Dodaj do ulubionych

Dostało mi się w restauracji

14.02.06, 20:13
Byłam dzisiaj z mężusiem i naszymi synkami we włoskiej knajpce. Fajnie, miło.
Mamy dwóch synów Maciusia(7) i Krzysia(4). Zamówiliśmy jedzonko i do tego
czerwone wino. Pan przyniósł dania i wino. Maciuś bardzo chciał skosztować
tego dziwnego czerwonego napoju. Pomyśleliśmy, że mała ilość mu przecież nie
zaszkodzi. Maciuś wypił 2 małe łyczki, smakowało mu bardzo. Nagle podbiegła
do naszego stolika jakas kobieta (na oko 50 lat), zaczeła krzyczeć że
rozpijam dziecko, że bedzie wymiotować, że będę musiała chodzić z nim na
spotkania AA. Nie pozwoliła mi nic powiedzieć. Zepsuła nam taki romantyczny
dzień. Wyszliśmy chwilę po zdarzeniu.
Powiedzcie, czy zrobiłybyście tak jak ja czy jak ta kobieta?
Obserwuj wątek
    • prawie.normalny.facet Re: Dostało mi się w restauracji 14.02.06, 20:21
      wedlug mnie to jakas idiotka i histeryczka - owszem mogla zwrocic uwage ale nie
      w taki sposob.
    • rosa_de_vratislavia Re: Dostało mi się w restauracji 14.02.06, 20:22
      maryska1978 napisała:

      > Byłam dzisiaj z mężusiem i naszymi synkami we włoskiej knajpce. Fajnie, miło.
      > Mamy dwóch synów Maciusia(7) i Krzysia(4). Zamówiliśmy jedzonko i do tego
      > czerwone wino. Pan przyniósł dania i wino. Maciuś bardzo chciał skosztować
      > tego dziwnego czerwonego napoju. Pomyśleliśmy, że mała ilość mu przecież nie
      > zaszkodzi. Maciuś wypił 2 małe łyczki, smakowało mu bardzo.

      Gratulacje. Nie moge znaleźć linka, ale gdzieś czytałam artykuł (i nie była
      to "Tina" tylko jakieś naukowe nudziarstwo z masa tabel i wykresów ;-) w którym
      w oparciu o eksperymenty z małymi szczurkami udowodniono tezę, że na młody
      mózg nawet małe ilosci alkoholu wpływają szalenie destrukcyjnie. Coś się tam
      dzieje z neuronami i sa to zmiany nieodwracalne.

      A co do rekacji na obrazek rodziny rozpijającej dziecko - nie robiłabym
      awantury, tylko wezwałabym Policję. Skąd mam wiedzieć, czy nie robicie tak
      codziennie: "po odrobince na dobry sen", "tylko łyczek na urodziny
      kuzyna", "niech spróbuje słodkiego likierku, przecież tylko kieliszek wyliże,
      to takie słodziutkie".
      Sądzę, że jako rodzina dysfunkcyjna znaleźlibyście się pod opieką kuratora,
      który od czasu do czasu wpadałby zobaczyć, co słychac u Was w domu, czy dzieci
      sa zdrowe, czyste i nie opowiadają jak wujek dał im sprobowac odrobinkę "piwka".
      • rosa_de_vratislavia Re: Dostało mi się w restauracji 14.02.06, 20:26
        rosa_de_vratislavia napisała:

        >>
        > w oparciu o eksperymenty z małymi szczurkami udowodniono tezę, że na młody
        > mózg nawet małe ilosci alkoholu wpływają szalenie destrukcyjnie.

        "Dlaczego alkohol zabija komórki nerwowe? Ponieważ zawierają one dwa typy
        receptorów wrażliwych na tę substancję. Szczególnie gwałtownie reagują one, gdy
        mózg jest jeszcze niedojrzały....

        serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34144,206859.html
        To nie jest dokładnie ten link, ale warto przeczytać....


      • triss_merigold6 Naćpałaś się? 14.02.06, 20:35
        Litości... jestem przeciwna podawaniu maluchom kieliszka do polizania ale łyk
        wina rozcieńczonego wodą siedmiolatkowi w restauracji bym dała gdyby koniecznie
        chciał spróbować. Co do agresywnej pani - zażądałabym usunięcia jej przez
        ochronę lokalu.
        Wezwanie policji to strzelanie z armaty do wróbla w takim wypadku, idiotyczne,
        chamskie i niczemu nie służące.
        • rosa_de_vratislavia Re: Naćpałaś się? 14.02.06, 20:42
          triss_merigold6 napisała:

          > Litości... jestem przeciwna podawaniu maluchom kieliszka do polizania ale łyk
          > wina rozcieńczonego wodą siedmiolatkowi w restauracji bym dała.

          A) Załozycielka watku napisała, ze dziecko wypiło 2 łyki bez rozcieńczania -
          nie wiem ską u Ciebie taka informacja
          B) czemu kieliszek do wylizania jest "be" a wino w porzadku?
          c) Jako obserwatorka nie wiesz, czy to jest pierwszy raz, czy to się nie
          powtarza.
          d) Jak byś zareagowała na sytuację - biednie ubrana matka siedzi z dwójką
          dzieci na skwerku i podaje jednemu łyk piwa z butelki, która stoi na tejze
          ławce? Pewnie byś interweniowała, myśląc o patologicznej rodzinie.
          Czemu łyk wino dla siedmiolatka w eleganckiej restauracji jest OK?
          e) nie naćpałam się, natomiast Ty przypisujesz Marysi78 fakty, które nie miały
          miejsca.


          • triss_merigold6 Re: Naćpałaś się? 14.02.06, 20:48
            Napisałam co JA bym zrobiła.
            Po kolei:
            - wylizanie kieliszka to klimat z typowych polskich imienin - potworny,
            obrzydliwy zwyczaj, dla niektórych dziadków i wujków śmieszny. Widok dwulatka
            jak krzywi się po resztce likieru czy innego syfu a dorośli się zaśmiewają jest
            żenujący
            - wino w restauracji uważam za ok., towarzyszy posiłkowi w odświętnej
            atmosferze, inna jest kultura picia wina inna wódki/likierów/czegokolwiek z
            procentami w kupie ludzi przy stole zastawionym śledziami, sałatką, ciastami
            itd.
            - patologia nie chodzi do restauracji
            - skwerek: mogę zakładać, że sytuacja wydarza się nagminnie
            • rosa_de_vratislavia Re: Naćpałaś się? 14.02.06, 20:56
              triss_merigold6 napisała:

              > - patologia nie chodzi do restauracji
              > - skwerek: mogę zakładać, że sytuacja wydarza się nagminnie

              Można rozumowac tak: skoro matka nie krępuje się nawet publicznie, w
              restauracji dać dziecku wina, to moze to robić w domu, przy gościach, własnie
              dla tej obrzydliwej hecy, o której pisałaś.

              I jeszcze jedno, jesli ten siedmiolatek wązy około 20-25 kg, to dwa łyczki wina
              moze już poczuć. To będzie miły stan błogości, jakiegoś rozluźnienia.
              Potem sam sięgnie do barku, jak mama pójdzie po zakupy, bo to taka fajna
              heca... IMO nie ma zadnego powodu dawać wina dzieciom. Można im asetrywnie
              odmówić. Moje np. pytały, co pijemy do obiadu i powiedzieliśmy, że to jest
              wino, zawiera ono alkohol i dzieci go nie piją. Przyjeły do wiadomości i
              przeszły nad tym do porzadku dziennego.
            • rosa_de_vratislavia Re: Naćpałaś się? 14.02.06, 20:59
              triss_merigold6 napisała:

              > Napisałam co JA bym zrobiła.
              > Po kolei:
              > - wylizanie kieliszka to klimat z typowych polskich imienin - potworny,
              > obrzydliwy zwyczaj, dla niektórych dziadków i wujków śmieszny.

              A zwróciłaś uwagę na to, ze Maryśka pisze, iz "wino smakowało mu BARDZO?"
              • kakui wyjasnienie 14.02.06, 21:04
                pił pierwszy raz, alkohol pijemy od święta, w domu go nie ma. Do kolegów nie
                chodzi, jeżeli się zdarzy to u kolegi w domu jest albo babcia albo mama. Nie
                wypił przeciez kieliszka tylko zawartość dwóch łyżeczek.

                prosze zauważyć że w krajach Śródziemnomorskich dzieci dostaja kieliszek wina
                do każdego obiadu, widziałam to na własne oczy.

                ps
                wódki itp. nie dostanie żaden, do ukończenia 18 lat.
                • conejito13 mity 15.02.06, 10:13
                  kakui, mieszkasz w kraju srodziemnomorskim czy to obserwacje wakacyjne?
                  ja tak i z doswiadczenia wiem, ze dzieciom codziennie do obiadu NIE podaje sie
                  wina. byc moze rowniez widzialas 'swiateczny obrazek' i to wszystko. to w
                  kwestii wyjasnienia pewnych mitow. naturalne jest picie wina/piwa do obiadu
                  (codziennie), ale przez doroslych. tutejsze dzieci maja rozdzielony dzien na
                  dwie czesci. przed i po obiedzie (sjescie). obie te czesci wypelnione sa nauka
                  az do ok 18-19.00. wiec jak moglyby isc potem 'normalnie' do szkoly, skoro u
                  mnie kieliszek dobrego wina czasami powoduje blogosc?
                  • sylwiq Re: mity 20.02.06, 11:28
                    Mieszkalam w Hiszpanii 2 lata i nie widziałam,żeby dzieciom podawano wino. a
                    mialam przyjemność zasiadac do stolu z wieloma hiszpańskimi rodzinami.
                    Jesli chodzi w ogole o watek to nie zwrocilabym uwagi publicznie marysce, bo
                    nie wtracam sie do spraw obcych osob. Ale nie popieram tego co zrobila. Sama
                    wychowywalam sie w rodzinie gdzie problemem byl alkohol i wiem z autopsji ze
                    czasem niewinnie sie zaczyna...
                • soony1 kakui=maryska 1978 15.02.06, 21:00
                  Chyba się zapomniałaś przelogować biedactwo.
                  • norah3 Re: kakui=maryska 1978 15.02.06, 21:29
                    Ha ha ha. Dobre, dobre :-))
                    • kosheen4 Re: kakui=maryska 1978 15.02.06, 23:23
                      norah3 napisała:

                      > Ha ha ha. Dobre, dobre :-))

                      najlepsze że zegar wam wolno chodzi
                • daria_nowak Re: wyjasnienie 30.03.06, 16:12
                  Oczywiście, ze dostaja, bo dobrze wpływa na trawienie. Dwa łyki wina nic złego
                  nie zrobią. Naprawdę nie ma w tym o czym piszesz nic złego. Ja wprawdzie mamą
                  nie jestem (młodziutka mężatką w bliskiej przyszłości:)), ale zdanie mam. Sama
                  miałam prawo np. do pianki z piwa. Drobiazg, a sprawiał mi ogromną frajdę:)
                  Poza tym uwazam zachowanie tej Pani za niekulturalne, jeśli ja to zaniepokoiło,
                  to powinna podejść i grzecznie zapytać, czy nawiązać rozmowę. Pozdrawiam
      • magda_f1 niech zyją mohery !!!!! 28.02.06, 23:05
        na Policje, i do sądu ...odebrać rodzinie prawa rodzicielskie :-))))))))
        paranoja.łapmy za telefony i dzwonmy...

        chyba mozna rozroznic rodzine patologiczna od spokojnej rodzinki spedzajacej
        wieczor w restauracji...ale jak ktos ma nasr...e pod beretem to juz nic sie nie
        da zrobic...
    • drinkit Podstawowa zasada: 14.02.06, 21:09
      Nie wtykac nosa w nie swoje sprawy. Jak ja uwielbiam takie wscibskie babusy,
      które chcą zbawiac swiat. Trzeba było kobitke za uszy wyprowadzić z knajpy.
      Wszystko jedno czy ktos podał lyzeczke wina dziecku, czy nie, podstawowa zasada
      brzmi:NIE WTRACAC DUPY!!!!!
      • rosa_de_vratislavia Re: Podstawowa zasada: 14.02.06, 21:22
        drinkit napisała:

        > Wszystko jedno czy ktos podał lyzeczke wina dziecku, czy nie, podstawowa
        zasada brzmi:NIE WTRACAC DUPY!!!!!

        To nie jest podstawowa zasada, bo potem się czyta: "Sąsiedzi przyznają, ze
        słyszeli dobiegające zza sciany krzyki ale...." "Sąsiedzi widzieli, ze dziecko
        często jeszcze po zmroku bawi się na podwórku w cienkiej kurteczce
        ale..." "Pasażerowie widzieli, jak rzeczony mężczyzna, szarpiąc za nadgarstek,
        wyciągał kobietę z tramwaju ale uznali, że..." etc.
        Wierzę, że Marysia1978 nie jest nałogową alkoholiczką, jednak podanie dziecku
        wina było idiotycznym pomysłem.
      • oneka Re: Podstawowa zasada: 14.02.06, 21:40
        zwlaszcza jak Ciebie beda katować na ulicy, albo jak zauważę, że płonie Twój
        majątek, kradną Ci auto...

        zwrócić uwagę należy, jeśli sumienie każe. Ale może nie od razu w taki sposób.

        btw w krajach srodziemnomorskich wino stołowe jest bardzo mało "wyskokowe" ok
        4%, rozcieńczone wodą na dodatek. poza tym tam mają coś takiego jak kultura
        picia: czyli nie jest to zakazany owoc, po który należy sięgać w ukryciu. I tu
        popieram autorkę wątku, ze dała sprobować, bo dzieciak zaspokoił ciekawość przy
        niej. Problem tylko co zrobic , z tym, że smakowało...
        • drinkit Re: Podstawowa zasada: 15.02.06, 12:09
          oneka napisała:

          > zwlaszcza jak Ciebie beda katować na ulicy, albo jak zauważę, że płonie Twój
          > majątek, kradną Ci auto...
          >


          Nie przesadzajmy ok? Jest roznica pomiędzy pomoca, gdy ktos katuje mnie na
          ulicy, a wtracaniem sie z krzykiem przez wredne baby lub facetów, a takich nie
          brakuje na ulicach. Zawsze musza wtracic swoje trzy grosze. I lubia wychowywac
          cudze dzieci.
          • oneka Re: Podstawowa zasada: 15.02.06, 13:13
            a co ja będę złodzieja wychowywać? jak to ujęłaś: podstawowa zasada....
            przyznaje, ze jest różnica. dlatego też pani w restauracji przesadziła ze
            środkami. wystarczyłoby, żeby podzieliła się z rodzicami swoją opinią w sposób
            grzeczny i kulturalny, jeśli widok siedmiolatka smakującego wina był jej
            nieobojętny. czy "wtrącać się" w wychowanie można tylko niegrzecznie i tylko
            starsze panie to robią? cóż ewnie taka będę...choć narazie zwracam uwage tylko
            rodzicom krzyczącym na/bijącym swoje dzieci.
            • drinkit Re: Podstawowa zasada: 16.02.06, 22:07
              oneka napisała

              cóż ewnie taka będę...choć narazie zwracam uwage tylko
              > rodzicom krzyczącym na/bijącym swoje dzieci.

              Bijącym, czyli katującym, czy bijącym, czyli dającym klapsa?
              • oneka Re: Podstawowa zasada: 16.02.06, 22:49
                wychowywałam się w kraju, gdzie żadna przemoc fizyczna wobec dzieci nie mogła
                mieć miejsca, nawet za niewinnego w naszym pojęciu klapsa można było mieć kłopoty.
                ostatnio zwróciłam uwagę pani, która dała klapsa córeczce, która weszła w
                nowiutkich różowiutkich z kokardkami lakierkach w kałużę. pani darła się, że jak
                dziewczynka się nie uspokoi to pójdą w brame i na goły tyłek ją zleje. - nie
                histeryzowałam, nie straszyłam policją, ale zasugerowałam, żeby kupiła dziecku
                na deszczową pogodę kalosze, gdyż najwyraźniej córeczka ma większą ochotę
                pochodzić sobie po wodzie, a nie ładnie i barbiowato wyglądać.
                i proszę nie mówcie, że wtącam się w wychowywanie cudzego dziecka. ja po prostu
                wolę zagadać czasem zdenerwowanego rodzica, zeby się jeszcze bardziej nie
                nakręcał na dzieciaka. nigdy nie odebrałabym rodzicowi autorytetu w oczach
                dziecka. no chyba, że byłabym świadkiem katowania. niestety rodzice katują
                dzieci raczej w domach i stąd czasem na reakcję za późno.
                • kiecha3 oneka 17.02.06, 06:03
                  i co ta mamusia od kaloszy zrobiła...
                  mogę sie założy.c że wypomniała dziecku...:widzisz mamusia sie musi przez ciebie
                  wstydzić".. a to juz przemoc psychiczna...
                  • oneka Re: oneka 17.02.06, 09:30
                    mamusię skleiło - dodam, że mamusia była bardzo młodą osobą, raczej
                    tipsiarowatą, więc może naprawdę ni ewpadła na pomysł, żeby dzieciaka ubrać
                    stosownie do pogody zamiast krzyczeć, że się pochlapał.
                    wstydzić się nie miała czego, gdyż ja tylko zadałam pytanie: dlaczego nie
                    uiberze pani dziecku kaloszy w taką chlapę?
                    poza tym mamusia ewidentnie szukała pretekstu, żeby się wyżyć, a nie chciała
                    skarcić swoje dziecko w celach wychowawczych.
                    • drinkit Re: oneka 18.02.06, 23:45
                      Tak czy siak było to wtrącanie się w nie swoje sprawy. Skoro dziecku nikt nie
                      wyrywał rak ani nóg, to po prostu mogłas to przemilczec - nie jest to Twoje
                      dziecko, niezaleznie co sobie myslisz na temat dawania mu klapsów. I jeszcze
                      jedno - od klapsów sie nie umiera.
                      • oneka Re: oneka 18.02.06, 23:56
                        no to w takim razie Ty się nie wtrącaj do tego, że ja się wtrącam. jeśli chcesz,
                        proszę bardzo, wychowuj dzieci klapsami. ja uważam, że zachowanie tamtej mamy
                        było niesprawiedliwe i dlatego zwróciłam uwagę. tym bardziej, że trochę
                        przesadziła strasząc dziecko tym, że zaciągnie je w bramę.
                        • drinkit Re: oneka 20.02.06, 18:35
                          oneka napisała:

                          > no to w takim razie Ty się nie wtrącaj do tego, że ja się wtrącam.

                          Ok. Koniec dyskusji.
    • mam_to_w_nosie Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 09:24
      Ja bym dziecku w tym wieku nie dała nawet łyka wina do spróbowania ale na takie
      zachowanie obcej kobiety zareagowałabym ostro i na pewno NIE ja opuściłabym lokal
      zaraz po zajściu takiej sytuacji. Kilka razy byłam świadkiem podobnych reakcji
      obcych ludzi (zazwyczaj sfrustrowane podstarzałe paniusie, pewnie same
      nieposiadające
      dzieci), którzy usiałują uczyć innych jak wychowywać dzieci, paranoja, nóż mi
      sie w kieszeni otwiera.
      I jeszcze apropo padających tutaj wypowiedzi, nie wiem czy plicja nie wyśmiałaby
      takiego zgłoszenia, ludzie, opanujcie się, to jest podstawowa wada naszego
      społeczeństwa
      nagminne wsadzanie nosa w nieswoje sprawy i strzelanie z armaty do wróbla, a kiedy
      komuś naprawdę dizeje się krzywda i trzeba zareagować to nas, qrwa, nie ma.
      Całkiem świeży wypadek, dwóch chłopców topiło się w rzeczce na oczach kilkunastu
      przechodniów, niekt nie pomógł, jeden chłopiec zmarł... Ale w restauracji będą robić
      afery matce dającej dziecku łyk wina, gdzie sens, gdzie logika???
    • mateusiowa Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 09:29
      > Powiedzcie, czy zrobiłybyście tak jak ja czy jak ta kobieta?

      a czy zrobiłybyście tak jak autorka wątku?
      podałybyście alkohol dziecku? świadomie?

      droga marysko, czerwone wino jest alkoholem, nie stoi na półce z soczkami
      gerbera i jedynie pełnoletnie osoby mogą go kupić, jak myślisz, dlaczego???

    • caysee Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 09:33
      > Powiedzcie, czy zrobiłybyście tak jak ja czy jak ta kobieta?

      Jak bym byla toba, to nie podalabym alkoholu dziecku.

      Jak bym byla osoba, ktora widzi, ze ktos podaje alkohol malemu dziecku,
      pomyslalabym o niej swoje, ale nie wtracalabym sie, no chyba ze ktos
      najwyrazniej by to dziecko upijal.
    • kattty Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 09:40
      nie dalabym dziecku sprobowac wina- to tylko dziecko i stiwerdzenie kategoryczne
      ze jest to trunek dla doroslych i dzieci go nie pija...jest obowiazkiem dziecka
      przyjac do wiadomosci ze tak ma byc! zaskakuje mnie w ogole nowatorskie
      podejscie mlodych mam ktore pozwlaja dziecku probowac alkohol jakikolwiek by on
      nie byl..a potem sie dziwic ze dziesieciolatki pija wodke i piwo...co do
      zachowania tej pani..nie dziwie sie ze byla oburzona...ja tez bym byla..z ta
      roznica ze ja bym skomentowala zachowanie takiej mamy w duchu..a nie robiac
      awanture w restauracji!
      • triss_merigold6 Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 09:50
        Te dziesięciolatki co piją wódkę i wino w celu nadrinkowania się raczej nie
        bywają z rodzicami w restauracjach. Przewaznia mają podwórkowe życie
        towarzyskie, ojca alkoholika i starsze rodzeństwo w konflikcie z prawem.
        • pensjonarka Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 10:14
          Po pierwsze dzieci nie moge pić alkoholu w żadnej ilości i te dwa łyki wina źle
          świadcza o Tobie. Tamta Pani zareagowała za nerwowa ale miała rację. Ja na jej
          mniejscu zwróciłabym Ci uwagę, a jeżeli to by nie poskutkowało wezwałabym
          policję. Rodzice nie moga robić z dziećmi co im sie tylko podoba, istnieje
          jeszcze prawo, które zabrania pewnych zachowań.
          A Tobie współczuję, skoro nie potrafisz wytłumaczyć synowi, że alkohol jest
          szkodliwy i dlatego dzieci nie mogą go pić
          • taktyl Re: Dostało mi się w restauracji 30.03.06, 16:01
            i tu wykazlabys sie absolutnym brakiem logiki; dzieci nie sa glupie; alkohol szkodliwy a mamusia pije?
        • oneka Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 10:32
          Wiele osób pokazała tu, moim zdaniem błędne, myślenie, że problem alkoholizmu
          dotyczy tylko rodzin biednych, ze "złych dzielnic", gdzie rodzice są
          niewykształceni.
          • mam_to_w_nosie Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 10:42
            No plizzzzz, łyk wina dla dziecka to nie jest problem alkoholizmu!!!
            Oczywiście opierając się na tym opisie bo nie wiem co dzieje się w tej rodzinie
            na co dzień.
            • oneka Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 10:48
              no plizz! przeczytaj wszystkie posty ze zrozumieniem, to może zauważsz, że piszę
              o niektórych prezentowanych tu opiniach(pomoca mogłoby być to, że zrobiłam
              "odpowiedz na" konkretny post, a nie wypowiedz autorki).
              • mam_to_w_nosie Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 11:31
                oneka napisała:

                > no plizz! przeczytaj wszystkie posty ze zrozumieniem, to może zauważsz, że pisz
                > ę

                Przeczytałam i zauważam w nich sianie paniki bo mama dała dziecku łyk wina
                i doszukiwanie się w tym problemu a nie NIEzauważanie go i twierdzenie,
                że alkoholizm dotyczy ludzi biednych.

                > o niektórych prezentowanych tu opiniach(pomoca mogłoby być to, że zrobiłam
                > "odpowiedz na" konkretny post, a nie wypowiedz autorki).

                A wypowiedź Triss, na którą odpowiadasz:

                "Te dziesięciolatki co piją wódkę i wino w celu nadrinkowania się raczej nie
                bywają z rodzicami w restauracjach. Przewaznia mają podwórkowe życie
                towarzyskie, ojca alkoholika i starsze rodzeństwo w konflikcie z prawem."

                nie sugeruje, że "drinkujące" dzieciaki pochodzą z biednych rodzin a patologicznych,
                nieinteresujących się dzieckiem, z problemami innych członków rodziny itp. A to
                jest akurat prawda, jak dzieciak siega po alkohol, to zawsze coś nie tak jest
                w rodzinie i oczywioście nie chodzi o kasę, często wręcz odwrotnie. I myślę, że
                te dzieci faktycznie do restauracji z rodzicami nie chodzą ale to nie ze względu
                na sytuację materialną rodziny...
                • oneka Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 13:03
                  wytłumacz mi dlaczego, jeśli mój post nie dotyczył Twojej wypowiedzi, tak
                  zawzięcie mi tłumaczysz cos, co rozumiem?
                  • mam_to_w_nosie Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 13:41
                    Napisałaś "wiele osób" więc może odnosił się też do mojej...
                    A to co tłumaczę chyba niebardzo rozumiesz, pokazałam Ci, że w poście, na któego
                    odpowiadałaś, nie ma nic na temat, jakoby alkoholizm doyczył biednego społeczeństwa,
                    nic wiecej nie miałam na myśli.
                    • mam_to_w_nosie Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 13:42

                      > odpowiadałaś, nie ma nic na temat, jakoby alkoholizm doyczył biednego społeczeń
                      > stwa,

                      lub niewykształconego, bo jeszcze to napisałaś
        • mika_p Re: 11 latek pił alkohol poza domem 16.02.06, 18:08
          Link do tego wątku pokazano na innym forum.No więc ja pozwolę sobie też link do
          jeszcze innego forum podać:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=46&w=34022519
          Wątek jak w temacie - matka pisze, ze jej 11-letni syn pił alkohol u kolegi.
      • daria_nowak Re: Dostało mi się w restauracji 30.03.06, 16:20
        Zakazany owoc jest najbardziej pociągający. Myślę, ze prędzej dziecko mające
        chęć na np. wino (czy takie, które zapamięta sobie ostrą reakcję i
        zakwalifikuje np. wino" jako coś dla dorosłych - czyli w skrócie "fajne")
        spróbuje go pokryjomu i w tajemnicy. Natomiast traktowanie wina jako czegoś co
        można spróbować (2 łyki!) i normalną rzecz, z odpowiednim rodzicielskim
        komentarzem - to nie tragedia.
    • ilekobietamalat Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 11:03
      z gory zaznacze ze dzieci nie posiadam,ale z dziecmi kontakt miewam:)
      po pierwsze reakcja tej pani byla mocno przesadzona, a moim zdaniem nawet
      niepotrzebna. po drugie ja zglosilabym sie od razu do kierownika restauracji
      stwierdzajac ze obsluga jest fatalna,poniewaz nie pilnuje mojego i innych
      spokoju. pania powinno sie uspokoic,albo wyprosic, a wy kolacje powinniscie
      miec za darmo(tak jest w cywilizowanych krajach).
      podejzewam ze pani bvyla stara panna ktora nie ma co w zyciu robic, bardzo nie
      lubie takich ludzi.. nawet jesli w twojej rodzinie istnialby problem
      alkoholizmu,i rozpijasz dzieci na codzien,to napewno ta pani nie ma o tym
      bladego pojecia i nie ma prawa sie wtracac!(zwlqaszcza w takim miejscu) w
      glowie mi sie takie zachowania nie mieszcza.

      a jesli chodzi o podawanie dziecku 'na sprobowanie' wina, to nie widze w tym
      wiekszego problemu, chyba wszyscy wiemy jak 7 latek mogl sie tego napic;) jak
      to 7 latki ledwo dotknal pewnie ustami,a poczul sie duzy i drosly, i ogromna
      przyjemnosc z tego mial.

      moj brat od malego chodzil do hotelowych barow i zamawial sobie 'drinki' i byl
      szalenie dumny, mimo ze ten jego drink to byl sam sok pomaranczowy.
      wydaje mi sie ze to jest wlasnie ten wiek w ktorym dzieci,w takich sytuacjach,
      chca byc traktowane jak dorosli. zaloze sie ze siedzial bardzo dumny
      rozgladajac sie dookola:)
      • kiecha3 Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 11:43
        wiesz.. ja obseruje od paru lat.. jak ojciec uczył małe jeszcze wtedy dziecko (
        terazm a 12 lat) pić piwo... raz na 2-3 dni zasiadał przed telewizorem z piwem w
        ręku i swojej malej córce dawał je żeby sobie piankę zjadła... dzieciak ma 12
        lat i jak jest jakaś i mmprezka typu gril, gdzie jest piwo, to niemal przysysa
        sie do butelki i spija spora ilość... i jak jej teraz wytłumaczyć że to jest nie
        dla niej.. patrzę na to z obrzydzeniem i strachem... bo wydaje mi się że buduje
        ( ojciec) w niej pociag do alkoholu.... oczywiście nie musi się to rozwinąć w
        jakiś nałóg, ale jednak....
        to jest bardzo trudny dylemat.. .dać czy nie dać spróbowac..
        dać..to cie zakrzycza że rozpijasz dzieciaka..a co jak mu zasmakuje i będzie
        chciał więcej..??!?!!?!?!?
        nie dac.. to zrobimy z tego owoc zakazany..a wwszyscy wiemy jak to się zwykle
        kończy...
        • mateusiowa Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 12:44
          też znam taką rodzinkę gdzie rodzice nie widzą nic złego w tym że ich dzieci (2
          i 4 lata!!!!!) pociagną łyk piwa, wina czy co tam akurat piją rodzice
          to jest tragiczne i wstrętne

          ale ja nie widzę tu dylamatu dać czy nie dac, wystarczy z dzieckiem rozmawiac i
          tłumaczyć mu swiat, pokazywac co jest dobre a co złe, to napewno zaowocuje w
          przyszłości (no ale niektórzy rodzice są zbyt leniwi by wychowywać swoje dzieci)

          jasne że jeżeli powiemy "nie bo nie", to będzie miało ochote "odkryć" tajemnicę
          zakazanego owocu

          w moich oczach matka która pozwala dziecku sięgać po alkohol albo nie ma
          wyobraźni, albo jest niedouczona, albo jest idiotką !
          • ilekobietamalat Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 13:22
            ale chyba jest pewna roznica miedzy dawaniu dziecku piwa na kazdej imprezie, i
            pokazywanie ze to jest takie fajne, a pozwoleniem 'polizania' kieliszka w
            restauracji?
            nie czujecie tej roznicy?

            • mateusiowa Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 13:38
              mi ta różnica jakos się zaciera

              co to w ogóle jest za polizywanie kieliszków !
              dziecko ma swoje naczynia do picia i jedzenia, talerze tez dziecku dajecie polizac?

              a gdybyś tak wylizała całą butelke to myslisz ze mniej bys sie upiła nie po jej
              wypiciu?
              • ilekobietamalat Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 14:38
                nie no blagam to juz zaczyna sie robic zenujace.
                jak mialam te 7 lat to tatus napewno tez mi dal 'zamoczyc' jezyk w jakims
                alkoholu, i jakos alkoholiczka nie jestem, ba! nawet w ogole nie pije.

                a jesli chodzi o taleze, to owszem, jak dziecko siostry do mnie przychodzi i
                czegos chce sprobowac to mu daje, bo dzieci tak maja ze sa wszystkiego ciekawe.

                mam wrazenie ze sie troche co poniektorzy zapedzaja, bo dziewczyna przeciez
                napisala ze dziecko sprobowalo, wypilo dwa lyczki(w co szczerze watpie, bo
                napewno ledwo doknelo ustami) a wy z tego robicie wielka tragedie, jak by
                conajmniej dziecko wodka karmila.
                • mateusiowa Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 16:06
                  > napewno ledwo doknelo ustami

                  a skąd wiesz? podobno mu smakowało! ale nie bede sie rozwodzic nad szczegółami,
                  alkohol nie jest dla dzieci i nie naginajmy tego do zamaczania jezyków
                  to nie sa dobre metody wychowawcze "bo dzieci tak maja ze sa wszystkiego
                  ciekawe." to mu dam spróbować, jak bedzie ciekawe papierosów to też mu dasz
                  spróbować? może sobie dopali końcówke?

                  jesli karalna jest sprzedaż alkoholu nieletnim, to za podawanie 7-letniemu
                  dziecku alkoholu w restauracji powinno się matce przynajmniej zwrócić uwagę
                  i powinna to zrobić obsługa

                  > jak mialam te 7 lat to tatus napewno tez mi dal 'zamoczyc' jezyk w jakims
                  > alkoholu, i jakos alkoholiczka nie jestem, ba! nawet w ogole nie pije.
                  niektórzy mają predyspozycje do alkoholizmu i smakowanie alkoholu w tak młodym
                  wieku bynajmniej im nie pomoże w przyszłości,

                  i mocno mnie zdziwiłaś tym że jest dla Ciebie żenujące to że ktoś jest oburzony
                  taką sytuacją
                  • ilekobietamalat Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 18:11
                    pomijajac juz sprawe podawania alkoholu dzieciom, to uwazam ze obsluga jednak
                    nie powinna zwracac uwagi, a juz napewno nie dopuszczac sytuacji zeby obcy
                    ludzie zaklocali komukolwiek kolacje.

                    zenujace jest to co niektorzy tu pisza.. policje? ludzie za co?
                    uwazam ze te reakcje sa mocno przesadzone.
    • judith79 Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 14:39
      po pierwsze: nie potrafisz pisac nie zdrabniajac? jestes uposledzona czy
      upupiona? po drugie: zgadzam sie z jedna z dziewczyn, kobieta powinna wezwac
      policje.
      • kiecha3 Re: Dostało mi się w restauracji 15.02.06, 14:46
        judith...i co ci policja zrobi???? żeby chociaż przyjechali.... nie iwerzę że do
        takiej "błahostki" by im się chciało ruszać... nie wierzę...oj nie nie..
      • daria_nowak Re: Dostało mi się w restauracji 30.03.06, 16:26
        No jasne, zakuć w kajdany, 48h na dołku, a później odebrac prawa
        rodzicielskie...O ranyyyyy....
        • agxa1 Re: Dostało mi się w restauracji 30.03.06, 18:10
          na szafot :-)))mohery
    • natka110 Re: Dostało mi się w restauracji- i slusznie! 15.02.06, 15:22
      Moim zdaniem:
      - autorka zrobila glupio, ale nie robcie z niej seryjnej morderczyni! ja
      wypilam troche sowietskoje igristoje jak mialam z 7 lat, na sylwestra, z pelnym
      przyzwoleniem rodzicow ( co prawda , nie kontynuowalam do gdzies 17 roku zycia,
      bo mi nie smakowalo za nic), i jakos nie przeszkodzilo mi to isc rok wczesniej
      do szkoly, byc najlepsza w tej szkole, skonczyc studiow, i mowic w 5 jezykach
      obcych, jakos mi IQ nie skleslo od paru lykow alkoholu...
      - pani aktywistka , co sie rzucila jak lwica bronic dziecka, powinna ochlonac,
      i owszem, zwrocic uwage, ale nie w taki sposob, mogla podejsc i powiedziec,
      przepraszam, ale czy sadzi pani, ze dawanie alkoholu dzecku, to dobry pomysl?
      nie napadac, zwlaszcza, ze autorka i tak nie uwaa, ze zrobila cos nie tak, ale
      ma zal za zmarnowany wieczor
      - oneka: skad info o tak niskim procencie alkoholu w winie stolowym w krajach
      srodziemnomorskich? podaj marke, bo u mnie we Wloszech wino stolowe, takie byle
      co w kartonie, ma 10-12 procent, wiec niska zawartosc to to nie jest...
      normalna, powiedzialabym, wina typu barrique/invecchiato maja ok 13-14 procent,
      np Raboso Barricato albo incrocio Manzoni 2.15
      - mieszkam od paru lat w kraju srodziemnomorskim, zwyczaj to dawanie Nutelli
      na sniadanie, a nie wina do obiadu... generalnie, malo kto pije rzeczywiscie
      wino do obiadu, bo wraca do pracy, ja np pracuje 8-12 i 13.30 17.30, jak wypije
      wiecej niz 1 kieliszek to nie chce mi sie juz potem pracowac :))) aha - i te
      zwyczaje to przekroj, od Sycylii po Wenecje, bo mieszkalam w paru miejscach.
      - a generalnie autorka, macie racje, jest infantylna: jesli naprawde ma 28
      lat, jak wynika z nicka, to sorry... starsza ode mnie, zachowanie z
      podstawowki, moim zdaniem w ogole te dzieci to troche dla niej jak zabawki.
      - a moze to troll??? bo sie nie odezwala w dyskusji???

      • oneka Re: Dostało mi się w restauracji- i slusznie! 15.02.06, 15:43
        są też lżejsze wina: zapewniam. można sobie w sklepie prównać etykietki. albo
        jak ktoś woli napisy na kartonach. jest spory wybór win 6-8%. wielu ludzi robi
        też wina samodzielnie i celowo robi je w wersji "trochę mocniejszy kompot"(zeby
        wlasnie do pracy można było po nim wrócić, ale przy okazji rozszerzyć naczynia
        krwionośne, coby chłodniej było).
        a nawet niechby było 11% ale rozcieńczone już traci swą moc(chyba zresztą po to
        się je rozcieńcza - czyz nie?)
        • natka110 Re: Dostało mi się w restauracji- i slusznie! 15.02.06, 16:09
          Hmmm, ja patrzylam na tych, co pijemy plus na sikaczu ktory wlewam do kurczaka,
          w czasie gotowania:)))
          A rozcienczac to przeciez grzech smiertelny:))) no,raboso czy cabernet, to moze
          jeszcze, ale juz cabernet franc to wstyd!!!
          Milego winowania:) wieczor niedlugo sie zaczyna:)
          • oneka Re: Dostało mi się w restauracji- i slusznie! 15.02.06, 16:40
            ja to nawet czasem lubie rozcieńczyc wino: taki kościelny smak ma wtedy :) ale
            fakt faktem, że dobrego wina nie ma sensu. ale na przykład jak się do sangrii(ok
            8%) przepisowe owoce wrzuci, to ona az się prosi o lód:) poza tym nie dziwmy się
            restauratorom, że rozcieńczają: z czegoś muszą żyć :)
            również życzę miłego wieczoru. dziś, jako że śnieg za oknem, planuję coś
            grzanego i mocnego...
            apropos: mój dziadek swoim dzieciom do świątecznych obiadów wino podawał. na
            ogół czerwone wytrawne pasowało: jego dzieci dosyć długo traktowały picie wina
            jako torturę i z własnej woli nie sięgały. ale fakt, ze mieli wtedy raczej po
            kilkanaście lat a nie 7.
            • conejito13 Re: Dostało mi się w restauracji- i slusznie! 15.02.06, 16:49
              tak tak... sangría, nawet musi byc przepisowo 'rozmoczona' tyle, ze zazwyczaj
              fanta pomaranczowa (nie brac do serca, bo zalezy od rejonu, w moim - levante -
              tak jest):) fantastyczny srodziemnomorski napoj na gorace letnie wieczory...
              lepszy niz oranzada:) zawsze kojarzy mi sie z paella na plazy lub jakims
              obiadem z owocow morza w niedzielne dlugie popoludnie. ale mi ochoty narobilas
              oneka!
              • oneka Re: Dostało mi się w restauracji- i slusznie! 15.02.06, 17:11
                :)
                a ja sobie siedzę w chatce pod Krakowem, grzaniec galicyjski warzę. śnieg za
                oknem w puchate zaspy się poukładał.
                żeby nie było tak zupełnioe off topic: pierwszy raz alkohol miałam w ustach już
                jako 19 latka - w dzień osiemnastych urodzin takie postanowienei sobie zrobiłam,
                że przez rok jeszcze alkoholu nie tknę, w sensie pościć będę. więc przez tyle
                lat smak wina mi się jedynie z komunią świętą kojarzył - to dopiero patologia
                :)a na "18" dostałyśmy z kuzynką wino zrobione przez naszego dziadka właśnie
                tego roku, kiedy się urodziłyśmy.
    • veevaa Re: Dostało mi się w restauracji 17.02.06, 10:15
      No generalnie alkohol nie jest dla dzieci, nawet w malych ilosciach... Ja bym
      dziecku swojemu nie dala sprobowac... jesli juz, to moze w domu, ale przeciez
      mozna mu wytlumaczyc, ze nie wolno... na razie;)
    • patama Re: Dostało mi się w restauracji 18.02.06, 07:02
      aby was rozśmieszyć opowiem historyjkę z mojego dzieciństwa
      moi rodzice pojechali na imieniny wujka na wieś
      wujek pędził bimber
      aby nie gorszyć dzieci poprzelewali ten bimber to butelek po oranżadzie nie
      wiem czy pamiętacie takie z kapslem na drucikach
      zabawa się rozkręciła - miałam chyba z 5 lat - zachciało mi się pić
      patrzę oranżada w zasięgu ręku i chlust z butelki
      pierwszy raz poczułam smak alkoholu - fuj obrzydlistwo ;)
      dorosli zamarli jak to zobaczyli
      ;)

      zdarza się
      przecież daje się do posmakowania dziecku kawę czy coś innego
      choćby po to aby zaspokoić jego ciekawość aby nie robiło tego po kryjomu
    • wezyr12 Re: Dostało mi się w restauracji 18.02.06, 23:54
      kopa w dupę dałbym tej wiedźmie
      • agnieszka_z-d Ja też;-) 02.03.06, 18:27
    • niebieskadziewczyna Re: Dostało mi się w restauracji 20.02.06, 00:17
      Nnie powinnas byla podawac dzieciom wina, ani zadnego innego alkoholu. Dzieci
      nie powinny dostawac wszystkiego o co poprosza, szczegolnie jesli jest to
      alkohol... Ja powiedzialabym dziecku, ktor prosi o alkohol, : "jestes za maly.
      Tylko dorosli moga pic wino/piwo. Poza tym mysle, ze i tak by ci nie smakowalo
      bo wino/piwo jest bardzo gorzkie, tak jak to lekarstwo ktorego nie lubisz.
      Lub cos takiego.

      Natomiast co sie tyczy tej Pani, ktora w tak chamski sposob zwrocila ci uwage,
      powinna byc usunieta z lokalu, lub co najmniej uciszona przez obsluge. Niech
      sie zajmnie swoim talerzem, a nie zwracaniem uwagi ludziom, o ktorych nic nie
      wie.
      • renebenay Re: Dostało mi się w restauracji 20.02.06, 00:49
        Moja zona miala kiedys podobna sprawe w Baden-Baden i w dodatku starsza pani
        wylala zawartosc szklanki do talerzy z daniem i na sukienke zony.Ona myslala
        ze,corka pije wino ze szklanki zony a to byl niestety sok o podobnym
        kolorze.Final--ta pani zaplacila za wszystko i nawet za oczyszczenie sukienki a
        takze wlasciciel restauracji zabronil jej wstepu do lokalu.
    • gocha221 Re: Dostało mi się w restauracji 20.02.06, 09:40
      Moi rodzice wychodzili z założenia, ze lepiej zebym napiła się przy nich czegoś,
      co mnie ciekawi, niz szukała gdzieś na własna rekę.
      Dlatego dostawałam odrobinke wina czy piwa, rzadko sie to zdarzało, bo w ogole w
      domu alkoholu raczej nie było.
      Jakos to "rozpijanie mnie" mi nie zaszkodziło, ani na neurony, ani na psychikę.
      Za to moja ciocia (siostra mamy) uważała, ze alkohol za nic dla dzieci nie jest,
      ze dopiero od 18. roku zycia (tak jakby miedzy 17 a 18-latkiem była taka wielka
      róznica). No i finał był taki, ze kuzyn i tak popijał na własna reke, z kolegami
      itd. Ale ponieważ to był zakazany owoc, to rzucał sie na alkohol "jak dziki".
      I kiedy ja na imprezach kończyłam na 2 piwach na kilka godzin, jego trzeba było
      prawie odnosić do domu.
      Moim zdaniem takie zakazy bardziej kuszą, nęcą, dlatego absolutnie nie widzę nic
      złego w małej ilości na spróbowanie.
      • woman-in-love Re: Dostało mi się w restauracji 20.02.06, 09:51
        od łyczka do rzemyczka...
        • aureliana Re: Dostało mi się w restauracji 20.02.06, 14:53
          jak bylam mala to zdarzalo mi sie podpijac z ciekawosci piwo rodzicom jak tlyko
          nie patrzyli. na alkoholiczke nie wyroslam, ba! nawet nie lubie alkoholu,
          papierosow i narkotyki tez mnie nie kreca. nie przesadzajcie.
          • adelheid Re: Dostało mi się w restauracji 23.02.06, 10:18
            ja tez jak bylam mala to dostawalam troche alkoholu: na imprezach rodzinnych moglam zanuzyc w kieliszku paluszek lub jezyk i skosztowac troszeczke, jak mialam 7 lat na sylwestra dostawalam pol kieliszka szampana, pilam go dlugo bo mi nigdy nie smakowal. z wiekiem pozwalano mi wypic coraz wiecej, jak ialam 14 lat to juz moglam tyle co dorosli. Efekt: nie jestem alkoholiczka, nie bralam nigdy narkotykow, nie sprobowalam nawet papierosow. nauczylam sie pic alkohol kulturalnie, w odpowiednich ilosciach bo wiem jak dziala i znam wytrzymalosc swojego organizmu. nigdy nie stracilam kontroli nad soba po alkoholu, nie wyobrazam sobie pic w samotnosci. uwazam ze jesli dziecko przy rodzicach sprobuje alkoholu to nauczy sie z nim postepowac. dzieci ktorym zabraniano pic w domu, nagle maja 18 lat i dowod, i zaczynaja sie upijac do nieprzytomnosci na np. wyjazdach klasowych, wiem,bo widzialam. z calej mojej klasy na wyjazdach nie upijalam sie ja i i dwie moje kolezanki: wszystkie dostawalysmy alkohol w domu. zalezy jacy sa rodzice, jesli to rodzina patologiczna to pewnie ze rozpija dziecko ale jesli kulturalna (a raczej takie chodza do eleganckich restauracji) to tylko naucza dziecko kolejnej LUDZKIEJ rzeczy
    • exit.ka Re: Dostało mi się w restauracji 20.03.06, 11:52
      Znacie reklamę o sprzedaży alkoholu nieletnim, a właściwie
      o reagowaniu na sprzedaż nieletnim?
      Jestem zdania, że należy reagować.
      Moja reakcja może nie od razu uratuje tysiące alkoholików
      przed nałogiem, ale da do zrozumienia rodzicom, że postępują
      niewłaściwie. Bardzo możliwe, że nawet są tego nieświadomi.
      Nie zareagowałam bym tak gwałtownie, ale podeszłabym
      do rodziców i zwróciła im uwagę. A gdyby to zignorowali, zgłosiłabym
      zajście u kierownika restauracji i zasugerowała, że może
      mieć problemy, ponieważ w jego lokalu spożywany jest alkohol
      przez nieletnich.
      Pozdrawiam
    • hinka6 Re: Dostało mi się w restauracji 23.03.06, 13:36
      w życiu! nie moje dzieci, nie moja sprawa
      ale z drugiej strony nie dałabym dziecku alkoholu do spróbowania
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka