27.01.10, 14:38
od początku nie wiedziałam jaki tytuł nadać temu wątkowi,
może coś przyjdzie do głowy w trakcie pisania. Jestem już
dosyć "dorosłą" kobietą. Posiadam na karku 35 wiosen i nie mam
własnych dzieci. Wyszłam za mąż w zeszłym roku. Mój mąż jeszcze
dzisiaj zbiera sie po poprzednim związku. Tak mi się przynajmniej
wydajesmilePoprzednia żona nieźle mu poprzestawiała w głowie. Mają
córkę 6cio letnią, którą bardzo lubię i ona mnie też. Mam
nadzieję,że tak zostanie mimo,że jej matka i babcia nastawiają małą
przeciwko mnie. Toczy sie dodatkowo sprawa w sądzie itd. Ale nie to
jest moim problemem, choć wiele trosk również mi to przysparza.
Chodzi mi o to ,że boję się bardzo o swój związek. Nie dosyć,że się
docieramy na nowym , stale wykańczanym mieszkaniu to jeszcze ja boję
się, że będę, jak już nie jestem; za stara na swoje dziecko, którego
bardzo pragnę. On niestety boi sie mieć teraz dziecko. Mówi,że
kłócimy sie, że pobądźmy trochę razem bo jak dziecko przyjdzie to
mamy conajmniej 2 lata wycięte z życiorysu itd. Mój mąż przypomina
sobie jak było w poprzednim związku i pewnie myśli ,że ja również
będe tak działać. Nie wiem co mam robić. Tłumaczenia nie działają.
Zmusić go nie mogę- nie chcę. czy któraś z was przeżywała cos
podobnego? może macie jakieś teorie na ten temat. Dzięki z góry za
help
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: porada 27.01.10, 15:33
      Ja bym sie spobowala dowiedziec, jak twoj maz sprawdzil sie przy
      poprzedniom ojcostwie. Bo widac, ze go to jakos specjalnie nie kreci.
      • rozowasukienka Re: porada 27.01.10, 15:51
        jest wspanialym ojcem, nawet czasami wg mnie przesadza, rozpieszcza
        mala itd. Wiem, ze jego ex stwierdzila , ze 9 miesiecy maciezynstwa
        wystarczy i jak on wracal z pracy to wreczala mu mala gdy byla
        jeszcze niemowleciem a on ledwo patrzac n aoczy zajmowal sie nia.
        Tlumacze, ze ja taka nie jestem, zreszta on sam wie....
        • kicia031 Re: porada 28.01.10, 10:40
          i jak on wracal z pracy to wreczala mu mala gdy byla
          > jeszcze niemowleciem a on ledwo patrzac n aoczy zajmowal sie nia.

          naprawde? to straszne! To strasznie zla kobieta musiala byc, dobrze,
          ze mu sie udalo jej pozbyc! Wreczala ojcu niemowle, no nie moge! A
          on po pracy ledwo patrzyl na oczy, ale sie zajmowal, no to dopiero
          mezczyzna jakich malo, a ojciec to juz wzorcowy.

          Ma chlop szczescie, ze trafil na ciebie, ty sie zajmiesz dzieckiem
          na 100% a wieczorem podsunies ojcu czolko do pocalowania. Tylko
          oczywiscie jak juz dzieciak wyrosnie z wieku niemowlecego.
          • jayin Re: porada 29.01.10, 23:22
            kicia, moze to dla ciebie niepojęte, bo jesteś super matką i masz super ojca dla dzieci - i wymiennie dzien w dzien sie nmi zajmujecie - ale są ojcowie i matki, którzy zajmą się, jeśli trzeba, dzieckiem od rana do nocy, albo i kilka dni pod rząd, jeśli druga osoba jest naprawdę robotą zawodową zmęczona i na pysk pada. i nikt wtedy od padajacego na pysk nie oczekuje zajmowania sie dzieckiem, tylko z racji tego, ze padający na pysk nosi dumne miano Ojca albo Matki.

            a i są tacy, co z mety wręczają dziecko już w progu domu i mają w nosie samopoczucie partnera/partnerki.

            jak ja się ciesżę, że mój Ojciec Dziecka jednak potrafi zrozumieć moje "na-pysk-padactwo" i uznajemy czasem oboje, że to wyczyn zaiste olbrzymi, zajac sie rozbrykaną małą, kiedy ktores z nas niefajnie się czuje, albo ledwo żyje. i wtedy to mnie padające-na-pysk z nas - przejmuje opiekę nad dzieckiem. niezależnie od tego ile czasu wczesniej się nią zajmował.

            rozowasukienka ma rację, ze tego się jej maż moze obawiac wlasnie, mająć marne doswiadczenia w tym temacie z poprzedniego związku.
            ja bym się obawiala.
            • kicia031 Re: porada 30.01.10, 20:19
              Nie ejstem supermatka, ani nie mamsuper ojca, choc rzeczywiscie jesli jest jakis
              idealny wzorzec, to bardzije juz pasuje do niego moj chlop niz ja.
              Chodzi mi o to, ze posiadanie pretensji o to, ze trzeba sie zajmowac wlasnym
              dzieckiem to dla mnie jakis kosmos. Znam doskonale te dni, kiedy odliczalam
              minuty a newet sekundy do ptzybycia do domu kogos, kto mnie zmieni w opiece nad
              dzieckiem, alternatywa byly czyny karalne.
              Dlatego kiedy wracam do domu, to nie oczekuje zadnych specjalnych wzgledow. I
              nie ejstem neistety przygotowana, by te specjalne wzgledy komukolwiek ofiarowac.
    • glasscraft Re: porada 27.01.10, 16:49
      Moj sie bal, jak powiedzialam, ze chcialabym zebysmy zaczeli sie
      starac o wspolne. Bal sie, bo jego ex bo zajsciu w ciaze i urodzeniu
      Mojej Nie-Mojej odstawila go zupelnie na boczny tor (a jak wiadomo
      facet potrzebuje dopieszczania) i jego jedynym celem zycia mialo byc
      dostarczanie kasy. Tak ma narginesie to jej tak troche zostalo do
      dnia dzisiejszego - ma zupelnego kotka na punkcie ochraniania malej
      przed czym sie tylko da (np. w pochmurny dzien z zapowiedzia deszczu
      pakuje mi do torby krem przeciwsloneczny smile) na wszelki wypadek...

      Sorka, zboczylam z tematu - mielismy powazna rozmowe na temat
      potomkow - ja zapytalam go, czy z jego obserwacji mojej osoby
      wyglada na to, ze jestem w jakimkolwiek procencie podobna do eksi w
      zachowaniu. Oraz, ze ja mam prawo tak samo sie bac, jak on bo gdyby
      sytuacja sie powtorzyla i on by mial skok na bok tak jak po
      narodzinach jego corki, to ja zostalabym sama z dzieckiem. Caly czas
      sie boi smile (ktory facet nie) ale ufa mi a ja jemu. Mam nadzieje, ze
      Twoj M da sie przekonac, bo zmuszanie go wpadka to nie ta droga.
      • koni42 Re: porada 27.01.10, 17:58
        Moim zdaniem rzadko ktory facet <<po przejsciach z dzieckiem>>
        bedzie chetny od razu do zalozenia rodziny. Dziewczyna, zona,
        kochanka, to co innego...Analizowalam troche takie przypadki
        (wlacznie kiedys z moim mezem) i doszlam do wniosku, ze oni mysla:
        JA PRZECIEZ JUZ MAM DZIECKO! Najlepiej, gdybys ty tez tak
        powiedziala, bo przeciez mala do was przyjezdza, spedzacie czas
        razem etc. Uwaza, ze skoro kocha swoje dziecko, to Ty pewnie
        predzej, czy pozniej bedziesz darzyla je takim samym uczuciem jak on.
        Druga sprawa to czas. Kobiety nie maja tyle czasu na dziecko, co
        mezczyzni - o czym pewnie twoj partner zapomina. Po trzecie: jest
        strach. Trauma z poprzedniego zwiazku...Ja akurat tutaj go rozumiem,
        bo nam trzy tygodnie temu urodzila sie coreczka i ja ciagle
        doszukuje sie w Bogu ducha winnym mezu oznak bylego partnera - ojca
        mojej starszej corki sad Nie umiem inaczej, bo 5 lat z nim to byl
        prawdziwy dramat. Nie da sie tego wytlumaczyc, ze Ty jestes INNA, bo
        tez Ty sama tego nie wiesz jak sytuacja, ktorej jeszcze nie
        przezylas moze na ciebie/wasz zwiazek wplynac.
        Swoja droga...Twoja opowiesc z wreczaniem dziecka po przyjsciu do
        domu nasunela mi na mysl historie mojego bylego i naszego psa...Mala
        miala wtedy 4 lata, ja wlasnie wrocilam do pracy, mielismy kota a
        jemu zachcialo sie psa. Mieszkalisy wtedy na peryferiach
        pracowalismy na drugim koncu miasta. On konczyl wczesniej. Jechal do
        domu. Tam na mnie czekal, ogladajac tv az wroce po pracy,
        przedszkolu, zakupach. Otwieral drzwi i co mnie czekalo? On ze
        smycza w reku - pies wstrzymywal siku...Ech...co za czasy...
        U nas, czyli z obecnym mezem: znalismy sie 2 lata, mieszkalismy tez
        dwa lata zanim zaszlam w ciaze. On ma 40 lat, ja 31 i generalnie byl
        BARDZO oporny. On ma dziewczynke z ex i ja tez w tym samym wieku
        szkolnym. Mowil, ze nie teraz, bo sprawy ekonomiczne maja sie
        kiepsko, ze zobaczymy za kilka lat, ze moze za kilka miesiecy, ze
        przeciez jeszcze sie nie wyjezdzilismy po swiecie, ze mamy juz
        dzieci.
        Powiem Ci, ze gdybym byla kobieta bez doswiadczen zyciowych, to
        pewnie bym uwierzyla (czyt. odpuscila), ale (nie wiem, czy inne
        dziewczyny w podobnej sytuacji sie ze mna zgodza) MY juz nie mamy
        czasu na probne, nieudane zwiazki. Na tracenie czasu. Moze i to
        okrutne co napisalam, moze zostane posadzona o cele czysto
        prokreacyjne... Ja juz po prostu dawalam szanse przez kilka lat z
        nadzieja, ze cos sie ulozy. Moja rada: nie odpuszczaj, bo facet
        pomysli, ze juz ci sie nie chce/dalas spokoj a Ty bedziesz tylko
        czekac i czeac..........
        Acha no i poszperaj w watkach, bo chyba ktoras tez juz sie nas
        pytala o podobny problem kilka mies. temu. No i powodzenia!
      • braktalentu Re: porada 29.01.10, 07:53
        Ty chyba nie przeczytałaś tego co napisała Kicia.
        To ja to przepiszę dla Ciebie DRUKOWANYMI literami.
        Dziewczyno, to, że facet wracając z pracy zajmuje się dzieckiem (nawet o zgrozo NIEMOWLĘCIEM) nie jest jakimś szalonym wyczynem. Bo przez ten czas kiedy On jest w pracy, tym dzieckiem zajmuje się matka i bynajmniej w tym czasie nie śpi, ani nie maluje paznokci. I dla bezpieczeństwa tego dziecka ta matka (dodatkowo pewnie karmiąca w nocy) MUSI mieć chwilę bez dziecka. A dla dobra tego dziecka niezbędna jest Mu więź z ojcem, której nie da się stworzyć patrząc jak mamusia kąpie niemowlaczka, ani całując potomka w czółko na dobrano. Jak ktoś się decyduje na dziecko, to się nim zajmuje. A jak ktoś chce sobie na dziecko popatrzeć, to niech idzie do dzieciatych sąsiadów na 5 minut po pracy.
        No, nie rozumiem, jak można się zdecydować na dziecko, pracując w sposób uniemożliwiający bycie ojcem. Na Twoim miejscu zastanowiłabym się czy warto decydować się na dziecko z partnerem, który ma czas jedynie na spłodzenie potomka, a funkcje wychowawczo - opiekuńcze, ze względu na trudy pracy zawodowej ceduje na matkę.


        ja oczywiście rozumiem, że On jest i był wspaniałym ojcem. Ani Kicia (śmiem domniemywać) ani ja nie piszemy tu o jakości ojcostwa Twojego partnera (bo nic o tym nie wiemy), ale o Twojej (naiwnej) wizji macierzyństwa pozbawiającego czegoś ważnego i dziecka i ojca. O wizji Ex - "tej pazernej, sfrustrowanej egoistki, którą On az musiał puścić kantem" i o Twojej potrzebie zaistnienia na Jej tle.

        Wszystko to ,zupełnie NORMALNA i OCZYWISTA dla większości macoch droga do szczęścia-smile. Nie dzieje się z Tobą nic szczególnego, niespotykanego, czy nagannego-smile. Ale im szybciej przejrzysz na oczy i im szybciej Twój stosunek do Ex (jakikolwiek) przestanie istnieć, tym szybciej stworzysz w sobie miejsce na zupełnie nowe i fascynujące obszary dojrzewania oraz na tworzenie własnej, niezależnej od przeszłości partnera rodziny.

        Czego szczerze życzę, pracująca nad sobą nieustannie, acz z mizernym skutkiem
        B.
        • zonka77 Re: porada 29.01.10, 10:55
          braktalentu - trochę przesadzasz.

          Ja kiedyś doświadczyłam sama jak to jest kiedy druga osoba siedzi w domu z
          dzieckiem a ty wracasz po pracy naprawdę zmęczona (miałam b. stresującą i
          niemiłą pracę a mąż siedział w domu z małą przez prawie rok. Szlag mnie trafiał
          jak na dzień dobry zanim buty zdążyłam chociaż zdjąć wręczał mi dzieciaka a ja
          na nos padałam. bo pracowałam od 07 rano, wstawałam o 05 żeby dojechać i
          wracałam około 17 wycięta.

          Uważam że siedzenie w domu z jednym małym dzieckiem nie jest jakimś mega
          wyczynem. Rozumiem mamę trójki która wozi, przywozi za zajęc na zajęcia, sprząta
          gotuje uczy się itp - ale jedeno dziecko i od drzwi wręczane po pracy tatusiowi?
          Szczerze mówiąc mnie trafiało w takiej sytuacji bardzo.

          Co nie znaczy że się dzieckiem nie zajmowałam - ale musiałam mieć chwilę żeby
          odpocząć, coś zjeść, przebrać się...
          • kicia031 zonka 29.01.10, 12:30
            Mam 2 dzieci i pracuje dosc intensywnie. Kiedy zjebana wracam do
            domu, juz na schodach rzuca sie na mnie mlodszy, a w korytarzu czeka
            starszy. Mlodszy wiesz na mnie swoje 19 kilo, a starszy natychmiest
            chce omawiac jakies pilne sprawy. Nawet jesli moj chlop jest w domu,
            co nie zdarza sie codziennie, to i tak przynajmniej jeden z
            chlopakow wisi na mnie do 22+, wymagajac fizycznej obecnosci i
            intelektualnego zaangazowania, do ktore czasami nie jestem juz
            zdolna.
            Ale jakos daje rade, podobnie jak 99% pracujacych matek?
            Dlaczego mezczyzna nie mialby dac rady? jest gorszy? Glupszy?
            slabszy?
            To moze warto sobie poszukac pelnowartosciowego egzemplarza.
            • jayin Re: zonka 29.01.10, 23:13
              może nie chodzi o to, żeby DAWAĆ SOBIE RADĘ... Tylko o to, żeby ułożyć tak wszystko, by nie musieć sobie DAWAĆ RADY, tylko działać tak, by wszystkim pasowało i było OK...smile

              naprawdę - przy odrobinie dogadania się można załatwić sprawy tak, że osoba wracająca w stanie kosmicznego zjeb***ania z pracy, ma szansę się rozebrać w spokoju, napić się herbaty, zjeśc obiad i dopiero wpaść w łapki dziecięcia. a wtedy drugi rodzic ma już do wieczora czas dla siebie, po całym dniu zajmowania się dzieckiem.

              wręczanie dziecka "od razu po przyjsciu do domu" to dla mnie horror.
              przerabiałam to z obu stron.
              i jako Matka Opiekująca Się Niemowlakiem w Domu i jako Wyrodna Matka Co Chodzi Do Pracy I Wraca Zjeb***ana Wieczorem Do DOmu.
              zajmowanie się niemowlakiem po całym dniu pracy - to też wyczyn.
              tak samo jak siedzenie z dzieckiem cały dzień w domu (to też swoista praca). ani jednego ani drugiego nie miałam ochoty "Dawać Rady Robić" - więc ustaliliśmy sobie inny system "podziału obowiązków" przy dziecku.

              ten, kto wraca po pracy - ma spokoju sporo, zeby zjesc, odpocząć, wykąpać, odsapnąć - a ten, kto siedział w domu, ma "wolne" potem, i całą noc bez wstawania do małoletniej, jeśli akurat ma wenę na nocne pobudki.
    • jayin Re: porada 27.01.10, 20:02
      rozumiem go doskonale. tzn. twojego męża.

      Uwielbiam swoją córkę, ale jak pomyślę, że jeszcze raz miałabym mieć te "dwa lata wycięte z życiorysu" (no, u mnie to było mniej, bo bardzo szybko wróciłam do pracy i wyjazdowego hobby), to mnie skręca. jakkolwiek kocham swoją małą nad życie i nie żałuję bynajmniej, że ją na ten świat sprowadziłam (no, ok - przy współudziale Dawcy Genów smile, zresztą świadomie. Ale kolejne dziecko?... Na razie, nie, dziękuję smile Ale... Nie wykluczam, że za parę lat mi się znowu zachce tych pieluch, butelek, mleka, funkcjowania na pełnych obrotach przez 24 h/dobę i nieprzespanych nocy.

      Wszelkie naciski i namawiania ze strony chcącej mieć dziecko - nie dadzą raczej dobrego rezultatu. Nawet jeśli ostatecznie udałoby ci się "wybłagać" u męża dziecko - to nie wiem, jak by się układał wasz związek dalej, na tym tle. Być może byłoby już nie tak ok.

      Daj mu czas. O dziecku możesz przeciez bez problemu wspominać i mówić, że chcesz, ale w kontekście "Ja chcę miec dziecko", a nie "Masz mi zrobić dziecko BO CHCĘ". A twój mąż musi się poczuć na tyle stabilnie i na swoim miejscu jako MĄŻ i MĘŻCZYZNA, by włączyła mu się opcja "Dziecko? Dlaczego nie?". Przecież niewykluczone, ze za rok, dwa lub trzy - będzie też chciał dziecka, swojego kolejnego. Ale też niewykluczone, ze nie bedzie chciał.

      W sumie, takie sprawy, jak dzieci i ich ilość, to lepiej ustalać "przed ślubem", tak mi się wydaje. Żeby potem nie było "rozbieżności interesów".

      Masz jeszcze trochę czasu przed sobą, żeby urodzić dziecko, spokojnie smile 35 lat to nie emerytura porodowa smile Życzę powodzenia w staraniach i zmiany opcji mężowskiego poglądu na tacierzyństwo.
      • tamaryszek04 Re: porada 27.01.10, 21:42
        Jak czytam większość panów po przejściach ma opory przed nowym dzieckiem. Twój M
        ma już swoje dziecko, Ty nie. Masz prawo chcieć własnego. Dlaczego jego
        pragnienia mają być ponad Twoje? Nie potrzebujesz dziecka z infantylnego powodu
        scalania rozpadającej się rodziny, zatrzymania chłopa przy sobie, po prostu
        chcesz dziecka, jak większość kobiet. Twoje prawo. A on będzie się migał, Ty
        będziesz sfrustrowana, a za kilka lat może gdy mu to będziesz wypominać, zarzuci
        Ci, ze trzeba było...nie uważam też, ze małe dziecko to wyrwa w życiorysie. To
        świetny czas, który miło się wspomina. No i dlaczego Ty masz ponosić
        konsekwencję jego poprzednich perypetii? Może niech panowie zaczną myśleć o
        pragnieniach obecnych partnerek, nie tylko rozpamiętywać ex.
        • jayin Re: porada 28.01.10, 01:40
          każdy ma prawo do własnych marzeń i pragnień, i masz rację - nie można nikomu zabraniać ich mieć, czy realizować. o ile ktoś realizuje je samodzielnie. ale jeśli do realizacji potrzeba innej osoby, to conajmniej miło by było, gdyby te pragnienia podzielała choćby częściowo, skoro ma je z kimś realizować wspólnie.

          dziecko to nie zachcianka, którą mąż dla swiętego spokoju żony i zaspokojenia jej pragnień może, lub nie - zrealizować, pomimo, że sam nie jest do posiadania dziecka przekonany.

          w tym cały jest ambaras, żeby dwoje... itd.
          • tamaryszek04 Re: porada 28.01.10, 12:51
            jayin napisała:

            > każdy ma prawo do własnych marzeń i pragnień, i masz rację - nie można nikomu z
            > abraniać ich mieć, czy realizować. o ile ktoś realizuje je samodzielnie. ale je
            > śli do realizacji potrzeba innej osoby, to conajmniej miło by było, gdyby te pr
            > agnienia podzielała choćby częściowo, skoro ma je z kimś realizować wspólnie.
            >
            > dziecko to nie zachcianka, którą mąż dla swiętego spokoju żony i zaspokojenia j
            > ej pragnień może, lub nie - zrealizować, pomimo, że sam nie jest do posiadania
            > dziecka przekonany.
            >
            > w tym cały jest ambaras, żeby dwoje... itd.
            > Jakby nie patrzył zawsze jednak wychodzi, ze kobieta powinna cackać się z
            facetem, bo on taki nieprzekonany. Jak zakładał nową rodzinę i to z kobietą,
            która nie ma własnych dzieci, powinien się liczyć, że ona ich zapragnie. Zgadzam
            się, ze dwoje powinno chcieć na raz. Myślę jednak, ze 35 lat to nie jest aż tak
            dużo czasu na to zastanawiania się. I nadal nie rozumiem, dlaczego ona ma
            ponosić konsekwencje jego poprzednich rozczarowań. To nowa żona i nowy dom.
            Niech on się wczuje w to, o czym ona marzy. Zwłaszcza, że może jej być podwójnie
            przykro, gdy widzi, że on dziecko z poprzedniego związku bardzo kocha. A z nią
            takiej miłości doświadczyć nie chce.
            • jayin Re: porada 29.01.10, 09:59
              > > Jakby nie patrzył zawsze jednak wychodzi, ze kobieta powinna cackać się z facetem, bo on taki nieprzekonany.

              Pewnie tak jest zazwyczaj. Ja z kolei patrzę na to "od strony tego faceta" smile Bo u nas - to M. chciał i chce dzieci, a mi jak na razie jedno zupełnie wystarcza do szczęścia. I gdyby mnie jakoś często męczył i namawiał na kolejne dzieci, to chyba coraz bardziej byłabym zamknięta na ten temat. I kwestia uczuć do niego nie ma tu ZUPEŁNIE znaczenia. To zupełnie odrębne odczucia. A zgadzać się na dziecko wyłącznie "dla czyjegoś szczęścia", jeśli samemu się nie chce mieć tego dziecka - to zupełnie nie tak. Potem dziecko ma uszczęśliwionego tatusia/mamusię, a drugie z rodziców czuje się jak czysty reproduktor :] Straszne.

              > I nadal nie rozumiem, dlaczego ona ma ponosić konsekwencje jego poprzednich rozczarowań.

              Dlaczego ma? Nie ma. Nie musi przecież. Tylko to już kwestia jej wyboru. Czy chce TEGO męża i na razie bez dzieci, czy też chce kogoś innego, z kim te dzieci będzie mogła mieć od razu.

              > To nowa żona i nowy dom.

              I wciąz ten sam, "stary" facet z jego poglądami na dzieci i potrzebami ojcowskimi, lub ich brakiem. Kurcze... Ja stale uważam, że tak fundamentalne sprawy jak posiadanie dzieci należy ustalać PRZED całkowitym związaniem się z facetem. A nie po...

              > Niech on się wczuje w to, o czym ona marzy.

              I odwrotnie. On marzy o świętym spokoju bez dzieci np.

              > Zwłaszcza, że może jej być podwójnie przykro, gdy widzi, że on dziecko z poprzedniego związku bardzo kocha. A z nią takiej miłości doświadczyć nie chce.

              Znam to z autopsji smile i rozumiem jak najbardziej. Ale nie można patrzeć na sprawę tylko przez pryzmat marzeń kobiety. To jej marzenia i powinna je realizować, by być szczęśliwa - zgadzam się. Pytanie - czy w takim razie to odpowiedni facet do bycia OJCEM? Bo mężem może być idealnym. Ale OJCEM?...

              W małżeństwie powinno się oddzielać sferę mąż-żona od ojciec-matka. Ich łącznie "na wieki wieków amen" nie przynosi nic dobrego.
              Jak mąż będzie się czuł wyłącznie "materiałem na ojca" - to nie wróżę świetlanej przyszłości takiemu związkowi.
              • filetta Re: porada 29.01.10, 12:00
                jayin napisała:

                > Znam to z autopsji smile i rozumiem jak najbardziej. Ale nie można
                patrzeć na spra
                > wę tylko przez pryzmat marzeń kobiety. To jej marzenia i powinna
                je realizować,
                > by być szczęśliwa - zgadzam się.

                Również się z tym zgadzam. Pisałyście, że jezeli ktos kocha, zdolny
                jest do największych poświęceń. Dla mnie "ten kij ma dwa końce".
                Jest to argument zarówno dla kobiety pragnącej dziecka, jak i dla
                mężczyzny nie chcącego posiadac więcej dzieci. Innego znaczenia
                sprawa nabiera, gdy dołączymy do niej szczęście kobiety. Jak wiadomo
                kobieta aby poczuć się w pełni spełniona i szczęśliwa potrzebuje
                dziecka. Jeśli mężczyzna wie o pragnieniu macierzyństwa swojej zony
                i mówi "nie" - nie jest dobrze. Inaczej jest, gdy facet się waha.
                Zupełnie inaczej, gdy mąż mówi "tak, ale jeszcze nie teraz".
                Podobnie jak wtedy, gdy mówi "alez oczywiście, poczekaj proszę
                jeszcze 2-3 miesiace". Każdej wchodzaca w związek z "takim po
                przejsciach" powinna się przynajmniej orientowac w jego
                zapatrywaniach na kolejne ojcostwo. Bo małżeństwo nie oznacza
                automatycznie macierzyństwa i ojcostwa, szczególnie dla tych, którzy
                wiążą się nie pierwszy raz.

                Mój mąż wiedział od poczatku, że dla mnie małżeństwo=macierzyństwo i
                nie ma żadnej innej opcji. Kiedyś jako jeszcze nie mąż zarzucił mi,
                że bardziej zalezy mi na dziecku niż na nim. Jedyne, co mi wtedy
                przyszło do głowy to "absurd", nie znalazłam zadnych innych
                argumentów. Kiedy zaszłam w ciążę, wpadłam w taki jakiś błogostan,
                interesował mnie tylko mój brzuch i moje samopoczucie. Jakiś tydzień
                po łyżeczkowaniu usłyszałam od męża, jak to się czuł odstawiony na
                boczny tor, kiedy nie zwracałam na niego żadnej uwagi, wymagałam od
                niego stałej opieki i pomocy oraz nie chciałam uprawiać seksu - w
                ogóle. Nie powiedział wtedy, że moje zachowanie podczas ciąży to
                dowód na to, że on jest w tym wszystkim najmniej wazny, a mógł. Nie
                znalazłabym żadnych kontrargumentów. Bo był, w tym czasie był mi
                naprawdę obojętny. Co byłoby dalej? A kto to wie?!
                • chalsia Re: porada 30.01.10, 17:41
                  > Jak wiadomo
                  > kobieta aby poczuć się w pełni spełniona i szczęśliwa potrzebuje
                  > dziecka.

                  Bzdura do kwadratu. Jest mnóstwo kobiet, które NIE potrzebują miec dzieci by
                  czuć się w pełni spełnionymi i szczęśliwymi.
                  • filetta Re: porada 01.02.10, 10:56
                    chalsia napisała:

                    > > Jak wiadomo
                    > > kobieta aby poczuć się w pełni spełniona i szczęśliwa potrzebuje
                    > > dziecka.
                    >
                    > Bzdura do kwadratu. Jest mnóstwo kobiet, które NIE potrzebują miec
                    dzieci by
                    > czuć się w pełni spełnionymi i szczęśliwymi.

                    Jak wiadomo, większość kobiet, aby poczuć sie w pełni spełnionymi i
                    szczęśliwymi, potrzebuje dziecka. Tak lepiej? smile
              • tamaryszek04 Re: porada 29.01.10, 15:47
                jayin napisała: Potem dziecko ma uszczęśliwionego tatusia/mamus
                > ię, a drugie z rodziców czuje się jak czysty reproduktor :] Straszne.

                Jayin, czy z pierwszym mężem rozmawialiście o dzieciach przed ślubem? W
                większości przypadków nikt o tym nie rozmawia, bo jest oczywistym, że z
                małżeństwa są dzieci. Jeżeli więc ktoś ponosi odpowiedzialność to osoba, która
                nie uprzedza, ze ich nie chce. W Twoim przypadku to mąż chce dzieci, ty nie.
                Mężczyźni mniej emocjonalnie podchodzą do tych spraw (przynajmniej w
                większość)więc jest im z reguły prościej. Ty spełniłaś się jako matka, nie wiesz
                co czuje kobieta, której takie prawo zostało odebrane. Masz swoje dziecko, więc
                jak możesz zrozumieć kobietę, która dziecka pragnie, a nie może go mieć? Trochę
                to przewrotne. Z tą reprodukcją to też moim zdaniem przegięcie. Czy czułaś się
                jak reproduktorka, albo w ten sposób traktowałaś ojca swojego dziecka? Pewnie
                byliście szczęśliwi, że będzie makuch w rodzinie. Gdyby założycielka wątku w
                taki sposób potraktowała swojego partnera, jako reproduktora, to by po prostu
                sobie to dziecko zrobiła nie pytając o zdanie. Albo w ogóle poszukała sobie
                samca do zapłodnienia a nie zakładała rodzinę.
                • jayin Re: porada 29.01.10, 23:04
                  tamaryszek04 napisała:

                  > Jayin, czy z pierwszym mężem rozmawialiście o dzieciach przed ślubem?

                  Męża jednego posiadałam i posiadam. Ale i z nim - i z Ex-em - o dzieciach od początku rozmawiałam. Ja lubię jasne sytuacje. Nie "domyślanie się i zakladanie z gory", ze ktos wie, czego ja chcę, albo ze wiem, czego on chce.

                  > W większości przypadków nikt o tym nie rozmawia, bo jest oczywistym, że z małżeństwa są dzieci.

                  No, właśnie - wg mnie nie jest. Małżeństwo to jedno. Rodzicielstwo - to odrębna rzecz.
                  Dzieci z małżeństwa - z założenia - to chyba tylko według Kościoła?
                  Bo w umowach cywilnych nigdzie nie ma zapisów smile

                  > Ty spełniłaś się jako matka, nie wiesz co czuje kobieta, której takie prawo zostało odebrane. Masz swoje dziecko, więc jak możesz zrozumieć kobietę, która dziecka pragnie, a nie może go mieć?

                  Tamaryszku - dlatego mogę zrozumieć, bo zanim "spełniłam się jako matka" (chociaż ja tak tego nie określam i nie odczuwam) - to wiele, wiele lat - prawie 10 - nie mogłam, właśnie dlatego, że "odmawiano mi tego prawa". A że facet był jeden i innego mi się nie chciało, to i ani nie szukałam "reproduktora" jakiegoś poza nim, ani nie błagałam go o dziecko. Bo po prostu nie chciał. Miał swoje i wystarczało.

                  > Czy czułaś się jak reproduktorka
                  Przy tym dziecku - nie. Bo świadomie chciałam je mieć. Ojciec dziecka też.
                  Ale jeśli miałabym mieć teraz kolejne, "ku szczęśliwości" męża... To, hmm... GDYBY uległa jego namowom, wbrew swoim zapatrywaniom na "ponowne macierzyństwo" - czułabym się ewidentnie, jak reproduktor. Bo co z tego, że mąż szczęsliwy, jak ja bym nie była. Znaczyłoby to dla mnie, ze z kolei jego szczęście jest ważniejsze od mojego i przede wszystkim potrzebował mnie do urodzenia kolejnego dziecka, zamiast pozwolić mi się spełniać życiowo w innych rejonach naszego związku i domu. A powinny być te szczęścia conajmniej równorzędne. Moje i jego. Dlatego potrafimy iść na kompromisy i nie stawiać siebie nawzajem pod murem, skąd nie ma wyjścia, w wielu ważnych dla nas sprawach. Np. dzieci.


                  > taki sposób potraktowała swojego partnera, jako reproduktora, to by po prostu sobie to dziecko zrobiła nie pytając o zdanie.

                  Oj, bynajmniej nie oskarżam tutaj nikogo ani jej ani kogokolwiek o takie bezuczuciowe traktowanie faceta. Po prostu tak to wygląda z boku. Facet nie chce, chce być mężem - a nie ojcem. Kobieta - chce, chce faceta jako ojca, tak jakby sam mąż jej nie wystarczał. Konflikt interesów. Jeśli on ulegnie, ale nie dlatego ze sam chce, tylko dlatego, ze kocha kobiete i chce jej dac wszystko - to to dla niego bedzie "reprodukcja", a nie "mamy dziecko, bo oboje tego pragnęlismy". Reprodukcja genow - małe dzieciątko, ale w imie milosci do kobiety, nie do dziecka. Kobieta bedzie miala dziecko do kochania, a facet albo sie dołączy do ogolnej szczęsliwosci, bo go nagle coś w łeb walnie emocjonalnie i uzna, ze jednak lubi byc ojcem, albo odsunie się od kobiety i dziecka w jakis sposob, bo nie bedzie sie czul w tej rodzinie/domu komfortowo.

                  > Albo w ogóle poszukała sobie samca do zapłodnienia a nie zakładała rodzinę.

                  Rodzinę zakladają conajmniej dwie osoby. I dobrze by bylo, gdyby obie mialy podobne zapatrywania na jej skład i wartości.
                  • tamaryszek04 Re: porada 30.01.10, 11:05
                    jayin napisała:
                    > Rodzinę zakladają conajmniej dwie osoby. I dobrze by bylo, gdyby obie mialy pod
                    > obne zapatrywania na jej skład i wartości.
                    Pięknie to wszystko napisałaś i ogólnie całkowicie się z Tobą zgadzam, że
                    "powinno się" itd. Niemniej kompromis ma w tym przypadku oznaczać pójście na
                    ustępstwo mężczyźnie, który ma dziecko i zrezygnowanie z własnego. Nie widzę tu
                    niestety kompromisu. I nadal uważam, że ludzie, którzy sami posiadają dzieci
                    wymagają wyrzeczenia się tego od osoby, która ich nie ma. Taka parabola: ja już
                    się napiłem, więc ty możesz chodzić spragniony.
                    >
                    >
                    • jayin Re: porada 30.01.10, 12:28
                      nie napisalam, że ja w sytuacji autorki wątku widzę jakikolwiek "kompromis". u nich nie ma tego kompromisu, bo go nie wypracowali i nie uzgodnili. Kompromisem mogłoby być np.: "Wrócimy do tych rozmow np. za rok i jeszcze raz to przemyślimy."
                      • tamaryszek04 Re: porada 30.01.10, 15:52
                        jayin napisała:

                        > nie napisalam, że ja w sytuacji autorki wątku widzę jakikolwiek "kompromis". u
                        > nich nie ma tego kompromisu, bo go nie wypracowali i nie uzgodnili. Kompromisem
                        > mogłoby być np.: "Wrócimy do tych rozmow np. za rok i jeszcze raz to przemyśli
                        > my."
                        > Ja naprawdę się z Tobą zgadzam, jednak żal mi dziewczyny. Może to się bierze i
                        stąd, ze ja mam bardzo silny instynkt macierzyński i nie wyobrażam sobie życia
                        bez dziecka. Życie jest jednak okrutne. Jedni by chcieli to nie mogą inni nie
                        chcą choć mogą. Pozdrawiam smile
    • filetta Re: porada 28.01.10, 08:09
      35 lat to nie jest ostatni moment by miec dziecko. Ja mam prawie 40
      lat i nie mam własnego dziecka, pomimo ze mojego znam juz ponad 3
      lata. Przyczyny? Po pierwsze - dwa poronienia. Po drugie - to samo,
      co u ciebie. Ja nie nie naciskałam. Porozmawiałam kilka razy i
      czekałam. doczekałm się się słów "chce mieć z Toba dziecko" i stale
      to słyszę, tylko, że teraz matka natura nie pozwala. Wszystko stoi
      pod wielkim znakiem zapytania. Ale nie żałuję. Głupie, co nie?
      Najwazniejsze jest to, że czuję taki wewnętrzny spokój i mam jakieś
      naiwne przeświadczenie, że wszystko będzie dobrze. Zupełnie
      nieadekwatnie do sytuacji wink

      Piszesz, że Twój mąż ciągle przezywa porazkę poprzedniego
      małżeństwa. Gdy poznałam swojego, on też jeszcze myslami i emocjami
      tkwił w poprzednim, choć od rozwodu minęło prawie dwa lata. Tak to z
      nimi jest, niby twardziele, a przezywają wszystko tak samo jak my i
      strasznie się boją tego, że historia sie powtórzy. Możesz takiemu
      tłumaczyć, że przecież tak bardzo się różnisz od poprzedniej, ze
      masz inne priorytety, zasady itd., może to do niego dotrze. Do
      mojego nie docierało. Dojrzewał bardzo powoli. Zamieszkalismy razem
      po 1,5 roku znajomości (tutaj bardzo naciskałam, bo chciałam
      wiedziec, czy coś z tego będzie), ale ślub to był juz jego pomysł.
      Tak samo dziecko - to jego inicjatywa, chociaz to ja byłam główna
      zainteresowaną. Ale to wszystko pokręcone...

      Jedyne co moge polecic to czas. U mnie zadziałał. A ja mam
      świadomość, że to wszystko wynika z obopólnej chęci, a nie jest
      spełnieniem tylko moich pragnień. Jeśli jednak nie jesteś w stanie
      czekac, rozmawiaj, naciskaj, tłumacz, proś i przekonywuj. A nuż sie
      uda smile
      • 333a13 Re: porada 28.01.10, 09:51
        Uważam, że kobieta po 30-tce nie powinna nie wiem jak długo zwlekać
        z posiadaniem dziecka choćby ze względów zdrowotnych obojga...
        Owszem, można mieć dziecko po 35 - 40 r.ż. ale ryzyko powikłań itd.
        jest stosunkowo duże a szanse na poczęcie coraz mniejsze... (nie mam
        zamiaru tutaj nikogo straszyć, bo sama mam 31 i jakoś własnego
        dzidziusia nie mogę się doczekać)
        Moim zdaniem należy poważnie, spokojnie w miłej atmosferze
        porozmawiać o swoich potrzebach...
        Mój NM też bał się perspektywy posiadania potomka. Bał się, że znowu
        straci dziecko, czego on by już chyba nie przeżył itd. Uświadomiłam
        mu, że to iż on już rodzinę i dziecko miał nie oznacza, że ja mam
        być tego pozbawiona... Radości z przyjścia malucha na świat,
        słowa "MAMO"... itd. Poza tym nie wyobrażam sobie życia bez dziecka
        czy to rodzonego czy adoptowanego (ale mojego) itd... Po naszych
        wcześniejszych rozmowach NM ma też świadomość, że mimo sympatii do
        Młodego, nigdy nie zatąpi mi on własnego dziecka, bo on już rodziców
        ma itd...
        Nie twierdzę, że są to rozmowy łatwe i przyjemne...
        Uważam też, że takie podstawowe sprawy powinny być uzgadniane przed
        ślubem...
        Nie pozostaje Wam teraz nic innego jak wspólne znalezienie
        kompromisu... Jeśli ludzie naprawdę się kochają i chcą swojego
        dobra, to potrafią dla szczęścia drugiej osoby zrobić b.dużo..
        np. "poświęcić nawet 2 lata w pieluchach".
        Jeśli jednak po jakimś czasie para nie potrafi się dogadać i uważa,
        że poświęca zbyt dużo z siebie, to powinna się po prostu rozstać.
        • filetta Re: porada 28.01.10, 10:59

          > Uważam też, że takie podstawowe sprawy powinny być uzgadniane
          przed
          > ślubem...

          Własnie... Czy ta kwestia była ustalana przed ślubem? Bo jeśli się
          ją przeoczyło w natłoku spraw i uczuć, to teraz może być trudniej.
    • edw-ina Re: porada 28.01.10, 12:38
      Hm, słyszałam podobne rzeczy przez trzy lata. Pakowałam rzeczy, próbowałam odchodzić, zawsze znajdywał sposób, by mnie zatrzymać. Bo w końcu jesteśmy tacy szczęśliwi, mamy tyle wspólnych pasji itd, itd. Oczywiście, to wszystko się zgadzało i zgadza, ale mój M nie rozumiał (to tak jak napisała bodajże Koni), że fakt iż on ma dzieci nie oznacza, że ja też je mam. Przeciwnie. Doprowadziło to wszystko to bardzo wielu mocno konfliktowych sytuacji, które bez wdawania się w szczegóły, miewały przebieg dość drastyczny.
      Teraz to się zmieniło. Mój M bardzo pragnie dziecka, ja również, kłopot w tym, że w praktyce nie okazuje się to takie proste. Kolejne badania, kolejne leki, oczekiwania i nic. I teraz sam żałuje, że tak długo zwlekał. Patrzy na maluchy znajomych, które narodziły się w okresie naszych wielkich sprzeczek o dzieci i twierdzi, że szkoda, że już takiego nie mamy. Pewnie, że szkoda. Ale.
      Ta cała sytuacja doprowadziła do tego, że mamy problem z relacjami "w rodzinie". Tj. ja mu nie przeszkadzam być ojcem, ale nie chcę by mnie w to mieszał. Tak wiele razy doprowadzał mnie do rozpaczy swoim "ja już mam dzieci", że w końcu nie chcę go widzieć w roli ojca tych "jego dzieci". A temat klejonej rodziny maglujemy na kozetce psychologa.
      Życzę więcej powodzenia.
      e
      • rozowasukienka Re: porada 28.01.10, 13:07
        oj baby kochane, dzieki za te refleksje i opis własnych przeżyć.
        Narazie mam jeszcze siłę by trwać w tej sytuacji choć sprzeczki
        czasami bolą niemiłosiernie. Rozmowy tez już były ale wychodzi,ze
        nawet jesli on chce miec dziecko (tak twierdzi przez chwile i
        mówi,ze to tylko dlatego ,że mnie kocha) to za chwilę w momencie
        stresu i jakiegos dołka wracamy do punktu wyjścia. Taka huśtawka.
        Narazie zostawiam to bo juz nie wiem co zrobić. Może nam się ułoży ,
        może nie. Może się dotrzemy, a może nie. Przed nami ślub kościelny,
        który miał byc we wrześniu..........ale
        • 333a13 Re: porada 28.01.10, 14:07
          Nie wiem jakie macie doświadczenia dziewczyny, ale mi się wydaje, że
          mężczyzna jest w stanie wiele zrobić i poświęcić dla kochanej
          kobiety... Przezwycięży swój strach, lenistwo i wygodę, by
          uszczęśliwić partnerkę (oczywiście mówimy tu o fundamentalnych
          sprawach). Oczywiście do wielu decyzji trzeba dojrzeć, przemyśleć
          czego się w życiu chce... Ale oczekiwanie latami na pewne decyzje
          jest jak dla mnie tak naprawdę unikaniem tematu i zwodzeniem drugiej
          osoby.
          Myślę, że lepiej sobie jeszcze przed ślubem kościelnym ustalić
          priorytety i oczekiwania. Bo może się okazać, że po ślubie nic się
          nie zmieni, "Mąż do grobowej deski" będzie się nadal "zastanawiał",
          a Ty znienawidzisz go za to, czego Cię pozbawił...
          Uważam, że Wasze problemy nie wynikają z tzw. "dotarcia się", ale z
          różnic w oczekiwaniach od małżeństwa... Jeśli nie macie jeszcze
          kursu przedmałżeńskiego to polecam warsztaty dla narzeczonych (1
          weekend).
          • karolana Re: porada 28.01.10, 17:45
            333a13 napisała:
            > Nie wiem jakie macie doświadczenia dziewczyny, ale mi się wydaje, że
            > mężczyzna jest w stanie wiele zrobić i poświęcić dla kochanej
            > kobiety... Przezwycięży swój strach, lenistwo i wygodę, by
            > uszczęśliwić partnerkę (oczywiście mówimy tu o fundamentalnych
            > sprawach). Oczywiście do wielu decyzji trzeba dojrzeć, przemyśleć
            > czego się w życiu chce... Ale oczekiwanie latami na pewne decyzje
            > jest jak dla mnie tak naprawdę unikaniem tematu i zwodzeniem drugiej
            > osoby.

            No więc moje doświadczenie mówi, że człowiek staje na rzęsach dla szczęścia
            tych, których kocha. Jeśli mężczyzna kocha kobietę, będzie starał się patrzeć z
            jej perspektywy i na pewno nie powie 35-letniej, bezdzietnej a bardzo pragnącej
            dziecka żonie, że "ja dziecko już mam", bo to oznacza lekceważenie uczuć tej
            kobiety. Tak powie facet, który kocha przede wszystkim siebie samego.
            Z doświadczenia wiem jak cholernie ciężko jest patrzeć na rodzicielstwo męża
            dzielone z inną kobietą i tęsknić przy tym za własnym dzieckiem. Na dłuższą metę
            nie ma to sensu, bo jeśli w kobiecie jest autentyczne pragnienie macierzyństwa,
            nie ma możliwości zastąpienia go czymś innym. Z czasem pragnienie staje się
            coraz bardziej palące, dochodzi irytacja, poczucie krzywdy.
            Uważam, że albo mężczyzna kocha i, właśnie, przełamie swoje lenistwo (uważam, że
            to głównie o nie chodzi) żeby dać swojej żonie rodzinę (!), albo trzeba
            zastanowić się, czy związek z tym człowiekiem nas satysfakcjonuje na tyle, żeby
            wyrzec się posiadania dziecka. Bo oczywiście on może zmienić zdanie. Może, ale
            nie musi.
            • edw-ina Re: porada 28.01.10, 18:17
              Karolana, zgadzam się z Tobą w 100 proc. Zbyt dobrze pamiętam te
              irracjonalne dla mnie rozmowy, kiedy z jednej strony słyszałam "nie
              przypuszczałem nawet, że mogę tak kogoś pokochać", a z drugiej
              strony "ja już rodzicielstwo mam za sobą". Tzn. pojmuję logikę tych
              stwierdzeń, jednak z drugiej strony ja nie miałam wcześniej rodziny,
              nie znałam i nie znam nieprzespanych nocy przez dziecko i nigdy nie
              czułam, że jest jakiś mały człowiek, który ma moje oczy, tak jak ja
              błędnie wymawia "r" i czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji.
              I chociaż wiem, że po tych kilku latach nastawienie mojego M się
              zmieniło, to szkody jakie wyrządziło są nieodwracalne. I to na
              wszystkich frontach. Dostało się mi, dostało jemu, a nawet jego
              dzieciom, bo zamiast mieć przynajmniej koleżeńską macochę mają osobę
              niemal całkowicie obojętną.
              Poza tym temat powraca w newralgicznych momentach. Bo niby już się
              dogadaliśmy, ale zadra została.
              Kilka razy pisałam, że w nowy związek najlpiej wejść, kiedy już ten
              wcześniejszy jest całkowicie przetrawiony. Kłopot w tym, że czasami
              trudno jest poznać czy to już, czy lepiej jeszcze poczekać.
              • filetta Re: porada 28.01.10, 19:36
                edw-ina napisała:

                > Kilka razy pisałam, że w nowy związek najlpiej wejść, kiedy już
                ten
                > wcześniejszy jest całkowicie przetrawiony. Kłopot w tym, że
                czasami
                > trudno jest poznać czy to już, czy lepiej jeszcze poczekać.

                Tego właśnie doświadczyłam na własnej skórze. ale nikogo za to nie
                obwiniam - nawet siebie. Mój facet nie jest także winny temu, że
                uczucia macierzyńskie obudziły się we mnie mniej więcej w 34 roku
                życia. Nie jest rownież winny temu, że przez pewien czas po
                pierwszym poronieniu nie chciałam słyszeć o nowej ciąży. Każdy
                dojrzewa w swoim tempie do pewnych decyzji.

                Jestem bardzo młodą mężatką, więc nie mam takiego doświadczenia jak
                Wy. Mnie udało się omówić kwestie macierzyństwa jeszcze przed slubem
                (ale tak niezobowiązująco) i kilka miesięcy po slubie byłam w ciąży
                (ale bez namawiania i proszenia). Uważam, że dla nas było to
                najlepsze rozwiązanie. Może gdybym była na miejscu koleżanki,
                musiałabym byc bardziej stanowcza i konsekwentna. Tylko wtedy sens
                tego związku stałby dla mnie pod wielkim znakiem zapytania.
    • marusia1 Re: porada 28.01.10, 23:10
      Był już kiedyś taki wątek...
      forum.gazeta.pl/forum/w,14479,69989890,69989890,Nie_chce_miec_ze_mna_dziecka.html
    • ciocia-chalinka Re: porada 31.01.10, 22:22
      Co do tego wręczania dziecka po powrocie z pracy...

      Wierz mi- mam pole do porównania.
      8 a nawet 10 godzin spędzonych w pracy bywa mniej męczące niż ten sam czas z
      niemowlakiem.
      Czasem wręczenie wracającemu z pracy ojcu płaczącego dziecka bywa odruchem
      naturalnym.
      Nie namawiam Cię do rozstania, ani porzucenia planów macierzyństwa, ale
      zastanowiłabym się chwilę czy oby napewno możesz liczy na pomoc męża przy
      maleńkim dziecku i czy jego brak wsparcia w tej kwestii nie był przypadkiem
      przyczyną rozpadu związku z Ex.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka