akawill
15.11.04, 02:13
Grozi mi niebyt wirtualny. Luiza często pisała o wyższości bytu realnego nad
bytem wirtualnym i ja się z tym jak najbardziej zgadzam. Niemniej gdy
postawić obok siebie byt wirtualny i niebyt wirtualny, ten pierwszy wydaje
się bardziej atrakcyjny. Więc zbieram sie w sobie i piszę o niczym, czyli o
guziku. W zamiarze wpis ten, który niektórzy może określiliby jako wytrysk,
może dostarczyć materiału wstępnego na dalsze wynurzenia najróżniejszego
rodzaju i stąd nowy wątek. Jak już wspomniałem: o niczym. Albo o
wszystkim. Może nawet nie trzeba będzie scurwiać. To już od Was zależy a ja
zaraz po odejściu od kompa umyję ręce.
Jakiś czas temu siedziałem sobie na spotkaniu jakimś w pracy i zaczęło robić
się nudno. Moja profesjonalność nie pozwoliła mi na rozglądanie się po
ścianach pokoju i w tej sytuacji mój wzrok spoczął na bluzce koleżanki
siedzącej naprzeciwko. Dokładniej: na guzikach bluzki. Oczywiście że
koleżanka jest młodą i atrakcyjną osobą. Wysportowana, inteligentna, jest
skupiona na karierze. Ma powodzenie u płci przeciwnej, z wyboru jednak jest
sama. Z tego co słyszałem także swoje przyjaciółki trzyma na dystans. Ale
wrócmy do guzików. Dotychczas nie miałem czasu zastanowić się nad pewnym
zjawiskiem, które jedynie jakoś wyczuwałem. Pierwszy u góry guzik bluzki był
rozpięty. Nie ma w tym oczywiście nic dziwnego, bo zapięcie tego pierwszego
guzika mogłoby spowodować ucisk wokół szyi i niewygodę. Drugi guzik był
usytuowany znacznie niżej i jak najbardziej nadawał się do zapięcia. Dałoby
to idealny układ materiału w tejże najbardziej przecież wyeksponowanej części
bluzki. Ale guzik ten był również odpięty. Dopiero trzeci guzik był
zapięty. Guzik, który znajdował się w takim miejscu że jego stan tzn.
zapięcia czy odpięcia oznaczał to samo co bycie ubranym czy rozebranym.
Oczywiście koleżanka nie mogła być rozebrana na spotkaniu i ten trzeci guzik
musiał być zapięty. Stan odpięcia guzika pociągał za sobą nieuchronny wgląd
w bieliznę koleżanki, która niemal zawsze była kolorowa. W tym momencie w
zasadzie powinienem przestać pisać na ten konkretny temat. Bo zaraz mi tu
zacznieta dogadywać co ja wyprawiam patrząc na bluzkę koleżanki, a mi się
nawet nie chce odpowiadać, że to bluzka patrzyła na mnie. No i przecież jest
Xurek, który może zaraz walnie gruntowną analizą zachowań ludzkich w
środowiskach zawodowych. Moją intencją mogło być tylko zasygnalizowanie
funkcjonalności guzików.
Panowie! Czy zastanawialiście się dlaczego ostatni guzik w marynarce, czyli
ten u dołu, jest zawsze odpięty? Po co w ogóle ten guzik jeżeli nigdy nie
jest zapinany? Czy chodzi tu o zaprezentowanie efektownej klamry w pasku
spodni? Czy może chodzi o ułatwienie chodzenia? Czy to jakiejś podkreślenie
męskości? Tu znów dalej nie będę pisać bo jeszcze jakieś inne bzdurne, choć
może logiczne wnioski mi się nasuną. Osobiście wolałbym żeby górny guzik był
odpięty. Jakoś jestem wtedy mniej skrępowany. Ale jeszcze bardziej niż
skrępowanie przeszkadza mi brak logiki guzicznej.
Wspomniana wyżej koleżanka zachorowała ostatnio. Obudziła się rano i
stwierdziła że coś jest źle z jej twarzą, a dokładnie że jej połowa "nie
działa". Dostała zapalenia jakiegoś nerwu który odpowiada za kontrolę mięśni
połowy twarzy. Gdy się wreszcie pojawiła, była w ciemnych okularach dla
ochrony oka, które nie mrugało i nie łzawiło, więc było dziwne. Twarz była
wykrzywiona grymasem. Wszyscy jakoś "przedzierali się" przez ten wyglądający
na nieprzyjemny grymas. Mogłoby się wydawać, że ci wszyscy zmniejszają
dystans do niej. W tych powyższych kilku zdaniach nie było nic o guzikach i
mam tego pełną świadomość.
Moja chuda żona zaprezentowała się ostatnio w nowym sweterku pytając o moje
zdanie na jego temat. Dziwię się że to robi, bo jak ja, jako szanujący się
chłop mogę powiedzieć coś sensownego na temat sweterka? Nie widzę
szczegółów, nie znam się na tkaninie, nie mówiąc już o stylach aktualnie
noszonych. Podobnie było tym razem, ale jednak inaczej. Tym razem
praktycznie nie zobaczyłem sweterka, bo całą moją uwagę przykuły guziki.
Wielkie, czerwone guziki z jakimiś delikatnymi żyłkami ciemniejszego koloru.
Za sprawą tychże guzików cały sweterek uzyskał najbardziej entuzjastyczną
ocenę jaką można było sobie wyobrazić. Dodałem jednak, że sweterek całkiem
śmiało mógłby przestać istnieć. Można by zawiesić te czerwone cuda na
jakiejś nitce na szyi zadbawszy jedynie o to aby się nie odwracały.
Na jednej z moich nowych koszul pewien guzik był prawie oderwany i trzeba go
było lepiej przyszyć. W przypływie niepohamowanego poczucia niezależności
krawieckiej postanowiłem nie poprosić Chudej i zrobić to sam. Rozpocząłem
poszukiwania igły i nici. Te rzeczy nigdy oczywiście nie są tam gdzie
powinny być. Przeszukiwałem kilka drobnych pudełeczek i sakiewek w
szufladach komody, zastanawiając się dlaczego jest ich kilka. I natknąłem
się na kilka przedmiotów zapomnianych i bezcelowych. Taka na przykład
agrafka. Co ona tu robi? Nie pamiętam kiedy ostatnio użyto u mnie agrafki.
Lat eścia temu może zdarzyło mi się zakładać nową gumkę do majtek, do którego
to celu agrafka chyba została stworzona. Teraz jednak nie wydaje mi się by
miała rację bytu. I bynajmniej nie chcę tu wcale powiedzieć że mi majtki w
dół lecą i mi na tym nie zależy. Inne znalezione przedmioty to guziki.
Różnych kolorów i wielkości. Już dawno nie ma tych części garderoby z
którymi te guziki były funkcjonalnie, i zapewne również dosłownie, związane.
Domyślam się też, że niektóre przyjechały ze mną do Ameryki bezwiednie, bez
szansy na powrót do guzicznego bytu jawnego. Należałoby wyrzucić, prawda?
Tak przecież robię z różnymi bezużytecznymi rzeczami. Postąpiłem jednak
nielogicznie i agrafka razem z guzikami wylądowały z powrotem na swoim
zasłużonym miejscu na dnie sakiewki. Do zobaczenia za ...jakieś kilka lat.
To chyba tyle tych moich ponadczasowych wynurzeń. Ażeby dodać im jednak
jakieś lepsze znamię teraźniejszości wspomnę jeszcze pisząc dalej o niczym,
że wczoraj spadł u nas pierwszy śnieg. Wszystkim się wydawało, że zaraz
stopnieje a on wziął i nie stopniał.