Dodaj do ulubionych

Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki.

07.09.07, 08:54
Rozpoczyna sie dzis we Francji wielkie swieto pasztetu z grzybami i
czerwonego wina beretu na glowie i bagietki pod pacha.
Nie wiem dokladnie na jak dlugo, chyba kilka tygodni.
Wszyscy ludzie typu samczego czekali na ten moment z
niecierpliwoscia, no i nadszedl.
Caly poludniowy zachod kraju jest w stanie ozywionego podniecenia
zwiazanego z rozpoczynajacymi sie mistrzostwami swiata rugby.
Wszystko lokalne oprocz bagietki.

A przy okazji poludniowego-zachodu, czyzby Stokrocia znala kryty
targ w Biarritz?
Obserwuj wątek
    • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.09.07, 08:57
      Trzebaby pisac wiecej, forum spada w gdzies w dol listy, trzeba
      szukac. Albo kryzys formy albo wszyscy zabrali sie nareszcie za
      prace.
      No i nie tylko pierduly sa do opisywania ;-)
      • ewa553 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.09.07, 09:14
        czy z tego powodu wpisujesz sie podwojnie?:))))
        przypomnialas mi, ze znajomy o wiadomym swiecie (swiencie)
        amerykanskim mowil "swieto indyka".
        • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.09.07, 09:56
          - Po to zeby nie otwierac nowego watku,
          - nie wiem co ma thanksgiving do mistrzostw swiata rugby, chyba nic,
          - a to o czym pisze nazywane jest tu "trzecia polowa meczu", czyli
          schlewka po dwu polowach meczu, a ze chodzi o rugby (w Niemczech
          sport nieznany), we Francji sport poludniowego zachodu, stad beret
          baskijski, pasztet z dziczyzny i grzybow z Landes, czerwone wino
          Bordeaux i bagietka pod pacha w celach uzupelniajacych. Takie sa
          soboty w tutejszych klubach rugby.
    • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.09.07, 10:00
      Hehehe.

      Co do spadku aktywnosci - pisalam w zeszlym tygodniu, ze mialam mega prace do
      wykonania na srode; pracowalam po 12 godzin na dobe, zrobilam na czas, a wczoraj
      od rana do poznego wieczora bylam we Wroclawiu, udzielajac sie towarzysko i
      medycznie. Wyprobowalam ormianska knajpke, o istnieniu ktorej nie mialam pojecia
      (bardzo fajna, nie raz tam jeszcze wroce), odkrylam urokliwy zaulek z atmosfera
      rodem ze "Smoke" czy "Blooklyn Boogie", zostalam zmasakrowana igla przez pania
      doktor.
      Do konca week-endu siedze w domu i odpoczywam, A nie - jutro mam miec gosci na
      kolacji. Trzeba wymyslic cos na stol. :-)

      Co do adremu, bagietki i beretki w ruch!

      J. :-)
      • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.09.07, 15:16
        OUo boze, jeszcze kolano?

        Polecam, ku polepszeniu samopoczucia obejrzenie stron kalendarza z
        fotografiami francuskich nagich rugbistow. Fotografuja sie co rok,
        publikuja kalendarz i sprzedaja w celach "dobrych uczynkow".
        Latwo ich znalezc np w adresach "Dieux du Stade.Calendrier"
        albo "boutique.stade.fr" albo inne adresy FFR (francuska federacja
        rugby).
        Piekni panowie, troche rugbisci, ale co tam ;-))))
        • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.09.07, 15:21
          Mistrzostwa beda trwaly do polowy pazdziernika mi powiedziano, a
          zaczynaja sie dzis od meczu Francja-Argentyna. Boimy sie, bo 10ciu
          reprezentantow Argentyny gra we francuskich klubach i "znaja nas"
          jak mowia znawcy.

          Ale widze ze rugby macie gdzies, a niektorzy myla je z indykiem, jak
          ktos kiedys z Turcja w jakims cytacie.

          ;-))))))
        • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.09.07, 15:29
          Jeszcze gorsza masakra, Lulu.
          Poszlam do dermatologa, zeby pani prufesur zerknela na jedno znamie. Zerknela,
          powiedziala, ze wszystko OK, nie ma powodow do obaw, i zaprosila mnie na fotel.
          Po czym, nie uprzedzajac mnie, wlaczyla jakas igle pod napieciem i zaczela mnie
          kluc po twarzy :-(((
          Sama z siebie zadecydowala, ze mi pozamyka popekane naczynka. Nie dosc, ze
          bolalo, to jeszcze zmasakrowala mi gembe, zakazala myc twarz przez 5-6 dni,
          tylko jakims pudrem kazala posypywac. Rzeznia.

          PS. W adremie, to lubie rugby. Tutaj niestety nie pokazuja, tylko fragmenty w
          TV5Europe.
          • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.09.07, 15:32
            Radze ci- poogladaj sobie pieknych chlopcow. Dieux du Stade.
            Od razu ci sie polepszy.
            :-)))))
            • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.09.07, 16:30
              Oui, Madame :-))))
              • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 03.10.07, 23:43
                W cwiercfinale gramy przeciwko NZelandii. Znawcy mowia ze spuszcza
                nam duze lanie. Jakby nie bylo korkociagi juz czekaja ;-)))
                • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 04.10.07, 09:06
                  Nie badz defetystka, Lulu. Wasi sa tez niezli. :-)
                  • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 06.10.07, 23:05
                    Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki trwa dalej :-))))))
                    Wygraaalismyyyy z najlepsza ekipa na swiecie, NZelandia:-))))))
                    Zakladam moj czerwony beret i idziemy na pasztet i winoooo, na
                    trzecia polowke meczu :-))))))
                    • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.10.07, 09:01
                      A nie mowilam? :-)))
                      Gratulacje :-)
                      • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.10.07, 16:17
                        Wprawdzie nie pamietam co mowilas, ale sukces jest gruby, oj gruby.
                        Gruby i bialy jak dzisiejsza paryska noc(i marsylska podobno).
                        Paniom polecam jeszcze raz rzucic okiem na naszych rugbistow
                        fotografowanych w corocznym kalendarzu: dieux du stade
                        • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 07.10.07, 16:32
                          Napisalam dwa wpisy wyzej:
                          Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki.
                          jutka1 04.10.07, 09:06 Odpowiedz

                          Nie badz defetystka, Lulu. Wasi sa tez niezli. :-)
                          • iwannabesedated Biarritz 07.10.07, 20:19
                            KURWA nie wiem gdzie jest kryty targ, a co gorsza nie mam bladawca
                            gdzie w ogóle jest Biarritz, byłam pewna że to Niemcy. Wogle prosze
                            mnie sie nie pytać o nic, postanowiłam zmienić mieszkanie i nie mogę
                            się zdecydować czy kupić coś mniejszego w Wawie czy coś większego w
                            Otwocku powiedzmy. Jestem przeciwnikiem mieszkania w banelie ale z
                            drugiej strony może należy spróbować? Od najtufajf i tak nie
                            pracuję, więc korki mnie dotczą w mniejszym stopniu a mogłabym mieć
                            sporą siedzibę z dużym tarasem plus małą kawalerkę w centrum za cenę
                            czegoś sensownego powiedzmy na Mokotowie czy Saskiej Kupie. Waham
                            się.
                            Co do napaści na Pytona przez panią z igłą to idzie to tropem tych
                            co chcą nam dogodzić wbrew naszej woli, czyli to co mnie zorbiła
                            administracja z ogródkiem. Apropos, czytałam wspominki szkolne
                            polskim celebrytów, Najsztuba, Szczuki i kogoś tam i jeden
                            notorycznie wracał do domu z głową w niebieskie cętki jak indycze
                            jajo bo sfrustrowana pani pedagog dźgała go długopisem po głowie -
                            niechybnie po to żeby lepiej mu szło wchłanianie wiedzy.
                            • jutka1 Re: Biarritz 08.10.07, 00:27
                              Biarritz... Pins parasols, piasek, ocean... Ech. :-)

                              Tujo, patrzac teraz na swa facjate mysle sobie, ze dam sie pani dochtur w rece
                              jeszcze raz. Z przyjemnoscia :-)))

                              To moze zmien mieszkanie? :-D
                              • iwannabesedated Facjata 08.10.07, 10:14
                                aryyy, no i widziała pani mojego armadillo???
                                Coraz cześciej, choć jeszcze nie zawsze, sprawy z pozoru
                                bezużytecznie upierdliwe prowadzą w końcu do czegoś pozytywnego.
                                Facjata sprawa ważna, idź daj się jeszcze podźgać, zwłaszcza jeśli
                                pani dochtor przy okazji przekazuje Ci kluczowe informacje, takie
                                jak ta, że na randkach nie trzeba patrzeć na twarze. Co za słuszne
                                spostrzeżenie!
                                Apropos spostrzeżeń, to w mojej korporejszyn inkorporejted panuje
                                dziwaczny obyczaj, więc mimo że wszyscy prócz mnie mają obrączki na
                                palcach, dziecięcia na tapetach kompów i domy w budowie, to panuje
                                jakaś taka kurwa dziwaczna atmosfera między-że-tak-powiem dupczenia
                                się jeden z drugim. Ja tam generalnie nie wiem, ale wszelkie takie
                                szablony i działania gromadne mnie jakoś tak negatywnie rumchają.
                                • jutka1 Re: Facjata 08.10.07, 10:44
                                  Pani dochtur nauk medycznych jest cudna. Ma kolo siedemdziesiatki, makijaz
                                  (niech ja niebiosa blogoslawia), glos jak Hanka Bielicka na kacu, i niezwykle
                                  zdrowe podejscie do zycia. A takich tekstow jak "na randkach nie trzeba patrzec
                                  na twarz" ma - podejrzewam - w rekawie jeszcze mnostwo, wiec zamierzam od czasu
                                  do czasu ja nawiedzac we Wroclawiu w ramach upiekszania facjaty i sluchania
                                  madrosci zyciowych. :-)
                                  Korzystajac zas z tego, ze jest to przyjaciolka przyjaciol mojej Rodzicielki,
                                  mam machiawellistyczny plan wkrecenia sie na jakas impreze i napicia sie z nia,
                                  jakcza. :-))))))
                              • lucja7 Re: Biarritz 08.10.07, 10:24
                                W samym Biarritz dwie aktywnosci zasadnicze to Kasyno i kryty targ.
                                Rano i wczesne popoludnie na targu gdzie kupuje sie ryby, warzywa,
                                czerwony piment, oraz "beret baskijski", czyli wielkie ciacho,
                                plaskie i nadziewane albo konfitura z czarnej porzeczki albo
                                frangipane, czyli masa migdalowa.
                                Dla malych dzieci muzeum morza, gdzie kiedys, ze 20cia lat temu
                                chodzilam z moimi pokazywac im jakies wielkie przerazajace rybska i
                                inne rekiny.
                                Kawa na tarasach bardzo ladnie przerobionego placu Clemenceau,
                                aperitif na targu z winem i sucha szynka Bayonne i do domu na obiad.
                                Sjesta, czytanie, wycieczki po okolicach albo skok do Donostii
                                poogladac znow Moneo albo do ukochanego Bayonne albo po prostu
                                herbatka na placu Bellevue albo tarasie kasyna, albo do znajomych
                                jak sie ich ma.
                                Les Biarrots, czyli mieszkancy Biarritz uprawiaja trzy sporty: rugby
                                (w 13 i w 15), pelote baskijska i surf z zaglem (albo bez).
                                Autentycznie tym zyja.
                                Pisze o tym wszystkim bo mi sie ckni, bo rugby, bo Francja sie
                                cieszy ze zwyciestwa zamiast oczekiwanego lania, znow sie mowi o
                                France rebelle.

                                Dodam jeszcze paragraf dla Stokrotki.
                                Jest we Francji powiedzenie o kims ze "wyglada jak gaskonski
                                emeryt". Oznacza to ze jest niski, mocno zbudowany, krepy,
                                cerwonogeby z beretem ale i poteznym brzuchem.
                                Un "bonvivant" jak mowia, czyli taki ktory lubi duzo i dobrze jesc i
                                pic i oczywiscie uprawiac polowanie i mordowac gesi i kaczki
                                torturujac je powoli i skutecznie.
                                Jednym z jego ulubionych zajec jest strzelanie w wedrujace ptaki,
                                przelatujace naiwnie z glebokiej Afryki do Europy wschodniej i
                                polnocnej i odwrotnie. Strzela z malych ukrytych drewnianych budek
                                wyposazonych prycze do spania, wino Bordeau, pasztety z dziczyzny z
                                grzybami oraz szynke Bayonne i inne tluste watroby.
                                Strzela o swicie, kiedy budzace sie swiatlo pozwala odroznic biala
                                nitke od czarnej, jak mowia arabowie (to dla tych co nie odrzucaja
                                arabow) i kiedy w ciszy slychac jedynie szum przelatujacych kluczy.

                                Niedawno, we wrzesniu, "gaskonscy emeryci" manifestowali w Paryzu
                                przeciwko faszystowsko-salonowym paryskim (wiec nie znajacym
                                glebokiego kraju) zakazom tych grupowych ptasich morderstw.
                                Manifestacje coroczne od dlugich juz lat, oraz potyczki miedzy
                                tymi "co pija kawe z uniesionym palcem" (cytat z tutejszego forum) z
                                pierdzacymi naturszczykami ktorzy uwazaja ze partycypuja w ochronie
                                natury uprawiajac niewielki odstrzal.
                                Nie wdajac sie w te dyskusje powiem tylko ze tamtejsze marynowane
                                kacze udko ...mmmmmmmmmmm......pycha.

                                A w to lato, w Biarritz bylo obchodzenie 60ej rocznicy klubu
                                surfingowego. Pierwsze plansze byly przeogromne!
                                • jutka1 Re: Biarritz 08.10.07, 10:39
                                  Marynowane? :-o
                                  Masz na mysli confit?
                                  Bo marynowane to w zalewie z octem, nigdy czegos takiego we Francji nie spotkalam.
                                  Ale co ja tam wiem. Moze i marynowane. :-)

                                  Ide pracowac na bulke bez salcesonu. ;-)))))
                                  • lucja7 Re: Biarritz 08.10.07, 11:21
                                    Nie wiem jak sie po polsku mowi confire, bo mowie rzeczywiscie o
                                    produktach confits.
                                    Moglabym powiedziec ze udko zkonfiturowane, ale bys sie usmiala ;-)
                                    opowiadajac mi o marmoladzie ;-)
                                    Moglabym powiedziec konserwowane, ale tez bys sie usmiala ;-)
                                    opowiadajac o bialej puszce ;-)
                                    Powiedzialam marynowane, ale sie smiejesz ;-)

                                    "Confire" natomiast znaczy zamknac jakis aliment szczelnie w czyms
                                    (moze byc syrop, ocet, tluszcz..) by nie pozwolic mu sie zepsuc.
                                    Nie wiem wiec co znaczy marynat, ot co.

                                    ;-)
                                    • jutka1 Re: Biarritz 08.10.07, 17:32
                                      Z moich poszukiwan wynika, ze uzywa sie "kaczka confit" lub "confit z kaczki". :-)))
                                      Wiem, ze to nie takie znowu "evident" - dlatego sie smialam. :-D
                                      • lucja7 o salcesonowej "informacji" 08.10.07, 19:10
                                        Po doskonalym meczu Francji z NZelandia, patrzylam na "Gazete"
                                        szukajac czy jest cos o meczu. Nie bylo nic i myslalam sobie ze to
                                        normalne bo sport to w Polsce nieznany, nigdy Polacy nie
                                        zakwalifikowali sie do puli finalowej, wiec luz.
                                        Zrobilam to dzis, teraz......i mam za moja glupia ciekawosc.

                                        Czytam bowiem (fragmenty):

                                        "Kapitan NZelandczykow, Richie McCaw powiedzial ze jego zespol mial
                                        przewage.
                                        Mial racje. Bo jesli mowa o niesprawiedliwosci w sporcie,
                                        natychmiast trzeba przywolac to co zdarzylo sie w tym meczu. Procent
                                        posiadania pilki 80 do 20 na korzysc All Blacks. Przewaga
                                        terytorialna: podobnie. Szarze: 26-178, a to nie pozostawia
                                        watpliwosci ze w permanentnej obronie byli gracze znad Sekwany....
                                        Ci ktorzy ogladali polfinal Pucharu Swiata w 1999 roku (kiedy to
                                        Francja tez wygrala z NZelandia, przyp moj),...pamietaja niesamowite
                                        przylozenia Francuzow i upokorzenie rywala. Osiem lat pozniej
                                        historia sie powtorzyla. Moze tym razem NZelandczycy nie maja sie
                                        czego wstydzic, bo przeciez mieli przygniatajaca przewage.....
                                        Akcje meczu przeprowadzil rezerwowy Fred
                                        Michalak,.....ruszyl...zgubil rywali, poda koledze i
                                        wtedy....Francja oszalala. Choc byly watpliwosci czy przy ostatnim
                                        przylozeniu nie zlamano przepisow, mecz skonczyl sie sensacyjnym
                                        20:18 dla Francji."

                                        Przeczytalam i zbladlam. Ten kretyn chce chyba ludziom nie wiedzacym
                                        co to rugby, powiedziec ze mial miejsce cud. Nie chce mi sie
                                        wchodzic w szczegola, ale miedzy slowami kapitana "moglismy wygrac"
                                        a slowami kretacza "bylismy lepsi" jest roznica.
                                        Jest roznica miedzy trzymaniem pilki przez 80% czasu i nie moc
                                        przejsc z ta pilka przez mur przeciwnika. Oprocz dwu, wszystkie
                                        szarze zostaly zatrzymane czysto, skutecznie, bez problemu.
                                        Ten "rezerwowy" to filar ekipy francuskiej, gral tylko kwadrans, ale
                                        tak gra ekipa Francji i on (oraz 4ech innych) zawsze wchodzi na
                                        koncu meczy, by dokanczac przeciwnika. Mecz nie zmienil sie od tego
                                        momentu, to byl juz tylko ostatni akt. A zaczal sie od pozycji
                                        Francuzow podczas Zelandzkiego "haka", ich tradycyjnego tanca
                                        przedmeczowego majacego na celu oniesmielic przeciwnika. Jak powiada
                                        francuski coach, w dzisiejsze rugby trzeba grac w 30tu (ekipa
                                        wyjsciowa + zmiennicy) i my tak gramy. I fakt ze uznawane to bylo za
                                        slabosc ekipy francuskiej, bo jak mowiono daje to moze wiecej
                                        mozliwosci roznic akcji, ale nie pozwala zawodnikom nabyc
                                        dostatecznych mechanizmow gry.
                                        Nie bylo zadnych watpliwosci co do ostatniego francuskiego
                                        przylozenia. Spawdza sie na ekranach akcje filmowana pod wieloma
                                        katami, za kazdym razem i od dlugich juz lat, zabiera to mniej
                                        wiecej minute. W odroznieniu od footbola.
                                        Nikt tu nikogo nie upokorzyl ani nikt nie ma sie czego wstydzic.
                                        "Byliscie lepsi i wygraliscie zasluzenie", powiedzial NZelandzki
                                        coach, gdy z asystentem i kapitanem przyszli do szatni Francuzow
                                        gratulowac im sukcesu.
                                        Coach francuski: "jestescie wielka ekipa, ale dzis wygralismy".
                                        Albo Lomu, byla pierwsza planetarna gwiazda rugby, gdy mowil jeszcze
                                        przed turniejem ze jedyna ekipa zdolna pokonac NZelandie jest
                                        Francja.

                                        I inne wkurzajace detale typu Sekwana, ze z pewnoscia Garonne,
                                        Dordogne, Adour i Gers zakipialy w gniewie.

                                        No tak. Mowi sie ze rugby to gra brutalna uprawiana przez
                                        dzentelmenow.
                                        Przydaloby sie to niektorym "dziennikarzom" glownie tym ktorzy pisza
                                        dla publicznosci nie znajacej tego sportu.

                                        A ja? Nie zdejmuje juz beretu, spie w berecie i ide na kaczy konfit
                                        i patates douces (po polsku pewno pataty dus). Napije sie przedtem z
                                        fluta, a co tam.

                                        • lucja7 po gniewie 10.10.07, 11:25
                                          Gniew mi przeszedl, bo przeczytalam w tejze "gazecie" inny reportaz
                                          z meczu, gdzie czlowiek napisal ze na poczatku i koncu przewage
                                          mieli Nowozelandczycy, a w srodku meczu Francuzi.
                                          Wiec mi przeszlo i jest mi lepiej :-)))))

                                          Ogladajac reportaze i wywiady pomeczowe dowiedzialam sie natomiast
                                          ze specjalnym trenerem ekipy francuskich obroncow jest Anglik.

                                          Zauwazam tez ze rugby wywoluje u was ogromne zainteresowanie ;-)))))

                                          Ale mowie wam ze cos w tym jest!
                                          ;-)
                                          • jutka1 Re: po gniewie 10.10.07, 19:29
                                            No to sie ciesze. :-)

                                            A patate douce to batat (patat) lub slodki ziemniak. :-)))
                                            pl.wikipedia.org/wiki/Batat
                                            • lucja7 Re: po gniewie 10.10.07, 22:31
                                              Dzieki, Pitou.
                                              Slodki ziemniak, po prostu.
                                              • lucja7 Re: po gniewie 12.10.07, 13:55
                                                70% pytanych kobiet zapewnia w tutejszych ankietach ze beda one
                                                ogladaly jutrzejszy polfinalowy mecz Francja/Anglia.
                                                Duzo.
                                                • lucja7 Re: po gniewie 15.10.07, 09:02
                                                  Dla nas koniec, przegralismy w polfinale.
                                                  Ale jakos duzego kaca sie nie czuje.

                                                  ;-)
                                                  • jutka1 Re: po gniewie 15.10.07, 09:13
                                                    Widzisz, przez wizyty rodzinne nie ogladalam w ogole TV ani nie sluchalam radia,
                                                    umknelo mi kompletnie.
                                                    Dobrze, ze nie masz kaca :-)))
    • iwannabesedated Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 20.10.07, 13:09
      Wracając do adremu, czemuż to tak jest że krokmesje jest bez jaja a
      krok madame z jajem? To jest dopiero zagadka milenijna. I powiem Ci
      Lucyfere, że szczerze mówiąc to podczas mojej pierwszej wizyty w
      Paryżu ten krok czyjkolwiek tam, właśnie z jajem na grubej pajdzie
      przaśnego wiejskiego chleba, z plastrem znakomitej szynki i
      obowiązkowo przypalonym odrobinę i bardzo śmierdzącym serem, w
      maleńkim zadymionm bistro, to chyba do tej pory jest jedno z
      najlepszych żarć wspominanch ze łzą w oku i ślinką w ustach. W ogóle
      Paryż pachnie kawą, dymem papierosowym i tym śmierdzącym
      przypiekanym serem i jest to zaiste piękny zapach. Natomiast
      jesienny Nowy Jork to z kolei zapach pieczonych kasztanów z cukrem,
      precli z solą oraz (tak, tak) kwaszonej kapuchy którą się rzuca na
      hotdoga i polewa żółtą musztardą z wyciskanej plastykowej butelki z
      jednej strony, a keczupem z drugiej. Po czym żre się chlapiąc
      musztardą i keczupem na chodnik oraz rozrzucając po tym chodniku
      okrawki kapuchy :)
      • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 20.10.07, 23:03
        Z tym twoim krokmesje to cos nie tak.
        Bo chleb w tym jest bialy angielski przemyslowy (pain de mie) a nie
        zaden i wiejski i przasny.
        Przyznaje ze nie przepadam za jego zapachem, podobnie jak za
        zapachem frytek, bo cuchnie to tluszczem i chwyta za gardlo.
        Zapach Paryza dla mnie to zapach palonego drewna w kominkach, juz od
        jesieni, a zima, czyli od grudnia, gdy deszcz, zimno i panujaca
        szarosc nie zapraszaja do spacerow, panuje zapach pieczonych
        kasztanow i karamelizowanych migdalow.
        Roztkliwialam sie tu kiedys nad zapachem Paryza kiedy go odkrylam na
        nowo po kilkuletnim pobycie w NYorku.

        :-)
        • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 21.10.07, 09:44
          Lulu, Stokrotka trafila na krokmesje robiony na pain poilane. Zgaduje wprawdzie,
          ale mysle, ze prawidlowo. :-)))
          • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 21.10.07, 10:26
            To w takim razie to noe zaden krokmesje :-)
            Jeszcze byl tam moze lisc salaty?
            W tego typu "daniach" specjalista jest "poivrier", siec lokali gdzie
            duzo mlodych ludzi, pomimo cen posolonych: przysmazona wielka pajda
            poilâne, na ktorej moze byc polozone wszystko co pan bog wymyslil,
            od ryby do miesa, albo boczki, szynki, sery, ale zawsze tez jakies
            salaty. "Wino wliczone".

            A recepta krokmesje? Dwie kromki "pain de mie" posmarowane maslem od
            zewnatrz, wlozone miedzy nie plasterki szynki i sera przyciete do
            wymiarow kromek tak by nie wystawaly i na patelnie do przypieczenia
            i nadrozpuszczenia sera. Prawa zarezerwowane.

            Nie mieszac mi wiec tutaj ;-)))
            • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 21.10.07, 11:39
              Purystka ;-)))))
              • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 21.10.07, 12:31
                Moze i purystka, ale jak tak dalej pojdzie to bedziemy dzielic sery
                na zolte i biale, nespa szeri? Tak jak to bylo za dawnych dobrych
                czasow, bez zawracania glowy i zbednych komplikacji?

                ;-))))
                • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 21.10.07, 12:44
                  W kuchni pichci sie obiad.
                  Gotuje jarzyny jak do couscous, ale bez couscous.
                  Natomiast z miesem wolowym.

                  Zycze wam przyjemnych wrazen: by bulion z kury pachnial wam wiejskim
                  podworkiem, by grzyby z dziczyzna szumialy i pachnialy ciemnym
                  borem, by ostrygi szumialy i pachnialy oceanem, a szprotki zatkanym
                  portem marsylskim.....itd

                  :-))
                  • iwannabesedated Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 22.10.07, 11:09
                    Zaraz zaraz Lucyfere, przecież powiedzieliście, że krok mesje jest
                    bezjajeczny. A to co jadłam miało wielkie jajo z łypiącym
                    zachęcająco okiem żółtka. I nie było żadnej sałaty. Więc co to było?
                    • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 22.10.07, 15:46
                      Byly to pewno dowolne wariacje na temat smazonego chleba z jajkiem,
                      Pitou, polozyli ci na kromke co mieli pod reka, albo to co chcialas,
                      zeby bylo milo ;-)))))
                      • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 22.10.07, 16:27
                        Nie "Pitou" a "Stokrotko" :-)))))))))
                        • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 22.10.07, 17:55
                          hehehe,
                          na jedno wychodzi ;-)))
                          • jutka1 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 22.10.07, 18:05
                            Na jedno wychodzi? :-)

                            Stanowcze dementi!
                            Nieprawda jest jakobym byla Stokrotka, a Stokrotka mna! :-)))))))))
                            • iwannabesedated Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 23.10.07, 16:57
                              Lucyfer kręci. Najpierw powiedział, że z jajem jest krok madam.
                              Teraz że jest to byleco na moje dyletanckie życzenie. Zaraz mi powie
                              że to był hamburger w macdonaldzie i nie był to wcale Paryż tylko
                              powiedzmy Legionowo.
                              I że Ty to ja a ja to Ty. Coś mi wskazuje na niekorzystny układ
                              baryczno-umysłowy czyteż w nosie muchy lub gdzie co gorsza indziej,
                              nie wytykając gdzie.
                              • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 23.10.07, 17:45
                                Tam gdzie piorko?

                                Tez mysle ze to byl hamburger.

                                ;-)
                                • iwannabesedated Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 23.10.07, 17:49
                                  Zawsze podejrzewałam że jesteś mieszkanką Milanówka prowadzącą
                                  drugie tajne netowe życie jako paryska architekt. Chociaż Luiza
                                  twierdzi że jesteś jakimś jej znajomym eroto czyteż klepto? a może
                                  telemanem czycoś. Z piórkiem, oczywiście bezwątpliwie, lub nawet
                                  dwoma piórkami.
                                  • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 23.10.07, 19:38
                                    Co twierdzi Luiza?
                                    Milanowka nie znam, ale znam Podkowe Lesna i Grodzisk.
                                    :-)
                                  • lucja7 Re: Swieto pasztetu, wina, beretu i bagietki. 23.10.07, 21:15
                                    wanna pisze:
                                    "Zawsze podejrzewałam że jesteś mieszkanką Milanówka prowadzącą
                                    drugie tajne netowe życie jako paryska architekt. Chociaż Luiza
                                    twierdzi że jesteś jakimś jej znajomym eroto czyteż klepto? a może
                                    telemanem czycoś. Z piórkiem, oczywiście bezwątpliwie, lub nawet
                                    dwoma piórkami."

                                    Juz ktorys raz sie ktos tu czepia nie wiem czego. Przezylam juz tyle
                                    tego ze staje sie naprawde nudne.
                                    To ty chyba wywalilas tu kiedys tyrade na temat mojej i pustki i
                                    tchorzostwa, teraz jakies Milanowki. Ciesz sie ze wygralas wybory
                                    (tak mysle) i nie zrzedz, dbaj o siebie.

                                    ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka