nooleczka 05.11.04, 10:27 zacznę w nowym wątku, bo tamten to IMHO wstęp do kolejnej kłótni Lepiej napisz - jak sobie radzisz z dziećmi? Co z tym niemowlęciem? Czy małżonek się wyprowadził? Jak starszy synek znosi ta sytuację, pyta gdzie tata? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
michiko jest tak... 05.11.04, 10:39 Radzę sobie z dziećmi dobrze, Maluszek jest spokojny, je dużo, nie płacze , jest bardzo pogodnym i uśmiechnietym dzieckiem. Niania nie ma z nim kłopotu. Starszy - nasz synek, jakoś przystoswuje sie do sytuacji, asystuje przy przeiwjaniu , kąpaniu itd maluszka. Pokazuje mu zabawki, nie ejst agresywny. Jego tatus przyjezdza po pracy i zabiera go na rózne wycieczki i inne atrakcje. Czytaja razem ksiązeczki. M. ma wrócic do domu jutro. Narzeka na mieszkanie w hotelu. Mnie jakoś wściekłość przeszła ale nie dam gwarancji ze talerze fruwać nie będą. Acha zeby nie było wątpliwości nie kłócimy sie przy dziecku- nigdy!!! Rodzina już wie i nie komentuje bo obwieściłam ze sobie nie życzę- stanowczo i groźnie!! I powoli odzyskuje równowagę przecież nie mogę sie martwić bo to mi i tak nic nie da, prawda?? Pozdrawiam wszystkie macoszki michiko Odpowiedz Link
konkubinka Re: jest tak... 05.11.04, 10:47 dzielna jestes Michiko.Uwazam ze powinniscie- cala wasza rodzina byc pod dobra psychologiczna opieka , dobra nie bylejaka.I napewno to wszystko sie ulozy.Dziecko jest tak małe , ze wlasciwie jestes dla niego mamą i masz duze pole do popisu. A jak chcesz sie wyzalic to pisz tutaj czesciej. pozdr Odpowiedz Link
nooleczka Re: jest tak... 05.11.04, 11:04 Dobre wieści Znaczy sie, fajnie, widzę że wszystko powolutku powolutku zaczyna się układać. Podejrzewam, że powolutku zaczniesz się przywiązywać do dzieciaczka... A dzieciaczek pewnie za kilka miesięcy całkiem Cię złamie, jak pierwszy raz wyguga do Ciebie "mamo"... Odpowiedz Link
michiko zaczynam lubić malucha 05.11.04, 11:10 nie mam nic przeciwko dziecku ale przeciwko temu w jaki sposób trafił pod nasz dach. A pewnie zaczynam sie przywiązywać.... Odpowiedz Link
emiczek Re: zaczynam lubić malucha 05.11.04, 22:00 michiko...bo co on bidulek winien ... jesli zaakceptujesz maluszka bedziesz dla niego jedyna mama...i najlepsza... mam nadzieje ze wam sie ulozy... Odpowiedz Link
cz.wrona Re: zaczynam lubić malucha 05.11.04, 23:56 Michiko - podziwiam Cię. Ale wiesz, zeby w przyszłości to nie było tak, że Twój małż nauczy się zabezpieczać a nie nie zdradzać. Trzymam kciuki za Ciebie i Synka. Odpowiedz Link
michiko zastanawiam sie 08.11.04, 09:15 bardzo poważnie nad zmianą miejsca zamieszkania. jeszce nie rozmawiałam z M. i nie wiem czy rodzina kobiety, która zostawiła nam dziecko wie gdzie mieszkamy jak sie nazywamy itd. Chciałbym uniknąć ewentulanego nachodzenia i innych niesmacznych wydarzen które moge ewentualnie nastąpić jak w dziadkach czy mamusi obudza sie uczucia.Co myslicie na ten temat ? pozdrawiam Michiko Odpowiedz Link
capa_negra Re: zastanawiam sie 08.11.04, 09:37 Cześć michiko - uważam, że jeśli macie taką mozliwość to warto przemysleć taka ewentualność. I dla waszego spokoju, aby uniknąc ewentualnego nachodzenia i dla dziecka. Jesli zamierzacie być jedynymi rodzicami jakich mały zna to chyba warto przenieść sie gdzies gdzie wejdziecie w srodowisko poprostu jako małżeństwo z dwojgiem dzieci. Teraz tam gdzie miszkacie jesteście znani jako małżeństwo z jednym dzieckiem, a tu nagle drugie i to nieźle podchowane - co za pole do popisu dla miejscowych plotkar... A potem gdy juz mały będzie wiekszy - powiedzmy w wieku szkolnym to zawsze może znaleśc sie ktoś "usłuzny" kto zburzy i wasz i jego spokój. Moja najbliższa koleżanka adoptowała 2 dzieci - najpierw długo nie było jej w Polsce, potem pół roku po ich powrocie pojawiło sie rodzeństwo .... Od początku informowała wszystkich, że sa to jej dzieci tylko dopiero teraz do nich dojechały.... Teoretycznie było to wyjaśnienie całkiem mozliwe ..... tylko, że po nastepnych 3 miesiącach dowiedziala sie, jak to okolica jej wspólczuje bo sa to dzieci jej męza, które miał z kochankami.... przypomina ci to coś??? Doszło do tego, że przestała z dziećmi chodzic na wspólny plac zabaw - jedno miało wtedy 4 drugie 6 lat - poprostu nie chciala, zeby przypadkiem nie usłyszały jakiś "rewelacji" Teraz mieszka za miastem, dzieci sa znimi 3 rok i sa to ich dzieci - i dla nich i dla otoczenia. W tej chwili starsze zaczeło chodzić do szkoły - dowozi go do szkoły nie mającej nic wspólnego, ani z byłym, ani z obecnym miejscem zamieszkania i nikt nie ma nic do powiedzenia w temacie jej dzieci. Odpowiedz Link
gosza26 ja zapytam o cos innego... 08.11.04, 10:28 najpierw pogratuluje ci stosunku do maleństwa. To tak jak u mnie, jesli juz wychowuje dziecko to kocham jak swoje, bo w końcu ono nie jest winne, że jest na świecie.. A pytanie moje to raczej zaspokojenie mojej ciekawości...jesli nie chcesz nie odpisuj...zrozumie..Pytam nie po to by oceniac sytuacje, tylko przyznam sie ze po raz pierwszy spotałam sie z taka wypowiedzia.. michniko napisała: >Mój mąż także pochodzi ze starej i bardzo arystokratycznej rodziny, >Nie licz na teściów, oni arystokraci kierują się innymi zasadami w życiu. tzn. o jakie zasadamy chodzi?? Odpowiedz Link
bei :):) 08.11.04, 11:38 DzienDobry Po wejściu na forum- zaglądam zaraz do Twojej historii...jestem ciagle pełna podziwu...i ciekawa- co u Ciebie Jak sobie radzisz... Kibicuję Ci tu wiernie...trzymam kciuki całym sercem... och...zyczę Ci wielkiej odpornosci na wszelką niemoc....i już tylko samych szczęśliwych historii, które mogłabyś zapisywac w dzienniku.... Miej miły dzionek Bea Odpowiedz Link
michiko witam wszystki macoszki 08.11.04, 12:02 M. wrócił do domu jest milusi, grzeczny itd. Po pracy do domku (niestety nienormowany czas pracy)ale żadnych kolacyjek wódeczek,drinkow.PO powroci zajmuje sie dzielnie dziećmi, kiedy ja wracam zdaje mi relacje z tego co się działo. Acha śpi w osobnej sypialni bo to że wrócił do domu jeszce o niczym nie świadczy - talerze jeszcze mogą latać... )) Maluch jest sympatyczny: spokojny i nie daje w kość niani, byłam z nim juz raz na spacerze, synek dzielnie pomagał mi pchać wózek. Wydaje mi się,że cała ta afera nie pozostanie w nim na długo. Na wszelki wypadek pozostaje pod opieką psychologa. Buziaczki dla wszystkich Michiko Odpowiedz Link
leat Re: witam wszystki macoszki 08.11.04, 20:24 podziwiam Cię michiko miałąm czy teżmam podobną sytuację, kiedyś porządkując dokumenty znalazłam świeży akt urodzenia dziecka w którym czarno na białym wpisany był jako ojciec mój mąż a jako matka koleżanka przeżyłam to strasznie - gdy koleżanka rodziła mój mąż zawózł ją do lekarza i ogólnie pomagał (wściekałam się na to strasznie ale wtedy nie wiedziałam jaka jest prawda - ona zmyślałą że ojcem jest jakiś chłopak i nadal domagała się pomocy ode mnie)ona urodziła a ja 2 dni później poroniłam. Gdyby mój mąż przyprowadził nagle to dziecko wyrzuciłabym ich - mam uraz do tego dziecka i nie potrafiłabym normalnie go wychowywać. Nie ma sensu tu się rozpisywać - faktem jest że przeżył wiele przykrości mój mąż z racji głupoty jaką popełnił - dlatego sądzę że również i on nie nadawał by się na ojca - to dziecko obciążone jest wieloma bolesnymi zdarzeniami, również i jego pojawienie się na świecie spowodowało wiele bólu - my już jesteśmy obciążeni - szkoda dziecka bo na pewno w jakiś sposób te zdarzenia odbijały by się w naszych relacjach względem jego. Odpowiedz Link
natasza39 Przeprowadzki, hrabiowie i inni arystokraci! 08.11.04, 20:50 michiko napisała: > bardzo poważnie nad zmianą miejsca zamieszkania... Myślę, że jak będzie Cie chciała znalesc to i tak cie znajdzie. Na ksiezyc sie przecież nie wyprowadzisz. Jesli ona zrzekła się praw do dziecka, to chyba tylko jeszcze pare tygodni ma na odwrócenie decyzji, ale Ty chyba lepiej sie w tym orientujesz. A swoja drogą.... "małzonek" arystokrata? No fakt, że dawni "hrabiowie" rozsiewali plemniki po czworakach i w końcu wiecej tej"szlachecko-arystokratycznej" krwi było w chłopach, niz we dworze, bo "hrabinia" mogła sobie nie żalować z jakimś Janem na przykład.. Zatem w kim jest wiecej tej "hrabiowsko-arystokratycznej" krwi nikt juz teraz nie dojdzie, ale jak "męzuś" tak tłumaczy swoje skoki w bok, to chyba faktycznie mu sie genotyp arystokratyczny lekko zchamił...bo babce co z lokajem uzywała, ewentualnie po dziadku, co "prawo pierwszej nocy" egzekwował. Chyba, że on ma misję!!! Rozsiewajac te "szlachetne" plemniki w chamskim społeczeńswie podnosi jego zacność i niejako nobilituje kochanki. Sorry, ale sama rozwaliłabym na łbie twojego męzusia talerz jakiś! Najlepiej z "hrabiowskiej" zastawy po babci. Pozdrawiam Małoarystokratyczna natasza! Odpowiedz Link
leeya Re: Przeprowadzki, hrabiowie i inni arystokraci! 08.11.04, 22:22 Tasza, Wystarczy, ze przeczytam Twoj post i zwijam sie ze smiechu))))))) Jestes bezbledna!!!!! A co do krwi arystokratycznej, to moja ciocia osobista ma dzidziusia nieslubnego z potomkiem slawnego polskiego rodu. Czemu nieslubnego?? Bo jego tatus nie zdazyl wziac z ciocia slubu, bo go zamkneli za... falszerstwo. Cala historia miala miejsce w Poznaniu. Echh.. ta arystokracja krwi)))) Pozdr, Leeya PS. Cocia nie czekala na okrytego hanba arystokrate, choc mlodszy od niej byl i zajela sie starszym od siebe znanym poznanskim ginekologiem. Odpowiedz Link
michiko natasza39 09.11.04, 17:48 Droga Nataszo ( jestem wielbicielka tego imienia) no odnosze wrażenie ze powinnam się wstydzić ze mam od urodzenia tytuł przed nazwiskiem i po zamążpojściu także. Posypuję głowe popiołem żałuję ze sie do tego przyznałam!!! Miałam wrażenie ze czasy komuny dawno mineły - kiedy to moj dziadek- arystokrata nie mogł znależć pracy i moja babcia również. Przykłady mogłabym mnożyć. Mężowi rozbiłam talerzem łuk brwiowy i chyba narazie wystarczy.Talerz nie był z zastawy po babci, szkoda by mi było takiego pieknego talerza. Odpowiedz Link
natasza39 Droga michiko 09.11.04, 19:54 michiko napisała: > Droga Nataszo ( jestem wielbicielka tego imienia) no odnosze wrażenie ze > powinnam się wstydzić ze mam od urodzenia tytuł przed nazwiskiem i po > zamążpojściu także. > Posypuję głowe popiołem żałuję ze sie do tego przyznałam!!! > Miałam wrażenie ze czasy komuny dawno mineły - kiedy to moj dziadek- > arystokrata nie mogł znależć pracy i moja babcia również. Przykłady mogłabym > mnożyć. > Mężowi rozbiłam talerzem łuk brwiowy i chyba narazie wystarczy.Talerz nie był z > > zastawy po babci, szkoda by mi było takiego pieknego talerza. > Droga michiko, czasy komuny, jak też sarmatów również, na szczescie minęły. Nie nabijajac sie z Twego pochodzenia, ani swego nie deprecjonujac miałam na mysli li tylko, że samo pochodzenie "szlachetnosci" nie czyni, co zreszta widać wokół i na co dzień, a także z historii. Poniewaz pochodzenie, jak napisałam, nic poza genami nam nie zapewnia, a i to nie zawsze "czystymi". A żyjąc na tym świecie czas jakiś poznałam i chamskich "hrabiów" i szlachetnych "chamów". Mój dziadek równiez w zamierzchłych czasach pracy był pozbawion i nie wnikajac w przyczyny tego pozbawienia politycznymi, czy pochodzeniowymi tłumacząc nie deprecjonuję raz jeszcze powtarzam ani dziadków, ni babki, ni tez innych antenatów Twoich. I nie o Twoich antenatów chodziło, lecz o przyczyny "szlachetnego" postępowania małzonka Twego (takie luźne dywagacje). Tym niemniej cieszę się, że ludzkie odruchy w Twej szlachetnej duszy sie odezwały, choc łuk brwiowy zapewne, wypadkiem przy pracy bym nazwała. Dobrze że zwykłej zastawy uzyłaś, bo choc szlachetny łuk rozbity to jednka przyczyna tego była plebejska, a zatem nalezało się i nic tu dodac nic ujac sie nie da. A tak powaznie juz i bez wygłupów moich (muszę miec jakiegos antenata błazna chyba, bo czasem przesmiewca we mnie silniejszy): Poważnie, mam serdeczna przyjaciółkę, która ma męża pochodzącego z jednego z dawnych i zacnych polskich rodów. Jej pochodzenie nie jest jednak az tak zacne jak jego (oczywiscie wg. jego mniemania) iogólnie rzecz biorąc jest tak, że on zawsze startuje do niej z pozycji Pana i nie wiem dlaczego, bo ani bardziej od niej wykształcony, ani bardziej pracowity, ani tez w dzisiejszym społeczeństwie nie zajmuje jakiejs pozycji z tego powodu nobliwej. Reasumujac; kobieta biedna cierpi od prawie 20 lat tylko za to, że ma wg małzonka, mniej zacnych przodków. Jest dla niego zona tolerancyjna i cudowna, co równiez męscy znajomi potwierdzaja. On jednak ma sie za nie wiadomo co i uważa, że ona ma go wielbić i dawać a on w zamian nic nie musi, bo ona taka szlachetność poslubiła. Dlatego tez tak nieopatrznie próbowałam wytłumaczyć sobie dziwne postepowanie małzonka. Pozdrawiam serdecznie Natasza Odpowiedz Link
marcepanna Marysiu , Pan mowi ! 09.11.04, 21:03 jednym "slowem" jak to w jakiejs starej komedii polskiej uslyszalam Wracajac do Szacownego Malzonka Michiko jego tlumaczenie jest zabawne, przypomina mi tlumaczenie sie mojego faceta, ktory ukrywal przede mna drugie swoje dziecko a kiedy sprawa sie "wysypala" i na moje kpiny w stylu ze juz sie nie mozna tych twoich dzieci doliczyc , z godnoscia uslyszalam wersje o uszczesliwianiu swiata genami najpierw sie poryczalam, teraz sie smieje z tego ach, ci faceci Odpowiedz Link
natasza39 Re: Marysiu , Pan mowi ! 09.11.04, 22:18 Gwoli ścisłości marcepanno, te domniemania o uszlachetnianiu swiata szlachetnymi plemnikami, były moim niejako dopowiedzeniem, to zeby nie było watpliwości... Nijak to się ma do tego co mogła michiko od małzonka usłyszec, ale ja jako plebejusz czerpiacy garsciami z madrości uzyskanych w doswiadczeniach latami zycia wyznaczanych tak sobie pozwoliłam mniemać, za co wyraziłam żal w poscie do michiko skierowanym! A co do tłumaczeń facetów, na temat uszlachetniania świata ich osoba to mozna ksiazke niejedna napisac i niejedna taka na ten temat powstała. Tym nie mniej z zycia mojego najbardziej podobał mi się mąz mojej przyjaciółki, której pierwsza rozprawa rozwodowa odbyła sie pare dni temu. Otóz osobnik ten, z rozbrajajaca szczerością, oświadczył jej po 24 latach małzeństwa, ze bezpodstawnie domaga sie połowy majatku wspólnego, bo on spłodził jej dzieci, które dzięki jego "inteligentnym" plemnikom (genom) sa teraz na studiach!!!! Dobrze ze w sadzie tego nie powiedzial, bo nie znam sędziego, który nie posikałby sie ze smiechu na taka argumentację, ale co chłop wiedział to powiedział. Ach ta ich wiara w moc plemnika powala mnie czasem na ziemie, ale to juz temat na watek oddzielny Odpowiedz Link