Dodaj do ulubionych

Odyseja kosmiczna

25.10.06, 09:45
Wczoraj po poludniu:
Cala historia zaczyna sie właściwie w weekend: chłop nie chce jechać po
zakupy – ja sama uziemiona, bo mój samochód zepsuty. Ponieważ w niedziele
wieczorem wyjeżdża, umawiamy się na wtorek – kilkakrotnie potwierdza, ze
będzie mógł pojechać ze mną po zakupy jak tylko wrócę z pracy.
Wtorek 15.45 Dzwonie do chłopa z pytaniem, czy mam wcześniej wychodzic z
pracy, byśmy mogli pojechać na zakupy z Groszkowcem. Dowiaduje się, ze nie,
bo chłop musi pojechać cos załatwić i tylko tam zadzwoni i potwierdzi i
przyjedzie po mnie do pracy.
16.15 – nie doczekawszy się telefonu, sama dzwonie do dziada – jeszcze nie
zadzwonił tam gdzie miał dzwonić. Proszę go by się pośpieszył.
15.20 chłop oddzwania do mnie, ze pojedzie szybko załatwi w 20 minut i żebym
ja była na 17 w domu, bo jedziemy. W panice wybiegam kłusem z pracy i 16. 55
melduje się w domu. Chłopa nie ma.
17.30 chłopa nadal nie ma
17.40 dzwonie do niego – już jedzie, zaraz będzie. Ubieram Groszkowca i
siebie.
17.55 Chłopa nie ma. Otwieram wszystkie okna w domu, by dziecko się nie
zgrzało.
18.00 Dziecko przystawia fotelik samochodowy do drzwi mieszkania, siada na
nim i krzyczy TATA BRMMM BRMMM
18.20 Chłop przyjezdza, wychodzimy do samochodu. Zaczyna się montaż fotelika,
co trwa bardzo długo, bo chłop niestety musiał zamontować pas w samochodzie
po swojemu i trzeba go każdorazowo odkręcać, by przypiąć fotelik. Po 10
minutach tracę cierpliwość i odnoszę Groszkowca do domu – jest za późno by z
nim jechać, bo on o 19.00 je kolacje. Na szczęście jest moja ciotka i może
się nim zająć.
18.36 jedziemy do sklepu. Chłop obrażony.
W sklepie chłop nadal obrażony, pogania mnie co chwile, az zapominam o
polowie rzeczy, a na pytania konsultacyjne wzrusza ramionami, wiec w końcu
przestaje pytać, czy chce sok pomarańczowy czy pomidorowy i kupuje wedle
swego gustu, choć wiem, ze zapłacę za to drogo wink). Kiedy przechodzimy kolo
cukru proszę, by wziął 2 torebki a sama zajmuje się czym innym. 10 minut
później chłop kładzie się na wózku i na dziesiąte moje pytanie odpowiada, ze
źle się czuje, ale odmawia sprecyzowania przyczyny złego samopoczucia. Przy
kasie odkrywam, ze cukru nie ma, wracam się wiec, linczowana spojrzeniami
kolejki. Ale cały czas jeszcze nic nie mowie.
Po wyjściu ze sklepu chłop nie pozwala mi pakować toreb do bagażnika – bo ja
źle to robie, on zrobi sam. Na pytanie o samopoczucie odpowiada, ze czuje się
już dobrze wink). Wsiadam do samochodu i dzwonie do starszego Bąbelka, by
ubrali się był gotowy by nam pomoc wnieść zakupy, na co Bąbelek odpowiada ze
zatruł się czymś i siedzi w toalecie. OK. Dojeżdżamy do domu, chłop nie
pozwala mi nosić zakupów, Bąbelek nie może mu pomoc, bo nadal siedzi w
toalecie, chłop nosi wiec wszystkie zakupy sam (wściekły). Moja ciotka mówi,
ze Groszkowiec był bardzo smutny, ze go zostawiliśmy, wzbudzając we mnie
gigantyczne poczucie winy.
Chłop zgłasza do mnie pretensje, ze Bąbelek specjalnie poszedł do toalety
żeby nie nosić zakupów. I tu szlag mnie trafia, wybucham….

To be continued….
Obserwuj wątek
    • kicia031 Dzis rano 25.10.06, 10:04
      Chłop deklaruje, ze zostanie rano z Groszkowcem, by moja ciotka mogła
      pozałatwiać parę spraw. Wstajemy rano i jeszcze przed pójściem na siku chłop
      nastawia telewizor. Następnie ubiera Groszkowca w jasnoniebieskie body,
      zgniłozielone rajstopki, szaroniebieskie spodenki, bezowo –bordowa bluzę i
      granatowo-czerwone sandałki. Bola mnie zęby od tego widoku, ale dzielnie
      milczę. Idę się myc, Groszkowiec jak zwykle towarzyszy mi w łazience, ja mu
      pokazuje co robie. Chłop z kuchni wola co 30 sekund Fiiiiiiiiliiiiiiiiiiiiiiiip
      i maluch jest trochę skonfundowany czego od niego chcą. Ale znosimy to
      dzielnie. Po wyjściu z łazienki widzę, ze TV gra na cały regulator, ale nikt go
      nie ogląda, bo leci jakiś durny serial. Proszę o wyłączenie, co chłop robi z
      wielka obraza i zasiada z Groszkowcem do oglądania książeczek, zamiast robić mu
      śniadanie. Zresztą woda na kaszkę jest już zimna, wiec gotuję ja od nowa i
      robie sama kaszkę, trudno, wiem ze jest późno, najwyżej nie zjem śniadania.
      Niestety, kiedy kaszka jest już gotowa, Groszkowiec znudził się już siedzeniem
      i książeczkami i nie ma siły, by go usadzić w foteliku, odmawia tez konsumpcji
      w pozycji stojącej. Chłop z pretensja oświadcza, ze to wszystko przeze mnie, bo
      jak ja chodzę po mieszkaniu, to Groszkowiec płacze. Słysząc to, Groszkowiec
      rzeczywiście zaczyna płakać. Utulam maluszka, już katastrofalnie spóźniona i
      słyszę, ze mam wychodzić, bo jak ja wyjdę, to Groszkowiec na pewno zje. Na moje
      nieśmiałe sugestie, ze dziecko jest przyzwyczajone do pewnego rytmu poranka, ma
      swoje rytuały i źle reaguje na ich zmiany dowiaduje się, ze chłop nie będzie
      się stosował do żadnych rytuałów bo to są głupie wymysły i ze on nie będzie
      robić tak jak moja ciotka i ja, tylko po swojemu, bo on wie lepiej czego jego
      syn potrzebuje. Groszkowiec wyje.
      Jestem już w pracy i zaraz wybieram się do działu personalnego, by upewnić się,
      czy nasze ubezpieczenia obejmuje konsultacje psychiatryczne.
    • dzk35 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 10:04
      nie da się ukryć w supermarketach im się naprawdę „coś” dzieje...
      moja znajoma znalazła takie rozwiązanie: jedzie do supermarketu autobusem
      (oczywiście wcześniej on musi wiedzieć że ma być w pogotowiu) i jak zamierza
      zmierzać (ale śliczne mi wyszło!) do kasy to dzwoni po swojego lubego by po nią
      przyjechał, zwykle jak dociera do końca ogonka (do kasjerki) to on już stoi w
      pogotowiu, pakując zakupy do wózka, od czasu wprowadzenia tego zwyczaju ekscesy
      zakupowe się skończyły, facet nawet chętnie na to przystaje bo zwykle wtedy gdy
      ona w sklepie, on zalega na kanapie i ma to co jest w życiu najświętsze...
      nie wiem jak to dostosować do Twoich realiów (groszkowiec... i reszta też) ale
      może się jakoś da...
    • atenais Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 10:09
      buuuuuuuuuuu sad
      oni tak maja sad
      moj ex twierdzil, ze powinnam zakupy robic bezsamochodowo bo mi to "na zdrowie
      wyjdzie" - podobnie powinnam pieszo obleciec wszystkie urzedy i porobic
      wszystkie oplaty - przy czym "za gaz placi sie w gazowni, za prad w pradowni,
      za wode w wodowni" wink - bo tak taniej, a przelewy sa dla ufokow hahahaha
      a przed slubem byl normalnym, fajnym facetem... help ....
      ponadto byla szansa, ze jak to wszystko oblece to moze schudne znow do 47,5 kg
      i bede "jak modelki" bo od czasu kiedy przytylam i wazylam 55kg bylam tlusta
      i "wszystkiego sie odechciewalo" ...

      Kicia - na szczescie Twojemu przejdzie i sie opamieta smile w przeciwienstwie do
      mojego bylego, ktory przejal to po tatusiu i po slubie natychmiast wlaz w jego
      kapcie
    • lilith76 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 10:16
      Kiciu, serce
      Ty jesteś przemęczona i zaganiana.
      To co opisujesz to potyczki typowe dla większości, nawet udanych związków. No nie da się inaczej. Inaczej bywa tylko w "Klanie" u Ryśków big_grin
      Fajnie się tak rozpisać, bo to daje ulgę.

      Tobie nie potrzeba konsultacji psychiatrycznej tylko kilku dni olewania i odpuszczenia.
      Dziecko jest ubrane jak od Arcadiusa? Wali cię to.
      Zupka chłodna? Wali cię to.
      Zakupy za późno? Wali cię to. Nie będzie żadnych zakupów.
      I tak dalej, und so weiter, and so long.
    • ciemnanocka Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 10:19
      U nas tez byla odyseja kosmiczna, bo chcemy wynajac mieszkanie w ktorym obecnie
      mieszkamy.
      Ja w ciąży, caly zeszly tydzien przeziębiona na maxa, plus w niedziele egzamin.
      W domu burdel, bo jakos moj mąż odkąd jest moim mężem nieco przestal sprzątać.
      I na to wszystko moj mąż beztrosko umawia sie w niedziele o 21 na ogladanie
      mieszkania w poniedzialek na 17.
      Zatem ja rano wstalam i zaczelam odgruzowywac mieszkanie. No niby nic, pod
      warunkiem ze sie nie jest w zagrozonej ciąży.
      Po umyciu calej lazienki, kuchni, umyciu garnkow z przed 2 dni, zdjeciu prania
      jednego i powieszeniu drugiego sie wkurzylam i zadzwonilam do chlopa mowiac, ze
      posprzatalam, ale on odkurzy.
      On na to, ze chcial isc do sklepu skanery zobaczyc. (akurat wtedy!). Wkurzylam
      sie i nieco wydarlam, na to on ze lepiej bym tą energie przeznaczyla na
      sprzatanie, na przyklad na odkurzanie a nie na krzyczenie. No normalnie sie
      wscieklam. kazalam mu kupic ziemniaki i wracac od razu do domu.
      Na szczescie wrocil i odkurzyl.
      Ale myslalam, ze go zastrzele.
      Oni tak czasem maja...smile
      • ja772 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 10:40
        no to ja znowu stwierdzam ze zyje w matrixie. Bo mnei otaczaja mezczyzni
        uwlbiajacy zakupy. Moj tata jak slyszy ze moze pojechac do supermarketu od razu
        czuje sie zdrowszy uwielbia zakupy lazenie po miescie przymiezanie itp. Moj
        brat twierdzi ze ja i ojciec jestemy gorsi od malych dzieci bo male dzieci moga
        pomacac tylko to co na najnizszych polkach a my wszedzie wleziemy.
        Moj niemaz jest podobny. Tez lubi zakupy, wrecz celebrujemy ogromne zakupy raz
        w miesiacu sam by na nie nie pojechalsmile wariactwo co?
        A zeby byla rownowaga moja mama niecierpi zakupow. czasem nawet dochodzi do
        tego ze buty kupuje jej ja w zaprzyjazniony sklepie jak sa Ok to zatrzymuje a
        jak nie OK to na drugi dzien ja je oddaje. Do supermarketow jezdzi 2 razy do
        roku.
        widac konstrukcja mezczyzn jesli chodiz o zakupy jest nieodgadniona. Chociaz
        generalnie zakupy to dla nich katorga. Ciekawe tylko czy rzeczywiscie tego nei
        lubia czy tylko tak dla zasady od razu zle sie czuja w supermarkecie?
        Kicia a myslalas o tym ze jak wchodzicie do supermarketu to moze lepiej sie
        rozdzielic. Niech on idzie w rzadek z wiertarkami i innymi zabawkami ktore nas
        akurat nie "podniecaja" a ty spokojnei zrob zakupy chemiczno spozywcze i po
        powiedzmy 30-40 minutach na sygnal telefonu spotykacie sie przy kasach.
        Zakaldajac ze na te zakupu musicie jezdzic razemsmile
        pozdrawiam
        • anastazjapotocka Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 11:14
          Moje chłopisko, jak słyszy o supermarkecie, to dostaje białej goraczki, bólu
          brzucha i pryszczy.
          Nie mam zamiaru się denerwować, więc raz na zawsze robimy tak:
          jedziemy razem i on natychmiast idzie sobie do kawiarni - to jedyne, co go nie
          męczy - a ja robię spokojnie zakupy. Jak już mam wszystko popakowane - dzwonię
          do niego i idziemy do auta. O noszenie zakupów do domu też jest wojna, z tym,
          że to ja mu nie pozwalam nosić siatek (kregosłup mu się rozsypie i kto za to
          znowu zapłaci?), a on na złość struga mi tu maczo i łapie żwirek dla kota (10
          kg) i 6 wód (też 10 kg). Mnie ogarnia amok, wyrywam mu te 10x10 i sama taszczę.
          Normalnie wzięłaby na dwa razy.
          Cholerka, niby ineligentny, ale za każdym razem to samo.
          Nawet mu wytłumaczyłam, że tę panienkę z naprzeciwka (co to się latem calutka
          goła opalała) to staruszek (właściel panienki) na młodego chłopaczka wymienił,
          ale mój Misio ma sokoli wzrok (ciekawe, przy tych szkłach, co on nosi) i uznał,
          że to ta sama panienka, tylko z obciętymi włosami (pewnie po tyfusie).
          No to się chyba popisuje przed nią, czy co?
          A w domu Misio jest całkowicie zwolniony z wszelkich prac - wręcz ma zakaz. Już
          ja tam wolę sama wszystko zrobić, niż jego totalny antytalent porządkowy
          oglądać i głupich pytań wysłuchiwać: "jak myślisz, czy jak byśmy wyrzucili
          wszystkie figurki, to byłoby mniej kurzu?".
          Cholera, pewnie tak, tylko po co żesz on te figurki namiętnie po wszystkich
          antykwariatach kupuje? Ja na te gołe tyłki amorków w ogóle nie mogę patrzeć, bo
          mnie na młdości bierze...
          Po za tym odkurzać muszę, jak Misia nie ma w domu, bo go od RYKU ODKURZACZA
          głowa zaraz boli...
          Suma sumarum i tak bez stresów się nie obejdzie, ale niech tam. Ma Misio i
          swoje zalety, więc jak się dobrze zastanowić, to i tak jestem wygrana.
          Z dzisiejszego ranka: "czy ty czasem nie za mało zarabiasz, bo ja bym
          potrzebował tak ze trzy razy więcej"...
    • sabra210 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 11:18
      Ale sie nasmialam smile Obraz wypisz wymaluj z naszego domu, w ktorym tez czasem
      sa takie akcje jak ta u was. Na przyklad przedwczoraj: wrocilam z pracy
      wykonczona, bo ze wzgledu na nasze dziecie pracuje w nocy, a M ma sie w nocy i
      rano, dopoki sie nie wyspie, zajmowac malym. Wracam rano a maly (8 miesiecy)
      kreci sie u siebie w lozeczku, ktore stoi zaraz kolo naszego loza. No ale dyzur
      pelni M, wiec budze go tylko i mowie, ze jakby dziecie plakalo mocniej to ma
      dac mu jesc. I ide spac do drugiego pokoju i slysze jak koncert dopiero sie
      rozpoczyna, no ale nie wstaje. Maly wyje, drze sie w nieboglosy. Nareszcie nie
      wytrzymuje, wstaje, ide do nich i widze jak M lezac na lozu i nie patrzac na
      dziecie przeklada reke przez szczebelki lozeczka i bezwladnie klepie malego
      gdzie popadnie podczas gdy ten sie drze. Biore malego na rece, robie mu jesc,
      karmie, zasypiamy razem u mnie. Przychodzi M pelen zalu dlaczego nie pozwolilam
      zadbac mu o dziecko tylko sie mieszam. Tlumacze na spokojnie, ale juz tak
      zmeczona ze ledwo ciepla, ze mial mu dac jesc, a nie klepac go, a ten mi na to
      mowi, ze probowal go ULULAC. Buahahahaha.
      Poza tym to juz standard, ze jak w koncu po paru godzinach wstaje, to maly jest
      ubrany w dziesiec roznych kolorow i doslownie co popadnie, czyli na przyklad
      ida na spacerek w piekne sloneczne poludnie, a maly ma jeszce na sobie spiochy
      po calej nocy.
      Co do organizacji dnia to weekendy przechodza pod znakiem koszmaru. Ja rzeska i
      wypoczeta jestem gotowa stawic czolo kolejnemu dniu juz o 7 rano pelna planow
      na weekend, a moj M musi sie WYYYSPAAAAC. No to ja czekam do 14stej skreslajac
      w mysli kolejne punktu z mojego sobotniego super planu. M wstaje, zanim zje,
      ubierze sie, pogada, pomarudzi to ja juz mam wszystkiego dosyc. I wtedy
      przypomina mi sie ten watek, w ktorym ktoras zadala pytanie czy eksia
      przypadkiem nie miala racji... smile? Ale tylko czasami, tak ogolnie to nie jest
      zle.

      Ale sie rozpisalam, hohoho.



    • kicia031 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 11:31
      Dzieki za wsparcie, zrozumienie I podzielenie sie swoim cierpieniem. Wypisałam
      się i już mi lepiej, bo to w sumie nie są duze problemy, po prostu codzienne
      upierdliwosci. Aczkolwiek mam teraz chyba okazje, by przedstawic swoje credo,
      żebyście wiedziały o co walcze i mogly mi napisac epitafium gdy polegne.
      1. Autobusem jeździć nie będę. Wystarczy, ze jezdze metrem do pracy. Jazda
      komunikacja miejska jest degradacja człowieczeństwa i jest do przyjęcia jedynie
      wówczas, gdy nikt w rodzinie nie ma samochodu. Nie do przyjęcia jest sytuacja w
      której maz jezdzi samochodem a zona autobusem. Zresztą, gdyby Bog chciał bym
      jeździła autobusem, nie dalby mi zarobic na zakup samochodu.
      2. Prac domowych nie znosze, zakupow nie znosze. Tym niemniej musze je
      wykonywac, bo niestety nie zarabiam az tyle, by wynająć gosposie. I nie widze
      powodu, dla którego to cierpienie miałoby być ograniczone tylko do mnie.
      Wszyscy jemy i wszyscy robimy zakupy, gotujemy i zmywamy. Czasami chłop robi
      zakupy sam, czasami ja robie sama i zrobiłabym tak wczoraj, gdybym miala
      działający samochód. Niestety, chłop od 3 tygodni nie ma czasu odstawic mojego
      pojazdu do warsztatu, a mi nie pozwala tego zrobić, bo mnie zrobia w konia, i
      bledne kolo się zamknęło.
      3. Będę walczyc o rowny podzial obowoazkow domowych, chocby nawet
      konsekwencja mialby być nasze rozstanie. Nie nadaje się do roli służącej i nie
      będę jej wypełniać.
      4. Zostalam tradycyjnie wychowana i nauczono mnie, ze jak się umawia, to
      się przychodzi o omówionej godzinie, nie wzrusza się ramionami, nie rozmawia z
      kobieta z rekami w kieszeniach, nie siada kiedy kobieta stoi, a TV się wlacza
      po uprzednim skonsultowaniu się z Gazeta Telewizyjna dokladnie o porze o której
      zaczyna się nasz ulubiony program i po jego zakonczenu natychmiast się wylacza.
      Może to dla niektórych smieszne i niezyciowe, ale tego tez się będę trzymac do
      ostatniego tchu.
      Myślicie, ze jest dla mnie jakąś nadzieja?
      • anastazjapotocka Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 11:49
        Nadzieję trzeba mieć zawsze.
        Ja, ponieważ jestem totalną realistką mam już tylko poczucie humoru.
        A po za tym, mnie mój chłop podoba się taki właśnie jakim jest.
        No i świetnie potrafi zainwestować moją kasę.
        Ja pewnie trzymałabym ją w pończosze jak prapradziadek hrabia Teoś (został mu
        wór pięćsezłotówek, akurat mógł sobie w kominku rozpalić, gdyby mu dworu nie
        spalili).
        A ja nie mam dworu, tylko świetny sklep.
        I już.
        • atenais Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 11:57
          Witaj Anastazjo smile Mam nadzieje, ze nie napisalam nieswiadomie czegos niemilego
          i Cie nie urazilam w zadem sposob...
          • anastazjapotocka Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:13
            Witaj Atenais. Ależ czym mogłaś mnie urazić?
            Jesteś świetna i dobrze ułożona, wielką krew zawsze można poznać.
            Robicie śliczne rzeczy, sądząc po tematyce jesteście z Poznania? Napisałam Ci
            na firmowy adres mailowy z mojego firmowego.
            Jestem po prostu przepracowana, na "macochach" siedzę sobie dla rozrywki i,
            żeby zachować równowagę ducha.

            Co do mężczyzn, a niech sobie marudzi. Jak nie będzie głodny za 10 minut, to
            znaczy, że się już najadł?
            Może mu odpowiadaj: "ach, to i lepiej, bo jakbyś przytył ostatnio, mój
            sokole"...
            Zatkało mnie, że ważysz 47 kg. Całe życie tyle ważyłam, a w talii miałam 56 cm.
            Teraz ważę 58, a talii w ogóle nie mierzę.
            Za to mój Misio zaczął mnie bezceromialnie szczypać i klepać po ... no właśnie,
            bo jak twierdzi nareszcie ma po czym, a po za tym przypominam mu... dziewki
            folwarczne, a bardzo mu tego brakowało!
            Chyba się załamię...
            • atenais Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:19
              smile No wlasnie nie dostalam tego maila sad cos go pewnie zjadlo i pomyslalam, ze
              moze Cie czyms glupio urazilam smile
              Jestem z Poznania, a facet ten od 10 minut to juz EX smile a teraz nadal waze 55
              i nie mam zamiaru do 47 schodzic bo moj kochany NM lubi kraglosci (na szczescie
              nie wpomina o dziewkach folwarcznych bo bym go usiekla), a poza tym jak wazylam
              47 to ciagle bolalo mnie serducho i nia mialam sily chodzic!
              • anastazjapotocka Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:26
                No to wyślę jeszcze raz...
                Co do dziewek folwarcznych to pryszcz. Kiedyś zaczął snuć tęskne opowieści o
                wsiadaniu na rumaka po plecach okolicznego chłopstwa...
                Wtedy rzeczywiście miałam trochę obaw o całość i stan mojego grzbietu, o
                kosztach zakupu przyzwoitego rumaka nie wspominając. Na szczęście ocaliły mnie
                cienie przodków (choć Misio ma poważne zastrzeżenia do baronów austriackich,
                uratował mnie rzeczony polski hr. Teoś, herbu - nomem omen - Ślepowron).
                Co do wagi - też musiałm przytyć, bo miałam taką anemię, że wrogom tylko życzyć.
                • atenais Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:44
                  hahaha niezle smile biedne "chlopstwo"
                  jeden z naszych wydawcow (nie hrabia, ani nawet szlachcic) nabyl palac slusznej
                  wielkosci i od tego czasu o okolicznych rolnikach nie mowi inaczej niz "kmiotki"
                  "kmiotki na licytacje ziemi przyszly, ale mnie nie przelicytowaly!!! ha!!!"
                • braktalentu Re: Odyseja kosmiczna 29.10.06, 14:48
                  Anastazja, jeżeli ów Ślepowron to TEN Ślepowron, to jesteśmy spokrewnione-smile)))
                  Serio!!!
      • atenais Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 11:55
        Ja sobie poszlam - ale to byl przypadek skrajny. Odechcialo mi sie kiedy moj ex
        zjadl zupe i przyszedl zapytac kiedy pedzie drugie danie... odpowiedzialam, ze
        za 10 min bo sos koncze, a on na mnie nawrzeszczal, ze za 10 minut to on juz
        nie bedzie glodny... Ale to nie byl jeszcze koniec - potem zrobil sporo
        ZNACZNIE gorszych rzeczy wink
        Twoj Kiciu chyba taki nie jest smile nadzieja jest - moze on na Twojego nerwa
        reaguje wiekszym nerwem? Albo mu cos w pracy dolega...?
        Moja przyjaciolka wychowala sobie faceta praktycznie niereformowalnego -
        wyniunkanego przez mamusie i babcie - nie wolno mu bylo sobie samemu herbaty
        zrobic - teraz sie udziela az milo smile
      • lilith76 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:02
        > komunikacja miejska jest degradacja człowieczeństwa i jest do przyjęcia jedynie
        >
        > wówczas, gdy nikt w rodzinie nie ma samochodu. Nie do przyjęcia jest sytuacja w
        >
        > której maz jezdzi samochodem a zona autobusem.

        Poczułam się to twoją wypowiedzią zdegradowana niesłusznie tongue_out
        Toleruję komunikację miejską i mam już głęboko w dupie nasz samochód jak widzę ile forsy pożarł przez ostatnie pół roku. samochód to zabawka dla ludzi, którzy wydali forsę już na inne kaprysy.

        Zresztą, gdyby Bog chciał bym
        > jeździła autobusem, nie dalby mi zarobic na zakup samochodu.

        Widocznie uznał, że za to nie zasługujesz na urlop w ciepłym miesjcu, kilka dobrych książek, itp. wink


        a TV się wlacza
        > po uprzednim skonsultowaniu się z Gazeta Telewizyjna dokladnie o porze o której
        >
        > zaczyna się nasz ulubiony program i po jego zakonczenu natychmiast się wylacza.

        Prztyłączam się!!!
        Niestety we własnym domu walkę przegrałam. Efektem jest to, że się wciągnęłam w dwa seriale, jeden talk show i kilka reality show. Nie zapominam tego M powypominać tongue_out
        • lilith76 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:06
          Co do samochodu - po ostatnich obliczeniach okazało się, że komunikacją miejską docieramy do pracy o wiele szybciej i kilka razy taniej + ile się przeczyta książek w tramwaju. Teraz podjeżdżamy samochodem 0.5 km do tramwaju (omijając łukiem koszmarny korek) i nim omijamy inny megakorek.
          Kicia, ty mieszkasz w Warszawie??? Ty wiesz co to znaczy ptrzedostać się z prawego brzegu na lewy, gdy jeden most się rozsypuje, na drugim remontowane jest Rondo, a pozostałe zawsze były mocno przyblokowane???

          smile
          • anastazjapotocka Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:19
            Cześć Lilith, święte słowa Twoje.
            U nas we Wrocławiu są takie korki, że tam, gdzie się normalnie śmigało 10-15
            minut, jedzie się teraz 1,5 godz.
            Policzmy: auto: około 100 tys., OC, Autocasco. Przegłądy, benzyna, parkingi,
            mycie auta. Mnie wychodzi na oko w sumie 60 złotych dziennie (nie licząc kosztu
            zakupu auta). Taksówkami tego się nie wyjeździ.
            JA KOCHAM SAMOCHODY!
            Bo chyba trochę głupia jestem...
            • geos Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:23
              O no to ja włąsnie we Wrocławiu daruję sobie jeżdzenie autem, Docieram do dworca
              pks - jade od bielan, albo maksymalnie do Dominikanskiej. I tyle. reszta to
              tramwaj. Jest szybciej
              Plus trudno zaparkować. Tragedia!

          • kicia031 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:22
            lilith76 napisała:

            > Co do samochodu - po ostatnich obliczeniach okazało się, że komunikacją
            miejską
            > docieramy do pracy o wiele szybciej i kilka razy taniej + ile się przeczyta
            ks
            > iążek w tramwaju. Teraz podjeżdżamy samochodem 0.5 km do tramwaju (omijając
            łuk
            > iem koszmarny korek) i nim omijamy inny megakorek.
            > Kicia, ty mieszkasz w Warszawie??? Ty wiesz co to znaczy ptrzedostać się z
            praw
            > ego brzegu na lewy, gdy jeden most się rozsypuje, na drugim remontowane jest
            Ro
            > ndo, a pozostałe zawsze były mocno przyblokowane???
            >
            > smile
            >
            Tak, mieszkam w Warszawie. Tylko ze najpierw mieszkalam 20 minut pieszo od
            pracy i chodzilam pieszo, a kiedy szukalismy mieszkania, to podstawowym
            kryterium byla dobra komunikacja i w koncu wyladowalismy na Ursynowie, 5 minut
            od stacji metra. Tak jest taniej i jest szybciej, wiec jezdze metrem, ale czuje
            sie zdegradowana i zdeklasowana wink). Rzadko mi sie zdarza teraz gdzies
            wypuszaczac, ale jak juz gdziec sie wybieram, to jezdze samochodem. Przez wiele
            lat przemieszczalam sie publicznymi srodkami transportu, jako samotna matka
            dzwigalam zakupy w plecaku na garbie az siadl mi kregoslup, jezdzilam z
            dzieckiem za miasto kombinacja autobusow i pociagow i juz mam dosc.
            I tak sobie mysle, ze jestem juz w takim stadium zycia, ze samochod mi sie (od
            samej siebie ) nalezy. Ksiazek kupuje niewiele, bo czytam srednio 4-5
            tygodniowo i nie mialabym ich gdzie trzymac, korzystam wiec z biblioteki.
            Wakacje w cieplych krajach tez mnie srednio kreca, jesli mialaby byc okupione
            jezdzeniem autobusem.

            Ale agadzam sie ogolnie - podroze w Warszawie to koszmar.
            • lilith76 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 13:03
              Kicia, nie wzięłam pod uwagę twoich potyczek z komunikacją miejską jako ciężarna i matka z wózkiem - to moga być traumatyczne komunikacyjnie doświadczenia smile
            • cleopa Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 14:07
              A przy metrze na Ursynowie nie ma jakiegos duzego sklepu??Rala czy cóś??? Bo
              bylam rok temu u znajmomych i cos kojarze... ..smile
              Ale masz racje zakupy bez samochodu to koszmar i dla mnie prawie awykonalne!!
              Nie wyobrazam sobie z siatami jechac środkami komunikacji..
              To Wam cos napisze co Was zbije z nóg...ostatnio do dużego skalepu zawiózł mnie
              mój....ex tongue_out Bo miał odwiść Mloda i tak wyszlo przy okazji...NM zgrzytal ..
              A NM nie wyobraza sobie abym mogła dźwigac siaty.Jedziemy,kupujemy ,on niesie a
              ja ide z torebeczkąsmile
              I jeszcze sie pochawle ze moj Skarb uwielbia sprzątać i robi to baaaardo
              dokladnie więc mi to odpadlosmile
    • ciemnanocka Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:17
      A jak juz narzekamy, to mi sie przypomnialosmile
      we wtorek moj maz mowi, ze dzinsy trzeba wyprac, bo ma ino 2 pary - bezowe i
      ciemnogranatowe (utuczylam go niemilosiernie, a ze nie chce kupowac nowych to
      nie ma), a juz sa brudne.
      Zatem ja w srode wieczorem stwierdzilam, ze trzeba mojemu kochanemu mezowi
      wyprac te ciemne spodnie, bo bedzie marudzil. Z racji takiej iz moj mąz to wzor
      oszczednosci i ma 2 taryfy na prąd, ja przykladna zona na noc wlaczylam pranie
      i poszlam spac z poczuciem dobrze wypelnionego obowiazku.
      Rano o 6 pobudka. Halo, gdzie sa moje spodnie?
      Ja mowie, ze w praniu. No to on zaczyna mnie opierdzielac, ze dlaczego w
      praniu, przeciez on na budowe jedzie dzis i w bialych spodniach jak glupek.
      oczywiscie nie poinformowal mnie, ze ma spotkanie na budowie, bo po co, prawda?
      No i tak milo sobie zyjemysmile
      • anastazjapotocka Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 12:33
        Cześć, Ciemnanocko, jak tam Zdechlaczek-Chłopaczek, który ma być dziewuszką?
        Jak jestem już bardzo zła na Misia, to przypomina mi się babcia Karolina, która
        patrząc nieżyczliwym okiem na cichutko siedzącego dziadka, mawiała: ..."no tak.
        Mąż, żeby był najlepszy, to zawsze obcy i wróg w domu".
        • lilith76 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 13:08
          Mąż, żeby był najlepszy, to zawsze obcy i wróg w domu


          Super!
          W sygnaturkę na gg sobie wrzuciłam!
        • atenais Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 13:19
          Babcia Karolina ma sporo racji.. moj MN mowi "szwagier to nie rodzina"
    • triss_m7 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 13:29
      To i ja sie przylacze niestety... sad
      Cos ostatnio w mojego M wstapilo, wlasciwie nie cos a LEN przeogromny. Gdy
      wraca z pracy to po prostu wrasta w fotel z laptopem albo ksiazka. Strasznie
      mnie to zlosci bo nie wymagam jazdy z mopem ale ostatnio to nawet szczoteczki
      do zebow nie potrafi odlozyc na swoje miejsce sad Zaczelam sie zastanawiac czy
      to moze moja wina?? Moze rozpuscilam tego chlopa?
      Az mu przed chwila maila wysmarowalam jak mnie to wkurza, moze w przerwie na
      lunch przeczyta i jakis odzew pozytywny bedzie? Oj, cos biomet nielorzystny.
    • wyksztalciuh Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 13:46
      Wyjasnienia wymaga kwestia skad babelek mial aparat telefoniczny w toalecie.

      Pozdr.
      • kicia031 Re: Odyseja kosmiczna 25.10.06, 14:20
        To akutrat proste jest bardzo: Babelek ma komorke odkad zaczal chodzic do
        gimnazjum i ma przykazane by nosic ja ze soba, zebym sie mogla do niego
        dodzwonic. Zazwyczaj nosi ja w kieszenie spodni, a do toalety najpewniej
        poszedl w spodniach.
        Ja zreszta tez zazwyczaj nawet w domu nosze komorke przy sobie, w kieszni, bo
        sluzy mi za zegarek i zajmujac sie malym dzieckiem nie bylabym w stanie jej
        inaczej odebrac. Wuec mozna do mnie dzwonic nawet jak jestem w toalecie.
    • bubal1 Re: Odyseja kosmiczna 27.10.06, 14:47
      To widzę, że nie jestem odosobniona. Jak się z moim chłopem umawiam że wyjdzie
      z pracy np. o 17.00 to dzwoniąc o 17.30 dowaiduję się że już zaraz wychodzi a o
      18.30 dzwoni że właśnie wyjechał. Umówienie się z nim na zakupy graniczy z
      cudem. Poza tym np. po tygodniowych prośbach umył łazienkę (już mnie ten brud
      dobijał ale jakoś się powstrzymałam i nie umyłam) zrobił to bardzo szybko smile no
      ale wiecie co, pierwszy raz w życiu dowiedziałam się że jak się myje wannę to
      tylko sam środek, brzegi to już nie wanna. No ale ma inne zalety więc powoli
      powoli wychowuję go i pierwsze (małe bo małe) sukcesy są.
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka