danielle4
12.05.07, 23:20
Witam!
Postanowiłam podzielić się tą sprawą z użytkownikami tego forum, bo może ktoś
poradzi co jeszcze można zrobić - my juz nie mamy siły.
Mieszkam tylko z mamą w 3-piętrowym bloku. W zeszłym roku para jaskółek
dymówek założyła gniazdo na korytarzu pod włazem na dach nad naszymi
drzwiami. Sąsiedzi próbowali je przegonić (trzaskali drzwiami, klaskali
itp.), ale czesto nie było ich w domu, więc dali spokój. Jaskółki pięknie
śpiewając, dochowały się trójki ślicznych dzieci.
W tym roku wróciły. Jednak sąsiadom zaczęły z jakichs powowdów bardzo
przeszkadzać i zaczęli zamykać okno na korytarzu, aby nie mogły wlecieć.
Pewnego dnia sąsiad wziął kabel i je zaryglował, jednak mama tak się
zdenerwowała, że wzięła nóż i go przecięła. Sąsiedzi zaczęli odganiać biedne
jaskółki trzaskając drzwiami, machając rękoma i kijami, nawet ich wnuk raz
przyniósł pneumatyczny pistolet i zaczął strzelać w kierunku ptaków. Nie
mogłyśmy na to patrzeć i zadzwoniłyśmy do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami,
aby zasięgnąć rady. TOZ natychmiast zadzwonił na policję.
Wcześniej znalazłam i Internecie, że zwłaszcza dymówki są pod ścisłą ochroną,
poza tym w okresie lęgowym nie wolno robić czegoś takiego, jak sąsiedzi
chcieli i wydrukowałam krótkie informacje wraz z wizerunkami jaskółek. Kartki
szybko zostały zerwane, a okno znów zamknięte. Kilka dni później doszło do
awantury na korytarzu wywołanej przez sąsiadów. Mama chciała im powiedzieć,
że nie wolno zamykać teraz okna, bo już za późno na to, a oni obrzucili ją
stekiem wyzwisk, obraz i oszczerstw. Dołączyła się do tego sąsiadka
mieszkająca piętro niżej. Mama, cierpiąca na rozedmę płuc z niewydolnością
oddechową, została brytalnie odepchnięta od okna przez sąsiada i omal nie
spadła ze schodów! Gdy zadzwoniła do innych sąsiadów myśląc, że dostanie
wsparcie, ci zamknęli jej drzwi przed nosem.
Przyjechał przedstawiciel z TOZu, który stwierdził, iż gniazdo dzień
wcześniej musiało zostać zniszczone. Sąsiedzi rzucili się również na niego,
co w konsekwencji zaowocowało wezwaniem patrolu.
Przedstawiciel z TOZ, lek. wet. Szczepan Kawski poinformował najpierw ustnie,
później pisemnie KOmisariat Policji i Spółdzielnie Mieszakniową, która
wczoraj zamiast zadośćuczynić prawu, zaryglowała okno wiertarką. Również
wczoraj mama została ostro poturbowana przez całą trójkę sąsiadów do tego
stopnia, że trzeba było wezwać pogotowie ratunkowe. Mam ma liczne otarcia na
skórze i krwawe podbiegnięcia na ciele. Ze wzeględu na to, iż kiedyś
cierpiała na załamanie 4.i 5. kręgu szyjnego teraz gnębią ją silne bóle szyi,
promieniujące przez tułów, co może skończyć się paraliżem w najgorszym
przypadku. Powróciła także silna duszność i musiała dostać kilka zastrzyków.
W tej chwili sprawa trafiła do prokuratury, a jaskółki straciły dom. Nie
wiemy już co robić. Pan Kawski obiecał wszelkie staranie o ukaranie wyzutych
z wszelkich zasad sąsiadów, ale obawiamy się, iż dzięki ich znajo mościom w
policji, sprawa może zostać umożona.
Co można w tej sytuacji jeszcze zrobić??