Dodaj do ulubionych

Cos optymistycznego... ;)

23.04.05, 23:23
Postanowiłam napisać o swoim udanym małżeństwie - bo tyle tu takich biednych
udręczonych życiem kobiet, że czasem myślę, że wszystkie małżeństwa to jakaś
porażka... Ile z Was kochane jest w związku szczęśliwe tak jak ja? Co prawda
jestem stosunkowo młodą żoną i również mnie nie omijaja trudności finansowe,
kłopoty z teściami i awantury z Lubym - jednak mimo to czuję się spełniona
życiowo i mocno kochana (pierwszy raz w życiu zreszta ktos mnie kocha). Na
pewno jest mnóstwo kobitek takich jak ja. Ujawnijcie sie kobitki!!! Taki mały
promyczek na pewno rozjaśni nasze forum. Bardzo Was wszystkie pozdrawiam,
Wielkie buziaczki!!!
Obserwuj wątek
    • agy25 Re: Cos optymistycznego... ;) 24.04.05, 10:26
      Ujawniam sie!!! Ja tez jestem w BARDZO szczesliwym i udanym zwiazku. Jestesmy
      razem juz 2 lata i z kazdym dniem kocham mojeh meza coraz bardziej. Wiem, ze
      zawsze mozemy na siebie liczyc, ze w trudnych chwilach (a bylo ich niemalo)
      bedzie przy mnie cieply, spokojny kochajacy...

      Noemi - nie wszystkie malzenstwa to porazka. Problem tkwi w tym, ze mlodzi
      ludzie pobieraja sie zupelnie nie przygotowani do zycia w zwiazku. Przede
      wszystkim nie nauczyli sie samych siebie - nie umieja sie dzielic zyciem, maja
      nierealne oczekiwania wobec swoich partnerow, albo spada im na glowe zbyt wiele
      obowiazkow w zbyt mlodym wieku i stad problemy...

      Mam nadzieje, ze jednak jest wiecej szczesliwych i zadowolonych ze swoich
      malzenstw!!
      Przesylam niedzielny promyk slonca:))
      • axela Re: Cos optymistycznego... ;) 26.04.05, 11:55
        Hurra nareszcie!!
        No wlasnie pisalam ze same nieszczescie na tym forum.
        Ja tez jestem szczesliwa minmo ze czasem jakas awantura sie trafi i czasem nie
        chce mi sie z nim gadac ale generalnie to kochany jest (jak nie spiewa)
        Pozdrawiam szczesciary i powodzenia
        • axela Re: Cos optymistycznego... ;) 26.04.05, 11:58
          ej chyba sie wcielam w srodek i spoznilam nieco sadzac po datach ale to przez
          tem zachecajacy temat sorry
    • andorinha Re: Cos optymistycznego... ;) 24.04.05, 11:56
      mysle ze duzo kobiet pisze o konkretnych problemach, ale tak ogolnie jest bardzo
      szczesliwych.
      ja jestem bardzo szczesliwa. jestem z moim mezczyzna od 5 lat, od 2 jestesmy
      malzenstwem. czesto dochodzimy do wniosku ze chyba teraz jestesmy bardziej w
      sobie zakochani niz na poczatku :-). pomimo ze mielismy miliony roznego typu
      problemow. ale problemy (o ile nie nazbyt wielkie) chyba tylko umacniaja
      zwiazek. najwazniejsze jest chyba to ze ciagle o wszystkim gadamy. nie
      zostawiamy zadnego problemu do rozwiazania na pozniej, co konczy sie czesto
      dyskusjami do 4 nad ranem :-)
      pozdrawiam wszystkich szczesliwych
      a tych troche mniej szczesliwych mocno sciskam
    • mikams75 Re: Cos optymistycznego... ;) 24.04.05, 19:31
      nikt nie jest idealny, kazdy z nas ma wady i kazdy jest po trochu malym
      egoista. To jest przyczyna wielu niepozozumien. Na dodatek dochodza rozne
      przezwyczajenia, presja rodziny (ach te tesciowe ;-)).
      I forum jest miejscem gdzie sie omawia rozne problemy - stad wrazenia po
      przeczytaniu postow, ze wszystkie jestesmy nieszczesliwe w malzenstwie.
      Na pewno tak nie jest! Na pewno wiekszosc z nas kocha i jest kochana, a ze
      czasami ponarzekamy zachowujac anonimowosc... Kobieta musi sie wygadac,
      wyzalic, podzielic doswiadczeniami/porazkami z innymi kobietami, ktore
      borykajac sie z podobnymi problemami staja sie zaufanymi wirtualnymi
      kolezankami. I juz jest ogromna ulga :-))
      Forum byloby nudne, gdyby kazda pisala o swoim spelnieniu w milosci i ideale
      dzielacym loze :-)
      • noemi_kh Re: Cos optymistycznego... ;) 24.04.05, 20:16
        No no... robi sie coraz słoneczniej na Forum... Buziaczki!!!
    • akastel Re: Cos optymistycznego... ;) 24.04.05, 21:16
      Zagladam na to forum od niedawna, zdziwilam sie, ze jest takie ciezkie. Jakos
      wydawalo mi sie, ze mlodziutkie mezatki beda szczesliwe (to oczywiscie nie jest
      krytyka, ale wiele watkow jest tutaj rzeczywiscie bardzo powaznych i smutnych).

      Ja jestem szczesliwa. W czerwcu bedziemy obchodzic 10. rocznice bycia razem,
      malzenstwem jestesmy od ponad 2 lat. Poznalismy sie bardzo mlodo, jeszcze w
      szkole sredniej. To odmienilo cale moje zycie. W ciagu tych wielu lat bylo
      wiele wzlotow i upadkow, ale slub bardzo nas umocnil, jakos uspokoil i jeszcze
      bardziej zblizyl. Podobnie patrzymy na zycie, o wszystkim rozmawiamy, we
      wszystkim sobie pomagamy (choc oczywiscie bywaja trudniejsze chwile, jak to w
      zyciu). Maz jest wspanialym, madrym czlowiekiem i wielkim dla mnie oparciem. A
      od ponad dziewieciu miesiecy rowniez najlepszym tatusiem pod sloncem :))).
    • mikaa25 Re: Cos optymistycznego... ;) 25.04.05, 17:00
      Może te szczęśliwe nie piszą żeby nie zapeszyć:-))) Jestem męzatka dopiero od 8
      miesiecy ale w związku od ponad 8 lat. Jestem baaaardzo szczęsliwą mężatką. Nie
      wyobrażam sobie innego faceta u mojego boku. Jak tak patrze na innych facetów
      to nasówa mi sie jedno słowo "porażka". Oczywiście jest wiele facetów
      wartościowych na świeci, ae tych beznadziejnych jest duzo wiecej i zanim
      zdecydujemy sie na ślub to należy rozważyć dobrze decyzję czy to jest ten jeden
      jedyny. Wtedy szansa na trwały, udany związek jest duzo większa. Mam czasem
      wrażenie ze kobiety decydują sie na małżenstwo bo juz mają wystarczająco dużo
      lat, może nie trafią na lepszą partię, boją sie samotności lub staropanienstwa
      (albo jak wpadną.)
    • quarum Re: Cos optymistycznego... ;) 25.04.05, 22:01
      Jestem na tym forum pierwszy raz ,ma znaczyc na tej tematyce i faktycznie
      zastanawiem sie ale i rozumie jak mozna wyjsc za maz za kogos kogo sie nie
      kocha lub ma sie watpliwosci.Tak sie skałada ze jestem po rozwodzie .a dlaczego
      wyszłam za mąz -napewno nie z miłości.Nie potrafi
      łam powiedziec stop doputy dopuki nie pojawiło sie dziecko.trzebabyło dac
      pieniadze pobyc z rodzina choc tak naprawde nigdy tego nie czulam.Był
      ślub ,rozwód i po sprawie .Związałam sie ze swoją byłą miłością z która wtedy
      nie było dane mi byc.Teraz jesteśmy prawdziwą rodzina cztero osobowa .Taką
      gdzie jest miłość,akceptacja,zrozumienie no i oczywiście sa tez problemiki-
      Podpisuje sie -jestem szczesliwa mężatką
    • slodzik3 Re: Cos optymistycznego... ;) 25.04.05, 22:14
      hmm... jak miło przeczytac cos tak optymistycznego.. oby tak dalej.. pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka