Tematy w sam raz na ostatki
Kilka lat temu powodowana uczuciem jakiegoś śmiesznego współczucia,
dałam się wrobić w pomoc starszej (ode mnie) osobie przy ubieraniu
zwłok jej zmarłego męża. Była sobota, zadzwoniła z płaczem okrutnym,
więc...Uff

Potem, z tym samym płaczem, poprosiła mnie (właściwie dziwna to była prośba,
bo nie zakładała odmowy) o towarzyszenie jej w Zakładzie Usług Pogrzebowych.
Tak, jak ona wybierała trumnę - nigdy nie zdarzyło mi się wybierać
żadnego mebla. Brała pod uwagę nawet to, jak będzie trumna prezentować się
z odległości kilku metrów - żeby odpowiednie osoby mogły zobaczyć to,
co miały zobaczyć. Postanowiłam sobie nigdy więcej...
Prawdę mówiąc jest mi wszystko jedno, co stanie się z moimi zwłokami
po śmierci, w jakim pudełku mnie pochowają, czy gdzie rozsypią.
Śmieszą mnie puste grobowce z gotowymi tablicami i tylko datą
śmierci do wypełnienia. Jakoś w inną drogę do nieśmiertelności wierzę.
B.