Wczoraj po poludniu:
Cala historia zaczyna sie właściwie w weekend: chłop nie chce jechać po
zakupy – ja sama uziemiona, bo mój samochód zepsuty. Ponieważ w niedziele
wieczorem wyjeżdża, umawiamy się na wtorek – kilkakrotnie potwierdza, ze
będzie mógł pojechać ze mną po zakupy jak tylko wrócę z pracy.
Wtorek 15.45 Dzwonie do chłopa z pytaniem, czy mam wcześniej wychodzic z
pracy, byśmy mogli pojechać na zakupy z Groszkowcem. Dowiaduje się, ze nie,
bo chłop musi pojechać cos załatwić i tylko tam zadzwoni i potwierdzi i
przyjedzie po mnie do pracy.
16.15 – nie doczekawszy się telefonu, sama dzwonie do dziada – jeszcze nie
zadzwonił tam gdzie miał dzwonić. Proszę go by się pośpieszył.
15.20 chłop oddzwania do mnie, ze pojedzie szybko załatwi w 20 minut i żebym
ja była na 17 w domu, bo jedziemy. W panice wybiegam kłusem z pracy i 16. 55
melduje się w domu. Chłopa nie ma.
17.30 chłopa nadal nie ma
17.40 dzwonie do niego – już jedzie, zaraz będzie. Ubieram Groszkowca i
siebie.
17.55 Chłopa nie ma. Otwieram wszystkie okna w domu, by dziecko się nie
zgrzało.
18.00 Dziecko przystawia fotelik samochodowy do drzwi mieszkania, siada na
nim i krzyczy TATA BRMMM BRMMM
18.20 Chłop przyjezdza, wychodzimy do samochodu. Zaczyna się montaż fotelika,
co trwa bardzo długo, bo chłop niestety musiał zamontować pas w samochodzie
po swojemu i trzeba go każdorazowo odkręcać, by przypiąć fotelik. Po 10
minutach tracę cierpliwość i odnoszę Groszkowca do domu – jest za późno by z
nim jechać, bo on o 19.00 je kolacje. Na szczęście jest moja ciotka i może
się nim zająć.
18.36 jedziemy do sklepu. Chłop obrażony.
W sklepie chłop nadal obrażony, pogania mnie co chwile, az zapominam o
polowie rzeczy, a na pytania konsultacyjne wzrusza ramionami, wiec w końcu
przestaje pytać, czy chce sok pomarańczowy czy pomidorowy i kupuje wedle
swego gustu, choć wiem, ze zapłacę za to drogo

). Kiedy przechodzimy kolo
cukru proszę, by wziął 2 torebki a sama zajmuje się czym innym. 10 minut
później chłop kładzie się na wózku i na dziesiąte moje pytanie odpowiada, ze
źle się czuje, ale odmawia sprecyzowania przyczyny złego samopoczucia. Przy
kasie odkrywam, ze cukru nie ma, wracam się wiec, linczowana spojrzeniami
kolejki. Ale cały czas jeszcze nic nie mowie.
Po wyjściu ze sklepu chłop nie pozwala mi pakować toreb do bagażnika – bo ja
źle to robie, on zrobi sam. Na pytanie o samopoczucie odpowiada, ze czuje się
już dobrze

). Wsiadam do samochodu i dzwonie do starszego Bąbelka, by
ubrali się był gotowy by nam pomoc wnieść zakupy, na co Bąbelek odpowiada ze
zatruł się czymś i siedzi w toalecie. OK. Dojeżdżamy do domu, chłop nie
pozwala mi nosić zakupów, Bąbelek nie może mu pomoc, bo nadal siedzi w
toalecie, chłop nosi wiec wszystkie zakupy sam (wściekły). Moja ciotka mówi,
ze Groszkowiec był bardzo smutny, ze go zostawiliśmy, wzbudzając we mnie
gigantyczne poczucie winy.
Chłop zgłasza do mnie pretensje, ze Bąbelek specjalnie poszedł do toalety
żeby nie nosić zakupów. I tu szlag mnie trafia, wybucham….
To be continued….