zdrowazocha
03.06.04, 15:15
Wiem, że o tym juz było mnóstwo, ale naprawdę muszę się dziś wyżalić...
Bierzemy ślub za trzy miesiące, od dwóch lat mieszkamy razem, ja w calosci
utrzymuje sie ze stypendium i alimentow od ojca, lubemu do stypendium
dokladaja rodzice, bierzemy tez dorywcze prace. do tej pory teściowa miała
różne małe wyskoki, ale ogólnie było ok, ewentualne spięcia jedynie na temat
mojej szwagierki, ktora ma wiele za uszami, ale mama tego nie widzi, wprost
przeciwnie. ale uznalam ze to nie moja sprawa, nie wtracalam sie.
ostatnio byl spokoj, tesciowa wyjechala na saksy, tesknilismy za nia (!),
pisalismy do niej i naprawde mialam szczere zamiary wysciskac ja po powrocie.
i co?
myslalam ze wczoraj z krzesla spadne, jak dowiedzialam sie o czym rozmawia z
lubym na gg i jak to komentuje
ale od poczatku: mieszkamy sobie w starej rozlatujacej sie kamienicy, zeby
bylo taniej - zimno, wilgotno itp. Przez te dwa lata moja mama dazyla do tego
bysmy sie wyprowadzili, ale tesciowie zawsze stawali murem za pozostaniem tu,
bo gdzie indziej bedzie ZA DROGO itp. Kiedy zima okazalo sie ze za szafka
mamy ogromna plesn i wlasciwie pol mieszkania jest zagrzybione, wyprowadzka
byla niemal postanowiona, ale tesciowie omal nie pocieli sie zebysmy tu
zostali, dali nam 5 litrow plynu na grzyby i ...zostalismy. Ale ostatnio
szwagierka zdala mature i wybiera sie na studia, miala zamieszkac z nami
(nawet na to sie zgodzilam). Jednak kiedy ostatnio tu przyjechala
stwierdzila, ze nasze mieszkanie jej nie służy, bo wychodza jej pryszcze. I
co? Oczywiscie mamy sie w trybie natychmiastowym wyprowadzać (!!!). Kiedy
zapytalismy, skad na to sie nagle znalazly pieniadze zapanowala mala
konsternacja, po czym wyplynal wniosek, ze MOJA MAMA ma nam kupic mieszkanie
(!). Gwoli wyjasnienia, mama sprzedala ostatnio po rozwodzie z ojcem
mieszkanie i teraz szuka nowego dla siebie, bo w koncu ile mozna wynajmowac z
pensja duzo ponizej sredniej krajowej?
Gdy moj luby zaprotestowal, ze chyba cos tu nie gra, posypaly sie urocze
komentarze w stylu jacy to nie jestesmy (ja i moja mama) cwani ludzie, jak go
na pewno wyrolujemy itp. itd.
W zyciu nie slyszalam wiekszego steku bzdur i chyba nikt nie zrobil mi
wiekszej przykrosci. Nawet nie chce myslec jak poczula by sie moja mama,
gdyby sie o tym dowiedziala.
Prawda jest taka, ze trzy czwarte z tego co mamy w domu dostalismy od mojej
rodziny, jak wracamy z weekendu w domu ja wioze torby jedzenia, w ktorych
dominuje miesko "dla zięcia", a ktore moja mama robi, choc wie dobrze ze ja
go nie zjem. Moj luby najczesciej nie dostaje nic poza odpowiedzia w
stylu "mama nie miala czasu, byla zmeczona" - ok, ale moja mama pracuje
dziesiec godzin dziennie, a tesciowa nie robi nic(!). Wiem ,ze dla kogos kto
to czyta to sa pierdoly, ale na nasze studenckie standardy ma to jakies
znaczenie.
Dodatkowo sprawa rozbija sie o szwagierke - boli nas zupelnie jawne
faworyzowanie tej dziewczyny, choc w porownaniu z narzeczonym wypada ona co
najmniej blado. My siedzimy jak dwa osły, uczymy sie, żyłujemy średnią na
stypendium, latamy za kazda robota jaka sie nawinie i jeszcze zdarza mi sie
slyszec od lubego ,ze czuje sie jak pasozyt proszac rodzicow o pieniadze. A
mamy ich naprawde malo, na zadne wyjscia czy nawet ciuchy nie starcza
(donaszamy po szwagierce, serio, to co jej sie znudzi). A ona? Dzieli zycie
miedzy czat a dyskoteki, zdajac mature urzadzila lubemu wielka awanture ze
nie mial czasu opracowac jej pytan (!), studia wybrala od razu w prywatnej
szkole bez egzaminow (czesne:500 zl, dwa razy tyle ile dostaje na miesiac od
rodzicow moj narzeczony, a do konca zycia nie zapomne jaka toczylismy w
klasie maturalnej wojne o to, by mogl w ogole isc na studia, bo troche dziwne
ze piatkowy laureat olimpiady informatycznej konczy w policealnym studium w
naszym miasteczku, nieprawdaz?), a tesciowie wzieli kredyt na leczenie jej
pryszczy (choc wierzcie mi ze sama mam wieksze). No i oczywiscie glowna
pozycja w budzecie to jej ubrania. Brrr, szkoda slow.
Nie wiem sama co o tym wszystkim myslec. Tesciowa i szwagierka sa mega
obrazalskie, boje sie z nimi rozmawiac na jakikolwiek temat, bo narzeczony
zawsze mi potem doniesie, ze powiedzialam cos nie tak.
Naprawde, moge to wszystko olac, ale w momencie, w ktorym doczepiaja sie
pieniedzy mojej mamy, to krew mnie zalewa. co to ich obchodzi? tak samo jak
komentuja kazdy jej zakup itp. (znaja sie dobrze, wiec duzo o sobie wiedza).
Moj narzeczony jest dla mnie oparciem, nie da mnie skrzywdzic, a ja wcale nie
chce by mial w domu wojne. Ale nie wiem jak dlugo tak wytrzymam.
Po prostu mi smutno...