Dodaj do ulubionych

Best collges in 2011

17.08.10, 16:39
colleges.usnews.rankingsandreviews.com/best-colleges/national-universities-rankings/

i jak tu sie nie dziwic ze przecietny graduate ma takie tyly ze przez
dobrych kilka lub kilkanascie lat nic nie moze zrobic, bo spacla
tuition...
nie kazdy ma rodzicow ktorzy jego najmlodszych lat sa w stanie odkalac
jego edukacje...
Obserwuj wątek
    • edytkus Re: Best collges in 2011 17.08.10, 17:26
      > i jak tu sie nie dziwic ze przecietny graduate ma takie tyly ze
      przez
      > dobrych kilka lub kilkanascie lat nic nie moze zrobic, bo spacla
      > tuition...

      splaca kilka lat bo tak wybiera, jakby chcial to np. Harvard graduate
      moglby splacic pozyczke w cztery lata, bo srednia zarobkow to 100-
      150tys. Moja sasiadka skonczyla Seaton Hall School juz dekade temu,
      pozyczke splaca do dzisiaj ALE w miedzyczasie z mezem kupili min.
      szesc kilkunastomieszkaniowych budynkow i pare innych. Czyli
      splacanie tuition nie jest rownoznaczne z "tylami" - wystarczy po
      prostu splacac wedle kontraktu z pozyczkodawca i w ten sposob budowac
      historie kredytowa. Ja i maz nigdy nie bralismy pozyczek na nauke,
      ale np. moja siostra tez splaca chociaz studia dawno temu skonczyla,
      i z takim "bagazem" udalo sie jej np. kupic dom, czy poczynic inne
      inwestycje.
      Poza tym ogromna liczba studentow na oplaty czesnego otrzymuje
      roznego rodzaju pomoc (czesto bezzwrotna) (stypendia, sponsorowanie
      przez pracodawce etc.), rodzice rzadko kiedy sie dokladaja.
      • klaudona Re: Best collges in 2011 17.08.10, 19:22
        edytkus napisała:

        > splaca kilka lat bo tak wybiera, jakby chcial to np. Harvard
        graduate
        > moglby splacic pozyczke w cztery lata, bo srednia zarobkow to 100-
        > 150tys.
        Zaraz po skonczeniu studiow w staopniu Bakalarza??? Skad takie dane?
        Czy sprawdzalas ile obecnie studia kosztuja na stanowej uczelni dla
        in-state student wraz z wyzywieniem i zamieszkaniem? Czesne rosnie,
        bo rzady stanowe obcinaja dofinansowania do szkol.

        Moja sasiadka skonczyla Seaton Hall School juz dekade temu,
        > pozyczke splaca do dzisiaj ALE w miedzyczasie z mezem kupili min.
        > szesc kilkunastomieszkaniowych budynkow i pare innych.
        Z mezem, ktory byc moze dlugu nie ma i ma wysokie zarobki. Jeden
        przyklad nie czyni reguly. Poza tym pozyczka pozyczce nie rowna. Czy
        zwierzala Ci sie ile jej splaty wynosza?


        Ja i maz nigdy nie bralismy pozyczek na nauke,
        > ale np. moja siostra tez splaca chociaz studia dawno temu
        skonczyla,
        > i z takim "bagazem" udalo sie jej np. kupic dom, czy poczynic inne
        > inwestycje.
        "Nie znam nikogo, kto ma problemy ze splata/zadluzeniem, wiec Magda
        bzdury pisze" - Tak?

        > Poza tym ogromna liczba studentow na oplaty czesnego otrzymuje
        > roznego rodzaju pomoc (czesto bezzwrotna) (stypendia,
        sponsorowanie
        > przez pracodawce etc.), rodzice rzadko kiedy sie dokladaja.
        Aby dostac prace za sensowne pieniadze trzeba miec jakies studia
        ukonczone. Z samym dyplomem z HS trudno zawojowac swiat. Dopiero
        wtedy mozna zalapac sie na dofinansowanie od pracodawcy, ale w
        miedzy czasie byc moze napatoczy sie maz i dzieciarnia, wiec
        znacznie trudniej jest kontynuowac nauke.
        Wiele stypediow opiera sie na "potrzebach finansowych studenta".
        Jesli rodzice nie sa biedni ale nie na tyle zamozni aby sfinansowac
        nauke pociechy, to jednak pozyczka moze byc jedynym wyjsciem.
        Sa stypendia, ktore maja inne kryteria niz finansowe, ale okazuje
        sie ze jest ich malo dla bialego zdolnego ale nie geniusza chlopaka
        ze srednio zamoznej rodziny.

        PS Z moich obserwacji wynika, ze rodzice bardzo czesto pomagaja
        dzieciom finansowo podczas studiow i jest to rosnacy tred. Czytalam
        niedawno na ten temat, ale artykulu pewnie nie znajde.
        • edytkus Re: Best collges in 2011 18.08.10, 04:41
          klaudona napisała:

          > edytkus napisała:

          > Czy sprawdzalas ile obecnie studia kosztuja na stanowej uczelni dla
          > in-state student wraz z wyzywieniem i zamieszkaniem? Czesne rosnie,
          > bo rzady stanowe obcinaja dofinansowania do szkol.

          daj spokoj, to watek o prestizowych uczelniach, inaczej podchodzi
          sie do finansowania nauki w tychze.



          > Z mezem, ktory byc moze dlugu nie ma i ma wysokie zarobki. Jeden
          > przyklad nie czyni reguly. Poza tym pozyczka pozyczce nie rowna.
          Czy
          > zwierzala Ci sie ile jej splaty wynosza?

          nie zalapalas, the point is ze pomimo splacania student loan
          sasiadka wcale nie "jest do tylu" jak sugeruje Magda, a wrecz - jak
          latwo wywnioskowac - powodzi im sie bardzo dobrze. Gdyby chcieli
          zamiast kupowac nowy budynek co roku mogliby ze sprzedazy jednego
          splacic zapewne wszystkie a przynajmniej wiekszosc pozyczek ktore do
          tej pory zaciagneli. Ale im sie to nie oplaca. Co z tego ze student
          loan wynosi kilka set czy tysiecy jesli ich miesieczny dochod to
          kilkadziesiat tysiecy (bynajmniej nie utrzymuja tego w tajemnicy ;)):
          dochody z dziennych prac obydwojga plus rental income z
          kilkudziesieciu mieszkan.
          Wg danych ze strony SHU EMPLOYMENT RATE AND SALARIES (CLASS OF 2007):
          Employment Rate at 9 months 97%
          Business Starting Salary Average: $77,917
          Private Practice Starting Salary Average: $110,276

          To bylo w 2007, ona skonczyla studia min. 10 lat temu. Wtedy ich
          koszt byl nizszy, zarobki dla first year graduate zapewne tez ale
          dzisiaj dla kogos z 10letnim doswiadczeniem powinny byc stosunkowo
          wyzsze.





          > "Nie znam nikogo, kto ma problemy ze splata/zadluzeniem, wiec Magda
          > bzdury pisze" - Tak?

          W zasadzie to rzeczywiscie chyba nie znam nikogo kto mialby
          problemy ze splata pozyczki na studia :), co do drugiego czlonu to
          zle interpertujesz moje wypowiedzi. Skoro piszemy o najlepszych
          uczelniach to chyba wiadomo ze z prestizem wiaza sie nieprzecietne
          zarobki. Oczywiscie nie kazdy moze skonczyc przestizowa szkole w
          czolowce najlepszych absolwentow ale jednak nazwa na dyplomie cos
          daje.




          > Aby dostac prace za sensowne pieniadze trzeba miec jakies studia
          > ukonczone. Z samym dyplomem z HS trudno zawojowac swiat. Dopiero
          > wtedy mozna zalapac sie na dofinansowanie od pracodawcy

          nieprawda (w odniesieniu do uzyskania dyplomu wyzszej uczelni
          dzieki pracodawcy), moj znajomy prowadzil wozek widlowy w fabryce -
          m.in. zaczal tam prace ze wzgledu na mozliwosc darmowych studiow -
          skonczyl je. Wiem ze UPS tez sponsoruje swoich pracownikow, inny moj
          znajomy zaczal u nich od zwyklego dostawcy poczty a teraz odpowiada
          za przewozy miedzynarodowe - dzieki studiom oplaconym przez
          pracodawce. Pierwszy lepszy link:
          www.community.ups.com/Education/Employee+Education


          > Wiele stypediow opiera sie na "potrzebach finansowych studenta".
          > Jesli rodzice nie sa biedni ale nie na tyle zamozni aby sfinansowac
          > nauke pociechy, to jednak pozyczka moze byc jedynym wyjsciem.

          oczywscie zgadzam sie co do pozyczki, niemniej:
          od 2008 jesli studiujesz na Harvard: Under the plan announced by Drew
          Faust, president of the university, families earning more than
          $60,000 will be expected to pay a small percentage of their annual
          income for tuition and room and board, rising to 10 percent for those
          earning between $120,000 and $180,000 a year. Ponadto tylko w 2008
          Harvard przeznaczyl ok 120mln na bezzwrotna pomoc finansowa dla
          studentow.

          Several years ago, Princeton University eliminated all loan
          requirements from financial aid packages so that their students would
          graduate without enormous debt burdens.



          > Sa stypendia, ktore maja inne kryteria niz finansowe, ale okazuje
          > sie ze jest ich malo dla bialego zdolnego ale nie geniusza chlopaka
          > ze srednio zamoznej rodziny.

          temat rzeka, na inny watek


          >
          > PS Z moich obserwacji wynika, ze rodzice bardzo czesto pomagaja
          > dzieciom finansowo podczas studiow i jest to rosnacy tred. Czytalam
          > niedawno na ten temat, ale artykulu pewnie nie znajde.

          a ja wokolo widze jak rodzice kaza brac dzieciom pozyczki i isc na
          swoje, bo oni juz swoje posplacali i chca w koncu zyc wlasnym zyciem
          ;
          )
          • klaudona Re: Best collges in 2011 18.08.10, 05:41
            edytkus napisała:

            > klaudona napisała:
            >
            > > edytkus napisała:
            >
            > > Czy sprawdzalas ile obecnie studia kosztuja na stanowej uczelni dla
            > > in-state student wraz z wyzywieniem i zamieszkaniem? Czesne rosnie,
            > > bo rzady stanowe obcinaja dofinansowania do szkol.
            >
            > daj spokoj, to watek o prestizowych uczelniach, inaczej podchodzi
            > sie do finansowania nauki w tychze.

            >
            Ten ranking ma 11 stron a wiec to nie tylko najlepsze z najlepszych uczelni,
            ktore maja bogatych absolwentow i sponsorow, ktorzy wspieraja finasowo swietne
            stypendia. Ja wspomnialam o zdolnych dzieciach ze srednio zamoznej rodziny,
            ktore nie dostana sie do Harvardu, ale chclyby isc do uczelni z 2nd Tier albo
            3rd Tier.

            Na temat twojego przykladu wypowiadac sie juz nie bede. To wspaniale, ze Twoi
            znajmo to dobrze sobie radza. Nie zmienia to faktu, ze nie sa osobami
            reprezentujacymi przecietnych studentow.


            > Private Practice Starting Salary Average: $110,276
            Z tytulem bakalarza mozna miec prywatna praktyke?

            >
            • edytkus Re: Best collges in 2011 18.08.10, 15:57
              klaudona napisała:


              Odpisalam Tobie wczoraj ale wcielo watek. Bedzie w skrocie.



              > Ja wspomnialam o zdolnych dzieciach ze srednio zamoznej rodziny,
              > ktore nie dostana sie do Harvardu, ale chclyby isc do uczelni z 2nd
              Tier albo
              > 3rd Tier.
              >

              Uczelnie na konczu listy maja stosunkowo niskie czesne i BARDZO
              wysoka acceptance rate. Srednio zamozna rodzine powinno byc stac na
              wydanie 6tys. na rok a przynajmniej nie powinna miec wiekszego
              problemu z zaciagnieciem pozyczki.



              > Na temat twojego przykladu wypowiadac sie juz nie bede. To
              wspaniale, ze Twoi
              > znajmo to dobrze sobie radza. Nie zmienia to faktu, ze nie sa
              osobami
              > reprezentujacymi przecietnych studentow.

              Kto wg Ciebie reprezenutje przecietnego studenta? Z moich obserwacji
              wynika ze studia koncza (przynajmniej w mojej okolicy) nie 23latkowie
              z rozklekotanym pojazdem a ludzie zazwyczaj juz 30letni juz jako tako
              w zyciu ustawieni. Trend jest taki ze zaczyna sie studia juz po high
              school po to zeby je wkrotce rzucic i wrocic po latach gdy juz sie
              wie czego chce i/lub ma sie wiecej kasy.


              >
              >
              > > Private Practice Starting Salary Average: $110,276
              > Z tytulem bakalarza mozna miec prywatna praktyke?

              Nie mozna nawet byc prawnikiem, dopiero po college zaczyna sie law
              school. Chyba jasne jest ze rozne studia zajmuja rozny okres czasu,
              ale mowimy przeciez o ludziach je konczacych a nie na poczatku czy w
              trakcie. Zgubilam juz ta strone ale mialam wczesniej dla Ciebie link
              gdzie pisano ze w pierwszych 9 m-ach od skonczenia law school w
              private practice zarabia sie srednio 108tys.
              • klaudona Re: Best collges in 2011 19.08.10, 15:50
                edytkus napisała:

                >
                > Kto wg Ciebie reprezenutje przecietnego studenta? Z moich
                obserwacji
                > wynika ze studia koncza (przynajmniej w mojej okolicy) nie
                23latkowie
                > z rozklekotanym pojazdem a ludzie zazwyczaj juz 30letni juz jako
                tako
                > w zyciu ustawieni. Trend jest taki ze zaczyna sie studia juz po
                high
                > school po to zeby je wkrotce rzucic i wrocic po latach gdy juz sie
                > wie czego chce i/lub ma sie wiecej kasy.
                >
                Osobiste obserwacje sa bardzo czeste nieadekwatne do
                rzeczywisctosci, bo ograniczaja sie tylko do specyfki spolecznosci z
                okolicy. Gdybys sprawdzala uczelnie poza wielkimi aglomeracjami
                zobaczylabys, ze srednia wieku freshmen jest jednak ponizej 20.
                Czyli to sa ludze, ktorzy nadal fanansowo zaleza od rodzicow.
                Przerwy w nauce rowniez nie sa powszechnym zjawiskiem, bo mlodzi
                ludzie zdaja sobie sprawe, ze Bachelor's to teraz podstawa aby
                dostac sensowna prace. Jeszcze nascie lat temu parki rozrywki latem
                mialy gwarantowana sile robocza na wakacje, bo dorobiajac sudenci
                mogli sie pobawic. Teraz rekrutuja glownie za granica, bo
                amerykanscy studenci wola zdobywac doswiadczenie, krore moga wpisac
                do swojego resume. To, co pisze to nie tylko moje obserwacje, ale i
                lektura atykulow z NYT i innych podobnych zrodel.
                • edytkus Re: Best collges in 2011 19.08.10, 22:27
                  klaudona napisała:

                  Jeszcze nascie lat temu parki rozrywki latem
                  > mialy gwarantowana sile robocza na wakacje, bo dorobiajac sudenci
                  > mogli sie pobawic. Teraz rekrutuja glownie za granica, bo
                  > amerykanscy studenci wola zdobywac doswiadczenie, krore moga wpisac
                  > do swojego resume. To, co pisze to nie tylko moje obserwacje, ale i
                  > lektura atykulow z NYT i innych podobnych zrodel.

                  Gdy bylam na studiach moglam "zdobywac doswiadczenie" w Disneyworld. W
                  pierwszej chwili pomyslalam ze to fajna perspektywa, i taka instytucja
                  na resume, wow. Ale zaraz mina mi zrzedla gdy okazalo sie ze placa
                  minimum, a co gorsza "doswiadczenie" dotyczy sprzatania itp. Dopiero na
                  trzecie lato laskawie pozwalaja nieodplatnie robic intership w kierunku
                  obranym na studiach. Nic dziwnego ze nie moga znalezc lokalnych
                  frajerow i musza szukac za granica.

                  The main reason why popular theme parks need to rely on foreign workers
                  to fill their employment rosters is likely financial. Working at a
                  theme park isn't going to make you rich; you will likely be making just
                  over the minimum wage. In areas of the country where unemployment rates
                  are low, qualified workers are more likely to take better-paying work
                  that doesn't involve having to stand for long periods of time.

                  A ty jako student chcialabys pracowac w action park? Stac 8-10 godzin w
                  sloncu i wilgoci? Dojezdzac do tej pracy godzine dziennie albo mieszkac
                  w marnych warunkach z grupa innych osob? Zarabiac min. wage bez
                  benefits? Mego meza siostrzeniec - tez student - nawet pol godziny do
                  pracy nie chce dojezdzac. Zagraniczni studenci o ile mi wiadomo tez
                  wcale nie sa jakos szczegolnie zachwyceni gdy na miejscu okazuje sie
                  jak wyglada szara rzeczywistosc. Ale i to sie zmienia:
                  www.hotel-online.com/News/2010_Jun_20/k.MWE.1277135541.html
        • edytkus Re: Best collges in 2011 18.08.10, 04:59
          klaudona napisała:

          > edytkus napisała:
          >
          > > splaca kilka lat bo tak wybiera, jakby chcial to np. Harvard
          > graduate
          > > moglby splacic pozyczke w cztery lata, bo srednia zarobkow to 100-
          > > 150tys.
          > Zaraz po skonczeniu studiow w staopniu Bakalarza??? Skad takie dane?

          z kwietnia tego roku:
          Under an initiative Harvard introduced in 2007, families earning between $60,000 and $120,000 a year are asked to contribute between zero and 10 percent of their annual income, on a sliding scale. Those earning between $120,000–$180,000 pay 10 percent.
          Harvard's annual tuition-including room and board-is $50,724. More than 60 percent of students receive aid, with need-based grants averaging about $40,000. Czyli przecietnie studia kosztuja ich tylko niecale 11tys. rocznie.
          • beatamc Re: Best collges in 2011 18.08.10, 14:39
            tak, tylko jak w rodzinie 4-5 osobowej odlozyc nawet tych 11 tys rocznie przy
            dochodzie 80-90 tys.? (Moze jak dochod jest 120, nie ma sie pozyczek, nie
            mieszka sie w drogim stanie, miescie itp, je sie u znajomych, nie kupuje sie
            ubran itp...)
            • edytkus Re: Best collges in 2011 18.08.10, 15:46
              beatamc napisała:

              > tak, tylko jak w rodzinie 4-5 osobowej odlozyc nawet tych 11 tys
              rocznie przy
              > dochodzie 80-90 tys.?

              zakladamy ze chodzi o nasze okolice? Realistycznie podchodzac w takim
              wypadku nie splaca sie 11tys. rocznie, bierze sie pozyczke, biorac pod
              uwage ze wtedy wypada tylko 18tys. na lebka szanse na pomoc finansowa sa
              naprawde spore. Chyba ze to maja byc dochody juz po ukonczeniu studiow?
              Wtedy tez chyba raczej nie splaca sie az 11tys. miesiecznie.
            • edytais Re: Best collges in 2011 19.08.10, 23:40
              Nasza rodzina 5 osobowa, maz zarabia 60K, na jedzenie wydajemy ok 1.5K
              miesiecznie bo jemy tylko organiczne, odkladamy rocznie ok 10K.
              Nie widze problemu, zeby odlozyc tyle przy zarobkach dwukrotnie wiekszych. Jak
              ktos zarabia 120K i chce mieszkac w palacu z 7 sypialniami, kupowac nowe SUV co
              3 lata, to niestety tych 10K nie odlozy..... Kwestia priorytetow. Chcesz
              dzieciaka wyslac do Harvardu, to trzeba z niektorych luksosow zrezygnowac.

              A propos pozyczek studenckich. ja mialam 10K. Na poczatku studiow postanowilam
              to splacic jak najszybciej po skonczeniu studiow, ale mi sie naprawde nie
              oplacalo. Jak skonczylam to mortgage rates byly ok 8% a moja studencka pozyczka
              tylko 4% naliczana PO! skonczeniu studiow. Idiotka bylabym jakbym splacila
              studencka a ta na dom odkladala! Wtedy nawet bardziej oplacalo sie gdziekolwiek
              zainwestowac, bo zarobilo sie grubo ponad 4% niz splacac taka pozyczke.
              Jakikolwiek doradca finansowy powie, ze nisko oprocentowanych pozyczek
              studenckich sie nie splaca przedwczesnie :)
              Poza tym, one tez spoznione oplaty wybaczaja. Sprobuj spoznic sie o jeden dzien
              z oplata karty kredytowej to twoj 5% nagle staje sie 35%!
              • magdamajewski Re: edytias 20.08.10, 15:42
                tylko jeszcze zalezy gdzie mieszkasz. I nie kazdy moze (pomijajac czy
                chce) mieszkac w nieduzych miejscowosciach gdzie zycie jest tansze niz np
                w NY. Ludzie mieszkaja tam gdzie jest praca a niektorzy maja takie zawody
                ze w wiekszych miastach po postu jest latwiej dla nich o prace.
                Nie wiem jakim sposobem mozna utrzymac 5 osobowa rodzine w NY za 60 K i
                jeszcze odlozyc 10K. Szczerze to ja bym bardzo chciala odstac lekcje
                zarzadzania pieniedzmi od kogos kto jest w stanie to zrobic w NY.
                Dodam wiecej ze 120k w NY na 5- cio osobowa rodzine w NY to nie sa kokosy
                ja ci sie wydaje ale skormne zycie, na pewno bez palacu i nowiuskich SUV
                co 3 lata.... No chyba ze ten 7 sypialniowy palac jest w ktores dzielnicy
                gdzie wraz z kluczami do domu dostaje sie karabin maszynowy i wiadro
                naboi. I ja nie naleze do ludzi rozrzutnych, maz mi nawet powiedzial
                ostatnio ze skapa sie na starosc robie. Czasami wydaje sie ze ludzie nie
                zdaja sobie jakie sa realia w innych stanach piszac takie rzeczy...
                Zarabiaja tyle ile zarabiamy teraz mieszkaja na przykala na FL w
                Jacksoville pewnie oplwalibysmy w "lukusach" w NY jest to normalne zycie
                bez jakis ekstrawagancji. I dodam ze nie mam 7 sypialniowego palacu (a
                szkoda), samochody mamy dwa, jeden stary jak swiat - ale jezdzacy i
                pelniajacy swoja funcje dowiezienia mnie i corki do day care i bus stop i
                drugi "nowy" 2 letni samochod. Nie mowie odladamy na emeryture i studia
                corki ale i tak czesne z Harwardu jest dla mnie wygorowane (pomijajca to
                czy corka tam bedzie chodzila czy nie). I tak sie zastanawiam z
                ktorych "luksusow" moge jeszcze zrezygowac...
                • aneta05 Re: edytias 20.08.10, 16:32
                  magdamajewski napisała:

                  > tylko jeszcze zalezy gdzie mieszkasz. I nie kazdy moze (pomijajac
                  czy
                  > chce) mieszkac w nieduzych miejscowosciach gdzie zycie jest tansze
                  niz np
                  > w NY. Ludzie mieszkaja tam gdzie jest praca a niektorzy maja takie
                  zawody
                  > ze w wiekszych miastach po postu jest latwiej dla nich o prace.
                  > Nie wiem jakim sposobem mozna utrzymac 5 osobowa rodzine w NY za
                  60 K i
                  > jeszcze odlozyc 10K. Szczerze to ja bym bardzo chciala odstac
                  lekcje
                  > zarzadzania pieniedzmi od kogos kto jest w stanie to zrobic w NY.
                  > Dodam wiecej ze 120k w NY na 5- cio osobowa rodzine w NY to nie sa
                  kokosy
                  > ja ci sie wydaje ale skormne zycie, na pewno bez palacu i
                  nowiuskich SUV
                  > co 3 lata.... No chyba ze ten 7 sypialniowy palac jest w ktores
                  dzielnicy
                  > gdzie wraz z kluczami do domu dostaje sie karabin maszynowy i
                  wiadro
                  > naboi. I ja nie naleze do ludzi rozrzutnych, maz mi nawet
                  powiedzial
                  > ostatnio ze skapa sie na starosc robie. Czasami wydaje sie ze
                  ludzie nie
                  > zdaja sobie jakie sa realia w innych stanach piszac takie
                  rzeczy...
                  > Zarabiaja tyle ile zarabiamy teraz mieszkaja na przykala na FL w
                  > Jacksoville pewnie oplwalibysmy w "lukusach" w NY jest to normalne
                  zycie
                  > bez jakis ekstrawagancji. I dodam ze nie mam 7 sypialniowego
                  palacu (a
                  > szkoda), samochody mamy dwa, jeden stary jak swiat - ale jezdzacy
                  i
                  > pelniajacy swoja funcje dowiezienia mnie i corki do day care i bus
                  stop i
                  > drugi "nowy" 2 letni samochod. Nie mowie odladamy na emeryture i
                  studia
                  > corki ale i tak czesne z Harwardu jest dla mnie wygorowane
                  (pomijajca to
                  > czy corka tam bedzie chodzila czy nie). I tak sie zastanawiam z
                  > ktorych "luksusow" moge jeszcze zrezygowac...
                  >

                  Zgadazm sie calkowicie. 60K na 5cio-osobowa rodzine w NY czy NJ czy
                  CT i odkladanie 10 K rocznie i zywienie sie zywnoscia
                  organiczna...nie do osiagniecia w naszych rejonach chyba ze sie
                  mieszka w 1 pokojowym mieszkaniu w piwnicy...
                  • staua Re: edytias 20.08.10, 17:00
                    No tak, ale maz Edyty zarabia ile zarabia i Wy zarabiacie ile
                    zarabiacie wlasnie tez ze wzgledu na miejsce zamieszkania. Gdzie
                    indziej albo nie ma takich mozliwosci pracy, albo te same stanowiska
                    sa inaczej platne (tenured profesor chemii zarabia wiecej noz 60K
                    nawet na SUNY). Zatem kolko sie zamyka.
                  • klaudona Re: edytias 20.08.10, 17:02
                    Pomijajac roznice kosztow zycia, to te $10K powinno rowniez zawierac
                    oszczednosci na starosc dla dwojga, wiec na odkladanie dla dzieci na
                    szkole jest znacznie nizsze.
                    • staua Re: edytias 20.08.10, 17:05
                      Podejrzewam, ze plan emerytalny (401K) nie jest w to wliczony.
    • magdamajewski Re: Best collges in 2011 17.08.10, 18:01
      gee ty znow wiesz najlepiej.. ja mowie o PRZECIENTNYM (tylko nie mow ze
      przecietny student nie konczy dobrej uczelni) studencie, nawet po studiach
      medycznych od razu kokosow nie zarabiasz kokosow bo residency tez musza
      zrobic. Nawet ci najlepsi nie startuja od razu od 100k.
      my pozyczek studenckich nie bralismy ale wiem jak bolalo polacenie tution
      i odkladanie nie dom w tym samy czasie, a studiowalismy juz majac calkiem
      niezle prace. I nie kazdemu zyje sie dobrze wiedza ze ma duzy dlug ktory
      kiedys tam i tak bedzie musial splacic.

      tution na uczelniach (tych top i calkiem przecietnych) jest moim zdaniem
      wygorowana i to bardzo i nie zawsze idzie w parze ze swietnymi zarobkami w
      przyszlosci.

      • edytkus Re: Best collges in 2011 18.08.10, 03:46
        magdamajewski napisała:

        > gee ty znow wiesz najlepiej..

        nie Magda, alez oczywiscie ze to Ty wiesz lepiej, po co w takim razie zakladalas watek z rankingiem NAJLEPSZYCH uczelni w kraju (zaznaczajac na dodatek ze piszesz o PRZECIETNYM studencie (nie, nie zgadzam sie ze przecietni koncza renomowane uczelnie, oni sie nawet do nich nie dostaja)?
        Inna sprawa ze mieszkajac tutaj juz zapewne niezlych pare lat nie nauczylas sie ze najlepszym sposobem na zysk jest zaciagniecie dlugu. To ze Wam bylo ciezko splacac dwie pozyczki w tym samym czasie to byl tylko i wylacznie wasz wybor. Mogliscie przeciez splacac tylko czesne a o domu pomyslec pozniej. My np. najpierw postawilismy na edukacje a dom przyszedl potem. Moj dyplom teraz lezy w szufladzie ale zarobki - stosunkowo male - w pierwszym roku byly wieksze niz czesne zaplacone przez wszystkie lata. Maz po pierwszym roku od uzyskania dyplomu Penn State tez kilkakrotnie powielil dochod. W konczu po to przewaznie kontynuuje sie nauke zeby poprawic sytuacje finansowa/zyciowa :O
    • staua Re: Best collges in 2011 17.08.10, 20:23
      Jakas niespodzianka? Chyba nie.
      Te szkoly daja stypendia. Nie tylko najbogatsi do nich chodza.
    • aniutek Re: Best collges in 2011 17.08.10, 23:50
      BTW chcialabym miec taki problem aby moje dziecko dostalo sie do
      jednej z tych szkol i potrzebowalabym "tylko" kasy aby tam chodzil.
      Stanelabym na rzesach aby te kase zdobyc w taki czy inny sposob, no
      ale nie mam tego problemu wiec tylko gdybam.
      • zyta2003 Re: Best collges in 2011 18.08.10, 05:40
        Nie jest tak istotne, czy pierwsze cztery lata nauki odbedzie
        student na tych najbardziej prestizowych, a przede wszystkim
        pieniadzozernych uczelniach. Przynajmniej w NY i okolicach jest duzo
        dobrych publicznych uczelni, ze specjalnymi programami dla honor
        students, ktore daja wystarczajace podstawy, zeby potem starac sie
        na prestizowy uniwersytet. Dopiero uzyskanie master degree z
        rankingowej uczelni moze miec jakies znaczenie w przyszlosci. Ale
        tez niekoniecznie. Znam dwoch mlodych adwokatow pracujacych w
        olbrzymich nowojorskich firmach, zarobki ich juz sa stosowne, a
        zaden z nich nie skonczyl np. Princetown, tylko dobre uniwesytety
        stanowe w stanie NY i o przyszlym awansie beda decydowac ich
        wyniki w pracy i spryt a nie nazwa uczelni. W ogloszeniach poradni
        lekarskich na Greenpoincie umieszczanych w N. Dz. zadziwia mnie
        zawsze wstawka: "lekarze po Harvardzie". Jesli po Harvardzie ma sie
        otworzyc niebo, to czemu oni dotarli tylko na Greenpoint?
        W jednej rzeczy nie moge sie polapac. Skoro na te najlepsze
        uczelnie przyjmowane sa tez dzieci mierne, ale potomkowie
        absolwentow ktorzy wspieraja duzymi sumami uczelnie, (to jest
        oficjalne, w Yale polowa studentow to dzieci zasluzonych), to skad
        sie tam bierze tak wysoki poziom i jakim cudem taki Bush skonczyl?
        Staua, Ty najlepiej wiesz jak to dziala, moze wyjasnisz?
        Jak wiemy zupelnie niezdolny do nauk Bush ukonczyl Yale, bo ojciec
        jego wspomaga uczelnie. Jedna z corek Busha tez ukonczyla ta
        uczelnie (zapewne z kolei jej ojciec wspomaga) i rozpoczela prace
        jako nauczycielka ktorejs tam klasy (widocznie taka obrala
        specjalizacje) w Bufflo, czy Syracusach. Inna rzecz, ze od roku
        prowadzi jakis program edukacyjny w tamtejszej tv za pensje milion
        dol. Ale to przeciez nie za magisterium z Yale.
        Aniutek, nie w kazdej rodzinie jest mozliwosc staniecia na
        rzesach, zeby zdobyc 250tys. na cztery lata. Nawet nie za cene
        pozbawienia rodziny wakacji ( bo te azjatyckie rodziny posiadajace
        zdolne, ambitne dzieci - na wakacje nie jezdza). A jesli juz taka
        rodzina splaca skromny dom, to nie wezmie drugiej pozyczki. Poza
        tym studenta trzeba ubrac i wyzywic itd.. w czasie pozaszkolnym, a
        to nie miesci sie w tych 250tys. A ile zasuwajacy w pizzerni
        student zarobi w czasie wakacji? A na swoje wydatki, na ktore juz od
        rodzicow nie wydrze.
        Z najlepszych szkol publicznych w NY, gdzie przewazaja Azjaci i
        inni emigranci nie rwa sie tak na te Harvardy, czyli nawet nie
        skladaja tam podan. Patrza realistycznie, bo trzeba byc straszliwie
        ubogim, zeby dostac wysokie stypendium.
        Dopiero na dalsza nauke taki student wezmie pozyczke - juz na swoje
        konto, jak robia omal wszyscy.
        • aniutek Re: Best collges in 2011 18.08.10, 15:35
          mam nadzieje, ze w moim poscie wyczulas humor, nie mam takiego
          problemu syn bedzie chodzil do stanowej niezlej szkoly ale jak na
          Matke Polke przystalo marzyla mi sie Columbia....
          Pocieszylas mnie, mam nadzieje, ze Lukasz da sobie rade i znajdzie to
          "cos" bo na razie wzial klasy ogolne i w sumie nie ma pojecia na
          jaki kierunek sie zdecydowac. Moze masz jakis pomysl ?
          Tak glosno mysle, jest dobry w kontaktach z ludzmi, w rozwiazywaniu
          konfliktow, uspokaja, na pewno humanista, co poza psychologia czy
          negotiation and conflict management... moze prawo wlasnie?
          • klaudona Re: Best collges in 2011 18.08.10, 15:40
            A moze bedzie z niego dobry przyszly manager, wiec moze jednak
            kierunek biznesowy?
        • magdamajewski Re: Best collges in 2011 18.08.10, 16:08
          chyba pierwszy raz sie zgodze z Zyta ze wcale nie trzeba konczyc
          prestizowej (i cholernie drogiej) szkoly zeby cos w zyciu osiagnac.

          Swoja droga droga to poszlam wczoraj do swojej uczelni pozalatwiac wkoncu
          wszystko co zwiazane jest z moim graduation :). Zawsze lecialam na
          szybkiego i tak na prawde nie zwracalam uwagi na to co jest wokolo. I
          prosze. Co zauwazlyam wczoraj to kilkanascie porozwieszanych wielkich
          monitorow informacyjnych (w bardzo malej odlegosci od siebie) w OASIS
          teraz jak na penn station. Przy kazdym stanowisku wyswietajacy sie numerek
          i glosna zapowiedz przez glosnik 'Please proceed to window number... '..
          i 8 stanowisk ze znudzonymi paniami w srodku dnia i oprocz mnie nikogo
          wiecej, zamonotwali bramki wjesciowe takie jak na stacjach metra i trzeba
          przeciagnac karta szkolna zeby wejsc. Przy kazdem wejsciu/bramkach po 2
          starznikow teraz jest, bo karty niestety nie zawsze dzialaja. A w
          sekretariacie.... brakuje tuszu do drukarki od 6 miesiacy. Poproszone
          dokumenty pani zgralam mi na flash drive :D, bo tusz tylko w glownym
          sekretariacie jest. A glowny accounting advisor mam tak stary komputer ze
          na pol korytarza slychac jak sie wszystko mieli jak przechodzi z jednego
          programu do drugiego, a student siedzi 2 razy dluzej nie powienien bo
          niestety zajmuje sporo czasu zeby komputer wczytal dane studenta...
          i tuition idzie w gore chyba od jesieni.

          ot tak bez specjalnego powiazania z tematem.
        • staua Re: Best collges in 2011 18.08.10, 16:08
          Wiesz co, Zyta, nie wiem zupelnie jak odpowiedziec na Twoje pytanie,
          bo nie wiem, na jakiej zasadzie ukladane sa rankingi. Jesli na
          zasadzie zarobkow i pracy absolwentow, to one tez zaleza od tego, z
          jakiej rodziny sie pochodzi, wiec to taka samonakrecajaca sie
          spirala i Bush miesci sie w standardzie.
          Faktycznie graduate school liczy sie chyba bardziej (no i juz mniej
          kosztuje). Ale ja nie wiem tak naprawde, co chca osiagnac ludzie
          pracujacy poza nauka i co jest dla nich istotne (np. w biznesie)
          wiec tez nie bardzo nadaje sie do dywagacji (np. Master's to
          niespecjalnie liczacy sie tytul, a chyba w innych dziedzinach cos
          znaczy). Znani mi ludzie, ktorzy w nauce osiagneli sporo, wszyscy
          maja graduate degree i to te czesto zdobyli na uczelniach lepszych
          niz undergraduate, ale mysle, ze nie jest to regula.
          Azjatow jednak jest naprawde duzo takze na tych topowych uczelniach
          i maja stypendia raczej ze wzgledu na osiagniecia, a nie na dochody
          rodzin. Jakbym miala zdolne dziecko, to bralabym z ich rodzicow
          (zwl. Chinczykow i Koreanczykow) przyklad - wiem, jak ich dzieci
          maja rozplanowane zajecia i wiem, ile rodzice z nimi pracuja. To
          trudno pojac komus z innej kultury.
          • sqtek Re: staua o dzieciach z zajeciami 19.08.10, 07:29
            A nie wydaje Ci sie staua, ze troche jednak za duzo sie z tymi dziecmi pracuje?
            Gdzie jest granica? A moze po prostu w takim kierunku zmierza swiat? Mnie to
            przeraza. Nie chce ukladac mojemu dziecku planu zajec na "afterhours" po to,
            zeby mialo jeszcze lepszy start i jeszcze lepsze mozliwosci. Bo od tych
            mozliwosci i tak sa jakies "jeszcze lepsze". Jak sie jest niezadowolonym z tego
            co sie ma to nie ma na to rady i tak.
            A moze ja jestem przyklad tej "innej kultury".
            To chyba nie na ten watek...
            • edytkus Re: staua o dzieciach z zajeciami 19.08.10, 15:54
              Druzyna mojej corki ma czesto meets z druzyna w ktorej jest troche
              azjatyckich dzieci. Tamta druzyna jest lepsza ale nasze dzieci
              wskakuja do wody z radoscia a tamte... ze strachem patrzac bardziej
              na rodzica niz trenera. Takie sytuacje gdy dzieciak przyplywa
              pierwszy bijac o pol basenu pozostalych zawodnikow dostaje bure od
              zdenerwowanego rodzica bo przyplynal setna sekundy za pozno sa na
              porzadku dziennym. Dzieci (mowa o dzieciach ponizej 8 roku zycia)
              sluchaja ponizone ze wzrokiem wbitym w ziemie gdy rodzic sie na nie
              wydziera. Naprawde przykro patrzec. One nie plywaja dla zabawy,
              zdrowia, czy dla siebie jak dzieci z naszej druzyny, one plywaja dla
              rodzicow, albo raczej z obawy przed nimi.
              • staua Re: staua o dzieciach z zajeciami 19.08.10, 16:18
                Stosunki dzieci - rodzice sa rozne w roznych kulturach. To jedno, co
                mi sie nasuwa. A drugie, ze te dzieci moze teraz sa niezadowolone,
                ale zapomna o tym, jak dostana stypendium sportowe (albo inne, bo
                zaloze sie, ze rodzice rownolegle je cisna akademicko). Moja siostra
                w dziecinstwie odmowila chodzenia na angielski, rodzice sie zgodzili
                (niech sie bawi, nie bedziemy dziecka meczyc) po czym juz w liceum
                zalowala tego i musiala nadrabiac pracujac o wiele wiecej, niz gdyby
                pochodzila sobie na lekcje od przedszkola.
                • edytkus Re: staua o dzieciach z zajeciami 19.08.10, 22:08
                  staua napisała:

                  > Stosunki dzieci - rodzice sa rozne w roznych kulturach.

                  Tak, ale przeciec dzieci wychowywane tutaj widza ze inne dzieci nie
                  sa terroryzowane przez wrzeszczacych na nie rodzicow. Czasem mam
                  wrazenie ze gdyby nikt nie patrzyl doszloby do rekoczynow.


                  To jedno, co
                  > mi sie nasuwa. A drugie, ze te dzieci moze teraz sa niezadowolone,
                  > ale zapomna o tym, jak dostana stypendium sportowe (albo inne, bo
                  > zaloze sie, ze rodzice rownolegle je cisna akademicko).

                  Hmm, gdy widze listy z nazwiskami njlepszych plywajacych nastolatkow
                  w stanie nazwiska azjatyckie (mam na mysli chinskie, japonskie,
                  koreanskie) jakos nie rzucaja sie w oczy. Nie pamietam tez zeby na
                  olimpiadach startowali azjaci (z USA). Biorac pod uwage jak plywaja
                  dzieci i jaka maja dyscypline w tym zakresie to oni powinni byc w
                  czolowce. IMO o czyms to swiadczy. Wiadomo ze przecietne dziecko
                  wybierze rozrywke nad trening, ja tez swoja corke na treningi
                  wyciagam z domu na sile ale gdy juz jest na basenie nie chce wyjsc z
                  wody. Ona nie lubi dyscypliny i powatrzajacej sie rutyny ale lubi byc
                  w wodzie i to widac, a u tamtych dzieci nie widac nawet checi do
                  plywania, jedynie obawe przed rodzicami. IMO to nie jest sposob na
                  zyciowy sukces. Moze lepszym przykladem bedzie konkurs szopenowski,
                  nie wygrywaja ci ktorzy maja opracowana technike, a ci u ktorych
                  technika wynika z talentu. Talent to cos co jest podstawa do
                  posiadania zainteresowan, a te rodza checi.
                  • sqtek Re: staua o dzieciach z zajeciami 19.08.10, 22:30
                    Za dziesiec lat moze bedzie wiecej azjatyckich nazwisk na listach z USA, bo tak
                    naprawde to sie dzieje na naszych oczach, na drugim pokoleniu. ZObaczymy. Z
                    punktu widzenia warunkow fizycznych nie sadze, zeby plywanie bylo najlepszym
                    wybranym sportem, ale w gimnastyce sportowej jeszcze zobaczymy jak niedlugo sie
                    ekipa przemodeluje... Albo nagle ping-pong stanie sie narodowym sportem.
                    Ja generalnie nie widze tych dzieci takich przerazonych zwiekszona iloscia
                    pracy, bo one widza inne dzieci z nimi i jest ok. Ja tylko patrze na mojego syna
                    i widze, ze jesli jeszcze mu cos doloze (a ma tylko plywanie) to peknie. Musi
                    miec czas na wolna zabawe, ponudzenie sie, wspolne pogadania i obejrzenie filmu.
                    No musi i juz. To te inne dzieci chyba nie musza?
                    • staua Edytkus 20.08.10, 01:08
                      Moze musza inaczej :-) Albo mniej.
                      Wiesz, ja zupelnie nie umiem zadnej struktury ani dyscypliny nauczyc
                      mojego dziecka, wiec po prostu marze sobie :-)
                  • staua Re: staua o dzieciach z zajeciami 20.08.10, 01:11
                    W plywaniu moze jeszcze ich nie widac, bo to nie byl popularny sport
                    wybierany przez nich, ale mozliwe, ze bedzie. Azjatyckiego
                    pochodzenia olimpijczycy? Popatrz na lyzwiarzy (figurowych z Michelle
                    Kwan na czele i szybkich z Apolo Ohno). Wydaje mi sie, ze Team USA
                    jest dosc zroznicowany etnicznie, bo warunki fizyczne graja role w
                    roznych dyscyplinach, wiec musza akurat pasowac. Zgadzam sie ze
                    Sqtek, ze w gimnastyce tez maja duze szanse, chociaz obecni trenerzy
                    dziewczat wola chyba osoby pochodzace z Europy Wschodniej.

                    Dzieci widza, ze ich rodzice traktuja je inaczej niz rodzice innych
                    dzieci, ale myslisz, ze uwazaja, ze to zle? To ich rodzice. Jak
                    mowilam, studenci, ktorych znam, wyrazaja sie o rodzicach z wielkim
                    szacunkiem, wdziecznoscia i na pewno nie sa rebeliantami w stosunku
                    do nich (zreszta ten bunt nastolatka chyba u nich nie wystepuje).
                    Rekoczyny jak nikt nie widzi to inny temat, jesli nie widzisz, to nie
                    wiesz, co robia za zamknietymi drzwiami najslodziej sie publicznie
                    zachowujacy rodzice (to nie dotyczy tylko rodzicow, ale wszystkich
                    ludzi).

                    Przejaskrawiam teraz, bo oczywiscie sa wyjatki na pewno, ale widze,
                    ze ten system daje efekty.
                    • staua Re: staua o dzieciach z zajeciami 20.08.10, 01:23
                      Sorry, odwrotnie zatytulowalam dwa powyzsze posty...
                      • zyta2003 Re: staua o dzieciach z zajeciami 20.08.10, 04:02
                        No i nie odpowiedzialas mi Staua, jakim cudem Bush zdolal ukonczyc
                        tak bardzo renomowana uczelnie, skoro tam jest tak straszliwie
                        wysoki poziom. Obserwuje zdolniejszych i pracowitszych od Busha ile
                        wysilku wkladaja w nauke na nie tak renomowanychn uczelniach, a on
                        jak sam mowi, studia przepil i przebawil.
                        Tak sie sklada, ze w mojej rodzinie chlopiec skonczyl w ubieglym
                        roku jedno z najlepszych ( bo trudno przeciez zmierzyc, ktore
                        rzeczywiscie jest najlepsze) liceum w NY. Zapewne dlatego, ze
                        mieszka na trasie do azjatyckiej dzielnicy Flushing, 95% jego
                        kolegow to Azjaci ze skromnych rodzin. Takich tez glownie spotkal
                        na pierwszym roku. Rodzice to niekoniecznie pracownicy, czy
                        wlasciciele pralni, czy warzywniaka, ale tez drobni urzednicy,
                        pielegniarki, tez jakis lekarz i pracownik naukowy. I nikomu z nich
                        nawet przy przy wysokich stypendiach nie jest latwo utrzymac uczace
                        sie dzieci, czesto akurat taki "pech", ze dwoje sie na raz uczy.
                        Ba, dwoje kolegow z publicznych uczelni stanowych wrocilo do szkol w
                        miescie. Mimo stypendium takiego i siakiego, musieli na okraglo
                        dorabiac, wiec wracaja uczyc sie w NY bo rodzicow naprawde nie stac
                        im dolozyc.
                        Nawiasem mowiac bardzo to interesujace obserwowac inne nacje, w
                        moim przypadku Azjatow - tak "od srodka". Wiec wszyscy ludzie na
                        swiecie sa jednakowi, czyli szowinisci, nie cierpia sasiednich
                        krajow, maja najlepsza kuchnie, uprzedzenia rasowe, na tle
                        religijnym... jak my.
                        Koreanczycy nie cierpia Chinczykow i pogardzaja Wietnamczykami,
                        Chinczycy z Tajwanu lub Hong Kongu pogardzaja tymi z ladu, nie
                        mowiac o nienawisci do Japonczykow. Wszyscy oni jednak wiedza, ze sa
                        tzw. Azjatami i podobniem jak Zydzi licza ilu ich jest tu czy tam.
                        Kiedy wychodzi im, ze za malo, czuja sie pokrzywdzeni. Bo oni juz
                        wiedza, ze sa "lepsi". Nie pomaga przypominanie im, ze podobnie jak
                        my sa na razie ciagle "emigrantami" w nieswoim kraju i nie musza
                        stanowic 50% na jakiejs uczelni. Rowniez uwagi, ze przeciez np. w
                        szkole sa tez inni Azjaci, np. Hindusi, czy Pakistanczycy,
                        przyjmuja ze zdziwieniem: przeciez to juz nie "Azjaci".
                        Co do innych uwarunkowan kulturowych to rzeczywiscie bardzo roznia
                        sie od nas. Np. niesamowity szacunek dla starszych, rodzicow. Tam
                        nie mam dyskusji, negocjacji z rodzicami. Ich przyslowiowa
                        pracowitosc i cierpliwosc bierze sie podobno z "kultury ryzowej",
                        uprawa ryzu od tysiacleci byla zawsze straszliwie zmudna. Dzieci
                        nie jezdza na wakacje i najwieksza radosc sprawia im, ze dostaly
                        wolunatriat np. w jakims trudnym zakladzie opieki, a ponadto jesli
                        by nie wziely tak na wszelkim wypadek ze dwoch letnich klas, to
                        wakacje zmarnowane. Tez nie uwazam, ze tak straszliwa ambicje, nie
                        mowiac o chlodzie uczuciowym nalezy zawsze nasladowaC.
                        Ile oni przejmuja zachodniej etyki, a ile my od nich?
                        • staua Re: staua o dzieciach z zajeciami 20.08.10, 15:48
                          Co do Busha - odpowiedzialam, jak umialam, pod Twoim postem z
                          pytaniem.
                          Co do Azjatow (Hindusow tez nie wliczam, oni w sporcie dobrzy nie
                          beda, a juz zwlaszcza w plywaniu, znajomy sam przyznal, ze sa na to
                          za leniwi), to niekoniecznie mowie o nasladowaniu, mysle, ze nam sie
                          to nawet nie uda, bo wychowywani jestesmy inaczej od pokolen. Ale
                          imponuja mi tym, jak osiagaja swoje cele. Podoba mi sie to, moze
                          dlatego, ze ja tez pojmuje zycie zadaniowo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka