chalsia
17.01.05, 15:02
czyli dopisek do wątku Bejbiko "Jestem w szoku", bo rzeczywiście rozrósł się
bardzo i ciężko czytać. Poniżej mój post i kilka już odpowiedzi na niego
skopiowanych.
To ja w drugą stronę
chalsia 15.01.2005 23:04 + odpowiedz
Z powodu choroby małego w sobotę, w którą winien być z ojcem, uzgodniliśmy z
eksem, że wezmie go tydzień później (zgodnie też z ustaleniem sadowym). Ja
poprosiłam tylko by poszedł z małym na imprezę Mikołajkową, na którą małego
już
wcześniej zapisałam (pierwszą w jego życiu). Potem w mailu opisałam ojcu co i
gdzie i poprosiłam go, by był tam sam z małym, bo miała być moja bliska
przyjaciółka z synkiem-rówiesnikiem i kolegą mojegp synka, znająca mnie i
eksa
od dawna. Eksowi nie powiedziałam, ze też zamierzam tam
wpaść (ciekawa byłam pierwszego Mikołaja i to jeszcze w przedszkolu, z resztą
mały też chciał, żebym tak przyjechała).
Po drodze przyjaciółka poinformowała mnie, że eks przyjechał całą rodziną (z
next i roczną córką). Dobrze, że dała mi znać, bo dygotkę opanowałam w
samochodzie zanim dojechałam na miejsce. Mocno się wahałam czy tam iść. Ale
stwierdziłam, że lepiej bym ją poznała teraz, niż w RODK. Raz kozie śmierć.
Weszłam. Podałam rękę (jej, bo z eksem się nie dotykamy), przedstawilam się.
Ja z lekkim usmiechem, ona tez uśmiechnięta i spokojna. Powiedziałam, ze
własciwie to dobrze, że mamy się okazję poznać w przedszkolu a nie w RODK,
ale, że jest to dla mnie niespodzianka, bo prosiłam eksa by przyjechał do
przedszkola tylko z małym, bo miała być też moja przyjaciółka znająca nas
obydwoje od dawna, by uniknąć dla niej niezręcznej sytuacji. Next mocno
zdziwiona odparła, że nic nie wiedziała bo on nic jej nie powiedział (dwa
razy
to powtarzała). Wzruszyłam ramionami mrucząc "nooo". Chwilę pobyłam z małym,
rozpakowałam z nim prezent (bo oni tego nie zrobili). Trochę później
zapytałam eksa czy może zapłacił za imprezę (ja to miałam zrobić i tak, bo to
ja małego zapisywałam), na co odparł, że tak i że mam mu oddać 50 zł.
Rzekłam "oczywiście, juz Ci daję". W brodę sobie pluję, ze dałam mu to do
ręki po kryjomu, zamiast na oczach next (ona nie słyszała tekstu o
pieniądzach).
Maly nie chciał z ojcem zostać, chciał jechać ze mną. Eks oczywiście
wsciekły "po coś tu przyjechała, zobacz coś narobiła", ja na to "spokojnie,
chwila" - pochodziłam chwilę z małym, wzięłam go na ręce i wytłumaczyłam,
ze się z kimś umówiłam i przyjadę po niego za 1,5 godziny do taty. I mały
spokojnie poszedł do ojca na ręce.
Mówię, że za półtorej godziny przyjadę po syna do ojca, a next takim
raczej zatroskanym tonem "ale przeciez nie będzie nas w domu, jedziemy do
znajomych, on miał go odwieźć". Powiedziałam, że ja miałam go odebrać,
ale nie ma sprawy, skoro jestem w Wwie to mogę podjechać po małego gdzie
indziej. Eks "nie, ja go przywiozę na XXX" (tam mieszkają, moi rodzice
parę minut od nich). Next do niego coś w tym stylu "ale może jednak umówić
się
bliżej ich znajomych?". Eks na to "nie, odwiozę małego na XXX , dam Ci
później znać".
Na pożegnanie podałam next rękę. Ona znowu, ze nie wiedziała, ze on nie
powiedział. Już chciałam powiedzieć coś w stylu "ach Ci faceci" ale się
ugryzłam w język, potem chciałam rzucić "może my się dogadamy lepiej", ale
nie zrobiłam tego bo eks stał tuż obok. Spojrzałam tylko wymownie na niego i
machnęłam ręką w stylu "aaaaa, co tu gadać".
Ja byłam spokojna, next też. Spięty był eks.
Po zeszłorocznym smsie jaki dostałam od next (uspokoiła mnie, że wszystko
jest OK., tylko on zapomniał wziąć swojej komórki i dlatego nie mogę się z
nim
skontaktować – a naprawdę wtedy była taka sytuacja, ze mi serce do gardła z
niepokoju podeszło) i dzisiejszym spotkaniu mam takie nieodparte wrażenie, że
lepiej bym się z next dogadała co do synka (co dla niego dobre, na co
zwracać uwagę, jak ewentualnie na pewne rzeczy reagować, etc) niż z ojcem
małego. Tylko jeszcze nie wiem, czy to zrobię ani jak.
Next się właściwie małym w ogóle w przedszkolu nie zajmowała (wedle słów
mojej znajomej), nawet nie specjalnie zwracała na niego uwagę.
Ale cieszy mnie jedno – widziałam jak mały siedział opierając się o jej
nogi, tak po prostu, spokojnie.
Co by nie było, next sprawiła na mnie dobre wrażenie. To, że była
katalizatorem rozpadu nie ma znaczenia w kontekście dzisiejszych realiów.
Tuż przed godzina odebrania małego eks zadzwonił do mnie z komórki next (??? –
nigdy się takie coś nie stalo), ze może przekaże mi synka pod domem moich
rodziców. Ja nie wiem, czy akurat mój eks to taki wyjątkowy bezmózg
emocjonalny (tzn, ja wiem i nie tylko ja, że dojrzały emocjonalnie to nie
jest), czy w ogóle większość (bo mam nadzieję, że nie wszyscy) facetów.
Ekstra pomysł – dziecko będzie pod domem dziadków i przesiądzie się z
samochodu w samochód (za późno na odwiedziny). Powiedziałam, ze absolutnie –
jak już on chce małego dowieźć to niech dowozi pod swój dom
Natomiast niepokojące były opowieści Roberta, potwierdzone potem przez eksa –
eks widocznie uznaje, ze rozpuszczam i rozpieszczam synka,
więc on na siłę (?) chce go „naprostować” – mały popłakał się, bo się
przestraszył hałasu, ojciec go nawet nie przytulił. Mały dalej płakał mówiąc,
ze chce do mamy, to eks tylko szorstko kazał mu się uspokoić. Na pytanie
gdzie jest mama – cisza i ostry wzrok. A na koniec, w ramach uspokajania "za
bardzo" (wedle ojca) płaczącego dziecka - klaps w tyłek od ojca. I to
baaardzo
niedobrze. Martwi mnie to i żal mi mojego synka, że jego ojciec nie potrafi
odseparować mojej osoby (tzn. eksa ansów w stosunku do mnie) od kwestii tego
co
dla syna dobre.
Po za wszystkim serce mi się kroi, że mały jest tak targany – do ojca, potem
wizyta u rodziców next, potem party mikołajkowe (a był hałas, tłok, za dużo
dzieci) a potem jeszcze na godzinę do jakiś znajomych. I w ogóle nie spał w
dzień (eks twierdził, że go próbował położyć spać, ale po prostu kłamie – nie
mógł go przed drugą kłaść spać, by na 15 z minutami być w przedszkolu,
piżamka
wróciła nietknieta).
Wiozłam do domu taki wycieńczony strzępek.
Chalsia