, białko jaja, chude ryby i pierś kurczaka - to jest to co można by zjeśc do posiłku węglowego (bo do tłuszczowego to już można białka odzwierzęcego ile wlezie).
                    Tak wiec w ogóle, przy zachowaniu rozdzielności, teoretycznie żadna ilośc czysto białkowych deserów nie spowoduje przytycia.
                    Ale jeżeli nie zachowamy odstępów, rozdzielności to zjadając jakąś tam porcję węgli, jakąś tam porcję tłuszczy i ogromną ilośc białek daleko nie zajedziemy. Bo wchodzi już w grę limit kalorczny - w wielkim uproszczeniu - spożytkujemy energię trochę z węgli, tłuszczy, białek i zostanie od groma przyswajalnych kalorii do spożytkowania. Na zapasy.
                    o cholera, muszę kończyc
                    • pietnacha40 Re: Agi 23.01.11, 11:40
                      ano właśnie.Dla mnie to bez znaczenia,ale wiele razy czytałam - będę się prawidłowo odzywiała,a słodycze w wersji Dukana,bo nie zaszkodzą. A okazuje się,że jedząc podietowy obiad,kończąc go sernikiem dukanowskim,robimy sobie kuku.
                      Ok.teraz rozdzielność.Cztery posiłki,zalóżmy.Jeśli ten sernik będzie jednym z posiłków,to ok ? Ale jak to będzie ,jak będą trzy posiłki ,a pomiędzy nimi trzy słodkie przgryzki dukanowe ? Bo wiadomo,że większść ludzi ,zjedzenia batonika,nie uważa za posiłek.Tak więc, kanapkowe śniadanie,w pracy nutella,obiad z makaronem,godzina,dwie ,po obiedzie sernik do kawy.Pózniej,coś robiąc,znowu trochę nutelli czy innego i kolacja za nastepne dwie godziny - też z węglami .Niby nie łączymy.Co myślisz ?
                      • mamalideczki Re: Agi 23.01.11, 13:29
                        Też się zastanawiam nad tym nie raz, dlatego szukam innych rozwiązań. Konkretnie myślę, o wprowadzeniu/połączeniu z dukaniem zasad diety niskoweglowodanowej do codziennego menu. Myślę, że to ma sens, bo tak naprawdę największy wpływ na tycie mają węglowodany (a właściwie łączenie ich z tłuszczami). Póki co poczytuję sobie na ten temat z różnych źródeł i poradzę się mojej dietetyczki. Jestem coraz bardziej przekonana, że ograniczając węglowodany (oprócz warzyw - bez nich ani rusz) jestem w stanie ustabilizować wagę.
                        Pozdrawiam Piętnacha i jestem z Tobą :)
                    • piergiorgio Re: Agi 23.01.11, 13:53
                      Ven.to, próbowałam znależć w necie informacje na temat spalania protein, bo jakoś nie do konca kupuję to że nadmiar protein nie jest odkładany. Rzeczywiscie na wikipedii w temacie dieta wysokoproteinowa jest, że przemiana protein pobiera wiecej kalorii niz energia uzyskana.Z kolei ja w szkole mialam ,ze proteiny w nadmiarze sa przerabiane na tłuszcz tak jak wszystko inne.
                      No ale tak na chlopski rozum, wszystkie zwierzeta ktore odrzywiaja sie dziczyzna, chudym miesem przeciez, padłyby po miesiącu :-/
                      • ven.to Re: Agi 23.01.11, 14:06
                        widziałaś kiedyś spasione zwierzę żywiące się dziczyzną? ;) Z resztą wiesz, zwierzę swój tłuszcz ma, żeby było samą proteinką trzeba by je dobrze ze skóry i tłuszczu obrac a mięso wygotowac :D
                        a na poważnie - samych protein człowiek nie jest w stanie przerobic na zapasowy tłuszcz. Ale już tłuszczyk z mięsa to co innego.
                        Proteiny i warzywa można dokładac do każdego posiłku. Im więcej tym w sumie lepiej bo IG spada (o ile jest to posiłek albo węglowy albo tłuszczowy). Potem musimy poczekac aż żołądek będzie w miarę pusty i można załadowac kolejną porcję.
                        Sernik dukana nie spełnia wymogów czystej proteiny bo ma i tłuszcz z żółtek i skrobię. Albo jedno albo drugie. W sumie można spokojnie pochłonąc - z jajkami po posiłku tłuszczowym.
                  • agi.nett Re: Agi 23.01.11, 15:46
                    oki pietnacha, czyli Ty jesz wszystko? w sensie nie wżerasz a normalnie konsumujesz, tak? jesz dukanowe slodycze, czy juz normalne, tylko ze malo?
                    wlasnie dobrze powiedzialas z tym grzecznym tygodniem; pamietam, ze kiedys tak wlasnie sie odzywialam, ze w weekend popuszczalam, a w tygodniu odrabialam weekend :) ale nie ze glodowalam. ty pewnie tez teraz nie glodujesz, tylko sie zdrowo i normalnie odzywiasz. nie wiem, czy za kazdym razem bede myslala o laczeniach, nielaczeniach; mysle chyba bardziej o diecie niskoweglowodanowej tez; do slodyczy mnie nie ciagnie i nie ciagnelo nigdy, wiec ok. no nic, na razie to ja nie wiem jak mi pojdzie stabilizacja tych wszystkich utraconych tluszczy :)))) pol roku na bank przede mna 3 fazy......rany....czy ja nie rzygnę tym rytmem? hahahahaha
                    • pietnacha40 Re: Agi 23.01.11, 16:22
                      Tak,jem wszystko.Ale nie jem słodyczy,bo nie lubię.A inne węglowodany omijam ,jak się da.Więc pieczywo tylko rano i tylko żytnie,a makarony,ryże,ziemniaki - sporadycznie.Za to warzywa bez ograniczeń,z owocami uważam (wliczam je w normalny posiłek ,czyli jako śniadanie,czy lunch)Pilnuję,żeby posiłki były tylko cztery,ale jak wstaję o 6,to 5.Jak mam ochotę na coś,to czekam na posilek,a nie w międzyczasie - i wtedy rezygnacja z czegoś innego.Najbardziej teraz lubię śniadania,bo tylko wtedy jem moje ukochane kanapki (choc pieczywo już nie to) i wtedy jest i jajecznica na maśle czy boczku,pleśniaki.Ukochaną włoskąkuchnię,zostawiam na weekendowe biesiady nocne (!)
                      O łaczeniach nie myslę.Sprawdziło mi się w praniu,to co powyżej.Pilnuję,żeby po południu już węgli nie było,choć to,pomimo dwóch lat stosowania,nadal uwiera :D
                      stabilizacja,to sama przyjemność - kiedy zaczynasz ?
                      • agi.nett Re: Agi 23.01.11, 20:56
                        twoj jadlospis, ktory opisalas wyzej, brzmi calkiem sympatycznie. mniej wiecej tak wlasnie sobie to wyobrazam. ale widzisz, pilnowac sie trzeba jednak, nie mozna poplynac z weglowodanami po prostu. i jeszcze bardzo wazna rzecz, ktora napisalas - regularne posilki. osoby, ktore schudly (niekoniecznie na dukanie) i utrzymuja swoja wage, wlasnie podkreslaja znaczenie "pilnowania" posilkow, zeby bylo ich 5; w tym 2 przekaski, liczone juz jako posilek, owoc czy cos. to jest polowa sukcesu. super, no tak to wlasnie ma wygladac......do konca zycia.....:)))))) hmm. kwestia przestawienia klapek zywieniowych; kupa czasu spedzana na dukanie chcac nie chcac gdzies tam dobre nawyki wyrabia.
                        co do mojej 3 fazy, to jeszcze chwila, marudze tylko tak na "zaś". brakuje mi jeszcze 5kg, a te schodzic teraz beda bardzo wolno. pozdrawiam :)
                        • pietnacha40 Re: Agi 23.01.11, 21:53
                          najgorsez są zawsze końcówki :d człowiek już przebiera nogami w miejscu,dociska,widzi te jabłka i pomarańcze ,a tu jeszcze 4,8 :D Powodzenia w finiszu :)
                          • faustine Re: Agi 24.01.11, 11:24
                            I ja bym tu ponowiła zadane kiedyś pytanie : czy wuj Dukan mówił prawdę , że od momentu przejścia w fazę utrwalania , proteiny i warzywa możemy zjadac w ilościach nieograniczonych i o porach dowolnych , wedle uznania. O rozgraniczaniu posiłków węglowych czy tłuszczowych -cisza...
                            • pietnacha40 Re: Agi 24.01.11, 13:27
                              Ja już nie pamiętam,co było w książce i co pisał Dukan - dawno temu przeszłam do IV fazy.Z mojego doświadczenia - wiek + tendencje do tycia,wynika,że zdecydowanie powinnam unikać węglowodanów po południu,a i w ciągu dnia kontrolować je bardzo.Zasada niełączenia się sprawdza -MM na tym stoi - ale ja się do niej stosuję jedynie do kolacji.Zupełnie nie zwracam na to uwagi przy śniadaniu,czy lunchu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka