mamapodziomka
11.07.06, 13:38
Forum czytam juz od bardzo dawna, ale jakos do tej pory nie zebralam sie zeby
napisac. Nie da sie ukryc, ze jestem bardzo niedoswiadczona macocha i ostatnio
zwlaszcza bardzo pogubiona...
Moze najpierw napisze pare slow o naszej konstelacji. Jestesmy razem z NM od
roku, zadne z nas nie przyczynilo sie do rozpadu poprzedniego malzenstwa (choc
final rozwodu NM byl pare tygodni po tym jak sie rozstalismy, a moj rozwod
wciaz w toku, ale w Niemczech niestety dlugo to trwa). Ja mam 2.5-letnia
coreczke, NM ma 7-latke i 9-latka. Moja corka mieszka z nami, dzieci NM co
drugi weekend i kazdy wtorek.
Konflikty zaczely sie dosc wczesnie, choc dzieci poczatkowo przyjely nas
wzajemnie bardzo entuzjastycznie. Jednak dosc szybko sprawa sie skomplikowala,
bo NM jest klasycznym weekendowym tatusiem - dzieci nic nie musza, do
wszystkiego maja prawo, 100% uwagi przez caly dzien, standard. Poczatkowo
znosilam ten czas, ale trudno tak naprawde cos ukryc i NM zauwazyl, ze nie
ciesze sie na weekendy i wyjazdy z dziecmi. Ex jest taka srednia, nie bruzdzi
jakos karczemnie, ale tez reprezentuje opcje wychowanie bezstresowe i
calkowite "poswiecenie sie" dla dzieci (co zreszta dosc czesto mowi). Raczej
stara sie rowniez o schladzanie kontaktow dzieci ze mna i moja corka
(komentarze typu, ze nie jestesmy ani rodzina ani przyjaciolmi wiec nie mozemy
brac udzialu w jakis tam uroczystosciach, mimo ze dzieci zaprosily). Wyjatkowo
dla mnie trudne do zniesienia jest jeszcze marudzenie - dzieciom generalnie
nic sie nie podoba. Zwierzeta w zoo sa glupie, spacery nudne, etc. Najchetniej
siedzialyby caly dzien przed telewizorem. Syn NM ma tez olbrzymie problemy -
ciezkie ADHD, dysleksje, dysgrafie, dyskalkulie...
Przez jakis czas NM sprawial wrazenie, ze troche zrozumial koniecznosc
wprowadzenia zasad w domu i to zasad obowiazujacych wszystkich, ale niestety
po pierwszym takim weekenedzie dzieci sie obrazily, nie chcialy wiecej
przychodzic. No i NM zrobil wolte w powietrzu - okazalo sie ze to moja wina bo
jestem wredna macocha, a on mnie juz "chyba" nie kocha.
Jakos udalo nam sie ten konflikt zazegnac, choc nie musze mowic, ze bylo to
trudne. W sobote jedziemy wszyscy razem na dwa tygodnie nad morze i w sumie to
bedzie troche taki test... Tyle, ze nie bardzo wiem jak mam sie zachowywac...
Nie mam ochoty spedzic tych calych 2 tygodni tylko z moja cora (tym bardziej,
ze jej ojciec ja olal i ona zna praktycznie tylko NM i mowi do niego tata i
jest bardzo zwiazana uczuciowo z nim i dziecmi), nie mam ochoty tez robic za
sluzaca i obslugiwac towarzystwo na kolanach. Dzieci sie soba nie zajma przez
5 minut, bo nie potrafia. Ech....