Dodaj do ulubionych

Problem z moja mamą...

11.08.04, 13:52
Tak jak pisałam juz we wczesniejszych postach mieszkamy z moimi rodzicami.
Moja mama nie może przekonać sie do syna mojego M. Kiedys powiedziała mi
nawet że nie życzy sobie wizyt młodego u niej w domu. Oczywiscie ja strasznie
sie o to z nia pokłuciłam ale myslałam ze jej to przejdzie. próbowalismy
nawet aby mogła troche ochłonąć to przez ostatnie 9 m-cy spotkania z młodym
odbywały sie po za domem. teraz sa wakację za chwile idziemy na urlop więc
wczoraj jej powiedziałam że mój M. i ja chcemy aby młody przyjechał do nas na
kilka dni. A ona znów swoje. Jest pod tym względem nie do zniesienia. Wstyd
mi za nia przed moim M. poniewaz w tej chwili przebywaja od ponad m-ca dzieci
mojej siostry, M. poswieca im swój czas i to jest dla mojej matki wporzadku
jednak ona nie może nic zrobic dla niego. ja powiedziałam stanowczo że i tak
przyjedzie a ona mi na to "to zobaczysz co będzie" Jak mam ją przekonać?, jak
powiedziec to mojemu M. o tej sytuacji? Co robić? Czy Wy drogie macoszki
miałyscie takie problemy? Czy tylko mi sie trafiła tak niewyrozumiała matka.
Jestem na nią wściekła do tego stopnia że nawet nie chcę mi sie z nią
rozmawiać. z drugiej strony obawiam sie że jeżeli postanowimy na swoim i
przywieziemy młodego to Ona zrobi jakąś awanturę, może nawet nawymysla a ja
nie chcę aby mały to wszystko słyszał.
Obserwuj wątek
    • alka23 Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 14:03
      Oboje moi rodzice są "uprzejmi inaczej". Generlanie nie akceptuja mojego
      zwiazku. I generalnie utrudniaja mi zycie jak moga zastanawiajac sie czemu nie
      chce ich odwiedzac w domu rodzinnym. Jak dla mnie - beznadziejna sprawa
    • nooleczka Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 14:28
      A ja myślę, że Twojej mamie przejdzie.
      Jak młody do Was przyjedzie i mama pozna go osobiście, to zobaczy, że to nie
      jest obcy kosmita z innej planety, tylko normalne dziecko. Z którym się nawet
      da porozmawiać, jak sądzę.
      Myślę, że ona się tego dziecka po prostu boi i stąd jej reakcje.

      Pozdrawiam
      • capa_negra Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 14:35
        Tez tak sądze - to było nie było dorosla kobieta i nie sądze, zeby robiła
        awantury przy dziecku czy bezpośrednio do dziecka.
        A moze akurat sie przełamie??
        • wiola101 Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 15:10
          Dziewczyny, tak bardzo bym chciała aby wasze słowa sie spełniły. Problem w tym
          że moja mama zna małego ponieważ on bywał u nas od 3 roku życia (teraz ma 8)
          Dziecko na tyle przyzwyczaiło sie do nazsego domu i domowników że na moich
          rodziców mówi babcia i dziadek a na reszte rodziny ciocia i wujek. jednak coś
          jej "odbiło" i w tej chwili jest bardzo negatywnie nastawiona do jego matki i
          do młodego. Próbowałam jej tłumaczyc że fakt iż ma głupią matkę nie powinna
          niechęci do niej przenosić na małego - jednak nie skutkuje. Mój M. ( czasem
          własnie za to jestem na niego zła ) nie przeciwstawi się teściowej bo tłumaczy
          że to nie jego dom tylko mojej mamy i on nie moze wymagać od niej pewnych żeczy
          a już napewno nie tego aby żądzic nie w swoim domu. Natomiast wiem że jest my
          cholernie przykro bo to naprawde dobry człowiek i mimo wszystko taktowny wobec
          mojej matki. Co zrobić aby nie narażać mojej matki na stresy i mojemy M. nie
          robić przykrości.?
          • jayin Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 15:29
            Wiolu, a nie możecie gdzies razem wyjechac w trojke?
            Żeby nie byc w domu.... Z twoja mama...
            Albo jej zorganizowac jakis wyjazd?....
            • nooleczka Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 15:43
              jayin napisała:

              > Wiolu, a nie możecie gdzies razem wyjechac w trojke?
              > Żeby nie byc w domu.... Z twoja mama...
              > Albo jej zorganizowac jakis wyjazd?....
              >
              Jayin, ale problem trzeba rozwiązać, a nie uciekać od niego...

              Ja uważam, że konfrontacja "oko w oko" załtwiłaby sprawę.

              • jayin Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 15:48
                nooleczka napisała:


                > Jayin, ale problem trzeba rozwiązać, a nie uciekać od niego...
                >
                > Ja uważam, że konfrontacja "oko w oko" załtwiłaby sprawę.

                nooleczko, jasne, że ucieczka nie jest ROZWIĄZANIEM. to raczej doraźne - skoro
                i tak dziecko ma przyjechac do nich, skoro matka kategorycznie NIE CHCE dziecka
                w SWOIM domu - to na siłę mają przeprowadzić konfrontację?...
                Myślę, że w tej sytuacji przyniosłaby opłakane skutki raczejuncertain

                Lepiej chyba poczekać z konfrontacją do czasu, aż mama wykaże choćby obojętność
                na dziecko.

                (swoją drogą to przykre, kiedy na dzieciach odbija się niechęć do ich rodziców:
                ( bo nie sądze, żeby mama nie lubiła dziecka, ale jest to byc moze jakas
                manifestacja niecheci do Ex, a co za tym idzie do wyszystkiego "co jej ci
                jest"... czyli np. dziecka...)
                • wiola101 Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 16:02
                  Wiecie co ja nawet nie potrafię logicznie wytłumaczyć zachowania mojej matki.
                  natomiast ona tłumaczy to w tak:
                  Kilka miesięcy temu mieliśmy niemałe problemy z powodu eksi. Sprawy sądowe,
                  podwyżka alimentów, kłamstwa ze strony eksi, wykozystanie informacji zdobytych
                  od małego p-ko nam itd. to były ciężkie chwile dla nas wszystkich. Dochodziło
                  do sprzeczek między mną a M. w konsekwencji złapałam jakąs depresję itd. moja
                  mama bardzo o mnie sie martwiła a z racji tego że razem mieszkamy o wszystkim
                  wiedziała i wszystko widziała np. to że często płacze. Mysle że z miłości do
                  mnie wymysliła sobie że jakby nie było eksi i młodzego ja nie miałabym tych
                  problemów więc kategorycznie powiedziała że nie chce słyszeć o eksi a ni o
                  młodym poniewaz obawia się że przez to wszystko rozpadnie sie nasz związek itd.
                  Od tamtego czasu jest nie do złamania no ale same powiedzcie czy jej myslenie
                  ma jakąś logikę? ja jednak nie moge jej zrozumieć bo przecięż nie ma tu
                  niczyjej winy a juz napewno nie małego. Ale jaj jej to powiedzieć aby
                  zrozumiała? Nie mam juz siły..
                  • wiola101 Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 16:08
                    Wyjaz równiez nie wchodzi w gre poniewaz w tym roku miałam wypadek samochodowy,
                    rozbiłam samochód nie mając AC więc koszty remontu musielismy ponieść sami .
                    kosztowało to duzo pieniędzy więc wpadlismy w długi. ogólnie jest nieciekawie.
                  • lilith76 Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 16:29
                    numer z płakaniem i wpadaniem w depresję z powodu stosunku twojej matki do
                    chłopca byłby raczej zbyt teatralny. skoro tak jej zależy na twoim szczęściu...
                    użyj tego argumentu. wytłumacz, że przeszliście ciężkie chwile, udało się i
                    teraz kiedy możesz wreszcie w miarę spokojnie cieszyć się życiem rodzinnym
                    rodzona matka wbija ci nóż w plecy i to rzekomo z miłości. wytłumacz spokojnie
                    bez wyrzutów ani kłótni żeby nie czuła się atakowana. jak to nie podziała, to
                    przemyśl sprawę i może jednak lepiej zamieszkać oddzielnie.
                    • wiola101 Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 16:42
                      Wpadłam w depresję z powodu narastajacych problemów z eks. a nie z powodu mojej
                      matki. Zmiana mieszkania nie bardzo wchodzi w gre dlatego ze jestesmy w trakcie
                      załatwiania dokumentow na dobudowe do domu moich rodziców do tego oboje
                      pracujemy a mama zajmuję sie naszą córką. taki układ w tej chwili jest
                      najlepszy przede wszystkim dla naszego dziecka. Natomiast moja mama oznajmiła
                      że owszem jak będziemy mieli swój dom to jej nie bedzie przeszkadzać syn mojego
                      M. ale na litość boską budowa moze trwać i 5 lat!!! jak ona to sobie wyobraża
                      ze przez pięć lat młody nie będzie do nas przyjeżdżał? BEZSENS ale trace
                      nadzieje że coś zmienie w jej toku myslenia a z drugiej strony tak być nie
                      może. Co do spokojnej rozmowy to nawet nie ma szans bo kwestia młodego działa
                      na nia płachta na byka. Czy jeszcze próbowac, czy zostawić to do załatwienia
                      mojejmu M? Ale tez mysle że przeciez to moja matka i to ja chyba powinnam z nia
                      o tym rozmawiać. Mam pustke w głowie...
                      • lideczka_27 Re: Problem z moja mamą... 11.08.04, 20:23
                        wiola, może pamiętasz, ja pisałam o tym, bo miałam podobną sytuację. Tyle, że
                        to ja miałam problemy ze stosunkiem do młodej (właśnie jej "zeznania" eksia po
                        odpowiedniej obróbce użyła w sądzie i chciała pogrążyć M.). Po tym wszystkim
                        miałam żal, bo naprawdę staraliśmy się dla niej bardzo, nie przegnę jeśli
                        napiszę, że sobie odmawiałam, by dać jej, a tu taki numer. Najbardziej
                        straciłyśmy na tym MY, bo było mi trudno odbudować więzi, zaufanie. M.
                        porozmawiał z córką, wytłumaczył, że takie kłamliwe "sprzedawanie" jest podłe i
                        po prostu wybaczył - jako ojciec. A ja miałam trudniej. Potem eks tak
                        nawywijała, że niedługo po powrocie ze szpitala gdzie urodziłam młodego na
                        powrót do niego trafiłam. Z powodu depresji i silnych stresów straciłam pokarm.
                        Jako matka wiesz co to dla mnie znaczyło... I wtedy winni byli wszyscy: M. bo
                        nie umiał z byłą zrobić porządku, młoda, bo dawała matce broń do ręki i eksia,
                        która była jaka była (już rozwijać nie będę). W domu atmosfera beznadziejna,
                        kłóciłam się z M., nie chciałam widywać młodej. Mój kilkutygodniowy maluch nie
                        mógł już być karmiony przez matkę, zamiast przyjaznego ciepła w domu było
                        grobowo i smętnie. Chyba do tej pory mam o to wszystko żal, ale powoli
                        zapominam. Mój ojciec wtedy dostał szału. Chciał mnie z dzieckiem zabrać do
                        siebie. Na młodą nie mógł patrzeć. O eksi nie chciał słyszeć. Rozwiązałam tę
                        sprawę sama. Miałam może trudniej niż Ty, bo musiałam najpierw zwalczyć tę
                        niechęć w sobie. M. mi nie pomógł, uznałam, że jest ostatnią osobą, która się
                        do tego nadaje. Co on by mi mógł powiedzieć? Sorry za moją córkę, to tylko
                        dziecko? Pewnie kazałabym mu wtedy to wytłumaczyć naszemu synowi i następna
                        kłótnia gotowa. Powiedziałam mu, by nie oczekiwał ode mnie zbyt wiele, bo muszę
                        się z tym uporać. Wtedy poprosiłam ojca o rozmowę, powiedziałam co czuję, jaki
                        mam problem ze sobą, że chcę to na powrót poukładać, odbudować relacje z młodą
                        i by mi niczego nie utrudniał, bo to dla mnie ważne. Nie zdążyłam jeszcze
                        wszystkiego poukładać a młoda zamieszkała z nami. Nie byłam gotowa, byłam nawet
                        wściekła. Myślałam, że po prostu to chyba jakaś złośliwość losu i wszystko we
                        mnie krzyczało „nie chcę!!!”. Ale z perspektywy czasu mogę chyba powiedzieć, że
                        to był skok na głęboką wodę i ta sytuacja mi pomogła. W tym czasie dużo
                        rozmawiałam z moją internetową przyjaciółką (samodzielną) i ona mi pomogła. Mam
                        jej listy z tego okresu, jeśli będą komuś potrzebne to wkleję fragmenty – J. by
                        się bardzo cieszyła, że komuś jeszcze mogła pomóc. Codzienna troska, mój lęk o
                        samopoczucie małej przełamały lody. A później było już tylko lepiej. Mój ojciec
                        też doznał olśnienia wink Być może pomyślał, że skończyły się nasze problemy,
                        zostało dziecko, któremu mam zastąpić matkę (tak dosłownie powiedział) i się
                        wyluzował. Nie chcę byś pomyślała, że to jakaś rodzinna presja – po prostu
                        rodzice mnie znają i wiedzieli, że jeśli sytuacja na to pozwoli (w zależności
                        od stosunku młodej do mnie) będę się chciała podjąć tego trudnego ale i
                        pięknego wyzwania.

                        W tej rozmowie, jaką Tobie proponuję z mamą, powiedziałam ojcu, że uznałam iż
                        dzieckiem łatwo manipulować i wiele można z niego wyciągnąć dla własnej
                        korzyści. Podpierałam się argumentem, że to bliska osoba mojemu synowi,
                        siostra. Że to córka człowieka, którego kocham i w ostateczności także dobra
                        dziewczynka, tyle, że w dramatycznym położeniu, bo stojąca między młotem a
                        kowadłem. Dziecko rodziców żyjących w głębokim konflikcie a kochające bardzo i
                        matkę i ojca może „donosić” jednemu na drugie z chęci przypodobania się. Jeśli
                        dziecko będąc u ojca słyszy jak się ojciec źle o matce wyraża to jeszcze na nią
                        naskarży, bo tata się ucieszy, że dzieciak trzyma jego stronę. I na odwrót. To
                        mu mówiłam i wiem, że miałam dużo racji. Poprosiłam, by szanował mój wybór,
                        doceniałam, że się troszczy, że chce dla mnie jak najlepiej ale wytłumaczyłam,
                        że moja wyprowadzka niczego nie zmieni na lepsze a przeciwnie: odseparowałabym
                        malucha od ojca i straciłabym pierwsze momenty naszego wspólnego rodzicielstwa.
                        Wiolu, poproś mamę o rozmowę. Mów spokojnie, ciepło. Postaraj się, by nie było
                        w pobliżu nikogo (M absolutnie! Najlepiej gdy pójdzie z małą na spacer, bo ona
                        też Wam może przeszkadzać). Zrób kawę, pokrój ciasto i porozmawiaj jak córka z
                        matką, kobieta z kobietą, żona z żoną i matka z matką. Wytłumacz jak ważne to
                        jest dla Ciebie. Poproś o szansę dla Igorka, powiedz, by Ci pomogła być lepszą,
                        byś była ponad wszelkie złe emocje i uczynki innych. Zadeklaruj, że jeśli taka
                        jej wola, to postarasz się zadbać, by chłopiec nie wchodził jej w paradę ale
                        poproś by go nie skreślała. Mów, że to dziecko, zbłądziło, ale Ty się
                        otrząsnęłaś i dla Twojego zdrowia psychicznego i spokoju sumienia pragniesz
                        gościć go w Waszym domu, by mógł spędzać czas z siostrą. Poproś o kilka dni w
                        spokojnym domu dla tego chłopca, gdzie ma czysto, gdzie otoczony jest Waszą
                        życzliwością i miłością. Myślę, że Twoja mama po tej rozmowie (niekoniecznie od
                        razu, ale po fazie przemyśleń) zmieni trochę nastawienie. A stawianie ją przed
                        faktem dokonanym może ją zdenerwować i obrazić (że nie szanujecie oboje jej
                        woli), a wtedy wszyscy na tym stracicie.
                        Przepraszam, że tak długo i trzymam kciuki za udaną rozmowę

                        Pozdrawiam ciepło
                        lidka
                        • wiola101 Re: Problem z moja mamą... 12.08.04, 09:43
                          Kochana Lideczko,
                          Tak pieknie o tym wszystkim napisałaś, że aż łzy same płyneły z oczu. Jestes
                          taką mądrą, rozsądną, ciepłą i pełna pozytywnych uczuć osobą. Tak bardzo bym
                          chciała miec choć odrobine takiego wewnetrznego spokoju w sobie jak co Ty. Masz
                          absolutna rację że nie mogę jej zaskoczyć osobą Igora, ale ja już tyle razy
                          próbowałam z nia o Tym rozmawiać. Zawsze kończy się sprzeczką a ja niestety
                          bardzo nerwowo reaguję na ludzką głupotę jeżeli jej argumenty to:" bardziej
                          kochasz obcego dzieciaka niz rodzoną matkę" "zdrowie mi odbierasz swoim
                          zachowaniem" i " odwdzięczsz mi sie w ten sposób a moją pomoc" itd,itd,. Ja już
                          nie mam argumentów. Ja az boję się kolejnej rozmowy bo wiem ze zakończy się jej
                          furią. Mimo ze ty mi to odradzasz ale myslałam aby porozmawiać znią razem z
                          moim M. Wtedy być może będzie jej najzwyczjnie głupio powiedzieć mu to prosto w
                          oczy wiedząc że mój M. nigdy jej niczego nie odmówił o co go poprosiła i jak
                          sama o nim mówi że kocha go jak syna którego straciła 4,5 roku temu. jednak
                          czasem nie mogę za nią nadążyć, bo niby nas kocha a mimo to rani nas.
                          • lideczka_27 Re: Problem z moja mamą... 13.08.04, 19:13
                            wiola, to co robi Twoja mama, to wywoływanie poczucia winy i granie na
                            uczuciach. Trudno Ci z tym będzie, tym bardziej, że ucieka się do "szantażu". Z
                            drugiej jednak strony być może istotnie to dobry pomysł, by Twój mąż wziął
                            udział w rozmowie? Myślę, że Twoja matula nie byłaby wtedy tak "odważna", być
                            może nie umiałaby mu w oczy powiedzieć, co myśli... Tylko co na to Twój mąż?
                            Jak on zniesie taką rozmowę i co będzie czuł, gdy będzie musiał teściową
                            niejako przekonywać do własnego dziecka? Ech... trudna sprawa. Trzymam za Was
                            kciuki, daj znać jak sprawy!

                            pozdrówka
                            lidka
                      • judytak Re: Problem z moja mamą... 12.08.04, 13:55
                        wiola101 napisała:

                        > Wpadłam w depresję z powodu narastajacych problemów z eks. a nie z powodu
                        mojej
                        >
                        > matki.

                        to się zgadza :o)

                        chodzi o to, zebyś matce wytłumaczyła, że ex, jak i dziecko przecież nie
                        przestają istnieć od tego, że do domu nie przychodzą,
                        i że z tym niewpuszczaniem dziecka do domu matka tobie nie pomaga, tylko
                        dodatkowo cię dobija, utrudnia twoja sytuację,
                        że właśnie tym może się przyczynić do tego, że wasz zwiazek się rozpadnie, bo
                        jak może mężczyzna wytrzymać w domu, gdzie jego syn, krew z krwi, jest
                        traktowany jak trędowaty...
                        taka trochę przesadzona gadka, co jednak ma jakiś tam związek z
                        rzeczywistością...
                        można przy tym trochę popłakać...

                        no i może nie upierać się przy tym, żeby dziecko przyjechało zaraz na kilka
                        dni, tylko może kilka, w miarę krótkich wizyt...

                        pozdrawiam
                        Judyta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka