verbena1
21.05.07, 20:34
Czwartek zaczal sie deszczowo i ponuro. Wyjechalismy wczesnym rankiem, prawie
u kresu podrozy maz zorientowal sie ,ze jedziemy na "kapciu". Spanikowalismy
troche bo zapasowka zostala w domu a w Belgii wszystko pozamykane z okazji
swieta. Doczlapalismy sie powoli do hoteliku, wlascicielki akurat nie bylo
ale brama na podworko byla otwarta. Weszlam i buzia usmiechnela mi sie
szeroko na widok pieknego widoku przede mna.
Wielki ogrod z kwitnacymi rododendronami,rozami i ogolna zielonoscia tak mila
memu sercu. W tym samym momencie slonce wyszlo zza chmur i sprawa z opona
wydala mi sie zupelnie blacha.
Po jakims czasie przyszla wlascicielka, troche zdenerwowana,bo jak sie
okazalo bylismy jej pierwszymi goscmi. Lody zostaly szybko przelamane i pod
koniec dnia bylismy wszyscy w doskonalej przyjazni. Co wiecej jej kuzyn mial
warsztat samochodowy i akurat siedzial tam jakby czekajac na nas.
Opona nie byla uszkodzona ,trzeba bylo wymienic tylko wentyl.
cd nastapi....