Wstretne Exie

09.08.06, 20:54
Watek o wstretnych Exiach mial jednak pewna zalete - zaispirowal pewne
przemyslenia. Jak wiecie, jestem Exia I Nexia, posiadaczka Nexta, czyli
obecnego oraz Exa, Exi, Nexi i Nexa, czyli obecnego partnera Exi. Zarówno Ex
jak i Exia maja w nowe dzieci w nowych związkach, by dodac komplikacji. Do
tego jestem także, w kolejności chronologicznej, samotna matka, macocha oraz
zwykla matka.wink)
Taki igrom doświadczeń życiowych natchnął mnie do głębszej refleksji – rzadko
się przeciez zdarza, by rozwod czy rozstanie nasteppowaly w wyniku zgodnej,
obustronnej decyzji, a do tego jeszcze by porozwodowe ustalenia finasowo-
logistyczne satysfakcjonowaly obie strony. Na ogol jedna strona kocha i chce
naprawiac związek, nawet jeśli się do kryzysu przyczynila – tylko już nie ma
z kim. Tym boleśniejsze jest, gdy partner odchodzi do kogos innego, bo nie
wiadomo, czy zdecydowalby się na skok z samolotu, gdyby nie miał spadochronu.
A już starożytni Gracy wiedzieli, ze „furia kobiety wzgardzonej gorsza od
piekielnej” co nie dotyczy zreszta tylko kobiet. Niechęć, nawet nienawiść do
partnera który wzgardzil nasza miłością, porzucil, może zdradzil to uczcie
zupełnie naturalne. A i strona porzucaja woli widziec partnera jako
uosobienie wszelkich wad, bo latwiej wtedy uciec przed wyrzutami sumienia, ze
się kogod skrzywdzilo, złamało. Latwiej myśleć, ze „to zla kobieta była” (lub
mezczyzna) niż ze złamaliśmy przysięgę, wykazaliśmy się niedojrzałością, czy
pochopnie zawarliśmy małżeństwo i spoldzilismy dzieci (lub w odwrotnej
kolejnościwink))
I tak sobie myślę, ze wiele z nas (lacznie z autorka tego postu) wykazuje się
spora naiwnością wierzac w opowiadane nam historie o podłych i wrednych
Exiach (nie mowie, ze takich nie ma, ale chyba zageszczenie takich cech wśród
Exi nie przekracza ich zageszczenia w reszcie populacji). Przy czym nie
mowie, ze opowieści te są kłamstwem, jeśli już, to jest nieswiadome
okłamywanie siebie, bo na tym to przeciez polega, ze się w okropność bylego
partnera wierzy…
    • m-jak-magi Re: Wstretne Exie 09.08.06, 22:26
      wiesz kiciu duzo prawdy w tym co piszesz. ja jestem jedynie next ale od czasu
      do czasu potrafie wczuc sie w role exi. oczywiscie kiedy nie targaja mna emocje
      probuje zrozumiec jej zachowanie i niechec do mnie - mimo ze ja wlasciwie nie
      czuje sie winna. mam oczywiscie poczucie winy w stosunku do malej - bo czasem
      sobie mysle ze gdybym sie pojawila w zyciu m mala byc moze mialaby pelna
      rodzine. w stosunku do exi nie mam zadnego poczucia winy. rozumiem jednak ze
      kobieta wzgardzona taragaja rozne emocje, musze powiedziec ze nawet to rozumiem
      i nie budzi to mojego oburzenia. m jest na tyle subtelny ( a moze na tyle boi
      sie mojej wybuchowej reakcji ) ze rzadko dzieli sie ze mna "sensacjami" na moj
      temat. ja mam jednak swiadomosc ze psy na mnie wiesza i genrealnie mi to zwisa.
      Burze sie jedynie i w tej kwestii jestem nieustepliwa, kiedy emocje wzgardzonej
      kobiety odbijaja sie na malej. wprawdzie zdarza sie to rzadko ale od czasu do
      czasu exia daje czadu ubierajac dziecko w szmaty czy wychylajac o jedno piwko
      za duzo. z tym walcze z cala stanowczoscia, chociaz zdarza sie ze sama pakuje
      sie w awanture z moim m bo jemu chyba ciezko sluchac o niej jako o zlej matce.
      generalnie jednak - porownujac z innymi watkami reprezentujacymi skrajne
      postawy zarowno exi jak i nexi uwazam ze zarowno ona jak i ja trzymamay bardzo
      przyzwoity poziom.
    • blondgirl Re: Wstretne Exie 09.08.06, 22:27
      Masz dużo racj w tym co piszesz.

      Od dłuższego czasu (w zasadzie od początku mojego "bycia" z NM)zastanawiam się
      co było przyczyną jego rozwodu. I niestety zaczynam dochodzić do wniosku, że
      to, co mówi o Ex, to nie była jedyna przycyzna rozpadu ich związku. Co prawda
      mimo wszystko nie pochwalam i nie rozgrzeszam jej uczynku, jednak jestem w
      stanie ją zrozumieć...

      Poza tym jak na razie Exia nie robi żadnych problemów, a z pewnością wie o moim
      istnieniu chociażby od Młodego. Mam nadzieję, że tak już zostanie.
      • kicia031 Re: Wstretne Exie 09.08.06, 22:28
        No wlasnie czasami ja tez mysle, ze sie Exi nie dziwie wink))
        • mrs_ka Re: Wstretne Exie 09.08.06, 23:07
          Ja myślę, Kiciu, że to nie do końca jest tak. To wszystko, o czym piszesz, to
          dobra charakterystyka przeróżnych racjonalizacji sytuacji związanych z rozwodem
          i płynącym zeń poczuciem winy/krzywdy. Racjonalizuje żona, kochanka, mąż,
          kochanek, eksia, next i tak dalej.

          Jednak jest to tylko pewna możliwość, a nie nieuchronność. Mam tu na myśli, że
          sytuacja rozwodu ma w sobie potencjał nieskończonych scenariuszy z wspólnymi
          wigiliami włącznie, ale też z np. szarpaniem się na sądowych schodach włącznie.
          Tak więc nieuchronnie dochodzi się do tego, że kierunek, w jakim ta sytuacja się
          potoczy (a zatem późniejsze racjonalizacje) zależy wyłącznie od obu stron i od
          aktualnych racjonalizacji.
          Może zatem być tak, że Neksia usłyszy dobre słowo o Eksi, a Eksia będzie darzyć
          Neksię sympatią. Mam też poczucie, że to od dojrzałości stron zależywink No ale
          też od atmosfery przedrozwodowej i powodu rozwodu.

          Odniosę się jeszcze do tego, co napisałaś o stronie porzucającej, która woli
          widzieć partnera jako uosobienie wad, bo łatwiej wtedy uciec przed wyrzutami
          sumienia.
          I też się z tym nie zgodzę, to znaczy uważam to za uogólnienie, które jako
          uogólnienie jest zapewne słuszne.
          Nominalnie to ja porzuciłam męża, nieoficjalnie śmiem twierdzić, że było
          odwrotnie, ale tak to już jest z ludzką obojętnością, że nie da się zrobić z
          niej obdukcji ani namacalnego dowodu. Wystarczy mi jednak pamięć.

          Tak czy inaczej po odejściu od męża nie postrzegałam go jako uosobienia wad.
          Postrzegałam go tak przez większość małżeństwa. Po rozwodzie ze zdziwieniem
          stwierdziłam, że ja go nawet dość lubię. Generalnie stosunek doń przeewoluował
          mi in plus.
          Wyrzuty sumienia miałam i uważam, że bardzo dobrze. Absolutnie przed nimi nie
          uciekałam, ale nie dlatego, że jestem masochistką, ale dlatego, bo uważałam, że
          nie można zrobić kaka na środku salonu i udawać, że to nie moje.
          Kwestia pewnej odpowiedzialności.

          Jeszcze jedna istotna kwestia: mój mąż nigdy nie wypowiedział się źle na temat
          swojej byłej żony. Szanuję go za to. Klasy kupić nie można.

          Do dziś pamiętam niesmak pomieszany z niską satysfakcją, kiedy Eks opowiadał mi
          o byłych partnerkach i stawiał je w złym lub- co gorsza- szyderczym świetle. Ta
          satysfakcja mnie mocno uwierała, bo miałam świadomość niestosowności i brzydoty
          tej sytuacji.
          Teraz wiem, że i mnie pewnie to spotkało i zostałam obsmarowana przed Neksią. I
          nie powiem, nie tyle mnie to dotyka, co jakoś brzydzi.
          Cieszę się, że mój mąż jest jednak gentlemanem i nigdy nie pozwoliłby sobie na
          patroszenie wspomnień o byłych miłościach, a tym bardziej na ironiczny chichot
          nad trumną. Generalnie uważam, że jest to pewien miernik poziomu człowieka, bo
          wskazuje, czy dany człowiek ma szacunek do siebie samego i swojej przeszłości.

          a.
          • atenais Re: Wstretne Exie 10.08.06, 00:24
            ...pozostaje sie tylko podpisac...
          • kicia031 Re: Wstretne Exie 10.08.06, 07:51
            Pani K. nie twierdze, ze nie zdarzaja sie sytuacje wyjatkowe. Ale one sa
            wlasnie... wyjatkowe.
            Poza tym wybacz, moze przemawia przez mnie gorycz, a moze tylko doswiadczenie
            zyciowe, ale sposob w jaki opisujesz swoje zycie przedstawia obraz tak idealny,
            ze czasami wierzyc mi sie nie chce w taki rosy picture. Nie zrozum mnie zle,
            nie twierdze, ze mijasz sie z prawda, twierdze tylko, ze moze jeszcze nie o
            wszystkim wiesz? Wiele rzeczy gotuje sie latami pod powierzchnia zanim wyplynie
            i stanie sie widoczne, czesto tez nie wszyscy zainteresowani chca/potrafia to
            widziec. Paradoksalnie, dzieje sie tak czesto w dobrych, udanych zwiazkach,
            gdzie obowiazuje kanon 'miedzy nami jest swietnie" wiec nie wspominamy o tym
            czy tamtym drobnym problemiku, by nie zranic partnera, by nie zniszczyc tego co
            jest przeciez takie wspaniale...
            Oczywiscie nie zycze ci tego, ale niestety zbyt wiele razy widzialam takie
            sytuacje, by pozostaly mi jakies zludzenia.
            • claairee Re: Wstretne Exie 10.08.06, 09:42
              kicia031 napisała:
              Paradoksalnie, dzieje sie tak czesto w dobrych, udanych zwiazkach,
              > gdzie obowiazuje kanon 'miedzy nami jest swietnie" wiec nie wspominamy o tym
              > czy tamtym drobnym problemiku, by nie zranic partnera, by nie zniszczyc tego co
              >
              > jest przeciez takie wspaniale...
              >
              == no , własnie, tak się zaczęłam zastanawiać, czy dobrze zrobiłam, że
              powiedzialam o ex, i to rzeczy niezbyt pochlebne, że może to rzeczywiście takie
              nieładne i nie powinnam... z drugiej strony next chciał wiedzieć, nie dla
              jakiejś satysfakcji, ale dlatego, ze chcial wiedzieć coś o mojej przeszłości,
              dlaczego tak, a nie inaczej sie potoczyło. Czasem taka wiedza pomaga zrozumieć
              zachowanie partnera, bo mimo, ze tworzymy nową jakość pewne nawyki, urazy z
              przeszłosci mają wpływ na nasze reakcje, zachowania.
              Uważam, ze jakaś wiedza nt byłych jest potrzebna, natomiast codzienne
              epatowanie, porównywanie i opowiadanie jaki to był drań itp, jest chore,
              niepotrzebne i źle swiadczy, o opowiadającym.
            • mrs_ka Re: Wstretne Exie 10.08.06, 10:23
              Pani Kiciu, a ja doprawdy nie rozumiem, co Pani mi sugerujewink
              Czyżbyś należała, Kiciu, do tego samego gatunku ludzi, co mój mąż: kiedy jest
              źle- on rozpacza; kiedy jest nieco lepiej- drży, że znów będzie gorzej; kiedy
              jest dobrze i naprawdę nie widać żadnej oznaki potencjalnego kataklizmu, to i
              tak jest niezadowolony, bo TEORETYCZNIE tę pełnię może przerwać katastrofa
              nuklearna. Mało prawdopodobne? No to co? Kwant szansy jednak jest. Zawsze należy
              wypatrywac nieba, które może spaść nam na głowę.

              Powiem Ci tak: Kiedy Masz do zjedzenia sztukęmięs to tylko od Ciebie zależy, czy
              podasz ją na miśnieńskiej porcelanie i z serwetką, czy też ciśniesz na
              plastikowy talerzyk.
              W moim poczuciu z życiem i tym, co nas w życiu spotyka, jest tak samo. Fakt
              zawsze jest faktem, ale recepcja zalezy wyłącznie od nas. I to ona- wedle moich
              doświadczeń- w największym stopniu kształtuje sytuację, a nie wspomniane fakty.

              Dam Ci prosty przykład. Mój Eks pewnego razu poprosił mnie o obniżenie alimentów
              o 200zł na okres 6 miesięcy. Motywował to tym, że wziął kredyty na architekta
              wnętrz w swoim mieszkaniu. Po sześciu miesiącach- jak zadeklarował- znów będzie
              płacić początkową kwotę.
              Widzisz, ja naprawdę nei uważam, że branie sobie architekta wnętrz należy do
              minimum bytowego i lifestylowego przeciętnego człowieka. To nie jest coś równie
              niezbędnego jak chleb, prawda?
              Obniżenie tej kwoty o 200zł na pewno było na rekę Eksowi, ale mnie przecież
              przez te 6 miesięcy wydatki nie malały i czesne za przeszkole nadal wynosiło
              tyle samo.

              Zgodziłam się na propozycję Eksa, bo wyznaję zasadę kompromisu i ludzkiego
              podejścia do ludzi.
              Dwa miesiące później on wybył w egoztyczną i długą podróż.
              Wtedy się po cichu zapieniłam, bo pieniądze na wojaże miał, na piaskowiec i teak
              w mieszkaniu też, ale na syna jakoś zabrakło.

              Po pół roku dowiedziałam się, że nie było między nami żadnej umowy o powrocie do
              dawnej kwoty alimentów. I owszem, on chętnie będzie mi przez kolejne pół roku
              spłacał te 200zł miesięcznie, ale sam na własną rekę decyduje się obniżyć sobie
              te alimenty na stałe.
              No i powiedz, Kicia, nie trafiłby Cię z miejsca szlag?

              I tu moim zdaniem dochodzimy do sedna. To, że mam taki układ, jaki mam nie
              oznacza, że on jest idealny i doskonały. To tylko oznacza, że ja mam do tego
              układu określony stosunek. I telepie mną naprawdę często ALE to się nie
              przekłada na sankcje, moje złośliwości i sprawy sądowe.
              Kiedyś już tłumaczyłam swój punkt widzenia: najistotniejsza jest dla mnie
              relacja między ojcem i dzieckiem. Uważam mojego eksa za dobrego ojca. Mój syn go
              kocha z całych sił. To wyczerpuje temat moich ewentualnych ansów.

              Jak za wszystko- za coś takiego się płaci. Ja płacę właśnie tym, że muszę znosić
              tego typu kuriozalne kwiatki jak ten opisany w sytuacji z podwyżką. W mojej
              prywatnej kalkulacji- nadal mi się to opłaca, bo dziecko ma ojca.
              Nigdy nie zniżyłam się do przenoszenia naszych spraw do sali sądowej i od zawsze
              uważam, że jest to dobrowolna zgoda na trwałe pogorszenie kontaktów.

              Czy jestem wyjątkiem? Na tym forum zapewne tak, ale naprawdę mnie to nie
              zaburza. W realnym życiu znam jeszcze dwie takie sytuacje, gdzie układ jest
              bardzo poprawny, a dzieci mają nieograniczony kontakt z ojcem.
              Powiem więcej: wiele kobiet krytykowało moje poczynania zarzucając mi idealizm,
              naiwność i dawanie się robić w bambuko. Doradzały mi wystąpić o podwyżkę
              alimentów o 200zł czy wyregulować kontakty (mamy pełną wolność, ale Eks
              faktycznie często nawala). Minęło sporo czasu od tamtej chwili i kiedy patrzę na
              życie moich doradczyń, które stosowały sie do swoich rad to niestety, ale tylko
              mój syn jest dzieckiem, który ma pełny i nieograniczony kontakt z ojcem. Metoda
              twardej egzekucji być może dała sporo satysfakcji tym, którzy się nią posłużyli,
              ale dziecku wyszła zdecydowanie bokiem.

              Soł, Kiciu- jakie są Twoje zastrzeżenia? Że za ładnie i za poprawnie? To nie
              jest ani ładnie, ani poprawnie. To jest cięzka praca i cholernie dużo dobrej
              woli z mojej strony. Ze strony Eksa zresztą też. Rozwód narzuca pewne obowiązki
              i własnie aberracją jest sądzić (a jest to sąd powszechny), że z nich zwalnia.
              I paradoksalnie mam poczucie, że to właśnie moja sytuacja rodzinna jest normalna.
              A ostatecznie to wszystko sprowadza się do dojrzałości, która przejawia się
              również w możliwości odpuszczenia i pójścia na kompromis.
              I nieco się zirytowałam, że w tej całej konstrukcji osoba postronna, jak Ty,
              widzi właśnie ten lukier i emalię, ale nie dostrzega tego, co się za tym kryje:
              samozaparcia, konsekwencji, niełatwych priorytetów i- tak, jednak tak- pewnej
              dozy klasy osobistej.

              I naprawdę też czasem chciałabym to wszystko pier...nąć i wyjechać w Bieszczady,
              ale jednak tego nie robię.

              a.

              ps. insynuację o tym, że "o nie wszystkim wiem i kiedyś to wypłynie na
              powierzchnię" jako sugestię odnoszącą się do mojego związku, uważam za
              niedopuszczalną i obraźliwą, wiec się do niej nie odnoszę.
              • kicia031 Re: Wstretne Exie 10.08.06, 11:34
                Pani Kiciu, a ja doprawdy nie rozumiem, co Pani mi sugerujewink

                O przepraszam, widocznie zle zrozumielam twojego nicka, myslalam, ze to z
                angielska Mrs Ka.
                • mrs_ka Re: Wstretne Exie 10.08.06, 11:47
                  MOjego nicka zrozumiałaś dobrze, zaś "Pani Kiciu, nie rozumiem, co mi pani
                  sugeruje" odnosiło się do całości Twojego postu z dwiema smacznymi sugestiami:
                  pierwszą, że koloryzuję; drugą, że jeśli nie koloryzuję to jeszcze kiedyś
                  dostanę po pupie za złudzenia.

                  Zastanawiające jest to, że jako autorka topiku, który rozprawia się z pewnym
                  stereotypem ("Eksia to zła kobieta była") sama wpadasz w kolejny stereotyp:
                  "jeśli układy w rodzinie rekonstruowanej są dobre to jest to albo kłamstwo, albo
                  też intencje wszystkich zainteresowanych nie są czyste, co może dopiero wyjść na
                  jaw".

                  a.
                  • kicia031 Re: Wstretne Exie 10.08.06, 12:08
                    > Zastanawiające jest to, że jako autorka topiku, który rozprawia się z pewnym
                    > stereotypem ("Eksia to zła kobieta była") sama wpadasz w kolejny stereotyp:
                    > "jeśli układy w rodzinie rekonstruowanej są dobre to jest to albo kłamstwo,
                    albo też intencje wszystkich zainteresowanych nie są czyste, co może dopiero
                    wyjść na jaw".

                    Uwazam jeszcze gorzej - ze nie tylko rodziny zrekontruowane, ale i te ,
                    powiedzmy, pierwotne, czy wyjsciowe, nie sa oaza szczescia i radosci. Mam
                    wlasne doswiadczenia, a jakos tak jest, ze ludzie nawet w sumie raczej obcy,
                    czesto i chetnie mi sie zwierzaja i wiem, ze ze swieca szukac rodzin w ktorych
                    nie ma problemow, wiem tez ze czesto rozwiazanie tych problemow jest okupione
                    ciezkimi ofiarami jednej ze stron - na ogol kobiet, ktore w imie integralnosci
                    rodziny rerugnuja z marzen, aspiracji, prawa do szczescia.
                    Moze sa rodzny w ktorych udalo sie osiagnac mariaz kolektywnego i
                    indywideaulnego szczescia, le ja nie widzialam przez 36 lat nic, co by zblizalo
                    chocby do takiego idealu...
                    • mrs_ka Re: Wstretne Exie 10.08.06, 12:30
                      NIe, no proszę, teraz to już wpadasz w truizmy.
                      I naprawdę wizja kolektywnego szczęścia przy wtórze pieśni do Mao ma się nijak
                      do dobrych stosunków w rodzinie rekonstruowanej, które to nie są utopią. W
                      przeciwieństwie do kolektywnego szczęścia.
                      Nie rozumiem, po co uciekać tu w szyderstwo. Faktem jest, że wpadłaś w swojej
                      odpowiedzi w pewien stereotyp, co naprawdę nie jest grzechem ciężkim. To się po
                      prostu czasem zdarza.

                      a.
              • kicia031 Re: Wstretne Exie 10.08.06, 12:03
                O kurcze blade, za wczesnie wyslalam sad

                > Czyżbyś należała, Kiciu, do tego samego gatunku ludzi, co mój mąż: kiedy jest
                > źle- on rozpacza; kiedy jest nieco lepiej- drży, że znów będzie gorzej; kiedy
                > jest dobrze i naprawdę nie widać żadnej oznaki potencjalnego kataklizmu, to i
                > tak jest niezadowolony, bo TEORETYCZNIE tę pełnię może przerwać katastrofa
                > nuklearna. Mało prawdopodobne? No to co? Kwant szansy jednak jest. Zawsze
                należ
                > y
                > wypatrywac nieba, które może spaść nam na głowę.

                Diagnoza absolutnie trafna, vide inny moj watek o maciezynskich odpalach.

                > Dam Ci prosty przykład. Mój Eks pewnego razu poprosił mnie o obniżenie
                alimentów o 200zł na okres 6 miesięcy.
                >
                > Zgodziłam się na propozycję Eksa, bo wyznaję zasadę kompromisu i ludzkiego
                > podejścia do ludzi.
                > Dwa miesiące później on wybył w egoztyczną i długą podróż.
                Po pół roku dowiedziałam się, że nie było między nami żadnej umowy o powrocie d
                > o
                > dawnej kwoty alimentów. I owszem, on chętnie będzie mi przez kolejne pół roku
                > spłacał te 200zł miesięcznie, ale sam na własną rekę decyduje się obniżyć
                sobie
                > te alimenty na stałe.
                > No i powiedz, Kicia, nie trafiłby Cię z miejsca szlag?

                Oczywiscie. Tylko ja takim sytuacjom zapobieglam z miejsca i na starcie. Kiedy
                ja rozstawalam sie z moim Exem, jako ososby kulturalne, i z klasa podjelismy
                uzgodnienia dotyczace wysokosci alimentow. Po miesiacu Ex oswiadczyl, ze
                alimentow w takiej wysokosci placic nie moze, bo za malo mu zostaje. Zirytowana
                taka sytuacja udalam sie do sadu i bez zadnego trudu uzyskalam sume o 100pln
                wieksza od tej poczatkowo uzgodnionej. Oczywiscie to doprowadzilo do
                przejsciowego ochlodzenia kontaktow, ale Ex jest bardzo ineteligentny i pojal
                raz na zawsze, ze zawsze lepiej sie dogadac. Od tego czasu, a rozstalismy sie
                12 lat temu, nie mielismy ani razu problemow w ustalaniu wyskosci alimentow,
                ktore byly periodycznie podwyzszane - obecnie stanowia prawie 3-krotnosc sumy
                ktora kiedys uzyskalam w sadzie.
                Nie uwazam, by ucierpialy na tym kontakty miedzy Babelkiem a ojcem, bo my w
                kwestii tych kontaktow zawsze mielismy dosc specyficzne problemy.

                > Nigdy nie zniżyłam się do przenoszenia naszych spraw do sali sądowej i od
                zawsze uważam, że jest to dobrowolna zgoda na trwałe pogorszenie kontaktów.

                Byc moze w twojej konkretnej sytuacji to prawda, ale nie mus tak byc. Jak w
                przyladzie powyzej, ale takze np moj chlop, ktory mimo sadowych nader
                nieprzyjemnych walk z Exia utrzymal przez 10 lat swietny i bliski kontakt z
                corka. A ze pogorszyly sie kontakty z Exia - nie o nie przeciez chodzi. Uwazam,
                ze Exia slusznie pozwala mojego chlopa do sadu, bo znam go i wiem, ze inaczej
                nie wyegekwowalaby swiadczen na dziecko - mimo calej milosci chlopa do corki,
                bo taki on juz jest.

                wiele kobiet krytykowało moje poczynania zarzucając mi idealizm,
                > naiwność i dawanie się robić w bambuko. Doradzały mi wystąpić o podwyżkę
                > alimentów o 200zł czy wyregulować kontakty (mamy pełną wolność, ale Eks
                > faktycznie często nawala). Minęło sporo czasu od tamtej chwili i kiedy patrzę
                n
                > a
                > życie moich doradczyń, które stosowały sie do swoich rad to niestety, ale
                tylko
                > mój syn jest dzieckiem, który ma pełny i nieograniczony kontakt z ojcem.

                Wybacz, ale z tego co piszesz wynika, ze to twoj syn kocha ojca bezgranicznie,
                a nie odwrotnie. I ze ten kontakt jest nieograniczony z punktu widzenia Exa, a
                z punktu widzenia syna - niekoniecznie. Nie neguje twojej ciezkiej pracy, ktora
                wykonujesz, by zapewnic unormowanie kontaktow. Wybacz ze do tej pory widzialam
                sam lukier, moze nie wczytalam sie dosc wnikliwie w to, co pisalasI ciesze sie,
                ze napisalas o problemach i rozwiazaniach, bo mysle, ze wiele z nas skorzysta z
                przykladu jak mozna sprawy zalatwic poprawnie. Nawet jesli wielu z nas nie moze
                sobie pozwolic na odpuszczenie lekka reka 200 w imie dobrych kontaktow z ojcem,
                bo to jest w moim pojeciu luksus, a jesc trzeba codziennie.


                > ps. insynuację o tym, że "o nie wszystkim wiem i kiedyś to wypłynie na
                > powierzchnię" jako sugestię odnoszącą się do mojego związku, uważam za
                > niedopuszczalną i obraźliwą, wiec się do niej nie odnoszę.
                >
                No nie obrazaj sie. Mialam na mysli, ze czesto zwlaszcza gdy zalezy nam na
                partnerze decudujemy sie nie zglaszac pewnych problemow, przemilczec, i tak
                narastaja wzajemne pretencje, ktore w koncu zostana wypowiedziane. Piszesz np
                ze twoj maz nie opowiada o swojej Exi zle i ze to przejaw klasy. Moze. Ja
                uwazam, ze lepiej sobie takie rzeczy opowiedziec - bo to kwestia dzielenia sie
                wlasnymi uczuciami. Nie uwazam ze opowiesci w rodzaju "nigdy nie miala dla mnie
                czasu, zawsze najwazniejsza byla praca, i to w koncu zabilo moja milosc" nie sa
                przeawem braku klasy, choc to ewidentnie mowienie zle o Exi, prawda? Czasami
                trzeba niestety wybrac miedzy klasa a szczeroscia. W mojej skali wartosci w
                takiej sytuacji klasa nie bylaby na liscie priorytetow.

                Ach jak przyjemnie podyskutowac z kims inteligentnym, nawet jesli sie nie
                zgadzamy....
                • mrs_ka Re: Wstretne Exie 10.08.06, 12:27
                  Najpierw o tym ojcu i synu:
                  Wiesz, ja wolę nie oceniać mojego eks męża jako ojca i na ogół ograniczam się do
                  "ojciec mojego syna jest dobrym ojcem" lub zamieniam przymiotnik "dobry" na
                  "świetny".
                  NIe oceniam go, bo nie mam zaufania co do swojego obiektywizmu i żywię powazne
                  obawy, że punkt widzenia byłej żony nakłada mi się na punkt widzenia matki. Tak
                  więc nigdy nie podjęłabym się weryfikacji "bezgranicy" tej miłości, bo nie mnie
                  o tym sądzić.
                  Dopóki mój syn jedzie do ojca z uśmiechem, a mój Eks wydzwania z każdego urlopu
                  i delegacji do syna, dopóty uważam, że jest dobrze.
                  I wyznaję w ogóle zasadę: jak najmniej ingerencji w mechanizm, który funkcjonuje
                  poprawnie. Ja Eksa z miłości do dziecka nigdy rozliczać nie będę, bo to nie moja
                  sprawa. Moją sprawą jest emocjonalnie i sytuacyjnie zrekompensować dziecku
                  rozbitą rodzinę i zrobić to w stopniu maksymalnym względem moich mozliwości. Mam
                  poczucie, że nam to wychodzi (nam= eks, mój mąż, ja, neksia).

                  Jeśli idzie o Twoją historię z sądem i alimentami: dobrze wiedzieć, że to
                  działa. Przyznam się bez bicia, że ja takich konfrontacji nie lubię i jestem
                  zdecydowanie typem mediatora. Tym niemniej przekonałaś mnie, że można to zrobić
                  z kulturą.

                  Teraz o tych eksiach i klasach. Nie do końca się zgodzę. Kiedyś uważałam
                  podobnie i domagałam się szczegółów pożycia nauczona doświadczeniem z pierwszego
                  małżeństwa, w którym to Eks zdradzał skłonności wręcz ekshibicjonistyczne.
                  Teraz jednak uwazam, że do stworzenia udanego związku, w którym potencjalne rafy
                  i mielizny są lokalizowane radarem, wystarczy: znać powód rozstania, znać główne
                  problemy związku i (nie żartuję) wiedzieć, czy małżonkowie wzajemnie się zdradzali.

                  To są dla mnie podwaliny. Plewami zaś są opisy fizjonomii i anatomii Eksi, styl
                  ubierania się, styl gotowania, preferencje czytelnicze i filmowe, wszelkie kiksy
                  i anegdoty, historie kompromitujące Eksię oraz to, czy wolała się kochać w
                  pozycji klasycznej, czy od tyłu.

                  Uważam też, że wielu topików na Macochach by nie było, gdyby Szanowni Męzowie
                  oszczędzali swoim żonom nadmiernych szczegółów na temat pierwszej żony.
                  Dyskrecja i klasa nie tyle się dewaluują (bo nigdy się nie zdewaluują), ile
                  stają się jednak coraz mniej popularne w zetknięciu ze światem reality show i
                  modą na obnażanie najbardziej intymnych części swojego życia.

                  Z tej mężowskiej nadszczerości,a może raczej z braku dojrzałego rozliczenia się
                  z przeszłością i szacunku doń, wynikają późniejsze frustracje drugich żon i ich
                  kompleksy w stosunku do żon pierwszych. Najczęściej zresztą kompleksy
                  nieuzasadnione. A potem to idzie lawinowo wedle schematu bolącego zęba: im
                  bardziej boli, tym bardziej się go naciska, więc taka Neksia będzie zarazem
                  pragnęła nowych informacji o Eksi, a jednoczesnie serdecznie nie znosiła tego
                  tematu. A to się potem też przeklada na kontakty z pasierbami, stosunek do
                  pasierbów oraz do samej Eksi.

                  Być może rację ma m-m-m, że głównymi winowajcami w problemach porozwodowych
                  rodzin rekonstruowanych na ogół są mężczyźni. Coś w tym jest.
                  • kicia031 Re: Wstretne Exie 10.08.06, 12:41
                    Ja Eksa z miłości do dziecka nigdy rozliczać nie będę, bo to nie moj
                    > a
                    > sprawa. Moją sprawą jest emocjonalnie i sytuacyjnie zrekompensować dziecku
                    > rozbitą rodzinę i zrobić to w stopniu maksymalnym względem moich mozliwości.
                    Ma
                    > m
                    > poczucie, że nam to wychodzi (nam= eks, mój mąż, ja, neksia).

                    No ale jak chcesz mu to zrekompensowac, jesli nie wiesz co dostaje od ojca,
                    czego nie, na jakich plaszczyznach ich relacja dziala, a czego w niej brakuje.
                    Zreszta to dotyczy tez rodzic pelnych - uwazam, ze rodzicepowinnie sie uwaznie
                    przygladac sobie nawzajem - co kazde z nich daje dziecku i czy czegos mu nie
                    brakuje: zabawy, nauki, czy umozliwiamy mu rozwoj zrownowazony, czy
                    jednostronny?

                    >
                    > Jeśli idzie o Twoją historię z sądem i alimentami: dobrze wiedzieć, że to
                    > działa. Przyznam się bez bicia, że ja takich konfrontacji nie lubię i jestem
                    > zdecydowanie typem mediatora. Tym niemniej przekonałaś mnie, że można to
                    zrobić
                    > z kulturą.

                    Dodam jeszcze ze kiedy ustalismy warunki rozwodu, Ex byl oburzony moimi
                    oczekiwaniami - do czasu az za moja rada udal sie adwokata i uslyszal, jakie sa
                    moje prawa. Dotarlo wtedy do nego, ze jesli pojdzie na udry, to ja mam szanse
                    uzyskac znacznie wiecej i ze moje oczekiwania sa tak naprawde skromne.
                    Nastepnego dnia potulnie zgodzil sie na wszystko i po 3 miesiacach bylo po
                    wszystkim.
                    Ale nie potrafie zagwarantowac, czy to dziala na wszystkich. Sama znasz swojego
                    Exa i wiesz, co mu pomaga zachowywac sie wlasciwie.

                    > znać powód rozstania, znać główne problemy związku i (nie żartuję) wiedzieć,
                    czy małżonkowie wzajemnie się zdradzali. To są dla mnie podwaliny. Plewami zaś
                    są opisy fizjonomii i anatomii Eksi, styl> ubierania się, styl gotowania,
                    preferencje czytelnicze i filmowe, wszelkie kiksy i anegdoty,

                    No wlasnie czy do konca tak jest? Moj chlop ograniczyl sie do udzielenia tych
                    wlasnie zalecanych przez ciebie informacji. A ostatnio w sytuacji drobnego
                    konfliktu nagle wybuchla u nas karczemna, spowodowana przez chlopa awantura.
                    Kiedy ochlonelismy okazalo sie, ze zrobilam cos, o robila Exia i co zawsze
                    doprowadzalo chlopa do szalu. Gdybysmy sobie takich informacji udzielali na
                    codzien (nie gotuj krupniku na kurzaku, Exia gotowala takie tluste zupy i od
                    tego czasu gotowanego kurczaka do ust nie biore) nie byloby problemu.

                    >
                    > Być może rację ma m-m-m, że głównymi winowajcami w problemach porozwodowych
                    > rodzin rekonstruowanych na ogół są mężczyźni. Coś w tym jest.

                    jako matka 2 synow bardzo sie martwie nedznymi perspektywami meskiego
                    podgatunku - nie tylko w rodzinach zrekontruowanych wink)
                    • mrs_ka Re: Wstretne Exie 10.08.06, 12:52
                      Rekompensata dotyczy głownie kontaktu z ojcem. Jednak w rodzinie pełnej jest to
                      kontakt codzienny. I to miałam na myśli pisząc o rekompensacie sytuacyjnej.
                      Emocjonalna zaś to przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, które jest tak
                      ważne dla dzieci z rozbitych rodzin, i miłość, która jest nie mniej ważna.
                      Tak więc naprawdę to żaden rewolucyjny programwink

                      Jako matka syna wcale się tymi perspektywami nie martwię- Kicia, podejdź do
                      tego, jak do wyzwaniawink Mój pięcioletni syn asystuje mi przy przygotowywaniu
                      każdego obiadu, a ostatnio sam ugotowal sos do pieczeni. W sklepie zaś
                      rozpoznaje mi zioła i rodzaje serów pleśniowych, bo systematycznie go tego uczę.
                      Nigdy w życiu nie pozwolę sobie uczynić z mojego syna takiego życiowego
                      pierdoły, jak mężczyźni, jakich spotykałam w życiu.
                      Oczywiście kształtowanie kręgosłupa to jeszcze inny temat i zbyt szeroki, aby go
                      tu poruszać, dlatego skupiłam się na kwestiach bardziej przyziemnych.
                      a.
              • chalsia Re: Wstretne Exie 11.08.06, 23:24
                > ps. insynuację o tym, że "o nie wszystkim wiem i kiedyś to wypłynie na
                > powierzchnię" jako sugestię odnoszącą się do mojego związku, uważam za
                > niedopuszczalną i obraźliwą, wiec się do niej nie odnoszę.

                Uważam, że obrażliwe jest Twoje stwierdzenie "Nigdy nie zniżyłam się do
                przenoszenia naszych spraw do sali sądowej".
                Czyżbyś uwazała się za lepszą od tych, które wybrały drogę sądową jak np. ja?

                Chalsia
                • blondgirl Re: Wstretne Exie 11.08.06, 23:44
                  A ja myślę, że do każdej takiej sprawy trzeba podejść indywidualnie. Jak się
                  nie da po dobroci, to po to są sądy, żeby tam dochodzić swoich lub swoich
                  dzieci praw.
    • reksia Re: Wstretne Exie 10.08.06, 10:53
      Kiciu Ty teoretycznie masz rację,tylko ze teoria często mija się z praktyką.Ja
      też jestem Exią i Nexią i mam podejrzewam w ocenie tego"problemu" taki
      sam "mętlik emocjonalny" ."Eksie" faktycznie to nie "potwory","potworem" może
      stać się również "nexia".W tym momencie pozwolę sobie brutalnie i prostacko
      spłycić problem w kilku słowach."Można być człowiekiem a można być i psem"lub
      jak kto woli "postytutka to zawód,a k... to charakter" wink
      • reksia Re: Wstretne Exie 10.08.06, 11:05
        a tak wogóle to ja mam dziś doła uncertain//więc proszę nie traktować mych wypowiedzi
        z dnia dzisiejszego...:/// i myślę ...hm....chyba chcę chodź na chwilkę
        przestać myśleć sad((
Pełna wersja