Dodaj do ulubionych

Ja też z Wami_kongool

01.06.07, 12:20
Hej,

Jeszcze nie zaczęłam tak porządnie, ale od poniedziałku ruszam do boju.
Najfajniejsze jest to, że razem ze swoim facetem (a niedługo mężem - patrz
suwaczek ;-)).

Mam i piję już wodę zurawinową - PYCHOTKA!!! Mogę ją pić non stop!!
Wczoraj spróbowałam napój długowieczności - hmmm... to zmielone siemię lnianę
to mi trochę w gardle stanęło. Jest na to jakiś sposób? Boję się, że przy
następnej próbie będę miała odruch zwrotny.
Spróbowałam też olej z ogórecznika - hmmm... chyba się przyzwyczaję, ale
pierwsze wrażenie bylo co najmniej dziwne!

W tej chwili jestem na etapie planowania jadłospisu na najbliższy tydzień, a
jutro... na zakupy! Co prawda nie mogę się pochwalić zdrowym menu z dwóch
ostatnich dni, ale tłumaczę sobie, że to ostatnie podrygi mojego łakomstwa!!
Od poniedziałku - biorę się ostro w garść!

Miałam nie zakłądać postu, ale pomyślałam, że jak codziennie coś naskrobię.
to będę miała większą motywację.
A moze i któraś z Was coś podpowie i doda otuchy.
Obserwuj wątek
    • baskerek Re: Ja też z Wami_kongool 01.06.07, 20:00
      Kangool, fajnie, ze dolaczas. Ja zaczelam od tego pon, ale w zwiazku z nawalem nowych obowiazkow
      wyszlo mi picie wody zurawinowej (ja pije z dwuktornie zmielonym siemieniem - do kupienia w aptekach)
      i lykanie suplementow. Poza tym (niestety) dowolnosc. Ale trzymajmy za siebie kciuki! B
      • kompotzsushi Re: koktaj długowieczności 02.06.07, 18:35
        Pij przez słomkę. Szybko wymieszaj i wciągaj zaczynając od dna.
        Spróbuj babkę płesznik (psylium) - tego sypie się mniej.

        No i w ogóle trzymaj(cie) się dzielnie!
    • kongool Re: Ja też z Wami_kongool 04.06.07, 14:33
      Hej,
      Dzięki za wsparcie.
      Nie jestem dumna z weekendu (oczywiście jeśli chodzi o kwestie żywieniowe), ale
      dzisiaj trzymam się dzielnie od rana!!
      Wszystko zgodnie z 2-tygodniowym planem.
      Słomkę stosuję od wczorajszego wieczoru. Niby trochę lepiej, ale boję się, że
      za którymś razem...mój odruch zwrotny nie da się powstrzymać.

      Nadal lubię wodę żurawinową, nadal olej z ogórecznika jest dosyć dziwny, ale
      łosoś z cytryną i czosnkiem... grrrr... taka sucha rybia podeszwa. Mam
      nadzieję, że będzie dobrze. Trzymam się dzielnie.
      I Wam też zyczę wytrwałości i duuuużo sympatii do polecanego menu!!
      • malgaska Re: Ja też z Wami_kongool 05.06.07, 00:20
        Kongool.. jeszce moja rada co do koktajlu długowiecznosci...bo nie wiem czy
        doczytałas gdzieś.. było o tym na forum.. ale chyba część watków znikneła juz w
        niebycie... ehhh
        A więc .. nie wiem czy próbowałaś na ciepło... w moim przypadku... na zimno
        pijac miała ten sam odruch.... ale jak sie doleje ciepłej wody dla mnie ok...i
        ja mogłam pić tylko z samą wodą a nie z woda zurawinową...i potwierdzam
        najlepiej przez słomke!!! :) czyli najlepiej rozuścic siemie w zimnej wodzie
        szybko mieszając zeby sie grudki nie zrobiły i dolewam
        wrzatku...polecam...dziewczyny pisały że to taki kisielek zurawinowy :)moze u
        Ciebie tez się sprawdzi pa pa
    • kongool Re: Ja też z Wami_kongool 05.06.07, 13:40
      Malgaska, dzięki za podpowiedź. Spróbuję, chociaż przyznaję, że za kisielkami
      też nie przepadam. Popróbuję i na pewno zjadę jakieś rozwiązanie.

      W tej chwili pojawił się inny problem. Jestem wielbicielem sałaty i to nawet
      samą samiuteńką mogłam jeść. Ale zaczynam jej nienawidzić - tak bez sosu
      sensownego, bez soli i tylko z olejem lnianym, który jednak mi nie podchodzi w
      porównaniu do oliwy z oliwek do tej pory przeze mnie stosowanej.
      No i jeszcze ten ból głowy. Zaczął się wczoraj po południu i trwał do wieczora.
      Nawet zasypiając czułam, że głowa mnie boli, ale dzisiaj... przechodzi wszelkie
      pojęcie. Jest nie do wytrzymania!! Nie mogę się na niczym skupić (a oczywiście
      jestem w pracy i dostałąm właśnie nowy projekt), oczy wychodzą mi z orbit i
      młot pneumatyczny świdruje głowę na wylot. Mam wrażenie, że zaraz umrę. Co
      robić? Czy jest na to jakiś sposób. Wiem, że nie możan brać prochów
      przeciwbólowych, ale ja naprawdę nie wytrzymam dłużej takiego bólu...

      Poza tym jestem raczej dzielna. Wszystko od wczoraj zgodnie z planem (no...
      oprócz lampki czerwonego wytrawnego wina wieczorem).
      Trzymajcie kciuki!!
      • kompotzsushi kongool - trzymaj się! 05.06.07, 14:20
        Hej!
        1. nie pij alkoholu przynajmniej przez pierwsze 2 tygodnie
        2. lepiej weź już ten proszek od bólu głowy zamiast się męczyć, ale jak
        najmniejszą dawkę
        3. pod żadnym pozorem nie pij kawy ani mocnej herbaty - ten ból głowy to pewnie
        z odstawienia kofeiny, trzeba przetrzymać kryzys, nie wolno wracać do trucizny,
        bo cały trud na nic
        4. sałata - zmieszaj sok z cytryny z ok. ćwierć łyżeczki mielonej gorczycy (kup
        ziarenka i zmiel sobie trochę w młynku do pieprzu) w małym słoiczku, następnie
        dodaj do słoika łyżkę oleju lnianego i łyżeczkę dobrej oliwy z oliwek lub
        (polecam!) oleju z orzechów laskowych (można go kupić w Carrefourze), zakręć
        słoik mocno i potrząsaj nim energicznie kilkanaście sekund - wyjdzie z tego
        całkiem smaczny winegret!
        • kongool kompotzsushi DZIEKI WIELKIE!! 05.06.07, 16:04
          Dzięki za podpowiedzi. Tabletki jeszcze nie wzięłam, ale długo chyba nie
          wytrzymam!
          Co do kofeiny... Fakt, że zawsze w pracy piję kawę, ale w weekendy nie i nie
          bolała mnie nigdy głowa. Zdarza mi się, że przez kilka dni nie biorę kawy do
          ust. Herbaty na co dzień nie piję (czasem tylko Pu-erh - czy jak to się tam
          pisze i ew. Figurkę). Więc zupełnie nie rozumiem skąd ten ból głowy!!

          Co do winegret do sałaty, to dzięki wielkie za podpowiedź. Brzmi nieźle. Jak
          tylko dojdę do siebie z bólem głowy i będę mogła się na czymś skupić - robię
          zakupy!!

          Jeszcze raz wielkie dzięki za wsparcie!!
          • olanc Re: kompotzsushi DZIEKI WIELKIE!! 06.06.07, 09:33
            Ten ból to odstawienie kawy, węglowodanów, prod. mlecznych. Trzeba przetrwać i
            jak się jest w pracy wziąć tabletkę i już. Do sosów dodawałam też
            liofilizowanego czosnku i pieprzu cajenne, ale na pewno dużo cytryny znacznie
            poprawia smak. Poza tym lepiej jest odczekać chwilę, nie jeść sałaty od razu.
            Można też przejść na kapustę pekińską, ale więcej krojenia...Pozdrawiam i życzę
            wytrwałości :)
            • kongool jakiego czosnku?? 06.06.07, 10:46
              Hej,

              Sorki za ignorancję, ale jakiego czosnku dodawałaś do sosu? Co to znaczy i
              gdzie go kupić?

              Co do moich dalszych poczynań, to jest nieźle.
              Napój długowieczności piję przez słomkę - co nie zmienia faktu, że mam odruch
              wymiotny...
              Olej z ogórecznika niestety również mi nie podszedł i na wszelki wypadek piję
              go nad zlewem ;-))(kiedy należy go pić?).
              A wczorajsza kolacja... szkoda gadać. Ryba w sosie cytrynowym z pietruszką i
              dymką... hmmm zjadłam kawałek i podziękowałam. Stwierdziłam, że chyba na tym
              polega ta dieta, że żarcie jest tak paskudne, że wolę nic nie zjeść niż to co w
              przepisie.
              Dziewczyny!! Czy są jakieś normalne przepisy do tej diety?
              Co to jest i gdzie znaleźć:
              - kabaczek makaronowy (tudzież spaghetti z makaronem, bo w rozpisce I fazy jest
              ta wersja, a w przepisach "kabaczek makaronowy" właśnie)
              - eskariola
              - serca karczochów w zalewie wodnej (nigdzie nie ma. nawet w Almie)
              - orzechy wodne

              I dlaczego ciągle ten seler naciowy? Nienawidzę go i nie przełknę!!

              Oj. Chyba mam kryzys dnia trzeciego. Ale dla mnie te przepisy są takie
              zakręcone. Co można zrobić, żeby nie używać soli, a żeby ryba lub mięso miały
              chociaż lekko słony smak?

              Trzymajcie kciuki.

              P.S. 3 kilo mniej...
              • dorocia8 Re: jakiego czosnku?? 07.06.07, 07:56
                Witaj kongool! :)
                Ja tak się wtrącę co do bólów głowy. Też miałam potworne, choć nie pijam kawy
                więc nie był to efekt odstawienia kofeiny. Myślę, że bardziej efekt odebrania
                organizmowi codziennej dawki śmieci albo jakiś skutek uboczny soku. Mnie zwykle
                zaczynała boleć pierwszego lub drugiego dnia już ok. południa i bolała coraz
                bardziej do wieczora. Pierwszy tydzień to była katorga na środkach
                przeciwbólowych (raczej nie wpłynęło to na efekty bo chudłam ok.5kg w tym
                czasie). Trzymam kciuki i życzę powodzenia!! I nie martw się chwilowym brakiem
                efektów - każdy organizm reaguje inaczej na zmiany. Ważne aby się nie poddawać
                gdy waga stoi.
                Dziwi mnie trochę Twój głód i apetyt, bo ja akurat z tym problemów nie miałam i
                jadłam coraz mnie (trudno mi było się zmusić do 5 posiłków dziennie, bo nawet
                jakbyłam głodna to nie chciało mi się jeść i jadłam tylko obiad ok 13 i jakąś
                zakąskę ok.17 i to wszystko). Podstawą tej diety jest sok - on tu najwięcej
                daje, więc nie rezygnuj z niego. Ja miałam dietę całkiem zmodyfikowaną po
                swojemu - chrupkie pieczywo, jogurty naturalne. Piłaś koktajl owocowy rano? Mnie
                takie śniadanie mocno zapychało (jest w książce) no i te truskawki byś miała :)
                Jak nie znasz przepisu to:
                szklanka truskawek
                łyżka oleju z siemienia
                szklanka wody żurawinowej
                miksujesz i masz 2 szklanki koktajlu :) (zamiast truskawek mogą być inne owoce).
                Polecam.
                Trzymaj się!! :)
                • kongool do dorocia8 07.06.07, 20:56
                  Hej,

                  Co do bólów głowy, to jestem przekonana, że to nie tylko kwestia braku kawy czy
                  herbaty. Zanim zaczęłam stosować się dokładnie do wytycznych I fazy, zaczęłam
                  pić wodę żurawinową. I p kilku dniach "normalnego" żywienia się i picia wody
                  żurawinowej zaczęły się bóle głowy. Jestem pewna, że to nie był typowy ból
                  głowy, jaki się czasem zdarza np. z powodu niekorzystego ciśnienia, ponieważ
                  ten ból był bardzoe charakterystyczny. I dokładnie taki sam przyszedł drugiego
                  dnia po przejściu na PWT, Nietety musiałam się spomóc prochami, bo nie byłam w
                  stanie funkcjnować. Teraz jednak już mi nie dokucza.
                  Mam jednak inny problem i chyba założę na jego temat osobny wątek, bo bardzo
                  jestem ciekawa, czy ktoś jeszcze ma takie dolegliwości i pomysły skąd sie
                  biorą. Otóż przeraźliwie bolą mnie nogi - głównie uda i okolice pośladków i
                  bioder. Ból jest nie do zniesienia. Nie mogę siedzieć, leżeć, stać. w żadnej
                  pozycji. Najmniej boli kiedy chodzę. Ale nie jest to typowy ból mięśni jaki ma
                  się np. po przećwiczeniu. Koszmar po prostu. Dzisiaj o 3 w nocy już nie mogłam
                  wytrzymać i maszerowałam przez 20 min po kuchni, czekając aż proszki
                  przeciwbólowe zaczną działać i będę się mogła znów położyć.
                  Przynam, że taki sam ból miałam już kilkakrotnie - za każdym razem, gdy
                  decyduję się na jakąś drastyczną dietę. Po jakimś czasie to przechodzi, ale
                  póki co... jest nie do zniesienia.
                  Mimo, że na co dzień nie mam zwyczaju faszeroać się prochami, niestety w
                  okresie kiedy boli głowa lub te uda właśnie nieszczęsne, po prostu nie jestem w
                  stanie się bez nich obejść.

                  Co do mojego apetytu... Mam wrażenie, że źle mnie zrozumiałaś. ja nie jestem
                  ciągle głodna i porcje wskazane w książce zupełnie mi wystarczają. Jestem wręcz
                  całkiem mocno najedzona. Problem tkwi w przełknięciu niektórych potraw.
                  Niektórych nie jestem w stanie przełknąć. Dlatego niektórych rzeczy jem mniej
                  (lub prawie wcale) i tylko wtedy czuję głód.
                  Niestety również koktajle z serwatką polecaną na forum (izolat białka
                  serwatkowego w proszku) są właściwie nie do przełknięcia. Mam po prostu odruch
                  zwrotny z powodu tej proszkowej zawiesiny...
                  Cóż... albo się przyzwyczaję, albo... sama nie wiem co!!

                  Co do braku efektów... wręcz przeciwnie. Jestem na PWT od czterech dni i
                  straciłam na wadze 3 kg. Więc efekt raczej zadowalający. Myślę sobie, że to
                  moze dlatego, że zaczęłam pić wodę żurawinową ok 5-6 dni temu.

                  w każdym razie dzięki za uwagi i swoje doświadczenia. Każda wskazówka i
                  wsparcie jest ważne!!

                  Pozdrawiam!!
                  • dorocia8 Re: do dorocia8 08.06.07, 08:00
                    Ha! To już wiem skąd mój błąd. Przeczytałam Twój wątek oraz lafumy1 i mi się
                    pomieszały :P
                    Bardzo Ciebie przepraszam!
                    CO do koktajlów owocowych - ja piłam bez serwatki, bo nie mogłam jej dostać i
                    efekty były, a w dodatku mi smakowało :) Jeśli coś Ci w tej diecie nie pasuje to
                    spróbuj to zamienić czymś innym. Nie ma sensu się zmuszać na siłę. Ja już gdzieś
                    tu pisałam, że próbowałam zupki warzywne jeść (a niestety niewiele warzyw i
                    przypraw lubię) i teraz mnie mdli jak tylko poczuję ten zapach. Więc je
                    odstawiłam. Dostosuj dietę do siebie!
                    Pisałam, że sok jest tu głównym "odchudzaczem" i tak jest naprawdę :) Ja pewnych
                    rzeczy się nie wyrzeknę - pieczywa, mięsa (za piersią akurat nie przepadam) i
                    staram się po prostu stosować je ale w postaci jak najzdrowszej. Np. pieczywo
                    Wasa, albo chleb wieloziarnisty, razowy. W tej chwili akurat na żadnej diecie
                    nie jestem, chyba że piwnej :P więc moje rady pochodzą z okresów kiedy byłam na
                    PWT. Cieszę się, że bóle Ci minęły - też strasznie mnie męczyły, też łykałam
                    tabletki przeciwbólowe, też zastanawiałam się nad przyczyną :) Co co bólu nóg to
                    niestety nie potrafię Ci pomóc, bo nie miałam.
                    Powodzenia! :)
    • kongool moje dalsze postępy... 11.06.07, 13:24
      Otóż dzisiaj rozpoczęłam drugi tydzień PWT. Jest nieźle. Wreszcie wzięłam się
      na sposób i znalazałm kilka fajnych pomysłów na przepisy.

      Trzymam się naprawdę dzielnie. Jedyne odstępstwo od diety to... od czasu do
      czasu trochę wina czerwonego wytrawnego. Poza tym wszystko zgodnie z zasadami
      PWT i planem dwutygodniowym.

      Skutek jest taki, że przez tydzień ubyło na wadze 4 kg, a piąty się tak buja
      trochę. Widzę też zmiany "rozmiarowe". Przede mną kolejny tydzień!

      Trzymajcie kciuki.
      Dziękuję za wszystkie porady i wsparcie!
      • olanc Re: moje dalsze postępy... 11.06.07, 14:29
        Hej :) Miałam długi weekend i dopiero teraz poczytałam zaległości. Czosnek
        liofilizowany to taki suchy, w proszku, na pewno ma go Kamis. Co do dań, są tu
        gdzieś przepisy, nie pamiętam nazw wątków, ale niektóre z nich są godne
        polecenia. Co do koktaili owocowych - mnie smakują bardzo, najlepszy w smaku
        jest chyba ten szarlotkowy - jabłko, cynamon, olej, serwatka plus woda -
        pysia ! Z truskawkami są już bardziej kwaśne, ale można się przyzwyczaić. Poza
        tym kupiłam serwatkę waniliową - może to też ma znaczenie ? Bardzo mi smakowała
        ryba gotowana w warzywach, kurczak w przyprawach pwt duszony z pieczarkami i
        papryką, mięso gotowane w przyprawach pwt...Coś znajdziesz dla siebie :).
        pozdrawiam, gratuluję efektów :)
        • kongool Re: moje dalsze postępy... 11.06.07, 16:32
          Dzięki! Dzięki!
          Trzymam się jak mogę i grzebię w tych przepisach. Ale generalnei staram się
          trzymać 2-tygodniowej rozpiski. Czasem tylko niektórych rzeczy nie jem, bo nie
          lubię.
          A dzisiaj np. zjadłam zamiast jakiegoś dziwnego miksu warzywnego - fasolkę
          żółtą szparagową. Mozna? jeju. mam nadzieję, że tak, bo bez fasolki zyć nie
          mogę.

          Pozdrowionka,
    • kongool i co dalej.... 19.06.07, 12:19
      Skończyłam moją dwutygodniową fazę. Stanęło na 4 kg mniej na wadze...
      Niestety końcówka była oszukana. Miałam urodziny i robiłam imprezę. Więc
      była... tortilla, sałatka makaronowa i nawet 2 małe kromki bagietki z szynką i
      winko...
      Ale od wczoraj znów się wzięłam za siebie. Kontynuuję "kurację", ale w nieco
      zmieniony sposób. Brak soli (albo śladowe ilości od czasu do czasu), woda
      żurawinowa, mała porcja mięsa dziennie, nie więcej niż 2 jajka, przyprawy, a do
      tego warzywa. Nie trzymam się dokładnie rozpiski i przepisów, ale i tak jestem
      dzielna. (hmmm... jestem?)
      Do ślubu 2 tyg, a i tak już musiałyśmy zwęzić kieckę. Mam nadzieję, że nie
      trzeba będzie poszerzać ;-)
      • malgaska Re: i co dalej.... 20.06.07, 11:11
        kongool.. dalej tak trzymaj...nawet w takiej wersji.. dbaj co wybierasz i
        kładziesz na talerz a bedzie ok :) a swoja droga pierwsza faze dwutygodniowa
        mozna przeciagnać do 4 tygodni.. tak jest w ksiązce :) a w drugiej fazie dokłada
        sie malutkie porcje weglowodanów do tego co było w 1 fazie i cała
        filozofia...byle nie przesadzic...mysle ze do slubu dasz rade... :) jestem pewna
        ze bedziesz najwspanailsza panna młoda i najszczęsliwsza !!!!! czego juz teraz
        ci zycze :) pozdrowionka pa
        • kongool Re: i co dalej.... 20.06.07, 13:32
          Dzięki wielkie!! Jakoś się trzymam, chociaż mam już chwile słabości. Taki efekt
          widocznych skutków, że chce się trochę pofolgować. Ale będę dzielna!!
          W czwartek idę przymieżyć sukienkę z wszytym już suwakiem, więc nie mam
          wyjścia ;-)
          A po slubie też mam zamiar się trzymać. Szkoda by było tych straconych 5 kg. A
          może uda mi się jeszcze ze dwa zrzucić przed wakacjami ;-)

          Niestety przyznaję się, że wciąż nie przeczytałam książki w całości, więc nie
          chcę dorzucać składników, których nei powinnam. Wezmę się za lekturę jak się
          uporam z natłokiem spraw związanych ze ślubem. Swoją drogą, taki slub to niezłe
          zamieszanie w zyciu...

          Jeszce raz dzięki za słowa otuchy.
          Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka