Dodaj do ulubionych

duży problem- jedzenie

13.01.14, 09:13
Z obserwacji zachowania dziecka (II kl.) w różnych sytuacjach podejrzewamy że jest uzależnione od cukru.to jeden problem, aczkolwiek zdaje się prostszy do opanowania.
następnym gorszym problemem jest ogólnie jadanie, po wyeliminowaniu słodkich posiłków/przekąsek dziecko chce jeść tylko 2 zestawy śniadanie-kolacja, 2 zupy + dwa rodzaje II dań.
u matki mały ma obiady w szkole i ona nie wnika co i ile zjadł byle był najedzony a on np.nie zje obiadu potem w domu jakiś słodycz potem kolacja (2 zestawy) i głodu nie ma a ona ma spokój.
tracę cierpliwość do weekendów z rykiem.
czy M powinien przygotowywać małemu osobne śniadania/obiady wg jego upodobań kulinarnych, bo już straciłam rachubę?
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 09:39
      Niestety, wiele dzieci tak ma. Pierwszy przez lata al jakd tylko zupe pomidorowa i na zmiane kotlet z sera albo jajko sadzone. Drugi podobnie - najpierw byl rosol, teraz pomidorowa albo zurek, i to tylko Krakus z kartonu sad

      Zeby wychowywac dzieci, trzeba miec swieta cierpliwosc.
      • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 09:42
        i dajesz/dawałaś mu tylko co chciał?
        • chalsia Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 10:02
          no a jak chcesz zmusić/oszukać 8-miolatka, żeby zjadł to, czego nie chce?

          tak jak Tully napisała - dzieci tak mają
          mój dzieć przez lata najbardziej z zup kochał rosół i jadł go bardzo często, a potem przez rok nie chciał w ogóle, później rosól wrócił do menu, ale już nie jest ulubioną zupą - którą stał się na długi czas kapuśniak (koniecznie z ziemniaczkami pure ze skwarkami)
          kiedyś - jak dzieć mógł zacząć jeść całe jaja przepiórcze (ma alergię pokarmową na mnóstwo rzeczy) to przez długi czas codziennie mogły być potrawy z jaj a po kilku latach na jajka trzeba namwiać i jesli już to przechodzą albo w postaci omleta albo sadzonych. Ukochana kiedyś jajecznica czy jajka na miękki poszły w odstawkę.

          wymaga kreatywnosci i cierpliwości próbowanie podtykania pod nos DO SPRÓBOWANIA nowych/innych rzeczy

          co do niepohamowanego apetytu na słodkie - możliwe, ze ma lambliozę - trzeba przeleczyć (kilkukrotnie w odstepach misięcznych np. Tinidazolem)
          • chalsia Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 10:04
            > czy M powinien przygotowywać małemu osobne śniadania/obiady wg jego upodobań >kulinarnych, bo już straciłam rachubę?

            tak
    • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 09:40
      pieczywa nie lubi jak zresztą 70% innych produktów, między posiłkami akceptowane są 1/2 nie słodkie przekąski (tych słodkich, niezdrowych jest o wiele więcej) a potem jest głodny i ryki z obiadem.sytuację dopełnia fakt że już mały ma nadwagę.
    • larysa-1 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 10:08
      Rybka, daj mu to co je chętnie. Broń Boże nie zmuszaj NIGDY do jedzenia, nie krzycz, nie terroryzuj, że ma zjeść i koniec itp. Ja miałam w dzieciństwie problemy z jedzeniem i niestety moja córka też je ma. Jedyne osiągnięcia uda się wam zrobić wyłącznie stopniowo i po dobroci. To bardzo ciężka praca, bo dziecko łatwo się cofa. Moja córcia tez niestety chce wyłącznie słodycze i nie odcinam ich całkowicie, ale żeby je dostać, to musi zjeść określoną ilość określonych rzeczy. Teraz jest już w moim mienianiu o wiele lepiej.
      Radzę wam, jeśli chcecie żeby mały zaczął jeść coś nowego, najpierw np. iść z nim po to do sklepu, dajmy na to po marchewkę, potem niech ją sam umyje, oskrobie, potnie w dowolne kształty. Na początku moja córka tylko "smakowała" a nie jadła, co też do końca nie było smakowaniem, ale ledwie polizaniem z obrzydzeniem. Ale jak mówiłam, nie zniechęcajcie się, niech tą samą rzecz posmakuje drugi raz, 3 , 5 , 10, niech w końcu ugryzie, nawet nie jedząc, niech nawet wypluje, i tak znowu kilka razy, w końcu niech kawałeczek zje i za to niech go spotka coś dobrego, przyzwyczajacie w ten sposób kubki smakowe do nowego smaku. Niestety ja z córką mam takie przeprawy od lat. Teraz jest w miarę przyzwyczajona, że trzeba jedzenie chociaż polizać, lub ugryźć, ale wie że zawsze może wypluć, że nie zmuszę jej tak na prawdę do połknięcia. Czasami taką metodą wprowadzę do jedzenia nową rzecz, z innymi to się nie udaje, ale poszerza się zakres jedzenia. Postawiłam również na owoce, szczególnie jeśli coś jej zasmakuje. No i następna sprawa, ja nie mam co liczyć na to że córka kiedykolwiek przyjdzie i powie że jest głodna, to ja za nią bez przerwy z czymś biegam. Z niektórych warzyw, czy owoców je tylko określoną cześć itp.
      Dietę córki uzupełniam owocami, jogurtami, czym się da, byle nie słodkim. Ale niestety słodkie i tak dostaje, bo tylko tym sposobem mogę ją przekonać do jedzenia. Nie są to duże ilości, przypuszczam że każde dziecko je tyle samo słodyczy co ona. W ramach słodyczy możesz zawsze zrobić pączki lub ciasto itp. No i nie dawaj nigdy napojów słodzonych, coli, gazowanych itp. Moja córka pije głównie wodę, do innego picia też raczej ciężko ją przekonać, ale lubię też np. kakao, czasami wypije herbatę (słodzoną wyłącznie miodem) ale nie całą.
      Pamiętaj, jak będziecie zmuszać go do jedzenia efekt będzie zupełnie odwrotny, i dziecko nauczy się was oszukiwać, to tak jak ze wszystkim. Moja córka przy każdym jedzeniu nie może wstać od stołu i po zjedzeniu ma pokazać "pustą buzię" że zjadła, zawsze też negocjuje ile ma zjeść i może jeden raz na sto zjada wszystko co ma nałożone na talerz. W przeszłości jej zjedzenie obiadu potrafiło trwać godzinę, teraz zmieniłam taktykę i daję mniej na raz a za to bardzo często.
      Mam nadzieję że pomogłam. Pozwodzenia.
      • chalsia Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 10:31
        >po zjedzeniu ma pokazać "pustą buzię" ż> e zjadła,

        jak zgadzam się ze sposobami wprowadzania do diety nowych rzeczy/zachęcania niejadka do jedzenia, podanymi przez Ciebie, tak ta jedna rzecz mnie po prostu powaliła

        w zyciu by mi nie przyszło do głowy by TAK poniżać dziecko
        jakby po jedzeniu wstała z tą pełną buzią i wypluła ten JEDEN kęs, to naprawdę nic by się jej nie stało

        aaa, owszem, zdrowiej jest jeść częściej niż 2 razy dziennie ale latając za dzieckiem z jedzeniem osiągasz odwrotny efekt od zamierzonego - dziecko nie ma nawet szans na poczucie głodu
        maks to 5-6 posiłków dziennie i nie powinno sie między nimi podjadać

        przy dziecku "niejadku" zdecydowanie ważniejsze jest dbanie o zbilansowanie dietetyczne pod kątem zawartości składników odzywczych niż dbanie o ilość posiłków dziennie
        a zbilansowanie dietetyczne nie dotyczy diety w ciągu dnia tylko tak ok. tygodnia łącznie
        • larysa-1 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 11:15
          Twoje komentarze mnie z gruntu nie interesują, bo mało kiedy cokolwiek wnoszą, wręcz przeciwnie w prawie każdym wątku w którym się wypowiadasz nie wnosisz niczego pozytywnego a skupiasz się na krytyce. Ja opisuję moją drogę z córką i gdyby była możliwość innego postepowania to z pewnością w ciągu tych lat walki o jedzenie poszłabym najlepszą drogą.
          Ja sama chowałam jedzenie po kieszeniach , trzymałam w rękach, wypluwałam, dawałam kotom pod stołem, jadłam zimne i niesmaczne jedzenie, napychałam sobie buzię żeby następnie wszystko wypluć, więc wiem przez co przechodzi moje dziecko. Ponad to córka jest szczuplutka i lepiej jak to mówisz poniżyć ją - czego nie zauważyłam, sprawdzając czy je, niż doprowadzić do tragedii. Z powodu tego że sytuacja u niej znacznie się poprawiła, nie wezmę twoich słów na poważnie. A tak na marginesie, córka nie przełykała, tylko wypychała sobie buzię jedzeniem i nie chodziło o ostatni kęs ale o całość jedzenia, teraz po prostu wie, że jej to nie przejdzie. Ja bardzo dobrze poradziłam sobie z moim problemem i córka zrobiła ogromne postępy. Dziecko nie je płacząc, i doskonale znam granicę i wiem kiedy odpuścić, co nie zawsze udawało się moim rodzicom, którzy zostawiali mnie z zimnym obiadem, zapłakaną przy stole przez długi czas. Ja cały czas siedzę przy swojej córce, motywuje ją, zachęcam, negocjuję, bywa różnie, ale na pewno nie poniżam. Kompletnie nie trafiłaś ze swoją wypowiedzią, jak zwykle zresztą. Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
          • chalsia Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 11:23
            > Twoje komentarze mnie z gruntu nie interesują,

            nie muszą

            ale innych mogą

            P
            > onad to córka jest szczuplutka i lepiej jak to mówisz poniżyć ją - czego nie za
            > uważyłam, sprawdzając czy je, niż doprowadzić do tragedii.

            tragedii czyli, ze się zagłodzi na śmierć?? ANorektyczką nie jest, więc jej to nie grozi.
            Jesli jest szczupła ale powyżej 3 centyla to nie ma problemu.

            Nie będę roztrząsać dlaczego Twoja córka ma dokładnie taką samą sytuację jak Ty w dzieciństwie - zachowań przy stole się nie dziedziczy.

            i wybacz, ale całości obiadu dziecko w policzkach i buzi nie upchnie, to nie chomik smile
            • larysa-1 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 11:27
              Tak , oczywiście, ty wiesz lepiej, niż ja smile Pozdrawiam gorąco!

    • larysa-1 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 10:13
      I jeszcze jedna rzecz - największe postępy w jedzeniu moja córka poczyniła właśnie po zapisaniu jej na obiady w szkole, chociaż moja mama się dziwiła po co, bo przecież nie zje. Było akurat odwrotnie, nie dość że w szkole nauczyła się jeść nowych rzeczy, to na dodatek niektóre rzeczy zje w szkole a w domu już jej nie smakują. Jestem w ciągłym kontakcie z panią ze stołówki (jej syn chodzi z córką do klasy smile), córka potrafi przyjść nawet po dokładkę, w domu jej się to nie zdarza jeśli chodzi o obiad.
      • chalsia Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 11:43
        > I jeszcze jedna rzecz - największe postępy w jedzeniu moja córka poczyniła właś
        > nie po zapisaniu jej na obiady w szkole, chociaż moja mama się dziwiła po co, b
        > o przecież nie zje. Było akurat odwrotnie, nie dość że w szkole nauczyła się je
        > ść nowych rzeczy, to na dodatek niektóre rzeczy zje w szkole a w domu już jej n
        > ie smakują. Jestem w ciągłym kontakcie z panią ze stołówki (jej syn chodzi z có
        > rką do klasy smile), córka potrafi przyjść nawet po dokładkę, w domu jej się to ni
        > e zdarza jeśli chodzi o obiad.

        co potwierdza, że nie dziecko samo w sobie ma problem, tylko problemem jest otoczenie i atmosfera przy jedzeniu
    • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 11:28
      ehhh.dziękuje larysa za podzielenie się Twoimi sposobami wpłynięcia na dietę dziecka, tylko ty masz dziecko u siebie i tylko ty masz wpływ na jej odżywienie/wprowadzanie nowych rzeczy/ilość słodyczy itp.
      u nas słodycze są max ograniczone choć nie wiem czy jest sens bo u matki nadrobi.
      mały ma tak koszmarne nawyki żywieniowe uskuteczniane u matki że ręce opadają.
      np.do szkoły dostaje słodkie bułki/ciastka bo cyt.matki "nic innego nie chce" i to wszystko do obiadu którego i tak nikt nie sprawdzi czy i ile zje, ale słodyczem/batonem "doprawi"po obiedzie, wieczorem przed snem jakiś śmieć i następny dzień się zaczyna jak poprzedni.
      u nas są tak przeciwstawne zasady że nie wiadomo od czego zacząć.
      zresztą jak to pisze to jestem aż przerażona jak ten dzieciak się odżywia.
      to prosta droga do jakieś choroby.
      u moich znajomych w koło nikt nie ma takich problemów
      napiszę szczerze, że pierwszy raz spotykam się z takim dziwnym podejściem do jedzenia.
      rozumiem że można czegoś nie lubić.ale "terroryzować" dorosłych żeby jeść tylko kilka rzeczy które się powie to nie do przyjęcia dla mnie.
      Ja nigdy nie dyktowałam matce co ma być na obiad..najwyżej pomijałam to co szczególnie mi nie podpasowało.
      Można czegoś nie lubić to naturalne, ale nie 70 % produktów żywnościowych których połowy się nawet nigdy nie próbowało a na wszelkie próby (pół łyżeczki) nowych rzeczy histeria jakby się jakieś robactwo dawało.
      dla mnie ten dzieciak jest skrajnie zaniedbany żywieniowo żeby nie powiedzieć że jest rozpieszczony
      muszę coś wymyślić bo będzie źle.

      • chalsia Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 11:35
        ale nie 70 % produktów żywnościowych który
        > ch połowy się nawet nigdy nie próbowało

        ale to tez typowe dla dzieci, że nie lubią czegoś, choć tego nigdy nie próbowały smile

        a na wszelkie próby (pół łyżeczki) nowy
        > ch rzeczy histeria jakby się jakieś robactwo dawało.

        bo to trzeba "po kryjomu" robić czyli np. przez wmieszanie nowego smaku do czegoś znanego
        mój dzieć (co prawda w zdecydowanie młodszym wieku) nie chciał za chiny wątróbki
        no to znalazłam gdzieś w necie przepis na naleśniki z wątróbki , zrobiłam je z niewielką jej ilością - ale nie powiedziałam, ze są to naleśniki z wątróbki - po prostu na obiad były naleśniki
        efekt taki, że dzieć chętnie wcina wątróbkę juz normalnie
        jak chciałam by do menu weszły serca, to zrobiłam gulasz z drobno krojonuch ser i na obiad był po prostu gulasz, a dopiero po jakimś czasie "się okazało", że ten smaczny gulasz jest z serc

        warto dziecko angazować w dzialania kulinarne
        • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 11:42
          naleśniki i wątróbka..ciekawe
          a nie zastanowił dziecka inny kolor?
          bo mały odmówił jedzenia naleśników jak m dodał innego typu mleko.
      • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 11:39
        ciasta i pączki odpadają.to jedne z ulubionych rzeczy małego.
        jeżeli chodzi o lamblię oto nie obstawiam.
        jak przez większość swojego życia żywisz się w dużej mierze słodyczami/słodkimi napojami/ciastami to jak reagujesz na brak.?
        u nas dopiero jak M parę razy porządnie pokłócił się z eks to kobieta się trochę zastanowiła i przestała dawać zupki chińskie na obiad i czipsy.
        nie jest dobrze.
      • larysa-1 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 11:54
        Masz rację że zła dieta to często złe nawyki na całe życie. Wy mimo wszystko próbujcie. Ja dużo z córką rozmawiam, tłumaczę. Niekiedy jak moja mama (która niestety za moimi plecami faszerowała ją słodyczami i robi to do dziś) spyta się jej czy chce coś słodkiego córka mówi, że "może jeść jedynie wypieki domowe smile" ale nie mam wątpliwości że je również to czego bym sobie nie życzyła, bo nigdy nie będę miała nad tym kontroli. To samo dotyczy szkoły. Pozostaje mieć nadzieję, że córka SAMA będzie wybierała lepsze jedzenie i zrezygnuje z gorszego jak mnie przy niej nie będzie. Zawsze prościej dać dziecku batonik niż oskrobać i pociąć jabłko lub inny owoc czy warzywo, które na dodatek ma krótki termin spożycia i nie poleży w szafie 3 miesiące jak słodycze.
        • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 14:00
          U nas oprze się o dietetyka bo sytuacja zrobiła się patowa i zbyt napięta.:indifferent
          • gk102 Re: duży problem- jedzenie 15.01.14, 20:24
            A myślisz, że dietetyk pomoże? Szczerze mówiąc wątpię, tym bardziej, że matka nie współpracuje.
            Ja mam podobny egzemplarz w domu, moja córka - 7 lat, je może z 5 podstawowych produktów (sucha bułka/chleb, jajko, kotlet, brokuł, jogurt i zupy), i takie właśnie produkty jej podaję. W zupach ukrywam warzywa i mięso bo inaczej nie zjadłaby żadnej witaminy. Reszta nie przechodzi przez usta, nie pomagają tłumaczenia, proszenia, błagania, wizje niedożywienia, prośby - za mamusię i tatusia...NIC!! Wysiadały mi nerwy, bo dziecko po prostu nic nie wzięło do ust jak zrobiłam jej obiad taki jak nam, mogłaby tak głodować z tydzień. Prosiłam lekarkę o pomoc - ta dała mi do przeczytania artykuł, o dzieciach niekochanych...co jeszcze bardziej mnie rozjuszyło. Dzisiaj pogodziłam się z losem, tym bardziej, że dziecko jest żywe, zadowolone i nie wygląda zbytnio anemicznie (choć jest chuda) i karmię tym co je, ciesząc się że wogóle je.
            Myślę, że to w przypadku mojej córki jest spowodowane jej nadwrażliwością i niechecią do tego co nowe.
            Może u was to niejedzenie również ma podłoże emocjonalne?
    • illegal.alien Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 14:30
      Rybka, jezeli mama nie wspolpracuje to i tak macie raczej male szanse na wywalczenie czegokolwiek. Ale zycze powodzenia.
      Plus IMHO u 8 latka wychodza bledy z poprzednich lat - to nie jest tak, ze dzieciak nagle sie budzi niejadkiem i postanawia, ze bedzie marsy snickersami zagryzal, a na reszte ma wywalone.
      • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 15:47
        eks słabo współpracuje ale może coś zrozumie jak dietetyk rozpisze co i jak i to zastosuje.
        jak oleje sprawę to dziecko jej za parę lat podziękuje
        masz rację wychodzą błędy przeszłych lat.
        ale będziemy próbować.
        • edw-ina Re: duży problem- jedzenie 13.01.14, 16:19
          Ja pamiętam z własnego dzieciństwa podobne akcje, tj. jedzenie przez długi czas kilku określonych produktów i tyle. To ponoć dość częste. Nawet po własnym maluchu widzę, że ma etap na kaszki, później kaszki są fuj, chlebek super, chlebek be i tak dalej. Ponoć sposobem jest wspólne jedzenie i podawanie dziecku różnych produktów do wyboru. Ponoć, osobiście nie testowałam (poza wspólnym jedzeniem, bo to wodzę, że przynosi pozytywne rezultaty). W ogóle tworzenie pozytywnej atmosfery przy jedzeniu, pewnego rytuału, bliskości.
          • illegal.alien Re: duży problem- jedzenie 14.01.14, 12:55
            Ja sie nie wypowiadam na temat dzieci starszych niz trzy lata, bo takiego nie mam na codzien pod dachem, ale moja mloda (trzyletnia wlasnie) od zawsze miala zupelnie wolna reke co do tego ile i co je - i nigdy nie miala zadnych 'faz', ze je tylko to czy tamto - zawsze bylo jakies ulubione jedzenie na dany okres, ale inne rzeczy tez je i jadla - w ogole malo jest rzeczy, ktorych nie ruszy.
            I nigdy nie karmilismy typowo dzieciecym jedzeniem typu przecierki i papki bez przypraw - zawsze jadla to co my i zawsze z nami przy stole.
        • karolana Re: duży problem- jedzenie 20.01.14, 10:19
          rybkka24 napisała:

          > eks słabo współpracuje ale może coś zrozumie jak dietetyk rozpisze co i jak i t
          > o zastosuje.

          Buahahahaha i tyle.
          Nasze dziecia mają podobnie nawyki żywieniowe oparte na słodko+tłusto. Jedno dzięki temu ma próchnicę i dziury we wszystkich zębach, drugie nadwagę.
          Dziecio z nadwagą miało wieki temu sporządzony plan żywieniowy przez dietetyka. Mamusia nawet nie pofatygowała się żeby otworzyć plik z tym planem, bo, cyt. "nie chce mi się szukać".
          Efekt taki, że dziecko chudnie u nas np. w czasie wakacji (dieta plus intensywny ruch - spacery, jazda konna), po czym u mamusi jest efekt jojo, bo dziecko nadrabia.
          Faktem jest, że jedzenie jest kompulsywne, zajadane są problemy.
          Chcemy zabrać dziecko do specjalisty w zakresie żywienia, ale to jest 170 zł, nie mamy teraz tej kasy, a mamusia ma to w dupie.
          Prawda jest taka, że jeśli matka przez kilka lat życia dziecka olewała, będzie olewać przez kolejne lata, chyba, że dziecko zostałoby jej odebrane w związku z zaniedbaniami, wtedy byłaby szansa że przejrzałaby na oczy. No ale przecież w naszym kraju nie jest to podstawa do ograniczania matce (bo ojcu czy dziadkom już tak) praw do dziecka.
          Co tam nadwaga (czy wręcz otyłość), co tam próchnica. To nie są podstawy do interwencji.

          > jak oleje sprawę to dziecko jej za parę lat podziękuje

          Otóż nie, dziecko będzie miało pretensje do wszystkich wokół poza matką. Bo nauczone zostanie, że matka jest niewinną ofiarą światowego spisku i wszyscy zawsze są winni tylko nie ona. Zatem po dupie za parę lat dostanie ojciec (że nic nie zrobił, nie interweniował, nie uratował, a w ogóle to porzucił, zostawił i zajął się nową babą), dziadkowie (że nic nie zrobili) i Ty (że przez Ciebie tatuś nie zajmował się dzieckiem).
          Mamusia będzie święta.
          Psychologia wink
    • chalsia Re: duży problem- jedzenie 14.01.14, 14:17
      akurat dziś na gazecie jest artykuł na ten temat
      www.edziecko.pl/jedzenie/1,79379,5141231.html#BoxLSTxt
    • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 17.01.14, 18:44
      Dziękuję za artykuł.
      Dziewczyny, ze słów pani psycholog z artykułu wynika żeby dziecko jadało to co reszta rodziny,
      radziła żeby dziecko nie miało oddzielnego jadłospisu.
      Oczywiście nie je tego za czym nie przepada, gotujemy też co on lubi ale nie jest tak że dziecko układa sobie dietę
      To sprzeczne z tym co radzicie o gotowaniu tylko tego co dziecko chce.
      U nas jest tak że u matki przyjął się pewien stały jadłospis i mały oczekuje tego samego jedzenia u nas.my mamy bardziej różnorodną i zdrowszą dietę.
      dla eks to jest nasz problem nie jej.
      Więc ona nie zamierza nic zmieniać.
      Jesteśmy w sytuacji pasowej.
      mały chce przyjeżdżać pod warunkiem że będzie jadł to co chce.
      • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 17.01.14, 19:08
        Raczej pod warunkiem że będzie jadł to do czego jest przyzwyczajony.
        Mały ewidentnie boi się jakiegokolwiek nowego jedzenia.ale to tylko nasz problem
        U eks jak dziecko ominie obiad to przekąsi coś słodkiego,u nas tak nie ma.narazie mały rzadziej przyjeżdża
        • anula36 Re: duży problem- jedzenie 17.01.14, 19:30
          z jednej strony za chwile nie bedzie przyjezdzal jak mu tatus nie kupi wypasnej terenowkismile

          Z drugiej, nie wiem czy to wychowawcze czy nie,ale ja bym na te kilka dni w miesiacu ( 8-10-12?) gotowala dla mlodego co tam chce jesc - te 2 czy 3 zestawy, a dla siebie i partnera to co jecie normalnie i za kazdym razem proponowala mlodemu poczestowanie sie. Sprobuje- dobrze,nie sprobuje- je to co zwykle. Mozna ugotowac mega gar, zamrozic porcje i odgrzewac tylko na wizyty, dla oszczednosci czasu.

          Mam kolege po 40-tce ktory jezdzac z nami po Europie w kazdym kraju jadl TYLKO pizze i fast foody z MD, bo reszta jest paskudna i on wie ze nie lubi ( choc nigdy nie jadl). No i co takiemu zrobisz?
          • chalsia Re: duży problem- jedzenie 17.01.14, 20:11
            > Z drugiej, nie wiem czy to wychowawcze czy nie,ale ja bym na te kilka dni w mi
            > esiacu ( 8-10-12?) gotowala dla mlodego co tam chce jesc - te 2 czy 3 zestawy
            > , a dla siebie i partnera to co jecie normalnie i za kazdym razem proponowala
            > mlodemu poczestowanie sie. Sprobuje- dobrze,nie sprobuje- je to co zwykle. Moz
            > na ugotowac mega gar, zamrozic porcje i odgrzewac tylko na wizyty, dla oszczed
            > nosci czasu.

            amen

            oraz próbowac mu przemycać nowości "ukryte" w jego ulubionych daniach
      • chalsia Re: duży problem- jedzenie 17.01.14, 20:10
        > To sprzeczne z tym co radzicie o gotowaniu tylko tego co dziecko chce.

        bo artykuł był o "normalnej" sytuacji, gdy niejadkostwo nie przybrało stałej formy
        a u Was nie jest "normalna" sytuacja - dziecko ma już mocno wyrobione nawyki żywieniowe i dwa różne domy z totalnie różnym podejściem do żywienia i diety
        • aragorna71 Re: duży problem- jedzenie 18.01.14, 08:31
          "nasza" Mloda jak zaczela nas regularnie odwiedzaac miala 10 lat. U matki jadla slodycze lub "zdrowa zywnosc"
          Pomalutku wlasnie widzac co my jemy probowala roznych potraw i dzis je prawie wszystko.
          Oczywiscie na poczatku gotowalismy to co wiedzielismy ze "jednym zebem" ale zje.
      • illegal.alien Re: duży problem- jedzenie 20.01.14, 12:28
        To sie sprawdza (gotowanie dla wszystkich tego samego) jak sie to stosuje regularnie i najlepiej od poczatku - nasza Mia od poczatku szamie to, co my - zadnego blendowania, papkowania, etc. Warzywa i miecho z piekarnika na talerz i jedziemy. I teraz szamie wszystko, co jej sie pod nos podstawi (poza potrawami ostrymi - nie lubi i poza paroma rzeczami, ale naprawde jest ich niewiele - ja jestem bardziej wybredna, bo np. nie jem w ogole ryb smile).
        Natomiast mloda W jak u nas byla to niby jadla to, co my, ale jakos bez przekonania - bo u nich sie je inaczej. O innych nawykach 'okolostolowych' nie wspominajac - np. dziecko osmioletnie ZUPELNIE nie ma nawyku odnoszenia po sobie talerza. Wstaje od stolu, a talerz zostaje tam, gdzie stal. I trzeba za kazdym razem przypominac, bo zostawienie go na stole, az sobie przypomni bedzie uznane za moje niedopatrzenie/lenistwo. Nawyku sprzatania po sobie czegokolwiek tez nie ma - ale to w ogole temat na osobny watek wink
        Tak czy siak, jak po dwoch tygodniach pobytu mlodej u nas posprzatalam u dziewczyn w pokoju, to papierki po slodyczach, paczki po chipsach i czekolade znalazlam we wszystkich mozliwych zakamarkach - skad ona miala pieniadze i mozliwosc kupienia tego jedzenia pozostaje dla mnie zagadka - to znaczy czesc jedzenia wyniosla cichcem od nas z kuchni, ale czesc gdzies musiala kupic, bo u nas takich rzeczy nie ma w domu.
        Mi szkoda sily na 'walke' z tym, dalam sobie spokoj.
    • mazoko Re: duży problem- jedzenie 20.01.14, 10:00
      też się z tym zderzyłam i z pasierbami i z dziećmi "podrzucanymi" przez innych ....generalnie jedzą to co postawie na stole nie ma nic innego, ja nie zamierzam cały dzień spędzać w kuchni, a oni lubią ze mną spędzać czas więc za bardzo nie dziwują (najwięcej mój 2latek)..... zebrałam wywiad kto co lubi czego nie lubi bądź ma alergie i do tego się dostosowałam a co do słodyczy to dozwolony jeden posiłek dziennie na słodko krzywią się miaukają ale jedzą (przekrój wiekowy 2-16lat) . Jak ktoś karmi dziecko zupką chińska to nie licz że po wizycie u dietetyka nagle stanie do garów, lekko naiwne podejście ..... u mnie w domu jedzą tak jak ja gotuje a co u siebie w domu to mnie nie interesuję i tak na to nie mam wpływu.... zdrowiej dla mnie wink
      • karolana Re: duży problem- jedzenie 20.01.14, 10:43
        Mazoko, robimy tak samo smile
        • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 20.01.14, 13:15
          Jeżeli chodzi o dietetyka można się skonsultować czy produkty które dziecko lubi mają wystarczające składniki odżywcze do jego rozwoju czy "przemycać" coś a jeżeli tak to co i jak.
          Taka ogólna konsultacja.
          Ok.z jedzeniem można jeszcze pokombinować, w sumie mały je dosyć proste dania.można ugotować więcej/zamrozić.
          Ale tu chodzi też o coś więcej.o styl życia.
          np.u nas jest mniej tv/kompa,są książki (nudne dla małego) więcej aktywności fizycznej a nie wszędzie samochodem- jęki i płacze i parę innych rzeczy.
          Mały chyba źle się czuje u nas, woli swoje wygodne nawyki i przyzwyczajenia,nie lubi zmian.
          Matka nie będzie dziecka zmuszać żeby przyjeżdżał do ojca a sobie nie ma nic do zarzucenia więc wszelka rozmowa odpada.
          Święta racja karolana, matka będzie"kryta" i usprawiedliwiona.już teraz to widać.
          matki się trzeba słuchać,ona może coś kazać, zawsze trzeba do niej wrócić nawet jak się nie ma ochoty i jest płacz (tak też bywało) natomiast z ojcem to inna bajka,do ojca można nie jechać,jak ojciec coś każe to jest źle.
          Narazie mały próbuje omijać weekendy.
          Też mam pomysł pt. jemy to co jest z uwzględnieniem preferencji dziecka.
          Trudne to wszystko jest.
          • rybkka24 Re: duży problem- jedzenie 20.01.14, 13:32
            Im mały jest starszy tym wyraźniej wychodzą różnice w podejściu do pewnych rzeczy i odmienny styl życia/bycia przez co mam wrażenie obie strony my i dziecko są zmęczone.
            Jedna rzecz rzuca nam się w oczy,u matki trzeba się podporządkować pewnym zasadom,są też tematy zostawione same sobie jak np.jedzenie.
            U ojca,to on ma odpuszczać i iść na rękę dziecku bo inaczej dziecko może zostać u matki,może nie chcieć przyjechać.
            Wychodzi strasznie podejście eks z paru lat wstecz,Pt.ja tu rządzę i nie podskakuj inaczej nie zobaczysz dziecka i będziesz się bujał miesiącami po sądach.
            eks przestała po paru latach ale dobrze utrwalił się przekaz mama rządzi ojciec ma się słuchać.
            • mazoko Re: duży problem- jedzenie 21.01.14, 09:59
              to jest Twojego problem a nie Twój spalisz się, niech do Ciebie dotrze że jesteś tylko macochą(ja to usłyszałam) i do tego nie pomożesz..... parodia cała polega na tym że jak ja zaczęłam olewać i oświadczyłam dzieciom że mam dosyć nie konkurowałam nie konkuruje i nie zamierzam konkurować z ich mamą, jestem jaka jestem i mam dość więc niech się dostosują i będziemy miło spędzać czas albo same sobie zrobią krzywdę..... przekaz jasny dotarł do jednej i do drugiej, od grudnia jest miło big_grin -
    • larysa-1 Re: duży problem- jedzenie 21.01.14, 10:48
      Rybka, moje rady były takie a nie inne bo jak napisałaś problem z jedzeniem, to automatycznie pomyślałam o drobince typu moja córka. Jakoś nie przyszła mi do głowy sytuacja odwrotna, za co ciebie very sory smile Żeby było śmieszniej z pasierbicą miałam sytuację odwrotną - 3 śniadania, 3 obiady, 3 kolacje i podjadanie między posiłkami. Próbując jej ograniczyć cokolwiek byłam nieomalże ukamieniowana przez całe towarzystwo z ojcem włącznie. Dopiero przy najbliższej wizycie w centrum handlowym, kiedy pokazałam mu rozmiary ciuchów dziecięcych dla jego córki, w które ona się nie mieściła w żadnym sklepie chłop zaczął się zastanawiać i zaczęła się mało wiele wspólna akcja odchudzająca, którą regularnie niweczyli dziadkowie (bo dziecko jest głodne więc ma jeść do oporu). Teraz dziewczyna jest normalnych rozmiarów, ale minęły 3 lata regularnych posiłków w normalnych ilościach. Pasierbica tez była wybredna i dużo rzeczy jeść nie chciała, ale miała jeść to co aktualnie było ugotowane, z kolei jednak w jej przypadku przypuszczam że nie chodziło do końca o grymaszenie, ale o to że po przeprowadzce miała do czynienia z inną kuchnią do której w miarę upływu czasu była zmuszona przywyknąć no i trafiła jej się macocha, która nie była skłonna do ustępstw. Nie wiem czy jadłaby u mnie gdyby przyjeżdżała co 2 weekend, może nie, ale że jest u mnie 24/7, to ma wybór zjeść obiad lub nie jeść wcale. Prawda jest taka, że teraz bardzo sobie chwali obiady, ale jeszcze raz powtarzam - po prostu przywykła. Ona również je obiady w szkole. Za każdym razem jak wychodzimy gdzieś na gościnę je jak odkurzacz. Nie wiem z czego to wynika, może mieszkając z matką nie dojadała, nie mam pojęcia i już nie wnikam.
      Czytałam artykuł i uważam że jest bardzo dobry. Jednak moja córka jak jej nie dasz to po prostu nie będzie jadła i chce się zapychać słodkim. Bez mojej kontroli jadłaby wyłącznie słodycze i nic poza tym. Są u nas obiady z których coś wybiera a są też takie których nie zje za nic w świecie i przez zmuszanie mogę ją jedynie zniechęcić do posiłków, tak więc dostaje inne rzeczy. Ale w jej przypadku systematyczną pracą jadłospis został znacznie poszerzony.

      Spróbuj przyzwyczajać pasierba jak radziłam, małymi kroczkami. Postaw mu obiad przed nosem, jak mu nie będzie smakowało mięso, to niech zje same ziemniaki lub odwrotnie. Jeśli nie wygląda źle , to nic mu nie będzie jak raz nie zje mięsa.
      Również nie liczyłabym na to że dietetyk cokolwiek zmieni. Praca z dzieckiem w każdym przypadku musi być konsekwentna i systematyczna inaczej efektów nie będzie. Jeśli matka nie widzi problemu, to nie będzie współpracować i tyle. Nic nie poradzisz. Możesz jedynie działać we własnym zakresie u siebie w domu a w tym przypadku jest tobie potrzebne wsparcie nm i chętny do współpracy pasierb.
      • chalsia Re: duży problem- jedzenie 21.01.14, 11:34
        zgadzam się, że dietetyk tu nie pomoże

        tym bardziej, że aby ocenić poziom podaży składników odżywczych, witamin i minerałów dietetyk wymaga (a przynajmniej powinien) super dokładnego spisania wszystkiego co dziecko przyjmuje (w gramach, kromkach, wymiernych sztukach i mililitrach) przez 14 dni - sama musiałam taki dokładny spis (z ważeniem jedzenia) dostarczyć
        • mamaoliwerka Re: duży problem- jedzenie 23.02.14, 08:57
          Ja mam ten sam problem...
          Mój syn to niejadek i gotuje rzeczy które on lubi ale nie jest tego mało, problem się pojawia kiedy jest u nas mała... Wtedy muszę gotować to co ona lubi ale znowu moje dziecko nie lubi. Tyle że problem w tym że ona jak ojca w pobliżu nie ma dla słodkości po obiedzie zjada w mig wszystko a gdy jest ojciec mówi że jej to nie smakuje bo mama jej tego nie gotuje bo nie umie i ona chce zupkę chińską albo kurczaka... Wtedy oznajmiam że gdy nie jest zjedzony obiad nie ma słodkości. Patrzy się na mnie spod byka z obrażoną miną i potrafi pół dnia płakać że ona chce słodkości... Wtedy zamykam się w drugim pokoju bo to jet u kresu mojej wytrzymałości... swojemu M powiedziałam że gdy jest mała on gotuje...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka