Dodaj do ulubionych

co ja mogę...?

20.11.05, 22:16
Mój M.spotyka się z dzieckiem zazwyczaj raz w tyg. Czasami jestem przy tym,
nie zawsze chcę,nie zawszę mogę., Dziecko jest,uwierzcie mi, małym
potworkiem...
Wolno mu dosłownie wszystko,rozbrykany, krzyczący, nierzadko-agresywny.
Ojciec pozwala mu na wszystko,a kiedy poprosiłam,żeby go uspokoił
odpowiedział kiedyś "nie będę dla twojej przyjemności wrzeszczeć na moje
dziecko" poczułam się jak szmata.. naprawdę,do dziś to pamiętam,strasznie
zabolało.

Dzieciak potrafi się po prostu drzęc np. będąc w miejscu publicznym, o
samochodznie nie wspominając, po prostu bębenki pękają, nawet przy obcych
potrafi np. wtrącać się głośno do rozmowy... w kinie może biegać w
kółko,zaczepiać ludzi, mnie, wyrywa z rąk przedmioty - mi torebkę, mojemu M
cukierki, itp. ma 4 lata.. Ex ostatnio dzwoniła do M.żeby nie pozwalał
Młodemu na wszystko,bo go psuje,ale mój M pewnie ma nadzieję,że pozwalając
dziecku na wszystko wynagrodzi mu brak ojca... zresztą ma trochę dziwne
podejście do dziecka, ale to już inna kwestiawink Dziecko nie słucha się go
wcale. Ostatnio sama nie wytrzymałam i podniosłam głos na Młodego(to nie był
krzyk, ostrzej poprosiłam go,żeby się uspokoił) i miałam jakieś 3 minuty
spokoju...Wiem,że mogę się z nimi nie spotykać,olać to,ale ja bym chciała
dziecko polubić,byłoby mi łatwiej.Tymczasem nie mogę. Nie lubię go, nie mogę
na niego patrzeć,bo jest straszny! Mam do siebie żal, obiwniam siebie,staram
się polubić,ale za każdym spotkaniem jest gorzej.Mały staje się młodym
terrorystą,co będzie później??Aż boję się pomyśleć... To mnie cholernie
denerwuje,że Młodego zwyczajnie nie lubię!
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • kleo1 Re: co ja mogę...? 21.11.05, 08:36
      Jakie macie(masz)? stosunki z ex? Może z nią porozmawiaj? Sama dzwoniła i
      prosiła by Twój M nie ropuszczał tak dzieciaka. Osobiście nie podoba mi się
      warczenie Twojego M na Ciebie, że "dla Twojej przyjemności(...)". Nie wiem jak
      blisko jesteście razem, może powinnaś z nim porozmawiać, albo poszukać stron
      nt. wychowania dziecka, przede wszystkim żeby było tam o rozpuszczaniu dzieci i
      co z nich wyrasta... albo po prostu zrobić tak jak napisałam na początku,
      pogadać z matką, powiedzieć że ma rację, absolutnie nie chcesz sie wtrącac, ale
      chodzi Ci o Młodego, że M takim zachowaniem może doprowadzić do tego, że
      dziecko sie w ogóle nikogo nie będzie słuchało.. ale ona może odebrac to jako
      atak... a kij nie wiem, może inne dziewczyny lepiej doradzą, ja sie nie znam...


    • lilith76 Re: co ja mogę...? 21.11.05, 09:52
      jasne, że wygodniej mu nie wychowywać dzieciaka, tylko rozpieszczać. nie spoci
      się, nie wysili. on się pobawi w dobrego tatusia raz na jakiś czas, a ex
      zostanie na resztę dni z małym manipulatorem.
      pocieszające, że z takich zachowań dzieciaki wyrastają. tylko, że wyrastają
      bogatsze o nowe triki jak radzić sobie z dorosłymi.

      trudno coś radzić. to zależy od tego czy racjonalne argumenty docierają do
      twojego faceta. to deliaktna kwestia, bo może on nie widzi problemu - syn jest
      żywy, energiczny, daje sobie radę w życiu, będzie chłop na schwał jak jego tata.
      szczególnie, że to jeden dzień w tygodniu. jak posiedzi z dzieckiem z miesiąc
      to może nagle przyjdzie mu do głowy, umięczonemu, go wychowywać.
    • lilith76 Re: co ja mogę...? 21.11.05, 10:01
      a co ty możesz?
      niewiele. pogadać z M, ale na spokojnie, przyjacielsko, podać mu argumenty:
      - dziecko potrzebuje konsekwentnych reguł i zasad,
      - jemu takie zachowanie syna nie przeszkadza, ale nie pomaga w wychowaniu
      swojej byłej partnerce,
      - cholernie trudno jest być konsekwentnym rodzicem dla dziecka, łatwiej
      pozwalać na wszystko i wyprawić po 24 godzinach chłopca - woli być leniwym
      rodzicem, czy zdobyć się na odrobinę wysiłku?
      - syn kiedyś może zacząć sprawiać poważniejsze kłopoty - pyskowanie,
      opuszczenie w nauce, złe towarzystwo - jak wtedy zamierza użyć ojcowskiego
      autorytetu, skoro teraz go nie ma?

      jak pisałam wyżej, może się okazać, że ojciec nie widzi problemu, bo chłopcy
      powinni być ruchliwi i upiorni. wtedy może spotkanie we trójkę, razem z eks?
      • niunka24 Re: co ja mogę...? 21.11.05, 12:22
        nie rozmawiam ex. nie ma na to szans. to inna hist,nie mam tu wiele do
        gadania...

        Nie wiem, czy rozmowa z M coś da,bo on się zamyka,twierdzi,że ja się w ogóle
        nie znam na dzieciach,że to jego problem, jakbym go akatkowała... itp. On się z
        nim widzi 3-4 godz w tygodniu, więc wpływu na wychowanie prawie nie ma, ale
        niech Młody ma chociaż respekt do ojca..mam wrażenie,że ja sobie prędzej ten
        respekt wypracuję niż onuncertain może mnie znielubi,ale przynajmniej na pewno na
        głowę mi nie wejdzie...sad nie wiem tylko,czy unikać tych spotkań z nimi?
        psychicznie znoszę je ciężko....eh... Ex Młodego rozpuszcza bardzo, to naprawdę
        nie jest wina tych kilku godz w tygodniu, że on taki jest, w to nie uwierzę...
        Zresztą, nawet jej znajomi to mówią. A pretensje do M ma,ale to inna sprawawink)
        Ma prawo wymagać od niego też. A on od niej chyba nie, takie mam wrażenie, że
        ona tak stawia sprawę.

        Sama czekam na wynik testu,niestety,jeśli pozytywny,to jest to ciąża
        pozamaciczna,nie wyborażam sobie,co będzie jak okaże się, że to to...
        dzięki za rady.
        pogadać jeszcze raz spróbuję na pewno. ale chyba nie dziś,nie jestem w
        stanie,mam swoje problemy,
        • sonrisa3 Re: co ja mogę...? 23.11.05, 12:27
          Weź pod uwagę, że to jest jeszcze malutkie dziecko.
          Widzi tatę rzadko i pewnie nie rozumie kompletnie dlaczego tak jest, jest pewnie
          bardzo podekscytowany tą sytuacja, wiec to się odbija na jego zachowaniu.
          Jego ojciec popełnia wielki błąd pozwalając mu na wszystko.
          Piszesz, że nie lubisz tego dziecka przez to wsszystko.
          Ale wiesz, ono tu nie jest niczemu winne, to tatuś powinien dostać po uszach i
          to głównie od swojej ex - ZA PSUCIE Dziecka.
          • niunka24 Re: co ja mogę...? 23.11.05, 13:17
            masz rację,to małe dziecko,niczemu nie winne... wiem,ojciec dostaje po uszach,
            ale to też wina ex,która go cholernie rozpuszcza, i sama też każe spełniać
            dziwne zachcianki Młodego, to chory układ i wiem,że dziecko na tym traci, ale
            jako osoba zupełnie nie związana z Młodym, obca dla niego też mam swoje uczucia
            i niestety to właśnie one a nie rozum mną rządzą jeśli chodzi o osobisty
            stosunek do dziecka. Wiem,że to nei jego wina i co z tej wiedzy. nic. mogę się
            tylko dołowac, że taka beznadziejna jestem. Albo próbować olać. Wiem jedno,
            moje dziecko nie będzie rozpuszczonewink) A przynajmniej, nei w ten sposóbl.
            przynajnniej mogę się na ich błędach uczyć... marne to pocieszenie,ale zawsze.
            pozdrawiam!
    • judytak Re: co ja mogę...? 21.11.05, 13:01
      niunka24 napisała:

      > Dzieciak potrafi się po prostu drzęc np. będąc w miejscu publicznym, o
      > samochodznie nie wspominając, po prostu bębenki pękają, nawet przy obcych
      > potrafi np. wtrącać się głośno do rozmowy... w kinie może biegać w
      > kółko,zaczepiać ludzi, mnie, wyrywa z rąk przedmioty - mi torebkę, mojemu M
      > cukierki, itp. ma 4 lata..

      z wyjątkiem latania w kółko w kinie (z czterolatkami jeszcze do kina nia
      chodzę...) moje (2 byłe i jedno obecnie)czterolatki potrafią to wszystko
      tzn. nie są takie bez przerwy, ale potrafią i tak
      zwłaszcza kiedy są czymś podniecone :o)

      mi też bębenki pękają
      i też absolutnie nic nie daje jakkolwiek ostry nakaz "uspokój się" :o)

      jedynie co pomagają konstruktywne propozycje ("masz tu kartkę, porysuj
      żyrafę"), albo zajęcie się dzieckiem ("powiem ci zagadkę"), albo zapchanie
      dziecku buzię (soczkiem, lodami, lizakiem itp. itd.)

      a, jeszcze: wcale im wszystkiego nie wolno, są bardzo samodzielne, potrafią się
      zachwać, jak trzeba
      i absolutnie nie są małymi potworkami :o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • niunka24 Re: co ja mogę...? 21.11.05, 13:43
        no, ale czy można być w stanie permanentnego podniecenia i zachowyać się w ten
        sposób ciągle. nawet mając 4 lata... nie wiem... i to niektórym moze
        przeszkadzać! rodzice nie mogą pozwalać dzieciom na WSZYSTKO i tłumaczyć
        wszystkiego tym,że są małe, czy muszą się wyszaleć... mi nie pozwalali i jakoś
        żyjęsmile)

        oczywiście,że Twoje nie są potworkamiwink
        pozdrawiam ciepło
        • e_r_i_n Re: co ja mogę...? 21.11.05, 14:15
          Widac mozna. A moze dziecko ma jakies problemy? Moze jest nadpobudliwe?
          Bo jesli nie jest w stanie wysiedziec na miejscu nawet chwili, to moze warto
          zwrocic na to uwage.
          Ja mam w domu na okraglo ruchliwego czterolatka - i wierz mi, niewiele z tego,
          co piszesz, jest nienormalne. Dziecko jak czegos chce, to chce tu i teraz.
          A to rola rodzica odpowiednio to dziecko 'prostowac'. Tak wiec 'nie lubic'
          powinnas rodzicow, nie dziecko.
          • kasia_kasia13 Re: co ja mogę...? 21.11.05, 21:11
            Moze niunka24 nie ma swoich dzieci? Pamietam, ze mnie tez draznily czasem pewne
            zachowania dzieci znajomych, a od kiedy mam swoje to zwiekszyla mi sie
            toleranacja, rowniez na obce dzieci. A nie znajac malego, trudno powiedziec, na
            ile jest to normalne zachowanie a na ile juz niewychowanie.
            • m-m-m Re: co ja mogę...? 21.11.05, 21:49
              Moze niunka24 nie ma swoich dzieci?


              Posiadanie dzieci nie jest patentem na tolerancję wobec nich, czy to własnych,
              czy to cudzych, a także na przymykanie oczu na każde nieodpowiednie zachowanie
              tychże dzieci.
              • niunka24 Re: co ja mogę...? 21.11.05, 22:47
                hej. ale ja mam nieodparte wrażenie, ze niektóre (podkreślam niektóresmile) ) z
                was radzą tolerować wszysto,bo dzieci takie są i koniec. Nie podoba mi się ta
                zasada i nie zgadzam się z nią. Znam dzieci,które potrafią zachować się w miarę
                spokojnie, nie wyrywać na siłę cukierków,nie krzyczeć na całe gardło i nie
                biegać w kółko jak opętane.są dzieci, które mogą wytrzymać 10 minut w kawiarni
                nie wywalając cukru, nie wylewając soku i nie brudząc siebie i innych
                czekoladą. Nie wiem, czy to jest normalne. Ale jeśli mi powiecie, że tak, to ja
                chyba wolę nie mieć dzieci. jednak z tego,co widzę, dziecko mojego M jest
                niestety jednym z najbardziej niegrzecznych dzieci z jakimi się spotkałam. I
                nie uważam,że mam od razu nie lubić mojego faceta tylko dlatego,że jego ex w
                taki sposob wychowuje małego. To raczej niedobry pomysł. Nic nie poradzę na
                to,że nie lubię młodego takiego, jakim jest. Wychowaniem można tłumaczyć
                wszystko i zwalać winę na rodziców. tylko że tych rodziców też ktoś wychował.
                koło się zamyka. Więc wszyscy, którzy robią coś złego mają być zrozumieni,bo
                zostali źle wychowani i należy winić wylącznie rodziców? nie sądzę. mały chodzi
                do przedszkola, ma kontakt z innymi, ma babcię, jakis kolegów. Ma też swój
                indywidualny charakter, ma swoje ja. Które, chociaż jeszcze raczkuje, powoli,
                według mnie, zaczyna stawać się wyraźne. jest jmi przykro,bardzo przykro,że go
                nie lubię.ale tak jest. i uwierzcie mi,że staram się z tym walczyć,ale młody
                jest za każdym spotkaniemcięższy do zniesienia, nawet dla ojca, który sobie z
                nim nie radzi. pozdrawiam,
                • mrs_ka Re: co ja mogę...? 22.11.05, 03:21
                  Erin dała pewien trop: a może Młody ma ADHD na ten przykład? Powiem Ci po swoim
                  dziecku, że tak jak zdarzają mu się chwile anielskiej cierpliwości i w ogóle
                  jest b. grzecznym dzieckiem (możecie wziąć poprawkę na to, że jestem matką, ale
                  jest w stanie np. bawić sie klockami przez godzinę czy zając się sobą. też ma 4
                  lata) tak u ojca dostaje kociokwiku. A dostaje go z paru powodów:
                  - ojca widzi dośc często, ale jednak nie codziennie
                  - ma niedosyt zabawy z ojcem
                  - pobyt u ojca traktuje jako odpoczynek od codzienności
                  Kiedy Eks mi czasem opowiada o jego wyczynach, mam problemy z uwierzeniem, że
                  chodzi o mojego syna. Dam dwa przykłady: raz Młody zajął się jakże twórczą
                  zabawą polegającą na wyrzucaniu prania przez balkonową barierkę (Eks musiał
                  latać na podwórko i zbierać uprane koszule malowniczo porozrzucane po ziemi), a
                  innym razem Młody nalał pełną wannę wody i namówił kolegę, aby weszli do wanny (
                  w ubraniach). I zaręczam, że w domu by to nie przeszło.
                  Nie mogę też powiedzieć, aby Eks był tatusiem niewymagającym i olewczym w
                  sprawach wychowawczych. Po prostu Młody ma większa potrzebę badania granic u
                  ojca, niż u mnie w domu (pewnie dlatego, bo moje reakcje jest mu łatwiej
                  przewidzieć).
                  Nie mówię, że wytłumaczeniem Twojego problemu jest fakt, iż Jesteś bezdzietna.
                  Jednak optyka rodzica jest inna niż osoby bezdzietnej i tak, jak pisza tu
                  Dziewczyny, trudno powiedzieć, co jest w tym przypadku normą, a co normą nie
                  jest, skoro nie masz odniesienia. A obserwacje znajomych dzieci niewiele tu dają.
                  I jeszcze jeden aspekt: Twój pasierb przezył rozstanie rodziców. Uprzedzając
                  argument m.m.m, że to niczego nie tłumaczy wink powiem, że zupełnie inne jest
                  nastawienie dziecka, którego rodzice rozstali się pokojowo, a inne jest
                  nastawienie dziecka, którego matka drze koty z ojcem. U nas na przykład Młody ma
                  świadomośc, że między mną a ojcem istnieje pełna komunikacja. To sprawia, że
                  pewne numery nie przejdą i tajemnice też nie przejdą. Staramy się jednak
                  zachowywac spójność wychowawczą i utrzymywac te same zasady w obu domach (mowa
                  oczywiście o zasadach obowiązujących dziecko).
                  Dlatego ja zaczęłabym od odpowiedzi na pytania:
                  1. jak się rozstali rodzice i jaki ewentualnie może mieć to wpływ na zachowanie
                  dziecka?
                  2. czy rodzice potrafią ze sobą rozmawiać, czy też dają dziecku poczucie
                  bezkarności w drugim domu?
                  3. na ile Twój partner jest gotów o tym rozmawiać a) z Tobą b) z byłą zoną c) z
                  synem?
                  4. co wobec odpowiedzi na powyższe pytanai można zrobić z sytuacją, aby ją poprawić?

                  Rozmowa ogólnie uzdrawia sytuację i to na każdej linii. Ty powinnaś pogadać z
                  partnerem, partner z byłą żoną, była żona z synem, partner z synem, Ty z
                  pasierbem, a tak w ogóle to powinniście też pogadać we trójkę (Ty, partner,
                  pasierb) i w innej konfiguracji (Ty, partner, eksia).
                  Ja rozumiem, że emocje i inne fafa rafa, ale powiedzmy, że dobro dziecka jest
                  jednak priorytetem i można się przemóc.
                  Powtarzanie "ja nie mogę", "to nie ma sensu" tylko usztywnia stanowiska i nie
                  rozwiązuje sytuacji. Wszystko mozna, o ile jest motywacja.
                  Rozumiem, że Ty jej mieć nie musisz, ale Twój partner powinien ja mieć. I nie
                  daj sobie mydlić oczu tekstami, że nie ma problemu albo "jakoś to będzie", bo
                  będzie jeszcze gorzej, a problem jest (przynajmniej dla Ciebie, ale w końcu
                  Jesteś elementem tego układu i Twoje odczucia też się liczą).
                  No. IMHO własnie tyle możesz zrobićsmile

                  a.
                  • m-m-m Re: co ja mogę...? 22.11.05, 10:50
                    Uprzedzając
                    argument m.m.m, że to niczego nie tłumaczy wink powiem, że zupełnie inne jest
                    nastawienie dziecka, którego rodzice rozstali się pokojowo, a inne jest
                    nastawienie dziecka, którego matka drze koty z ojcem.


                    Nie wiem skąd wzięłaś taka moja opinię, ale ja uważam, że sposób rozstania
                    rodziców i późniejesze ich kontakty wychowawcze baaaaaaaaaaardzo wiele tłumaczy.

                    Przestaje być to tłumaczeniem dopiero w pewnym wieku: nasolatek nie ważne w
                    jakiej rodzinie się wychowywał, już wie co jest dobre, a co złe. Mając np. 16
                    lat jak mój pasierb już wie, co komu i kiedy może powiedzieć, pewne rzeczy robi
                    już wręcz z premedytacją, wykorzystując czyjeś słabości, czy nieuwagę. I tu już
                    nie ma taryfy ulgowej, że biedne dziecko miało niepełną rodzinę. Tu już zaczyna
                    się powoli zbiór "owoców" wychowania rodzica, który sprawował opiekę.
                    W dorosłym życiu nikt nie będzie się zastanawiał, że on jest taki czy inny, bo
                    któryś z rodziców okazał się być "niewypałem".
                • e_r_i_n Re: co ja mogę...? 22.11.05, 10:06
                  niunka24 napisała:

                  > hej. ale ja mam nieodparte wrażenie, ze niektóre (podkreślam niektóresmile) ) z
                  > was radzą tolerować wszysto,bo dzieci takie są i koniec.

                  Dzieci to specyficzny gatunek czlowieka smile I przykladanie norm dorosłych nigdy
                  na dobre nie wyjdzie.

                  > Wychowaniem można tłumaczyć wszystko i zwalać winę na rodziców. tylko że tych
                  > rodziców też ktoś wychował. koło się zamyka. Więc wszyscy, którzy robią coś
                  > złego mają być zrozumieni,bo zostali źle wychowani i należy winić wylącznie
                  > rodziców? nie sądzę.

                  Kochana, ale Ty mowisz o czterolatku! Nie o nastolatku. I do pewnego wieku tak -
                  za wszystko zle, co zrobi dziecko, odpowiadaja rodzice. Bo to nie wina
                  dziecka, ze nie widzialo, ze czegos nie moze zrobic, tylko wina rodzica, ze
                  dziecka nie dopilnowal i nie wytlumaczyl, ze jakies zachowanie jest nie do
                  przyjecia.
                  I tak jak mowie - moze warto sprawdzic, czy dziecko nie ma problemu innego
                  typu, poza niewystarczajacym poziomem dyscypliny.
                  A co do posiadania swojego dziecka - warto sprobowac. Wtedy troche mniej
                  kategorycznie bedziesz wydawala sady smile.
                • m-m-m Re: co ja mogę...? 22.11.05, 10:40
                  Nic nie poradzę na
                  to,że nie lubię młodego takiego, jakim jest. Wychowaniem można tłumaczyć
                  wszystko i zwalać winę na rodziców. tylko że tych rodziców też ktoś wychował.
                  koło się zamyka. Więc wszyscy, którzy robią coś złego mają być zrozumieni,bo
                  zostali źle wychowani i należy winić wylącznie rodziców?


                  Nie, wręcz przeciwnie, ja jestem przeciwko tolerowaniu wszelkich wybryków czy
                  to dzieci własnych czy cudzych.

                  Rozumiem doskonale Twoja niezgodę na zachowanie dzieciaka, pomimo, że z moim
                  pasierem mieszkam 7 lat pod jednym dachem to cały czas mam poczucie, że mój
                  wpływa na jego wychowanie jest nikły. Pewne rzeczy są poprostu nie do
                  przeskoczenia: wcześniejsze nawyki (właśnie z czasów przedszkolnych i
                  szkolnych) ma on już tak bardzo utrwalone, że praktycznie są nie do usunięcia
                  przez osobę obcą jaka jest macocha. Nawet jego własny ojciec widząc swoje błędy
                  w postępowaniu z nim kiedyś tam, dziś nic z tym już zrobić niewiele może.


                  . Ma też swój
                  > indywidualny charakter, ma swoje ja. Które, chociaż jeszcze raczkuje, powoli,
                  > według mnie, zaczyna stawać się wyraźne. jest jmi przykro,bardzo przykro,że
                  go
                  > nie lubię.ale tak jest. i uwierzcie mi,że staram się z tym walczyć,ale młody
                  > jest za każdym spotkaniemcięższy do zniesienia, nawet dla ojca, który sobie z
                  > nim nie radzi.


                  Tak i to jest męczące dla nas, macoch, bo wiemy, że ten charakter nie
                  przypomina nikogo z naszej rodziny, tylko kogoś po jego matce i ojcu.
                  Ja Cię bardzo dobrze rozumiem i uważam, że jak najbardziej masz prawo do
                  negatywnej oceny zachowania tego dziecka, jednakże niestety, wpływw Twój na
                  niego jest niewielki. To taki rodzaj bezsilności, że chciałoby się dać temu
                  dziecku jak najwiecej, ale nie będąc rodzicem - nie ma to sensu, bo i tak
                  zwrotki w postaci innego ukształtowania jego charakteru raczej nie otrzymasz.
              • e_r_i_n Re: co ja mogę...? 22.11.05, 10:03
                Owszem, nie jest patentem, ale czasami pozwala zrozumiec, ze to, co uwazalismy
                do tej pory za niewychowanie czy rozwydrzenie, jest naturalnym etapem rozwoju
                dziecka.
                I to, ze dziecko chce tu i teraz to NORMA. Nienormalne jest, ze rodzic pozwala
                na to, zeby dziecko tu i teraz dostawalo (i akceptuje na przyklad wyrywanie z
                reki).
                • niunka24 Re: co ja mogę...? 22.11.05, 12:15
                  Dzięki za odpowiedzi... i za cierpliwość... jestem w podłym nastrojucrying
                  Niestety, rozwiazanie, żeby mieć swoje nie wchodzi w grę, przynajmniej teraz,
                  ja się modlę, żeby mi jajnika nie usunęli, ogólnie raczej ze zdrowiem w tym
                  kierunku jest u mnie źle, więc porzy okazji mam doła typu, że jestem gorsza niż
                  tamta,że ona mu dała dziecko,ja nie,że jestem beznadziejna itp. Że on ma
                  dziecko, więc ze mną nie musi chcieć, że moje dziecko będzie zawsze drugie,
                  może gorsze, że moje będzie mniej rozpieszczane i kochane, bo będzie je mieć na
                  codzień... wiem,jestem nienormalna. ale szczególnie w tej sytuacji, kiedy ze
                  mną coś nie tak, to cholernie, cholernie boli. Ostatnio mam wizję, wyjeżdzam na
                  rok do Anglii, robię tam karierę sprzątaczki, czy kelnerki i
                  odpoczywam,odpowoczywam..Ale to na marginesie i to nie ma nic wspólnego z
                  dzieckiem. Czuję się gorsza i tyle.

                  A co do reszty
                  rozstali się jak mały miał ok. roku
                  nie byli nigdy małżeństwem i z tego,co wiem,mieszkali razem tylko ze względu na
                  dziecko i codzienne awantury były normą-typowa wpadka,potem wyrzuty sumienia,że
                  trzeba razem ze względu na dziecko, potem rozstanie. Nawet się dobrze nie
                  znali. Czemu DOROŚLI ludzie,którzy się nie kochają, nie chcą być razem nie
                  używają gumek, wytłumaczcie mi to.... uncertain ale nie ważne..

                  Mój M nie rozmawia z ex, bo kończy się to zawsze awanturą. Ze mną nie rozmawia,
                  bo uważa,że ja się nie znam. ADHD to mu się boję zasugerować. ja się nie
                  znam,nie mam dzieci,nie mam prawa mieć własnego zdania. nie mam prawa wymagać
                  od neigo,żeby uspokoił dziecko... Dla niego to mniejszy problem. Widzi się z
                  dzieckiem raz na jakiś czas,idzie sobie z nim na spacer, mały robi co
                  chce,dostaje cukierki,idzie do kina... kurde, to wygodnie być takim dochodzącym
                  ojcem, który nie ma problemów, da cukierka i po wszystkim, prawda?

                  może faktycznie, Młody sprawdza granicę,jaką może przekroczyć. Ale najgorsze
                  jest to,że ja pamiętam,jaki był pól roku temu-słuchał się ojca. teraz się widzą
                  trochę częściej, może tu leży przyczyna?? kiedyś też był niegrzeczny,ale nie di
                  tego stopnia,żeby był taki i żeby był agresywny. A to już jest źle, prawda?

                  Dzięki za wszystko,
                  ja się chyba powieszę,bo serio,mam po prostu dość wszystkiego...
                  • balladynka Re: co ja mogę...? 22.11.05, 13:19
                    Niunka,
                    Podły nastrój czasami to chleb powszedni macochy. Tak już jesteśmy
                    skonstruowane i tyle.
                    Jeśli chodzi o dziecko to wiele z nas ma takie schizy, że z nami go nie będzie
                    chciał mieć, że naszego nie będzie kochał itd. Najlepszym lekarstwem na takie
                    myśli jest poczytanie historii innych macoszek, które już dorobiły się
                    wspólnych dzieci ze swoimi M i bynajmniej nie mają tego problemu, ich wspólne
                    dzieci są bardzo kochane przez M. A zatem te myśli są głównie u nas w głowach i
                    nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. A Ty masz dbać o siebie zamiast się
                    zamartwiać bo nie od dziś wiadomo, że nasze myśli, uczucia i to jak reagujemy
                    na problemy i czy jesteśmy optymistami czy pesymistami ma wielki wpływ na nasze
                    zdrowie. A zatem uśmiech numer jeden poproszę i skupić się na dbaniu o swoje
                    jajniki a na pewno wszystko będzie dobrzesmile

                    Jeśli chodzi o młodego to ja tez mam jednego takiego, thank ju wery macz. No,
                    tylko ja się mogę wtedy wyłączyć i skupić na młodej, która jest jakby z innych
                    rodziców a Ty niesad Dziewczyny mają dużo racji, że część tych zachowań wynika
                    po prostu z faktu, że to małe dziecko. I tak też staram się o tym myśleć. I jak
                    tak robię to jakieś 50% sytuacji mam momentalnie z głowy więc się nimi nie
                    denerwuje i znajduję w sobie wyrozumiałość dla młodego. W końcu ubrania można
                    uprać, energia go rozpiera więc biega i rozwala różne rzeczy, ma coś do
                    powiedzenia więc przerywa nam jak rozmawiamy ale widać sprawa nie cierpiała
                    zwłoki itdsmile Staram się też sobie przypominać siebie jak byłam mała. No i
                    walczyć ze swoim introwertyzmem, bo jak wiadomo introwertyk i hałas i nadmiar
                    wrażeń to nienajlepsze połączeniesmile Drugie 50%. Hmm. To są dla mnie zachowania
                    naprawdę brzydkie, które nie powinny być tolerowane ale na to już nic nie
                    jestem w stanie poradzić, zwłaszcza, że mojemu M wycięli jakiegoś chipa z
                    asertywnością w stosunku do młodego i na porządku dziennym jest histeria,
                    domaganie się ciągłych prezentów, szantaż, ciągłe dyrygowanie wszystkimi i
                    informowanie nas co on teraz by chciał, co mamy dać, co zabrać, co włączyć, co
                    wyłączyć, zawiść w stosunku do siostry i inne brzydkie zachowania. Ostatnio się
                    na tatę obraził i jak już nic nie pomogło to spakował prezenty które dostał
                    tego dnia (choć miały zostać u nas) i stwierdził, że on w takim razie wszystko
                    zabiera po czym wręczył M i powiedział, cytuję: Nieś. I M niósł. I powiem Ci że
                    mnie to już nie wzrusza. Ja tylko nie pozwalam siebie tak traktować i tego się
                    trzymam, zreszta w stosunku do mnie młody sobie na takie zachowanie nie pozwala
                    bo dobrze wie że by sobie te zabawki sam niósł i jeszcze dostał w prezencie
                    torbę ze śmieciami do poniesienia podczas gdy ja drzwi zamykam. Więcej nie
                    możesz zrobić a jak Twój M nie ma takiego zamiaru również to wznieś sobie oczy
                    do nieba, westchnij wymownie, uśmiechnij pod nosem i zajmij z powrotem swoimi
                    sprawami. Naprawdę nie warto się tym tak stresować ani czuć winną że się takimi
                    zachowaniami nie zachwycamy, jakby było czym. Możesz spróbować porozmawiać z M
                    na ten temat (możesz nawet spróbować z Eksią) ale wątpię czy to odniesie
                    jakikolwiek skutek. Rodzice mają to do siebie że nagle zapadają na różne
                    choroby głównie w okolicach oczu i głowy i jeśli chodzi o ich dzieci to rzadko
                    kiedy stać ich na obiektywną ocenę i pokorne zniesienie uwag osób trzecich w
                    stosunku do ich pociech. Muszą sami dojść do stosownych wniosków i wtedy coś
                    może zmienią.
                    Głowa do górysmile
                    • m-m-m Re: co ja mogę...? 22.11.05, 13:43
                      Rodzice mają to do siebie że nagle zapadają na różne
                      choroby głównie w okolicach oczu i głowy i jeśli chodzi o ich dzieci to rzadko
                      kiedy stać ich na obiektywną ocenę i pokorne zniesienie uwag osób trzecich w
                      stosunku do ich pociech.


                      100% PRAWDA
                      • e_r_i_n Re: co ja mogę...? 22.11.05, 14:55
                        A ja sie znowu nie zgodze smile
                        Juz byla taka dyskusja - kiedy mozna zwrocic uwage obcemu dziecku, wiec nie ma
                        co powtarzac. A i zwracajac uwage trzeba sie dwa razy zastanowic - bo rodzic
                        zna dziecko 'od zawsze', inni 'od czasu do czasu'.
                        • m-m-m Re: co ja mogę...? 22.11.05, 15:05
                          Ale tu nie jest o zwracaniu uwagi dziecku tylko rodzicowi na złe zachowanie
                          jego dziecka.

                          bo rodzic
                          > zna dziecko 'od zawsze', inni 'od czasu do czasu'.


                          I dlatego ma klapki na oczach, wielu przywar dziecka swojego nie widzi, bądź
                          widzi przywary podobne do kogoś innego z rodziny, ma więc więcej tolerancji.
                          • e_r_i_n Re: co ja mogę...? 22.11.05, 15:08
                            m-m-m napisała:

                            > I dlatego ma klapki na oczach, wielu przywar dziecka swojego nie widzi, bądź
                            > widzi przywary podobne do kogoś innego z rodziny, ma więc więcej tolerancji.

                            Albo - wie, skad pewne zachowania sie biora.
                            • m-m-m Re: co ja mogę...? 22.11.05, 15:27
                              Widzisz, ja nawet jeśli wiem skąd biorą się zachowania mojego pasierba to
                              jednak pomimo tej wiedzy w przeciwieństwie do jego ojca mam mniej tolerancji.
                  • sara98 Re: co ja mogę...? 22.11.05, 15:12
                    Czytając Twój post odnajduję swoje zachowanie sprzed bardzo niedawna. Mój NM
                    jest wdowcem krótko po 30 i dorobkiem dwojga dzieci. Tak jak u Ciebie, podobno
                    to małżeństwo zaczęło sie od totalnej pomyłki, heroicznej chęci zaopiekowania
                    sie dzewczyną z dzieckiem, a potem jeszcze wspólne tylko przez nią planowane
                    aby zyskać patent na faceta przy boku.A jeszcze później kłótnie, totalne
                    niezrozumienie itp itd. Na domiar złego zakończyło się dramatycznie- jej
                    śmiercią (choroba). No i mój NM był na tyle prawdomówny i naiwny, że to
                    wszystko mi przekazał. Tak więc uzbrojona w cały arsenał argumentów z wielkim
                    rozanielemim wywoływam dysputy o tym dlaczego, a po co? A skoro tylko dla
                    dzieci to chyba to jest dla niego najważniejsze. Moim marzeniem był zawsze
                    układ 2 +2, Ty masz już 2 dzieci, wiec po co zajmujesz mi czas i czarujesz, że
                    mnie kochasz. Były to całe godziny rozmów telefonicznych i w realu, po których
                    czuliśmy się pusci, wypruci. Czułam sie beznadziejnie i nie widziałam sensu w
                    tym wszystkim. Wylałam wiele łez i pytałam - po co mi to? Podobnie jak Ty
                    planowałam wyjazd, chciałam prosić Prezesa o przeniesienie na oddziału na
                    śląsku (jestem z pomorza). Chciałam schować głowę w piasek albo o znaleźć
                    trzecie (czytaj- wygodne dla mnie) rozwiaząnie.
                    Ostatnio z powodu pewnych wydarzeń udało mi sie zapanowac nad tym, czy na 100 %
                    nie wiem, bo zawsze zły moze z Ciebie wyleźć w najmniej spodziewanym momencie.
                    Spójrz na to tak, że czasu nikt nie cofnie, liczy sie to co przed Tobą. On jej
                    nie kocha, nie pasuje do niej, nie rozumie jej. Pomyśl sobie tak, ze skoro
                    dziecko nie było w stanie scalić ich związek, to rzeczywiscie on nic nie był
                    wart.
                    Ja musze jeszcze przełknąć cukierek nie zawsze słodki jakim będzie przebywanie
                    z dziećmi 24 h. Pomimo 0 % praktyki już teraz wiem, ze jestem bardziej
                    konsekwentna od NM, że trzeba wobec dzieci bardziej sprawnie wprowadzić
                    politykę kijek -marchewka,coś obiecać ale za konkretne efekty. Ja zostałam
                    wychowana inaczej i sądzę, ze efekt nie jest najgorszy, trzeba być samodzielnym
                    i zaradnym, a Eks NM wszystko za nie robiła, co powodowało jej flustrację a
                    dalej kłótnie i tak w kółko. Nie podoba mi sie ich konsumpcyjna postawa do
                    życia o czym NM powiedziałam. Po dyskusji NM jednak przyznał mi rację.
                    Uważam, ze angażując sie w taki związek nie można całkowicie przymykac oczy na
                    zacvhowanie i wychowanie dzieci NM. Trzeba też wziąść pod wzgląd, że faceci są
                    mniej wrażliwi i czujni, trochę inaczej patrzą na te sprawy.

                    Trzymaj sie ciepło. Jutro też jest dzień.
                    • lideczka_27 oftopikowo ;) 22.11.05, 18:24
                      sara, możesz mi powiedzieć jak Twój M uzyskał opiekę nad nie swoim dzieckiem?
                      Chodzi mi o sytuację prawną - czy on je adoptował za życia matki? Jestem w
                      podobnej do niego sytuacji i chciałabym nas zabezpieczyć, nie wiem czy
                      przysposobienie jest konieczne.

                      pozdrawiam
                      • sara98 Re: oftopikowo ;) 23.11.05, 09:49
                        Hej Lidko
                        Ojciec dzicka był "niebieskim ptakiem", prawdopodobnie bardzo młodym tak jak
                        żona NM. Nie interesował sie sprawą, był bardzo ucieszony, że ktoś zajął sie
                        jego dziewczyną, właściwiwie nie podjął sie nigdy roli ojca. NM adoptował
                        dziecko za życia matki, adopcja pełna.
                        Też "topowy" dla mnie jest teraz temat przysposobienia. Muszę w wolnej chwili
                        pokopać w podręcznikach. Do dokonania przysposobienia potrzebna jest zgoda
                        rodziców przysposobionego wyrażona przed sądem, chyba że któreś z rodziców
                        zostało pozbawione władzy rodzicielskiej. Sąd może orzec o przysposbieniu bez
                        uzyskania zgody ojca dziecka, którego ojcostwo ustalono przed sądem i któremu
                        nie przyznano władzy rodzicielskiej. U niego to był taki właśnie przypadek.

                        Pozdrawiam
                        • mikawi Re: oftopikowo ;) 23.11.05, 13:32
                          saro - sprawdź pocztę
        • judytak Re: co ja mogę...? 22.11.05, 14:22
          niunka24 napisała:

          > no, ale czy można być w stanie permanentnego podniecenia i zachowyać się w
          ten
          > sposób ciągle.

          nie ciągle :o)
          ale np. raz w tygodniu przez 3-4 godziny jak najbardziej :o)))

          > rodzice nie mogą pozwalać dzieciom na WSZYSTKO i tłumaczyć
          > wszystkiego tym,że są małe, czy muszą się wyszaleć...

          pewnie, że nie
          ale muszą się skupić na najważniejszych sprawach, a resztę odpuścić, bo inaczej
          całe ich życie by się składało z "nie rusz, nie skacz, zostaw, ciszej, co ty
          robisz?!", a tak żyć się nie da...

          poza tym, niektóre rzeczy naprawdę przechodzą "same" (oczywiście nie same, ale
          bez świadomych działań wychowawczych, po przykładzie rodziny, przedszkola,
          innych dzieci)

          norma: co jest normalne, a co nie? normy są szerokie... jedno dziecko jest z
          natury spokojniejsze, drugie ruchliwsze, jedno szybko zaczyna chodzić, mówić,
          albo umieć się zachować, drugie później, jedno do końca życia pozostanie
          cichym, spokojnym człowiekiem, a drugie za 60 lat będzie energicznym,
          gadatliwym, ciągle śpieszącym się gdzieś dziadkiem ;o)

          mów jasno i dokładnie dziecku, na co w_stosunku_do_ciebie nie może sobie
          pozwolić, mów jasno ojcu dziecka, jak ty widzisz, co i jak mógłby, co i jak
          powinien robić,

          ale jeśli ot po prostu męczy cię ciągły harmider, związany z dzieckiem, to
          przebywaj mniej w jego towarzystwie, a kiedy już przebywasz, to zajmijcie się
          jakimś spokojnym, wspólnym z dzieckiem zajęciem, jak malowanie, układanie
          puzzli, czytanie bajek, gra w "memo", a "czarnego piotrusia" czy cokolwiek,
          wtedy najspokojniej jest

          a sobą zajmijcie się w pozostałym czasie, przy czterolatku i tak się nie uda ;o)

          pozdrawiam
          Judyta

    • lideczka_27 Re: co ja mogę...? 22.11.05, 14:46
      Niunka, ja Cię podziwiam i wszystkie te macochy, którym partnerzy paluchem
      wskazują miejsce na końcu kolejki, a one to znoszą. Ja rozumiem, że ocenianie
      dziecka, krytyka czasem rodzica zaboli, ale kurczę - przecież masz podstawy!
      Twój facet źle Cię traktuje, jeżeli nawet nie uważa, byś miała prawo wyrazić
      swoje zdanie nt. zachowania jego dziecka (sic!), to nasz język polski ma bogaty
      zasób i można to ująć tak, byś nie poczuła się urażona. Co to znaczy "dla
      twojej przyjemności"? Ja bym mu dała przyjemność... Coraz częściej dochodzę do
      wniosku, że u mnie w domu dlatego jakoś tak wszystko dobrze się kręci i
      kręciło, bo w kwestii dzieci zawsze patrzeliśmy w tym samym kierunku...
      A co do zachowania małego. No cóż... Jestem mamą 2.5 latka (między innymi wink
      Należę do matek wymagających i konsekwentnych. Moja pasierbica jest dzieckiem
      bardzo posłusznym - to już uczennica, coraz częściej dokonująca dobrych
      wyborów, wie, co warto, kiedy i z kim wink Gdy ją o coś poproszę czy po prostu
      daję wskazówki co ma zrobić, to robi to bez gadania. To samo z jej ojcem. Z
      mężem nasze podejście do wychowywania jest podobne (konsekwencja,
      odpowiedzialność za słowa – obietnice, sprawiedliwe traktowanie), choć
      występują różnice - on jest dużo surowszy niż ja, mniej gada, długo ostrzega,
      gdy inne metody zawodzą - daje klapsa a jego klaps, no cóż wink Ja staram się jak
      najwięcej tłumaczyć, dużo przytulam, gadam do znudzenia, nie rozdaję klapsów,
      nie widzę, by skutkowały. A nasz syn... przechodzi bunt dwulatka. Uwierz -
      koszmar wink Są dni, że się słucha, są dni, że mam ochotę wyrżnąć łbem o ścianę.
      Słyszę nie, nie nie. Słyszę daj, coraz głośniej daj i daaaaaaj! Nie trafiają
      żadne argumenty, kawaler dodatkowo potrafi się położyć i wyć. A łzy większe jak
      grochy, buzia w podkówkę - nie da się na niego patrzeć, tak żal ściska. Bóg
      jeden wie skąd biorę w sobie siły, by dla świętego spokoju mu nie ulegać,
      naprawdę. Na szczęście w towarzystwie, wśród obcych jest potulny jak baranek wink
      Mimo więc tego, że nie daję się jego manipulacjom, nie ulegam ani wrzaskom ani
      płaczowi - facet mnie zwyczajnie nie słucha. Kiedyś dałam klapsa - przyznaję i
      oprócz tego, że się gorzej rozryczał a potem wycierał z żalu gile w mój rękaw
      to się nic nie stało. Tymczasem mój mąż wystarczy, że na niego spojrzy i już
      jest grzeczny. Wystarczy, że spojrzy! W niedzielę, myślałam, że małego
      rozszarpię - był wieczór, wykąpałam go, zjadł, miał spać a ten stoi i wyje. Ale
      wyje tak, że nie tylko mi najmłodsze obudził, które wyjątkowo trudno mi było
      uśpić ale pewnie i dzieci sąsiadów. Zadzwoniłam do męża, mówię zrób coś z nim
      bo zwariuję. A ten mu PRZEZ TELEFON powiedział, że ma się położyć i przestać
      ryczeć i MAGIA - dziecko się położyło, przytuliło do poduszki i cisza. Błoga
      cisza. A mąż się ze mnie śmieje do rozpuku i dokucza, że moje bezstresowe
      wychowanie wychodzi mi bokiem. Jakie bezstresowe? Przecież ja go nie
      rozpuszczam, stosuję kary i nagrody tyle tylko, że nie biję go. No i widzisz -
      tak to jest. Przynajmniej jeden rodzic musi mieć autorytet, by dziecko było
      posłuszne. Nie wiem czy u moich dzieci jest to bardziej strach przed ojcem,
      fakt, że się słuchają. Wiem natomiast, że w przyszłości to do mnie będą się
      zwracać, nie do ojca, bo strach ma krótkie nogi i mija - w wieku nastolatkowym
      byłam gotowa znieść najgorsze kary cielesne wymierzane przez ojca w obronie
      moich poglądów i zasad wink No i co miał mój biedny ojciec rzec gdy słyszał "no
      to mi najwyżej wlej".

      Twojemu facetowi to by się przydał miesiąc opieki nad dzieckiem non stop - Ty
      byś mogła sobie od tego urlop wziąć. Nie wiem co możesz zrobić - na pewno
      zadbać o swoje zdrowie psychiczne i emocjonalne i po prostu nie uczestniczyć w
      tych kontaktach, a ojcu w prezencie (gwiazdka tuż) kupić jakąś dobrą książkę o
      wychowywaniu dzieci - dziewczyny się tu zaczytują, niech Ci coś polecą. Może
      dla siebie znajdziesz jakieś wskazówki?

      pozdrawiam
      lidka
      • niunka24 Re: co ja mogę...? 22.11.05, 14:50
        na boże narodzenie, to ja sobię kupie bata porządnego...
        na mojego M oczywiściewink
        a jemu kajdanki! smile
        pozdrawiam, dziękuję.
        idę do lekarza,kolejnego z kolei. trzymajcie kciuki
        • lilith76 Re: co ja mogę...? 22.11.05, 16:02
          niunka, jesteś na razie w dołku i na wiele rzeczy patrzysz zbyt emocjonalnie,
          wiele rzeczy staje się zbyt trudne do ogarnięcia. to przejdzie.
          życzę pomyślnego wyniku wizyty u lekarza.
    • mamaika Re: co ja mogę...? 22.11.05, 17:56
      Niunka uszy do góry. Ja też nie lubię córek mojego M, właśnie ze względu na ich
      zachowanie - ogólnie i wobec mnie. Starałam się na początku jak oszalała,żeby
      mmnie polubiły, teraz zastanawiam się po co.Co do wychowania dziecka - to
      sprawa jego rodziców, niemniej zawsze masz prawo zwrócić dziecku uwagę jak
      zachowuje się wobec Ciebie niegrzecznie.Powinnas też o zachowaniu dziecka
      porozmawiać z M.Mój M zachowanie swoich córek widzi - czasem zwraca uwagę
      czasem nie, generalnie jak z nimi jest to ogarnia go syndrom "spikiego"( była
      kiedyś taka bajeczka : malutki piesek łasi się do dużego non stop "spike chcesz
      się bawić ?" "spike chcesz kość " etc. )Trochę to się zmieniło po naszych
      rozmowach,że to chore a dziewczyny są totalnie rozpuszczone i traktują go jak
      bank, ale w stopniu niewielkim. Mój obecny stosunek do swoich córek zna ,bo o
      tym nieraz rozmawialiśmy. Trudno, rzeczywistość niestety odbiega od
      marzeń.Muszę je akceptować takie jakie są, nie ja jestem od ich wychowania,
      pomijając już fakt,iz nastolatki są w jakiś sposób ukształtowane no i ich okres
      buntu i cwaniactwa typowy dla wieku.Ciekawe jest to,że młodsza mnie raczej lubi
      i zachowuje się zupełnie OK jak nie ma w pobliżu siostrzyczki ( pomijam jej
      totalne bałaganiarstwo i nieumiejętnośc zachowania się przy` stole).Odpuść
      sobie,a na glowe wchodzić nie pozwalaj.
      • niunka24 trochę kupa:/ 22.11.05, 23:23
        bardzo Wam dziękuję... Naprawdę. Chyba teraz to postaram się olac,nie
        myśleć,zapomnieć,muszę skupić się na sobie,lekarz mnie straszy..
        Nasza wspaniała służba zdrowia, brr... Lekarka w szpitalu powiedziała mi
        tydz..temu,że nie mogę mieć zapalenia jajników,że to na pewno ciąża poza m lub
        torbiel, a dziś okazało się,że to bardzo poważne zapalenie,że mogę mieć
        zrosty,problemy z zajściem w ciażę i naprawdę muszę zadbać o siebie. i jak nie
        zadbam,to szpital i te sprawysadPsychicznie też muszę się podreperować,to fakt.
        Rozpuszczone dziecko nie może mi w tym przeszkodzićsmile)) Dzięki za wszystkie
        posty. fajnie,że nie jestem sama. Fajnie,że mnie wysłuchałyście.

        Jedno tylko na marginesie.
        Jeśli chodzi o znajomość dziecka przez rodzica, któraś z Was ten temat
        poruszyła.... Ja znam je oczywiście dużo gorzej niż mój M (i może na razie
        dobrze,bo nie jestem gotowa) ale jak dobrze może znać dziecko ojciec,który
        widzi je czasm raz w tygodniu,czasem nie widzi dwa miesiące...? Chyba też nie
        tak dobrze..

        Dzięki za wszystko. Wiem,że podchodzę emocjonalnie, ale to nie ze względu na
        mój stan fizyczny,ja zawsze tak... Jest mi z tym bardzo ciężko. M jednak jest
        twardszy, czasem wszystko robi tak..mechanicznie,jedzie,spotyka się,wraca i
        tyle,nie ma dla niego problemu,normalka.a ja,durna,się przejmuję...

        Jak się lepiejpoczuję, przeczytam sobie jeszcze raz wszystkie Wasze posty na
        spokojnie, może coś konkternego postanowię,może tylko tyle,żeby na razie
        spróbować olać... A porozmawiać trzeba będzie z M. Ale to chyba nie ja jestem
        nieprzygotowana,tylko on...

        pozdrawiam, uciekam kurować się do ciepłego łóżeczka.
        Dzięki za wszystkie posty, życzę Wam cierpliwości, powodzenia i, dziewczyny,
        zaopiekujcie się czasem SOBĄ..wink
        pa


        ps. mamaika, no ja przynajmniej mam jednegouncertain trzymaj się!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka