Dodaj do ulubionych

Doswiadczenie zyciowe

03.01.05, 16:07
Od kilku dni mam ochote porozmawiac na ten temat.Otoz kazdy nas w wieku 40+
czy 40++ zgromadzil pewna ilosc zyciowego doswiadczenia. Chcialoby sie choc
czesciowo przekazac je nastepnemu pokoleniu. Ale materia spraw jest trudna i
wymaga przemyslen wlasnych i odpowiedniego nastawienia "odbiorcy".
Czy uwazacie, ze nasze doswiadczenia sa jakos przekazywalne? Jak,bez
lopatologii i narzucania mozna "sluzyc doswiadczeniem"? Macie jakies
praktyki, pomysly, doswiadczenia w tym temacie?
Z gory zaznaczam,ze dowcipy mile widziane,ale w miaresmile
Obserwuj wątek
    • beznadziejna2 Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 16:28
      mammaja napisała:
      Maryla Rodowicz spiewala,,nie daj mi Boze ,bron Boze ,skosztowac.
      tak zwanej zyciowej madrosci,,

      pewnie ze mamy nasz bagaz doswiadczen,
      ale ja niezapomnialam jeszcze
      jak trudno bylo mi uwierzyc,
      w slowa starszych.
      ich rady ,porady,
      pamietam ze sama chcialam
      uczyc sie na wlasnych bledach,
      dzisiaj mysle ; -czemu nie posluchalam innych,
      mlodzi chocbysmy niewiem jak sie starali,
      zrobia tak jak chca i uwazaja
      za sluszne.
      a nasze doswiadczenia ,nie sa tak znowu
      wazne,




      > praktyki, pomysly, doswiadczenia w tym temacie?
      > Z gory zaznaczam,ze dowcipy mile widziane,ale w miaresmile
    • alfredka1 Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 17:30
      Mammajko droga, temat bardzo interesujący i nigdy do wyczerpania /się?/.
      Wiele miełabym do napisania ale moje "przyszłe pokolenie" jest wśród nas i albo
      jej się w głowinie przewróci jak to dzielnie czerpała z moich doświadczeń i
      jakaż ona wspaniała jako i jej Mać, albo .... może sama za jakiś czas opisze co
      jej przekazaliśmy i czy dobrze na tym wyszła smile)))Uściski
      • bodzio49 Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 19:00
        Tak już chyba jest, że doświadczenia rodziców doceniamy kiedy jest już za
        późno. Właśnie wczoraj odwiedziła nas teściowa córki i ponarzekaliśmy na
        młodych, że nawet nie raczą poinformować NAS o swoich zamiarachsmile Wyobraźcie
        sobie, że kupili dom (właściwie połowę domu)i wzięli na to kredyt nie radząc
        się ani teściowej - budowlańca ani mnie w sprawie kredytu. I sporo na tym
        stracili. Trudno to naprawdę zrozumieć. Choć trzeba przyznać, że nie biadolą i
        jakoś dają sobie radę.
    • tom_tam Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 19:11
      Historia uczy, ze z doswiadczen historycznych nikt i nigdy nie chcial sie uczyc.
      Przykladow do wyboru i koloru!.

      Dla dzisiejszych 20-to latkow "starzy" 40+ - "gaworza sobie" dyrdymalki, majac
      mgliste pojecie o tym co "naprawde" wazne i istotne smile
      My - pokolenie czasow sprzed techno i Britney Spears, gier na PC, Internetu
      i telefonu komorkowego - mamy (porownawczo) podobna sile przebicia jak nasze
      babcie zachwycajace sie spiewem Mieczyslawa Fogg-a wsrod nas! smile

      W szufladzie komody mojej Babci byly przewiazane wstazeczka listy od Dziadka z
      czasow ich narzeczenstwa - dzis emocjonalne zwiazki nastolatkow trwaja czesto
      krocej niz 2-a wypady do "disco" a listow to juz nawet my nie piszemy smile.
      U mojej corki jej wnukowie chyba odnajda CD z ... mailami od kolejnych sympatii
      albo ... zachowany "ku pamieci" wysluzony dysk twardy ze starego komputera smile.

      Atmosfera domu jest wazna!.
      Moraly, pouczenia i polajanki - dobre (czesciowo) jeszcze dla nas, niewiele
      skutkuja w procesie wychowawczym nastepnych pokolen.
      Faktem jednak jest, ze dom rodzinny gdzie "Jareccy" swoje problemy (miedzy
      soba) umieja rozladowywac droga rzeczowej i spokojnej dyskusji, gdzie nie ma
      rozbieznosci miedzy kreowanym obrazem rodziny "na zewnatrz" i jej codzienna
      normalnoscia, gdzie autorytet rodzicow budowany jest na ich wiedzy,
      umiejetnosciach i zasadach ktorych sami rodzice przestrzegaja - drastycznych
      problemow wychowawczych jest chyba mniej.

      To jest moje subiektywne zdanie na ten temat i nie znaczy, ze jezeli ktos ma
      inne spostrzezenia to one sa od moich "gorsze".

      Tak naprawde to dopiero jako 50-latek zrozumialem i w pelni podzielam
      motywacje decyzji zyciowych mojego Ojca ( prawie 30 lat po jego smierci), choc
      przyznaje iz autorytetem byl dla mnie zawsze.
      Bylem tylko zbyt wygodny i leniwy by z entuzjazmem przyznawac jemu racje, bo
      dziwnym trafem, wiekszosc jego porad kierowanych do mnie wiazala sie
      nieodlacznie z koniecznoscia rezygnacji z mojego lubego "wygodnictwa" smile).

      Nieatrakcyjnosc naszych dobrze mniemanych porad i zalecen dla naszych dzieci
      bierze sie wlasnie z brutalnych realiow kojarzenia ich bardziej z "kijem"
      niz... marchewka smile

      pozdrawiam,-
      tom
      • bodzio49 Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 19:24
        Nie zawsze jest to tylko wygodnictwo.
        Może jeszcze dodałbym do tego niecierpliwość. Ci nasi młodzi wszystko chcieliby
        od razu. Jeśli szukać już powodów takiego postępowania to może dlatego, że nas
        tak długo nie było stać na to wszystko. A teraz przestało to być atrakcją. A
        może chcą być od nas lepsi? To byłoby te niewłaściwe rozumienie sukcesu.
        • ewiku Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 19:46
          A może warto nic nie radzić... tylko poczekać aż sami spytają...
          oszczędzimy w ten sposób nas i naszych młodych...
          a oni przyjdą...by spytać o radę... albo po pociechę...
          wcześniej... czy później
          ... pozdrawiam wszystkich noworocznie...

          ----------------------------------------------
          Trudno kochać i być mądrym.
          • bodzio49 Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 20:03
            " tylko poczekać aż sami spytają...
            oszczędzimy w ten sposób nas i naszych młodych..."

            Ja tam się z radami nie wpycham tylko wolałbym żeby przyszli z podziękowaniem a
            nie po pociechę.
            • ewiku Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 20:19
              bodzio49 napisał:

              > Ja tam się z radami nie wpycham tylko wolałbym żeby przyszli z podziękowaniem
              a nie po pociechę.
              ------------------------------------------------
              a może należy sie cieszyć, że w ogóle przyjdą...
              bo tak naprawdę... to i tak się ich nie pozbędziemy...
              najpóźniej "poczujemy tą bliskość" przy wysokości naszych emerytur...


              ----------------------------------------------
              Trudno kochać i być mądrym.
            • mammaja Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 20:49
              Prawde mowiac to w sprawach osobistych sama nie wiedzialabym co radzic smileMoje
              wlasne doswiadczenia wydaja sie malo pozyteczne sad
              Ale rady typu "bierz byka za rogi bo inaczej on cie walnie z tylu" - jakich
              udzielala mi moja mama utkwily mi w pamieci i nieraz w sprawach trudnych, kiedy
              trzeba bylo "wyjsc naprzeciw problemom" przypominalam sobie to powiedzenie.I
              pomagalo.
              • marialudwika Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 20:59
                Mysle,ze kazdy z nas sam musi wszystkiego doznac i doswiadczyc na wlasnej
                skorze.Czesto nie chce sie sluchac rad osob doswiadczonych a nawet troche robi
                sie im "na zlosc",ale jednoczesnie podswiadomie z nich sie korzysta..
                Nikt za nikogo nie moze przezyc zycia,zeby nie wiem jak chcial.Jedno jest
                pewne,ze swiadomosc posiadania domu jako bezpiecznego portu,do ktorego mozna
                powrocic jest wielkiej wagi!
                ml
                • jutka1 Re: Doswiadczenie zyciowe 05.01.05, 12:18
                  Mysle, ze mlodosc czesto ma to do siebie, ze daje mylne przekonanie, ze wie sie najlepiej - a
                  rodzice to inne pokolenie i i tak nie zrozumieja...
                  Niektore "lekcje" czy wypowiedziane madrosci przypominaja sie dopiero po latach, kiedy
                  rozumiemy o co chodzilo. A zeby zrozumiec trzeba troche zycia przezyc, dostac pare razy po
                  glowie, upasc, podniesc sie - samemu, choc czesto z pomoca bliskich ludzi.

                  Ironicznym dla mnie jest, ze gdybym kiedys sluchala Rodzicow, pewnych bledow bym nie
                  popelnila - ale dopiero popelniajac te bledy i uczac sie na nich zrozumialam, co Rodzice chcieli
                  mi przekazac. I niczego nie zaluje - kazde zdarzenie czegos mnie nauczylo, kazdy czlowiek
                  mial na mnie taki czy inny wplyw, i bez nich nie bylabym soba jaka jestem w chwili obecnej.
                  Moze bylabym lepsza? cierpliwsza? szczesliwsza? Moze. Ale moglo byc tez odwrotnie.
                  • kanoka Re: Doswiadczenie zyciowe 05.01.05, 14:14
                    Najbardziej podzielam opinię Jutki, więc się pod nią wpisuję.
                    Jutko, napisałaś to tak, jak wiele lat temu odczuwałam to ja - w stosunku do rad
                    moich rodziców i jak teraz (prawdopodobnie!), odbierają to moje dorosłe już -
                    dzieci....i to nie ważne, jaką "inwokacją" naszą dobrą radę opatrzymy. Dzieci
                    bezbłędnie ją wyczują - a reakcja ich będzie zależna od temperamentu, osobowości
                    i wychowaniawink
                    Gdy przestajemy być małymi dziećmi, "dobre rady" rodziców odbieramy jako zamach
                    na naszą wolność, która jest dla nas najcenniejsza...mamy do niej prawo - i do
                    błędów, które są z nią związane - teżsmile)
                    Nasza wolność, nasze wybory, błędy i sukcesy - kształtują dzisiejszych nas...nie
                    chcemy być inni - bo to nie bylibyśmy już my.
                    Mam tę świadomość, ale będąc równocześnie rodzicem, udzielam tych dobrych rad -
                    bo chcę, żeby moje dzieci były szczęśliwe i odnosiły w życiu tylko
                    sukcesy....oczywiście, te rady są słuszne z mojego, subiektywnego punktu widzeniawink
                    Dobre rady na bazie doświadczenia i własnych przemyśleń są jednak chyba
                    potrzebne, dlatego tak wielką popularnością cieszą się różne książkowe
                    poradniki, kąciki porad w czasopismach, fora dyskusyjne, typu kobieta/mężczyzna,
                    psychologia itp. Rodzajem porad są też damskie ploty i zwierzenia i....pewnie
                    męskie rozmowy przy piwie?
                    Jaki stąd wniosek? Ano taki, że chyba najtrudniej wysłuchuje/przyjmuje się dobre
                    rady od rodzicówsad(, nawet wówczas, gdy są one identyczne z tym, co nam radzą
                    inni, a "inwokacja" wygłoszona przez rodzica ma wydźwięk wybitnie partnerski?
                    Może jest coś takiego, że w relacji dziecko-rodzic, dziecko podświadomie czuje
                    się zawsze bez względu na wiek "zależne" i......mniej lub bardziej otwarcie
                    dobrą radę płynącą od rodzica, traktuje jako zamach na swoją wolność? Bo przez
                    wiele lat(jako małe dziecko), ogólnie biorąc - musiało słuchać poleceń, a nie
                    dobrych rad?
                    Dlatego, jako ludzie dorośli- a posteriori w wielu sytuacjach przyznajemy, że
                    "rodzice mieli rację i chcieli dla mnie jak najlepiej", ale.....nie żałujemy
                    swoich decyzji , bo - "zrobiliśmy po swojemu"?
                    knk
              • tom_tam Re: Doswiadczenie zyciowe MM 03.01.05, 21:11
                Mammajko,-
                bo... Aida to jest opera do "ogladania" a Carmen do ... sluchania smile

                wiec:"...rady typu "bierz byka za rogi bo inaczej on cie walnie z tylu" .."
                Mamy - Escamillo (Torrero) slucha sie zawsze, z wdziecznoscia i sympatia smile

                pozdrawiam,-
                tom
                • mammaja Re: Doswiadczenie zyciowe MM 03.01.05, 23:52
                  Dzieki za ciekawe wypowiedzi - gorzej,jak dziecko radzi sie - a dorosly
                  wlasciwie ma watpliwosci jak powinien postapic. Powiedziec - to twoje zycie -
                  musisz decydowac? (dodam ze chodzi o sprawy tzwn. osobiste). Stad moj watek -
                  czy doswiadczenie jest w ogole przekazywalne ....... Nie wiemsad
        • tom_tam Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 20:09
          Bodziu,-
          jasne! - bo bez wzgledu na okolicznosci zewnetrzne "dzieci" zawsze mialy mniej
          cierpliwosci od rodzicow i naturalna koleja rzeczy wieksze mozliwosci
          podyktowane rozwojem techniczno-cywilizacyjnym.

          Nasza, jeszcze jako maturzystow wyprawa (wakacyjna) do takiej Australii - byla
          realnie w strefie "marzen".
          Dla naszych dzieci - kwestia 2-mcy wakacyjnej pracy (finanse) oraz wyszukania w
          Internecie najbardziej korzystnego polaczenia "tanich" linni lotniczych i 14-16
          godz. lotu (z Europy).

          Dom, mieszkanie - dla nas to jeszcze lata oszczedzania lub kolejki w
          mieszkaniowej Spoldzielni - dzis: dostajesz (prawie) klucze w momencie
          podpisania umowy kredytowej z Bankiem smile

          Budowanie przyszlosci, czy zycie "na kredyt" to dla naszych rodzicow "pieklo"
          Nasze - nie mowiac o dzieciach, pokolenie juz mgliscie pamieta realia codzienne
          bez karty kredytowej czy 24 godz./dobe dostepnej (czesto virtualnej) gotowki
          z automatu bankowego.

          Obiektywnie to mozemy najwyzej przekazac jakis szkielet "wartosci" nastepcom.
          Wszystko co sami zrobia i odpowiedzialnosc oraz konsekwencje - to juz musza na
          wlasny "rachunek".
          pozdrawiam,-
          tom

    • kamfora Re: Doswiadczenie zyciowe 03.01.05, 20:31
      mammaja napisała:

      > Czy uwazacie, ze nasze doswiadczenia sa jakos przekazywalne? Jak,bez
      > lopatologii i narzucania mozna "sluzyc doswiadczeniem"?

      Są takie dwa przysłowia, jedno łacińskie "verba docent, exempla trahunt",
      a drugie polskie "złego kościół nie naprawi, dobrego karczma nie zepsuje".
      A wszystko odnosi się, jak już ktoś wspomniał w poście wyżej, do domu
      rodzinnego. Jeśli "następne pokolenie" wychowywało się w domu przez lat naście,
      to przez te naście lat nasiąkało atmosferą, nasiąkało efektami doświadczenia
      życiowego rodziców.
      Niedawno czytałam, że psychologowie uważają wpływ
      mediów, szkoły, ulicy itp na dziecko za prawie znikomy. Najważniejsza
      jest POSTAWA rodziców. Żadne rady/porady przekazywane słownie.

      Chociaż...przypomniało mi się, że mam (swojego czasu bestseller) książeczkę
      J. Browna "Mały poradnik życia - 511 rad, spostrzeżeń i przypomnień
      pomagających przeżyć szczęśliwe i owocne życie" czyli wskazówki amerykańskiego
      ojca do amerykańskiego syna.
      (Między innymi jest tam porada, z której skorzystałam: "Nie bierz jednego
      kociaka. Z dwoma znacznie zabawniej, a kłopotów tyle samo" wink
    • josarna Re: Doswiadczenie zyciowe 04.01.05, 19:55
      Z całą pewnością nasze doświadczenia są przekazywalne i należy się nimi
      dzielić! Wymaga to jednak sporego wysiłku, dyplomacji, poświęcenia czasu i w
      ogóle ruszania głową. Oczywiście są różni młodzi ludzie: jedni chętnie
      przyjmują rady, inni nie. Warto korzystać z każdej okazji, by przekazać młodym
      jakąś "złotą myśl". Najlepiej zacząć jak najwcześniej, wtedy, gdy jesteśmy
      jeszcze dla nich wyrocznią. "Podpowiadanie" dziewczynie, jakimi kryteriami
      powinna się kierować przy wyborze partnera wtedy, gdy ten partner już jest,
      traci sens. Można natomiast pomóc jej wycofać się, gdy sama zaczyna mieć na to
      ochotę. Pamiętam na przykład, gdy dawno temu oglądałam z moimi synami western -
      mieli wtedy może 10 i 15 lat. Była tam taka scena: chłopak prosi ojca o rękę
      córki, a ojciec zadaje mu pytanie: "Czy ty ją lubisz?". Chłopak oburzony
      odpowiada: "Jak to? Przecież ja ją kocham!" Ojciec na to: "Ja nie pytam ,czy ją
      kochasz, tylko: czy ją LUBISZ". Zwróciłam chłopcom uwagę na te słowa i potem od
      czasu do czasu do nich wracałam. Świetna jest też myśl Tewje-mleczarza: "Ptak
      może pokochać rybę, ale gdzie one uwiją gniazdo?!" Warto podpierać się takimi
      myślami z filmów, czy książek. Tłumaczyłam chłopcom, że im więcej będą mieli
      wspólnych zainteresowań, czy upodobań ze swoją partnerką, tym lepiej, ale
      zawsze dodawałam, że jeżeli nic nie "zaiskrzy", to żadne wspólne pasje nie
      pomogą. Starszy ma do dzisiaj bardzo trudny charakter, odporny na wszelkie
      tłumaczenia, a mimo to widzę, że bardzo kieruje się w życiu moimi "naukami".
      Jest już żonaty. Z młodszym natomiast jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
      Rozmawiam z nim jak z równym sobie partnerem - bo naprawdę na to zasługuje.
      Dużo czyta i jego przemyślenia są bardzo dojrzałe. A jednak... pomimo tak
      dobrego kontaktu był moment, kiedy chyba oboje pobłądziliśmy i niewiele
      brakowało, by doszło do nieszczęścia. Syn był przez kilka lat z dziewczyną.
      Czułam przez skórę, że coś jest źle, że nie jest szczęśliwy, ale nie chciał się
      otworzyć. Ona nawet próbowała interweniować za moim pośrednictwem, ale
      powiedziałam jej wprost, co czuję. Potem okazało się, że szantażowała go nawet
      strasząc próbami samobójczymi... W końcu zmusiłam syna do rozmowy. To był chyba
      ostatni moment! Przyznał się, że kocha inną, że tamto było taką przyjaźnią
      licealną, z której nie potrafił się wyplątać. Było ciężko; żal mi tamtej
      dziewczyny i życzę jej najlepiej, ale jestem pewna, że czegoś takiego ciągnąć
      na siłę nie wolno! Syn ciężko to przeżył (choruje jeszcze), bo "przecież zawsze
      facet jest tym draniem". Od ponad roku jest jednak z dziewczyną, którą kocha z
      wzajemnością i teraz czuję, że to jest to. Ja i mąż poparliśmy nawet ich
      decyzję wspólnego zamieszkania. Nasze dzieci były świadkami błędów, jakie sami
      popełnialiśmy (nigdy nie idealizowaliśmy się), miały prawo nas krytykować, co
      więcej sama im czasem mówiłam, co głupiego zrobiliśmy (np. moja wczesna ciąża,
      czy błędy w prowadzeniu firmy). Popełniają oczywiście swoje własne błędy
      (zwłaszcza starszy - porzucenie studiów), ale przynajmniej nie dokładają sobie
      tych naszych. Myślę, że było warto i nadal warto dzielić się z nimi i synowymi
      doswiadczeniem, ale BEZ WYMĄDRZANIA się.
      • mammaja Re: Doswiadczenie zyciowe 04.01.05, 21:28
        Dzieki za tak osobista wypowiedz. Umacnia mnie w moich przemysleniach smile
        • josarna Re: Doswiadczenie zyciowe 04.01.05, 21:56
          Cieszę się smile. Chcę jeszcze dodać, że zawsze należy powiedzieć coś w
          rodzaju: "To jest moje zdanie - jeżeli może ci w czymś pomóc, to będzie mi
          miło, ale decyzja musi być twoja, a ja ją zaakceptuję." Czasem można być
          nawet "zjadliwym". Taka byłam wobec młodszego o 20 lat kuzyna, który
          uwielbiając wieś nagle postanowił przenieść się do miasta dla dziewczyny.
          Powiedziałam mu: "Super! Powiedz mi tylko kiedy zwariujesz, bo ja daję ci max.
          5 lat!" ( Na Pogórzu cięty język jest akceptowany). Dzisiaj jest po ślubie z
          inną - świetną dziewczyną z małego miasteczka, prawie wsi... Nie uważam, że to
          moja zasługa, ale...
          Pozdrawiam serdecznie!
          • jan.kran Re: Doswiadczenie zyciowe 04.01.05, 22:07
            Dlugo myslalam czy sie wypowiedziec tu osobiscie , ale potrzebuje radysmile)))
            Moja corka chce studiowac cos gdzies co Jej Ojcu , a mojemu ex nie pasuje.
            Ja wiem , ze Ona ma pomysl i potencjal ale dyskusje z ex mnie oslabiaja.
            To jest wersja krotkasmile)
            Zastanawiam sie czy nie rozszerzyc... K.lekko podlamany
            • mammaja Re: Doswiadczenie zyciowe 04.01.05, 22:13
              Uwazam, ze corka ma prawo wyboru studiow, ale jezeli rozszerzysz to moze
              bedzie lepiej zrozumiec?
              • jan.kran Re: Doswiadczenie zyciowe 04.01.05, 22:42
                mammaja napisała:

                > Uwazam, ze corka ma prawo wyboru studiow, ale jezeli rozszerzysz to moze
                > bedzie lepiej zrozumiec?

                Zaczyna sie od miejscasmile))
                Ex mieszka kolo Berlina a Mloda chce studiowac w Muenchen bo tam ( znaczy sie
                w Bayern ) sie urodzila i wychowala. O studiach w Monachium marzy od kilku lat,
                DE to dla Niej tylko i wylacznie Bawaria.
                Do tego chce studiowac filozofie.Oczywiscie wytlumaczenie ex roznicy miedzy
                studiami w PRL i DE jest absolutnie niemozliwe.

                Exowi filozofia kojarzy sie z osobami ktore nigdy w zyciu nie znajda pracy
                nigdzie.
                Natomiast Mloda wybiera filozofie polaczona z politologia i lingwistyka a w
                ogole jeszcze mysli o matematyce i logice smile)

                Mowi , pisze i czyta w trzech jezyka bdb a w trzech pozostalych db.
                Ma pojecie o Polsce , nieco o naszych wschodnich sasiadach. Niemcy zna jak
                wlasna kieszen.

                Ex wczoraj powiedzial ze Ona powinna studiowac cos PRAKTYCZNEGO.
                Np. menedzerstwo i byznes albo ekonomie lub informatyke albo stomatologie lub
                ochrone srodowiska albo cos na Politechnicesmile)
                Bron Boze matematyke , bo prawie taki sam kanal jak filozofia.
                I zeby po studiach miala zawod w rece.
                Ide sie dalej zalamywac :-ppp K. smile)



                • omeri Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 04.01.05, 23:17
                  czy corka ma obywatelstwo niemieckie? Jesli tak, to rodzice sa zobowiazani de
                  iurae łozyć na studia, a jak nie maja to otrzyma Bafoeg. Monachium jest
                  najdrozszym miastem, nawet DAAD nie daje już stypendiów na studia tam.
                  Co ma ex do tego?
                  • jan.kran Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 04.01.05, 23:25
                    omeri napisała:

                    > czy corka ma obywatelstwo niemieckie? Jesli tak, to rodzice sa zobowiazani
                    de
                    > iurae łozyć na studia, a jak nie maja to otrzyma Bafoeg. Monachium jest
                    > najdrozszym miastem, nawet DAAD nie daje już stypendiów na studia tam.
                    > Co ma ex do tego?

                    Corka ma ob. europejskie a ex ma do tego tyle , ze moze lozyc dobrowolnie lub
                    nie smile)) Wolalabym tej drugiej opcji uniknac...

                    M. moze jest najdrozszym miastem , ale tez ma renome i potencjalsmile))
                    A poza tym nie wiem czy wyczulas ironie wionaca z mojego postu...
                    Stomatologia , ekonomia lub byznes..,
                    Czy Mloda jest automatem zaprogramamowanym na zarabianie pieniedzy czy osoba o
                    zdecydowanych checiach i zainteresowaniach?
                    K.
                    • omeri Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 04.01.05, 23:38
                      Ten byznes spowodowal me pytanie o ob.
                      Jeśli chodzi o filozofię i inne wymienione dziedziny jest b. dobry uniwersytet
                      w Eichstaett, tez Bawaria
                      • jan.kran Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 04.01.05, 23:51
                        Ale co ja zrobie jak mnie sie dziecko uparlo na M.smile)
                        Ja kocham Monachium prawie tak jak Breslau i Paris wiec sie nie stawiam okoniem.
                        A ex musi sie pogodzic , ze bedzie mial dwie panny na studiach, mnie i Mloda.
                        Dobrze zarabia wiec jakos zdzierzy.
                        Juniora oddam do zawodowkismile)) K.
                        • omeri Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 04.01.05, 23:57
                          Milośc do Monachium rozumiem doskonale. Mam nadzieję ,że nie do Muenchner
                          Schickeria wink)
                          • jan.kran Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 05.01.05, 00:11
                            omeri napisała:

                            > Milośc do Monachium rozumiem doskonale. Mam nadzieję ,że nie do Muenchner
                            > Schickeria wink)

                            Niesmile)
                            Ale chociaz M.Haupstadt der Bewegung ist to ma pare zalet smile)
                            Piekne polozenie, znakomite muzea... i w ogole lubiesmile) Jezyk bawarski jest u
                            mnie na trzecim miejscu po rosyjskim i austryjackim.
                            K Germanofilsmile)
                            • omeri Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 05.01.05, 00:13
                              Wiesz, do gimnazjum chodzilam w Wiedniu.
                              • jan.kran Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 05.01.05, 00:16
                                A moja corka w Erlangensmile) K.
                          • mammaja Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 05.01.05, 00:19
                            Dla mnie Monachium to tez pelne uroku miasto, dzielnica uniwersytecka,chocizlo
                            sie po tym Schwabingu (pewno nie tak sie pisze),rozni mlodzi ktorych znam tez
                            studiuja filozofie i tzwn, miedzywydzialowe studia a potem robia rozne rzeczy i
                            tez sobie radza doskonale, bo rzecz wlasnie w potencji i energii. Jak ktos nie
                            ma powolania do stomatologii czy finansow to dopiero bedzie kiepski! Mysle
                            Kranie, ze corka postawi na swoim - czego wam zycze!
                            • ewiku Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 05.01.05, 05:34
                              mammaja napisała:

                              > Dla mnie Monachium to tez pelne uroku miasto, dzielnica
                              uniwersytecka,chocizlo
                              -----------------------------------------------------
                              A dlaczego nikt nie wspomina Heidelbergu?
                              Uwazam, że przebija większość niemieckich miast przede wszystkim urokiem, nie
                              wspomnę, że jest również starym, uniwersytetskim miastem.
                              ( mieszkałam w okolicy ponad 10 lat, więc wiem o czym mówię )


                              ----------------------------------------------
                              Trudno kochać i być mądrym.
                            • tom_tam Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 05.01.05, 09:36
                              To najlepszy przyklad jak emocje, sympatie i indywidualne sklonnosci dominuja w
                              wyborach zyciowych wiekszosci z nas smile.

                              Praktycznie: coreczka J.Krana jeszcze nie jest filozofem, matematykiem czy
                              politologiem, dopiero ma jakies (mgliste) wyobrazenia o samych studiach
                              (kierunku) oraz ten "luksus", ze jak do tej pory: Ona - marzenia
                              i wyobraznia, a Rodzice - obowiazki i trud finansowania Jej edukacji.

                              Studia na poziomie podstawowym - badzmy szczerzy - nie ma prawie znaczenia
                              gdzie (na ktorej Uczelni) w Europie.
                              Wyjatek, to moze tzw. Hogward (w Toruniu) - pod naukowym kierunkiem
                              Magnificjencji oj. magistra dyrektora Rydzyka smile)))
                              www.wsksim.edu.pl/info.php?id=info
                              Sytuacja sie zmienia gdy chodzi o studia podyplomowe lub doktoranckie (wybor
                              Uczelni i Mentora) ale do tego (chyba) jeszcze coreczce J.Krana dosc daleko smile.

                              Jak ponad 20 lat temu, sam znajdujac sie (wtedy) w sytuacji gdzie dyplom
                              polskiej Uczelni i kierunek odbytych studiow (ekonomiczne) byl tyle wart na
                              zachodnim (wolnym) rynku pracy ile papier uzyty na jego wydrukowanie -
                              dowiedzialwszy sie iz corka mego Znajomego (Niemca) chce studiowac Archeologie
                              glupawo sie spytalem: co? - Arbeitslosigkeit? (bezrobocie) smile))

                              Z tzw. doswiadczenia zyciowego, podobnie jak b.malzonek J.Krana wiem iz nie ma
                              w Niemczech "przymierajacych glodem" stomatologow (najlepiej zarabiajaca grupa
                              zawodowa w Niemczech) a... mozliwosci praktycznej kariery zawodowej "filozofow"
                              hmmm... sa mocno ograniczone sytuacja popytu na dzisiejszym rynku pracy.

                              Sympatii lub zauroczenia Bayern czy München - tez nie podzielam, wiec moge
                              zrozumiec kierowane ekonomicznymi przeslankami (koszty i prozaiczne problemy
                              bytowe studenta) obawy tatusia przyszlej Studentki.

                              Normalne spoleczenstwo potrzebuje jednak zarowno stomatologow jak i politologow
                              czy filozofow, artystow i nauczycieli. Momentalna sytuacja perspektyw rynku
                              pracy - tez nie jest wieczna. Wypada wiec zyczyc mlodej studentce - powodzenia
                              w realizacji Jej naukowych zamiarow.
                              Sa wieksze zyciowe "glupstwa" niz wybor niepraktycznego (zyciowo) kierunku
                              studiow, co Filozofowie (z naukowym dorobkiem) wiedza lepiej niz prozaiczni
                              zyciowi "wyrobnicy" jak ja czy b.Malzonek J.Krana smile.
                              pozdrawiam,-
                              tom

                              ps.
                              Corka znajomego (Niemca) ukonczyla Archeologie i jest z wyboru kierunku
                              b.zadowolona. Po studiach pracowala w jednym z Muzeow - dzis "przy mezu"
                              (hydraulik - wlasciciel sporej f-my instalacyjnej) wychowuje 2-ch synow,
                              prowadzi dom i z zapalem zajmuje sie pielegnacja kwiatowego ogrodka na
                              przydomowej dzialce.
                              • josarna Re: Doswiadczenie zyciowe ad j.kran 05.01.05, 10:28
                                Akurat hydraulika jest dziedziną, której bardzo szybko można się nauczyć,
                                prowadzenia małej firmy zresztą też. Filozofia nie przeszkadza być potem
                                hydrulikiem, lub prowadzić jakąkolwiek inną działalność gospodarczą. Za to
                                człowiek nie musi się wstydzić, gdy nagle trzeba napisać jakieś długie pismo,
                                porozmawiać z gośćmi na dowolny temat (prowadzę pensjonat), podyskutować z
                                dorastającymi dziećmi. To nie jest miłe dla rodziców, gdy dzieci uważają ich za
                                tępe maszynki do robienia pieniędzy! Rodzice powinni być najważniejszymi, choć
                                nie jedynymi przyjaciółmi. Potem dochodzi jeszcze problem wolnego czasu, który
                                człowiek o wąskich horyzontach nie potrafi sobie sensownie zapełnić - przecież
                                nie zawsze będziemy pracować "na umór"! Widzę, jak jest to ważne dla starych
                                ludzi: wykształceni, o szerokich horyzontach, nigdy się nie nudzą, a "maszynki
                                do pracy" gapią się tępo w ścianę i czekają na śmierć.
                                Popieram ogólne, gruntowne wykształcenie, ale nie wolno zakładać, że po
                                filozofii musi się być filozofem! Oprócz niej trzeba myśleć, z czego bedzie się
                                żyć - i to też musi być coś, co lubimy. Nie można mieć jednak pretensji, że
                                ktoś się pomylił. W Szwecji np. jest mnóstwo bezrobotnych stomatologów, bo
                                akcja walki z próchnicą w zasadzie wyeliminowała tę chorobę smile. Z kolei mamy
                                znajomego, który 30 lat temu wybrał biologię jako kierunek studiów. Rozsądni
                                ludzie pukali się w czoło. I co? Mikrobiologia stała się potęgą, on pracuje w
                                USA i w Polsce i nie wydaje mi się, by przymierał głodem.
                                A swoją drogą - czy to bardzo źle, że kobieta jakąś część swego życia
                                przeznaczy na dom i dzieci? Życie jest wystarczająco długie, by wystarczyło
                                czasu zarówno na pracę zawodową, jak i wychowanie dzieci. Mój mąż znacznie
                                dłużej ode mnie prowadzi firmę, ale to moje spostrzeżenia są z reguły bardziej
                                trafne - po prostu szybko się uczę, wyciągam wnioski i wykorzystuję kobiecą
                                intuicję, która rzadko zawodzi.
                                • tom_tam Re: Doswiadczenie zyciowe ad josarna 05.01.05, 11:27
                                  Josarno,-

                                  nic nie poradze iz Swiat jest tak urzadzony, ze rodzice doswiadczeni w zyciowej
                                  prawdzie iz proza codziennosci to zarowno "chleb" jak i "igrzyska" - probuja
                                  wplywac na idealistyczne (czesto) wybory swoich dzieci.
                                  W ich (dzieci), dobrze rozumianym interesie - przeciez!.
                                  Na fakt iz Igrzyska sa organizowane (obecnie) 1-en raz na 4-ry lata a
                                  rozliczenia z Wydzialem Finansowym i (bezczelne) zadania piekarza o uiszczenie
                                  (na biezaco) naleznosci za dostarczane buleczki - mamy rowniez wplyw
                                  realnie niewielki smile)

                                  To co dzieci - dziwnym trafem (he, he) zalezne finansowo i bytowo od rodzicow -
                                  sadza o Nich ("... tępe maszynki do robienia pieniędzy!") to jedna sprawa, a
                                  troska rodzicielska o realia przyszlego zycia potomstwa - inna.

                                  Ja w niczym nie neguje tresci Twojego wpisu, ale z wlasnych doswiadczen
                                  (praktycznych) wiem, ze opieramy sie na realiach kulturalno-ekonomicznych
                                  srodowiska w ktorym zyjemy.
                                  Przyklad: gdyby moja p.Malzonka, dzisiaj stwierdzila: "przestane pracowac
                                  i jednoczesnie zarabiac pieniadze" - nikogo (nawet mnie) ta decyzja by
                                  nie "dziwila",- gdybym to zrobil "ja" (he, he) - sytuacja sprawnego fizycznie
                                  (i w miare umyslowo) 50-cio latka "przy zonie" - wywolala by wsrod naszych
                                  znajomych conajmniej hmmm... zdziwienie smile.
                                  Wybor kierunku studiow u mojej corki (romanistyka) wywolal u mnie
                                  reakcje: "acha" - fajnie!, gdybym mial syna - hmmm... "meskiej" rozmowy o
                                  przyszlych perspektywach obowiazku zapewnienia podstaw egzystencji jego wlasnej
                                  rodziny - chyba bysmy przy podobnym jego wyborze nie unikneli smile.

                                  Obojetnie jak traktujemy "rownouprawnienie" plci czy prawo do nieskrepowanych
                                  konwenansami decyzji mlodocianych "buntownikow" - biologicznego faktu iz
                                  wylacznie kobiety moga rodzic dzieci oraz spoleczno-kulturalnie-towarzysko
                                  ugruntowanego obyczaju iz od ojca/meza/mezczyzny oczekuje sie zapewnienia
                                  podstaw egzystencjonalnych tej "menazerii" - zmienic szybko nie mozemy smile.

                                  pozdrawiam,-
                                  tom

                                  • josarna Re: Doswiadczenie zyciowe ad josarna 05.01.05, 14:23
                                    Oczywiście jest w tym dużo racji. Moim zdaniem jednak należy włożyć maksymalny
                                    wysiłek w to, by w miarę możliwości udało się człowiekowi pogodzić
                                    zainteresowania z rodzajem wykonywanej pracy. Dla mnie i męża codzienne
                                    wykonywanie podobnych czynności w biurze przez 30 lat wydawało się tak wielkim
                                    koszmarem, że musieliśmy po prostu mieć swoją firmę. Ceną za wolność i
                                    niezależność od jakiegoś durnego przełożonego jest stres, brak urlopu, czekanie
                                    na zapłatę za roboty (wtedy ratuje pensjonat) - ale zawsze jest coś za coś.
                                    Mogę za to mieszkać na mojej wymarzonej wsi, bo internet pozwala mi załatwiać
                                    tu sprawy firmowe. Pracujemy nadal dużo m.in. po to, by dzieci nie musiały
                                    rezygnować ze swoich marzeń i mogły stopniowo zacząć zarabiać pieniądze na
                                    swoich pasjach, a nie szły sprzedawać przysłowiową pietruszkę, byle tylko
                                    przeżyć.
                                    Wiem, że pogodzenie zaineresowań i predyspozycji psychicznych z zarabianiem
                                    pieniędzy jest trudne, ale przy konsekwencji - możliwe! Za to wykonywanie przez
                                    całe życie znienawidzonej pracy to chyba jedno nieszczęść w życiu.
                                  • josarna Równouprwnienie 05.01.05, 14:50
                                    Do poprzedniej wypowiedzi.
                                    To prawda, że na mężczyźnie spoczywa większa odpowiedzialność za utrzymanie
                                    rodziny, co powoduje, że są obciążeni większym stresem. Kobieta może pracować,
                                    ale nie ośmiesza się będąc na utrzymaniu męża.
                                    Pełnego równouprawnienia nigdy nie będzie. My akurat jesteśmy z mężem w pełni
                                    partnerami (choć synowie uważają, że ja rządzę wszystkim...), ale u nas jest to
                                    możliwe. Wojujące feministki zawsze zapraszam do pracy na dachu, lub na
                                    budowie smile. Za to mężczyźni absolutnie nie radzą sobie z pracami wymagającymi
                                    koordynacji dziesiątek drobnych robótek (dom, pensjonat). Mogą tylko wykonywać
                                    jasno określone polecenia: przybij, wynieś, załatw konkretną sprawę smile.
                                    A pojęcie "maszynek do robienia pieniędzy" dotyczyło rodziców, którzy nawet po
                                    pracy nie są w stanie porozmawiać z dziećmi np. o przysłowiowym sensie życia,
                                    czy filmie; rodziców, którzy nie mają żadnych poza pracą zainteresowań - co
                                    najwyżej gapią się tępo w ekran.
                                    Pozdrawiam serdecznie z lasu - również żonę!
                                    • jan.kran Re: Przekazywanie doswiadczen. 07.01.05, 23:07
                                      Cenie sobie to co przezylam i nie oddalabym za nic swoich doswiadczen zyciowych.
                                      Dzieciom niczego nie narzucam ino swiece przykladem :-ppp i rozmawiam bez konca
                                      Uwazam to za najlepsza metode wychowawcza.

                                      Dostalam piekny prezent od mojej Corki.

                                      Powiedziala ze jestem dla Niej przykladem i ze chcialaby dac sobie tak rade w
                                      zyciu jak jasmile))
                                      Satysfakcja jest tym wieksza , ze ex ma bdb zawod , posadke i dochody a ja
                                      pracuje na tasmie i cienko przede smile))

                                      Mloda Ojca lubi , ale widzi ze On popelnil blad zyciowy kierujac sie zawodowo
                                      nie w te strone co powiniewn.
                                      Natomiast ja jestem zadowolona z zycia mimo klodsmile))
                                      Ciesze sie ze choc czastke doswiadczen przekazalam dzieciom.

                                      Niech lepiej Mloda zostanie zadowolonym filozofem sprzedajacym kebab na
                                      Marienplatz niz zestresowana dentystka:-ppp K.
                • josarna Re: Doswiadczenie zyciowe 05.01.05, 09:15
                  A jakież to studia skończył "eks"?
                  W pełni popieram Ciebie i córkę! Bardzo dobrze rozumiem, co znaczy miotać się
                  przez lata z powodu nieprawidłowego wyboru życiowego - można nawet znienawidzić
                  siebie! Ja doszłam do takiego stanu, bo wydawało mi się, że jeżeli propozycja
                  pracy w banku, czy biurze wyciska mi łzy z oczu, to znaczy, że jestem
                  obrzydliwym leniem. Dziś jestem szczęśliwa mogąc mieszkać na wsi, prowadząc
                  pensjonat i robiąc codziennie co innego. Mój mąż miotał się podobnie. Dzieciom
                  od małego radzę szukać własnej drogi, bo im wcześniej ją znajdą, tym większa
                  szansa, że osiągną sukces. W zasadzie obaj tę drogę znaleźli, ale starszemu nie
                  udaje się zarabiać wystarczających na utrzymanie pieniędzy. Młodszy studiuje
                  coś równie "bezużytecznego" jak filozofia (kulturoznawstwo), a oprócz tego
                  pasjonuje się muzyką i pracą w studiu nagrań. Chyba "eks" wyrzuciłby go z domu!
                  Tymczasem właśnie on wygrał, bo dostał pracę w radiu jako realizator dźwięku,
                  co chyba tak powszechne wśród studentów nie jest. Właśnie połączenie wiedzy
                  wyniesionej ze szkoły muzycznej, doświadczenia ze studia nagrań z humanistyczną
                  wiedzą ze studiów okazało się bardzo atrakcyjne.
                  "Bezużyteczne" studia dają coś bardzo ważnego: wiedzę ogólną, szerokie
                  horyzonty, orientację w literaturze i kulturze, ćwiczą zdolność szybkiego
                  uczenia się. To wszystko bardzo się w życiu przydaje. Konkretnego fachu z
                  reguły można się dość szybko nauczyć (oczywiście nie każdego - np. lekarza, czy
                  muzyka - nie). Córka już ma ogromny potencjał, a humanistyczne studia pozwolą
                  wspaniale ten diament oszlifować. Musi tylko codziennie myśleć, czym będzie
                  chciała zająć się potem i dokształcać się z czasem w wybranym kierunku.
                  Najgorsze, co robią niektórzy polscy absolwenci to czekanie, że ktoś zachwyci
                  się ich dyplomem i przyniesie im pracę na tacy.
    • omeri Re: Doswiadczenie zyciowe 04.01.05, 22:23
      Przekazywanie jest bardzo ważne,wlaśnie w taki pośredni sposób.
      Jak potrzebowałam, to nie mial mi kto przekazać.
      • rudakitka1 Re: Doswiadczenie zyciowe 05.01.05, 09:23
        Nigdy nie narzucałam dzieciom gotowych rozwiazań,ale bardzo duzo z nimi
        rozmawiam i same wyciągają wnioski z moich doświadczeń,raz lepiej,raz gorzej.
        Moje dzieci mają chyba o tyle lepiej,ze ich rodzice popełnili kilka
        kardynalnych błędów,więc mają na czym się uczyćsmile.Chyba dlatego są tak pazerne
        na wykształceniesmile.
        Tylko tak się zastanawiam,czy doświadczenie życiowe zapewnia same mądre decyzje?
        Bo jak tak się dokładnie rozglądam,to ilość głupstw popełnianych przez ludzi
        bardzo dorosłych,wcale nie jest tak mała,żeby mnie o tym przekonaćsmile.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka