Dodaj do ulubionych

Historie mocno dęte

12.10.04, 13:29
nie zdarzają się tylko na forum.
Wklejam bardzo ciekawy artykuł , bo po 18.10 04 będzie on już w necie
niedostępny.
Czyżby człowiek miał wrodzoną potrzebę mitologizowania?
Atrykuł podziele na 3 , dość długie części.
Zainteresowanym miłego czytania życzę.
Obserwuj wątek
    • lablafox Re: Historie mocno dęte - część I 12.10.04, 13:30
      Brednie w imię Leonarda



      Oto największa tajemnica Kościoła katolickiego: Jezus i nawrócona grzesznica
      Maria Magdalena mieli dziecko! Potomkowie ich rodu żyją do dzisiaj, a kiedyś
      rządzili nawet Francją. Prawda czy fałsz? Opisujący te rewelacje „Kod Leonarda
      da Vinci” – bestseller tego lata – wprawia w osłupienie rzesze katolików i
      władze Kościoła. Tymczasem mało kto wie, że autor książki – Dan Brown – padł
      ofiarą (świadomie czy nie) piętrowej mistyfikacji. Wynika to ze śledztwa
      francuskich dziennikarzy.





      9.09.2004


      Nazywał się Plantard. Pierre Plantard. Był synem kamerdynera, lecz tytułował
      się jako potomek królewskiej dynastii Merowingów. Ostatni nieznany „dziedzic”
      linii dynastycznej, która wygasła po zabójstwie Dagoberta II w 679 roku!
      Zapewniał nawet, że dysponuje dokumentami, które to wszystko poświadczają.
      Przed II wojną światową przez kilka miesięcy był kościelnym, potem przedstawiał
      się jako psycholog, doktor nauk ścisłych i honorowy członek tajemnych
      organizacji. A przede wszystkim jako wielki mistrz Zakonu Syjonu – potężnego i
      starego zakonu, który działał skrycie na rzecz ustanowienia ludowej monarchii
      pod berłem Merowinga w imię prawdziwych przedchrześcijańskich wartości. Jak
      zapewniał Plantard, wśród dostojników Zakonu Syjonu byli m.in. Leonardo da
      Vinci i Jean Cocteau.

      Prawda o bladze

      Ach ten Plantard, pospolity wariat, który mógł po prostu pójść w zapomnienie… A
      jednak nie. Od kilku miesięcy jego teorie zdobywają rozgłos na całym świecie.
      Tyle że nikt, albo prawie nikt, nie zna ich właściwego autora. Tylko
      wtajemniczeni znają niewiarygodny sekret: to właśnie były zakrystianin Plantard
      jest inspiratorem „Kodu Leonarda da Vinci”, bestsellera, który sprzedał się na
      świecie w ponad ośmiu milionach egzemplarzy. Książki, która miesza z błotem
      katechizm i budzi zaniepokojenie w Kościele katolickim.

      Co jest głównym tematem tego historyczno-ezoterycznego thrillera, którego akcja
      w dużej części toczy się w Luwrze? Zakon Syjonu! Czyli wspólnota, której
      zadaniem miała być ochrona i przekazywanie następnym pokoleniom pewnej starej
      prawdy, od wieków tłumionej przemocą i zbrodnią przez Watykan. Otóż Jezus nie
      żył w celibacie – spłodził dzieci z Marią Magdaleną, a Merowingowie są ich
      potomkami! Ci potomkowie wciąż żyją we Francji i – jak ujawnia książka – noszą
      nazwisko… Plantard. Niczym były kościelny.

      Niezorientowany czytelnik uzna bez wątpienia to nazwisko jedynie za wytwór
      wyobraźni autora. A jednak jest to wskazówka, poprzez którą Dan Brown sam
      zdradza swoją „zbrodnię”. I daje nam do ręki klucz, choć być może wolałby, aby
      nie przekręcać go w zamku. Bo śledząc obrzydliwe i szalone życie Plantarda,
      przyglądając się jego „oświeconym” uczniom – ludziom skrajnie cynicznym lub
      zupełnie niepoważnym, zaczynamy rozumieć, z jakich źródeł czerpał Dan Brown, do
      jakich tradycji się odwołuje, nie wspominając o tym ani słowem. I rodzi się
      myśl, że literacka fikcja być może wcale nie jest tak zupełnie niewinna. Nim
      jednak wyruszymy śladami dziwaka Plantarda, przypomnijmy sobie fabułę powieści
      (dla tych, którzy jeszcze się z nią nie zetknęli).

      A zatem Jezus sypiał z Marią Magdaleną, czego rezultatem była gromadka małych
      Merowingów. Na pierwszy rzut oka scenariusz wygląda zgoła groteskowo. Ta
      powieść to typowy page turner: krótkie rozdziały i podsumowania co dwie strony.
      Ale autorowi (38-letniemu nauczycielowi angielskiego ze stanu New Hampshire,
      absolwentowi historii sztuki) nie sposób odmówić umiejętności.

      Harry Potter dla dorosłych

      Po pierwsze wykorzystuje on nieśmiertelny motyw teorii spiskowych. Ten sam
      element wykorzystywał już we wcześniejszych dziełach, zwłaszcza
      powieści „Anioły i demony”, gdzie stały bohater Browna – profesor z
      Uniwersytetu Harvarda Robert Langdon – opowiada, jak „iluminaci” próbowali
      opanować świat. Stawali się coraz potężniejsi w Europie, aż w końcu wyruszyli
      na podbój USA, gdzie wielu przywódców należało do masonerii – jak Jerzy
      Waszyngton czy Benjamin Franklin. Wykorzystywali swoje tajemne wpływy, by
      zakładać banki i firmy z myślą o realizacji ostatecznego celu: stworzenia
      jednego państwa światowego, nowego światowego porządku opartego na zasadach
      naukowych. Wszystko to szalenie przypomina koncepcję masońskiego spisku.

      Druga sztuczka Browna to jego tezy na temat kobiet, budzące ogromny zachwyt
      Amerykanek. W wywiadach powtarza on bez przerwy, podobnie jak jego główny
      bohater profesor Langdon, że przed dwoma tysiącami lat bogowie i boginie byli
      sobie równi. Ale dziś kobiety zostały pozbawione swej władzy duchowej. Mówiąc o
      religii, Brown świetnie oddaje ducha naszych czasów.
      • lablafox Re: Historie mocno dęte - część II 12.10.04, 13:32
        ciąg dalszy

        I w końcu – wykorzystuje on ludzką potrzebę cudu i tajemnicy. Ozdabia swoją
        opowieść anagramami i zakodowanymi przekazami. Jego wielbiciele przekonują, że
        napisał Harry’ego Pottera dla dorosłych. – Autor zadowala się powtarzaniem
        wszelkich najbardziej banalnych fikcji religijnych – zaznacza jednak Michel
        Quesnal, biblista i rektor Uniwersytetu Katolickiego w Lyonie. – Templariusze,
        katarzy, zwoje znad Morza Martwego, tajemnice watykańskich lochów… Brakuje
        tylko historii o bracie bliźniaku Jezusa.

        Pic epoki internetu

        Bohaterowie nie mają wprawdzie psychologicznej głębi, ale są za to niesłychanie
        przekonujący. Prowadzą nas przez labirynt odwiecznych religijnych tajemnic. Czy
        wiedzieliście, że dysk słoneczny bogów egipskich przekształcił się w aureolę
        umieszczaną nad głowami chrześcijańskich świętych? Że 25 grudnia to także data
        dorocznych obchodów świąt dionizyjskich? Że królewna Śnieżka nadgryzająca
        zatrute jabłko to aluzja do upadku Ewy w ogrodzie Edenu? Że budowa piramidy w
        Luwrze, zlecona przez prezydenta François Mitterranda – pseudonim Sfinks, wcale
        nie była dziełem przypadku? Powieść Dana Browna to wielkie targowisko, gdzie
        erudycja miesza się z domysłem i bzdurą. To powieść epoki internetu, czasów
        rozkwitu sieci, która w równym stopniu informuje, co i zatruwa umysły. Wpiszcie
        do wyszukiwarki słowa Jezus, E.T. i Tom Cruise, a poznacie prawdę…

        Protokoły mędrców Syjonu

        To chyba najsłynniejsza fałszywka w historii. Przez dziesiątki lat w wielu
        krajów „Protokoły...” służyły jako narzędzie antysemitów pragnących dowieść, że
        istnieje tajny spisek żydowskich finansistów dążących do dominacji nad światem.

        Rzekome „Protokoły” zostały spreparowane w końcu XIX wieku przez Ochranę –
        carską policję polityczną. Nie były jednak dziełem oryginalnym. Anonimowi
        fałszerze posłużyli się francuskim pierwowzorem – utworem francuskiego satyryka
        Maurice'a la Joly'ego z 1864 roku „Dialogi prowadzone w piekle pomiędzy
        Machiavellim a Monteskiuszem”, pomyślanym jako polityczna satyra. Ale i utwór
        Joly’ego był plagiatem. On z kolei zaczerpnął natchnienie z powieści Eugeniusza
        Sue z 1843 roku „Tajemnice Paryża”. W pierwowzorze Sue złowrogimi spiskowcami
        byli jezuici.

        Perfidna fałszywka, jaką były „Protokoły”, przyczyniła się do pogromów ludności
        żydowskiej w Rosji. Później, wykorzystane propagandowo, służyły dla
        uzasadnienia rasistowskiej polityki Trzeciej Rzeszy. Antysemici na całym
        świecie powołują się niekiedy na nie do dzisiaj, by dowieść, że istnieje
        konspiracja żydowska mająca na celu zdominowanie świata drogą manipulacji i
        intryg.

        Katastrofa z Roswell

        Tajemnicza katastrofa lotnicza koło bazy Roswell w Nowym Meksyku w roku 1947
        dostarczyła pożywki dla wielu fantastycznych opowieści i legend. Zdaniem
        pułkownika Philipa Corso, który po przejściu w stan spoczynku opublikował
        książkę „Day after Roswell” (Dzień po Roswell) w Nowym Meksyku rozbił się ni
        mniej, ni więcej tylko latający spodek – a personel pobliskiej bazy
        amerykańskiej, zobowiązany do zachowania jak najściślejszej tajemnicy,
        skrzętnie zebrał szczątki obcego pojazdu kosmicznego oraz ofiary – kilku
        martwych kosmitów.

        Philip Corso znalazł wielu gorliwych naśladowców. Wielu świadków owego kontaktu
        z obcą cywilizacją opowiadało, z jak dziwnych, niespotykanych na Ziemi
        materiałów zbudowany był ów tajemniczy statek i jak wyglądali kosmici (mieli
        nieproporcjonalnie duże głowy, ale poza tym byli podobni do ludzi, w sumie
        sympatyczni).

        Wszelkie oficjalne wyjaśnienia, że katastrofie uległ balon meteorologiczny
        nowego typu, nie przekonały fanów teorii o kontaktach pozaziemskich. Są wśród
        nich i tacy, którzy twierdzą, że co najmniej jeden z kosmitów przeżył
        katastrofę w Roswell.
        • lablafox Re: Historie mocno dęte - część III 12.10.04, 13:33
          ... ciąg dalszy

          Pamiętniki Hitlera

          W 1983 roku dziennikarze niemieckiego tygodnika „Stern” uwierzyli, że trafia
          się im niebywały hit: autentyczne pamiętniki Führera. Przekonał ich o tym
          Konrad Kujau, kolekcjoner dokumentów i pamiątek z okresu Trzeciej Rzeszy.
          Historia wyglądała wiarygodnie: pamiętniki miały zostać wywiezione wraz z
          ważnymi dokumentami Trzeciej Rzeszy w ostatnich tygodniach wojny z oblężonego
          Berlina. Samolot, który miał je na pokładzie, uległ jednak katastrofie. Według
          Kujaua pamiętniki znajdowały się w tajnym wojskowym archiwum na terenie NRD.
          Pewien NRD-owski generał podejmował się je dostarczyć – ale za wysoką cenę.

          Koniec końców „Stern” nabył sukcesywnie aż 62 tomy rzekomych pamiętników.
          Złapał się na nie nawet ekspert, angielski historyk Hugh Trevor-Roper. Gdy
          jednak „Stern” już zapowiedział druk sensacyjnego nabytku, a przedruk zapewniły
          sobie „Time” i „Newsweek”, pękła bomba: niemieccy eksperci wykryli, że
          atrament, jakim podobno pisał Hitler, jest powojenny. Kujau – rzekomy
          pośrednik, a naprawdę autor pamiętników – dostał cztery i pół roku więzienia.

          Münchhausen Holocaustu

          Napisane niezwykle sugestywnie i z talentem, wydane w Szwajcarii w 1995 roku
          pamiętniki Binjamina Wilkomirskiego, który wspominał koszmar dzieciństwa
          spędzonego w obozie koncentracyjnym, zyskały pisarzowi wiele pochwał i nagród
          literackich. Autor pisał m.in., że do tej pory nie może pozbyć się odruchu
          podkurczania palców u nóg: boi się, że odgryzą je szczury.

          Po jakimś czasie książka została jednak zdemaskowana przez innego
          szwajcarskiego pisarza Daniela Ganzfrieda – prawdziwe dziecko Holocaustu.
          Ujawnił on, że Binjamin Wilkomirski w ogóle nie jest pochodzenia żydowskiego
          i „jeżeli poznał Auschwitz i Majdanek, to tylko jako turysta”. Całą książkę
          Ganzfried nazwał „zimno zaplanowanym szalbierstwem”. Inni rozczarowani krytycy
          określili autora mianem „barona Münchhausena Holocaustu”.

          Jak się okazało, Wilkomirski czerpał natchnienie z innej książki o strasznym
          dzieciństwie żydowskiego dziecka w okupowanej Polsce: „Malowanego ptaka”
          Jerzego Kosińskiego. Jednak autentyczność tamtej relacji też została już dawno
          zakwestionowana (w rzeczywistości autor nie błąkał się w czasie wojny jako
          samotne żydowskie dziecko wśród okrutnych antysemitów, lecz przeżył okupację
          razem z rodzicami).

          Zanim jednak wspomnienia Wilkomirskiego zdemaskowano jako fikcję, odniosły one
          realny (i korzystny) skutek: szwajcarskie banki zdecydowały się przeznaczyć
          ponad miliard dolarów na odszkodowania dla Żydów ocalałych z Holocaustu.

          Ataku nie było

          W 2002 roku ukazała się książka francuskiego autora Thierry’ego
          Meyssana „Potworne kłamstwo”, sprzedana na pniu w 200 tys. egzemplarzy. Meyssan
          dowodził, że to nieprawda, iż 11 września 2001 samolot American Airlines 757
          uderzył w gmach Pentagonu. Jego zdaniem bowiem na zdjęciach z katastrofy nie
          widać żadnych śladów szczątków owego samolotu, a dziura w ścianie budynku jest
          zbyt mała, by mógł przez nią wlecieć jumbo jet.

          Utrzymuje on, iż zniszczeń dokonał pocisk lub ukryta wcześniej w gmachu bomba i
          że zamach został zaplanowany i wykonany przez samych Amerykanów – a mianowicie
          grupę spiskowców reprezentujących amerykański kompleks militarno-przemysłowy.
          Celem było jakoby wywołanie psychozy lęku i ogromne zwiększenie wydatków na
          zbrojenia.

          Meyssan przyznaje, że nie jest ekspertem od katastrof lotniczych i nawet nie
          był w USA. Swoją teorię opiera jedynie na zapoznaniu się ze zdjęciami z
          katastrofy.

          Rewelacje Meyssana, jakkolwiek zdementowane przez specjalistów i obalone przez
          licznych świadków katastrofy, zostały przetłumaczone na wiele języków. Książka
          figurowała w wielu krajach na liście bestselerów.

          Na podstawie The Guardian, Le Nouvel Observateur

          © The Guardian

          Artykuł dostępny w sieci do 18.10.2004
          • ertes Re: Historie mocno dęte - część III 12.10.04, 15:42
            Wlasnie czytam i zblizam sie ku koncowi. Doskonala ksiazka.
    • kanoka Re: Historie mocno dęte 12.10.04, 16:52
      Artykuł, który wkleiłaś, przeczytałam z zainteresowaniem już wcześniej na
      Onecie.Może to i Harry Potter dla dorosłych, ale jak dobrze napisane.....
      Książkę Dan Browna, właśnie kończę i podzielam zdanie Ertesa - książka świetna,
      polecam tym którzy jeszcze jej nie czytalismile)
      • kanoka Re: Historie mocno dęte 12.10.04, 16:53
        O, kurczę, rozmnożyła mi się sygnaturka....A podobno, nie ma cudówwink
    • tom_tam Re: Historie mocno dęte 12.10.04, 19:27
      mila Lx,-

      moze czytajac ten artykul nie skojarzylas (zapomniawszy, jak wiekszosc z nas)
      iz przed autorem dzisiejszych bestsellerow Dan Brown´em, - w czasach naszego
      dziecinstwa i mlodosci mielismy np:Erich von Deniken´a ktorego literacko-
      fantastyczna interpretacja starozytnych znalezisk, budowli, czy rycin
      wykonanych przez wymarle cywilizacje lub zjawisk UFO - zapierala
      czytelnikom "dech w piersiach".

      Deniken byl "lepszy" od Brown´a, bo ... On w to wszystko wierzyl! smile).

      Kod Leonarda da Vinci - przyslany mnie przez corke przeczytalem z przyjemnoscia
      w... czasie godzinnych przerw obiadowych w pracy - mile to "dzielo" literackie
      nadajace sie swietnie do wypelnienia czasu przy kawie, po catering-
      owych "wspanialosciach" obiadowych smile)).

      Bardziej przypadla mnie do gustu "Cyfrowa Twierdza" tego autora
      rownie "tworczo" wypelniajaca moje przerwy obiadowe smile.

      pozdrawiam,-
      tom
      • lablafox Re: Historie mocno dęte 12.10.04, 19:54
        Hahaha , czyli ksiązeczka w sam raz dla gospodyń domowych smile)).
        Muszę koniecznie przeczytać.
        O Denikenie nie zapomniałabym .
        W tym artykule zwróciłam uwagę na zupełnie coś innego , ale nie mam czasu
        teraz , dopadam do forum na chwilkę i natychmiast wracam do pracy , bynajmniej
        nie kuchennej.
        Pozdrawiam .
      • bodzio49 Re: Historie mocno dęte 12.10.04, 19:55
        Można sięgać dalej. Autor wspaniałych opowieści o Winetu i grzmiącej pięści też
        nigdy nawet nie był na dzikim zachodzie a jak dobrze się czytało smile
        • lablafox Re: Historie mocno dęte 12.10.04, 20:11
          Dzieckiem bendonc , przeczytawszy o śmierci Winetou - ryczałam jak bóbr , dobry
          tydzień i odmawiałam zdrowaśki .
          Moment doczytania do tego miejsca zbiegł sie z bardzo pogarszającym sie
          zdrowiem mojego dziadka , którego trzeba było pilnowac , bo wyrywał z łózka
          krzycząc "powstanie "i "Nniemcy na rowerach na Placu wolności".
          Rodzina odczytała moje łzy troche opacznie , ale na moją korzyść i korzyść
          mojego dobrego serduszka.
          • bodzio49 Re: Historie mocno dęte 12.10.04, 20:17
            ech.. kobiety. Co tam dziadek w porównaniu z pięknym i dobrym Winetou smile))
            • verbena1 Re: Historie mocno dęte 12.10.04, 21:06
              Kazda historia ma jakis poczatek a jak sie rozwinie zalezy tylko od fantazji
              opowiadajacego.
              Nowy Testament spisywany byl przez wieki,kazda nowa wersja byla modyfikowana i
              ubarwiana. Nikt nie zna wersji pierwotnej i dlatego jest to pole do
              fantazjowania. Nie ma swiadkow.
              My ,katolicy przyjmujemy Biblie jako pewnik, nie probujemy obalac mitow bo
              zburzylo by to nasze podstawy wiary. Dlatego oburzamy sie na takie szarganie
              swietosci, chociaz..... ilu z nas przeczytalo Biblie?
              • no_no Re: Historie mocno dęte 12.10.04, 21:13
                verbena1 napisała:

                >chociaz..... ilu z nas przeczytalo Biblie?
                _____________

                Jasmile

                No - bo lubię bajkismile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka