Dodaj do ulubionych

Jak to jest z pseudonimem?

29.08.05, 21:22
Wysyłam tekst do wydawnictwa podpisany pseudonimem, tylko na kopercie i w
liście podaję swoje dane? Czy może podpisuję się normalnie, tylko w liście
zaznaczam, że chcę wydać pod pseudonimem? Jak to jest?
Obserwuj wątek
    • autumna Re: Jak to jest z pseudonimem? 30.08.05, 08:02
      W momencie wysyłania do oceny pseudonim do niczego nie jest potrzebny. Dopiero jak Ci zaproponują wydanie, musisz sobie zastrzec w umowie, że chcesz wydać pod pseudonimem i że wydawnictwo bez Twojej zgody nie ma prawa ujawniać prawdziwego nazwiska.
      • tracja4 Re: Jak to jest z pseudonimem? 30.08.05, 18:31
        Dziękuję za odpowiedź, mam jednak jeszcze jedno pytanie:) W razie gdybym w
        przyszłości chciała udowodnić, że to moja książka, to w jaki sposób? Muszą mi
        wierzyć na słowo honoru?:)
        • autumna Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 08:03
          Metoda fachowa i pewna: złożyć u notariusza
          Metoda niefachowa: wysłać tekst (wydruk lub płyta CD) na swój adres listem poleconym i nie otwierając przechowywać razem z dowodem nadania - datownik swiadczy, że w takim to a takim czasie byłaś już posiadaczką danego tekstu.
          Metoda trudna do osiągnięcia: postarać się o publikację fragmentów choćby w lokalnym pisemku literackim.
      • senseeko Re: Jak to jest z pseudonimem? 30.08.05, 20:19
        autumna napisała:

        > W momencie wysyłania do oceny pseudonim do niczego nie jest potrzebny.
        Dopiero
        > jak Ci zaproponują wydanie, musisz sobie zastrzec w umowie, że chcesz wydać
        pod
        > pseudonimem i że wydawnictwo bez Twojej zgody nie ma prawa ujawniać
        prawdziweg
        > o nazwiska.

        No dobrze, a nie lepiej od razu wysyłać pod pseudonimem, a dopiero jak się
        zdecydują wydać ujawnić prawdziwe nazwisko?
        W końcu wysyłasz do ilus tam wydawnictw i po co wszystkie mają wiedzieć, że tak
        naprawdę to wcale się nie nazywasz Bolesław Prus, tylko Aleksander Głowacki?
        A potem książka wyjdzie a i tak wszyscy wydawcy będą wiedzieć czyja to ksiązka?
        Dlaczego uważasz, że lepiej podawać od razu wszystkie swoje dane?
        • rekwizytornia Re: Jak to jest z pseudonimem? 30.08.05, 20:35
          A jak chcesz w takim razie udowodnić, że Gucio von Dupensztangiel to ty? :-)
          Mało tego, większość wydawców nie zawraca sobie nawet głowy tekstami
          przysyłanymi anonimowo czy pod pseudonimem. To zazwyczaj poważni ludzie są.

          Autumna ma rację - lepiej wysyłać pod własnym nazwiskiem, a chęć wydawania pod
          pseudonimem wyrazić dobitnie w momencie sporządzania umowy. I wtedy działa art.
          8 p. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, cytuję: "Dopóki twórca
          nie ujawnił swojego autorstwa, w wykonywaniu prawa autorskiego zastępuje go
          producent lub wydawca, a w razie ich braku - właściwa organizacja zbiorowego
          zarządzania prawami autorskimi". Koniec cytatu. Co to znaczy? A to, że twoje
          prawdziwe dane osobowe są TAJEMNICĄ ZAWODOWĄ i wydawca ma obowiązek prawny
          chronić je przed ujawnieniem. Jeżeli ty, jako autor, dochodzisz do wniosku, że
          oto po odniesieniu spektakularnego sukcesu pragniesz się ujawnić, musisz
          wydawcy wręczyć odpowiedni dokument, który znosi poprzednią umowę w odpowiednim
          punkcie. Inaczej wydawca sobie może, ale nie powiem co... ;-)

          Żeby nie było, iż to pic na wodę fotomontaż - wiesz, jak się naprawdę nazywa
          Joanna Chmielewska? Wiesz w ogóle, że to pseudonim? :-) Przez dziesięciolecia
          kryła się za nim, i to bardzo skutecznie. Przydatna rzecz.

          I tak na koniec: naprawdę sądzisz, że wszyscy wydawcy w tym kraju śledzą w
          napięciu pojawiające się nowości i porównują pieczołowicie z tym, co otrzymali?
          Marne szanse ;-) Skoro odrzucili jakiś tekst, nie ich sprawa, co się z nim
          potem dzieje, a poza tym to twój wydawca ma się martwić, żeby nie ujawniono
          prawdziwych danych autora piszącego dlań pod pseudonimem. Jak wyżej.

          Pozdrawiam
          Rekwizytornia
          • czarnaba Re: Jak to jest z pseudonimem? 30.08.05, 23:54
            Po co pseudonim, skoro wydawca może zaproponować w umowie taki paragraf :
            "Autor zobowiązuje się do nieodpłatnego udziału w akcjach promocyjnych
            organizowanych przez Wydawcę w związku z rozpowszechnianiem egzemplarzy utworu.
            Koszta związane z udziałem w tych akcjach (przejazdy, wyżywienie) pokryje
            Wydawca."
            I nici z zatajenia swojej tożsamości, prawda?
            Swoją drogą, czy incognito autora nie jest objawem słabości jego charakteru
            albo jego niepewności, że to co robi - robi dobrze?
            Pozdrawiam Cię Rekwizytornio. Skończyłaś już tę powieść-fantasy?
            • rekwizytornia Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 07:52
              Ech, w marzeniach chyba... Przez ostatnie dwa miesiące nawet literki nie
              postawiłam. Dopiero od jakichś 2-3 dni powoli, acz konsekwentnie, wraca mi coś
              w rodzaju natchnienia.
              Incognito nie zawsze musi świadczyć o słabości czy strachu autora. Owszem,
              zdarzają się np. światli pracownicy naukowi, wydający pod pseudonimem
              powieścidła kryminalno-erotyczne, których bardzo się wstydzą przed kolegami
              tudzież bracią studencką, ale też nie każdy ma medialne nazwisko. Moje na
              okładkę się nie nadaje, wystarczy, że się dzieci w przedszkolu śmiały. Więc
              jeśli już dotknie mnie palec boży i zdołam spłodzić coś godnego wydania przez
              pożądną oficynę, nad tytułem pojawi się pseudonim. Bywa i tak.
              A udział w "akcjach promocyjnych" to jest cyrk rodem ze starożytnego Rzymu.
              Kiedyś z koleżanką musiałyśmy przez trzy godziny zabawiać autora pogawędką
              pseudointelektualną, bo nikt do niego nie przyszedł, a szanowna dyrekcja miała
              Bóg wie jakie wyobrażenie o tego typu rozrywkach... Upokarzające, bez dwóch
              zdań.

              Pozdrawiam
              Rekwizytornia
              • czarnaba Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 12:58
                Pisz, pisz! Te kawałki, które kiedyś nam pokazywałaś są naprawdę dobre! Ja
                wróżę Ci wielką przyszłość :))
                • rekwizytornia Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 18:16
                  Matko i córko, ty mnie nie naciskaj, bo się w sobie zamknę! ;-)
                  Na wszelki wypadek nie podziękuję, żeby nie zapeszyć. Ale te dwie strony
                  dzisiaj popełniłam, w przerwach między ganianiem kota w gipsie, próbującego
                  wskoczyć na parapet...

                  Pozdrawiam
                  Rekwizytornia
                  • czarnaba Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 19:11
                    Jezu! Zwariowana dziewczyno, przystopuj trochę! Ganiasz kalekę? Jaki znów kot?
                    I dlaczego w gipsie?
                    :))
                    • rekwizytornia Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 19:25
                      Stefan, gdyż tak się zwierzak nazywa, jest jednym z czterech kotów moich
                      sąsiadów. Pod ich nieobecność wydłubał sobie jeden z drucików, którymi była
                      przymocowana do balkonu siatka ochronna, po czym wyszedł na zewnątrz. A że
                      sąsiedzi mieszkają na tym samym piętrze co ja, czyli na piątym, rezultat można
                      sobie wyobrazić. A kto odkrył, że w mieszkaniu są trzy, nie zaś cztery koty? No
                      jasne, że ja, któż inny ma klucze do cudzego mieszkania. Wrzasku narobiłam na
                      pół osiedla, gdyby nie ta siatka, leżałabym na dole na trawniku. Opatrzność
                      czuwała nad chudzielcem - po drodze zaczepił o JEDYNĄ w pionie skrzynkę z
                      kwiatami, wyhamował, nie trafił w beton i przeżył. Pęknięte podniebienie i
                      płuco się zrosły, ale przednie łapy ma w gipsie.
                      A że sąsiedzi pracują po 10-12 godzin dziennie, ja zaś mam wakacje i robię
                      zlecenia na laptopie, całe dnie spędzam w ich mieszkaniu ze Stefanem,
                      Ryszardem, Czesławem i Janem, który to Jan wielbi mnie nad życie :-) Ja jego
                      również. Jesteśmy sobie przeznaczeni, hih. Zresztą wszystkie - prócz Cześka -
                      to straszne pieszczochy, więc co chwila muszę kogoś głaskać, tulić i zdejmować
                      sobie z głowy.
                      Krótko mówiąc, w pięć minut postarzałam się o 10 lat, prawie dostałam zawału, a
                      teraz zostałam kocią mamą. I dobrze mi z tym, trochę łatwiej po śmierci
                      jamniora.

                      Pozdrawiam
                      Rekwizytornia
                      • czarnaba Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 19:40
                        Opis cacuszko, uśmiałam się do łez podczas czytania :)) Pamiętasz, pisałam Ci
                        kiedyś, żebyś od czasu do czasu porzuciła pisanie o zamierzchłych dziejach i
                        napisała też coś współczesnego :))
                        Specjalne pozdrowienia dla Jana :))
                        • rekwizytornia Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 20:19
                          Kiedy ja wolę dzieje zamierzchłe od współczesnych :-) Nie twierdzę, że nigdy
                          takowej historyi nie popełnię, chwilowo jednakże pozostanę przy swoim malutkim,
                          fantastycznym poletku. A zresztą co stoi na przeszkodzie, by takie opisy
                          wplatać gdzie popadnie?
                          Jan z pewnością się ucieszy. Dzisiaj wlazł mi na kolana, objął mnie przednimi
                          łapami za szyję i włączył mruczando :-) I jak tu pisać, kiedy całość mej
                          osobistości zajęta jest kotem?
              • rekwizytornia Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 18:57
                Chciałam się pokajać publicznie, jako że za "pożądną" (pożądaną raczej...)
                należy obciąć mi ręce, wydłubać oczka i zesłać na Sybir. Nawet ta 7:52 mnie nie
                usprawiedliwia. Idę wymierzyć sobie sprawiedliwość. Będzie bolało.

                Pozdrawiam
                Rekwizytornia, której trzy dni bez czytania zlasowały mózg tudzież musk ;-)
                • czarnaba Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 19:06
                  Nie przesadzaj :))) I oczka i ręce bardzo Ci się jeszcze przydadzą!
          • senseeko Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 22:58
            rekwizytornia napisała:

            > A jak chcesz w takim razie udowodnić, że Gucio von Dupensztangiel to ty? :-)
            > Mało tego, większość wydawców nie zawraca sobie nawet głowy tekstami
            > przysyłanymi anonimowo czy pod pseudonimem. To zazwyczaj poważni ludzie są.
            >
            A skąd będą wiedzieli, że to pseudonim jeśli jest adres? (prawdziwy)
            Przecież im wszystko jedno czy tekst przysłał Bolesław Prus zamieszkały na
            ulicy Zielnej 1 czy Aleksander Głowacki zamieszkały tamże?
            jasnowidzami nie są przecież?
            • czarnaba Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 23:21
              Nie rozumiem dlaczego miałabyś bawić się z wydawnictwem w ciuciubabkę? Jeżeli
              książka jest wyjątkowym gniotem przeżyjesz, jeżeli Ci o tym napiszą. Ale z
              zasady nie piszą tego tak wprost, tylko grzecznie dziękują, a autor-maniak
              dalej robi swoje. I bywa, że praktyka czyni mistrza :))
            • rekwizytornia Re: Jak to jest z pseudonimem? 31.08.05, 23:30
              Adres o niczym nie świadczy. W jednym mieszkaniu możesz mieć dziesięciu
              lokatorów o dziesięciu różnych nazwiskach. Głowacki to Głowacki, Prus to Prus.
              Nawet listonosz widzi różnicę, przesyłka dla Sienkiewicza, nie dla
              Konopnickiej, niech więc Henio dyga na pocztę.
              Żeby zakończyć dyskusję, bo raczej do niczego nie prowadzi - pseudonim
              literacki, z wyjątkiem konkursów, gdzie takowy jest wymagany z wiadomych
              względów, zwykle służy ukryciu prawdziwych danych autora przed czytelnikami,
              cenzurą itd., a nie przed wydawcą. On chce wiedzieć, z kim ma przyjemność, i to
              najlepiej od początku, nie zaś od końca, coby weselej było.
              Naprawdę nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby rozsyłać swoje teksty jako Maciej
              Boryna, a potem robić "akuku, ja sem Janko Muzykant, tylko se jaja robię". Po
              co ta konspiracja? Dobry tekst sam się obroni - przynajmniej tak głosi teoria
              oraz tzw. pobożne życzenie.

              Pozdrawiam & nurkuję w pierzynę
              Rekwizytornia
    • moony7 inne 01.09.05, 08:47
      Pomijając wyżej wymienione uwarunkowania, czyli psychologiczne, logistyczne i
      marketingowe, nie zapominajcie Panie, że wydawca zobowiązany jest do
      odptowadzenia części Waszego honorarium do Urzędu Skarbowego. Tu już nic się
      nie da ukryć, musi być imię i nazwisko autora (nie pseudonim!), jego numer PIT,
      adres zgodny z tymże, imiona rodziców etc. Jeśli wydawnictwo przelewa
      honorarium na konto (które też nie mogło zostać zarejestrowane pod
      pseudonimem), to mały dopisek, jakiego dzieła przelew dotyczy likwiduje
      płacenie koszmarnych pieniędzy notariuszowi. Przetrzymanie przez kilka (chyba 6
      lat) pewnego tekstu u notariusza kosztowało mnie w zeszlym roku ponad 1000 PLN,
      więc widzicie, że gra jest niewarta świeczki.
      Tak więc pseudonim tak - udowandniać raczej nikomu nie będzie trzeba, że Prus
      to Głowacki, prędzej czy później samo się wyda.
      Z poważaniem
      m7
      • rekwizytornia Re: inne 03.09.05, 21:01
        Matko i córko, to są jakieś honoraria? A ja myślałam, że w tym wspaniałym kraju
        autorzy piszą sobie a Muzom... Zaraz umrę z wrażenia.

        Pozdrawiam serdecznie
        Rekwizytornia, która właśnie znęca się niemiłosiernie nad fabułą
        • moony7 o honorariach 03.09.05, 23:24
          A jakże, oprócz zaliczki od 5 do 10% wartości książki brutto. Ja za swoją
          (obecnie w sprzedaży) dostanę 1,59 za sprzedany egzemplarz. Minus podatek
          dochodowy oczywiście.
          Natomiast co do fabuły - to pieść ją raczej. To daje lepsze rezultaty.
          Pozdrawiam.
          • rekwizytornia Re: o honorariach 04.09.05, 10:44
            Wychodzę z założenia, że na pieszczoty zawsze będzie czas, a krytyczne
            spojrzenie pt. "Jezu, co ja tu napisałam, musiałam być pijana" może wyjść
            fabule tylko na dobre. Trza przecież wyłapać pomyłki, nieścisłości i
            najzwyklejsze debilizmy, nieprawdaż?
            Aż 1,59? Rozumiem, że procent, bo jeśli złotych, to biorę się za kopanie
            rowów :-) Rzuć może jakieś namiary na swoje książki, a nuż znajdziesz we mnie
            wierną czytelniczkę?

            Pozdrawiam
            Rekwizytornia
            • moony7 no mercy! 04.09.05, 14:41
              Pobłażanie sobie nie daje dobrych rezultatów.
              Z matematyką chyba u Ciebie nie tego. Oczywiście, że płacą 1,59 PLN, gdyby to
              miały być procenty, to dostawałaby, raptem 0,42 PLN, czyli już zupełna kicha...
              To jest zdaje się 6% z 26,5 PLN.
              A oto namiar. Raczej nie Twoje klimaty. Pozdrawiam.

              www.rdc.pl/index.php?ID=1001900&artykul_id=1580801
              • rekwizytornia Re: no mercy! 04.09.05, 17:17
                Z matematyką to u mnie bardziej niż nie tego. Mój umysł broni się przed nią jak
                może, ale za to uwielbiam dodawać słupki. Taki szmergiel.
                Czy to 1,59 PLN, czy 1,59% - kicha i tak, zwłaszcza gdy porównać dochód autora
                z dochodem całej reszty. Przy typowym nakładzie rzędu 2000 egzemplarzy,
                zakładając, że sprzedadzą się wszystkie jak leci, dla autora zostaje wtedy 3180
                zł, oczywiście bez podatku. A mało kto pisze książkę w miesiąc, prawda?
                Kiedy nadejdą te wspaniałe czasy, że polski autor popełni dobrą książkę, wyda
                ją i sprzeda, ustawiając się na jeśli nie całe, to chociaż pół życia?... Pal
                licho Grochola, Pilch i Sapkowski, co z resztą? LEPSZĄ resztą?
                Wychodzi na to, że jednak biorę się za kopanie rowów...

                Pozdrawiam
                Rekwizytornia
                • moony7 kuracja odchudzająca 04.09.05, 17:59
                  Lepsza reszta zdaje się zawsze przymierała głodem. Ja pracuję "gdzie indziej".
                  I nie upadam na duchu ;))) A kopanie rowów zostaw raczej specjalistom. Też
                  muszą z czegoś żyć.
                  • rekwizytornia Re: kuracja odchudzająca 04.09.05, 18:49
                    I tak trzymać, szanowna Małgorzato!
                    Na głód nie narzekam, bo należę do tych mało i rzadko jedzących, więc
                    przymierać mogę, ale skąd tu na książki brać, wszak to towar pierwszej
                    potrzeby... Kopanie rowów odpada, zieleń miejska również - bom alergik pełną
                    gębą - więc cóż mi pozostaje? Cholera jasna, wychodzi na to, że jednak praca
                    umysłowa. Byle nie w rachunkowości ;-)

                    Pozdrawiam
                    Rekwizytornia
                  • dysgrafia Re: kuracja odchudzająca 04.09.05, 20:24
                    moony7 napisała:

                    > Lepsza reszta zdaje się zawsze przymierała głodem. Ja pracuję "gdzie
                    indziej".
                    > I nie upadam na duchu ;))) A kopanie rowów zostaw raczej specjalistom. Też
                    > muszą z czegoś żyć.

                    Ale jak pracujesz "gdzie indziej" to kiedy masz czas na pisanie?
                    • moony7 czas jest rozciągliwy 04.09.05, 20:59
                      Mam nie tylko pracę "gdzie indziej", ale też rodzinę i psa do obsłużenia. Lecz
                      nie o to chodzi, aby mieć mnóstwo wolnego czasu. Raczej o to, aby mieć coś do
                      powiedzenia. Nie twierdzę, że ja akurat mam, ale uwielbiam gadać ;))))
                      Zresztą pisze się w znacznej mierze w głowie, a przelewanie tego na papier
                      naprawdę nie zabiera aż tak wiele czasu. Jednym slowem: daj mi pomysł, a ja już
                      go opiszę ;)))
    • tracja4 Re: Jak to jest z pseudonimem? 04.09.05, 12:20
      Ja jednak nie przed wydawnictwem chcę się kryć, ale przed czytelnikami:)
      Historia jest z mojego życia wzięta, każdy kto ją przeczyta i dotrze do ludzi,
      którzy mnie wtedy znali mógłby potwuierdzić jej autentyczność, a tym samym
      nieźle mi kiedyś (być może) zaszkodzić. Stąd wolę wydać ją pod pseudonimem.
      • moony7 prawda a fikcja 04.09.05, 21:04
        Zrobisz jak zechcesz. Powiem z własnego doświadczenia: nawet jesli napiszesz
        powieść, która będzie rozgrywała się na Księżyc, a jej bohaterami będą ufoludki
        i tak czytelnicy będą się domyślać, że jest o Tobie i pytać na spotkaniach
        autorskich, jakie wątki autobiograficzne w niej zawarłaś.
        • donetta Re: prawda a fikcja 05.09.05, 19:37
          Pseudo czy nazwisko? To twoja sprawa i twój wybór.Ja najczęściej wysyłam na
          pseudo i nie widzę w tym niczego złego ,oczywiście gdyby doszło do konkretnych
          rozmów trzeba ujawnić nazwisko. Normalna rzecz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka