Gość: NN'ka
IP: *.dynamic.chello.pl
06.01.12, 22:31
Ostatnio smutna. Nieatrakcyjna. Niezaspokajająca potrzeb. Beznadziejna.
Wiem. Wiem, że ostatnio słabo wyglądam. Nie radzę sobie z tym. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Nie mam śmiałości zmienić czegoś w sobie, nawet ubrań! (nigdy nie lubiłam chodzić po sklepach, ale kiedyś jakoś wyglądałam), choć wiem, że od dłuższego czasu, to woła o pomoc. Do tego dochodzi seks, którego od zawsze się wstydzę, choć robię postępy (wiem, za wolno!). Wiem, że czasem jestem w nim nieobecna (trochę problemów w pracy daje się we znaki), ale to jest czasem. Wiem, że robię to, żeby zaspokoić potrzeby mojego męża. Do niedawna wydawało mi się, że zaspokajam dość dobrze..
Jednak...
Ostatnio usłyszałam (mimo, że akurat tego dnia miałam bardzo dobry nastrój, byłam uśmiechnięta i co ważne.. miałam ochotę na seks!), że chcę tylko zaspokajać swoje potrzeby, że w kółko jestem nieobecna. Na początku (wg mnie) rozmowa toczyła się w żartach, ale potem okazało się, że pomyliłam się. Seksu nie było. Następnego dnia dorzucił, że przecież nie zależy mi na byciu atrakcyjną. Czuję się okropnie. W kółko ryczę. Wczoraj myślał, że uda nam się współżyć, chciał mnie rozweselić, myślał, że tym sposobem znów mu się uda poprawić mi humor. Nie tym razem. Seksu nie było. Liczyłam na rozmowę, ale nie domyślił się (w końcu to facet! powinnam o tym pamiętać). Wiem, że mogłam sama zacząć rozmawiać, ale nie miałam ochoty sama zaczynać.