Dodaj do ulubionych

Lekceważeni?

24.07.08, 23:00
Czy nie sądzicie, że autor, wydający własne książki we własnym wydawnictwie, będzie lekceważony?
Moim zdaniem nasi rodacy będą sądzić, że tych "dzieł" nikt inny nie chciał przyjąć, bo są słabe, beznadziejne itd., dlatego więc chytry autor założył wydawnictwo i je wydał.
Czy nie mają racji? Znacie jakieś dobre książki, wydane w ten sposób?
Bo ja nie znam.
Obserwuj wątek
    • ojuciasan Re: Lekceważeni? 25.07.08, 01:57
      Znam :) Zdaje mi się, że choćby książki czołowej polskiej twórczyni powieści
      kryminalnej, którą trudno raczej posądzać o to, że jest przez kogoś lekceważona,
      ponieważ absolutnie wszystkie jej książki są hitem od lat. Sądzę, że Twój sposób
      rozumowania jest błędny. Żeby założyć własne wydawnictwo, trzeba mieć wiele
      odwagi i odpowiednie predyspozycje. Osobiście chyba bym się na to nie zdobyła.
      Dlatego godzę się, żeby na mojej twórczości zarabiali pośrednicy, a sama muszę
      zadowolić się tym, co dla mnie na koniec zostanie ;-) Wnioski pozostawiam Tobie.
      • nomina Re: Lekceważeni? 25.07.08, 10:29
        Nie wiem, czy podpadam pod "dobre" :), ale wydałam książki w założonym przez
        siebie wydawnictwie, więc mam pewien punkt odniesienia.
        Trochę nie zgadzam się z przedmówczynią. Chmielewska założyła wydawnictwo, mając
        już markę i świadomość, że ma otwarte drzwi we wszystkich punktach dystrybucji i
        odbioru. To inna sytuacja. Autorce po prostu już nie opłacało się dawać zarabiać
        pośrednikom. Podobnie jak Monice Szwai.

        Natomiast w przypadku takiej drobnicy jak ja - nie spotkałam się z jakąś jawną
        krytyką, że skoro wydaję sama, to pewnie nikt ich nie chciał. (Spotkałam się
        tylko z "zarzutem", że książki wydane przeze mnie to oszustwo, a ludzie, którym
        się podobają, to oszuści :). Ale myślę, że taka obawa nie jest bezpodstawna.
        Wiesz, jak się chce psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie, prawda? Czy mają
        rację? Trudno powiedzieć. Ostatnie książki Chmielewskiej są, moim i nie tylko
        moim zdaniem, słabe, a jednak popularność autorki nie spada. Wciąż są tysiące
        osób, które na te pozycje czekają, cenią je, i psioczenie niczego nie zmieni.
        Na pewno jest problem z dystrybucją - i to jest pięta Achillesowa małych
        wydawców. Możesz też zapomnieć o recenzjach w prasie.
      • polskiedrogi Re: Lekceważeni? 25.07.08, 10:51
        Po pierwsze, to nie jest mój sposób rozumowania, lecz moja obserwacja - a to duża róznica. Książkami i procesem wydawniczym interesuję się od lat, więc na pewno myślę inaczej niż przeciętny, niezbyt zorientowany czytelnik. Ale faktem jest, że kto wydaje książki, chce trafić do większej liczby odbiorców, a większość Polaków rozumuje tak jak napisałam na początku.
        Chmielewskiej nie lubię i nie lubiłam nigdy, natomiast co do mniej znanych pisarzy wydających we własnych wydawnictwach, trudno nawet znaleźć ich utwory w bibliotekach. Być może są wśród nich dobrzy, na pewno są, jednak ta podejrzliwość istnieje...
        • pisam Re: Lekceważeni? 25.07.08, 12:48
          Założyłem własne wydawnictwo z założeniem, że będę wydawał własne książki tylko
          dlatego, że nie podoba mi się traktowanie nas autorów przez duże wydawnictwa jak
          petenta w biurze, który przychodzi do nich z durnymi propozycjami i przeszkadza
          im spokojnie żyć. To oczywiście skrót myślowy, ale po doświadczeniach z dużymi
          wydawcami autor ma prawo mieć do nich taki stosunek jak ja. Najpierw czekasz
          miesiącami na odpowiedź, następnie łaskawie zaakceptują twoją propozycję ( lub
          nie - dobrze jeszcze jeśli ją przeczytają)po czym dostajesz propozycje
          wynagrodzenia które jest za małe aby przeżyć a za duże aby umrzeć z głodu i
          robią łaskę, że w ogóle rozmawiają o wydaniu książki. Po czym czekasz rok lub
          dwa aż wreszcie po iluś tam monitach twoja książka pokazuje się na rynku.
          Ja po takich doświadczeniach wydaję siebie u siebie, lub czasami jeśli
          wydawnictwo się do mnie zgłosi z konkretną propozycją u nich. Teraz np.
          podpisałem umowę ze ZNAK-iem, choć mam pewne zastrzeżenia do ich podejścia, ale
          trudno aby wydać u siebie kolejną książkę muszę najpierw na niej zarobić.
          Według mnie naszą bolączką nie jest dystrybucja - bo to dotyczy wszystkich
          zarówna małych jak i dużych ale reklama. Większość działów literackich w
          ogólnopolskich czasopismach "w ten czy w inny sposób" mają "układy" z dużymi
          wydawcami i my nie mamy żadnych szans na recenzję naszej książki. To oczywiście
          powoduje, że o twojej książce wielu czytelników nigdy się nie dowie, chyba że
          metodą szeptaną.
          Aby było śmiesznej, rozmawiam w chwili obecnej z tłumaczami mieszkającymi w
          krajach nie tylko ościennych o tłumaczeniu mojej książki, choć żadne czasopismo
          w stylu GW, Rzeczypospolitej, Dziennika, Polityki, Wprost, itd nie zauważyło tej
          książki choć do każdej redakcji ją wysłałem -i rozmawiamy o nakładach które w
          podstawowym nakładzie jest większy niż wydany przeze mnie. Podejrzewam, że
          gdybym był osobą medialną występującą w TV i Radiu, gdybym był pracownikiem
          jakiejś redakcji, pił - bił - i zabijał, to zapewne by o książce pisano, ale tak...
          I na koniec sprawy finansowe, wydawca proponuje ci 10 %, sam u siebie możesz
          zarobić do 25 %. Musisz tylko sprzedać wydrukowany nakład, no i musisz mieć
          dobry zespół ludzi którzy razem z tobą popracują nad książką. Grafik, korektor,
          redaktor - to też kosztuje a poza tym musisz uczyć się na błędach, aby ich nie
          powielać. Jeśli nie zarobisz na swoich książkach, to nie będziesz miał za co
          wydać kolejne i to wydaje mi się bardziej uczciwe. No i sprawa najważniejsza,
          wydając siebie jesteś nie tylko autorem który pisze, ale także jesteś
          akwizytorem, PIR- owcem, księgowym, ładowaczem, itd, itd. To zajmuje dużo czasu
          który mógłbyś przeznaczyć na pisanie, ale nie jesteś u nikogo na łaskawym
          garnuszku.
          • braineater Re: Lekceważeni? 25.07.08, 13:26
            Masz Pisamie oczywiście rację, tylko, że sedno tego zjawiska tkwi w czym innym.
            W braku weryfikacji - jeśli wydajesz książkę sam, to czytelnik musi ci wierzyć
            na słowo i okładkę, że napisałeś tekst dobry i nadający się do czytania. Jako
            solista najczęściej musisz obyć się również bez recenzji, bo cię najzwyczajniej
            w świecie na nie najczęściej nie stać, czyli robi się sytuacja jak W samo
            południe - dwóch samotnych strzelców na piaszczystej drodze - Ty i twój
            ewentualny czytelnik. Musisz go sam do siebie przekonać, a to jest nadzwyczaj
            trudne, szczególnie, ze nikt za tobą nie stoi, nikt cię nie wesprze. Tobie się
            akurat udało, ale tez przyznaję, ze sięgnąłem po Twoja książkę, dopiero po
            forumowych opiniach i relacjach, inaczej pewnie bym jej nie ruszył, bo raz, nie
            moja tematyka, dwa, nigdy o tobie nie słyszałem, trzy, nie mam pojecia, kto cie
            wydał. Nie ma się czego uczepić, a sam wiesz, ze mało kto książki kupuje w
            ciemno, każdy ma swoje haczyki na które się daje zawsze nabierać, a dla wielu
            czytelników takim haczykiem, jest właśnie renomowane wydawnictwo. Ono
            gwarantuje, ze ktoś przed nami ten tekst przeczytał (oprócz autora, który jest z
            założenia niewiarygodny) i spodobał mu się na tyle, ze wyłożył na niego
            pieniądze. Dostajesz swego rodzaju gwarancje zaufania, przenosisz się z poziomu
            - zawsze uważałem się za pisarza, na poziom - inni tez uważają mnie za pisarza.
            A to akurat jest ważne, bo przy natłoku piszących dziś,za pisarza uważa się co
            druga osoba mijana na ulicy.
            Podsumowując - raczej się ugiąć i dać wytentegowac renomowanemu wydawcy, niż
            próbować z nakładem własnym autora, który w 99% pójdzie na przemiał, kompletnie
            niezauważony.
    • polskiedrogi Re: Lekceważeni? 25.07.08, 13:51
      Pisam -> "wydając siebie jesteś nie tylko autorem który pisze, ale także jesteś akwizytorem, PIR- owcem, księgowym, ładowaczem, itd, itd. To zajmuje dużo czasu".

      No właśnie. Do tego pisanie recenzji, reklamowanie swoich książek chociażby znajomym z forum. Tylko czy ktoś, kto wykonuje tyle zawodów na raz, wykonuje je dobrze? Albo jest wszechstronnie utalentowany (co przecież zdarza się rzadko), albo też, co bardziej prawdopodobne, ten wszechstronny ktoś robi pracę po łebkach. Z pewnością jeden z zawodów wysuwa się na prowadzenie, sądzę, że jest to wydawca, który pragnie zarobić jak najwięcej. Mam rację?
      A dobry pisarz jest całkowicie oddany pisarstwu.
      • pisam Re: Lekceważeni? 25.07.08, 16:16
        Odpowiem ci w ten sposób.
        Dobry pisarz który jest całkowicie oddany pisarstwu, jest najczęściej byłym
        pisarzem, albo można go odwiedzić na cmentarzu, bo przecież trzeba z czegoś żyć.
        Zauważ, że 75 % pisarzy chałturzy na dodatkowych zajęciach, prowadzi program w
        TV, pracuje w jakimś czasopiśmie, pisze felietony, reklamuje znajomych królika,
        lub pisze recenzje swoim konkurentom pod mylącą ksywą.
        Ale masz także rację - zawsze uważałem, że 100 razy lepiej wyłącznie pisać, niż
        troszczyć się o wszystkie dodatkowe sprawy związane z wydawnictwem, ale ... Po
        pierwsze to fajna przygoda, w której możesz się sprawdzić lub nie. np. pani
        Grochola, która po próbie zrezygnowała z własnego wydawnictwa. Możesz rozmawiać
        z dużym wydawcą jako osoba wiedząca sporo o wydawnictwie i jego problemach. Nikt
        nie wpuści Cię w maliny, prawiąc głupoty.
        Problem jest z reklamą i dotarciem do czytelnika - czego dowodem są częste
        wstawki na forach, gdzie autor reklamuje się sam, lub wykorzystuje do tego
        znajomego. Ale zyskujesz na czasie- sam możesz swoją książkę wydać 50 razy
        szybciej niż moloch wydawniczy, oraz nie musisz zgadzać sie na próby recenzji z
        ich strony, co nadal jest stosowane choć teraz nazywa się to- pracą koncepcyjną
        nad tekstem.
        • abarta Re: Lekceważeni? 25.07.08, 16:35
          Są książki dobre, które są wydawane przez autorów. Ale wiele, niestety, nadaje
          się na makulaturę! Dziś wydać książkę nie problem - wystarczą pieniądze. Co z
          tego, skoro wiele osób uważa, że właśnie jego książka jest najwspanialsza? "Anię
          z Zielonego Wzgórza" odrzuciło wiele wydawnictw. Chwilę później książka okazała
          się wielkim sukcesem. Tak bywa. Jednak i dziś wiele osób nic w tej książce
          ciekawego nie widzi. Tak też jest. Niestety, mało kto, wydając książkę "u
          siebie" myśli, by zapłacić za fachową korektę i redakcję. W końcu, potrafimy. A
          potem sięgam po nieznane książki w księgarni, i po przeglądnięciu kilku mam
          dosyć. Błędy, błędy, błędy. Zdania, których nie sposób zrozumieć. Zła składnia,
          interpunkcja, niezrozumiała treść. W tygodniu na polskim rynku pojawia się
          kilkaset nowych książek. Nikt ich wszystkich nie przeczyta. Sięgam więc po
          serie, jakie lubię. Po wydawnictwa, jakie sprawdziłam. Czasem po książkę, którą
          gdzieś tam znalazłam i mnie zaciekawiła. Jednak zniechęca mnie, kiedy autor
          nachalnie sam siebie reklamuje. Dziś w internecie można znaleźć informacje
          praktycznie o każdej wychodzącej książce - czasem lepiej, by ktoś pochwalił,
          ktoś mocno skrytykował, ale książka, o której się dyskutuje, nie leży zakurzona
          na półce w księgarni. Już tu ktoś niedawno wspomniał o tym. Dlaczego nieznani
          autorzy od razu uderzają do wielkich gazet? Są blogi literackie. Świetne! Wysłać
          ludziom, co je prowadzą, swoje książki. Recenzują różności. A strony
          internetowe? Do redakcji można napisać. Spodoba się, ktoś przeczyta. Gorzej, jak
          nikomu nie będzie nasza twórczość pasowała. Wtedy można ponarzekać, że wszyscy źli!
          • nomina Re: Lekceważeni? 25.07.08, 20:13
            abarta napisała:

            > Niestety, mało kto, wydając książkę "u
            > siebie" myśli, by zapłacić za fachową korektę i redakcję.

            Aha. A wszyscy wydający "u kogoś" mają fachową korektę. Szczególnie polecam
            Replikę - fachowość korekty aż spływa z książek tego wydawnictwa (na szkodę
            autorów, rzecz jasna).
            Czasem po książkę, którą
            > gdzieś tam znalazłam i mnie zaciekawiła. Jednak zniechęca mnie, kiedy autor
            > nachalnie sam siebie reklamuje. Dziś w internecie można znaleźć informacje
            > praktycznie o każdej wychodzącej książce - czasem lepiej, by ktoś pochwalił,
            > ktoś mocno skrytykował, ale książka, o której się dyskutuje, nie leży zakurzona
            > na półce w księgarni. Już tu ktoś niedawno wspomniał o tym. Dlaczego nieznani
            > autorzy od razu uderzają do wielkich gazet? Są blogi literackie.

            Widzisz, problem w tym, że sięgasz głównie po to, co wciśnie Ci machina
            promocji. Czasem to są świetne książki, czasem tylko dobrze wypromowane. Mówisz
            o recenzjach "niezakurzonych" książek. Ale wcale nie są one wynikiem fascynacji
            literackich recenzenta, nie łudź się.
            A problem w tym, żeby każda książka miała szansę być zrecenzowana w mediach -
            pozytywnie, negatywnie, nieważne - ale niech to będzie uczciwa recenzja, a nie
            towarzystwo wzajemnej adoracji znanych (najczęściej dużych) wydawców dających
            prezenty gazecie. Niech szanse będą równe na starcie, bez łapówek, znajomości,
            horrendalnie opłacanych "akcji promocyjnych".
            Podobnie jak z dystrybucją. Od dużego wydawcy weźmie książki duży dystrybutor.
            Mały musi przejść dodatkowo przez małego dystrybutora (duży nie chce książek od
            niego bezpośrednio; przy czym przez drugiego pośrednika książki bierze, czyli
            nie chodzi o brak zainteresowania ofertą). Jak ten mały ma konkurować cenowo,
            skoro sponsoruje niepotrzebnego pośrednika?
            To nie jest żal, że "nas nie czytają". To jest rodzaj niezadowolenia, że przez
            taką sytuację mały wydawca nie ma szans dotrzeć do czytelnika. I mamy syndrom
            inż. Mamonia - czytam to, co znam (czyli co mi wypromowano). Twoja wypowiedź to
            potwierdza :).

            A najlepszym przykładem pozytywnej promocji jest twórczość Wysockiego. Zero
            reklamy, zakaz emisji pod groźbą niekiedy poważnych konsekwencji - a słuchało go
            ćwierć świata.
            • braineater Re: Lekceważeni? 25.07.08, 20:28
              nomina napisał(a):


              >
              > A najlepszym przykładem pozytywnej promocji jest twórczość Wysockiego. Zero
              > reklamy, zakaz emisji pod groźbą niekiedy poważnych konsekwencji - a słuchało g
              > o
              > ćwierć świata.

              Oj Nomino, naprawdę niejeden autor chciałby mieć takich recenzentów i rekomendujących, jak Wysocki. Naprawdę większości z nich wystarczyłby chociażby esej Brodskiego :)

              P:)
              • nomina Re: Lekceważeni? 25.07.08, 20:56
                Ale ile osób miało dostęp do eseju Brodskiego :)? Mnie raczej chodzi o to, że
                człowiek nie miał żadnej oficjalnej kampanii promocyjnej, wręcz "pewne czynniki"
                obrzydzały życie słuchającym (chociaż same też zaliczały się do fanów ;) - a
                ludzie i tak słuchali. To jest najlepszy miernik :).
                • abarta Re: Lekceważeni? 26.07.08, 12:45
                  Nie zawsze czytam, co polecają - jestem częstym klientem księgarni na Brackiej w
                  Krakowie :) Tam mają również mało znane tytuły, mało znanych autorów. Kiedy
                  jednak mogę wydać w miesiącu 100-200 zł na książki, wybieram klasykę, albumy lub
                  moje ulubione wydawnictwa. Gdy zerkam do książki i druk mi się zamazuje,
                  rezygnuję. Bywa, że zerkam na nazwisko tłumacza i redaktora (kilku odpada!). Ale
                  i znam książki, które były wydane w 50 egzemplarzach. Nie lubię zbyt
                  historycznych, za to "Kacper Ryx" mnie pozytywnie zaskoczył. Ilu znajomych
                  pożyczyło ode mnie tę książkę? Kilkanaście osób. Książka się trzyma nadal
                  świetnie, więc wędruje dalej. Wiele osób po przeczytaniu, kupiło własny
                  egzemplarz. Na tym polega reklama! Jedna osoba podaje książkę drugiej osobie, a
                  ileś tam osób się nią potem zachwyca. Często publicznie! Niestety, debiuty w
                  naszym kraju są marne. Potem usłyszeć można, jak jakaś autorka z dumą mówi, że
                  całość napisała w miesiąc. Jakość widać od razu.
                  • nomina Re: Lekceważeni? 26.07.08, 14:00
                    Tu się zgadzam, dla mnie też wielkość czcionki jest ważnym kryterium :). I
                    reklama, o której mówisz, jest najważniejszą reklamą... tyle że ktoś pierwszy
                    musi się dowiedzieć o książce. A w kwestii jakości - sądzę, że to nie jest
                    problem debiutów, tylko ogólnej tendencji wydawniczej...
                    • micko2 Re: Lekceważeni? 01.08.08, 20:14
                      Tendencja jest taka, że wydaje się byle co bardzo łatwo...
    • polskiedrogi Re: Lekceważeni? 26.07.08, 15:55
      Jednak nie da się ukryć, że jest kilkoro pisarzy, którzy założyli wydawnictwa właśnie po to, by wydać swoje "dzieła" wątpliwej jakości, których nikt inny nie chciał (i słusznie!), i tak się składa, że klient, który kupił owe gnioty i bardzo się rozczarował, nie złoży już zamówienia w żadnym nieznanym, małym wydawnictwie. Tak więc ci lepsi tracą przez to szanse na dotarcie do odbiorcy.

      Poza tym wydaje mi się, że kto już jest wydawcą, powinien wydawać przynajmniej z kilkoro innych autorów, a nie tylko siebie - dlaczego tak nie jest?
      • ojuciasan Re: Lekceważeni? 26.07.08, 17:04
        Ależ jest. Na przykład wydawnictwo Sol.
      • jej_wysokosc_sardynka Re: Lekceważeni? 31.07.08, 17:47
        Co jest złego w wydawaniu wyłącznie swoich książek? Podziwiam ludzi,
        którzy otwierają firmę i udaje im się utrzymać na rynku. Dlaczego
        zakładasz, że dobry pisarz musi być całkowicie oddany pisarstwu?
        Niewielu pisarzy w Polsce jest się w stanie utrzymać z wydawania
        książek, co nie znaczy, że tworzą beznadziejne teksty. I nie
        rozumiem co jest celem tego wątku.
        • polskiedrogi Re: Lekceważeni? 31.07.08, 18:43
          Celem założenia tego wątku była dyskusja na tematy, które mnie interesują, nic więcej.
          W wydawaniu wyłącznie swoich książek widzę wiele złego, ponieważ może inny wydawany pisarz rozsławiłby wydawnictwo (większe szanse).

          Dlaczego zakładam, że dobry pisarz powinien byc całkowicie oddany pisarstwu? Bo taki stereotyp tkwi w mojej głowie. Bo pisarstwo to nie zawód, lecz powołanie (tak przynajmniej powinno być).
          • nomina Re: Lekceważeni? 31.07.08, 19:32
            Myślę, że to nie tak. Zakładasz, że pisarz zajmuje się tylko pisarstwem. A gdzie
            codzienne sprawy, urzędy, dzieci itd.?
            • polskiedrogi Re: Lekceważeni? 31.07.08, 20:04
              Ech, w urzędzie nie bywa się codziennie; co do dzieci...skądinąd wiem, że nie wszystkie pisarki je mają.

              Poza tym, kiedy do głowy wpadnie Ci jakiś rewelacyjny pomysł, czy myślisz wtedy o urzędach i pocztach, o smażeniu kotletów i praniu skarpetek dla swojego mężczyzny? Chyba nie. O to właśnie mi chodzi.
          • ojuciasan Re: Lekceważeni? 01.08.08, 00:21
            "Bo pisarstwo to nie zawód, lecz powołanie (tak przynajmniej powinno być)."
            Podobnie jak w przypadku: księży, lekarzy, nauczycieli, policjantów ;-) To
            jednak nie takie proste. Nadmiar misji, a zbyt mało dystansu to
            niebezpieczeństwo. W przypadku pisarza grozi grafomanią. Zresztą kiepski to
            pisarz, który nie ma styczności z życiem!
            • polskiedrogi Re: Lekceważeni? 01.08.08, 10:17
              Istotnie, przyznaję rację.
              Pisarz musi stykać się z prozą życia, by mieć o czym pisać.
    • micko2 Re: Lekceważeni? 31.07.08, 21:20
      Ja przetłumaczyłem książkę i wydałem ją sam (www.dalavichpress.pl) i
      zamierzam wydać 3 następne (w tym 1 w przekładzie kogo innego).

      W wydawaniu przez autora jest sporo zalet i jeśli książka jest
      prosta edytorski i ma niewielki nakład to chyba warto. Zwłaszcza, że
      moiżna ją sprzedawać przez internet z domu. Wadą jest oczywiście to,
      że trzeba sobie tym głowę zawracać. Jednak jeśli książka wymaga
      poważniejszej redakcji to duże wydawnictwo jest niezastąpione i
      jeśli żadne nie chce się zająć wspaniałymi mądrościami, to raczej
      autor powinien się jeszcze raz zastanowić nad swoim wielkim dziełem.

      "> Moim zdaniem nasi rodacy będą sądzić, że tych "dzieł" nikt inny
      nie chciał przy
      > jąć, bo są słabe, beznadziejne itd., dlatego więc chytry autor
      założył wydawnic
      > two i je wydał."

      Teraz tych wydawnictw jest tak dużo, że nikt nie dziwi się, że jakąś
      poważniejszą książkę wydało jakieś nieznane mu wydawnictwo.
      • pisam Re: Lekceważeni? 31.07.08, 22:45
        Polskie drogi - spróbuj przeżyć sześć miesięcy za 2 500 zł zaliczki od
        wydawnictwa i wtedy możemy porozmawiać, ( aby nie być gołosłownym, tyle
        zaproponowało mi jedno z bardziej znanych wydawnictw w Polsce). Sam ZUS
        miesięcznie kosztuje przeszło 800 zł, więc jeśli dalej chcesz bajać o misji
        pisarza do spełnienia, stwórz odpowiednią fundację i daję ci słowo, że zgłosi
        się do ciebie co najmniej stu autorów którzy będą czuć w sobie misję.
        Policz ilu jest autorów w Polsce którzy utrzymują się wyłącznie z pisania
        książek. 99 % dorabia na boku aby za coś żyć. Założyłem własne wydawnictwo nie
        po to aby wydawać knoty, ale żeby nie być petentem w wydawnictwach które robią
        mi łaskę wydając książki. Oczywiście czasami nie dorównuję im pracą redakcyjną,
        korektorską i promocyjną, ale ryzykuję wyłącznie własną forsą, a jak jej nie mam
        to nie wydaję. Jeśli kogoś zniechęcę swoim pisaniem, to nigdy więcej nie sięgnie
        po moją książkę, więc nie mogę wydawać knoty.
        A wydaję sam siebie, bo wydając kogoś drugiego odpowiadam za jego dzieło i
        obawiam sie, że nie byłbym w stanie zapewnić takiej reklamy jaką powinienem, a
        przy swojej książce najwyżej nie dam rady... ale to dotyczy mojej książki i
        moich strat finansowych. Zresztą jeśli dostanę satysfakcjonującą propozycję od
        innego wydawnictwa to najpierw ją rozważam,
        • micko2 Re: Lekceważeni? 01.08.08, 10:35

        • micko2 Re: Lekceważeni? 01.08.08, 10:39
          "Policz ilu jest autorów w Polsce którzy utrzymują się wyłącznie z
          pisania
          > książek. 99 % dorabia na boku aby za coś żyć."

          No i bardzo dobrze, że dorabia. Kiedyś nie wydawano takiej masy
          bzdur, jak się to robi teraz, nakłady były wyższe, to i autorzy
          więcej zarabiali. Teraz ze względu na to, że tak łatwo wydać
          książkę nawet niemal analfabeci piszą książki.
          • pisam Re: Lekceważeni? 01.08.08, 11:32
            Micko - nie przesadzaj. W tych dawnych "dobrych czasach " wydawałem książki w
            SW.Czytelnik i możesz mi wierzyć - też nie było tak różowo, choć na pewno aby
            wydać książkę trzeba było reprezentować jakiś poziom.
            A jeśli chodzi o analfabetów piszących książki, to znajdziesz ich po równo
            zarówna w malutkich prywatnych wydawnictwach, jak i w molochach wydawniczych,
            tylko że moloch nie przejmuje sie jak wyda knota, bo ma w swojej ofercie sto
            lepszych książek, a prywatny musi bardziej uważać, bo czasami jeden knot skazuje
            ich na upadek. Nie piszę tu oczywiście o wydawnictwach wydających książki w
            nakładzie 100 egz, bo tak może wydać każdy ale nie ma żadnych szans aby trafić
            do dużej hurtowni.
            I na koniec pytanie, czy książka małego wydawnictwa która jest nominowane do
            nagrody Angelusa jest dowodem na byle jakość w małych, czy jako dowód, że i w
            małych trafiają się ciekawe książki.
            Ja cały problem widzę w innych perspektywach, dotarcia do reklamy. Duży po
            prostu ma więcej pieniędzy na ten segment działalności i dlatego stać go na
            reklamowanie chłamu, a mały liczy, że dobra książka obroni sie sama i w końcu
            zostanie zauważona
            • micko2 Re: Lekceważeni? 01.08.08, 12:58
              Nie mam pojęcia co to jest nagroda Angelusa. W ogóle mam wrażenie,
              że tych nagród jest teraz tyle, że niemal każda książka w końcu
              jakąś nagrodę dostaje.

              Co do dotarcia do reklamy. Wydaje mi się, że jest to w czasach
              internetu bardzo łatwe. Skoro się wydaje jakąś książkę, to się wie
              dla jakiego czytelnika. Skoro się wie dla jakiego czytelnika, to mu
              się wysyła wiadomośc mailem, że książka się ukazała i robi się
              stronę internetową (może inaczej jest w przypadku powieści i
              wierszyków).

              Z Mungo Parkiem zrobiłem tak:

              1. Do dużych księgarń w warszawie zawiozłem po parę egzemplarzy
              rowerem.
              2. Założyłem stronę w sieci. Do książek sprzedawanych w sieci
              dołączam po 2 ulotki (może zadowolony czytelnik nie pożyczy koledze
              swojego egzemplarza, ale da mu ulotkę, żeby ten kupił sobie swój).
              3. Wytypowałem po jednej największej księgarni w każdym dużym
              mieście i wysłałem po parę egzemplarzy.
              4. Wysłałem do paru czasopism (notka ukazała się na 22 stronie
              sierpniowego Playboya i podobno w Przekroju, ale jeszcze nie
              widziałem)
              5. Wysłałem wiadomość o książce wszystkim, a którym mogłem pomyśleć,
              że interesują się Afryką.
              6. Rozdałem około 30 gratisów, w tym paru afrykanistom i znanym
              podróżnikom.

              Książka nie sprzedaje się w jakimś piorunującym tempie, ale mimo że
              są wakacje, to szybciej niż oczekiwałem.
              • pisam Re: Lekceważeni? 01.08.08, 16:23
                Zrobiłem to samo co to, ale to i tak okazało sie za mało co do tego co
                chciałbym. Istnieję w Internecie, o książce pisała Polska Zbrojna, Komandos,
                Expres Łódzki, Dziennik Bałtycki,CKM, Playboy plus regionalne. Dotarłem do
                EMPiK-u, Azymutu ( największa hurtownia książek w Polsce), ale żadne z
                opiniotwórczych czasopism w stylu - GW, Polityki, Wprost i Rzepy, nie znalazło
                dla mnie miejsca na recenzję, bo jak powiedziano mi wprost najpierw muszą
                wydrukować recenzje wydawnictw z którymi współpracują.
                Martwię sie tylko, że nie słyszałeś o nagrodzie Angelus - w skrócie ;Literacka
                Nagroda Europy Środkowej ANGELUS
                więcej informacji ; www.wroclaw.pl/m58940/

                Od innych nagród różni się tym, że jurorzy nie udają, że w ciągu 60 dni są w
                stanie przeczytać 170 książek i wybrać najlepsze ( NIKE, GDYNIA, COGITO)lub
                najbardziej medialne oraz promowane przez sponsorów nagród. I to by było na tyle.
                • micko2 Re: Lekceważeni? 01.08.08, 16:42
                  No więc całkiem nieżle. Myślę, że lepiej jeśli notatka o książce o
                  jakiejś bitwie pod płotem w Mławie ukaże się w Polsce Zbrojnej niż w
                  Rzepie. Ci, których to interesuje zwrócą na to uwagę właśnie w PZ, a
                  nie w Rzepie. To się nazywa "targetowanie" reklamy. Co z tego, że
                  reklama dotrze do pół miliona ludzi skoro, żaden z nich się tym nie
                  interesuje. Te duże gazety nie odmawiają recenzji nie ze
                  złośliwości, ale właśnie dlatego, że są dla masowego odbiorcy i
                  muszą pisac o tym co interesuje pół miliona czytelników.
                  Po ukazaniu się notki w Playboyu nie zauważyłem, żeby jakoś znacząco
                  wzrosła mi sprzedaż...

                  O wiele lepsza niż Playboy (który ukazuje się w 100 000 nakładzie)
                  była przemyślana lista ok. 300 adresów mailowych...
                  • pisam Re: Lekceważeni? 01.08.08, 17:54
                    Nie zgadzam się z tobą, co do Rzepy. Akurat nie pisałem o bitwie pod Mławą ale o
                    naszej misji w Iraku widzianej z pozycji pechowca - w wielkim skrócie polskiego
                    Szwejka - więc ten temat teoretycznie powinien zainteresować sporą liczbę
                    czytelników - poza tym, to pierwsza pozycja opisująca misję. Do tej pory były
                    tylko wspomnienia wyższych oficerów lub oficera prasowego, co od razu skazywało
                    ich publikacje na pewne skrzywienie zawodowe.
                    Playboy i CKM z zasady przydziela nam mikroskopijne okienka na zasadzie mini
                    okładka plus ocena od 1 do 5 i super mikro recenzja -w stylu -"polski jaś fasola
                    na wojnie" - coś w tym stylu. Co do reszty gazet, to miałem całe strony, ale
                    brakowało mi dostrzeżenia przez wyżej wymienione gazety, bo po Polskę Zbrojną
                    sięgną wyłącznie wojskowi którzy i tak słyszeli już wcześniej o książce z NFoW (
                    internetowe - Niezależne Forum o Wojsku) gdzie były jej duże fragmenty i dzięki
                    temu mam teraz materiał na kolejne dwa tomu.
                    Na pewno było zwiększone zainteresowania gdy pojawiły sie recenzje w PZ i
                    Komandosie, oraz wywiad w jednym z ogólnopolskich tygodników, ale to jeszcze nie
                    to.
                    Co do ekspansji mailowej - nie jestem do tego przekonany, może dlatego, że
                    codziennie otrzymuję sporo spamów i obawiam się, że moje byłyby traktowane w
                    podobny sposób - jako namolne naciąganie, a tego chciałbym uniknąć. Tak samo jak
                    ciągnienie na siłę wątków o książce na tym forum, gdzie jak widać na przykładach
                    co niektórzy autorzy próbują podszywając sie pod kilka osób lub gości dyskutować
                    nad wyższością swojego dzieła nad produkcją Wyspiańskiego, Pilcha lub Łysiaka -
                    każdego można wykreślić i wpisać nowe nazwisko. Ważne jest dla mnie, że prowadzę
                    rozmowy o prawach do tłumaczenia mojej książki na języki obce, ale to bardzo
                    długo trwa i nie wiadomo jak się skończy.
                    • micko2 Re: Lekceważeni? 01.08.08, 19:47
                      Może te wspomnienia prostego zołnierza są malo ciekawe? To ty je
                      napisałeś?

                      > Co do ekspansji mailowej - nie jestem do tego przekonany, może
                      dlatego, że
                      > codziennie otrzymuję sporo spamów i obawiam się, że moje byłyby
                      traktowane w
                      > podobny sposób - jako namolne naciąganie, a tego chciałbym uniknąć.

                      Owszem, ja też nie lubię dostawać codziennie wiadomości o kredytach
                      czy przedłużaniu fujary, ale gdyby ktos wydał książke o tym, co mnie
                      interesuje, to byłbym zadowolony, gdyby mnie zawiadomił.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka