Dodaj do ulubionych

Łukianienko Nocny Patrol

28.02.05, 11:36
jeżeli ktoś ma pod ręką orginalną książkę po rosyjsku to mam pytanie:
cześc pierwsza, rozdział 7, Anton przychodzi do Swietłany, ona go bada pyta o
lekarstwa...
w wersji polskiej pada nazwa polskiego specyfiku, prosiłbym o sprawdzenie jak
jest w wersji orginalnej.
Z poważaniem Jarosław Kamiński
Obserwuj wątek
    • szut Re: Łukianienko Nocny Patrol 01.03.05, 07:23
      sprawdze i odezwe sie jutro (albo wieczorem?)
      • szut Re: Łukianienko Nocny Patrol 01.03.05, 18:58
        W oryginale tekstu jest to "omez" zapisany kursywą i z małej litery.
        A co jest w wersji polskiej?

        Przyznam, ze nie wiedzialem, ze jest tłumaczenie.
        Szkoda, że 'straż' stała się 'patrolem' w wydaniu polskim...
        • eta Re: Łukianienko Nocny Patrol 02.03.05, 11:08
          po polsku jest Ranigast
          więc to inwencja tłumacza

          wydanie książka i wiedza, wydali też drugą część pt Dzienny patrol, trzeciej
          jeszcze nie
          • szut Re: Łukianienko Nocny Patrol 02.03.05, 15:40
            Ten "omez" też jest nazwą handlową, więc coś musiała tłumaczka wymyslić, bo słowo oryginalne nic by czytelnikowi polskiemu nie mówiło.
            Znalazłem to wydanie w katalogu Jagiellonki i się zdziwiłem, że tyle jego książek już jest przetłumaczonych. Ja go znam tylko z oryginalnych wersji.
            Ciekawe, kiedy wyjdzie "Sumerecznyj dozor" i jaki patrol wymyśli tłumaczka...

            • fanta-girl Re: Łukianienko Nocny Patrol 02.03.05, 17:09
              A co to takiego ten OMEZ?
              Zaczelam szukac i mam ze to jakis indyjski lek chyba.
              • fanta-girl mam 02.03.05, 17:11
                03.nedug.ru/goods/instruction.php?id=1987
                Показания: Язвенная болезнь желудка и двенадцатиперстной кишки (в т.ч.
                профилактика рецидивовwink, рефлюкс-эзофагит, гиперсекреторные состояния (синдром
                Золлингера-Эллисона, стрессовые язвы ЖКТ, полиэндокринный аденоматоз, системный
                мастоцитозwink; НПВП-гастропатия. Эрадикация Helicobacter pylori у инфицированных
                больных с язвенной болезнью желудка и двенадцатиперстной кишки (в составе
                комбинированной терапииwink.

                Международное название: Омепразол

                Generalnie IMHO tlumacz niezle z tego wyszedl- mi sie wersja z Ranigastem podoba smile
                Nie ma nic gorszego niz nie zaadoptowana ksiazka z przypisem i objasnienim
                tlumacza na kazdej stronie.
                Tak uwazam smile
                • szut Re: mam 03.03.05, 07:14
                  > Generalnie IMHO tlumacz niezle z tego wyszedl- mi sie wersja z Ranigastem podob
                  > a smile
                  > Nie ma nic gorszego niz nie zaadoptowana ksiazka z przypisem i objasnienim
                  > tlumacza na kazdej stronie.
                  > Tak uwazam smile

                  Sie zgadzam w zupelnosci, odsylanie czytelnika do pzypisu z byle informacja byloby bezsensowne.
                  Co nie zmienia faktu, ze 'patrol' mi sie nie podoba. A ciekawe, jak w wersji polskiej zwracaja sie do siebie straznicy, bo w oryginale czasem uzywaja zwrotu 'dozornyj'.
                • qwww Re: mam 17.03.05, 10:57
                  tłumaczenie powinno być jak najbardziej dosłowne, ewent. właśnie z przypisami,
                  to nie tłumacz ma pisać książkę zamiast autora
                  • szut Re: mam 17.03.05, 13:08
                    Właśnie przypisów należy unikać!
                    Tłumaczka znalazła odpowiednik nieznanego u nas leku, reakcja czytelnika polskiego będzie podobna do reakcji czytelnika oryginału.
                    Przypis niestety świadczy o słabości tłumacza, który nie potrafi sobie poradzić z tekstem i zastosowanymi przez autora środkami. Odsyłanie co chwila do przypisu (na dole strony, lub - co jeszcze gorsze - na końcu książki) jest uciążliwe dla czytelnika.
                    Przypisy są pożądane w pracach naukowych, ale nie w literaturze pieknej.
                    • fanta-girl Re: mam 17.03.05, 14:08
                      dokladnie!
                      tlumacz musi dokonywac wyboru.

                      ja bym poszla jeszcze dalej i (no moze chociaz nie zawsze) szukala polskich
                      odpowiednikow imion wlasnych, a wiec np. nie Nikołaj, ale Mikolaj.

                      wedlug mnie niepopularnosc rosyjskiej literatury wsrod mlodziezy dajmy na to
                      szkolenej wynika z tego, ze oni sie w tych osobach gubia/te otczestwa i nazwiska...
                      Ale to nie obowiazkowo smile
                      • szut Re: mam 17.03.05, 14:31
                        Ja akurat zwolennikiem tłumaczenia imion nie jestem, ale są przypadki, gdzie byłoby to mozliwe.
                        Tak a propos: miałem w łapkach kiedyś wydanie Braci Karamazow z początku XX wieku. A autorem był TEODOR Dostojewski. Niby imię przetłumaczone zgodnie z wszelkimi prawidłami, tylko po co? Z Tołstoja można na siłę zrobić Leona...
                        Ale już Czechow jak najbardziej po polsku może być Antonim, Wysocki Włodzimierzem, choć o Putinie gazety polskie nie piszą per Włodzimierz.
                    • qwww Re: mam 17.03.05, 23:50
                      skladnikiem jest zdaje się omeprazol, a ranigast to ranitydyna, jeśli już to
                      powinien być losec albo polprazol smile to po pierwsze, to autor książkę pisze a
                      nie tłumacz, ale cóż, teraz nawet A. Christie "10 Murzynków" jest jako 10
                      żołnierzyków smile
                      a akurat tłumaczenie imion nic nie ma do rzeczy-Fiodor to po polsku Teodor, tu
                      nie trzeba przypisów smile za to George (Jerzy) Bush po rosyjsku jest Dżorż Busz,
                      a Paul (Paweł) McCartney Pol Makkartni czy tak jakoś smile
                      • szut Re: mam 18.03.05, 07:02
                        > skladnikiem jest zdaje się omeprazol, a ranigast to ranitydyna, jeśli już to
                        > powinien być losec albo polprazol smile
                        Ale zwróć uwagę, który z tych środków najpopularniejszy, i który z nich wywoła analogiczną reakcję czytelnika? Tu akurat wygrywa ranigast, bo jego nazwa jest dosyć znana dzięki reklamom w tv. Gdyby tłumaczka zamiast niego wpisała ten "losec albo polprazol" to czytelnik tak samo nie wiedzialby, co to jest. Trzeba się niestety liczyć z tym, że znaczna grupa ludzi żyje telewizją.
                        A jaki sens miałby w książce przypis informujący czytelnika, że Anton dostał lek zawierający omeprazol? To nie podręcznik dla studentów medycyny wink

                        > ale cóż, teraz nawet A. Christie "10 Murzynków" jest jako 10 żołnierzyków smile
                        Do tego akurat przyczyniła się politkorrektnost'. (BTW: a jak jest w oryginale? - pytanie nie oznacza, że nie podobała mi się wersja z Murzynkami...)

                        > a akurat tłumaczenie imion nic nie ma do rzeczy-Fiodor to po polsku Teodor,
                        > tu nie trzeba przypisów smile

                        > za to George (Jerzy) Bush po rosyjsku jest Dżorż Busz,
                        > a Paul (Paweł) McCartney Pol Makkartni czy tak jakoś smile
                        Bo to jest po prostu zapis fonetyczny - przecież jest inny alfabet, więc jest to uprawnione i tu akurat zupełnie mnie to nie śmieszy. Zreszta taki zapis się i u nas utrwalił w "kilku" przypadkach, jak choćby "Jerzy Waszyngton" (żeby pozostać w kręgu anglosaskim). W języku arabskim jest podobny problem - widziałeś kiedyś paszport obywatela kraju arabskiego? Mają tam zapisane dane oczywiście po arabasku, ale na innej stronie są te same dane w angielskim zapisie fonetycznym.
                        • qwww Re: mam 18.03.05, 23:41
                          > A jaki sens miałby w książce przypis informujący czytelnika, że Anton dostał
                          le> k zawierający omeprazol? To nie podręcznik dla studentów medycyny wink>

                          dalej twierdzę że to autor pisze książkę, nie tłumacz smile ,może z wyjątkiem
                          normalnej poezji smile

                          > Bo to jest po prostu zapis fonetyczny - przecież jest inny alfabet, więc jest
                          t
                          > o uprawnione i tu akurat zupełnie mnie to nie śmieszy. Zreszta taki zapis się
                          i

                          akurat w przypadkach w/w nie ma problemu, ale przetłumacz z rosyjskiego jakieś
                          mniej znane nazwisko smile jakiegoś prezydenta Gwinei a nie USA smile
                          przecież alfabet nie ma nic do zapisu-można George Bush napisać literami
                          rosyjskimi -to nie chiński smile
                          zresztą zapis fonetyczny to i my w pewnym sensie mamy- np. Bułhakow,a a nie
                          Bul'gakov
                          notabene po polsku powinien byc raczej Fiodor Dostojewskij, albo Teodor
                          Dostojewskij bo nazwisk się nie powinno tłumaczyć

                          > u nas utrwalił w "kilku" przypadkach, jak choćby "Jerzy Waszyngton" (żeby pozo
                          > stać w kręgu anglosaskim).
                          pozostałość z dawnych czasów, teraz tylko Korwin-Mikke tłumaczy imiona, np.
                          Jerzy Frank smile

                          >W języku arabskim jest podobny problem - widziałeś k
                          > iedyś paszport obywatela kraju arabskiego? Mają tam zapisane dane oczywiście
                          po> arabasku, ale na innej stronie są te same dane w angielskim zapisie
                          fonetycznym.

                          tu jest chyba problem w transliteracji, chyba jakieś litery łacińskie są nie
                          tłumaczone na arabkski znak, czy odwrotnie, zresztą arabskie robazcki są jak
                          dla mnie zbyt skomplikowane wizualnie smile
                          • szut Re: mam 19.03.05, 11:57
                            > dalej twierdzę że to autor pisze książkę, nie tłumacz smile ,może z wyjątkiem
                            > normalnej poezji smile
                            Tłumaczenie to także dostosowanie ksiązki do realiów znanych czytelnikowi. Właśnie dlatego tłumacz jest uprawniony do takich zmian. Wszystko zależy od tego, jaką strategię przyjął na początku pracy.
                            Czy taki np. Shrek w wersji angielskiej jest znacząco ciekawszy (czytaj: śmieszniejszy, bo o to chodzi w tym filmie) niż wersja z polskim dubbingiem? Tu właśnie tłumacz włożył sporo inwencji w dostosowanie tekstu.
                            Poprzez dosłowność tłumaczenia polski odbiorca nie reagowałby śmiechem w tych samych momentach, w których reagowali anglosasi.

                            > akurat w przypadkach w/w nie ma problemu, ale przetłumacz z rosyjskiego jakieś
                            > mniej znane nazwisko smile jakiegoś prezydenta Gwinei a nie USA smile
                            > przecież alfabet nie ma nic do zapisu-można George Bush napisać literami
                            > rosyjskimi -to nie chiński smile
                            Busha mozemy oczywiscie transliterowac na cyrylice, ale zostanie on odczytany nie jako [busz] tylko [bush].
                            Podobnie z nazwiskiem Bosch i nazwą firmy Bosch. Nazwisko malarza jest zapisywane poprzez transliterację i wymawiane jako [ieronimus bosh], zaś firma jest zapisywana fornetycznie i jej nazwę wymawia się [bosz].
                            Ttransliterować można dowolnie, warto jednak wziąć pod uwagę efekt końcowy, czyli cel takiego zabiegu, którym jest maksymalne przybliżenie odbiorcy danego zjawiska (tu akurat nazwiska znanej postaci). Jest też [majkł dżekson] a nie [michael jackson], są przecież [makdonałds] i [picccahat].... Widać wyraźnie, że obecnie przeważa zapis fonetyczny, a nie transliteracja.
                            Kiedys tłumacząc pewien artykuł natrafiłem na informację o półwyspie [dantib]. Ile ja się tego naszukałem... Z kontekstu wynikało, że jest to gdzieś na południu Francji, w końcu znalazłem go na jakiejś bardzo szczegółowej mapie (półwysep jest mikry) z nazwą D'Antibes bodajże (francuskiego nie znam, więc łatwo nie było).


                            > zresztą zapis fonetyczny to i my w pewnym sensie mamy- np. Bułhakow,a a nie
                            > Bul'gakov
                            Może nie tyle fonetyczny, co tłumacz uwzglęnił fakt istnienia w Polsce nazwiska Bułhak i dlatego zmienił Bułgakova na Bułhakowa (źródła tej informacji niestety nie pomnę, bo to dosyć dawno wyczytałem). Zresztą wg zabieg taki był zbędny.

                            > notabene po polsku powinien być raczej Fiodor Dostojewskij, albo Teodor
                            > Dostojewskij bo nazwisk się nie powinno tłumaczyć
                            Fakt, że zasadniczo powinien być "Dostojewskij", ale już się tak przyjęło, więc zmiana pewnie niewiele by przyniosła korzyści. Nie jest to zresztą poważna zmiana. Podobna sytuacja jest w drugą stronę - po rosyjsku z końcówka -ij funkcjonują Wyspianskij, Słowackij itd.
                            Katalogi biblioteczne uwzględniają transliterację nazwisk i tam znajdziemy "Dostoevskij" i "Tolstoi" z dopiskiem jak wygląda nazwisko autora na okładce.


                            > tu jest chyba problem w transliteracji, chyba jakieś litery łacińskie są nie
                            > tłumaczone na arabkski znak, czy odwrotnie, zresztą arabskie robazcki są jak
                            > dla mnie zbyt skomplikowane wizualnie smile
                            Dla mnie też, hehe.
                            Jednak z transliteracją cyrylicy na alfabet łaciński też bywa różnie - anglicy (ogólnie: anglojęzyczni) zastępują "c" przez "ts" (vide: wątek Osobennosti natsyonalnoi..." - [nie chodzi mi bynajmniej o narodowość osoby, która wątek zaczęła]). Takie kalkowanie angielskiego zapisu fonetycznego uważam za bezsensowne (mnie to utrudnia czytanie).
                      • hajota Re: mam 18.03.05, 10:59
                        qwww napisał:

                        > skladnikiem jest zdaje się omeprazol, a ranigast to ranitydyna, jeśli już to
                        > powinien być losec albo polprazol smile

                        To byłoby akurat istotne w książce naukowej lub popularnonaukowej, ale nie w
                        literaturze pięknej. W danym przykładzie chodzi o to, że bohater zażył jakiś
                        popularny lek na taką a taką dolegliwość. Taka "podmiana" nazywa się w
                        translantologii ekwiwalencją. Ale to temat na całą rozprawę.

                        >to po pierwsze, to autor książkę pisze a
                        > nie tłumacz,

                        Niezupełnie. Zadaniem tłumacza jest _napisanie_ danej książki w swoim języku
                        tak, jakby napisał ją autor, gdyby tym językiem władał. Bagatela... Praca
                        tłumacza, wbrew utartym wyobrażeniom, nie polega na wynajdywaniu w słowniku
                        słówek, których nie zna na pamięć i wstawianiu ich między te, które zna na pamięć.

                        >ale cóż, teraz nawet A. Christie "10 Murzynków" jest jako 10
                        > żołnierzyków smile

                        O ile pamiętam tytuł został zmieniony w oryginale na życzenie rodziny Christie,
                        hołdującej zasadzie politycznej poprawności. Akurat tłumacze nie mają tu nic do
                        rzeczy. Znam jedną z tłumaczek Christie - o mało jej szlag nie trafił, ale musi
                        się podporządkować wymaganiom właścicieli praw autorskich. (Była o tym cała
                        dyskusja na forum Książki, ale dość dawno).
                        • qwww Re: mam 19.03.05, 13:03
                          > O ile pamiętam tytuł został zmieniony w oryginale na życzenie rodziny
                          Christie,
                          > hołdującej zasadzie politycznej poprawności. Akurat tłumacze nie mają tu nic
                          do
                          > rzeczy. Znam jedną z tłumaczek Christie - o mało jej szlag nie trafił, ale
                          musi
                          > się podporządkować wymaganiom właścicieli praw autorskich. (Była o tym cała
                          > dyskusja na forum Książki, ale dość dawno).

                          to jest chore-w końcu to Agatha Christie napisała książkę, a nie jacyś jej
                          porąbani spadkobiercy chyba ? trzeba poczekać 70 lat (niestety zmienione z
                          poprz.50) od jej smierci smile i wydawać normalnie smile
                          ciekawe czy tzw. "właściciel" praw autorskich do "Mein Kampf" czyli podobno
                          rząd Bawarii ,tak twierdzi "GW" smile co nie jest dostatecznie wiarygodne, nie
                          mógłby wydać tego dzieła w nowoczensnej formie zmieniając np. Żydów
                          na "terrorystów" albo innych nie-poprawnych Talibów smile
                          • eta przypisy tak czy nie 22.03.05, 11:59
                            moim zdaniem:
                            1. uzycie przypisów nie jest świadectwem słabości tłumacza, niektórych rzeczy
                            nie da się przetłumaczyć i wjaśnić. Jak na przykład: " A świstak siedzi...."
                            musi być przypis
                            2. w sprawie tłumaczenia nazw i nazwisk, to kwestia umowy muwimy UeSA (taki
                            misz masz pol ang), Rosja, Mołdawia a na mapach piszemy Moldova, kiedyś
                            generalnie wszystkie nazwy spolszczano i mamy Walezjusza, Aleksandra Dumasa,
                            Jerzego V, Londyn, Anglię, Niemcy. a ostatnio jak zauważyłem kalkuje się obce
                            nazwy
                            (z kwiatków TV: wystawa dżudaków! /judaiców/)
                            • eta Re: przypisy tak czy nie 22.03.05, 12:00
                              aha tłumaczenie tytułów:
                              Fredzia Phi-Phi= Kubuś Puchatek
                              • szut Re: przypisy tak czy nie 22.03.05, 12:47
                                Wszystko zalezy od strategii przyjetej przez tlumacza danego dziela. A to, ze czasem sie taka wersja nie przyjmuje (np. Fredzia Phi Phi) to tez jest fakt. Tłumacz przekładający dane dzieło w danym czasie, nie może mieć informacji, czy nazwa ta zostanie zaakceptowana przez pokolenia. Tak samo nie wie, czy dany utwór doczeka się swojej kontynuacji - tu mam na myśli "Szklaną pułapkę" (w oryginale Hard Die). Ponieważ powstawały kolejne części filmu, to polski dystrubutor zdecydował się dodawać do polskiego tytułu tylko następne cyfry. O ile w części 1 tytuł polski był jako tako uzasadniony, to następne pasowały do treści jak słoń do składu porcelany.

                                A wracajac do przypisów - imiona władców czy mowiąc ogólnie znanych postaci zwykle były tłumaczone. Tak jest zresztą do dzisiaj (mam na mysli królów) - zwłaszcza przoduje w tym JK Mikke w swoich artykułach.
                                Co do świstaka - co ma spełniać rolę przypisu w filmie? (przyznaję, że nie łapię, o co ci chodzi...)

                                Całkiem niedawno była w jakimś programie tv dyskusja, czy stolicę Irlandii powiniśmy nazywać [dublin] (tu od razu skojarzenie z Lublinem) czy [dablin]. Odpowiednik nazwy geograficznej to po prostu dostosowanie jej wymowy do danego języka. Ale spróbuj na polskim dworcu kupić bilet do Moguncji...
                                Z Wawy jechałem pociągiem do "Mińska Białoruskiego", tv nam wmawia,że jest "Praga Czeska"...
                                "Lądek mam, Lądek Zdrój... Nie ma takiego miasta: Londyn!" smile)
                                Z mapami to też jest niezła mieszanka, fakt. Ale mapy mają przede wszystkim spełniać swoją rolę, czyli dawać informację o topografii kraju/reionu/miasta.
                                Wyobraź sobie wyprawę z mapą, na której wszystkie nazwy (zwłaszcza ulic) miałyby tylko polskie nazwy...
                                Swoją drogą, Pascal wydał kiedyś przewodnik o Moskwie (kalka Lonely Planet oczywiscie), w którym stalo jak wół, że (cytuję z pamięci): "kupienie mapy nieopisanej cyrylicą graniczy z cudem". Jak to wyczytałem, to zrobiłem wielkie oczy i się zacząłem zastanawiać, po co komu taka mapa. Przy rozmowie z kierowcą taksówki mogłaby się osobie nie znającej języka może przydać, ale jak z nią chodzić po mieście, czy szukać jakiejś konkretnej ulicy...
                                Myślę, że przede wszystkim na mapach powinny być oryginalne nazwy. Z drugiej strony, wydaje mi się, że napis "Moldova" np. w atlasie przeznaczonym dla szkół podstawowych byłby przesadą w drugą stronę.

                                Najlepszym wyjściem jest słynny "złoty środek" i to właśnie na jego poszukiwaniach polega najczęściej praca tłumacza. Tłumaczenie literatury to próba oddania myśli autora, ale także (w razie potrzeby) zastąpienie skojarzeń, jakie występują w danym języku przez skojarzenia istniejące w innym języku.
    • rogalus1 Przypisy są pożyteczne 14.04.05, 18:32
      Kochani!
      Polski odpowiednik lub zastępnik tak, jesli istnieje.
      Czysami jednak mały przypisik poprawia samopoczucie czytelnika, który nie zna
      realiów. W Dziennym tłumaczka była lepsza od tłumacza Nocnego, własnie również
      dzięki przypisom. Nigdy w Moskwie nie byłem i bez przypisów wielu rzeczy bym
      nie zrozumiał - sympatyczne było podpisanie że słowa piosenki napisał ten i ten
      i śpiewał tamten. A w Nocnym żadnego przypisu nie było i ni czorta nie
      skorzystałem. A co to jest tiubitiejka dowiedziałem sie dopiero z radia po paru
      tygodniach miast od razu przeczytać pod spodem wyjaśnienie.
      I ostatnie. Kto męczy się bieganiem oczami na przypisy może tego poniechać, ale
      niech nie odbiera tego innym, którzy maja na to ochotę! Kiedyż wreszcie
      ogrodnicy pozbędą się swoich owczarków???
      No, buziaczki,
      Rogalus

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka