kicia031
09.08.06, 20:54
Watek o wstretnych Exiach mial jednak pewna zalete - zaispirowal pewne
przemyslenia. Jak wiecie, jestem Exia I Nexia, posiadaczka Nexta, czyli
obecnego oraz Exa, Exi, Nexi i Nexa, czyli obecnego partnera Exi. Zarówno Ex
jak i Exia maja w nowe dzieci w nowych związkach, by dodac komplikacji. Do
tego jestem także, w kolejności chronologicznej, samotna matka, macocha oraz
zwykla matka.

)
Taki igrom doświadczeń życiowych natchnął mnie do głębszej refleksji – rzadko
się przeciez zdarza, by rozwod czy rozstanie nasteppowaly w wyniku zgodnej,
obustronnej decyzji, a do tego jeszcze by porozwodowe ustalenia finasowo-
logistyczne satysfakcjonowaly obie strony. Na ogol jedna strona kocha i chce
naprawiac związek, nawet jeśli się do kryzysu przyczynila – tylko już nie ma
z kim. Tym boleśniejsze jest, gdy partner odchodzi do kogos innego, bo nie
wiadomo, czy zdecydowalby się na skok z samolotu, gdyby nie miał spadochronu.
A już starożytni Gracy wiedzieli, ze „furia kobiety wzgardzonej gorsza od
piekielnej” co nie dotyczy zreszta tylko kobiet. Niechęć, nawet nienawiść do
partnera który wzgardzil nasza miłością, porzucil, może zdradzil to uczcie
zupełnie naturalne. A i strona porzucaja woli widziec partnera jako
uosobienie wszelkich wad, bo latwiej wtedy uciec przed wyrzutami sumienia, ze
się kogod skrzywdzilo, złamało. Latwiej myśleć, ze „to zla kobieta była” (lub
mezczyzna) niż ze złamaliśmy przysięgę, wykazaliśmy się niedojrzałością, czy
pochopnie zawarliśmy małżeństwo i spoldzilismy dzieci (lub w odwrotnej
kolejności

))
I tak sobie myślę, ze wiele z nas (lacznie z autorka tego postu) wykazuje się
spora naiwnością wierzac w opowiadane nam historie o podłych i wrednych
Exiach (nie mowie, ze takich nie ma, ale chyba zageszczenie takich cech wśród
Exi nie przekracza ich zageszczenia w reszcie populacji). Przy czym nie
mowie, ze opowieści te są kłamstwem, jeśli już, to jest nieswiadome
okłamywanie siebie, bo na tym to przeciez polega, ze się w okropność bylego
partnera wierzy…