Gość: kropka
IP: *.gazetaolsztynska.pl
03.12.01, 15:50
Nie mam się z kim podzielić moim problemem, dlatego
zwracam się do was - drodzy forumowicze i do dr Depko
(jeżeli znajdzie czas, by mi coś doradzić).
Wczorajszą noc przepłakałam, tracąc nadzieję, że wydarzy
się cud - i sprawy łóżkowe w końcu się unormują.
Od 1,5 roku mieszkam z chłopakiem, którego bardzo
kocham, szanuję i planujemy wspólną przeszłość (ślub).
Łączy nas miłość i seks.
Problem polega na tym, że mój ukochany ma kłopoty ze
wzwodem. Różnie to bywa - czasami jest cudownie: po
prostu jest wspaniale twardy i wtedy jesteśmy w siódmym
niebie. Częściej jednak borykamy się z problemem: słaby
wzwód członka albo jego zanik w trakcie stosunku.
Gdy mój mężczyzna nie jest odpowiednio twardy, nie czuję
przyjemności. Nie oczekuję po każdym stosunku
fajerwerków rozkoszy - wiem, że wciąż się tego uczymy
(mam 25 lat i przed poznaniem Andrzeja jednego partnera,
dla niego jestem także drugą partnerką - chociaż z tamtą
było "z doskoku" i bez miłości). Nie mam orgazmu (tylko
w wyniku masturbacji) w trakcie naszego seksu, ale
czasami jest już bardzo blisko.
Wierzę, że z biegiem czasu wszystko się ułoży. Poza tym
nie mam presji orgazmu, lubię seks - bliskość ukochanego
partnera, pieszczoty dzikie i delikatne.
Problemy ze wzwodem kładą się cieniem na nasze intymne
życie. Nigdy nie gniewam się, nie mam do Andrzeja
pretensji - kocham, go i wiem, że dla niego sytuacja też
jest trudna... Staram się wspierać ukochanego mi
człowieka, dodawać otuchy - ale widzę, że Andrzej jest
coraz bardziej przybity i pewnie to ma wpływ na kolejne
nieudane próby...
Andrzej jest bardzo wrażliwym człowiekiem. Nasze
pierwsze razy też były z problemami. Ja - osoba dosyć
przebojowa, aktywna, wygadana i Andrzej - spokojny,
zrównoważony i z poczuciem humoru (to w nim kocham!).
Wyjaśniliśmy sobie z Andrzejem początkowe schody -
widział mnie jako osobę z większym doświadczeniem i
wymaganiami. Bał się, że nie sprosta moim oczekiwaniom.
Bardzo się stresował. Potem wszystko się ułożyło, było
fajnie. Owszem zdarzały się nieudane razy (nikt nie jest
maszyną, takie rzeczy są normalne), ale więcej było tych
dobrych.
Co się dzieje teraz? Od 2 miesięcy problemy narastają.
Jest mi ciężko. Właśnie z tym człowiekiem chcę spędzić
resztę życia. Ważny jest także udany seks. Co robić?
Może pomogłyby tu ćwiczenia relaksujące (podejrzewam, że
problemy mają przyczynę w psychice)?
Trudno mi rozmawiać z Andrzejem na ten temat.
Próbowałam, ale on przyjmuje to niechętnie.
W ub. roku Andrzej był u seksuologa, a ten przepisał mu
viagrę i środki antydepresyjne. Z tym pierwszym się
powstrzymaliśmy (24 letni fecet i viagra?), po lekach na
depresję i uspokojenie było jeszcze gorzej, więc daliśmy
sobie spokój.
Czekam na poważne i mądre opinie. Może macie podobne
problemy? Jak sobie z tym radzicie?