Dodaj do ulubionych

Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp ;)

25.05.17, 01:32
Co niektorzy z nas mieli dotad szczescie, ze z medycyna nie musieli nagminnie byc w komitywie. Inni takiego farta nie mieli. Niemniej, sie nie czarujmy, gremium sie nieublaganie starzeje i coraz czesciej cos w nas wysiada, cos gdzies strzyka, pogoda nie taka, cisnienie daje nam w kosci itepe.
Temat sie przewijal od lat. Dajmy kostusze osobny watek, miast ja postponowac w "Pierdulach", to sie moze odczepi ;)

Temat sie wzmogl dzisiaj po moim wpisie o MRI:

-chris-joe:
Wczoraj wreszcie dostalem sie na MRI (rezonans magnetyczny), wizyta w szpitalu w tym celu o 22:30 (!). To bylo moje pierwsze badanie tego typu i przyznam, ze byl to lekki koszmar. Na jakas specjalna klaustrofobie nie cierpie chyba, jednak czulem sie potwornie zamkniety w tej ciasnej trumnie, z klatka na twarzy, z korkami w uszach, z glosem operatorki informujacej mnie z glosnika: "nastepny test zajmie 1 minute, nastepny 4 minuty, nastepny 4:30... czy czuje sie pan w porzadku?..." Zas te kolejne testy to makabryczne wycie maszyny, stukanie, walenie, tluczenie wysokich rytmicznych dzwiekow wokol czaszki. Pol godziny w tej trumnie przelezalem z "panic button" w zapoconej dloni. Oczy zamkniete, mozg wymyslajacy historie, by uciec od trumiennej rzeczywistosci i nie poddac sie zakradajacej sie panice. Brrr! Sa lepsze sposoby na spedzenie wiosennego wieczoru, jak bum cykcyk.

Acha, jeszcze z medycznych doswiadczen. W zeszlym tygodniu bylem u dentysty na zwykle czyszczenie i przeglad. Z moja nowiutka brazylijska korona. Dentysta oglada, obmacuje, ocenia.
-Bardzo dobra robota- mowi. -A ile pan zaplacil za to w Brazylii?
-To niech mi pan powie wpierw, ile pan by sobie za taka robote policzyl i porownamy- odpowiadam.
-Hmm, jakies CAD $1300 z kawalkiem.
-W Brazylii zaplacilem CAD $300 z kawalkiem...

ertes:
Takie mniej wiecej sa relacje cenowe pomiedzy nami czyli Kalifornia a niedalekim Meksykiem.
W zwiazku z tym jest sporo swietnych gabinetow dentystycznych nastawionych prawie calkowiecie na klientow z US.

Coz, tutaj na MRI czeka sie dwa dni... Przynajmniej tak bylo przed Obamacare.

chris-joe:
A ile to kosztuje? Dodam, ze MRI moglem sobie zrobic od reki. Za CAD $600-800. Ale ubezpieczalnia by mi tych kosztow nie zwrocila. Ten, na ktory czekalem przez kilka dobrych tygodni byl zas wlasnie z publicznej ubezpieczalni.

ertes:
Takie cos znalazlem.
www.tijuanadentistcenter.com/price-list/

chris-joe:
Dobre. Zwlaszcza, gdy masz ta opcje tak blisko, wiec cena dojazdu jest raczej znikoma. Choc ceny sa jednak sporo wyzsze niz brazylijskie. Tyle, ze tam trzeba jednak doleciec za min. $1000. Jednak moje ubezpieczenie mi zwroci 80% kosztow za ta brazylijska korone.
Niemniej, chcialbym tez miec brazylijskie gabinety/ceny kilka godzin samochodem ode mnie. Tyle, ze wtedy, z pewnoscia, zrownalyby sie przynajmniej z cenami tych meksykanskich gabinetow blisko granicy US, ktore sa nastawione wlasnie na amerykanska klientele.

ania_2000:
Ceny w Tijuana atrakcyjne, nawet oplaca sie leciec do San Diego, razem z cena biletu nadal duzo taniej. Ale - np crown ci od reki nie zrobia, czyli trzeba czekac - tak samo z innymi bardziej skomplikowanymi sprawami.
Niemniej warto przeliczyc. Jak ktos nie ma ubezpieczenia, to moze byc to jedyna szansa na "perlisty usmiech":)

Ja mialam robione 3 MRI - od reki w zasadzie kazde - nie znam cen, bo ubezpieczenie placilo. A dlatego 3 - bo nie dalam sie "wsadzic do pieca" dobrowolnie. Okazalo sie ze mam bardzo zaawansowana klasutrofopie i no way, nie ma takiej mozliwosci zebym tam lezala spokojnie sekunde.
Za pierwszym razem jak mnie wjechali w rure - tak natychmiast wyjechalam. Proba Drugi raz tego samego nieudanego- to bylo tzw otwarte MRI dla takich niby jak ja, co to maja slaba wytrzymalosc - maz mnie za reke trzymal jak wjezdzalam. Wyjechalam szybciej niz wjechalam.
Ale na koniec- poniewaz to MRI musialo sie odbyc, to trzeci raz bylo w szpitalu - jak mnie uspili to w koncu sie udalo. Pewnie mnie wykorzystali i trzymali ze trzy zdrowaski jak nic hehe
Jak sobie tylko przypomne jak to wyglada to od razu duszno mi sie robi!!!

kan_z_oz:
Nie sadze aby mnie sie udalo w taka trumne wsadzic zywcem. Widzocznie tez mam podobna klaustrofobie.

Xurku, nie pamietam co robilismy na 25-cio lecie. Przestalam organizowac jakos tuz po 20-tej rocznicy. Po latach wyjazdow, obiadow, byly fajerwerki; nowy samochod razem odebrany, odebrane kluczyki do nowego domu...bizuteria, ktorej obecnie nie nosze. Ubrania, ktore sie ograniczaja tez do eklektycznej kolekcji pochodzacej sprzed lat i nie mam potrzeby nabywania.
Pewnie spedzimy grzebiac w ogrodzie. Moze wyskoczymy na obiad w to samo miejsce co zwykle.

Za oknem slonecznie przy blekitnym niebie. Od oceanu za to duje dzisiaj zimowo. Stroj na cebule.

Mam w roku pare dni, gdy wylegaja sie tutaj miliony malenkich muszek. Nie dzialaja na to dziadostwo zadne siatkie. Sa to dni gdy gasimy swiatlo o zmierzchu i idziemy spac razem z kurami, aby cale to towarzystwo nie wlecialo do chalupy...

chris-joe:
Wlasnie to. Jesli sie mieszka tuz pod Meksykiem, w jakims San Diego, to mozna pojechac na weekend (a chocby i na dzien), zrobic ogledziny, wstepna przymiarke, wrocic do dom, po czym apjat' na konkretny proceder i znow na sprawdzenie, czy wszystko w porzadalu. (Ja wypadek z zebem mialem tuz przed podroza czesciowo, czesciowo zas juz w Brazylii, po czym w miejscu tkwilem przez 2 tygodnie, zas dentysta sie zaparl, ze mi wszystko zrobi w ciagu tygodnia). Pewnie i Niemcy tak maja do dzisiaj z dawna RWPG. Moja przyjaciolka Moldawianka powaznie sobie podreperowala chyba z 6 zebow w czasie miesiecznej wizyty w Moldawii, wszystko za "lekko ponad 1000 euro".

Ale tu juz wkroczylismy w temat "turystyka medyczna", ktory jest chyba wart osobnego watku.

Opis twoich doswiadczen z MRI, Ania, jest right on the money. To "wsadzic do pieca dobrowolnie", "wjechali w rure" :) Tak to dokladnie wyglada. Ja bylem na granicy i sie po wszystkim lekko sam podziwialem, ze potrafilem sie jednak zachowac, uciec, oszukac. Teraz wiem, ze nad sytuacja klaustrofobiczna potrafie jednak chyba bardziej zapanowac niz nad kompletnym postradaniem zmyslow, na jakie cierpie przy wysokosciach...
Obserwuj wątek
    • ania_2000 Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 25.05.17, 02:28
      Haha - dobry topic Chris:) O strzykaniu w krzyzu:)

      najwyzsza pora sie tym zajac - bo jak to sie mowi w pewnym wieku- jak czlowiek sie budzi i nic go nie boli to znaczy ze jest dead :)
      • minniemouse Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 25.05.17, 03:32
        pardą. nie zauwazylam watku- to ile kosztuje zrobic implant trzonowy w PL?
        • maria421 Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 25.05.17, 08:57
          W tym temacie powiem tylko jedno : ODPUKAC!

          I niech bedzie tak jak jest.
          • kan_z_oz Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 25.05.17, 12:11
            Do tej pory niewiele musialam korzystac. Pan maz nieco korzystal kilkanascie lat temu.
            Podobnie jak Maria, tez mam nadzieje, ze dalej sie bedzie kontynuowala nasza dobra passa czyli bez.

            Ogolnie to widzac rosnace niedomagania tutejszego systemu panstwowej opieki zdrowotnej mam tez nadzieje, ze nagle nie padnie na pysk. Wszystko wiec jest - odpukac pod kontrola - z wyjatkiem dentysty.

            Mamy ubezpieczenie na takowego i do tego bardzo dobre. Ok, bardzo dobre na tutejsze warunki, i bardzo dobre bylo jak je dostalismy w 2002 roku. Od tej pory niewiele sie zmienilo, oprocz oplat.
            Niemniej, dentysta i profilaktyka w 100% pokryta z chojnym limitem na osobe na rok. Mniejsze dlubanie pokryte w 80%, czyli tez bardzo dobrze. Implanty tylko w 60%, co wciaz zniecheca nas aby podrozowac do Tajlandii, bo Pan maz ma jednego impalnta a oprocz tego mamy wszystkie swoje i zdrowe zeby.

            Tajlandia w tym regionie jest tym czym Meksyk czy Brazylia dla polkuli polnocnej. Tez operuje na zasadzie obslugi turystow medycznych z Australii i US. Nie wiem jakie sa ceny, ale poziom podobno wysoki i wciaz wzrasta.

            Ogolnie stan zdrowia mnie zbytnio nie martwi. Aby nie wchodzic w tematy 'zielone' znowu, drazniac szanowne Forum. Jedna i chyba jedyna korzyscia do tej pory z calego doswiadczenia, gdzie wciaz sie zastanawiam "o so chodzi?" - wrocilo nam zdrowie.
            Z takowym, calkowita swiadomosc tego co sie dzieje, co odpada i nalezy naprawic oraz jak.

            Jest wiec czasem wizyta u lekarza, czasem na masaz, banki, tabletki u lekarza praktykujacego chinska medycyne i wiekszosc, wlasne samo-leczenie jako kontynuacja zielonej linii nas utrzymujacej wciaz w zdrowiu, gdzie nawet nie bede wchodzic, bo nie do wyjasnienia, poza tym ze jest to najlepszy lekarz.
            • ania_2000 Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 25.05.17, 21:05
              rowniez jeszcze sie trzymam;) i nic mi specjalnie nie doskwiera. Co do tzw medycyny turystycznej to mam ostrozne podejscie - wynikajacace byc moze z tego ze nie bylo potrzeby skorzystania a chodzi mi o jakosc.
              Mam doswiadczenia z dwoch krajow - Polski i USA i niestety bardzo zle polskie wspomnieia. Ale byc moze jestem niesprawiedliwoa bo to juz dawno sie zmienilo. W koncu moje wspomnienia dotycza PRL - a nie Polski obecnej.
              Do dzis nie zapomne horrory dentystki szkolnej, gdzie wszyscy uciekali a pani mowila - ze jak nie boli to znaczy ze jest zle leczone. Albo lekarza - teraz juz wiem ze zboczenca i perwera - w przychodni studenckiej, ktory to kazal sie kazdej dziewczynie rozbierac do np. badania gardla, lub oczu. I nikt nie protestowal! OJP:).
              Mam nadzieje ze TO sie zmienilo. Jednak nadal do Polskiej Sluzby zdrowia mam ogromna nieufnosc.
              Wiem ze w PL rozwinely sie pod wzgledem uslug 'plastycznych" Moje znajome w PL namietnie sobia "robia cycki" albo botox - i cenowo to jest naprawde bardzo oplacalne - tutaj to trzeba miec naprawde worek pieniedzy zeby sobie cos wyciac/wsadzic. Kto wie - moze jakbym miala nieograniczona ilosc urlopu, to bym sobie pojechala do PL na jakies poprawki - no ale narazie ta sytuacja mi nie grozi:))) tzn nie ma urlopu hehe.
              • kan_z_oz Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 26.05.17, 09:50
                Mysle, ze CJ zalozyl watek, ktory dalej moze sie bardzo fajnie rozwijac. W koncu zazebia sie tutaj wiele tematow.
                Tak zupelnie luzno, Aniu podpinajac sie pod Twoje dawne obserwacje z PRL-u. Moje byly podobne. U lekarza na AWF-ie nalezalo sie zawsze rozbierac do majtek i w szczegolnosci gdy nic wiekszego nie dolegalo.

                Nie sadze aby mnie te doswiadczenia zatrzymaly obecnie przed wizyta u lekarza gdybym byla w Polsce i zostala zmuszona. Nie sugeruje absolutnie, ze cos takiego wyczytalam u Ciebie. Tak sobie tylko dywaguje.
                W koncu, to bol zeba zmusil CJ-a aby odwiedzic brazylijskiego dentyste, gdzie wizyty pewnie tez nie planowal.
                Jakosc w Azji jest juz obecnie bardzo wysoka - podobno. W koncu trafiaja tam lekarze wyedukowani za granica i ogromna czesc z US lub Australii. Czesc majaca kilka dyplomow czyli duzo wiecej niz srednia przecietna. To gwarantuje jakosc i cena w takim ukladzie nie musi byc wymiernikiem jakosci. Znowu gdybanie ale lubie miec temat otwarty...gdyby cos.

                Mam tez troche inne spojrzenie w temacie, bo Pan maz pracuje dla przemyslu farmaceutycznego od lat juz prawie 20-tu. Ostatnio mogl sobie zrobic wlasnie taki botox za friko na koszt firmy, i nie zrobil bo nie chcial...haha...kumpel za to zrobil...hlehle

                Patrzac tez z punktu tychze firm farmy na skutecznosc to wyglada bardzo roznie.
                Wezmy pod uwage chociazby rozne tabletki na cisnienie krwi. Nie ma az tak duzo. W sumie jakies ponad 100 roznych nazw pochodzacych z roznych firm. Wszystkie w paru grupach i wszystkie znane.

                Kazdy produkt jest testowany. Kazdy tez wobec placebo.
                To ostatnie jest cukierkiem, ktory z punktu zawartosci ma tylko troche glukozy. Jedzacy oczywiscie nie wiedzac, wierza, maja nadzieje, pewnie sie modla...
                Skutecznosc tego placebo jest srednio 25% - 40%.

                Skutecznosc lekarstw podawana jest w przecietnej na cala grupe testowana. Ogolnie lekarstwa te zmniejszaja cisnienie krwi o 20-30% w porownaniu gdzie pacjenci zaczeli. Skutecznosc tych lekarstw jest wielka zagadka. Dlaczego? bo czesc pacjentow badanych wogole na nie nie reaguje. Czyli jest mniej niz placebo.

                To jest punkt gdy nalezy sie zaczac zastanawiac co tak naprawde leczy.???
                • ania_2000 Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 26.05.17, 17:03
                  Mysle, ze wiele czynnikow sklada sie na leczenie - a pigulki sa tylko jednym z nich. Organismus Ludzki jest tak skomplikowany, ze ciezko go naprawiac kiedy sie zepsuje.
                  Duzo role w psuciu odgrywa sposob zycia no i genetyka. I trudno to wszystko naprawic jedna pigulka:) chociaz niektore z nich naprawde zrewolucjonizowaly zdrowie - np penicylina.
                  Bardzo wazna jest profilaktyka - co jesz, jak zyjesz - czym oddychasz i jaki tryb zycia prowadzisz - to wszystko razem (generalizujac oczywiscie, bo sa wyjatki) - okresli w duzym stopniu jaka bedzie twoja jakosc zycia.
                  Koncerny farmaceutyczne natomiast w wielu wypadkach niestety zbijaja fortune na ludzkim nieszczesciu i chorobie -
                  niekoniecznie ich leczac.
                • minniemouse Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 27.05.17, 02:19
                  kan_z_oz napisała:
                  Skutecznosc tych lekarstw jest wielka zagadka. Dlaczego? bo czesc pacjentow badanych wogole na nie nie reaguje.
                  To jest punkt gdy nalezy sie zaczac zastanawiac co tak naprawde leczy.???

                  Kanie, zle pytasz. nie 'co leczy'?, tylko 'dlaczego nie leczy'?

                  Mowisz ze jest lek i jest placebo. Fakt ze placebo nie dziala cie nie dziwi bo to "tylko cukierek"
                  (a jak dziala, to cie nie dziwi?) Dziwi cie, ze prawdziwy lek nie dziala. coz, to bardzo proste.
                  bo nalezaloby zaczac od tego ze lek dziala tylko wtedy kiedy nauka, medycyna zna przyczyne choroby lub zaburzenia, a nie zna. takie nadcisnienie. wiadomo o nim bardzo duzo ale leczy sie wlasciwie objawowo, nie przyczynowo. tak samo jak wszechobecna niebezpieczna cukrzyce. wiadomo o niej tyle ze sa to zaburzenia wydzielania insuliny. no dobra, ale DLACZEGO sa zaburzenia wydzielania insuliny? cukrzyca typu 1 jest choroba autoimmunologiczna - i there you go. jak leczyc choroby immunologiczne, nie wie nikt. czynniki genetyczne? haha.
                  Dla przykladu, nauka wie ze np zapalenie gardla tzw angina jest wywolywana przez bakterie z grupy paciorkowcow - streptokoki. innej przyczyny nie ma. (pominmy w tej chwili problem mutacji bakterii zeby nie komplikowac calego zagadnienia)
                  I prosta sprawa - zapisuje Erytromycyne i kazdy jeden pacjent jest wyleczony, bo po prostu znana jest PRZYCZYNA anginy.

                  Wszedzie tam gdzie nie jest znana PRZYCZYNA, nie ma skutecznego leczenia.
                  nawet w chirurgii mozna nastawiac kosci, usuwac guzy, przeszczepiać, zszywac, doszywac, transplantować itd nie tak calkiem do konca bo nie we wszystkim da sie np nastawienie prostego złamania reki - tu nie ma nic poza prostym zlamaniem. nastawiamym w gips i po krzyku. ale juz np przeszczep organow - jak to zrobic zeby nie bylo odrzutow?, a taki mozg - OMG.

                  Ale wroce do nadcisnienia. jak tu leczyc nadciśnienie jak wlasciwie nie wiadomo co je powoduje? bardzo proste wyjaśnienie dlaczego ten sam lek nie na wszystkich dziala:
                  bo nie wszyscy maja nadciśnienie z tego samego powodu. mozna miec niewidoczny w badaniach guz, ucisk, nierozpoznana chorobe it itd.
                  np mozna miec Cushing's syndrome, nie miec typowych objawow wiec lekarz tego nie zdiagnozuje, nie psole na testy a miec wysokie cisnienie. taka pheochromocytoma, rzadki guz, tez czesto przeoczany - inna przyczyna wysokiego cisnienia.
                  rzecz w tym ze pacjenci nie raz maja nietypowe objawy, badz w ogole nie maja, w chorobach ktorych pewne objawy sa podstawa diagnozy. wtedy lekarz nie doszukuje sie dalej, a czas leci.
                  niekiedy z tragicznymi skutkami.

                  Ale nie trzeba byc ale zdiagnozowanym aby lek byl nieskuteczny. wystarczy, jak mowilam, brak znajomosci bezpośredniej przyczyny choroby. jako migrenik, moge ci powiedziec (pewnie kolejny juz raz) o leku z grupy tryptan. jak dotad jest to najskuteczniejszy lek na migrene. dlaczego? bo jest to najnowoczesniejszy lek i tylko na migrene. dlaczego nie jest skuteczny w 100%?
                  hahaha bo do dzisiaj nikt nie wie co powoduje migrene. bo do dzisiaj nie ma testu ktory by jednoznacznie stwierdzil migrena - yes/no.

                  Co nie znaczy ze to wszystko jest podejrzane i do doopy :)
                  nie, jestesmy po prostu ciagle niedoskonali : )

                  Minnie
                  • kan_z_oz Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 27.05.17, 03:13
                    Minnimouse, to co opisalam wyzej na temat lekarstw na cisnienie krwi, pochodzi z tego co sama medycyna o tych lekastwach mowi. Sa to dane z badan klinicznych, ktore sa publikowane w Lancecie. Sama nie mam na ten temat zadnych spostrzezen. Chlop przez 5 lat pisal podreczniki dla produktow w farma gdzie wlasnie wszystkie te badania byl zmuszony czytac.
                    • minniemouse Re: Medycyna, med-turystyka, starosc, smierc itp 27.05.17, 04:03
                      dobrze dobrze, zgadza sie. pisza co pisza - wiem jak takie double blind with placebo itd studia wygladaja bo nie raz o nich czytalam. wiem jakie sa opisy tych studiow, przebieg, wyniki itd.. i dokladnie tak jest jak pisalas - sa skuteczne w 20-30% i nie wszystkim pomagaja. skutecznosc zatem niezbyt wielka.
                      co nie ma nic do rzeczy z faktami o jakich ja uprzednio napisalam. sama nawet medycyna nie moze wlasciwie nic innego powiedziec poza tym co ja napisalam...

                      Minnie
                      • kan_z_oz Re: Medycyna w QLD 29.05.17, 06:21
                        Nie za bardzo moglam sie zdecydowac czy wpisac swoje rozwazania na watku o medycynie, czy o terorryzmie, bo jakos mi tak posrodku wychodzi.

                        Moj stan jest bardzo tradycyjny. Jest konserwatywny, bialy, malo emigrantow, jeszcze mniej emigrantow kolorowych i prawie zero z Bliskiego Wschodu. Wyjatkiem jest miasto Brisbane.
                        Im dalej tez na polnoc i bardziej w glab, tym bardziej konserwatywnie. Czasem z Panem mezem wypuszczam sie w podroz. Chlop do pracy, ja na urlop.
                        Ladujac wiec gdzies w jakiejs sennej miejscowosci, lapie szybko dosyc zaciekawione spojrzenia. Po ubraniu i wygladzie widac, ze nie jestem miejscowa. Zanim sie odezwe jako rodzaj powitania i zagadniecia w jednym - slysze " z Brisbane?"
                        Jak juz usta otworze to zaraz nastepuje kolejne i w 100% procentach przewidywalne pytanie; "skad przyjechalam".

                        Nieraz szwendajac sie po takim miasteczku zdarza mi sie powtorzyc ten scenaruisz kilka razy w ciagu dnia. Mile to jest, bo ludzie autentycznie wyglada na podekscytowanych, ze ktos tak egzotyczny zawital w ich strony. Z koleji ja nie moge sie nadziwic, w czym ci ludzie widza ta egzotyke??
                        Idac z mezem po ulicy takich miasteczk widze tez, ze lokalni mlodziency tracaja sie nieraz lokciami, jako reakcja na stroj biznesowy chlopa, ktory ma spodnie i koszule nieco bardzje dopasowane, niz srednia przecietna wedle mody miasteczka.

                        Znowu, nie odbieram jako zlosliwe, tylko raczej okaz jakiegos zainteresowania polaczony ze zdziwieniem. Dodam tylko, ze maz nie nosi nic ekrawagancikego, tylko to co obecnie w sklepie w Brisbane jest sprzedawane jako cos co sie ogolnie nosi.

                        Nie w miasteczku oczywiscie. W miasteczku nosi sie zawsze jeden i ten sam model spodni, ktore musza byc luzniejsze, podobnie jak i koszula, i przynajmniej o dwa numery wieksza.
                        Nosi sie oczywiscie aby bylo widac jasno i wyraznie, ze jest sie lokalnym, a poza tym, ze nie jest sie 'pufta'.
                        Od razu musze zaznaczyc, ze okreslenie 'pufta' w moim stanie okresla bardzo duzo rzeczy.

                        Pilka nozna - no przeciez graja w takowa 'pufters', bo wszyscy, ktorzy nie sa graja w rugby.
                        Oczywiscie mowimy o prawdziwym rugby, czyli liga a nie o tym z Victorii, bo AFL oczywiscie jest dla 'pufters'.
                        Jazda na rowerze...tez dla 'pufters' Brytyjczycy - tez wszyscy 'pufters' bo przecieaz oni ta pilke nozna wymyslili.

                        Obecnie wiec, jak chlop jedzi dalej na polnoc zabiera ze soba juz dwa zestawy; jeden dla 'pufters' i drugi dla nie. Oczywiscie nie ma zadnych slownych zaczepek, ani zadnego chamstwa, tylko czasem ten nadmiar uwagi jest uciazliwy. Chcac szybko cos zjesc i opuscic kafejke z braku czasu, lepiej zalozyc stroj dla 'nie pufters' aby uniknac zagadywania.

                        Po tych doswiaczeniach na ulicy, maz wchodzi do przychodni...a tam praktycznie w kazdej jednej Bliski Wschod. W calym QLD reginalnym w przychodniach pracuja sami kolorowi lekarze, z przeogromna obecnoscia wlasnie tych z Bliskiego Wschodu.

                        Wiecie, tak sie zastanawialismy na poczatku nieraz jak te biale, konserwatywne, utarte poglady reaguja na tych lekarzy? Okazuje sie ze, bardzo dobrze. To co budzi tak ogromne zainteresowanie na ulicy w przychodni to juz co innego. Lekarz to lekarz, nawet jesli nosi hustke i wiadomo dlaczego.
                        Pracuje tez spora grupa brytyjczykow, ktorzy okazuje sie, ze bedac lekarzami nie sa juz 'pufters' pomimo wyraznego akcentu i ogladania meczy pilki noznej...

                        Najciekawsze to w sumie jest to, ze wiekszosc lekarzy etnicznych absolutnie uwielbia mieszkac na takich wsiach i po odbyciu 10-cio letniej obowiazkowej praktyki zostaje na zawsze. Okazuje sie tez, ze nie ma mowy aby australijczyk wyksztalcony tutaj na takiej wsi zamieszkal.
                        Lekarzy wciaz wiec brakuje i jak juz taka miejscowosc jednego dostanie to beda go niemalze po rekach calowac jak swietego jakiegos.

                        Gdyby wiec jakiemus oszolomowi do glowy przyszlo lekarza nekac, to ludnosc miejscowa najprawdopodobniej wrzucilaby takowego na farme z krokodylami, ze strachu, ze beda zmuszeni kilkaset kilometrow jezdzic do innego miasteczka, gdzie zaden lekarz ich nie przyjmie bo nie ma miejsc.
                        • chris-joe Re: Medycyna w QLD 29.05.17, 09:04
                          Bardzo mi sie podobal ten reportaz z QLD. Brzmi to nieco jak nasza Alberta.
                          • kan_z_oz Re: Medycyna w QLD 29.05.17, 15:26
                            Pozwole sobie wiec na kontynuacje reportazu z QLD i wokol medycyny.
                            Czuje sie wogole w tym nowym stanie jakbym wyjechala z Australii i byla za granica.

                            Przyzwyczailam sie juz do niektorych rzeczy, czesc wciaz mnie szokuje lub zadziwia.
                            Najdziwniejsze sa tutaj wciaz dla mnie miasteczka, ktore przezywaja lub przezywaly bum kopalniany.

                            Wyglada to jak na serio goraczka zlota ogladana w westernach. W pierwszym roku pojechalismy wiec w gore QLD, przyzwyczajeni do sydnejskich wysokich cen...i nagle szok. Najpierw zwlepil nam mandat policjant za przekroczenie szybkosci na glownej drodze, chyba o km 6, w strefie 100km/godzine. Droga byla pusta. Wokol tylko krzaki. Do miateczka chyba jeszcze ze 30 km i niedziela.

                            No coz, okazuje sie, ze weekend policja w takich miejscach ma zajety, bo inkasuje $$ od gornikow wracajacych z roznych wypadow. Jest to wiec okres zniw. Zniesmaczeni udalismy sie pole kempingowe w odleglosci 15km w osadzie. Nie bylo miejsc...ki fjut? Pani powiedziala, ze maja jeden domek jak chcemy. Wzielam klucze aby sprawdzic na wszelki wypadek.

                            Pani popatrzyla na mnie jakbym urwala sie z choinki. O fuck, cale szczescie, ze wzielam klucze by sprawdzic...buda, brudna, cuchnaca za jedyne 120 AUD bez poscieli. Wokol namioty robotnikow pracujacych w okolicy, wypelnione calym majdanem, praniem, ubraniami robotniczymi brudnymi oraz upranymi na sznurkach wszedzie, pomiedzy gotujacymi, pijacymi zarosnietymi facetami i ani jednego turysty...haha

                            Oddalam klucze przepraszajac, na co Pani odrzekla, ze nie ma za co, bo i tak domek sie za chwile wynajmie.

                            Przed takim bumem, Gladstone bylo senna rybacka osada. Bylo wokol sporo rolnictwa. Bylo tez pare kopalni. Populacja wlaczajac chyba czesc okolicy wokol wynosila jakies 20-30tys. W przeciagu kilkunastu miesiecy do miasteczka zjechaly sie prawie wszystkie najwazniejsze kopalniano-wydobywcze mega konglomeraty i wszystkie naraz zaczely inwestowac. Nagle potrzebny byl ogromny port, aby pomiescic wegiel i statki go odbierajace. Potrzebny byl nowy rurociag na gaz, wieksza huta, elektrownia. Wiecej domow aby zakwaterowac dodatko 15 tysiecy pracownikow.

                            Z calego kraju zjezdzaja sie wiec ludzie i zaczyna sie amok. Kazdy bedzie bogaty, sie dorobi i reszte zycia spedzi pewnie gdzies na wyspie egzotycznej. Zarobki sa oczywiscie imponujace. Ale rowniez jest wynajem. Za jedyne 1000 AUD/tydzien mozna juz we dwoch wynajac dom...haha
                            Rosna jak na drozdzach yardy z lodziami oraz samochodami, bo ludzie mlodzi i sama praca zyc sie nie da.

                            Jak wjechalismy pierwszy raz do Gladstone to od razu widac bylo, ze cos na serio jest nie tak. Brak starszych osob. No zesz...wybili czy co?
                            Starsze osoby musza sie z takich miast wyprowadzic, bo ich nie stac aby mieszkac...haha

                            W koncu najtansza kawa kosztuje jedyne 4.5 i kawa bym tego nie nazwala. Nie ma tez gdzie zjesc ani co zjesc. To co znalezlismy bylo tak ohydne i drogie, ze wyrzucilismy do kubla. Okazuje sie, ze ludzie wykonuacy wszystkie zawody, oprocz pracy w kopalni lub dla kopalni tez musza sie wyprowadzic, bo tez ich nie stac. Zaczyna wiec brakowac pielegniarek, policji, nauczycieli, gastronomii. Miasteczko to banki, urzedy, stacje benzynowe, apteki, lekarze i bloki na wynajem.
                            Wszyscy pracujacy dojezdzaja gdzies z roznych satelitarnych osad w obrebie 50 km, czyli z miejsc gdzie moga poslac dzieciaki do szkoly i normalnie mieszkac.

                            Obecnie bum sie skonczyl. Zostalo wiec 500 miejsc pracy dla tych wszystkich 30tys, ktore przybyly. Kazdy bum, a bylo ich tutaj bez liku, konczy sie zawsze tak samo. Bloki na wynajem stoja puste. Mozna wynajac juz za 350/tydzien. Mozna kupic tez juz za polowe ceny dom.

                            Rolnictwo ani rybactwo nie wroca, bo zatoka jest zanieczyszczona metalami ciezkimi, co absolutnie nikomu nie przeszkadzalo w czasie bumu. Raporty byly ale kto sie tam tym by przejmowal. Ryby mozna wiec lowic, sprzedac natomiast trudniej. Rolnicto - podobnie.

                            Okazuje sie wiec i zawsze po fakcie, ze skoro rybom i rolnictwu nie za bardzo to na zdrowie wyszlo to ludziom tez. Jeden z nawyzszych wzkaznikow zachorowan na raka, co przy tak mlodej populacji jest niezwykle. Pylica, tak sie okazalo, ze ktos wyciagnal wniosek, ze skoro zostala takowa wyeliminowana z kopalni zakrytych wiec nie dotyczy odkrywkowych, portow przeladunkowych ani elektroni. Byla wiec nie monitorowana.

                            Patrzac na to wszystko, omijajac nawet ekologie, klimat i biorac pod uwage samych ludzi oraz jak z takiego balaganu wybrnac wydawaloby sie, ze rzad wyjdzie z czyms innym.
                            Nope, dalej na tapecie mega kopalnia Adani, ktora jako rozwiazanie do problemu opisanego wyzej jest proponowana.

                            Wyglada na to, ze Australia bedzie potrzebowala duzo wiecej tych lekarzy z zagranicy, bo w sumie Gladstone nie jest az tak zle, wiadomo rafa...wiec jednak trzeba bylo jakies wymagania srodowiskowe wypelnic...
                            • chris-joe Re: Medycyna w QLD 29.05.17, 19:31
                              Znow jak Alberta z czasow calkiem niedawnego boomu naftowego. Cala Kanada sie tam zjechala, roboty od reki bez liku, zarobki fenomenalne. I znow: czynsz/nieruchomosci poszybowaly w stratosfere. I znow: sprawa rurociagu do Stanow, do portu w Vancouver w sasiedniej Kolumbii Brytyjskiej. BC rurociagu nie chce, Indianie w US takze, bo przez ich terytoria ma przebiegac. Chryja miedzynarodowa. Indianie, Zieloni, wielkie koncerny, forsa i polityka.
                              Teraz ceny ropy padly na pysk, a ta z Alberty bardzo droga w wydobyciu, wiec juz po boomie. Towarzystwo sie rozjezdza. Juz nie sledze, co tam sie dzieje.

                              A dobrych kilka lat temu jak szedlem sobie przedmiesciami Calgary w ciuszkach vancouverskich, miastowych (polecialem na weekend odwiedzic znajomych), to mlodziez jadaca pickupem na sobotnie balety przy pyfku z cyckiem zatrabila i tez od poofters/faggots nawyzywala. Akurat trafili ;)
                              • kan_z_oz Re: Medycyna w QLD 30.05.17, 00:10
                                Tez az tak bardzo juz nie sledze. Widac co sie dzieje. QLD padlo na pysk. Pilbara (WA) domki z 950 polecialy na 150. Darwin podobnie do QLD. Wszystko na pozyczkach 4 mega Oz bankow, odsetki tylko, gdzie wpakowane jest ponad 40% wszystkich pozyczek.

                                A tuba wali o uchodzcach. Ci sa maja troche oleju w glowie przygotowuja sie na najwieksza byc moze w historii poprawke nieruchomosci, ktora ma szanse byc najwieksza depresja biorac pod uwage zadluzenie i cala sytuacje. Juz chyba nawet bez wzgledu co Trump zrobi.
                                • kan_z_oz Re: Medycyna w QLD 01.06.17, 09:02
                                  Wpis bedzie obok tematu - sorry CJ ale zaczelam opisywac koplanie i nie widze sensu teraz aby otwierac nowy watek? No chyba, ze jest zainteresowanie i chec dyskusji? Widze raczej tylko moj monolog, wiec wybacz, ze skurviam.

                                  Nie patrze na kopalnie w sensie zle/dobre. Widze raczej co dziala/nie i pozwala ludziom na fajne zycie vs co kompletnie jest nie do przyjecia bo zamienia ludzi w cos ponizej dzikiego zwierza.

                                  Widzialam i wciaz widze dobre przyklady, gdzie gornictwo, rolnictwo, troche turystyki sa w umiarze i w jakiejs zdrowej symbiozie. Mam na mysli Broken Hill. Tam to dziala. Do tego powstala zdrowa populacja malarzy, artystow, eko- fanow itp.
                                  Mysle, ze jest w tym sekret. Broken Hill, ma te kopalnie od lat i z powodu rodzaju wydobywanych metali, nigdy nie bylo jakiegos niesamowicie zwiekszonego zapotrzebowania, ktore przyciagneloby te wszystkie mega-inwestycje.
                                  Pracownicy tych kopalni z czasem okazali sie byc coraz czesciej byc zastepowanymi miejscowymi. Tak samo jak i zarzady. Ci zaczeli wyrastac z jezdzenia utami wypelnionymi cycami na pakach na rzecz rodzin, zon czyli stabilizacji.

                                  Musze nadmienic, ze w latach dzikiego zachodu, znalazl sie tam jeden gornik, ktory zaczal malowac. Pro Hart jest jednym z najslawniejszych malarzy australijskich. To zachecilo cale legiony innych artystow oraz gornikow aby zaczac realizowac swoje talenty, bedac abslolutnymi 'poofters'.
                                  Obecnie wiec w Broken Hill jest mieszanka gornictwa z dojrzalymi pracownikami, swiadomymi zagrozen wyplywajacymi z takowego, rolnictwa, ktore cierpiac przeogromne susze zaczelo przestawiac sie na ekologiczno-turystyczne rozwiazania. Miasto jest w dniu dzisiejszym 100% polegajacym na energii alternatywnej, jako odpowiedz na wysokie bezrobocie, nie ekologie.

                                  Nikt w takich miejscach nie dba tak naprawde o srodowisko. Srodowisko to ludzie, ktorzy musza zaczac cos robic inaczej aby zyc normalnie.

                                  Maja wiec turystyke. Zaczynaja myslec aby zaczac przekszalcac te tysiace hektarow wypalonych sloncem na parki na ten przyklda dla duzych zwierzat z Afryki.

                                  Maluja, maja cala game festiwali muzycznych oraz niesamowite zaopatrzenie z zywnosc wysokiej jakosci z Mildura.
                                  • kan_z_oz Smierc 02.06.17, 04:05
                                    Zeby nareszcie wrocic do tematu.
                                    Mysle, ze boje sie dwoch rzeczy. Przedewszystkim, ze moj chlop moglby zejsc pierwszy, czego sobie absolutnie nie wyobrazam. W perfekcyjnym ukladzie najlepiej razem.

                                    Poza tym, to bardzo mnie niepokoi fakt, ze jak puszcza wszystkie miesnie to bede umazana - wiadomo czym...i bardzo mi sie to nie podoba.

                                    W perfekcyjnym ukladzie najlepiej byloby razem na zawal plywajac w oceanie, co chyba jest jeszcze wiekszym wyzwaniem niz proby trafienia w lotka.

                                    Z serii wiec nalezy sie przyzwyczaic; chyba nalezy sie przyzwyczaic. Rozsadnym minimum byloby szybko i bezbolesnie, zapominajac o reszcie.

                                    CJ...Twoja kolej...haha
                                    • minniemouse Re: Smierc 02.06.17, 05:11
                                      Poza tym, to bardzo mnie niepokoi fakt, ze jak puszcza wszystkie miesnie to bede umazana - wiadomo czym...i bardzo mi sie to nie podoba.

                                      ???????

                                      jak ci puszcza wszystkie miesnie to nie bedziesz tego swiadoma. wiec co ci za roznica..

                                      M
                                      • kan_z_oz Re: Smierc 02.06.17, 07:29
                                        Dobre minniemouse...haha

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka