samo
30.10.06, 02:53
Wczoraj polamaly mnie "korzonki" (zapalenie korzonkow czy jak to cholerstwo
sie zwie). Nigdy mnie cos takiego nie spotkalo, jak
zaczelo rwac to czulam sie jakbym zaraz miala zostac sparalizowana, po prostu
nie moglam stac na nogach. Drugi dzien leze zawinieta w specjalny pas na
poduszce elektrycznej,
wysmarowana mascia przeciwbolowa, lykam tabletki... Na czworakach laze po domu
i placze z
bolu. Podobno moze to trwac nawet 2-3 tygodnie- chyba zwariuje! W kazdym razie
zadnej poprawy od 2 dni nie ma, nie moge chodzic ani stac dluzej niz
kilkanascie sekund. Nie mam nawet sily isc do lekarza, bo
nie wyobrazam sobie pokonania schodow. Cos strasznego!!! Nikomu nie zycze
takiego bolu. Jedyny pozytek to ze sobie bez wyrzutow sumienia trzymam kompa w
lozku i sterte ksiazek, ale nuda mnie juz dopada... Dzwonilam do pracy, ale
nie wiedzialam jak nazwac te dolegliwosc poza "lower back pain"... Czy ktos z
was wie jak to sie w j.angielskim nazywa? A moze macie jakies porady jak
usmierzyc bol?
:o((((