Dodaj do ulubionych

Moje Wigilie

09.12.05, 23:52
To juz niedlugo, za dwa tygodnie nastepna nasza Wigilia.
To szczegolny dzien chyba dla kazdego z nas. Spotkania rodzinne w nastrojowej
atmosferze,tradycyjne,te same jak co roku potrawy, prezenty pod choinka,
pasterka.
Kazdy z nas ma inne wspomnienia.
Jakie byly te nasze Wigilie? Co zostalo w pamieci?
Powspominamy?
Obserwuj wątek
    • verbena1 Re: Moje Wigilie 10.12.05, 00:14
      Opowiem najpierw o tych niezwyklych.
      Dwa razy spedzalam Swieta w Australii u corki.
      Pierwszy raz, kiedy zostalam swieza babcia. Przejeta swoja rola postanowilam
      sprostac tradycji i urzadzic Wigilie po polsku.
      Bylo trudno.
      Temperatura dochodzaca do 40 stopni a ja rozebrana prawie do rosolu,stojaca
      przy kuchni i piekaca ciasta,miesa i pasztety.
      Malenka wnuczka lezaca jak ten Jezusek nago pod choinka i kolacja wigilijna w
      strojach bardzo letnich.
      Nic mi nie pasowalo do nastroju swiatecznego. Nikt nie mial ochoty na obfite
      jedzenie my z corka umeczone przygotowaniami,dziecinka placzaca.
      Wieczorem, kiedy upal nieco zelzal ziec zaproponowal spacer po plazy.
      Na nadbrzeznych bulwarach, na piasku, tlumy ludzi. Kazdy przyszedl odetchnac
      swiezym wieczornym powietrzem. Niektorzy przyniesli ze soba jedzenie, rozlozyli
      na kocach i ucztowali.
      Zalowalismy ,ze nie wpadlismy na ten sam pomysl i nie zrobilismy Wigilii na
      plazy.
      W pierwszy dzien Swiat spakowalismy namioty, spiwory,wszystko co bylo do
      jedzenia i wyruszylismy na wedrowke po Australii.
      Do tej pory usmiecham sie jeszcze na wspomnienie tej dziwnej Wigilii.
      • jutka1 Re: Moje Wigilie 10.12.05, 00:26
        Verbenko,
        Jutro napisze, teraz padam na nos...
        Jedna dziwna - Wigilia u tesciow.
        Druga dziwna - to jutro.

        J. smile
        • fedorczyk4 Re: Moje Wigilie 10.12.05, 00:40
          U nas w mojej polskiej rodzinie, aż do mojego wyjazdu w 1983, Wigilje były u
          Babci. Dość tradycyjne, ale bez przesady bo nikt nie lubił karpia, i dość
          nudne, chyba że Prababcia z czymś wystąpiła, a potrafiła.Hm, ja czssem też bo
          nie lubiłam Dziadka.Ale generalnie było po Bożemu. Za to we Francyji walczyłam
          z tam bylczymi zwyczjami z uporem godnym LPRu. Nie wiem czemu ale zaparłam się
          zadnimi nogami i narzuciłam im Nasze polskie jarskie dania, tyle że nieco
          zmodyfikowane. Zamist karpia, łosoś, osrygi i reszta owoców morza, grzyby
          panierowane, kutia, barszcz z pasztecikami grzybowymi, słatka jarzynowa i tylko
          deser zostawiałm Teściowej. Lody kasztanowe od Beritiliona.
          • jutka1 Re: Moje Wigilie 11.12.05, 09:40
            No wlasnie. Pierwsza Wigilia u tesciow z foie gras i innymi francuskimi
            specyjalami, i ja "z dziwnych powodow" znarowiona. Nie potrafilam wytlumaczyc,
            dlaczego "nie jestem glodna" smile)) Sama siebie zadziwilam wtedy wink
            Inna Wigilia, wczesniej, w Waszyngtonie, kiedy postanowilam przygotowac wszystko
            jak trzeba dla siebie i owczesnego nie-meza. Wszystko kosmicznie sie spieprzylo:
            galareta sie nie sciela, pierogi i uszka sie rozwalily, barszcz sie przegotowal
            i nabral pieknego brunatnego koloru... Hehehehe smile))))
          • bacia40 do Fedorczyk4 11.12.05, 14:29
            Czy mogłabyś napisać o francuskich świętach? ze szczeg. uwzgl. Wigilii?
            Moje dziecko na j. fr. ma przygotować ten temat, a niewiele info. udało nam się
            znależć.Prosimy piękinie...i pozdrawiamy.
            • joujou Re: do Fedorczyk4 13.12.05, 17:18
              >Moje najpiękniejsze Wigilie to te
              w domu rodzinnym.Tradycyjne potrawy,czyli
              obowiązkowo barszcz z uszkami lepionymi
              przez mamę,postna kapusta,karp i inne
              specjały.Nic nie liczyło się tak,jak ten
              barszcz z uszkami,resztę to już właściwie się
              tylko skubało.Odkąd moi rodzice nie żyją,nie
              ma już tej atmosfery i już tak nie tęsknię do
              świąt.Zazwyczaj Wigilię spędzamy u teściów, a oni
              nie uznają potraw,które są dla mnie obowiązkowe.
              Tak więc jeśli sama przygotowuję kolację to ich niechęć
              odbiera mi całą radość.Dla nich najważniejsze,aby szybko
              i prosto,nie ma już tego rodzinnego klimatu.Na szczęście
              mąż i syn wolą tę "moją Wigilię".Podczas tego wieczoru
              najważniejsze jest ciepło rodzinne.U teściów jest to raczej
              sztuczne i to się odczuwa,ale nie potrafię i nie chcę im
              odmawiać.
              • mammaja Re: przygotowania 13.12.05, 21:25
                Juz od poczatku grudnia nudzilismy mame - kiedy zdejmiemy "ozdoby" - wreszcie
                z pawlacza zjezdzaly pudla przechowywane z roku na rok, pelne robionych przez
                pokolenia ozdobek na choinke, lancuchy ze slomki z bibulkami i te najprostsze z
                kolek kolorowych papierow, aniolek na szczyt pamietajacy dziecinstwo mojej mamy,
                przepiekne kompozycje z malych banieczek i koralikow z jakiejs dzialajacej
                jescze jakis czas po wojnie prywatnej wytworni, swieczniki na prawdziwe swieczki
                - oczywiscie bombki wszelkich rozmiarow - no i zaczynaly sie zabawy w robienie
                ozdobek - pajacow z wydmuszek, koszyczkow z kolorowego papieru,zlocenie
                orzechow,zawijanie cukierkow w zlotka i wystrzyzona bibulke.
                Oczywiscie to wspomnienia z bardzo wczesnego dziecinstwa - ale jakze wspaniale
                bylo to zajecie dla dzieci- i jak wzmagalo tesknote za nadchodzacymi swietami.
                A choinka musiala byc pod sufit, co w wysokim "przedwojennym" mieszkaniu
                znaczylo kolo trzech metrow - czyli bylo na czym wieszac. CDN.

            • fedorczyk4 Re: do Fedorczyk4 13.12.05, 22:11
              To jakieś przekleństwo, nie Ty Baciu, trzy razy pisałam i co rusz coś sie
              dzialo. A to padł net, a to Kot Ranyboskie przeleciał po klawiturze i skasował.
              Podejmuję ostatnią próbę. A i ta pewnie mocnoCie zawiedzie bo moja rodzina była
              słabo przywiazana do tradycji, jako że raptem od trzech pokoleń katolicka.
              Poprzednie były protestanckie. Generalnie do stołu siada się o normalnej porze
              kolacyjnej, czyli o 20. Nie ma tradycyjnych potraw, chyba że ktoś się uprze
              przy faszerowanym indyku. Tradycyjny jest deser czyli Wigilijne Polano rodzaj
              rolady z kremem udekorowanej czekoladą, listkami, Św Mikołajem. Prezenty są
              rano. Tyle mogę Ci powiedzieć, ale zupełnie nie jestem miarodajnym źródłem.
              Pozdrowienia
    • skrzydlate Re: Moje Wigilie 10.12.05, 17:49
      Najpiekniejsze moje wigilie to te robione dla moich dzieci, pamiętam jak pewnego
      razu weszłam do pokoju i zobaczyłam moje młodziutkie jak siedzą i rozkładają
      wszystkie kolorowe dyplomy (za każdy fajny wysiłek z ich strony pt mycie ząbków,
      mycie talerzyka po jedzeniu, samodzielne pościelenie łóżka czy ubranie się
      dostawały dyplomy przeze mnie rysowane i ozdabiane). Na całej podłodze wokół
      choinki leżały kolorowe malutkie dyplomiki, żeby święty Mikołaj zobaczył jacy
      byli grzeczni. Tego nie zapomnę.
      • verbena1 Re: Moje Wigilie 18.12.05, 21:11
        Opowiem Wam o mojej pierwszej holenderskiej Wigilii.
        Postanowilam zrobic taka prawdziwie polska z barszczem, uszkami, makowcami i
        ryba.
        Slabo wtedy rozumialam holenderski, z mezem porozumiewalismy sie paroma slowami
        niemieckimi a ja musialam mu wytlumaczyc o co mi chodzi.
        Najpierw dlugo nie mogl zrozumiec dlaczego upieram sie zaczynac swieta dzien
        wczesniej.
        Nastepnie - kwestia maku. Obeszlismy wszystkie sklepy, nikt nie wiedzial o co
        chodzi. Wreszcie trafilismy. W sklepie ze zdrowa zywnoscia, po niebotycznej
        cenie za 100gram. Przywiozlam z Polski stara maszynke do miesa i mak zostal
        dwukrotnie zmielony. Drozdze suszone przytomnie wypatrzylam w sklepie
        spozywczym.
        Karp,nastepny problem, musi byc przeciez na wigilie. W sklepie rybnym
        asortyment bogaty ale karpia niet. Juz nie pamietam co kupilam ale w kazdym
        razie byla to ryba.
        Barszcz i uszka nie sprawily mi trudnosci.
        Zaprosilam na Wigilie moja swieza wtedy tesciowa, ktorej prawie nie znalam.
        Sprobowala jednym zebem uszka, wypila dwie lyzki barszczu, podziekowala za to
        dziwne ciasto z czyms czarnym i szybko sie pozegnala z obawy ,ze znow bedzie
        musiala probowac czegos dziwnego.
        Nastepne wigilie staralam spedzac sie w polskim towarzystwie lub w kraju. Wtedy
        wiem ,ze bedzie ta specjalna atmosfera, koledy i dzielenie sie oplatkiem.

        Maz polubil juz te smieszna czerwona zupe i przepada za makowcem. Wie tez co
        nalezy zrobic z oplatkiem czyli nie zjadac samemu tylko podzielic sie z
        pozostalymi osobami.
        Ciagle jeszcze zapomina ,ze Swieta rozpoczynamy dzien wczesniej niz pozostali
        Holendrzy.
        • bodzio49 Re: Moje Wigilie 18.12.05, 21:33
          Nie przypominam sobie żadnych specjalnych Wigilii a właściwie wszystkie były
          specjalne i raczej tradycyjne. Może poza jedną z czasów wojska ale to nie temat
          na ten wątek. Ale kiedy nie mogłem być na wigilię u mamy w domu to zawsze
          zostawiała dla mnie co najmniej jedną dużą porcję barszczu i uszka. Takich
          uszek nie jadłem nigdzie i chyba już nie będę.
          • mammaja Re: Moje Wigilie 18.12.05, 22:02
            W moim domu rodzinnym tez zawsze byl barszcz z uszkami - ale juz w rodzinie
            meza tradycyjnie grzybowa z uszkami.No to trzeba bylo pojsc na kompromis - na
            wigilie jemy te grzybowa, a potem w pierwszy dzien barszczyk.Od dwu lat syn
            kupowal uszka w wyprobowanym miejscu - nie wiem jak bedzie w tym roku, bo mam
            malo grzybow! Ale moze troche uszek zrobie! A wogole mam malo swiateczny
            nastroj, za duzo klopotow ostatniemi czasy!
            • bodzio49 Re: Moje Wigilie 18.12.05, 22:15
              Kłopoty to w tym roku moja specjalność mammajko. Oj, nazbierało się tego. Jak
              się już uporam, to Wam opowiem.
              • joujou Re: Moje Wigilie 18.12.05, 22:27
                bodzio49 napisał:

                > Kłopoty to w tym roku moja specjalność mammajko. Oj, nazbierało się tego. Jak
                > się już uporam, to Wam opowiem.

                >A już myślałam,że tylko ja sama z tymi kłopotami...
                Też nie mogę jakoś złapać przez to świątecznego
                nastroju i czekam tylko,żeby ten rok się już skończył,
                może coś się zmeni.
                • mammaja Re: Moje Wigilie 18.12.05, 22:55
                  No to nas już jest troje czekajacych na zmiany na lepsze smile))))
                  • bodzio49 Re: Moje Wigilie 18.12.05, 23:20
                    mammaja napisała:

                    > No to nas już jest troje czekajacych na zmiany na lepsze smile))))
                    Zdaje się, że Fed też czeka smile
                    Ale przecież nikt nie gwarantował nam tutaj wiecznej szczęsliwości. Fajnie, że
                    dzień już coraz dłuższy będzie. A słońca więcej i więcej. A tuż przed nami
                    najcieplesze rodzinne święto (probuję odkręcić wątek).
                    • dan8 Re: Moje Wigilie 21.12.05, 14:38
                      Moje Wigilie z dziecinstwa pachnialy wypastowanymi podlogami,dywanami
                      wytrzepanymi na sniegu,praniem przyniesionym ze strychu i pachnacym
                      mrozem,pachnialy jodla i pieczonym ciastem.
                      Z tych zapachow wigilijnych pozostal tylko zapach ciasta.
                      Podlog juz sie nie pastuje,pranie pachnie sloncem,choinka jest sztuczna.
                      • skir.dhu Re: Moje Wigilie 21.12.05, 15:15
                        Byly jedna swieta, na ktore czesc rodziny przywiozla laptops i cellphones. To
                        byl koszmar. No i Dziadek (tesc) oficjalnie zapowiedzial, ze w nastepnym roku
                        ZA PROG nie wpusci z zadnym takim sprzetem. Nikt Dziadka nie potraktowal
                        powaznie i to byl blad smile W kolejnym roku Dziadek faktycznie wymusil na
                        wszystkich pozamykanie sprzetu w samochodach i ZA PROG nie wpuscil wink Po
                        jakichs 2 dniach ganiania do samochodow zeby uzyc laptops, wszystkim zapalencom
                        sie znudzilo i odtad swieta u Dziadkow sa cellphone & laptop free - taki
                        maly "terror" rodzinny, ktory popieram calym sercem. Dzieci nie dostaja zadnych
                        gier, filmy ogladane sa wspolnie cala rodzina, cala rodzina bawimy sie tez na
                        sniegu i gadamy przy jedzeniu. Najfajniej jest noca z 24 na 25 grudnia gdy
                        wierzacy ida na nocna msze a reszta z nas siedzi w kuchni (niby sprzatamy po
                        kolacji), pije wino i gada. Potem reszta wraca z mszy i jest tak dobrze smile To
                        jest ten moment swiat, ktory jest dla mnie wart jazdy prawie 800 km na polnocny-
                        wschod.
                        Skir Dhu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka