Dodaj do ulubionych

Znowu o dzieciach

09.03.05, 16:07
Kazdy ma swoj model postepowania z dziecmi. Nikt nie jest idealnym rodzicem i
wszyscy popelniamy jakiestam bledy. Co jednak zrobic, widzac razace bledy w
postepowaniu innych? Konkretny przyklad; kolezanka corki dowalila z matmy na
polrocze. Owszem; szkola wysyla na kilka tygodni przed note informujaca
rodzicow, ze dziecko ma problemy, ale dziewczyna ta, z obawy przed awantura,
nie przekazala tej noty matce (ojca nie ma - rozwod). Teraz matka szaleje,
krzyczac, grozac ze sie zabije jak ta wroci do ojca itd itp a dziewczyna
przychodzi do nas i placze, bo naprawde chcialaby uciec. Ta matma to taka
kropla przelewajaca czare, jako ze cos tam zawsze sie dzieje - moim zdaniem z
powodu calkowitego braku zaufania matki do dziecka, a nie ze to dziecko jest
zle. Co robic?
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 16:33
      Marku, z jednej strony masz tzw. niewtracanie sie...
      z drugiej strony rozumiem, ze lubicie dziewczyne, ze jej problemy was obchodza.
      Znacie mame? na tyle, zeby z nia pogadac bez oskarzen o wtykanie nosa w nieswoje
      sprawy?

      Wydaje mi sie, ze dystans miedzy dziecmi a rodzicami jest bardziej regula niz
      wyjatkiem (szczegolnie jesli chodzi o nastolatkow). Gdzies jednak ostatnio
      czytalam o badaniach amerykanskich nastolatkow, i wychodzi na to, ze najbardziej
      potrzebuja uwagi ze strony rodzicow, nauczycieli. Zeby ich traktowano jak
      ludzi, zeby z nimi rozmawiano, a nie zostawiano samych z komputerem i TV.
      Trojka moich pasierbow byla traktowana jak myslace osoby, rozmawialismy z nimi
      duzo, zwracalismy uwage na ich zainteresowania, problemy. Chodzilismy razem do
      kina czy do knajpy czy na spacery. Pomagali w obowiazkach domowych.
      To wszystko byla przede wszystkim zasluga mojego bylego meza, ktory sam ich
      wychowywal zanim sie poznalismy.
      Ja sie z nimi zaprzyjaznilam, i lubimy sie i jestesmy w kontakcie po dzis dzien
      mimo rozwodu smile))
      Wyrosli na bardzo fajnych mlodych ludzi.

      J.
      • jej_maz Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 16:49
        Wlansnie - dziewczyna ta, strasznie lubi u nas przebywac, czesto podkreslajac
        ta "normalna atmosfere" i rozomowy. Nie, nie czuje sie w pozycji zwracac uwagi
        tej pani, powiem nawet, ze bardzo dobrze rozumiem obawy jej corki; sam sie boje
        absolutnie nieprzewidywalnych reakcji. Nie jest to sytuacja, gzie dochodzi do
        jakiegos wyzywania sie na dziecku - wowczas sa specjalne organa do ktorych
        mozna sprawe zglosic, ale eweidentnie mamy tu konflikt, ktory jedynie pograza
        juz i tak nie najlepsze stosunki matka-corka.
        • jutka1 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 17:29
          Wydaje mi sie, ze nic nie mozecie zrobic, niestety.
          sad
          Oprocz oczywiscie goszczenia tej dziewczyny u siebie, niech chociaz u was ma cieplo.
          I przekonania jej, ze matma taka straszna nie jest, tylko popracowac troche
          trzeba.. smile
          • mammaja Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 17:50
            Tak na dzisiaj to jedyna pomoc - jakos zmobilizowac te dziewczyne do nauczenia
            czy zdania tej matmy.Nie wiem czy to jest mozliwe.A wszystko inne wymaga
            rozwagi i dlugoterminowych dzialan. Niestety bez kontaktu z matka dziewczyny
            nie wiele da sie zrobic....
    • foxal Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 17:53
      Marku, gdyby Ci sie udalo w jakis sposob porozmawiac z ta matka, ze corka
      raczej potrzebuje byc "wysluchana" a nie skrzyczana, to to moze odniesc jakis
      pozytywny skutek na matce i dziewczynie. Jesli Ty nie mozesz miec do niej
      przyjaznego dojscia, to moze Twoja malzonka jak matka z matka.

      W najgorszym przypadku ta matka jeszcze wiecej sie zaprze do corki, na was
      obrazi a corka ucieknie z domu i nic z krzykow matki dobrego nie pozostanie,
      oprocz wiecej klopotow. Tylko spokojny i odwazny rzeczowy dialog moze
      rozladowac sytuacje w rodzinie tej kolezaniki.

      O tym, ze ona do was przychodzi i sie wyplakuje to jest dobre, ale matka tego
      tak nie bedzie interpretowac, jako wasz samrytanski gest, ale jako buntowanie
      corki przeciw matce. Dlatego moim zdaniem nalezy doprowadzic do takiej rozmowy
      i wyjasnic im o co chodzi, ze albo osiagna rodzinny spokoj, albo matka bedzie
      miala racje bez corki.Powodzenia w negocjacjach.
      • jej_maz Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 18:28
        Matka tej dziewczyny placze zonie do sluchawki, ta jej radzi a tamta robi po
        swojemu tak czy inaczej. Wlasnie dzisiaj rano, ta dziewczyna przyleciala
        wczesnie rano do nas z placzem, rozzalona ze mama na przemian albo sie do niej
        w ogole nie odzywa albo robi awantury i tak na przemian juz ktorys dzien z
        kolei - dzisiaj rano nawet do niej nie wstala, chociaz zawsze tradycyjnie razem
        jedza sniadania. Staramy sie wytlumaczyc matce ze swiat przez matme sie nie
        zawali, a corce ze to, ze trzeba nad nia popracowac to inna sprawa. Nawet
        zaoferowalismy pomoc jako ze nasza corke wyslalismy na dodatkowe prywatne
        lekcje, bo tez nie byla z tego przedmiotu orlem, ale przynajmniej od razu nam
        powiedziala ze potrzebuje pomocy. Coz jeszcze moge zrobic? Dziewczyna zaczyna
        przesiadywac u nas calymi dniami i boje sie ze w koncu matka nas ochrzani ze
        sie wtracamy albo jeszcze gotrzej; ze buntujemy corke przeciw matce.
    • ewapf Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 18:22
      jej_maz napisał:
      . Teraz matka szaleje,
      > krzyczac, grozac ze sie zabije jak ta wroci do ojca itd itp a dziewczyna
      > przychodzi do nas i placze, bo naprawde chcialaby uciec.
      ----------------

      Brzmi to dość niepokojąco, bo jezeli komuś mieć labilną psychikę to raczej
      dorastajacej córce, aniżeli matce. Od niej można by oczekiwać rozwagi i
      stabilności. sad
      Ale...

      Wydaje mi się Mark smile), że podstawą tej sytuacji jest głęboki konflikt pomiędzy
      rodzicami i niespójność ich postępowania wobec dziecka. Bardzo możliwe, ze
      zamieszkanie corki z ojcem byłoby dobrym rozwiazaniem, ale przewiduję sprzeciw
      sad, ze strony, skonfliktowanej z nim, matki. Częste, niestety sad

      Dlatego też może właściwym byloby zaproponować pomoc niezaleznego mediatora -
      psychologa, terapeuty rodzinnego? Głośno myslę...
      Nie sadzę , zeby pomoc Twoja i Twojej Zony była doceniona; obawiam sie nawet
      nieprzewidywanej reakcji ze strony owej osoby. Trzeba przyznać - dość
      niezrównowazonej, delikatnie mówiąc...

      A matmy nie demonizowaćsmile Nie ma takiego stopnia, którego nie dało by się
      poprawić i nie ma takiego przedmiotu, którego nie mozna się nauczyćsmile)
      Noooo, może skoku przez skrzynięsmile
      • jej_maz Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 18:31
        Mysle ze masz racje - przezycia i stres rozpadu tego malzenstwa, ewidentnie
        odbija sie na tych dziewczynach, a w sumie sa to fajni ludzie (rodem z Serbii).
        • mammaja Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 18:48
          W tej sytuacji absolutnie potrzebna jest pomoc fachowa, niestety wiem trudno
          namowic do korzystania. Ale tu jest to niezbedne....
          • ewapf Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 18:51

            I ja mam takie wrazenie, Mammajosmile)
            Praca nad matką, bo jest co "prostować". Córka da sobie radę... Jest tylko
            skutkiem, nie przyczyną...
            • mammaja Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 18:56
              Oczywiscie, da sobie rade, ale czasem koszty sa duze sad
          • skiela1 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 19:01
            Pomoc fachowa bylaby jak najbardziej na miejscu ale jestem pewna w 99% ze ta
            pani z takiej formy pomocy nie skorzysta bo to kosztuje furmanke
            pieniedzy,tymbardziej ze wychowuje corke sama.Na pomoc szkolnego psychyloga tez
            nie ma co liczyc.
            • jej_maz Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 19:08
              Niestety masz racje i niestety w obu przypadakach; furmanka pieniedzy w gre nie
              wchodzi, bo dziewczyny na prawde nie maja lekko a szkola... no coz...

              Zaprosilismy matke (nie mamy z nia za bliskich kontaktow - ot to co przez
              dzieci) na kolacje aby porozmawiac i zaoferowac nasza pomoc z ta matma.
              Zobaczymy co z tego wyjdzie - dam Wam znac.
              • skiela1 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 19:25
                Wasza rola w tej sytuacji to jest tylko obserwacja czy dziewczynie nie dzieje
                sie krzywda i czy sama nie ma glupich pomyslow(w tym pomocna bedzie corka)w
                razie czego odpowiednio zareagowac i do tego sprowadza sie Twoja pomoc w tej
                sytuacji.A to duzo.
                • jej_maz Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 19:27
                  Tak, to duzo ale postaramy sie aby wszystko byko ok - bardzo lubimy ta
                  dziewczynke.
                  • fedorczyk4 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 19:52
                    A ja pozwole sobie ostrzec Cie przed zbytnim angazowaniem sie w problemy tej
                    pani, bo zgadzam sie ze to matka glownie ma problem, a nie corka. Nie zebyscie
                    odwracali sie tylem, ale jednak nie bierzcie na siebie odpowiedzialnosci ktorej
                    nie uniesiecie na dluzsza mete.
                    • verbena1 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 20:31
                      Troche z innej beczki ale tez o dzieciach.
                      Niedawno nasz znajomy ,ojciec trzy letniego synka powiedzial: moj syn zostanie
                      najlepszym na swiecie tenisista. Za rok rozpoczynamy treningi.
                      Popatrzylam na niego, cherlawy,niewysoki, sport widzi tylko w telewizji i
                      pewnie poprzez dziecko chce spelnic swe skrywane marzenia.
                      Byc moze synek bedzie chcial trenowac i osiagnie kiedys jakies wyniki a jesli
                      nie?
                      Co wtedy, runa ojcowskie marzenia i ambicje, syn odsunie sie od ojca bo bedzie
                      czul sie winny itd. Mozna snuc roznorakie wizje.
                      Jak myslicie, do jakiego stopnia mamy prawo modelowac swoje dziecko, planowac
                      mu zycie i kariere.
                      Jaka jest nasza, rodzicow rola w ksztaltowaniu naszych dzieci.


                      • jej_maz Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 20:45
                        verbena1 napisała:

                        > Jaka jest nasza, rodzicow rola w ksztaltowaniu naszych dzieci.


                        Kazdy ma o tym inna opinie - dla mnie to oznaczalo pozwolic im uczyc sie robiac
                        ich wlasne bledy, akceptowac ich wybory i byc przykladem. Jak do tej pory dla
                        mnie to dziala - jestem bardzo, ale to bardzo dumny ze swoich dzieciakow smile
                        • fedorczyk4 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 20:51
                          To co opisales to jest ideal! Nie wiem czy udaje mi sie do niego doskakiwac na
                          codzien, ale podpisuje sie pod tym czterema konczynami.
                          • jej_maz Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 21:23
                            smile) To nie moja zasluga, to zony, ktora najpierw wychowala mnie na ojca a to
                            pozniej przeszlo na dzieci smile)

                            A tak juz zupelnie powaznie to nie zawsze bylem taki madry i calkiem niedawno
                            uswiadomilem sobie ta prawde. Wielu ze starych bywalcow forum pamieta moje
                            uwagi o synu, ktorego naukowe eksperymenty z "bladzeniem" i dosc kontrowersyjne
                            wybory zaczynaly wymykac sie spod kontroli za co w "nagrode" dostal bilet w
                            jedna strone do dziadkow do kraju. Po kilku miesiacach zadzwonil i powiedzial
                            ze jest gotow do powrotu. Nawet nie spytalem czy aby na pewno - pozwolilem
                            wrocic i dzisiaj (wlasnie mija rok) oczom nie wierze, ze ta "nauka na bedach
                            wlasnych" jest az tak owocna. Wyslalem zbuntowanego mlodzienca, wrocil dojrzaly
                            mezczyzna. Musze jednak podkreslic, ze nigdy, ale to nigdy nie dalem moim
                            dzieciom do zrozumienia ze im nie wierze - zaufanie bylo zawsze podstawa.
                            Jedyna pamiatka z tamtych czasow jest slawetny tatuaz na lewym ramieniu, nota
                            bene na wykonanie ktorego wyrazilem pisemma zgode... ciagle uwazam ze
                            postapilem wlasciwie biorac pod uwage tamte czasy.
                            • jutka1 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 23:10
                              Mark, pozwole sobie za ten twoj wpis otworzyc flaszeczke Lagavulin 16yo, ktora
                              dzis dostalam w prezencie bez okazji, i nalac sobie nektaru...
                              Czirs majt.
                              J.smile
                              • mammaja Re: Znowu o dzieciach 10.03.05, 01:36
                                Bo jak mowil pewien madry czlowiek - my, jak ogrodnik, mozemy
                                podlewac,przycinac - ale wzrost jest dany smileTo nie my sprawiamy, ze dziecko
                                rozwija sie pieknie - my musimy nie przeszkadzac smile))) No i czasem pomoc....
                      • fedorczyk4 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 20:48
                        Mysle ze dziecko samo to zalatwi. To sa wbrew pozorom odporne bestyjki.
                        Spolegliwe tylko do pewnego momentu. W chwili w ktorej materia poczuje sie
                        zmeczona, zaprotestuje i wtedy tatus bedzie musial sie dostosowac. Oczywiscie
                        znane sa przypadki ekstremalne, ale zazwyczaj proces wychowywania rodzicow
                        przebiega w miare bezbolesnie.
    • skiela1 Re: Znowu o dzieciach 09.03.05, 20:57
      Ja tez jestem dumna z tych bestijek ale tylko na dzien dzisiejszy.Jak im sie
      zycie potoczy jaka droge wybiora to juz ich decyzja.Przykladu z nas nie biora(a
      moze tylko udaja)zawsze wybieraja ta trudna i kreta droge..a mozna prosciej
      wystarczy posluchac rodzicow.Ale to jest tez dobre bo ucza sie na wlasnych
      bledach,no niby nie powinno sie isc na latwizne.I to by bylo na tyle,musze po
      mloda do szkoly jechac,juz ja ja wole prosta droga przywiezc zeby mi po drodze
      nie bladzila..smile)))
    • skiela1 Re: Znowu o dzieciach 11.03.05, 02:06
      Powiedziales ze nigdy nie dales dzieciom do zrozumienia ze im nie wierzysz-to
      znaczy wierzysz im czy nie?Na czym to zaufanie polega.
      • jej_maz Re: Znowu o dzieciach 11.03.05, 02:13
        Wierze w to co mowia i jakos do tej pory nie zalapalem na klamstwie. Malo tego;
        zawsze od nich pierwszych sie dowiaduje ze cos dowalily - czy to matma, czy
        wybita szyba a ja ich bronie. Efekt; jest to bardzo mile uczucie jak syn
        przychodzi do Ciebie i mowi, ze chcial sobie zrobic tatuaz i juz nawet siedzial
        na fotelu, ale nie chcial mnie postawic przed faktem dokonanym i chcial mi
        najpierw powiedziec o swoich zamiarach.
        • skiela1 Re: Znowu o dzieciach 11.03.05, 02:22
          To sie nazywa respekt i to sie liczy.Nauka nie idzie w las tak jak nam sie to
          czesto wydaje.
          • jej_maz Re: Znowu o dzieciach 11.03.05, 02:35
            Wiesz, mysle ze masz racje; dzieci obserwuja, patrza, sluchaja i wiecej ich
            nauczy przyklad niz kary i "kazania". Tak, jestem naprawde zadowolony z dzieci -
            mam szczescie - nie ze to ja jestem dobrym fachowcem - to material byl
            szlachetny i dal sie tak uksztaltowac.

            A zakoncze Ci ta histrie z tatuazem. Rozmawialismy przez kilka dni na temat
            nieodwracalnosci takich rzeczy i konsekwencji. Upieral sie. Wiedzialem, ze tak
            czy inaczej to zrobi. Postanowilem pojsc z nim i miec przynajmniej wplyw na to
            gdzie (sterylnosci plus doswiadczenie artysty), jak duzy, jaka tresc rysunku
            itd. Musialem podpisac zgode jako ojciec, bo mial wowczas siedemnascie lat.
            Akurat dostal to w prezencie urodzinowym (te rzeczy wbrew pozorom u fachowcow
            kosztuja). Niedawno z nim na ten temat rozmawialem - powiedzial, ze ma jeden i
            nie chce wiecej. Uznal ze ten jest bardzo specjalny dla niego - najlepszy
            prezent urodzinowy jaki syn mogl dostac od ojca. Mysle, ze mial wlasnie to
            zaufanie na mysli a nie rysunek na ciele.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka