myszamala
16.11.08, 04:36
Jechałem dzisiaj rano do pracy Koszykową, mijałem właśnie samochody stojąc na
pasie do skrętu w lewo na Piękną, oczywiście wystające dosyć poważnie na pas
na wprost. Na wprost jechałem ja i facet w Berlingo, który obtrąbił mnie i
rzucił wiązankę za zawalanie drogi, bo oczywiście nie zmieścił się na swoim
pasie przez samochody stojące do skrętu w lewo.
Nie pozostałem dłużny, zastukałem w szybkę i też powiedziałem co o nim myślę.
Wtedy facet z Berlingo postanowił pokazać kto jest ważniejszy i postraszył
staranowaniem, a ja prawie wleciałem na zaparkowane na chodniku samochody.
Zatrzymaliśmy się za skrzyżowaniem, facet z Berlingo okazał się wyższy co
najmniej o głowę, powymienialiśmy uprzejmości, poszarpaliśmy się i niestety
skończyło się to na złamaniu jakiegoś kawałka plastiku w lusterku od Berlingo.
Pan wtedy zaczął wzywać policję a żebym nie uciekł stanął mi na tylnym kole
(rower już wcześniej przewrócił; koło do centrowania).
Przyjechała policja i... zupełnie nie interesowało ich kto stworzył zagrożenie
w ruchu, a jedynie co z tym kawałkiem plastiku w samochodowym lusterku. Moje
koło interesowało ich oczywiście mniej. Kiedy, wkurzony jak to tylko możliwe,
wydarłem się, że facet chciał mnie przejechać polecono mi jeździć w kasku,
skoro tak ważne jest dla mnie moje zdrowie. Dowiedziałem się też, że podobno
większość wypadków powodują rowerzyści (i koklusz też...).
Na koniec zostałem zatrzymany, w przeciwieństwie do faceta z Berlingo. Okazało
się, że kawałek plastiku został wyceniony najpierw na 500 zł, potem na 350, a
na koniec na dwieście. Policja dała mi wybór. Albo mnie zamykają i piszą
godzinami protokoły albo idę na ugodę i płacę 200 zł za szkodę. Zapłaciłem.
Zastanawiam się teraz co mogę zrobić, bo co prawda zostałem zmuszony szantażem
do podpisania ugody w sprawie najdroższego kawałka plastiku z lusterka, ale
nie powiedziałem, że odpuszczę temu facetowi próbę staranowania.