Mój M.spotyka się z dzieckiem zazwyczaj raz w tyg. Czasami jestem przy tym,
nie zawsze chcę,nie zawszę mogę., Dziecko jest,uwierzcie mi, małym
potworkiem...
Wolno mu dosłownie wszystko,rozbrykany, krzyczący, nierzadko-agresywny.
Ojciec pozwala mu na wszystko,a kiedy poprosiłam,żeby go uspokoił
odpowiedział kiedyś "nie będę dla twojej przyjemności wrzeszczeć na moje
dziecko" poczułam się jak szmata.. naprawdę,do dziś to pamiętam,strasznie
zabolało.
Dzieciak potrafi się po prostu drzęc np. będąc w miejscu publicznym, o
samochodznie nie wspominając, po prostu bębenki pękają, nawet przy obcych
potrafi np. wtrącać się głośno do rozmowy... w kinie może biegać w
kółko,zaczepiać ludzi, mnie, wyrywa z rąk przedmioty - mi torebkę, mojemu M
cukierki, itp. ma 4 lata.. Ex ostatnio dzwoniła do M.żeby nie pozwalał
Młodemu na wszystko,bo go psuje,ale mój M pewnie ma nadzieję,że pozwalając
dziecku na wszystko wynagrodzi mu brak ojca... zresztą ma trochę dziwne
podejście do dziecka, ale to już inna kwestia

Dziecko nie słucha się go
wcale. Ostatnio sama nie wytrzymałam i podniosłam głos na Młodego(to nie był
krzyk, ostrzej poprosiłam go,żeby się uspokoił) i miałam jakieś 3 minuty
spokoju...Wiem,że mogę się z nimi nie spotykać,olać to,ale ja bym chciała
dziecko polubić,byłoby mi łatwiej.Tymczasem nie mogę. Nie lubię go, nie mogę
na niego patrzeć,bo jest straszny! Mam do siebie żal, obiwniam siebie,staram
się polubić,ale za każdym spotkaniem jest gorzej.Mały staje się młodym
terrorystą,co będzie później??Aż boję się pomyśleć... To mnie cholernie
denerwuje,że Młodego zwyczajnie nie lubię!
pozdrawiam