Dodaj do ulubionych

wkurzyłam się

27.01.11, 21:53
to nie koniecznie macosze tematy, ale mam pytanie - jak radzicie sobie z różnymi zobowiązaniami własnego faceta?
Tj. może doprecyzuję. Po raz n-ty okazało się, że wyjazd M zbiega się z trudną i ważną dla nas sprawą. I po raz kolejny spada ona w 100 proc. na mnie, chociaż nie jestem obyta w temacie, mam również inne zobowiązania niż zajęcie się tym i muszę wszystko temu podporządkować. I ja wiem, że jest to swego rodzaju zbieg okoliczności, ale fakt, że pojawia się to po raz któryś tam sprawia, że mam - brutalnie rzecz ujmując - tzw. wkurwa.
Po prostu czuję się postawiona pod ścianą, bo przecież on musi - i chociaż jak mnie przekonuje, to do niczego mnie nie zmusza - mimo wszystko ja nie mam wyjścia i muszę to wykonać.
Macie takie sytuacje? Jak sobie z tym radzicie?
Od razu napiszę, że to nie jest tak, że ja jestem melepotą kompletną i sobie z niczym nie radzę, jak również zdawałam sobie sprawę z tego, że życie M w ostatnich latach się zmieniło. Ale jednak po każdej tego typu sytuacji jakoś irracjonalnie próbowałam wierzyć, że następna nie przyjdzie. Wiem, że to w dużym stopniu moja wina, bo naiwnie myślałam i to powoduje, że tym bardziej się wkurzam na własną naiwność.
przepraszam mało składną wypowiedź.
Obserwuj wątek
    • konstancja16 Re: wkurzyłam się 27.01.11, 22:54
      Hm. No, faktycznie malo skladnie Ci wyszlo. Jak Cie lubie to za nic nie moge zrozumiec o co chodzi.

      Specjalnie Cie zostawia, bez konsultacji? Czy bezmyslnie? Czy pod wplywem sily wyzszej? Cos by sie zawalilo jemu jakby zostal? Czy tylko czujesz sie niedopieszczona niunia i masz PMS? No, nie wiem co odpowiedziec, ale na wszelki wypadek donosze ze moge przytulac i pocieszac i wspolnie narzekac na caly swiat. Poniewaz wyskoki na snowboardzie pozbawily mnie przedwczoraj wiezadel i swobody ruchu na miesiac albo trzy to szczegolnie narzekanie na caly swiat i niedzielne filozofowanie moze mi dobrze wypasc. Zamiast biegac jak normalny czlowiek obloze sie lodem, ksiazka i komputerem w najblizszy weekend. I w nastepny i jeszcze nastepny... a tu drzewa migdalowe kwitna. Ku...... no, tego. Jakby kozka nie skakala. Trzymaj sie i napisz konkretniej.
      • edw-ina Re: wkurzyłam się 27.01.11, 23:17
        strasznie mi przykro przez tę kózkę.... wink
        i faktycznie okropnie namieszałam. Ogólnie to chodzi o to, że stworzyliśmy sobie małą firmę "rodzinną", hm... I czeka nas teraz start wszystkiego, który faktycznie nieco się przesunął w porównaniu z terminem, na jaki był planowany. Ja ogólnie miałam być bardziej od stron kreatywnej - bo to moja wiedza i umiejętność, M od strony praktyczno-finansowej. M miał jechać z chłopakami na ferie. Ok, wiedziałam o tym. Ale dopiero okazało się, że wybycie się przedłuży, bo prosto z ferii jedzie jeszcze na kolejne kilka dni w inne miejsce, nawet nie zajrzy w między czasie do domu. I ja zostaję sama ze sprawami, których zwyczajnie nie kumam, bo to nie moja broszka. Dla niego to żadna różnica, kilka dni więcej, co to niby za problem.
        Pewnie nie byłabym tak wkurzona, gdyby nie fakt, że już jestem przewrażliwiona na takie akcje, np. taki drobiazg - w ubiegłym roku M wyjechał na kilkudniową "wigilię" ze swoimi pracownikami, a ja na swojej firmowej spędziłam 20 min., bo musiałam jechać do domu, w którym wysiadło ogrzewanie. On sobie kilka dni spędził w fajnym hotelu "denerwując się strasznie co się w domu dzieje", a ja próbowałam zrobić co w mojej mocy, zostawiając swoje służbowe sprawy, by w domu temperatura była wyższa niż 12 stopni. Itd, itd - mogę wymieniać przez najbliższe 45 min.
        I najbardziej mnie wkurza to, że ja nie mam wyjścia. Nie mogę powiedzieć: słuchaj, nie interesuje mnie, co ty teraz musisz, bo ja też muszę coś tam, tylko cała sprawa jest postawiona w ten sposób, że ja nie mam wyjścia. Gdyby to było takie zwykłe wymienianie się trudnymi obowiązkami - ok, rozumiem. Ale to w większości i to wyjątkowo zdecydowanej większości jest tak, że kiedy on ma jakiekolwiek problemy to ja potrafię tak wszystko poustawiać, by mu pomóc, a on zachowuje się, jakby nie miał innego wyjścia i ja po prostu MUSZĘ sobie poradzić.
        mam nadzieję, że jaśniej smile
        • konstancja16 Re: wkurzyłam się 27.01.11, 23:32
          teraz jasniej.

          a czemu Ty bardziej sie przejmujesz ogrzewaniem w Waszym domu? nie moglas przyczaic sie gdzies u kolezanki / kolegi az "ktos" naprawi ogrzewanie w Waszym domu?

          no, a teraz: jak dla niego zadna roznica czy kilka dni wiecej czy mniej to znaczy ze sprawy firmy tez moga poczekac. moze czujesz sie za bardzo odpowiedzialna za wszystko?

          nie MUSISZ. sama sobie tworzysz obowiazki, nie umiesz zwalac. ucz sie od faceta smile

          poradzilabym zebys wyjechala na pare dni na narty, ale nie wiem czy w obecnej sytuacji to zabrzmi jako dobra rada...
          • edw-ina Re: wkurzyłam się 27.01.11, 23:50
            nie mogłam się "przyczaić" bo mamy małe stado zwierząt i trudno byłoby się gdziekolwiek z nimi zameldować. Tylko wiesz, gdyby M był w takiej sytuacji jak ja, to przy mojej durnej obowiązkowości pewnie bym spędziła z pracownikami wieczór, powiedziała co się stało, zostawiła im kredyt do wykorzystania w hotelu i zjawiła się w domu. A on "denerwował się". hm. może faktycznie powinnam uczyć się od niego olewania.
            I pewnie masz rację, być może można co nieco przesunąć pewne sprawy, ale dla mnie irytujący jest fakt, że to po raz kolejny ja muszę się dostosować, bo przecież on nie może. Wiesz co, wyrażenie "musisz się dostosować" już działa na mnie jak płachta na byka i od razu stają mi przed oczami te wszystkie sytuacje, kiedy się dostosowałam. I zaczynam gryźć. Bo jest tak: decydujemy się na coś razem i teoretycznie razem powinniśmy za to odpowiadać. Ale w konsekwencji okazuje się, że on przecież coś MUSI i ta nasza wspólna decyzja, a raczej jej konsekwencje i tak spadają na mnie. Pewnie gdyby za każdym razem były to wyjątkowo ważne sprawy, to patrzyłabym na to inaczej. Ale M czasami potrafi tak namącić, że jego strickte egoistyczna potrzeba jest ważniejsza od czegoś, co dzielimy wspólnie. Np. mieliśmy remont i ekipa potrzebowała glazury. mieliśmy ją znaleźć w weekend, ale jakiś kumpel M nakręcił go na wyjazd na zawody. I namieszał tak, że w konsekwencji biegaliśmy po wszelkich sklepach i hurtowniach przez 3/4 piątku - ja przy okazji załatwiając sprawy służbowe przez tel., by M wreszcie ciś koło północy doszedł do wniosku, że on jednak nie pojedzie, bo się tym bieganiem zmęczył.
            Cholera, ja go kocham, ale jego egozim co jakiś czas wyprowadza mnie z równowagi! Ma jakiś taki talent manewrowania ludźmi, że ci niemalże czują się zobowiązani go zrozumieć i schować swoje potrzeby i pretensje do kieszeni.
          • edw-ina jeszcze jedno 27.01.11, 23:53
            muszę dodać - daję stosunkowo błahe przykłady z pełną premedytacją. Nieco się boję, że jak zacznę ze szczegółami przypominać sobie to bardziej skomplikowane, to szlag mnie trafi całkowity. A przy moim wybuchowym temperamencie, lepiej do tego nie dopuszczać wink
            • erillzw Re: jeszcze jedno 28.01.11, 05:50
              A to faktycznie mocno niefajne..
              A czy on ma swiadomosc tego jakim jest egoista?
              ja wiem, ze Ty edw-ina to jedna z tych najmadrzejszych tu na forum i umiesz doradzic tylko tak dopytuje bo nie rzadko doradza sie innym a samemu roznie bywa z takimi radami w swoim zyciu.
              Oczywiscie wiem jak trudno jest wyartykulowac cos asertywnego co sprawia, ze ma sie poczucie, ze nie mozna na mnie liczyc ale jednak sa granice brawury...

              A powiedz..
              czy to nie jests przypadkiem tak, ze Twoj M wie, ze Ty sosbie poradzic i stad jego coraz mniejsze poczucie wspolodpowiedzialnosci za sprawy i wasze i swoboda by robic co on chce nie patrzac co musi? Albo tak, ze on tak de facto to sobie nie radzi i woli to cedowac na Ciebie ale nie wprost bo mu sie np. nie chce? Albo uznaje, ze to jest cos nie wartego jego uwagi i jako "typowy" lider ceduje zadania na innych zbierajac pochwaly jakim jest dobrym planerem?
              Bo ja sobie osobiscie nie wyobrazam sytuacji tak notorycznej jak u Ciebie..

              Owszem zdarzaja sie sytuacje gdy moj maz jest w pracy i przez to zawala bardzo wiele rzeczy ale nie omieszkuje go o tym zawsze informowac mimo wszystko by nie roslo poczucie, ze ja zrobie wszystko bo ktos musi bez zajakniecia. Podobnie zreszta w druga strone..
              Ale tez nie moge absolutnie mu nic zarzuc jesli chodzi o pomoc, o zebranie sie w sobie powiedzenie wszystkim "spadajcie ja mam swoje sprawy teraz" i wykonywanie wszystkiego co sosbie zaplaanowalismy, co jest wazne i co musimy zrobic razem a nie ze "jakos to bedzie" jak zrobi to jedna ze stron..
              Nie wyobrazam sobie w ogole systuacji gdy on jedzie na kilka dni rekreacyjnego hlania wody bo umowmy sie ze tak to wlasnie wyglada, gdy ja mam w domu 12 stopni!! Nie ma nawet takiej opcji. On by nie pojechal w ogole..

              Czy wy w ogole probowaliscie jakos powaznie pracowac nad jego egoizmem?
              • edw-ina Re: jeszcze jedno 28.01.11, 09:50
                Dzięki za komplement smile
                Odnośnie jego egoizmu - przepracowaliśmy go ostro, bo w początkowej fazie miewał takie zagrania, że mi nie pozostawało wiele więcej niż po prostu ryczeć z rozpaczy. Niestety zakochana byłam strasznie i nie potrafiłam powiedzieć "koniec". Tym bardziej, że M narozrabia, narozrabia, a za chwilę to normalnie nieba by przychylił - jest taki słodziak. Więc głupia zakochana baba chciała wierzyć, że raczej ta druga wersja pana i władcy jest tą prawdziwą.
                Teraz się to nieco uspokoiło, ale ja mam w środku taką zadrę, poczucie niesprawiedliwości. Oczywiście nie omieszkałam mu kilka razy powiedzieć o tych zagraniach i to raczej nie delikatnie. Teraz posprzeczaliśmy się już tak ostro, że nie przyjmuję jakichkowliek prób dialogu z jego strony. Powiedziałam po kolei o wszystkich rzeczach, któe dla niego zrobiłam, dla niego zostawiłam itp. i że mam tego dość. Nie jestem mu w stanie zaufać. Oczywiście on się postara, żeby było w przyszłości inaczej, ale to bajki.
                Kilka lat temu przeprowadziliśmy się do innego miasta. Strasznie to przeżyłam, bo zostawiłam przyjaciół, perspektywę pracy, która mi się marzyła itp. Oczywiście M niby dał mi jakiś czas na przyzwyczajenie się, ale po 1,5 miesiąca mu sie znudziło. Ja miałam nadzieję, że w weekendy się trochę razem powłóczymy, "zbliżymy" do nowego miejsca, ale on już miał inne plany i chociaż prosiłam go, żeby został, to przecież "On CHCE jechać" i jechał. W moje urodziny był zagranicą na spotkaniu z jakimiś klientami. Ok, było mi przykro - bo w moim domu urodziny to wielkie święto, ale ok, praca jest ważna. Dopiero kiedy się dowiedziałam, że on wcale nie musiał wtedy jechać, tylko ktoś rzucił ten termin, wszyscy zainteresowani mieli wówczas czas, więc pojechał. Zapytałam, czy kilka dni wcześniej czy później już nie mieli czasu? - nie wiem, nie pytałam, skoro wszyscy mieli czas przy pierwszej zaproponowanej dacie.
                Ehhh, wybaczcie dziewczyny, że tak się żalę, po prostu gdzieś tam do mnie dotarło, że te zachowania zmienią się tylko wraz ze zmianą partnera. A przy moim aktualnym nabzdyczeniu jestem temu bliska.
    • tully.makker Re: wkurzyłam się 28.01.11, 10:19
      Nie ma ofiar, sa tylko ochotnicy. Chlop wie, ze ty to zalatwisz, wiec z radoscia wyszukuje mozliwosci by urwac sie od nieprzyjemnych i nuzacych obowiazkow. Skad ja to znam.

      takie zachowania chlopa mialy bardzo destrukcyjny wplyw na nasz zwiazek, poniewaz we mnie narastal wkurw, a on nie wiedzial, o co mi chodzi. Teraz zwyczajnie nie robie nic za niego. Np samochod ne ma przgladu, co nalezy do jego obowiazkow - trudno, najwyzej zabiora dowod rejestracyjny i go odholuja, a ja bede jezdzic taksowkami. Niestey, najlatwiej wykorzystywac osobe ktora czuje sie za wszystko odpowiedzialna.

      Zareczam ci, ze 90% rzeczy, ktore myslisz ze musisz, nie musisz.

      A jak to dodatnio wplywa na relacje...
      • edw-ina Re: wkurzyłam się 28.01.11, 11:24
        masz rację, załatwiłam się na ochotnika. Tylko czasami trudno jest mi znaleźć granicę pomiędzy "jestem odpowiedzialna", a "jestem manipulowana/wykorzystywana". Kiedy się burzę, słyszę, że robię z siebie ofiarę. Jaką ofiarę do jasnej anielki? ofiarę bo nie zgadzam się radzić sobie sama ze wspólnymi problemami? Chyba inaczej definiujemy wyrażenie "ofiara". Gdyby M był bardziej odpowiedzialny na codzień, bardziej poukładany, rzetelny itd. to współpracownicy/znajomi/rodzina nie mieliby problemów z tym, że musi raptem zmienić coś ważnego, ponieważ inna część jego życia wymaga jego interwencji. np. weźmy przykład ferii z chłopakami - gdyby tak jak prosiłam uczestniczył w ich życiu częściej, w normalnych sytuacjach a nie od wielkiego dzwonu, to chłopcy byliby traktowani jak każdy inny członek rodziny, który rozumie, że czasami plany trzeba nieco zmodyfikować, ponieważ wydarzyło się coś nieprzewidzianego. Ale nie, on raz, drugi spróbował, później nie miał czasu i teraz wyszło, że gdyby ferie skrócił, to przecież by chłopców strasznie zawiódł, w końcu sama mówiłam, że ma z nimi spędzać więcej czasu itd.
        Od razu mówię, że nie chcę, żeby skracał ferie, daję tylko przykład. Ludziom, którzy na codzień są fair łatwiej wybacza się zaniedbanie czy bezmyślność, bo wiesz, że jest to jednorazowe i prawdopodobnie wynikło z jakiś istotnych przesłanek. Osobom takim jak mój M, którzy wszystko zostawiają na ostatnią chwilę i nieustannie "łatają" trudno jest wybaczyć kolejną zawaloną sprawę.
        • tully.makker Re: wkurzyłam się 28.01.11, 11:38
          Osobom takim jak mój M, którzy wszystko zostawiają na ostatnią chwilę i nie
          > ustannie "łatają" trudno jest wybaczyć kolejną zawaloną sprawę.

          Czyzbys poslubila brata mojego chlopa? smile

          Z doswiadczenia - ja np tak naprawde wiedzilam, jaki on jest. Oczywiscie tera zpo 10 latach oczekuje, ze nastapi jakis wzrost dojrzalosci, ale cudow sie raczej nie spodziewam. Zdaje sobie sprawe, ze on drastycznie nie zmieni i moje podejscie z perfekcjonistycznego zmienilo sie na takie, w ramach ktorego realizuje swoje priorytety i olewam reszte. pewnie, ze byloby lepiej, gdy by bylo lepiej, staram sie ulatwic chlopu zmiany poprzez niewyreczanie go i pozostawianie z konsekwencjami wlasnych zaniedban.

          Mysle, ze dla zwiazku lepiej jest odpusci nie robic za kogos, niz robic i budowac w sobie poklady zalu, niecheci i poczucia wykorzystania.
          • edw-ina Re: wkurzyłam się 28.01.11, 11:54
            znaczy się olać, robić minimum i dobrze się bawić? Jest to jakieś wyjście, nawet kilka razy o takim myślałam. Ba, nawet zdarzyło mi się zrealizować i faktycznie prznosiło skutek chociaż na jakiś czas.
            Ale jak już sobie smęcę, to posmęcę jeszcze chwilę - otóż to wszystko spowodowało, że nabyłam cechy, które nie do końca lubię. Tj. ze mnie zawsze była raczej wolna dusza i starałam się nie mieć zobowiązań. Godziłam się na nie będąc z M w durnym przekonaniu, że jak je sobie podzielimy, to nie będą uciążliwe. Ale zdaje się, że M o tej uciążliwości myślał w jeszcze bardziej zaawansowany sposób i doszedł do wniosku, że jeśli uciążliwe, to najlepiej przekazać.
            zaczynam powoli myśleć, że sama muszę się udać na kurs asertwyności, który tak często doradzam innym macoszkom. normalnie szewc bez butów chodzi.
            • tully.makker Re: wkurzyłam się 28.01.11, 12:49
              powoli myśleć, że sama muszę się udać na kurs asertwyności, który tak
              > często doradzam innym macoszkom. normalnie szewc bez butów chodzi.

              Mi zajelo 10 lat wypracowanie zrozumienia tego, a czasami miewam jeszcze chwile zalamania. Kobueta czesto tkwi w durnu=ym przekonaniu, ze jak ona raz zrobi, to on doceni i drugi raz sam zrobi i to 2 razy tyle. Moze tak tez bywa ( na pcozatku zwiazku zwlaszcza) ale czesciej on dochodzi do wniosku, ze to jej rola i zacyna tego oczekiwac, ba wrecz sie domagac. A takim postawom wszak mowimy NIE! wink
            • erillzw Re: wkurzyłam się 28.01.11, 16:48
              DOkladnie tak.
              Jesli rozmowy nie pomagaja, jesli prosby i grozby tez sa nieskuteczne.. rob jak on.
              Jesli ma sie cos zawalic, trudno.. to byla jego dzialka niech on poniesie w koncu tego konsekwencje a nie ze Ty go ciagle przed nimi chronisz.
              Jesli wymiga sie od tych konsekwencji probujac je cedowac na Ciebie, tez olej dopoki sie nie nauczy, ze na swoje czyny nalezy placic i jak sie jest doroslym to sie ma zobowiazania do wypelniania.
              mam wrazenie, ze straszny z niego lekkoduch z tego co piszesz.. Zero poczucia zobowiazania wobec kogos poza soba..
              Trzeba go zdaje sie jego wlasna bronia zalatwic bo dopiero jak doswiadczy to co sam robi wobec Ciebie to moze zrozumie o co chodzi..
              • edw-ina Re: wkurzyłam się 28.01.11, 17:50
                Z jednej strony macie 100 proc. rację - powinnam olać. Z drugiej strony przecież do jasnej cholery nie zostawię zwierzaków na pastwę losu i nie pojadę gdzieś sobie odpocząć, bo M wyjechał i mnie zostawił z obowiązkami. Pewnie powinnam z premedytacją wybrać jakiś moment, kiedy mamy sporo spraw i wówczas się ultonić zostawiając go ze wszystkim, ale wiecie jak to jest - człowiek na takie pomysły wpada kiedy jest wkurzony, jak mu mija zwyczajnie zapomina.
                Aha - jeszcze jedno - pytania "co on w takim razie ma zrobić?" grrrr, ja może już ze złości wszystko tak źle przyjmuję, ale teraz odbieram to jako ponowną próbę zrzucenia odpowiedzialności na mnie. Bo jak mu odpowiem, to sama wystawię się jako łatwy cel. Jak nie odpowiem, to słyszę, że ja również nie mam pomysłu i tylko dlatego upieram się, by nie odpowiedzieć.
                Wiecie co, ja czasami w żartach mówię, że największym problemem mojego życia jest fakt, że nie jestem lesbijką. Nie myślałam, że żart aż tak mocno przerodzi się w prawdę. Normalnie warczę na własnego faceta.
                • ajeje Re: wkurzyłam się 28.01.11, 18:33
                  Kobieto, Twój problem to Twoja obowiązkowość. Na pytanie "co on w takim razie ma zrobić?" odpowiada się „dlaczego mnie pytasz? mamusią Twoją jestem?”. Dlaczego czujesz się odpowiedzialna za jego wybory? Dlaczego ty nie masz wyjścia? Dlaczego jak on wyjeżdża zostawiając Cię ze sprawami które nie są Twoją mocną strona to Ty czujesz się zobowiązana? Dlaczego po prostu nie powiesz „wiesz że się na tym nie znam, nie lubię i za nic tego nie tknę, jak potrzebujesz to jedź ale za to co zastaniesz po powrocie nie ja będę odpowiedzialna” i po prostu z takimi słowami go zostaw. Jak coś sobie zabałagani to nie ustawiaj wszystkiego by mu pomóc. Mamusią Ty jego nie jesteś i nie masz obowiązku lecieć na pomoc przy każdym skaleczonym kolanku, jesteś jego partnerką a to oznacza że masz go wspierać a nie opiekować się nim!
                  • edw-ina Re: wkurzyłam się 28.01.11, 18:55
                    spokojnie, ja naprawdę mu noska nie wycieram i raczej sporo od niego wymagam wink
                    Po prostu zawsze mi się wydawało, że w zgranym deucie jest tak, że jak jeden zjeżdża na pobocze, to drugi chwyta za kierownicę. Więc to nie jest tak, że on mnie zostawia ze swoimi sprawami. Nie, z naszymi. I pewnie dlatego tak długo się to udawało. Bo dom nasz, zwierzaki nasze, firma nasza itd, itd.
                    Gdyby to były tylko jego sprawy wierz mi, rzuciłabym w cholerę w jednej sekundzie. Ale sama sobie nie mam ochoty sprawić problemów, bo dlaczego? Co nie zmienia faktu, że koniec tego. Muszę tę swoją irytującą empatię nieco powstrzymać, ewentualnie skierować na siebie. Otóż to, będę sobie współczuć i pozwalać na wszystko smile pełne rozpasanie. A co szanowny małżonek na koniec okresu ulgowego wobec niego powie, to mnie chrzani. W końcu sama często mówię, że jak nie da rady rozmową, to należy młotkiem smile
                    ale Wy fajne baby jesteście, że się tak dajecie mi wygadać big_grinbig_grinbig_grin
                    • ajeje Re: wkurzyłam się 28.01.11, 19:11
                      Kochana, w zgranym duecie oboje mają tyle samo egoizmu! W Twoim on ma go zdecydowanie więcej (w moim też, dlatego taka mundra jestem). Tak więc ponieważ nie umiesz mu zaszczepić silniejszego altruizmu czy powiększyć obszaru empatii, sama u siebie pewne ilości tych cech musisz zlikwidować.

                      A co do Wigilii w zimnym domu to przysięgam żeby mój Pan Mąż usłyszał „Wiesz, mam już problem rozwiązany. Agata mi poradziła zwrócić się do Jacka (to taki mój dawny kolega, kochał się we mnie) on dorabiał sobie przy montażu takich urządzeń. Tylko wiesz, jak on tu z … [tu podajesz miasto z którego jesteś] przyjedzie to będę go musiała nakarmić i przenocować. Ale przynajmniej się rozerwę wspominając dawne czasy.” I gwarantuję Ci facet by się naprawdę denerwował tym co się w domu dzieje.
                      • edw-ina Re: wkurzyłam się 28.01.11, 19:50
                        bardzo podoba mi się ten pomysł, nie omieszkam skorzystać jeśli nadaży się ku temu sposobność, hihihihi smile
                  • tully.makker Re: wkurzyłam się 31.01.11, 12:25
                    Na pytanie "co on w takim razie m
                    > a zrobić?" odpowiada się „dlaczego mnie pytasz? mamusią Twoją jestem?

                    ja jestem za tym, zeby byc mila. Zawsze na manipulacje pt to co mam zrobic - czyli probe przerzxucenia decyzji na mnie odpowiadam - kochanie, jestes taki madry, jestem pewna, ze znajdziesz dobre rozwiazanie ;-P
                    • erillzw Re: wkurzyłam się 01.02.11, 19:19
                      O i to jest bardzo dobra opcja! smile Dziala na ego, nikogo nie uraza a w razie czego to jego ego ucierpi nie zas bedzie "bo Ty sie mnie czepiasz" big_grin
                • tully.makker Re: wkurzyłam się 31.01.11, 12:24
                  tylko dlatego upieram się, by nie odpowiedzieć.
                  > Wiecie co, ja czasami w żartach mówię, że największym problemem mojego życia je
                  > st fakt, że nie jestem lesbijką.

                  Nie wiesz co mowisz, niestety. lesbijki maja naprawde ciezkie zycie.
    • agnessam Re: wkurzyłam się 02.02.11, 10:22
      edw-ina,
      Twoj M dobrze cie zna i wie, ze i tak zrobisz co trzeba zajmujac sie waszym wspolnym problemem. Nie piszesz o co dokladnie chodzi wiec nie mozna dokladniej odpowiedziec na twoje pytanie. Trzymaj sie swoich priorytetow. A co by sie stalo jakbys nie zajela sie wasza wspolna sprawa? raz, drugi...
      Jak czegos kategorycznie odmawialam mojemu M , bo w sumie wiekszosc rzeczy na mnie spadala, to nic nie robilam i okazalo sie, ze byly M tez potrafil zrobic to czy tamto zupelnie SAM.
      Jesli sprawa jest stawiana, tak jak mowisz w ostatniej chwili i na ostatni moment, to zapytaj M: jak wspolnie mozemy rozwiazac ten problem?

      Moj chlop byl oporny na taka wspolprace, a z tego co piszesz widac, ze twoj M ma zdrowe podejscie do zwiazku i spraw z nim zwiazanych. Mam nadzieje, ze znajdziecie chwile na rozmowie i porozumienie w waszej sprawie.
      • edw-ina Re: wkurzyłam się 02.02.11, 11:34
        Na szczęście udało nam się nieco wszystko poukładać, przynajmniej akceptowalnie dla obu stron. Tj. sprawy firmowe nieco przesuwamy, a w kwestiach różnych przypadków domowych M doszedł do wniosku, że umawiamy się, że jeżeli z jakiegoś względu potrzebuję jego pomocy, to albo wraca do domu, albo załatwia mi pomoc. Zobaczymy jak to będzie funkcjonowało, na razie nie będę oceniać.
        Ja wiem, że on pewne rzeczy po prostu musi zrobić, ponieważ od tego zależą sprawy firmowe, relacje z chłopakami itp. Tylko starałam się (mam nadzieję, że skutecznie) uświadomić mu, że my poza sobą nie mamy nikogo, kto mógłby pomóc - tj. rodziców, ciotek i wujków itp., a ze względu na kilka przeprowadzek to nawet nie mamy blisko żadnych przyjaciół, mamy rodzeństwo, ale daleko od nas, więc odpada. Dlatego jeśli mamy być razem, to musimy być dla siebie w różnych sytuacjach. I nie może to wyglądać tak, że on np. musi wyjechać na jakiś czas na drugą półkulę, a ja zostaję sama z wszelkimi naszymi sprawami i problemami.


        Jeszcze odnośnie tego fragmentu: Jak czegos kategorycznie odmawialam mojemu M , bo w sumie wiekszosc rzeczy na m
        > nie spadala, to nic nie robilam i okazalo sie, ze byly M tez potrafil zrobic to
        > czy tamto zupelnie SAM.

        - M nie ma dwóch lewych rąk i umie zająć się domem i wszystkim, czym trzeba, więc to nie jest sytuacja, gdy z braku umiejętności coś na mnie zrzuca. Tj. raczej coś takiego: np. mamy wymienić drzwi wejściowe. M zapomniał ze dwa razy zadzwonić do fachowca, później fachowcowi coś się przeciągnęło, w trakcie wybijania starych drzwi okazało się, że coś jeszcze trzeba wymienić i chociaż wszystko było teoretycznie tak planowane by drzwi były zamontowane przed wyjazdem M to w konsekwencji ja zostaję sama z wielką dziurą zamiast drzwi, podsypiając na sofie - ponieważ nie czuję się zbyt pewnie i dziękując opatrzności, że mam dużego psa. Innymi słowy są to zwykle rzeczy, których nie mogę olać, zostawić M do załątwienia, bo w sumie wolałabym mieć jednak drzwi we własnym domu.
        • konstancja16 Re: wkurzyłam się 02.02.11, 12:13
          Spalas w domu bez drzwi? Mam nadzieje, ze nie zima wink)))))
          • edw-ina Re: wkurzyłam się 02.02.11, 12:20
            na szczęście jesienią i to niezbyt zimną smile
            I tak, spałam w domu bez drzwi, nieco wcześniej w domu bez dachu, zrobiłam ognisko na podjeździe, kiedy zamarzło zamknięcie bramy i nie mogłam wyjechać, a w czasie powodzi wypompowywałam wodę z piwnicy. kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi wink
            • konstancja16 Re: wkurzyłam się 02.02.11, 12:25
              fajna jestes. ale Twoj facet to ma farta.
              • edw-ina Re: wkurzyłam się 02.02.11, 12:34
                wink
                powtórzę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka