03.05.04, 08:17
Wszedłem tu i prawie cała niedziele czytałem wszystkie wątki. Kurcze, nie
pojmuje, czego sie wy boicie? Te wszystkie pseudonimy, ten strach, ze ktos
sie domysli nazwiska, a nie daj Boze nawy wydawnictwa. Gdzies na jakiejs
innej stronie ktoś ŚMIAŁ! wytknąc błędu tłumaczowi z imienia i nazwiska, a wy
huzia na niego, ze JAKIM PRAWEM! Jak śmiał wyrazic swoje zdanie, ze tłumacz
jest do dupy. Jednoczesnie domagacie sie, zeby wszedzie widniały wasze
nazwiska jako tłumaczy. To jak to jest? Chcecie samych pochwał? Autora tez
sie zjeżdża, jesli zawalił, więc autora mozna, a tłumacza nie? Troche
konsekwencji. Troche cywilnej odwagi w tym wszystkim. Jesli tłumacz jest
dobry, na pewno sie obroni, bo na głupie komentarze nie zwróci uwagi. I o to
w tym wszystkim chyba chodzi, nie? Macie racje, ze nazwisko tłumacza
często "znika", ale chyba tylko z recenzji w gazetach czy na stronach
internetowych, bo w kisążkach jest. Jesli tak, to walcie po nazwiskach, na
Boga, i dobrze, ze sa tacy, którzy nie boją się go zjechac, jesli zasłuzył. A
nawet jesli nie zasłużył, na pewno sie obroni i bedzie wiecej hałasu - dla
dobra wszystkich tłumaczy - niz ciągłe narzekania, ze "O, znowu o mnie nie
nie napisali". I jeszcze jedno: narzekacie na wydawnictwa, ze oszukuja, ze
łamią umowy, itp. Żadne z was nie postawiło sie w roli wydawcy. Dla nich to
przeciez zwykły interes, robienie pieniedzy, nie ma to nic wspolnego z walka
o wzbogacenie kultury, itp. Jasne, ze beda oszukiwali, jasne, ze będą tłukli
szmal, nie ogladajac sie na tłumacza, redaktora czy innego speca od okładek.
Taka ich rola. A wy, moi drodzy, nie musicie z nimi współpracowac. Nie
zapominajcie, ze to ONI daja wam prace, nie wy im. Nie przełozycie książki,
wy, przełozy ktos inny, inna sprawa, lepiej czy gorzej, ale przełoży i
zarobią. Do tego się to sprowadza. Nie wygracie z wydawnictwem. Wygracie
proces sądowy, jeden czy drugi, ale co to znaczy? Nic, bo dla duzego
wydawnictwa to tak jak splunąć. Troszke pokory w tym wszystkim. Chcielismy
kapitalizmu, to go mamy i chcecie czy nie, musicie w te klocki grac. Jesli
sie nie dostosujecie, nie będziecie mieli pracy. Krótko mówiac, trzeba robić
to dobrze i przestac w koncu narzekac na brak "sławy". Jeśli chcecie sławy,
piszcie nazwiskami, nazwami, bez tych wszystkich nicków i "wydawnictw na "K"
czy "Z". Piszcie co który tłumacz spieprzył, merytorycznie, dokładnie, gdzie
które wydawnicwto zawaliło i w czym. Boicie się? To wreszcie przestańcie, bo
z tego forum wynika, że wszyscy tu obecni są świetni i nikt nigdy niczego nie
skopał. Skoro tak, każdy da wam zlecenie i przyjmie z otwartymi ramionami.
No, to by było na tyle. Miłego przekładania.
Obserwuj wątek
    • yanga Re: ADORACJA 03.05.04, 11:12
      O podawanie nazwisk tłumaczy upominam się od dawna nie dlatego, że sama jestem
      tłumaczką, tylko dlatego, że jestem czytelniczką. Paradoksalnie - na tym, aby
      koniecznie zobaczyć w druku własne nazwisko, zależy mi mniej niż na tym, żeby
      decydując się na zakup książki w księgarni wysyłkowej, mieć o niej pełną
      informację. A bez nazwiska tłumacza ta informacja jest niepełna. Znów dostałam
      kolejny biuletyn Świata Książki, a w nim zachętę do nabycia m. in. takich
      pozycji, jak "Władca Pierścieni", "Wichrowe Wzgórza", wybór dramatów Szekspira
      czy komplet książek o Ani z Zielonego Wzgórza. I nie mam pojęcia - a dla mnie
      to istotne - czy te wszystkie klasyczne już pozycje są w starych, sprawdzonych
      przekładach czy też nowych, czy nazwisko ich tłumacza zaostrzy mój apetyt czy
      wręcz przeciwnie. Bo są nazwiska, które są gwarancją jakości, tylko wydawcy
      biuletynów, nie tylko zresztą Świata Książki, także np. Prodoksu, nie dają
      sobie tego wyperswadować. Katalogi różnych wysyłkowych sklepów zamieszczają
      dokładne opisy sprzedawanych strojów - "ten model mamy w kolorze czerwonym,
      zielonym i niebieskim", tamci sprzedawcy świetnie to rozumieją, więc dlaczego
      księgarze są głusi na głos klientów? Dlaczego nie napiszą, że ta książka w
      przekładzie Iksińskiej, a ta Igrekowskiego? W normalnej księgarni mogę to sobie
      sama sprawdzić, a tu namawiają mnie do zakupu kota w worku. I o przede
      wszystkim mi chodzi.
    • emka_1 Re: ADORACJA 03.05.04, 13:04
      kapitalizm i robienie pieniędzy nie jest równoznaczne z oszustwem, jak sugerujesz.

      jeśli to twoje własne przemyślenia to nie pogratuluję ich, a jesli ktoś cię tego
      nauczył, to lepiej zmień nauczyciela. to, że oszustów wydaje się być wiecej niz
      uczciwych ludzi nie jest jeszcze powodem, żeby uznawać, ze maja prawo i taka ich
      rola.
      • cedr_1 Re: ADORACJA 03.05.04, 14:18
        To nie są moje przemyslenia i niczego nie sugeruje - kapitalizm od urodzenia
        był równoznaczny z wykorzystywaniem, moja Pani, a wiec z krzywdą, której zawsze
        doznaje wykorzystywany; uczą tego we wszystkich szkołach, wystarczy wrócic do
        podręczników. Ale mnie chodziło tylko o to, że wydawca jest PRACODAWCA, a wiec
        tym, który potencjalnie wykorzystuje (zarobi znacznie wiecej niz tłumacz, ale
        da mu prace), a tłumacz jedynie PRACOBIORCA, któremu tenze pracodawca NIE MUSI
        dać pracy, choć moze. Dlatego tłumacze, i tzw tworcy, chyba ze wybitni, sa w
        sytuacji znacznie gorszej niz wydawcy. Proste.
    • szwedzka Re: ADORACJA 03.05.04, 16:58
      cedr_1 napisała:
      >czego sie wy boicie? Te wszystkie pseudonimy, ten strach, ze ktos
      > sie domysli nazwiska,

      Napisał odważnie cedr_1. Aha, nazywam się Paweł Pollak, jakbyś miał kłopot z
      kliknięcem w link i ustaleniem mojego nazwiska.

      >Gdzies na jakiejs
      > innej stronie ktoś ŚMIAŁ! wytknąc błędu tłumaczowi z imienia i nazwiska, a wy
      > huzia na niego, ze JAKIM PRAWEM! Jak śmiał wyrazic swoje zdanie, ze tłumacz
      > jest do dupy.

      Pewnie dlatego, że zdanie ogranicza się do tego stwierdzenia, a krytykujący ma
      takie pojęcie o zasadach przekładu jak niewidomy o kompozycji barw w malarstwie
      impresjonistycznym.

      >Troche cywilnej odwagi w tym wszystkim.

      Powiem szczerze, że podziwiam Twoją cywilną odwagę. Żeby tak wygarnąć tłumaczom
      bez ogródek, prosto z mostu, nie każdy by umiał. Przypominasz mi tego
      Mrożkowego bohatera, który pokluczywszy ulicami, zamknął się w publicznym kiblu
      i napisał na ścianie "Precz!".

      >I jeszcze jedno: narzekacie na wydawnictwa, ze oszukuja, ze
      > łamią umowy, itp. Żadne z was nie postawiło sie w roli wydawcy.

      To coś nieuważnie czytałeś wypowiedzi na forum, bo z tego grona przynajmniej
      dwie osoby postawiły się w tej roli, i to nie tylko wyobraźnią, ale w
      rzeczywistości.

      Dla nich to
      > przeciez zwykły interes, robienie pieniedzy, nie ma to nic wspolnego z walka
      > o wzbogacenie kultury, itp. Jasne, ze beda oszukiwali, jasne, ze będą tłukli
      > szmal, nie ogladajac sie na tłumacza, redaktora czy innego speca od okładek.

      Zwykły interes polega na łamaniu umów i oszukiwaniu? Może rzeczywiście jestem
      niedzisiejszy, ale wydaje mi się, że w przypadku łamania umowy czy oszustwa
      przestaje to być zwykły interes, a zaczyna się sprawa cywilna lub karna.

      > Taka ich rola. A wy, moi drodzy, nie musicie z nimi współpracowac. Nie
      > zapominajcie, ze to ONI daja wam prace, nie wy im. Nie przełozycie książki,
      > wy, przełozy ktos inny, inna sprawa, lepiej czy gorzej, ale przełoży i
      > zarobią. Do tego się to sprowadza.

      Widzę, że zasada "mierny, ale wierny" ma zastosowanie i zwolenników nie tylko w
      polityce.

      >Nie wygracie z wydawnictwem. Wygracie
      > proces sądowy, jeden czy drugi, ale co to znaczy? Nic, bo dla duzego
      > wydawnictwa to tak jak splunąć. Troszke pokory w tym wszystkim.

      Święte słowa. Proszę natychmiast zlikwidować sądy pracy, bo co z tego, że jakiś
      robol wygra proces z fabryką. Dla fabryki to jak splunąć. I to ona daje pracę
      robolowi, a nie odwrotnie.

      >Chcielismy
      > kapitalizmu, to go mamy i chcecie czy nie, musicie w te klocki grac.

      Widzę, że kapitalizm znasz z dzieł klasyków Marksa, Engelsa i Lenina. Czas się
      obudzić, 150 lat minęło.

      >Jesli
      > sie nie dostosujecie, nie będziecie mieli pracy.

      No to empirycznie muszę kolegę zmartwić, bo ani myślę się dostosowywać, a na
      brak pracy nie narzekam.

      > piszcie nazwiskami, nazwami, bez tych wszystkich nicków i "wydawnictw na "K"
      > czy "Z". Piszcie co który tłumacz spieprzył, merytorycznie, dokładnie,

      Z jakiego tytułu? Czy, jak rozumiem, wezwałeś również pisarzy, żeby zajęli się
      krytyką literacką, a piosenkarzy do pisania recenzji z występów?

      > które wydawnicwto zawaliło i w czym. Boicie się?

      Owszem. Kodeksu karnego. Durna lex, sed lex.

      Paweł
      • cedr_1 Re: ADORACJA 04.05.04, 08:14
        Przepraszam, widziałem link, ale myslałem, ze to reklama piekarni,; jest taka w
        Warszawie.
        No, Panie Dyrektorze Wydawnictwa, to trzeba było od razu tak mówic. Teraz jest
        jasne, że Pan nie oszukuje, a gdzież tam! Jakby pan mógł oszukac samego siebie,
        jedynego tłumacza, ktory z tym wydawnictwem wspolpracuje. A cóz za dorobek! Ze
        strony widac, ze aż DWIE ksiązki pan wydał. A wszystkie dwie w pana przkładzie.
        Pełny sukces.

        No i jest pan niekonsekwentny jak wszyscy diabli. Jesli z takim samym brakiem
        konsekwencji prowadzi pan swoje wydawnictwo, to nie dziwie sie, że mamy u na
        potop szwedzkiej literatury.

        1.Jest pan za utrzymaniem sądów pracy, a boi sie pan, ze jakies wydawnicwto
        pozwie pana do sadu za ... nie wiem za co, wszystko jedno, bo skoro dura lex, a
        ma pan dowody, ze wydawnictwo złamało z panem umowe, to czego sie pan, do
        cholery, boi? Przeciez sąd sprawiedliwy, nie? i na pewno przyzna panu rację,
        jak temu robolowi z fabryki, którego zwolnili w ramach zwolnien grupowych. No,
        ale z panem wydawnictwo umowy nie złamie, bo jak? Sam pan sobie ja złamie?
        Raczej nie, pan nie ma powodu do narzekań. Honoraria w terminie, umowa
        korzystna, zadnych tam drobnych druczków, itp. Sprawa karna? W panskim
        przypadku to nie grozi.

        2. Jak sam pan dobrze wie, podstawą kapitalizmu jest kapitał, wypracowanie
        zysku. Ten zysk wypracowuje sie, dając prace innym, ale zeby tenze zysk miec,
        trzeba ich "wyzyskać", w przeciwnym razie jako wydawca nie miałby pan zadnych
        przychodów i by pan splajtował; swoja droga, przy takiej liczbie tytułow -
        patrz strona internetowa: dwa, jesli sie nie myle, w ciagu roku - dziwie się,
        ze jeszcze dychacie, chyba ze jako fundacja, macie dofinansowanie od Szwedów.
        Albo, byc moze jak w panskim przypadku, zysk ten nie istnieje, bo całosc
        zabiera sobie pracobiorca, czyli pan, nie liczac pieniedzy na druk i papier; a
        jeszcze jak sam pan redaguje, składa, robi okładki i drukuje, to juz w ogóle
        super. Tak czy inaczej, w "normalnym" wydawnictwie zysk musi byc, czyli
        tłumacz - i nie tylko on - musi oberwac po tyłku, zeby wydawca zarobił. Od
        czasów Marksa mineło sporo czasu, ale naczelna zasada sie nie zmieniła, panie
        wydawco.

        3.Facet z jakijes tam strony internetowej nie miał pojecia, o czym mowi i był
        jak ten slepiec przed obrazem? No to co? To pana obraza? A jesli mu ksiażka
        nie "lezała", jesli mu sie nie podobala, jesli nie podobał mu sie przekład, to
        co, nie może? I nie moze tego powiedziec na głos??? A niby czemu? Mnie sie
        panski Mrozek nie podoba, i nie mam prawa tego powiedziec?
        I znowu brak konsekwencji: to kto, według pana, ma zając się krytyka, skoro nie
        chce pan, zeby zajmowali sie nia tłumacze i autorzy? "Zwykli" ludzie są beee,
        bo sie nie znają i nie maja prawa o tym mowic, a "fachowcy" maja na głowie
        pracę "fachową" i nie moga zajmowac się ocenianiem innych, tak? Wiec kto nam
        pozostaje? Tak zwani recenzenci? I niby uwierzy pan, ze sie na tym znają? A jak
        pana za cos zjada, to powie pan, ze głupi, tak? Super! Czegos tu nie rozumiem:
        skoro Ken Russell mógł powiedziec, że "Pasja" Gibsona, która się prawie wszyscy
        tak zachwycają, jest do bani,bo to, to i to, to pan, jako tłumacz, nie moze
        powiedziec, ze Stiller skopał Nabokova? A niby czemu? Boi sie pan, ze Stiller
        pana pozwie? On tak lubi, ale ma pan prawo bronic swoich racji, nie? I niech
        pana sobie pozywa w cholere. Ostatecznie kto jest bardzie predestynowany do
        oceny tłumacza jesli nie inny tłumacz, autora inny autor? Co w tym złego? Ale
        żeby jakiś głupek ze strony internetowej śmiał powiedziec coś nie tak? O nie!
        Po moim trupie.

        4. "Mierny, ale wierny". Pisząc pierwszy post, miałem na mysli tłumaczy
        zajmujacych się przekładami zawodowo, takich, którzy innych zawodów nie maja. Z
        róznych powodów, jak choćby - o ile sie nie myle - pani "yanga" na tym forum,
        która próbowała wrócic do zawodu, ale nie mogła. Nie chodziło mi o ludzi takich
        jak pan, którzy tłumczenie traktuja jako dodatek, jako dodatkowe xródło
        dochodów czy wrecz hobby, pasję, cenna zresztą. Tacy moga sobie pozwolic na
        wybieranie wydawnictw, na przebieranie, na przełożenie ksiązki życia,
        wykłocanie się z wydawcami. Natomiast wątpie, czy ci, którzy zajmuja sie tylko
        przekładami, moga sobie pozwolic na temn luksus. Ci stoja na pozycji z góry
        przegranej, chyba ze sa wybitni, wielcy, ale tych jest niewielu. Pozostali
        musza sie dostosowac do warunków wydawcy, chyba ze - jak pan - zalozą własne
        wydawnictwo i beda wydawali wlasne tłumaczenia. Jesli sie nie dostosują, nie
        beda mieli pracy, i nic tego nie zmieni. Moze sa "mierni", ale pracuja, robia
        to, co lubią, a czasem "wyjdzie" im coś fajnego. I wie pan, na miejscu wydawcy,
        bardziej ceniłbym tych "miernych, ale wiernych" jednak. Moze nie zlecałbym im
        tzw. wielkiej literatury, ale wiedziałbym przynajmniej, ze
        te "mniejszą" "robią" dobrze i ze dzieki nim zarabiam pieniadze.

        Z podrowieniami
        • szwedzka Re: ADORACJA 05.05.04, 01:11
          cedr_1 napisała:
          > Przepraszam, widziałem link, ale myslałem, ze to reklama piekarni,;

          Dlatego podałem nazwisko wprost. Tak się domyślałem, że przy Twojej "trafnej"
          ocenie rzeczywistości, w sygnaturce tłumacza dostrzeżesz raczej reklamę
          piekarni. A propos ujawniania nazwisk, o które urządziłeś taki wrzask w
          pierwszym poście, coś tak zamilkł w tej kwestii, panie cedr_1?

          > No, Panie Dyrektorze Wydawnictwa, to trzeba było od razu tak mówic. Teraz
          jest
          > jasne, że Pan nie oszukuje, a gdzież tam! Jakby pan mógł oszukac samego
          siebie,
          >
          > jedynego tłumacza, ktory z tym wydawnictwem wspolpracuje.

          Z takim znawstwem wypowiadasz się o tłumaczach i wydawnictwach, myślałem, że
          masz jakiekolwiek pojęcie o wydawaniu książek. A więc lekcja pierwsza: żeby
          wydać tłumaczenie, trzeba zakupić prawa autorskie, tłumaczenie trzeba poprawić,
          czyli zredagować, potem je wydrukować, a żeby wydrukować, tekst trzeba
          przełamać, zaś to, co się wydrukuje, bierze się w takie kartoniki, najczęściej
          kolorowe, to się nazywa okładka, jak popatrzysz na swoją półkę, gdzie może
          jakieś książki po rodzicach Ci zostały, to powinieneś się domyślić, o czym
          piszę. Podsumowując, nie licząc mojej własnej osoby, której, jak słusznie
          zauważyłeś, oszukać nie mogłem, do okantowania miałem agenta, drukarza,
          redaktora, grafika i łamacza. Mimo takich szerokich możliwości nie przyszło mi
          do głowy prowadzenie interesów w zwykłym - Twoim zdaniem - stylu, czyli
          oszukiwanie i łamanie umów.

          > No i jest pan niekonsekwentny jak wszyscy diabli. Jesli z takim samym brakiem
          > konsekwencji prowadzi pan swoje wydawnictwo, to nie dziwie sie, że mamy u na
          > potop szwedzkiej literatury.

          > 1.Jest pan za utrzymaniem sądów pracy, a boi sie pan, ze jakies wydawnicwto
          > pozwie pana do sadu za ... nie wiem za co, wszystko jedno, bo skoro dura lex,

          A gdzie tu niekonsekwencja? Przecież ja się nie boję, że wydawnictwo pozwie
          mnie do sądu pracy, tylko do sądu karnego.

          > ma pan dowody, ze wydawnictwo złamało z panem umowe, to czego sie pan, do
          > cholery, boi? Przeciez sąd sprawiedliwy, nie? i na pewno przyzna panu rację,

          Widzę, że na prawie znasz się tak świetnie jak na tłumaczach i wydawaniu
          książek. Miło tak pogadać z człowiekiem o renesansowych zainteresowaniach.
          Publiczne głoszenie, że wydawnictwo złamało umowę - nawet jeśli ją złamało -
          może być na wniosek tegoż wydawnictwa ścigane na podstawie kodeksu karnego. Jak
          napisałem, durna lex, ale co zrobić.

          > ale z panem wydawnictwo umowy nie złamie, bo jak? Sam pan sobie ja złamie?

          Tu już chyba udajesz głupszego niż jesteś. Z moich postów wynika jednoznacznie,
          że współpracowałem i współpracuję z różnymi wydawnictwami.

          > 2. Jak sam pan dobrze wie, podstawą kapitalizmu jest kapitał, wypracowanie
          > zysku. Ten zysk wypracowuje sie, dając prace innym, ale zeby tenze zysk miec,
          > trzeba ich "wyzyskać", w przeciwnym razie jako wydawca nie miałby pan zadnych
          > przychodów i by pan splajtował;

          To z podręcznika ekonomii politycznej z czasów realnego socjalizmu? Widzę, że
          byłeś pilnym studentem. Ciekawe skąd biorą się te firmy (też wydawnictwa),
          które godziwie płacą i nie plajtują? Czyżby ich właściciele czytali niewłaściwe
          podręczniki?

          >swoja droga, przy takiej liczbie tytułow -
          > patrz strona internetowa: dwa, jesli sie nie myle, w ciagu roku - dziwie się,
          > ze jeszcze dychacie,

          A jaka liczba tytułów w pierwszym roku działalności by szanownego adwersarza
          zadowalała? Poza tym znawca kapitalizmu chyba nie słyszał o podstawowej w
          kapitalizmie zasadzie, że najpierw się inwestuje, a zyski osiąga później.

          chyba ze jako fundacja, macie dofinansowanie od Szwedów.
          > Albo, byc moze jak w panskim przypadku, zysk ten nie istnieje, bo całosc
          > zabiera sobie pracobiorca, czyli pan, nie liczac pieniedzy na druk i papier;

          W odróżnieniu od normalnego wydawnictwa, gdzie zysk nie istnieje, bo wszystko
          bierze pracobiorca, czyli wydawca, nie licząc pieniędzy na druk, papier itp.

          > jeszcze jak sam pan redaguje, składa, robi okładki i drukuje, to juz w ogóle
          > super.

          A jak nie?

          >Tak czy inaczej, w "normalnym" wydawnictwie zysk musi byc,

          A w "nienormalnym" czemu nie musi?

          Od
          > czasów Marksa mineło sporo czasu, ale naczelna zasada sie nie zmieniła, panie
          > wydawco.

          Tylko warunki się zmieniły. Kapitalista - co tam, powiedzmy po imieniu,
          burżuj! - nie może dowolnie wyzyskiwać pracownika, bo na przeszkodzie stoi
          prawo pracy, które pracownikowi gwarantuje urlop, emeryturę, sąd, pensję
          minimalną, zasiłek chorobowy itd. W jednym drobnym punkcie masz rację: stosunki
          między wydawcami a tłumaczami przypominają wczesny kapitalizm, bo tłumaczowi
          żadne z tych praw nie przysługuje (poza prawem do sądu). Tyle że ich
          akceptowanie nie prowadzi do polepszenia, a pogorszenia sytuacji tłumaczy, co
          widać choćby po honorariach, które realnie ciągle maleją. A bierze się to stąd,
          że większość tłumaczy jest dyspozycyjna i tchórzliwa i grzecznie podpisuje, co
          im wydawca podsunie.

          > 3.Facet z jakijes tam strony internetowej nie miał pojecia, o czym mowi i był
          > jak ten slepiec przed obrazem? No to co? To pana obraza? A jesli mu ksiażka
          > nie "lezała", jesli mu sie nie podobala, jesli nie podobał mu sie przekład,
          to
          > co, nie może?

          A skąd on wie, że to przekład jest zły, a nie oryginał? Tłumacz nie ma książki
          tak przełożyć, żeby była dobra, tylko żeby była taka sama jak w oryginale. Zła
          książka może być świetnie przełożona i też będzie zła. Jak zła książka będzie w
          przekładzie dobra, to przekład jest zły. Ergo, żeby ocenić przekład, trzeba
          znać oryginał i zasady przekładu.

          >I nie moze tego powiedziec na głos??? A niby czemu?

          Ależ może. Czy ja komukolwiek zabraniałem się wypowiadać? To Ty wydarłeś się na
          tłumaczy, że reagują na krytykę. Dlaczego? Jeśli młotek pisze, że tłumacz jest
          do dupy, to tłumacz ma chyba prawo powiedzieć na głos, że ma młotka za idiotę.
          Czy nie ma? Czy tłumacz przez to, że jest tłumaczem stracił prawo do
          wypowiadania się na głos? A niby czemu? Broniłem jedynie prawa tłumaczy do
          reagowania na bzdurną krytykę (na poziomie adekwatnym do tej krytyki), kiedy Ty
          uznałeś, że mają milczeć.

          >Mnie sie
          > panski Mrozek nie podoba, i nie mam prawa tego powiedziec?

          A czemu się nie podoba? W lustrze żeś się pan zobaczył?

          > I znowu brak konsekwencji: to kto, według pana, ma zając się krytyka, skoro
          nie
          >
          > chce pan, zeby zajmowali sie nia tłumacze i autorzy? "Zwykli" ludzie są beee,
          > bo sie nie znają i nie maja prawa o tym mowic, a "fachowcy" maja na głowie
          > pracę "fachową" i nie moga zajmowac się ocenianiem innych, tak? Wiec kto nam
          > pozostaje? Tak zwani recenzenci? I niby uwierzy pan, ze sie na tym znają?

          Owszem, recenzenci. Czy się znają, zobaczę po zarzutach, gdzie źle
          przetłumaczone. Jak jedyny "zarzut" brzmi, że tłumacz jest do dupy, mam prawo
          podejrzewać, że krytykant się nie zna.

          > 4. "Mierny, ale wierny". Pisząc pierwszy post, miałem na mysli tłumaczy
          > zajmujacych się przekładami zawodowo, takich, którzy innych zawodów nie maja.

          To właśnie ja.

          > bardziej ceniłbym tych "miernych, ale wiernych" jednak. Moze nie zlecałbym im
          > tzw. wielkiej literatury, ale wiedziałbym przynajmniej, ze
          > te "mniejszą" "robią" dobrze i ze dzieki nim zarabiam pieniadze.

          Nie masz zielonego pojęcia, na czym polega przekład. Stopień trudności
          tłumaczenia ma się nijak do wielkości literatury.

          Paweł
          • cedr_1 Re: ADORACJA 05.05.04, 10:43
            1. W tym, ze dostrzegłem tam reklame piekarni, nie ma nic dziwnego. Tak mi sie
            skojarzyło, bo codziennie kupuje od nich pieczywo. Spamu w Necie jest pełno,
            wiec cóż dziwnego w skojarzeniu i takiemu, nie innemu postrzeganiu
            rzeczywistości?
            2.Nazwisko: Bartłomiej Maciej Nowowiejski. Żonaty, dwoje dzieci, wykształcenie
            wyższe, mieszkam na warszawskich Bielanach, pracuje w banku, choc nie w kasie.
            Z wydawnictwami mam tyle wspólnego, ze niektóre biorą u nas kredyt, ale nie ja
            sie tym zajmuje.

            3. Znałem tłumacza, który swego czasu, sporo juz lat temu, pomagał porowadzic
            wydawnicwto koledze. Było ich trzech, bo kolega i wlasciciel był grafikiem
            i "komputerowcem" sami robili sobie okładki, sami redagowali text, sami
            składali. Zatrudniali w sumie dwie czy trzy osoby , wliczając w to ich samych.
            Zadne tam emerytury, zadne urlopy. Robili to oszczednie i całkiem niexle im sie
            powodziło.
            4. Wydawnicwto pozwie pana do sadu i wytoczy sprawe karna za tzw. pomówienie?
            No i co z tego? Skoro naprawde złamalo umowe, to albo pana nie pozwie, albo pan
            sprawe wygra. Znowu strach?
            5. Do roku 2003 wspólpracowal pan z czterema wydawnictwami, lacznie ze swoim
            wlasnym. W Ksiąnicy wydał pan 2 pozycje, w Adamantaniejedna, w Prokopie 3, u
            siebie reszte. W sumie, od roku 1999 do 2003 siedem, najwiecej, bo az 4 w 1999.
            Rozumiem, ze zyje pan głownie z prowadzenia firmy, bo z tylu ksiazek wyżyc sie
            nie da. Powtarzam, gdy pisałem tego posta, chodziło mi o tłumaczy zawodowych i
            głownie literackich, takich, ktorzy zyją tylko z pióra. Pan z pióra nie zyje,
            chyba ze jako wydawca daje pan sobie po kilka tysiecy za arkusz, wtedy moze,
            choc i tak marnie by było.

            6. Ile tytułow w pierwszym roku dzialalnosci. Wydawnictwo Da Capo w pierwszych
            dwóch lat dzialanosci wydało dokłądnie 100 pozycji. Po pierwszym roku wyszli na
            swoje, w drugim mieli duże zyski. Że inne czasy? Znam trzyosobowe wydawnictwo,
            które w 2003, w ciagu pierwszego MIESIĄCA dzialanosci wydało 10 pozycji. To jak
            to z ta Szwedzką jest? Cos za póxno na te zyski. Tyle lat i nic??? Aha,
            zapomniałem, ze to szwedzka fundacja pana dofinansowuje. Wszystko jasne.

            7. Przekład maja recenzowac recenzenci. A jak pan zobaczy, co panu wytkneli, to
            sie pan zdecyduje, czy sa dobrymi fachmanami czy nie. Jak się panu nie spodoba
            to, co wytkneli, to powie pan, ze głupi, bo zawsze mozna podyskutowac, czy dane
            zdanie, okreslenie jest dobre czy nie. Im nie pasowało, panu pasuje, i co?
            Głupi sa, młotki, bo moja racja jest mojsza nich ichsza, nie?

            Napisałbym cos jeszcze, bo w sumie bardzo mnie to bawi, ale poniewaz
            jestem "mierny, ale wierny", koncze, bo wyrzuca mnie z pracy.


            6.
            • szwedzka Re: ADORACJA 05.05.04, 21:16
              cedr_1 napisała:
              > 1. W tym, ze dostrzegłem tam reklame piekarni, nie ma nic dziwnego.

              Zgadza się. Są tacy, którzy uważają się za Napoleona Bonaparte i też nie widzą
              w tym nic dziwnego.

              > 2.Nazwisko: Bartłomiej Maciej Nowowiejski. Żonaty, dwoje dzieci,
              wykształcenie
              > wyższe, mieszkam na warszawskich Bielanach, pracuje w banku,

              Jak wiemy, bank jest instytucją wyjątkowo kapitalistyczną, więc tak mnie
              zainteresowało, czy przez tę kapitalistyczną firmę jesteś wyzyskiwany i dlatego
              w godzinach pracy nie pracujesz, tylko dyskutujesz na forum, uznając że
              pracodawca kantuje Ciebie, więc Ty go będziesz okradał, bo to zwykły interes?
              Czy też masz pensję pozwalającą na normalne życie, urlop, chorobowe itd.? A
              jeśli tak, to rozumiem, że tylko chwilowo, bo już się zwróciłeś do pracodawcy,
              żeby Ci obniżył pensję, w obawie o swoje stanowisko pracy, zgodnie z tym, co
              twierdziłeś wcześniej, że jeśli pracodawca nie będzie wyzyskiwał pracownika, to
              firma splajtuje i pracownik w ogóle zostanie bez pracy?

              > 3. Znałem tłumacza, który swego czasu, sporo juz lat temu, pomagał
              porowadzic
              > wydawnicwto koledze. Było ich trzech, bo kolega i wlasciciel był grafikiem
              > i "komputerowcem" sami robili sobie okładki, sami redagowali text, sami
              > składali. Zatrudniali w sumie dwie czy trzy osoby , wliczając w to ich
              samych.
              > Zadne tam emerytury, zadne urlopy. Robili to oszczednie i całkiem niexle im
              sie
              >
              > powodziło.

              Te historyjki z życia Twoich znajomych czego mają dowodzić? bo nie wiem.

              > 4. Wydawnicwto pozwie pana do sadu i wytoczy sprawe karna za tzw. pomówienie?
              > No i co z tego? Skoro naprawde złamalo umowe, to albo pana nie pozwie, albo
              pan
              >
              > sprawe wygra. Znowu strach?

              Jeżeli wydawnictwo złamało umowę, to ja z nim wygram sprawę cywilną. Natomiast,
              jeżeli ogłoszę publicznie, że wydawnictwo złamało umowę, to wydawnictwo wygra
              sprawę karną, bo nie wolno mi publicznie formułować oskarżeń (nawet
              prawdziwych), które mogą nadszarpnąć reputację wydawnictwa, chyba że służy to
              interesowi społecznemu, a tu żadnego interesu społecznego nie ma. Synapsy
              zaskoczyły, czy mam Ci to narysować?

              > 5. Do roku 2003 wspólpracowal pan z czterema wydawnictwami, lacznie ze swoim
              > wlasnym. W Ksiąnicy wydał pan 2 pozycje, w Adamantaniejedna, w Prokopie 3, u
              > siebie reszte. W sumie, od roku 1999 do 2003 siedem, najwiecej, bo az 4 w
              1999.
              >
              > Rozumiem, ze zyje pan głownie z prowadzenia firmy, bo z tylu ksiazek wyżyc
              sie
              > nie da. Powtarzam, gdy pisałem tego posta, chodziło mi o tłumaczy zawodowych
              i
              > głownie literackich, takich, ktorzy zyją tylko z pióra. Pan z pióra nie zyje,

              Jak tacy ludzie zaczynają się zapoznawać z moją biografią i wiedzą lepiej ode
              mnie, z czego ja żyję, to mnie ciarki przechodzą i zaczynam rozważać
              zatrudnienie goryla.

              Pomijając już kwestię, że w tym zawodzie liczba książek wydanych nie równa się
              liczbie książek przetłumaczonych, to nigdzie nie twierdziłem, że żyję tylko z
              tłumaczenia literatury. Cytat z Twojej wypowiedzi: "miałem na mysli tłumaczy
              zajmujacych się przekładami zawodowo, takich, którzy innych zawodów nie maja."
              No więc zajmuję się przekładami zawodowo. Różnymi przekładami. Skoro już
              wyjaśniasz, co masz na myśli - co samo w sobie jest chwalebne, bo często trudno
              dojść do tego, co masz na myśli czy w ogóle dopatrzyć się jakiejkolwiek myśli -
              to wyjaśniaj tak, żeby nie okazywało się, że miałeś na myśli jednak coś
              innego.

              Zaś jeśli chodzi o tłumaczy _literackich_, to osoby _utrzymujące się_ wyłącznie
              z tego zajęcia można w Polsce policzyć na palcach, bo po prostu wydawcy za mało
              płacą, żeby można się było z tego utrzymać, nawet mając regularnie zlecenia. (A
              utrzymują się właśnie Ci, którzy umieją pokłócić się o swoje prawa i wywalczyć
              wyższe honoraria.) Bardzo też jestem ciekaw, skąd wiesz, że wymienieni przez
              Ciebie tłumacze nie mają innych źródeł dochodów (np. stypendium). I wreszcie:
              wcześniej udowadniałeś, że nie ma co podskakiwać, bo się nie dostanie zleceń,
              warunkiem jest "mierność i wierność" i tylko tacy tłumacze są w stanie się
              utrzymać z tłumaczenia literatury. Czyli rozumiem, że wymienione osoby uważasz
              za miernych tłumaczy. Nie pasuje mi też ta ugodowość gwarantująca pracę, bo
              akurat charakterek Stillera jest legendarny, ale może ja naprawdę przesadzam,
              usiłując dopatrzyć się jakiejś spójności w tym, co piszesz.

              > 6. Ile tytułow w pierwszym roku dzialalnosci. Wydawnictwo Da Capo w
              pierwszych
              > dwóch lat dzialanosci wydało dokłądnie 100 pozycji. Po pierwszym roku wyszli
              na
              >
              > swoje, w drugim mieli duże zyski. Że inne czasy? Znam trzyosobowe
              wydawnictwo,
              > które w 2003, w ciagu pierwszego MIESIĄCA dzialanosci wydało 10 pozycji. To
              jak
              >
              > to z ta Szwedzką jest? Cos za póxno na te zyski. Tyle lat i nic???

              Tyle, to znaczy ile? Fundacja działa jeden rok. To na marginesie.
              Straciłem orientację, co w ten sposób chcesz udowodnić. Czy że wydawca, który
              wydał dwa tytuły, to nie wydawca i w związku z tym nie mogę twierdzić, że
              realnie postawiłem się w roli wydawcy? Od którego w takim razie tytułu
              wystawiasz certyfikat uprawniający do nazywania się wydawcą. Pytam zupełnie
              poważnie, bo jak wydam ten n-ty tytuł (nie martw się, inni tłumacze też będą),
              to się do Ciebie zgłoszę po papierek, przyda mi się, jak towarzysz Lepper
              przywróci socjalizm i znowu zabraknie papieru toaletowego.*

              A może chcesz w ten sposób udowodnić, że przy dwóch tytułach rocznie można być
              uczciwym, bo wydawnictwo nie musi zarabiać, a przy stu trzeba oszukiwać, bo
              musi? Ale dlaczego? Czy te dwa tytuły drukarze drukują gratis czy Twój bank
              funduje? Jeśli tak, to ja bym się chętnie załapał.

              > 7. Przekład maja recenzowac recenzenci. A jak pan zobaczy, co panu wytkneli,
              to
              >
              > sie pan zdecyduje, czy sa dobrymi fachmanami czy nie. Jak się panu nie
              spodoba
              > to, co wytkneli, to powie pan, ze głupi, bo zawsze mozna podyskutowac, czy
              dane
              >
              > zdanie, okreslenie jest dobre czy nie. Im nie pasowało, panu pasuje, i co?
              > Głupi sa, młotki, bo moja racja jest mojsza nich ichsza, nie?

              Jak ja zobaczę, co mi wytknęli, to będę z tym polemizował, jeśli uznam, że źle
              wytknęli. Ocenę, kto ma rację, zostawia się czytelnikowi. Jak krytykant pisze,
              że tłumacz jest do dupy, to nie można z tym polemizować, bo nie wiadomo,
              dlaczego tak uważa. Zaczyna powoli do Ciebie docierać, jaka jest różnica między
              krytyką a chamską napaścią, czy nie bardzo? Obecne metody krykyki to nie jest
              żadna krytyka tylko sądy kapturowe i tłumacze mają prawo się temu
              przeciwstawiać.

              Paweł

              * Młodszym czytelnikom nieznającym najlepszego z ustrojów wyjaśniam, że za
              makulaturę w punkcie skupu można było dostać rolkę papieru toaletowego.
        • cedr_1 Re: ADORACJA 05.05.04, 11:24
          Jeszcze a propos tłumaczy zyjacych z pióra:
          Tomasz Mirkowicz w latach 1981-2003 przełozyl i wydał 67 pozycji, napisał 3
          własne książki;średnia to około 3 pozycji rocznie, chociaz nie mozna tak
          liczyć - a tłumaczem był chyba niezłym, nie?
          Michał Kłobukowski - 46 wydanych przekładów;
          Jan Kraśko - 54 przekłady;
          Andrzej Grabowski - 66 przekładów;
          Małgorzata Grabowska - 60 przekładów
          Stiller - duuuoz, nie wiem sam ile.
          No, ale ci zyją z SAMEGO pióra chyba i nie mają Szwedzkiej na głowie.
          • ona.a Re: ADORACJA 05.05.04, 18:36
            Warto tez dodać, że Pan Jan Kraśko także napisał własne książki - w sumie 5 -
            dwie pod pseudonime, trzy pod własnym nazwiskiem.Jest rewelacyjny w swoim fachu.
    • millefiori Oracja 05.05.04, 00:31
      cedr_1 napisała:

      > Wszedłem tu i prawie cała niedziele czytałem wszystkie wątki.

      Dziękuję, to jest komplement!

      Rozumiem, że forum "Wydawnictwa i ich obyczaje" okazało na tyle interesujące,
      że postanowiłeś zarejestrować się na jego intencję jako cedr_1 w portalu GW.
      Domyślam się, że trafiles tu za pośrednictwem forum o ksiażkach.


      Kurcze, nie
      > pojmuje, czego sie wy boicie?

      Obowiazujacego w RP KK, o którego istnieniu i tobie, cedrze_1, przypominam.

      > Te wszystkie pseudonimy,

      Ty też, cedrze_1, występujesz pod pseudonimem.
      Przypomnę, że Paweł ze Szwedzkiej przedstawił ci się z imienia i nazwiska.
      Zgodnie z zasadami dobrego wychowania powinieneś się - przynajmniej jemu -
      również przedstawić.

      > ten strach, ze ktos
      > sie domysli nazwiska, a nie daj Boze nawy wydawnictwa.

      I tak zainteresowani wiedza, o kim mowa. Postępowanie to jest zgodne z normami
      przyjętymi przez media, ktore podają np. informacje o dyrygencie K z miasta
      wojewódzkiego P.

      >Gdzies na jakiejs
      > innej stronie ktoś ŚMIAŁ! wytknąc błędu tłumaczowi z imienia i nazwiska, a wy
      > huzia na niego, ze JAKIM PRAWEM! Jak śmiał wyrazic swoje zdanie, ze tłumacz
      > jest do dupy.

      Gdzie?

      Jednoczesnie domagacie sie, zeby wszedzie widniały wasze
      > nazwiska jako tłumaczy. To jak to jest? Chcecie samych pochwał?

      Mam wrażenie, że nie zrozumialeś, o co chodziło. Nazwisko tłumacza jako AUTORA
      PRZEKLADU, zgodnie z obowiązujacymi przepisami o prawie autorskim oraz
      wydawniczym savoir vivre ma figurowac w publikowanej informacji o ksiażce - po
      nazwisku autora i tytule przetłumaczonego dzieła.


      > Autora sie zjeżdża, jesli zawalił, więc autora mozna, a tłumacza nie?

      Jesli autor się wygłupił, to oczywiscie, że można. Tylko po co dublowac części
      wątków z forum o ksiażkach?

      >Troche
      > konsekwencji. Troche cywilnej odwagi w tym wszystkim. Jesli tłumacz jest
      > dobry, na pewno sie obroni, bo na głupie komentarze nie zwróci uwagi.

      Jeśli dobry tłumacz sie wyglupił, to się do tego przyzna.

      >I o to
      > w tym wszystkim chyba chodzi, nie? Macie racje, ze nazwisko tłumacza
      > często "znika", ale chyba tylko z recenzji w gazetach czy na stronach
      > internetowych, bo w kisążkach jest. Jesli tak, to walcie po nazwiskach, na
      > Boga, i dobrze, ze sa tacy, którzy nie boją się go zjechac, jesli zasłuzył. A
      > nawet jesli nie zasłużył, na pewno sie obroni i bedzie wiecej hałasu - dla
      > dobra wszystkich tłumaczy - niz ciągłe narzekania, ze "O, znowu o mnie nie
      > nie napisali".

      >I jeszcze jedno: narzekacie na wydawnictwa, ze oszukuja, ze
      > łamią umowy, itp.

      Bo to robią. I nie są to tylko niechlubne wyjątki.

      >Żadne z was nie postawiło sie w roli wydawcy.

      Co najmniej dwie osoby z piszacych na tym forum.

      >Dla nich to
      > przeciez zwykły interes, robienie pieniedzy, nie ma to nic wspolnego z walka
      > o wzbogacenie kultury, itp. Jasne, ze beda oszukiwali, jasne, ze będą tłukli
      > szmal, nie ogladajac sie na tłumacza, redaktora czy innego speca od okładek.
      > Taka ich rola. A wy, moi drodzy, nie musicie z nimi współpracowac. Nie
      > zapominajcie, ze to ONI daja wam prace, nie wy im.

      Bez autorów, tłumaczy, redaktorów i grafikow, niekoniecznie zatrudnionych na
      etacie - zostaje goła nazwa "wydawnictwo". Chyba, że dyrekcja będzie wszystkim
      w jednym.

      >Nie przełozycie książki,
      > wy, przełozy ktos inny, inna sprawa, lepiej czy gorzej, ale przełoży i
      > zarobią. Do tego się to sprowadza. Nie wygracie z wydawnictwem. Wygracie
      > proces sądowy, jeden czy drugi, ale co to znaczy? Nic, bo dla duzego
      > wydawnictwa to tak jak splunąć. Troszke pokory w tym wszystkim.

      Kaznodziejskie nawoływanie do pokory na tym forum brzmi ciekawie w kontekscie
      twej pierwszej odnotowanej wypowiedzi na forum Książki:

      forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.htmlf=151&w=12192161&a=12368856&rep=2

      cytuje:

      cedr_1 napisała:

      > Czytalem sporo ksiazek w przekładzie Kraski, bo tak sie sklada, ze lubie
      > literature sensacyjna. Grisham, przede wszystkim Ludlum, ten facet to
      fabryka,
      > ile on tego przetłumaczyl. Potem przeczytalem "Zapach cedru" i cholera
      > zwatpilem, bo nie wiem, jak mozna przestawiac sie tak ze stylu na styl
      zupelnie
      >
      > inny.
      >Nie umiem tlumaczyc i nie jestem tlumaczem, ale gosc ma dar. Nie wiem ile
      >
      > jest w tych wszystkich ksiazkach autora, a ile tlumacza, ale chyba chodzi o
      to,
      >
      > zeby byla atmosfera i sie dobrze czytalo, a to sie czyta swietnie.

      Na pewno nie składasz wyrazów uznania dziełu programu tłumaczacego Trados.
      Trafiłeś w sedno sprawy.
      Czy jestes wydawcą?


      >Chcielismy
      > kapitalizmu, to go mamy i chcecie czy nie, musicie w te klocki grac. Jesli
      > sie nie dostosujecie, nie będziecie mieli pracy.

      Studia z dziedziny kapitalizmu albo praktyki odbywales gdzie indziej.
      W normalnym kapitalistycznym świecie obowiazują ustalone, jawne stawki za
      przekłady i prace redakcyjne. Jako podstawę, zależnie od kraju, przyjmuje się
      strone maszynopisu znormalizowanego, 1 slowo (np. we Francji) lub 1000 slow (
      np. w Wlk.Brytanii).

      Powaznemu wydawcy nie przyjdzie do glowy, by w trakcie negocjacji zaproponowac
      doswiadczonemu tlumaczowi albo redaktorowi stawke ponizej przyjetej, czy też
      zaoferowac mu stawke minimalna. Postępujący w taki sposób wydawca postawiłby
      sie w pozycji taniego oszusta. Owszem, i taka polityka moze byc opłacalna - ale
      na krotka mete. To wydawcy powinno zależeć na doborze takich tłumaczy, autorów
      i redaktorów, których dorobek i nazwiska są gwarancją wysokiego poziomu.

      >Krótko mówiac, trzeba robić
      > to dobrze i przestac w koncu narzekac na brak "sławy". Jeśli chcecie sławy,
      > piszcie nazwiskami, nazwami, bez tych wszystkich nicków i "wydawnictw na "K"
      > czy "Z". Piszcie co który tłumacz spieprzył, merytorycznie, dokładnie, gdzie
      > które wydawnicwto zawaliło i w czym. Boicie się? To wreszcie przestańcie, bo
      > z tego forum wynika, że wszyscy tu obecni są świetni i nikt nigdy niczego nie
      > skopał. Skoro tak, każdy da wam zlecenie i przyjmie z otwartymi ramionami.

      Nowokapitalistyczny wydawca za oferowane obecnie na rynku stawki 12 zl za
      stronę przekładu z języka obcego 1 grupy i 4,5 zł brutto za zredagowanie strony
      tekstu? Zajrzyj na strony forum Tłumaczenia i do wiadomości na temat stawek na
      forum Wydawnictwa.
      Obawiam sie, że i w tej materii obowiązuje zasada kapitalizmu, streszczajaca
      się w formule: jaka płaca, taka praca.

      > No, to by było na tyle. Miłego przekładania.

      Zycze ci, byś nadal, oby jak najdłużej, mógł się cieszyć literatura obcą w
      najlepszych przekładach.
      • millefiori O! racja 05.05.04, 01:02
        Link podany w poprzednim poscie sie znarowil:(

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=12192161&a=12368856
      • cedr_1 Re: Oracja 05.05.04, 10:57
        O pozywaniu do sadu i strachu przed tym, tudziez o personaliach pisałem do
        Szwedzkiej.
        Swego czasu była taka strona w Necie - czytałem o tym w forum albo ksiązkowym,
        albo tłumaczenia; podawali adres. Ktos zrobil liste tłumaczy, którzy mu sie nie
        podobali. Jesli toto jeszcze istnieje, poszukam i podam adres, ale na tych
        forach było o tym dośc głosno.
        Pokora i kaznodziejstwo. Nie o to mi chodziło - to nie ja jestem mistrzem
        pióra, tylko wy, wiec, moglem xle to sprecyzowac. Z tego, co pisze, wynika
        jasno, ze nie nawoluje do pokornego siedzenia cicho, tylko to otwartego
        mowienia o tym z imienia i nazwiska.
        Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem, jak sie ma pokora do mojej wypowiedzi
        o "Zapachu cerdu". Nie jestem wydawca - patrz personalia w liscie do
        Szwedzkiej. Wyrazy uznania - szczere - składalem tłumaczowi i nadal składam.
        Tylko nie bardzo rozumiem co to ma wspolnego z kaznodziejstwem.
        Pieniadze. Domyslam sie ze marne, ale Boze mój, taki jest układ. Pracuje w
        banku: myslisz, ze nie chce zarabiac wiecej? Myslisz, ze nie uwazam, ze
        ZASŁUGUJE na wiecej? Chce, i uwazam, jak cholera, ale co z tego, skoro szef
        mówi ze nie, ze nie w tym roku, ze jeszcze nie teraz, ze JUZ I TAK DUZO
        ZARABIAM. Takich ludzie jak ja i wy sa tysiace, bo wszyscy chca zarabiac lepiej
        i miec wiecej pieniedzy, to normalne. Ja tez uwazam, ze pracuje za grosze, ale
        szef mi powie, ze moge mu, i tak dalej.
        Dzieki za zyczenia. Niektórzy z was sa naprawde siwetni jako tłumacze i na
        pewno bede z przyjemnoscia czytal ich przeklady.
    • baloo Re: ADORACJA 05.05.04, 02:16
      Hehehe, wlasciwie Pawel juz wszystko napisal, Millefiori przyklepala, wiec ja
      juz tylko mala refleksyjke dorzuce : warto bylo. Warto bylo skrobnac pare e-
      maili, warto bylo otworzyc watek na "Ksiazkach". Pomijam juz obietnice poprawy
      ze strony kilku wydawnictw, ale zauwazylem tez , ze na forum "Ksiazki" dzielni
      forumowicze jakby czesciej wymieniaja nazwiska tlumaczy (chociazby w
      zalinkowanym powyzej watku) - kto wie , moze urodzi sie nowa swiecka tradycja,
      a chociazby moda.

      No ale przede wszystkim warto bylo - bo odwiedzil nas Wydawca calom gembom i to
      w dodatku od razu duzy, taki co musi szmal trzaskac. Czyzby wielkie i dochodowe
      Wydawnictwo na litere A z miasta W ? Wielokrotny bohater naszych nocnych
      Polakow rozmow ? Wcale bym sie nie zdziwil. Ale tez wcale nie twierdze, ze tak
      jest ;o)

      Zreszta, mniejsza o to, cedry rosna niemal wszedzie. I wlasnie dlatego rozni
      tacy na tym forum maja material na watki, opowiesci niesamowite, kryminalne i
      tragikomiczne. Dlatego wlasnie niektorzy sie procesuja, zakladaja swoje wlasne
      wydawnictwa lub nawoluja do samoorganizacji. W swietle tego , co napisales, to
      taka organizacja wydaje sie byc wrecz koniecznoscia zyciowa, niczym zwiazki
      zawodowe w XIX wieku ;oD

      Jesli zas chodzi o krytyke kiepskich tlumaczen, to zapewniam Cie, ze nie ma
      surowszch sedziow niz koledzy po fachu. Z ta roznica, ze oni wiedza, o czym
      pisza i czego sie czepiaja. Odsylam tez na Forum "Tlumaczenia".

      Co do anonimowosci :
      1) swoja korespondencje z wydawnictwami podpisywalem imieniem i nazwiskiem
      2) poki sie tu bawimy na forum , bede uzywal nicka, ktorego uzywam rowniez na
      innych forach. Dlatego tez przyjalem argument Pawla i innych osob, ze w
      stosunku do wydawnictw stosujemy tylko inicjaly.
      3) Istnieje miejsce w Internecie, gdzie Oszukancze wydawnictwa i Firmy sa
      wymieniane z nazwy , i wlasnie tam Tlumacze podpisuje swoje zarzuty imieniem,
      nazwiskiem i kontaktem. Z tego co wiem, kilka osob z tego forum bywa i tam.

      I na koniec : kiedys, w trakcie ktorejs z burzliwszych dyskusji mialem zamiar
      zaproponowac, by dyskutanci wczuli sie w role Wydawcy - kogos, komu zalezy na
      tym, by dobrze wydac dobra ksiazke. Na szczescie nie napisalem tego, bo bym
      sie osmieszyl i musialbym odszczekiwac. Dzieki za lekcje, choc mam nadzieje, ze
      jest to tylko "case study" a nie regula.

      Uklony

      B.

      PS : jak zwykle rozgadalem sie, jak nie przymierzajac Lepper w Europarlamencie
      i refleksyjka siemi rozrosla. Przepraszam.
      • cedr_1 Re: ADORACJA 05.05.04, 11:00
        Baloo, ty jestes chyba maniakiem teorii spiskowych, nie? Spiski, UFO i te
        sprawy, te tajemnicze nazwy. Juz mi sie nie chce pisac, bo napisałem do
        Szwedzkiej. A nawet gdyby to wydawnicwto na A z miasta na W tu zajrzało, to
        chyba o to wam własnie chodzi. Tylko po cholere mieliby tu zagladac? Gdybym ja
        był tym na A z miasta na W, to bym was równo olał - zgodnie z tym, co piszecie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka