Dodaj do ulubionych

Mit Matki Polki...

19.04.06, 13:25
który często bywa jak zasłona dymna na oczy "sprawiedliwych" (czytaj np.
składu sędziowskiego).
Naszym domowym sielskim zyciem wstrząsnęły ostatnio takie historie. Córa M
opowiedziała jak to mama zabrała ja na pewne zbiorowe spotkanie, gdzie
dorosli uczestniczyli w wykładzie a dziecmi zajmowała sie wynajęta opiekunka,
w bawialni zorganizowanej na korytarzu.Rzecz miała się w wynajętej hali gdzie
było około 2 tys, osób. I wszystko fajnie tyle że opiekunka poszła sobie
około 22.00, a nasza mała zasnęła na jakiejs kanapie i mama przyszła po nią
około 2 w nocy. Na ostatnich wakacjach dziecko obudziło się w nocy na
kwaterze i poszło w piżamie szukac mamy do pobliskiej knajpy. Wczesniej
zdarzało się, że dziecko wtedy 1,5 roczne płakało w namiocie (na polu
namiotowym) i jacys ludzie z namiotu obok w końcu zainteresowali sie i
utulili małą, mama była w pobliskiej knajpie, rok temu dziecko obudziło sie w
nocy w namocie i nie mogło sie wydostać, jak jej sie udało poszło szukać mamy
do pobliskiego pubu.
Czy trzeba by to dziecko ktoś zgwałcił lub porwał by sad uznał, ze matka nie
dopełnia swoich obowiązków?
Obserwuj wątek
    • jayin Re: Mit Matki Polki... 19.04.06, 18:44
      barbara001 napisała:


      > Czy trzeba by to dziecko ktoś zgwałcił lub porwał by sad uznał, ze matka nie
      > dopełnia swoich obowiązków?

      No niestety. Taka mentalność wielu osób. Póki nie ma naocznych dowodów/zdarzeń, problem się nie materializuje OFICJALNIE i drastycznie - to problemu NIE MA...
      Dopiero jak coś się stanie złego, to wszyscy zaczynają przyglądać się podobnym przypadkom i czasami reagują wtedy. A potem znowu zapominają - i cały motyw zaczyna się od nowa...
    • atenais Re: Mit Matki Polki... 19.04.06, 19:13
      heh... Matka Polka, Babcia Polka... tyko ojciec zawsze zły..... film "Tato"
      plecam, pewnie przerysowany i z "Bogusiem" ale troszkę porusza temat. Nasz Młody
      połowę czasu spędza u nas (środy, piątki, soboty i niedziele) a resztę u "mamy",
      a i tak p. psycholog wyrzucała M, że mu łatwiej, bo jest ojcem "dochodzącym".
      • barbara001 Re: Mit Matki Polki... 19.04.06, 21:29
        O, i ja do tego chciałam nawiazać. I sorki, że ja tak dzisiaj na ta nasza eks
        się najeżam ale mnie jasna cholera wzięła. Odwozimy dzieciaka na umówiona
        godzine, późną zwykle bo mama korzysta z wolnych wieczorów towarzysko, i bardzo
        dobrze, tyle ze czekamy zwykle 15-30-40 minut pod blokiem, jak jest ciepło ok,
        ale w zime o 22 nie jest fajnie. A wczoraj mieliśmy gosci z dziećmi, umówilismy
        sie ze odwieziemy mała między 20-21. O 20 do mnie telefon z ...ryjem za
        przeproszeniem i wyzwiskami gdzie jest jej dziecko???!!! Ale nie pamieta flądra
        jedna, jak w każde dosłownie wakacje umawiamy się ze np. wracamy 10 a dziecko
        odwozimy jej 11, zawsze od 7 mamusi telefon milczy. Potem mama pojawia sie
        około 15 z ryjem, oddawać dziecko, a potem z pretensjami że musieliśmy iśc do
        pracy i w ciągu dnia zostawiliśmy dziecko z obcymi osobami i ona sobie nie
        życzy (te obce osoby to moja koleznaka, siedzi w domu ze swoimi dziecmi i nie
        raz małą przechowywała). Jak zostawiła nam mała na wakacje z zapaleniem płuc
        przez ponad dwa tygodnie nie dała znaku życia, a jak wróciła i zapytalismy się
        dlaczego nie zadzwoniła, a komórkę posiada i owszem, to powiedziała ze nie
        wiedziała ile by ją kosztowała ta rozmowa to wolała nie dzwonić. A jak zabrałąm
        mała do moich dziadków na wekeend, bo M miał dużo pracy, a my posiedziałyśmy
        sobie dwa dni na wsi, to zagroziła że ograniczy M kontakty, skoro nie ma dla
        dziecka czasu. I jakbyśmy spotkali się w sądzie ... to $#%^$^$^$%, założę
        się ,że nasza wina byłaby większa.Cholera.
        • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 04.05.06, 19:04
          witaj, mam podobne odczucia, chociaz staram sie je tepic o byc moze nie
          potrafie obiektywnie ocenic eksi. wprawdzie sytuacje nigdy nie byly az tak
          ekstremalne ale ...
          pamietam ze to ja pierwsza kupilam nakladke na toalete i uczylam mala robic
          siusiu i sygnalizowac ze w ogole ma na to ochote. mala miala wtedy 3 lata i
          mamie wygodniej bylo pakowac pampersy. to ja uczylam mala jesc widelcem bo
          mamie wygodniej bylo prowadzic ja do mc donalda gdzie dzieci jedza wszystko
          raczkami. dziecko mialo 4 lata a mama pakowala ja w wozek bo przeciez tak
          wygodniej, w srodku zimy przyprowadzala do nas dziecko w skarpetkach- na
          pytanie co jest grane padala odpowiedz - jestes ojcem to jej kup rajstopki.
          wiem ze to nie moje dziecko, staram sie o tym w kazdej chwili pamietac ale boli
          mnie jak widze ze dziecko jest zaniedbywane przede wszytskim psychicznie.
          wiem ze odezwa sie glosy protestow - bo to nie twoje dziecko itd itd ale uwazam
          ze powinnas pietnowac zachowanie matki i wplywac na meza zeby odpowiednio
          reagowal.
          • m-m-m Re: Mit Matki Polki... 04.05.06, 19:18
            ze dziecko jest zaniedbywane przede wszytskim psychicznie.
            wiem ze odezwa sie glosy protestow - bo to nie twoje dziecko itd itd ale uwazam
            ze powinnas pietnowac zachowanie matki

            Zachowanie tej równowagi pomiędzy zwykym współczuciem wobec czyjegoś dziecka, a
            przejęciem roli wychowawczej jest trudne.
            Zwróć uwagę, że to nie Twój mąż, a jej ojciec uczył ją jeść widelcem, tylko Ty.
            To Ty uczyłaś ją korzystania z toalety, a nie on.
            Oczywiście każdy robi jak mu sumienie każe, ale na razie ja widzę, że po prostu
            zwolniłaś oboje jej rodziców z obowiązków wychowawczych i wzięłaś to na siebie.
            Nie wpłynęłaś na zachowanie męża, tylko za niego wszystko zrobiłaś.
            • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 04.05.06, 19:24
              wiem ze to ja, ale czy mam wobec tego niernie przygladac sie dwojgu mnieudolnym
              rodzicom skoro sama moge cos dla niej zrobic?? moj maz jest cudowny do zabawy z
              mala ale kiedy trzeba okazac cierpliwosc on jej nie ma. to powinna zrobic matka
              ale ona tego nie robi - co wiecej nie rozumie ze robi cos zle. jej sie wydaje
              ze jak dziecko nie przymiera glodem i nie jest zawszone tzn ze jest zadbane.
              naprawde chcialabym z czystym sumieniem powiedziec ze mala ma dobra kochajaca
              matke - zaoszczedziloby mi to mase psaychicznyuch rozterek ale tak nie jest.
              mam nic nie robic ????
              • chalsia Re: Mit Matki Polki... 04.05.06, 19:32
                masz "wytresować" partnera a ojca małej by pełnił prawidłowo swoją rolę
                wychowawczą.


                m-jak-magi napisała:

                > wiem ze to ja, ale czy mam wobec tego niernie przygladac sie dwojgu
                mnieudolnym
                > rodzicom skoro sama moge cos dla niej zrobic?? moj maz jest cudowny do
                zabawy
                > z mala ale kiedy trzeba okazac cierpliwosc on jej nie ma. to powinna zrobic
                matka
                >

                Co a bzdura że matka ma coś zrobić bo ojciec nie ma cierpliwości. Ojciec widać
                to też dziecko ino, ze duże.
                Chalsia
                • m-m-m Re: Mit Matki Polki... 04.05.06, 21:19
                  masz "wytresować" partnera a ojca małej by pełnił prawidłowo swoją rolę
                  > wychowawczą.



                  Popieram. Gdybym to ja wszystko robiła za mojego M. (bo mu się nie chciało, bo
                  miał inne sprawy, bo nie miał cierpliwości...) i matkę młodego (bo jest
                  psychicznie chora, bo okazała się być matką nieoodpowiedzialną itp...) to chyba
                  nastąpiaby jakaś pomyłka: dwoje ludzi beztrosko zrobiło sobie dziecko i teraz
                  beztrosko zrzucili je na kogoś innego, bo ten ktoś jest nadgorliwy i sam się
                  zgłasza by im je wychować. Przez 8 lat 24-o godzinnego macochowania mojemu dziś
                  już 17-letniemu pasierbowi odwalilabym za tych dwoje kolosalną robotę, ale...no
                  właśnie, ale jednak on ma rodziców, nie jest dzieckiem porzuconym, a ja go nie
                  adoptowałam. Wzięłam jego ojca i jego samego pośrednoo też, ale NIE TAK JAK
                  MATKA, ale jak osoba z zewnątrz. Złudnym jest, że taki pasierb/pasierbica
                  posiadający własnych rodziców będzie dla rodzica przybranego jak dla tych
                  dwoje. Nigdy nie będzie, żebyś flaki sobie wypruła. I nie jego to wina, po
                  prostu miłość do tych dwojga ma wbudowaną tak samo, jak i to, że ma ich geny i
                  jest do nich podobny.
                  Nie miej złudzeń, że on kiedyś uzna Cię tak jak matkę własną, żeby nie wiem
                  jaka ona dla niego była zła, a Ty dla niego dobra. To mrzonki.
                  • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 04.05.06, 21:32
                    mmm - nie sposob sie z toba nie zgodzic. obowiazkiem rodzicow jest wychowywac
                    swoje dziecko. ja rowniez z takiego zalozenia wychodze ale co zrobic kiedy
                    matka nie przejawia kompletnie zadnej inicjaywy. wiem ze kocha mala ale sama
                    milosc nie wystarczy. moj maz od poczatku chcial abym aktywnie uczesatniczyla w
                    wychowaniu dziecka. co innego jak poznajesz dziecko duze wychowane
                    uksztaltowane a co innego jak poznajesz malenstwo ktore twoja obecnosc w zyciu
                    traktuje jako zupelnie naturalny fakt. dla niej bylam jestem i bede tak samo
                    jak mama tata czy jej ojczym. nie jestem matka i nie roszcze sobie praw ale
                    traktuje ja jak swoje dziecko kiedy mieszka z nami. nie moge wobec tego biernie
                    przygladac sie temu jak moj maz traci cierpliwosc bo mala zlala sie w nocy do
                    lozka albo nieumiejetnie operuje widelcem i cale jedzienie laduje na stole a
                    nie w buzi. mala od poczatku zwraca sie do mnie po imieniu a kiedy czasem sie
                    pomyli tlumacze jej ze nie jestem jej mummy. czy zawlaszczam sobie jakies
                    prawa ??? nie wiem - mam wrazenie ze matce jest to na reke bo dziecko ladnie
                    ubrane, wraca do niej i umie kilka nowych wierszykow itd. licze sie z faktem ze
                    jak dorosnie nasze relacje zaczna sie zmieniac - moze na gorsze. co mopge
                    poradzic ze pokochalam mala calym sercem......................
                    • kasia_kasia13 Re: Mit Matki Polki... 04.05.06, 22:18
                      >matka nie przejawia kompletnie zadnej inicjaywy.

                      Wyglada na to, ze ojciec tez nie przejawia inicjatywy. Nie usprawiedliwa to
                      matki, ale dziwne, ze tylko ja krytykujesz.

                      wiem ze kocha mala ale sama
                      > milosc nie wystarczy. moj maz od poczatku chcial abym aktywnie uczesatniczyla
                      w
                      >
                      > wychowaniu dziecka.

                      Mowiac brutalnie, Twoj maz chce, abys Ty za niego odwala _jego_ obowiazki. Nie
                      daj sie w to wrobic.

                      >dla niej bylam jestem i bede tak samo
                      > jak mama tata czy jej ojczym.

                      Widzisz, nie bedziesz. Ojca ma sie jednego, matke tez. Macoch/ojczymow mozna
                      miec wiele.


                      >nie moge wobec tego biernie
                      >
                      > przygladac sie temu jak moj maz traci cierpliwosc bo mala zlala sie w nocy do
                      > lozka albo nieumiejetnie operuje widelcem i cale jedzienie laduje na stole a
                      > nie w buzi.

                      Nikt Ci nie kaze sie temu biernie przygladac, mozesz spokojnie ochrzanic meza.
                      • konkubinka Re: Mit Matki Polki... 05.05.06, 10:05
                        co prawda tez zdarza mi sie isc do knajpy i tez wychowuje dziecko z
                        poprzedniego zwiazku ale rowniez mnie wkurza ten mit .
                        U nas chocby jeden malutki przyklad:
                        corka M od pierwszej klasy caly dzien spedza sama z kluczami na szyi. .Od
                        trzeciej klasy jezdzi do szkoly do Warszawy PKSem - mają z mamusia samochod ale
                        sluzy on po to , aby mamusia wozila sie nim do pracy zostawiajac dziecko na
                        przystanku PKS po drodze.

                        Od pewnego czasu dziecko uczeszcza na Gawede do palacu mlodziezy.Do tego roku (
                        wlasnie dziecko skonczylo 13 lat) wygladalo to tak , ze M zrywal sie z pracy,
                        jechal po corke do szkoly , przywozil do Palacu , odbieral z palacu i zawozil
                        do domu za Warszawe.Tak 2-3 razy w tygodniu.Wiec w pazdzierniku wyszedl z
                        propozycja czy dziecko nie moze ze szkoly przyjezdzac do palacu bezposrednim
                        autobusem a on ja bedzie tylko z tego palacu za maisto wieczorem odwozil.
                        Oczywiscie otrzymal odpowiedz , ze jest nieodpowiedzialny a dziecko jest za
                        małe.
                        • t.ran Re: Mit Matki Polki... 05.05.06, 14:04
                          Cze Konkubinko, fajny fryz smile
                          • konkubinka Re: Mit Matki Polki... 05.05.06, 15:11
                            juz sie zmienil ze sto razysmile
                    • m-m-m Re: Mit Matki Polki... 05.05.06, 18:27
                      ale co zrobic kiedy
                      > matka nie przejawia kompletnie zadnej inicjaywy. wiem ze kocha mala ale sama
                      > milosc nie wystarczy.


                      Pogonić męża by małą zajmowal sie oraz by to on wyszedł z inicjatywą.



                      moj maz od poczatku chcial abym aktywnie uczesatniczyla w
                      >
                      > wychowaniu dziecka.


                      No pewnie : ))) Przecież za darmo (masz złudzenie, że bedziesz kiedys dla niej
                      tak samo wazna jak jej rodzice, bo jest mała - otóż błąd !) wychowasz cudze
                      dziecko. On tylko będzie doglądał czy dobrze to robisz. Popieram Kasię : nie
                      daj się w to wrobić.



                      traktuje ja jak swoje dziecko kiedy mieszka z nami. nie moge wobec tego biernie
                      >
                      > przygladac sie temu jak moj maz traci cierpliwosc bo mala zlala sie w nocy do
                      > lozka albo nieumiejetnie operuje widelcem i cale jedzienie laduje na stole a
                      > nie w buzi.


                      No tak, najłatwiej więc samej coś za niego zrobić. Nauczyć ją jedzenia, bo on
                      traci cierpliwość...Traci? Odejdź wtedy od stołu i ewentualnie potem wyjaśnij
                      mu czego od niego oczekujesz, ale NIE WYRĘCZJ GO nawet kosztem tej
                      cierpliwości. W ten sposób on Ci pokazuje, że on taki biedny nie ma
                      cierpliwości, a Ty masz... No, idealna sytuacja szanatażu. Nauczysz jego
                      dziecko jedzenia, tak jak kiedyś za niego pewnie wszystko robiła jego matka,
                      tak teraz Ty robisz. JEST MU TO NA PEWNO WYGODNE.



                      mam wrazenie ze matce jest to na reke bo dziecko ladnie
                      > ubrane, wraca do niej i umie kilka nowych wierszykow itd. l



                      No pewnie. Ma przecież świetną darmowa wychowawczynię, ktora do tej roboty sama
                      sie zgłasza.
                      • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 05.05.06, 18:42
                        byc moze jestem przypadkiem klinicznym ale mnie przebywanie z mala daje wiele
                        radosci. robie to rowniez dla siebie. cale zycie bylam wojujaca businesswoman
                        ktora nie chce dzieci, bo sa bee i przeszkadzaja w karierze. pojawila sie mala
                        i zaczelam czerpac radosc z bycia z nia. wiem ze moge to robic bezstresowo i
                        moge zaoszczedzic malej nerwowych sytuacji, bo ijciec sie wscieka podczas kiedy
                        ja spokojnie moge jej wszytsko wytlumaczyc. kiedy zaszlam w ciaze cieszylam sie
                        ze mala bedzie miala rodzenstwo a moje dziecko siostre ktora bedzie go kochac i
                        dbac o niego. stracilam moje dziecko w 3 miesiacu ciazy i staram sie z tym
                        jakos zyc normalnie i nie zalamywac sie. paradoksalnie swiadomosc ze jest w
                        moim zyciu taka mala dziewczynka trzyma mnie jakos w garsci.
                        mmm zgadzam sie z toba ze odwalam za kogos robote i prawdopodobnie nigdy ilosc
                        oddanego dobra nie wroci do mnie bo mala ma i miec bedzie mame i tate ktorzy
                        beda sie dla niej liczyc ponad wszystko - mysle jednak ze ktos taki jak ja kto
                        nigdy nie lubil dzieci ( skrajna irytacja na widok dziecka to delikatne
                        okreslenie mojego przypadku ) moze byc wdzieczny tej malej dziewczynce bo
                        dzieki niej pozno bo pozno ale chcialam miec wlasne dziecko i nadal tego chce.
                        mala po prostu oswoila mnie i wyciagnela ze mnie to o co bym sie nigdy nie
                        spodziewala. dzieki temu oprocz kochajacych ja rodzicow ( nieudolnych moim
                        zdaniem ale kochajacych ) ma rowniez zakochana w niej jak wariatka macoche smile
                        mam wrazenie ze watek odbiega juz nieco od oryginalnego postu ale ciesz sie ze
                        mam okazje to powiedziec.
                        • kasia_kasia13 Re: Mit Matki Polki... 05.05.06, 18:48
                          M-jak-megi, nie ma nic zlego w tym, ze darzysz mala sympatia i lubisz spedzaj z
                          nia czas. Powinnas byc tylko swiadoma, ze nie bedziesz w jej zyciu osoba rownie
                          wazna jak jej matka czy ojciec. Nie wiaz z nia zbyt duzo nadziei, typu, ze
                          zastapi Ci Twoje wlasne dzieci itd, bo mozesz przezyc rozczarowanie.
                          I absolutnie nie powinnas ise zajmowac jej wychowaniem i wyreczac w tym jej
                          ojca. Ta nadgorliwosc moze sie Wam wszystkim kiedys odbic czkawka.
                          • kicia031 Re: Mit Matki Polki... 08.05.06, 15:23
                            Tutaj niekoniecznie sie zgadzam, ze dzieckozawsze będzie bardziej kochac
                            wlasnych rodzicow niż macoche, czy inna bardziej lub mniej spokrewniona osobe –
                            ja jako dziecko spedzalam duzo czasu z moja ciotka, ktora uwielbiala dzieci a
                            nie miala wlasnych I zawsze mialam z nia lepszy kontakt niz z moimi rodzicami.
                            W przeciwieństwie do mojej matki jest moja prawdziwa przyjaciolka, mimo roznicy
                            pokoleń. Moja ciotka pomaga mi teraz wychowywac moje dzieci i one tez ja
                            uwielbiaja, duzo bardziej niż rodzone babcie.
                        • m-m-m Re: Mit Matki Polki... 05.05.06, 19:37
                          dzieki temu oprocz kochajacych ja rodzicow ( nieudolnych moim
                          zdaniem ale kochajacych ) ma rowniez zakochana w niej jak wariatka macoche smile


                          Rób jak uważasz.
                          Pomimo wszystko czarno widzę to na przyszłość. Teraz przenosisz miłość do
                          dziecka cudzego z nieistniejącego własnego. Wiesz, ja nie ma dzieci i z różnych
                          względów mieć ich nie chcę, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić takiej
                          reakcji przeniesienia potrzeby posiadania własnego dziecka na dziecko czyjeś,
                          choćby było to dziecko własnego męża.
                          Dla mnie to oczywiste, że pasierb nie jest moim dzieckiem i nigdy takim nie
                          będzie.
                          • barbara001 Re: Mit Matki Polki... 06.05.06, 14:08
                            Prawdą jest, że traktowanie dziecka partnera jak własne nie zwróci się
                            miłością, jaką obdarzyło by nas własne dziecko. Nie należy tego oczekiwać, ale
                            traktowanie pasierba, a szczególnie gdy jest to małe dziecko, z założenia na
                            dystans, tylko dlatego ze w zasadzie jest to obce dziecko jest nieco okrutne
                            dla tego dziecka. I bardzo widoczne gdy ma się własne dziecko. Więc w zasadzie
                            nie ma wyjscia, nalezy dziecko partnera traktowac jak własne (utrzymując w
                            sobie właściwy dystans)i matkować jednoczesnie nie matkując.
                            A wpajanie dziecku partnera wartości, które same uznajemy za cenne i nauczenie
                            wielu pozytecznych rzeczy, które powinna nauczyć je matka lub ojciec nie jest
                            bezzasadne, po pierwsze ułatwia funkcjonowanie wspólne pod jednym dachem po
                            drugie rzeczywiscie daje dużą satysfakcję. Tyle ze ojciec dziecka musi brać w
                            tym udział, nawet jak nie ma cierpliwosci, bo to zawsze jednak jego dziecko nie
                            macochy. I nawet nie chodzi tu o to ciągłe powtarzanie sobie ze to pasierb,
                            tylko o to, ze takie dziecko zawsze będzie ukształtowane nieco inaczej niz my
                            wychowywałybysmy własne.
                            A wracając do głównego watku, rozmowa z M na temat złego postępowania matki
                            dziecka oczywiście zawsze jest koniecznością. U nas nie ma z taka rozmową
                            problemu, obydwoje zauważamy problem i M niejednokrotnie rozmawiał na temat
                            zostawiania dziecka bez opieki z eks. Jak widać bez efektów. Bo jeszcze inne
                            niedociągnięcia takie jak nieprasowane ubrania, brak ciepłych obiadów,
                            nieuczesane włosy itp. moża omawiać latami az dziecko urosnie i bedzie samo
                            sobie gotowało, prało i prasowało, to pozostawianie dziecka bez opieki jest po
                            prostu niebezpieczne a nie jestesmy w stanie sledzić eks, gdzie chodzi i co
                            wtedy robi dziecko. A większość takich sytuacji miała miejsce gdy eks niemalże
                            w tajemnicy sie gdzieś z dzieckiem wybrała, choć wie, że nigdy nie
                            odmówimy "przyjęcia " dziecka nawet poza grafikiem. Ukrywa te wyjazdy i wyjścia
                            bo wie że nie akceptujemy gdy zabiera dziecko na spotkania jej grupy
                            wyznaniowej. A nie akceptujemy tylko dlatego ze nie zajmuje sie tam dzieckiem,
                            bo w co i gdzie ona sobie wierzy to zupełnie nas nie absorbuje. I dlatego sie
                            tak zeźliłam, bo jak coś złego się stanie to najbardziej skrzywdzone zostanie
                            dziecko, tyle że wtedy to juz będzie za późno. A jakbyśmy chcieli teraz jakos
                            przeciwdziałać to własciwe nie ma jak, bo w końcu nikt temu dziecku głowy nie
                            urwał kiedy była "pod opieką " matki to jakby dowodu nie ma, tylko to nasze
                            upierdliwe gadanie...

                            • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 06.05.06, 18:57
                              to straszne co piszesz ale chyba to prawda. kazdy a'priori zaklada ze matka
                              wychowa swoje dziecko lepiej i jej kompetencji nie mozna podwazac. wypada
                              pewnie modlic sie aby eskapady mamusi nie odbily sie na zdrowiu dziecka. ja
                              rowniez od czasu do czasu dowiaduje sie ze mama wypila o jedno piwo za
                              duzo .... ok od tego jeszcze daleko do zrobienia krzywdy dziecku ale ... sam
                              fakt "wstawiania" sie w obecnosci dziecka jest dla mnie karygodny. szczerze
                              mowiac ja juz staram sie nawet unikac rozmow na ten temat, bo kazdorazowa
                              interwencja mojego meza konczy sie awantura i grozba ze nie zobaczy dziecka.
                              oczywiscie nigdy taka grozba nie jest realizowana, bo predziej czy pozniej
                              wygrywa zdrowy rozsadek ale ...... dziecko w koncu nie jest gluche i slepe - w
                              wieku 5 lat zaczyna coraz bardziej rozumiec ze jest zrodlem konfliktu miedzy
                              swoimi rodzicami. oj .... to wszystko nie jest takie proste.....
                              • chalsia Re: Mit Matki Polki... 06.05.06, 22:07
                                > rowniez od czasu do czasu dowiaduje sie ze mama wypila o jedno piwo za
                                > duzo .... ok od tego jeszcze daleko do zrobienia krzywdy dziecku ale ... sam
                                > fakt "wstawiania" sie w obecnosci dziecka jest dla mnie karygodny.

                                Ekhm ekhm, jak by tu powiedzieć ..... Moi rodzice są ze sobą ponad 45 lat,
                                wyrosłam w pełnej oraz kochającej się rodzinie. ROdzice moi są normalni w
                                sensie korzystania z alkoholu - od czasu do czasu przy jakiejś okazji piją,
                                czasami do stanu rauszu. Jako dziecko nie raz miałam okazję uczestniczyć w
                                spotkaniach rodzinnych gdzie wszyscy po jakimś czasie byli na rauszu.
                                Miałam tez okazję jako dziecko zobaczyć czasami któreś z rodziców w stanie
                                powyżej rauszu i robiło to na mnie niemiłe wrażenie.
                                Czy to jest karygodne??? Nie sądzę. Dziecko też dzięki temu ma okazję zobaczyć
                                JAK używać alkoholu. Mnie to w każdym razie nie zaszkodziło.
                                Chalsia
                                • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 06.05.06, 22:58
                                  hmm, nie podzielam twojego zdania chalsia absolutnie. nikt nie jest oczywiscie
                                  perfekcyjny i kazdemu zdarzy sie przegiac z alkoholem ale nie sadze zeby to
                                  bylo akurat edukacyjne dla 5 letniego dziecka czy dla dziecka w ogole.
                                  przyjdzie napewno czas kiedy sama pozna co to znaczy pic alkohol ( prywatki,
                                  imprezy itd ) i wydaje mi sie ze zadaniem rodzica jest raczej edukowac jak
                                  ochronic sie przed konsekwencjami picia a nie pokazywac jak pic. to tyle na
                                  temat.
                                  • konkubinka Re: Mit Matki Polki... 06.05.06, 23:41
                                    no tak , bo matka samotna, samodzielna to juz tylko wzorem byc musi.
                                    Moja zawsze sie starala (nie wyszlo jej ) i pic nie potrafi .Nigdy duzo nie
                                    pila ale jak juz wypila to tak ze byla struta i co mam stwierdzic ze jest pod
                                    tym katem nieedukacyjna?Wrecz przeciwnie-wlasnie to zawsze dla mnie byl
                                    przyklad jak bardzo alkohol szkodzi.
                                    Za to moj "tata wraz z macocha" sa normalni.Lubia wypic przy okazji i po bardzo
                                    ciezkiej pracy.Elegancki alkohol w drinku przed tv lub przy muzyce.To raczej
                                    dla mnie wzor idealnej pary -to ile wypili mało mnie interesuje.
                                  • chalsia Re: Mit Matki Polki... 07.05.06, 00:08
                                    tyle tylko, że dzieci głownie uczą się przez obserwację a nie z pogadanek
                                    umoralniających swoich starych. JAkbym nigdy nie widziała swoich rodziców na
                                    rauszu, a potem oni by mnie edukowali w temacie alkoholu, to miałabym ich za
                                    całkowicie niewiarygodnych. To tak jakby ktoś kto nie ma prawa jazdy starał się
                                    mi wytłumaczyć jak operować pedałem sprzegła i dzwignią zmiany biegów.
                                    I własnie nie chodzi o to by uczuć jak się uchronić przed konsekwencjami picia,
                                    tylko jak pić by nie było JAKICHKOLWIEK konsekwencji (nawet najmniejszej z nich
                                    czyli kaca).
                                    Chalsia
                                    • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 07.05.06, 08:56
                                      skoro powolujesz sie na jazde samochodem - nie wystarczy edukacja ze po
                                      alkoholu nie moza jechac - trzeba po prostu po pijaku spowodowac wypadek -
                                      inaczej bedziemy niewiarygodni ????
                                      przepraszam ale argumenty sa dla mnie kuriozalne. sugeruje zakonczyc ten temat
                                      bo najwyrazniej kazda z nas ma swoje niezmienne zdane.
                                      • kasia_kasia13 Re: Mit Matki Polki... 07.05.06, 11:30
                                        m-jak-magi napisała:

                                        > skoro powolujesz sie na jazde samochodem - nie wystarczy edukacja ze po
                                        > alkoholu nie moza jechac - trzeba po prostu po pijaku spowodowac wypadek -
                                        > inaczej bedziemy niewiarygodni ????

                                        Bedziemy wiarygodni, jesli wlasnie po pijaku nie bedziemy nigdy wsiadac do
                                        samochodu.
                                        • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 07.05.06, 11:46
                                          i to bedzie rzeczywiscie klarowny przekaz dla 5-letniego dziecka - bo o 5letnim
                                          dziecku rozmawiamy ...................... litosci !!!!!
                                          • kasia_kasia13 Re: Mit Matki Polki... 07.05.06, 11:56
                                            m-jak-magi napisała:

                                            > i to bedzie rzeczywiscie klarowny przekaz dla 5-letniego dziecka - bo o
                                            5letnim
                                            >
                                            > dziecku rozmawiamy ...................... litosci !!!!!

                                            Masz racje. Nalezy do 18 roku zycia ukrywac przed dzieckiem fakt istnienia
                                            alkoholu. Na urodzinach, imieninach pic zawsze wode mineralna albo sok z
                                            marchwi, bo zdrowy. LItosci !!!
                                            • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 07.05.06, 12:08
                                              kasia zanim zaczniesz mnie atakowac wczytaj sie w to co napisalam. napisalam,
                                              byc moze delikatnie i nie zostalo to odpowiednio odebrane ze matka opiekujac
                                              sie 5letnim dzieckiem naduzywa alkoholu. rozumiem ze to jest OK bo w koncu
                                              dziecko od malego nalezy przyzwyczajac do faktu ze dorosli pija i chodza
                                              zawiani. dziecko oczywiscie w swojej madrosci wyciagnie z tej sytuacji jak
                                              najlepsze wnioski. ciekawa jestem czy taka tryfe stosujesz do swojego wlasnego
                                              dziecka rowniez czy dotyczy ona tylko pasierba. to chyba tylko w komediach moze
                                              byc smieszne:dziecko od malenkosci z granatem oswajaj. zeby nie byc goloslowna
                                              powiem ze wychowalam sie w przecietnej polskiej rodzinie, gdzie alkohol byl
                                              okazjonalnie spozywany podczas rodzinnych spotkan. moi rodzice dbali jednak
                                              abym nie byla swiadkiem ostro zakrapianych imprezek - bo nic w tym edukacyjnego
                                              nie ma. mysle ze to subtelna roznica. za nienormalna jednak uwazam sytuacje
                                              kiedy popijanie sobie piwka przy malym dziecku ( i nie mowie o jednej butelce )
                                              staje sie dziennym rytualem. to tyle na temat.
                                              • barbara001 Re: Mit Matki Polki... 07.05.06, 12:59
                                                O rany , co za dyskusja. wiadomo, alkochol nie powinien byc tematem tabu w
                                                domu, i dziecko widzące rodziców przy drinku nie jest w zaden sposób
                                                deprawowane. Ale dziecko widzace przewracajacych się lub bełkoczacych rodziców
                                                to juz przegiecie. U nas w domu podczas pobytu dziecka bywaja spotkania gdzie
                                                pija się alkochol, i dopóki dziecko uczestniczy w imprezie wszyscy zachowuja
                                                się jak trzeba a jak idzie spać impreza robi się czasem bardziej dorosła. I
                                                tyle. I nie ma w tym nic złego. Żle natomiast jezeli rodzice pozwalają sobie na
                                                kieliszek za dużo gdy sa odpowiedzialni za dziecko, i mam na myśli nie
                                                spotkanie w domu gdzie dziecko idzie sobie spać do swojego łózeczka a rodzice
                                                sa blisko, tylko sytuacje gdzie np. rodzic zabiera dziecko do knajpy i tam
                                                wstawia sie i potem szoruje niepewnym krokiem z dzieckiem na reku do domu.
                                                Nie wiem jak zachowuje sie i kiedy naduzywa eks m-megi ale o ile nie jest to
                                                zbyt czeste i z zachowaniem jednak bezpieczeństwa i spokoju dziecka, to moze
                                                nic w tym złego. Jak widać dużo bardziej lekkomyślnie mozna zachowac sie na
                                                trzezwo, na przykładzie naszej eks. Bo że nasza eks zabiera dziecko na imprezy
                                                do znajomych, gdzie byc moze pozwala sobie na jednego wiecej to pewnie tak jest
                                                ale nie mamy żadnych przesłanek by to krytykowac bo raczej zawsze dba o swoja
                                                przytomnosc umysłu i bezpieczny powrót do domu. Bo nasza mała chodząc po
                                                knajpkach szukajac matki nie zastawała jej pod stołem, chodzi tylko o
                                                zapewnienie dziecku bezpieczeństwa, którego nie ma gdy zostawia sie je same np.
                                                na polu namiotowym.
                            • kasia_kasia13 Re: Mit Matki Polki... 07.05.06, 18:41
                              >Prawdą jest, że traktowanie dziecka partnera jak własne nie zwróci się
                              >miłością, jaką obdarzyło by nas własne dziecko. Nie należy tego oczekiwać, ale
                              >traktowanie pasierba, a szczególnie gdy jest to małe dziecko, z założenia na
                              >dystans, tylko dlatego ze w zasadzie jest to obce dziecko jest nieco okrutne
                              >dla tego dziecka

                              Nie postuluje chlodnych kontaktow. Mozna byc serdecznym, polubic dziecko, miec
                              z nim dobry kontakt. Tylko wlasnie miec swiadomosc, ze pasierb nas nie pokocha
                              jak matki i nie zastapi nam wlasnego dziecka. Z wypowiedzi m-jak-magi
                              wynikalo, ze ona tej swiadomosci nie ma. Ze ma duze oczekiwania w stosunku do
                              swojej pasierbicy w zamian za jej milosc. Mozliwe, ze zle zrozumialam. Ale
                              naprawde warto pozbyc sie zludzen, zeby samemu uniknac rozczarowania i nie miec
                              potem pretensji do pasierba z cylku "Ja dla Ciebie tak sie poswiecalam a Ty..."
                              Najlepiej, jesli sie dziecko polubilo (z wzajmnoscia), byc dla niego kims w
                              rodzaju zyczliwej ciotki.
                              • m-jak-magi Re: Mit Matki Polki... 08.05.06, 01:44
                                zdecydowanie zle mnie zrozumialas. ja nie mam zadnych oczekiwan w stosunku do
                                mojej pasierbicy, skad to wyczytalas nie mam pojecia. od kiedy to za milosc do
                                kogokolwoiek oczekuje sie wdziecznosci ??????

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka