27.02.07, 21:44
Moja wina: zapomniałam powiadomić na forum o wczorajszym spektaklu, ale
postaram się dopilnować na TV Polonia.
Może jednak ktoś widział?
Obserwuj wątek
    • verbena1 Re: Teatr TV 27.02.07, 22:25
      Josarno,moglabys cos wiecej na temat tego spektaklu?
      Jestem zagraniczna i nie mam dostepu do wszystkich kanalow tv.
      • mammaja Re: Teatr TV 27.02.07, 22:26
        Juz napisalam obok, ze tez przegapilam. A tak chcialam zobaczyc sad
        • dha_tomciaj Re: Teatr TV 28.02.07, 09:41
          Tu jest wideo:
          ww6.tvp.pl/View?Cat=780&id=464790
          tu jest zwiastun:
          ww6.tvp.pl/View?Cat=6299&id=464125
          Tu wiecej o o.Górze:
          ww6.tvp.pl/include/docs/2007/02/23/prasa_23022007_GW1.jpg
          Ale na Polonii na pewno powtórząwink)
        • josarna Re: Teatr TV 28.02.07, 21:45
          Nagrałam, ale na zwykłej taśmie. Spektakl nie był wcale taki zły jak się
          spodziewałam. Zdjęcia piękne. Nie była to też tak całkiem laurka o.Góry.
          Rzeczywiście zawaliłam sprawę, bo miałam tyle osób do powiadomienia, że o Forum
          przypomniałam sobie zbyt późno. Przepraszam.
          Cóż ja mogę powiedzieć? Uderza fakt, że w żadnym filmie o tej postaci nie widać
          wsi, sąsiadów - poza wiejskimi głupkami.
          A sam bohater? Może taki "drobny" fakt. Na kilka dni przed śmiercią najbliższego
          sąsiada o. Góra przyjechał na Jamną, spacerował obok jego domu i nie wstąpił do
          umierającego, któremu Duszpasterstwo to i owo zawdzięcza (choćby ogród). Cóż,
          nie było tam telewizji, tylko zapach śmierci...
          • mammaja Re: Teatr TV 28.02.07, 22:01
            To sa dosc delikatne sprawy i nawet o.Gora nie zaproszony nie przychodzi. A
            sztuka byla moze o czym innym, nie akurat o wsi i sasiadach, obejrze to sie
            wypowiem - narazie tylko rozmawialam dzisiaj z autorem (wspol).
            • josarna Re: Teatr TV 28.02.07, 22:11
              Czy umierający PRZYJACIEL musi zapraszać?! Rzeczywiście na to nie wpadłam... Na
              wsi jest zwyczaj, że do umierającego ksiądz po prostu przychodzi, nawet jeśli
              jest to pijak leżący w rowie.
            • josarna Re: Teatr TV 28.02.07, 22:27
              Mammaju, piszą wszędzie, że autor zebrał mnóstwo materiału - dlaczego zatem nie
              rozmawiał z ludźmi, którzy znają o.Górę od kilkunastu lat? Nie chodzi o to, by o
              nich pisać, ale by przynajmniej szukać prawdy. Ta pogarda dla "wieśniaków" jest
              odczuwalna na każdym kroku. Studentka, która jest na Jamnej przez kilka dni jest
              bez porównania większym autorytetem. Sąsiedzi bardzo dużo mogliby powiedzieć,
              ale któż by słuchał opinii prostaków.
              P.S.: jak Wam się podoba się zdanie: "Chłopy nie przyszły do roboty, bo jednemu
              krowa się cieli, drugiemu baba się cieli..."?
              • fedorczyk4 Re: Teatr TV 01.03.07, 06:35
                Nie podobasad
                • kamfora Re: Teatr TV 01.03.07, 07:32
                  Przez ostatni rok jakoś do poznańskich dominikanów mi się zrobiło "po drodze".
                  Przyznać muszę, że duży wpływ na to miały dawne forumowe dyskusje na ich temat
                  w wątkach tworzonych przez Josarnę - za co Josarnie chciałabym teraz
                  podziękować smile.
                  Postanowiłam sama sprawdzić "u źródła", jak to jest naprawdę smile
                  W lecie byłam nawet tydzień na Jamnej (się jednak tak złożyło, że pod
                  nieobecność o. Góry).

                  Przyznaję, że Góra robi czasem sporo, żeby go nie polubić.
                  Ale przecież to nie on jest najważniejszy...

                  www.jamna.org.pl/
                  • josarna Re: Teatr TV 01.03.07, 15:42
                    Dzięki, Kamforo smile A może poznałyśmy się, tylko ja o tym nie wiem? smile)
                    Tak, nie on jest najważniejszy, tylko że w ośrodku nawet zagorzali zwolennicy
                    nie wiedzą co jest ważne i jaki jest cel jego istnienia. Znam inne miejsca, w
                    których "efektywność", czyli stosunek efektów do nakładów finansowych jest bez
                    porównania wyższa (np. Świetlica Terapeutyczna oo.Pijarów w Krakowie)
                    Wiesz, gdy byłyśmy z siostrą dziećmi, moja zabawa polegała na konstruowaniu i
                    organizowaniu np. klasy szkolnej, a potem już nie umiałam się bawić smile. Z Jamną
                    i o.Górą jest dokładnie tak samo smile.
                    • kamfora Re: Teatr TV 01.03.07, 18:28
                      Raczej się nie poznałyśmy smile Wprawdzie jadąc tam miałam ochotę zobaczyć i Twoje
                      królestwowink ale okazało się, że to za daleko...Ale może uda mi się kiedyś w
                      przyszłości (o ile tej przyszłości wystarczywink

                      Myślę, że jest tak dużo miejsca (i potrzebujących) na Ziemi, że starczy i dla
                      Pijarów i dla Góry i dla tych, którzy mają jeszcze inne pomysły. Góra nie jest
                      terapeutą. On skupia przy sobie tych, którzy "szukają siebie samych". Ci,
                      którzy szukają o. Góry i chcą potwierdzić to, co o nim słyszeli - najczęściej
                      odchodzą zawiedzeni (albo wręcz oburzeni). Bo on jest raczej latarnikiem niż
                      kapitanem statku...
                      • mammaja Re: Teatr TV 01.03.07, 19:05
                        Bardzo ladnie napisalas to, kamforo! Tak sie zlozylo, ze jezdzac w te okolice
                        przez cale lata nie wiedzialam o Jamnej,( najpierw to wcale nie bylo tego
                        osrodka) dopoki nie napisala o niej Josarna. Jestem jej wdzieczna bo poznalam to
                        miejsce - spedzilam tam tylko jeden dzien, zobaczylam jeszcze jedno niezwykle
                        miejsce. Nie mnie oceniac stosunki pomiedzy miejscowymi i tymi ktorzy przyszli.
                        Czesto na styku takich dwu rzeczywistosci powstaja nieporozumienia. Natomiast o
                        sztuce moge wypowiedziec sie dopiero jak ja obejrze. O O.Gorze dowiedzialam sie
                        jakies,ojej, nie napisze ile lat tenu, kiedy jeszcze nie byl taki znany,
                        mieszkal akurat w Warszawie i zbieral spod kolumny Zygmunta mlodych narkomanow.
                        Bardzo wtedy pomogl mojej znajomej i ona mi o nim opowiadal zafascynowana. Potem
                        przeczytalam ksiazke o poznanskim osrodku - cos w tytule bylo o kasztanach. Byla
                        taka, jaka by sie chcialo zeby pisali ksieza. Potem wyplynal jako organizator
                        slynnych spotkan w Lednicy. Jezeli chodzi o wspolautora sztuki - Piotra W., to
                        jest to ostatni czlowiek na swiecie, ktorego mozna posadzac o lekcewazenie
                        kogolwiek, a fascynacja gorami i ludzmi gor towarzyszy mu zawsze.
                        Z Jamnej przywiozlam ksiazeczke o powstawaniu tego osrodka. Jest poruszajaca.
                        Nawet, jezeli dla was, mieszkancow , wiele spraw wyglada inaczej.
                  • josarna Re: Teatr TV 01.03.07, 15:58
                    Jeszcze dwie sprawy:
                    - o.Góra rzadko bywa na Jamnej, więc nic dziwnego, że trudno go spotkać -
                    najlepiej ok. 15.08 i w Sylwestra;
                    - umierający, o którym pisałam to: (cytuję z podanej przez Ciebie strony)
                    "...jeden z wiekowych obywateli wioski i dobrodziej <<Republiki
                    dominikańskiej>>,...". Sądziłam, że obowiązuje jeszcze nakaz "chorych
                    odwiedzać", ale widać nie jestem na bieżąco.
                    • dha_tomciaj Re: Teatr TV 02.03.07, 09:04
                      Bardzo ciekawy temat poruszyąyście.Ja nie byłam na Jamnej,nie zanam
                      o.Góry ,znam tylko opowiadania innych,więc nie mam prawa się
                      wypowidać.Przypomniała mi sie tylkko postać Marka Kotańskiego,który był według
                      mnie jednym z najwieksztych społeczników,a jednak też potrafił "zjednywać"
                      sobie wrogów.Może najlepiej nic nie robić,to wtedy nikogo się nie dotknie??
                      Nie krytykuję nikogo,tylko głośno myślęwink)
                      • josarna Re: Teatr TV 03.03.07, 08:59
                        1. Należałoby wysłuchać tych wrogów (Kotańskiego) i przemyśleć, czy mieli rację
                        - oczywiście jeśli udałoby się nam dojść prawdy;
                        2. Potem ocenić, czy TEN cel mógł uświęcić TEN środek.

                        Jestem przekonana, że np. oczekiwanie od ojca siedmiorga dzieci, by pracował ZA
                        DARMO na rzecz ośrodka, w którym zdrowa młodzież ma wypoczywać i pomyśleć nad
                        sobą nie jest w porządku. Zapewniam Was, że we wspomnianym ośrodku nie ma
                        miejsca dla młodzieży trudnej (co akurat jest mi bardzo na rękę smile))
                        • dha_tomciaj Re: Teatr TV 03.03.07, 09:04
                          josarna napisała:

                          > 1. Należałoby wysłuchać tych wrogów (Kotańskiego) i przemyśleć, czy mieli
                          rację
                          > - oczywiście jeśli udałoby się nam dojść prawdy;
                          > 2. Potem ocenić, czy TEN cel mógł uświęcić TEN środek.
                          >
                          > Jestem przekonana, że np. oczekiwanie od ojca siedmiorga dzieci, by pracował
                          ZA
                          > DARMO na rzecz ośrodka, w którym zdrowa młodzież ma wypoczywać i pomyśleć nad
                          > sobą nie jest w porządku. Zapewniam Was, że we wspomnianym ośrodku nie ma
                          > miejsca dla młodzieży trudnej (co akurat jest mi bardzo na rękę smile))

                          Moja myśl była tylko taką "wolno rzuconą".Nie znam realiów,więc nie mam prawa
                          się wypowiadać.Wiem tylko,ze punkt widzenia zależy od wielu rzeczywink).
                          Pozdrawiam serdecznie.
                          • kamfora cień sławy 03.03.07, 10:33
                            Nie jest łatwo żyć blisko sławnego człowieka. Zwłaszcza, jeśli się widzi tego
                            człowieka w różnych sytuacjach, także i niezbyt, powiedzmy, wartych uznania.
                            Często pojawia się pokusa, aby porównywać się z tym człowiekiem - Zawsze
                            znajdzie się coś, w czym się jest lepszym od tego człowieka (albo chociaż takim
                            samym).
                            A w tym, w czym się mu ustępuje - zawsze można znaleźć przykład kogoś, kto jest
                            jeszcze lepszy (pomijając milczeniem kwestie, w których tamten jest "gorszy")

                            Tylko po co?
                            • josarna Re: cień sławy 03.03.07, 16:35
                              Dlaczego nie jest łatwo żyć blisko sławnego człowieka? Mieszka tu o wiele
                              bardziej sławny człowiek i to sławny na świecie - jakoś nie ma z nim problemów
                              choć charakter ma trudny (porywczy), ale jest szczery, prostolinijny i nie
                              kłamie - czego nie cierpię! Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że od lat
                              funduje dzieciom z pobliskiej szkoły obiady i wycieczki, by poznawały Polskę.
                              Tylko, że o tym nikt nie mówi, bo po co? A ta rozgrymaszona młodzież, która
                              przyjeżdża z nudów do pięt nie dorasta tutejszej, która zazwyczaj wstaje o 4.15,
                              pracuje, studiuje i pomaga w gospodarstwie.
                              Jest zasadnicza różnica między tymi, którzy pomagają innym Z POTRZEBY SERCA, a
                              tymi, którzy palcem nie kiwną jeśli nie przyniesie to ROZGŁOSU.
                              P.S.: Ja też myślałam, że o.Góra jest sławny, ale okazuje się, że większości
                              gości trzeba tłumaczyć kto to jest. W przeciwieństwie do pana P., którego znają
                              wszyscy.
                              A ja nie mam najmniejszych powodów do kompleksów smile). Jestem całkowicie
                              spełniona osobiście, zawodowo, finansowo i mam tłumy przyjaciół. Sława jest
                              ostatnią rzeczą, na jakiej mi kiedykolwiek zależało; co więcej jest tym, czego
                              bałabym się najmocniej, gdyż ogranicza wolność, która jest dla mnie niezwykle
                              ważna. Nie ma większej radości niż swobodne bieganie po lesie z aparatem
                              fotograficznym smile)
                              • fedorczyk4 Re: cień sławy 03.03.07, 17:07
                                Josarno, siedziałam cicho do tej pory bo, o Ojcu Górze wiem nic, o Jamnej też
                                niewiele, ale suma sumarum tak jak czytam ten watek, to zgadzam się z
                                przewodnią myślą która towarzyszy Twoim wpisom (tak jak ona do mnie przemawia).
                                A mianowicie że, człowiek naprawdę dużego formatu jest skromny i jego działania
                                są dyskretne i konstruktywne, a nie medialne. Bywało drzewiej że, bywałam w
                                kręgach ludzi haryzmatycznych i niestety ci najbardziej opiewani zawsze jakoś
                                tak mi się weryfikowali negatywnie. Za to ci do których musiałam sama docierać
                                pracą własnych myśli i łokci, okazywali się na miarę wszechświata. Tak jak na
                                przyład siostra Rafaela, franciszkanka która działa w Ruandzie, zakładając
                                szkoły i domy dla niewidomych sierot. Ale o niej jest cicho, cichuteńko. Gdybym
                                jej nie znała, tej niezłomnej staruszki, nigdy nie usłyszałabym o jej
                                heroicznej walce o pieniądze na rzecz tych dzieci i o tym co robi na miejscu.
                                Czasami niestety wszystko sprowadza się do szcunku. Ci którzy bardziej szanują
                                innych niż siebie samego, są wielcy i nieznani, pozostali są postaciami
                                dyskusyjnymi. Nie krytykuję Ojca Góry. Nie znam, nie wiem. Ale instynktownie
                                wybieram pana P. siostrę Rafaelę i ludzi im podobnych.
                                • josarna Re: cień sławy 05.03.07, 23:00
                                  Tak, Fedorczyku, wiem, o czym mówisz. Chylę czoła przed siostrą Rafaelą. Chylę
                                  czoła przed siostrą Barbarą, która przeprowadziła naszego stryja przez bramę
                                  śmierci znajdując w tym radość dawania, a teraz musi odejść, bo zbyt kontrastuje
                                  z otoczeniem, bo chciała za dużo robić, bo chciała, by inni również pracowali...
                                  • mammaja Re: cień sławy 05.03.07, 23:11
                                    Smutne co piszesz. Przez wiele lat wycinalam znaczki ostemplowane ze starych
                                    kopert, bo byly panie, ktore posylaly je do ojca Zelazko w Indiach.Podobno byla
                                    to forma pomocy finansowej. Tyle lat pracowal z tredowatymi, a dopiero pod sam
                                    konic zycia zrobilo sie o nim troche glosniej. Tylko ze sa tacy i tacy. Kiedy
                                    czytam wasze posty nieuchronnie mysle o rozmaitosci powolan. Sa tacy i inni -
                                    jak wg sw Pawla rozmaite czesci ciala - wszystkie sluza na swoj sposob.
                              • kamfora Re: cień sławy 03.03.07, 17:56
                                josarna napisała:

                                > Dlaczego nie jest łatwo żyć blisko sławnego człowieka? Mieszka tu o wiele
                                > bardziej sławny człowiek i to sławny na świecie - jakoś nie ma z nim problemów
                                > choć charakter ma trudny (porywczy), ale jest szczery, prostolinijny i nie
                                > kłamie - czego nie cierpię! Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że od lat
                                > funduje dzieciom z pobliskiej szkoły obiady i wycieczki, by poznawały Polskę.

                                Ok. Tylko zauważ, że fundowanie to jedno, a bycie z tymi dziećmi/młodzieżą
                                czyli organizowanie tych wycieczek czy obiadów - to drugie. Preisner jest
                                kompozytorem - tym zarabia na życie i dzieli się z innymi częścią swoich
                                zarobków. Góra jest zakonnikiem i od wielu lat duszpasterzem akademickim.
                                Zajmuje się między innymi tą, jak to określasz, rozgrymaszoną młodzieżą.
                                Czy nie powinien, bo "jego" młodzież nie dorasta do pięt tej z okolic Jamnej?

                                > Jest zasadnicza różnica między tymi, którzy pomagają innym Z POTRZEBY SERCA, a
                                > tymi, którzy palcem nie kiwną jeśli nie przyniesie to ROZGŁOSU.

                                Góra zaczynał jako nikomu nie znany dominikanin, duszpasterz szkół średnich.
                                Od początku młodzież się do niego garnęła. Nie sądzę, że wtedy myślał o
                                jakimkolwiek rozgłosie. On naprawdę lubi to co robi, lubi tych młodych.
                                Gdyby nie - zająłby się pracą w wydawnictwie, pisałby książki
                                czy cokolwiek innego.

                                P.S.: Ja też myślałam, że o.Góra jest sławny, ale okazuje się, że większości
                                > gości trzeba tłumaczyć kto to jest. W przeciwieństwie do pana P., którego
                                > znają wszyscy.
                                > A ja nie mam najmniejszych powodów do kompleksów smile). Jestem całkowicie
                                > spełniona osobiście, zawodowo, finansowo i mam tłumy przyjaciół.

                                No właśnie. smile
                                Dlatego trudno mi zrozumieć, dlaczego tak bardzo drażni Cię jego charakter,
                                dlaczego denerwuje Cię, że są ludzie, którzy Górę lubią i dają mu pieniądze
                                właśnie na tę a nie inną działalność...
                                I do tego mówisz o nim swoim gościom robiąc mu rozgłos smile))
                                • josarna Re: cień sławy 05.03.07, 22:51
                                  Kamforo, odpisałam szerzej wcześniej prywatnie nie wchodząc na forum. Nie wiem,
                                  czy masz czas, ale przyjedź tu na dłużej, to sama zobaczysz, jak to jest. Tu NIE
                                  MA pracy duszpasterskiej; jest czasem trochę efekciarskich chwytów, które młodzi
                                  lubią, ale bardzo szybko poznają, że to tylko taki cyrk.
                                  Dziś naprawdę nie mam na nic siły, bo wykopano stamtąd wspaniałą osobę, która
                                  naprawdę chciała coś zrobić, a przy okazji zdobyła moje serce.

                                  A wycieczki czy obiady są organizowane w ramach pracy zawodowej.

                                  I jeszcze coś.
                                  Kamforo, nie chcę wychwalać siebie, czy moich pracownic, ale wyobraź sobie, że
                                  my również często pozwalamy się np. ludziom wygadać, słuchamy ich, bywa, że
                                  radzimy, ale oprócz tego musimy np. sprzątać, gotować, kupować, dźwigać,
                                  naprawiać i zarabiać pieniądze. Nie zapominaj, że ONI nie robią żadnej z tych
                                  rzeczy i z nudów mogą czasem z kimś pogadać.
                                  • fedorczyk4 Re: cień sławy 05.03.07, 23:09
                                    Nie wiem co Kamfora napisała na prywie, przyjmuję do wiadomości jej argumenty,
                                    ale raz jeszcze powtarzam,że nie majac nic wspólnego z Jamną i Ojcem Górą i nie
                                    znając w sumie wcale Josarny (oczywiście chodzi mi o bliższą znajomość
                                    pozaforumowa i pozafotograficzną)jakoś bardziej skłaniam się ku jej
                                    argumentacji której zupełnie nie postrzegam jako obronę tubylczyków, wydaje mi
                                    się bardzo obiektywna i nie emocjonalna. Ludzie "sławni" czasami nawet
                                    nieświadomie, poświęcają się samokreacji i okropnie trudno jest wytłumaczyć
                                    ogółowi że, tak naprwdę to większość ich działań to jest, mimo najszczerszych
                                    chęci, pic na wodę fotomontaż. I właśnie ludzie którzy są niby na zewnątrz, ale
                                    prawie w środku, widzą to najlepiej.
                                  • kamfora Re: cień sławy 06.03.07, 09:03
                                    josarna napisała:

                                    > Kamforo, nie chcę wychwalać siebie, czy moich pracownic, ale wyobraź sobie, że
                                    > my również często pozwalamy się np. ludziom wygadać, słuchamy ich, bywa, że
                                    > radzimy, ale oprócz tego musimy np. sprzątać, gotować, kupować, dźwigać,
                                    > naprawiać i zarabiać pieniądze. Nie zapominaj, że ONI nie robią żadnej z tych
                                    > rzeczy i z nudów mogą czasem z kimś pogadać.

                                    Właśnie dlatego pisałam, że trudno jest żyć blisko sławnego człowieka.

                                    Zawsze ludzie z najbliższego otoczenia czują się niedocenieni/zapomniani.
                                    Rodzi się przekonanie, że z racji tej bliskości oni powinni być również
                                    filmowani/przepytywani przez dziennikarzy.
                                    Dwadzieścia parę lat temu przeprowadziłam się do Poznania. W bloku obok
                                    mieszkała pani Feldman. Pierwsze, czego się o niej dowiedziałam od sąsiadów
                                    to że jest to okropna baba, która w pogardzie ma wszystkich ludzi.
                                    Nie, nie pytałam o nią (nawet nie za bardzo wtedy kojarzyłam, kto to jest)
                                    - po prostu byłam nowa i oni chcieli mnie o tym uświadomić.

                                    Gdybyś posłuchała sąsiadów jakiegokolwiek człowieka stojącego w jakiejśtam
                                    herarchii od nich wyżej - od większości z nich usłyszysz mniej więcej to samo .

                                    Ba, nawet jeśli komuś zdarzy się raz spotkać kogoś sławnego - będzie przede
                                    wszystkim opowiadał o tym, że tamten sławny dłubał w nosie czy zaklął
                                    szpetnie... No, chyba, że będzie to wywiad dla telewizji po smierci sławnego
                                    człowieka, to wtedy będzie go tylko chwalił smile))

                                    Takie są moje doświadczenia.


                                    A na Jamną się wybieram w pierwszym tygodniu lipca - może się uda smile)
                                    • josarna Re: cień sławy 06.03.07, 19:27
                                      Kamforo, może trudno Ci w to uwierzyć, ale zdecydowanej większości tutejszych
                                      ludzi nie zależy na filmowaniu! Naszego stryja "kręcili" bodaj 3 czy 4 razy i
                                      była to udręka. Spróbuj sobie wyobrazić, że tu mieszkamy z dala od siebie między
                                      innymi dlatego, że lubimy ciszę i samotność. Dzisiaj tylko, tak jakoś
                                      przypadkiem smile, sąsiedzi spotkali się u siostry Barbary. Zjedliśmy pożegnalny
                                      torcik, łza się w oku zakręciła - bo jak ktoś zaczął mówić ludzkim głosem, to
                                      musi wyjechać... Inna sąsiadka powiedziała mi dzisiaj dokładnie tak: "Jak Góra
                                      tu przyszedł, to na rękach byłyśmy gotowe go nieść z Paleśnicy! A teraz co?"
                                      Jakoś na Preisnera nie narzekają, a trudno odmówić mu sławy.
                                      Czy słyszałaś, by ktoś kiedyś poskarżył się na Kapuścińskiego, Kuronia, czy
                                      Tischnera? Porządny człowiek, to jest porządny człowiek. Kropka.
                                      • kamfora Re: cień sławy 06.03.07, 20:23
                                        josarna napisała:

                                        > Inna sąsiadka powiedziała mi dzisiaj dokładnie tak: "Jak Góra
                                        > tu przyszedł, to na rękach byłyśmy gotowe go nieść z Paleśnicy! A teraz co?"


                                        OK.
                                        Powiedz w takim razie na czym zależy Tobie i innym mieszkańcom okolic Jamnej?
                                        Czego spodziewaliście się po Górze i "jego" zakonnikach, że doznaliście aż
                                        takiego rozczarowania?
                                        Czy coś Wam konkretnego obiecywali i nie dotrzymali tych obietnic?
                                        • josarna Re: cień sławy 06.03.07, 22:24
                                          Kamforo, tu należałby napisać niemal książkę!
                                          Myślę, że każdy miał jakieś oczekiwania, może każdy inne.
                                          Spróbuję "rzucić" na początek tylko kilka spraw, które przeszkadzają większości
                                          najbardziej.
                                          - Pogarda dla "tubylców". Przykład: odpowiedź na zaproszenie na spotkanie z Radą
                                          Sołecką w sprawie planów na przyszłość wsi: "Ja nie mam o czym rozmawiać z
                                          mieszkańcami".
                                          - Pogarda dla wszystkiego, co zrobili inni. Przykład: "Ten zapyziały pomnik
                                          trzeba zwalić, a tablicę wmurować w ścianę kościoła" - to o pomniku pacyfikacji
                                          i AK, którego postawienie było wyczynem w latach 60'.
                                          - Posługiwanie się kłamstwem z niezwykłą łatwością. Przykład: odpowiedź na
                                          pytanie przybyszów, dlaczego nie odwiedzają swego dobroczyńcy (naszego stryja),
                                          jeśli widać, że nie ma już sił przychodzić do kościoła: "bo pani M.,(czyli ja)
                                          nie życzy sobie tego". O mało mnie szlag nie trafił! Zrobiło im się jednak
                                          głupio i zaczęli wpadać z komunią.
                                          - Uważa, że starzy i bardzo chorzy ludzie, a także biedni i wielodzietni
                                          (uczciwi i pracowici) powinni im wiecznie pomagać, dawać itp. Czy nie powinno
                                          być przypadkiem odwrotnie? Co to za Janosik, który odbiera biednym, by dać
                                          bogatszym?
                                          - Poza budowaniem bardzo niewiele się tu dzieje (co akurat mi odpowiada, bo poza
                                          niedzielą jest cudownie spokojnie). Efektywność wykorzystania majątku jest
                                          bardzo niska.
                                          - Obłuda. Przykład: wyłudzenie od wiejskiego biedaka i głupka ziemi za obietnicę
                                          opieki. Nie dostał nawet drewna na zimę. Gdy ludzie zorientowali się, że jest
                                          tak źle, to było już za późno - facet miał już zapalenie płuc i wkrótce zmarł.
                                          Mogę jeszcze długo, ale na razie wystarczy.

                                          • kamfora bilans zysków i strat 07.03.07, 08:11
                                            josarna napisała:

                                            > Kamforo, tu należałby napisać niemal książkę!
                                            > Myślę, że każdy miał jakieś oczekiwania, może każdy inne.
                                            > Spróbuję "rzucić" na początek tylko kilka spraw, które przeszkadzają
                                            > większości najbardziej.
                                            > - Pogarda dla "tubylców". Przykład: odpowiedź na zaproszenie na spotkanie z
                                            > Radą Sołecką w sprawie planów na przyszłość wsi: "Ja nie mam o czym
                                            > rozmawiać z mieszkańcami".

                                            A o czym konkretnie Rada Sołecka chciała z nim porozmawiać?

                                            > - Pogarda dla wszystkiego, co zrobili inni. Przykład: "Ten zapyziały pomnik
                                            > trzeba zwalić, a tablicę wmurować w ścianę kościoła" - to o pomniku
                                            > pacyfikacji i AK, którego postawienie było wyczynem w latach 60'.

                                            Kto tak powiedział i w jakich okolicznościach?

                                            > - Posługiwanie się kłamstwem z niezwykłą łatwością. Przykład: odpowiedź na
                                            > pytanie przybyszów, dlaczego nie odwiedzają swego dobroczyńcy (naszego
                                            > stryja), jeśli widać, że nie ma już sił przychodzić do kościoła: "bo pani M.,
                                            > (czyli ja) nie życzy sobie tego". O mało mnie szlag nie trafił! Zrobiło im
                                            > się jednak głupio i zaczęli wpadać z komunią.

                                            Ogólnie przyjęte jest, że ktoś z rodziny chorego idzie do księdza i prosi go,
                                            aby ten przyszedł z komunią - ustalając dokładnie dzień/dni i godzinę.
                                            (Nie wiem, ale wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to był nawet wymóg kanoniczny).
                                            Jeśli nikt z rodziny nie zrobił tego - to nie mieli prawa wchodzić do domu
                                            Chorego właśnie z tej racji, że rodzina sobie tego nie życzy.


                                            > - Uważa, że starzy i bardzo chorzy ludzie, a także biedni i wielodzietni
                                            > (uczciwi i pracowici) powinni im wiecznie pomagać, dawać itp. Czy nie powinno
                                            > być przypadkiem odwrotnie? Co to za Janosik, który odbiera biednym, by dać
                                            > bogatszym?

                                            Znaczy co? Umawiają się z nimi na wykonanie jakiejś pracy za określoną kwotę
                                            a potem nie płacą? Czy zmuszają w jakiś inny sposób do pomagania im?
                                            Niestety, przyjechałam na Jamną w niedzielę wieczorem i wyjechałam w następną
                                            niedzielę rano - nie byłam na niedzielnej mszy, ale słyszałam, że nie zbierają
                                            nawet datków na tzw. tacę. Czy jest inaczej?


                                            > - Poza budowaniem bardzo niewiele się tu dzieje (co akurat mi odpowiada, bo
                                            > poza niedzielą jest cudownie spokojnie). Efektywność wykorzystania majątku
                                            > jest bardzo niska.

                                            A jak mogliby go wykorzystać efektywniej?


                                            > - Obłuda. Przykład: wyłudzenie od wiejskiego biedaka i głupka ziemi za
                                            > obietnicę opieki. Nie dostał nawet drewna na zimę. Gdy ludzie zorientowali
                                            > się, że jest tak źle, to było już za późno - facet miał już zapalenie płuc
                                            > i wkrótce zmarł.

                                            Powiedz, co rozumiesz przez określenie "głupek wiejski"?


                                            Dominikanie są na Jamnej 15 lat.
                                            Co Jamna straciła a co zyskała przez to, ze się tam osiedlili?
                                            Co stracili/zyskali okoliczni mieszkańcy? Tak szczerze smile)
                                            • fedorczyk4 Kamforo, 07.03.07, 09:04
                                              kamfora napisała:

                                              > josarna napisała:
                                              >
                                              >
                                              > A o czym konkretnie Rada Sołecka chciała z nim porozmawiać?

                                              A czy to ma naprawdę znaczenie. Skoro go zaprosili to jakiś powód mieli. Mógł
                                              zamiast odpowiadać arogancko, grzecznie się wykręcić, nawałem pracy.

                                              > > - Pogarda dla wszystkiego, co zrobili inni. Przykład: "Ten zapyziały pomn
                                              > ik
                                              > > trzeba zwalić, a tablicę wmurować w ścianę kościoła" - to o pomniku
                                              > > pacyfikacji i AK, którego postawienie było wyczynem w latach 60'.
                                              >
                                              > Kto tak powiedział i w jakich okolicznościach?


                                              Najwyraźniej Ojciec Góra, a data i miejsce chyba nie zmieniają sensu wypowiedzi?


                                              > - Posługiwanie się kłamstwem z niezwykłą łatwością. Przykład: odpowiedź n
                                              > a

                                              >
                                              > Ogólnie przyjęte jest, że ktoś z rodziny chorego idzie do księdza i prosi go,
                                              > aby ten przyszedł z komunią - ustalając dokładnie dzień/dni i godzinę.
                                              > (Nie wiem, ale wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to był nawet wymóg
                                              kanoniczny)
                                              > .
                                              > Jeśli nikt z rodziny nie zrobił tego - to nie mieli prawa wchodzić do domu
                                              > Chorego właśnie z tej racji, że rodzina sobie tego nie życzy.

                                              Sorry, ksiądz nie Straż Miejska żeby mógł interweniować jedynie na wezwanie,
                                              natomiast zainteresowanie stanem zdrowia i kontaktowanie z chorymi i ich
                                              rodzinami JEST wymogiem i częścią posługi!!!

                                              > > - Obłuda. Przykład: wyłudzenie od wiejskiego biedaka i głupka ziemi za
                                              > > obietnicę opieki. Nie dostał nawet drewna na zimę. Gdy ludzie zorientowa
                                              > li
                                              > > się, że jest tak źle, to było już za późno - facet miał już zapalenie pł
                                              > uc
                                              > > i wkrótce zmarł.
                                              >
                                              > Powiedz, co rozumiesz przez określenie "głupek wiejski"?

                                              Na litość boską Kamoro, facet umarł zostawiony odłogiem a Ty żądasz definicji
                                              pojęcia głupek. Może sam fakt że oddał za nie dotrzymane obietnice już świadczy
                                              o czymś?


                                              > Dominikanie są na Jamnej 15 lat.
                                              > Co Jamna straciła a co zyskała przez to, ze się tam osiedlili?
                                              > Co stracili/zyskali okoliczni mieszkańcy? Tak szczerze smile)
                                              >
                                              To chyba nie jest meritum sprawy. Jamna pewnie nic takiego nie straciła, może
                                              nawet więcej zyskała. Tak jak ja rozumiem potawę Josarny chodzi jej o stawianie
                                              pomnika z brązu, człowiekowi który według mieszkańców zasługuje jedynie na
                                              grupowe zdjęcie.
                                              • ewelina10 Re: Kamforo, 07.03.07, 09:51
                                                Kamforka uwielbia "odpytywanie" smile)))))
                                              • kamfora Fedorczyk 07.03.07, 19:55
                                                Chyba się zagalopowałam, przepraszam. Miałam napisać tylko jeden post,
                                                a jakoś tak wyszło, że napisałam więcej.
                                                (Ale powstrzymałam się przed pisaniem na innych wątkach - a nie było łatwo wink.

                                                Myślałam, że uda mi się potem wypytać zakonników o ich racje w kwestii
                                                stawianych im przez okolicznych mieszkańców zarzutów (o które to zarzuty
                                                pytałam Josarnę). Lubię oglądać rzeczy ze wszystkich stron (stąd
                                                to "przepytywanie).

                                                A w ogóle to uważam, że o bolesnych sprawach należy mówić otwarcie.
                                                O swoich zawiedzionych oczekiwaniach względem innych, ale także o możliwych
                                                przyczynach doznania tych rozczarowań. A taką przyczyną może być na przykład
                                                brak wyartykułowania tychże oczekiwań, czyli oczekiwanie aby inni czytali w
                                                naszych myślach. Albo oczekiwanie spełnienia próśb niewypowiedzianych
                                                i obwinianie innych, że nie domyślili się, choć "powinni".

                                                Nie wygląda na to, aby dominikanie zamierzali wynieść się z Jamnej.
                                                Mieszkańcom pozostaje więc dogadanie się jakoś z nimi.


                                                Chciałabym teraz odnieść się do Twojej wypowiedzi.

                                                > Sorry, ksiądz nie Straż Miejska żeby mógł interweniować jedynie na wezwanie,
                                                > natomiast zainteresowanie stanem zdrowia i kontaktowanie z chorymi i ich
                                                > rodzinami JEST wymogiem i częścią posługi!!!

                                                Nie zgadzam się z Tobą. Ksiądz nie ma prawa narzucać się nikomu, wchodzić do
                                                jego domu bez zaproszenia. Trzeba wyrazić wolę przyjęcia go.

                                                > Na litość boską Kamoro, facet umarł zostawiony odłogiem a Ty żądasz definicji
                                                > pojęcia głupek. Może sam fakt że oddał za nie dotrzymane obietnice już
                                                > świadczy o czymś?

                                                No właśnie chciałam dociec prawdy. Góra pisze o Kostku co innego:

                                                " Kostek miał wiele zawodów. Nikt nie wie, gdzie się uczył i co studiował.
                                                Był mędrcem i prorokiem. Filozofem, lekarzem, wojskowym, przyrodnikiem i
                                                zdobywcą. Kiedy trzeba było bywał weterynarzem, kucharzem, położnikiem,
                                                zielarzem i różdżkarzem. Kiedy indziej znowu przepowiadał pogodę, zimę, mrozy i
                                                deszcze. Na wszystkim się znał. Sam się leczył i żywił. Żył odmierzając czas
                                                wschodami i zachodami słońca.
                                                Mieszkał w walącym się domu na Jamnej, w naszym najbliższym sąsiedztwie. O
                                                tym, że żyje poznawaliśmy po dymie wychodzącym z komina. Jak zapalił w piecu,
                                                to znaczyło, że żyje. Koło południa wychodził ze swojej nory i szedł po wodę,
                                                albo po drzewo do lasu. Stale palił w piecu. Nam wydawało się, że będzie żył
                                                wiecznie, bo taki uwędzony.

                                                /.../
                                                Kochaliśmy Kostka wszyscy. Lubiliśmy bardzo, kiedy do nas przychodził. Zrobić
                                                coś dla niego albo go nakarmić było czymś, co dawało szczęście. Kostek pozwalał
                                                sobie pomóc w sprawach drobnych. Nie pozwalał natomiast tknąć swojego domu, ani
                                                też nie pozwalał nikomu tam zrobić porządku. Byliśmy w kłopocie. Bo pomagać na
                                                siłę komuś, kto sobie tego nie życzy, napawało nas niesmakiem. Pomagaliśmy
                                                zatem dorywczo. Dawaliśmy od czasu do czasu coś ciepłego do zjedzenia, jakiś
                                                ciuch do ubrania. Chwila serdecznej rozmowy./.../

                                                /.../ Najbardziej bał się, by go nie oddano do jakiegoś przytułku lub zakładu
                                                opieki. Chciał być do końca u siebie. I został. Był tylko przez ostatni
                                                grudzień w szpitalu, gdzie nawet przyszedł do siebie i zbytnio wydelikatniał.
                                                Zaczął się kąpać i golić. Przestał zupełnie palić. Toteż kiedy wrócił na Jamną,
                                                nie mógł poznać siebie, ani Jamna nie mogła poznać Kostka. Z natury samotnik
                                                coraz częściej zaczął przesiadywać u Staszka, swego sąsiada. Rozgrzany wybiegał
                                                dla ochłody na zimno, a potem znowu wracał się ogrzać. Aż w ostatnią sobotę
                                                zaczął się skarżyć i prosił, aby mu kto wyjął obojczyk, to by mu się lżej
                                                oddychało. Staszek zawiózł go do szpitala w Czchowie, gdzie umarł na drugi
                                                dzień na zapalenie płuc."
                                                (Całość na stronie jamneńskiej: Opowieści przy kominku/Kostek )

                                                Josarno, jeśli uda mi się dotrzeć w lipcu na Jamną - postaram się dać Ci znać.
                                                Bardzo bym chciała pogadać przy herbacie czy kawie. (Ale zrozumiem,
                                                jeśli stwierdzisz, że nie masz ochoty )
                                                • josarna żal 07.03.07, 21:29
                                                  Kamforo, czy to dziwne, że nowo wybrana Rada Sołecka pragnie porozmawiać z
                                                  osobą, która ma największy wpływ na to, co dzieje się we wsi? Akurat wtedy była
                                                  sprawa drogi, ale również chcieliśmy poznać plany Góry. Był wręcz oburzony, że
                                                  wtrącamy się w nie swoje sprawy.

                                                  O zapyziałym pomniku i tablicy powiedział do mnie. Z pewnością zobaczył, że o
                                                  mało nie padłam trupem i zaczął potem rozgrywać sprawę taktycznie. Jak
                                                  powiedział mi jedyny sprawny jeszcze partyzant: "Rozumie pani - co mieliśmy
                                                  zrobić jak "przywalił" nas ogromnym kamieniem? Musieliśmy się zgodzić."
                                                  Rzeczywiście - pomnik jest teraz duży, a tablicę wmurowano w ścianę
                                                  kaplicy-piwnicy. Miejsce po pomniku było potrzebne pod planowany klasztor.

                                                  Kamforo, stryj męża nie był jednym z parafian! Znali się od samego początku, dał
                                                  mu kawał ziemi i pomagał dopóki mógł! W naszym wspólnym domu miał osobne
                                                  mieszkanie, z osobnym wejściem i niemal do końca był niezależnym, wolnym
                                                  człowiekiem, o czym WSZYSCY wiedzieli, z Górą na czele! To ja nie miałam wiele
                                                  do gadania. Czy Ty pytasz córkę koleżanki o pozwolenie na odwiedziny?! Nie wiem,
                                                  w jakim świecie żyjesz - u nas przyjaciół i sąsiadów po prostu się odwiedza,
                                                  choćby od czasu do czasu! Niemal zawsze jest u nas ktoś w ogrodzie i można było
                                                  ostatecznie zapytać o zdrowie stryja i o jakiej porze najlepiej go odwiedzić (bo
                                                  starzy ludzie mają swój rytm dnia). Fakt, że Góra nie wszedł do umierającego
                                                  przyjaciela (!!) zwalił z nóg ludzi nawet z okolicznych wsi! Mówią: "A co pani
                                                  myślała? Przecież już nie miał czego wyciągnąć!"

                                                  Kostek był sympatycznym głuptasem - miał rentę z powodu choroby psychicznej.
                                                  Przy budowie bacówki spadła mu na głowę jakaś wielka deska, ale chyba i tak miał
                                                  predyspozycje (jego siostra też była chora). Za to, że oddał kawał ziemi
                                                  należało mu się przynajmniej drewno na opał. Z jego terenu i studni ciągnęli
                                                  wodę obok jego domu. Zamiast dołożyć kawałek rurki w bok, wykopali mu "dołek w
                                                  błocie" (opinia sąsiadów).

                                                  A teraz "rezydenci" wykopali siostrę Barbarę... Wyjechała kilka godzin temu
                                                  żegnana naszymi łzami.

                                                  Nie, nie musimy się dogadać. Jesteśmy wolnymi, dumnymi ludźmi i Góra nie jest
                                                  nam absolutnie do niczego potrzebny. Robi mi czasem darmową reklamę smile, ale z
                                                  jego powodu przyjeżdża do mnie może 1% gości. Spacer po Jamnej, ładnej drodze
                                                  krzyżowej jest po prostu miłym wypełnieniem czasu.

                                                  Jestem przekonana, że znajdę czas na rozmowę, choć mam sporo zajęć.
    • luiza-w-ogrodzie Ojciec Gora 07.03.07, 11:01
      Pamieam go jako duszpasterza licealnego a potem szkol srednich. Kosciol
      Dominikanow byl w Alei Stalingradzkiej, zaraz zaraz za rogiem od mojego
      wydzialu. Moi koledzy udzielali sie bardzo u Dominikanow (dwoje z nich
      skonczylo w klasztorach) i tak go spotkalam. Nie znalam go blisko, ale zawsze
      wydawal mi sie showmanem. Moja bardzo religijna szwagierka nawet kiedys cichcem
      zabrala w wozeczku mojego nieochrzconego syna i potajemnie zawiozla go do
      Dominikanow, zeby Gora mogl mu udzielic blogoslawienstwa.

      Czytajac o jego pogardzie i traktowaniu mieszkancow Jamnej z gory, widze go
      wlasnie takiego jakim zawsze mi sie jawil: nadety intelektualista, uwazajacy ze
      jest lepszy niz inni. Zadnej pokory. Koscielny karierowicz.

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • josarna Re: Ojciec Gora 07.03.07, 21:57
        Szybko go rozgryzłaś, Luizo. Ja początkowo dawałam się nabierać, bo z natury
        jestem dosyć naiwna i ufna. Do dziś w pale mi się nie mieszczą niektóre kłamstwa
        i podstępne gry. Nie potrafiłabym czegoś podobnego wymyślić - na przykład próby
        ulokowania się podstępem w cudzym domu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka