Dodaj do ulubionych

oskarz mnie o to ze zabralam jej mame.....

28.10.06, 18:18
Witam serdecznie jestem nowa osoba na forum i chcialam sie podzielic z wami
swoimi problemami wynikajacymi z bycia macocha!!!!
Otoz moj obecny partner z którym mieszkam od 1,5 roku posiada juz 2 dzieci:3
letniego Dawida i 12 letnią Karoline.Mama dzieci nie stety nie sprawdzila sie
w swojej roli i 2,5 roku temu zostawila swoje dzieci i meza wyjeżdzajac do
Anglii ze swoim "nowym" partnerem...... nie odwiedza ich,nie dzwoni....pomimo
tego nigdy nie nastawialam dzieci przeciwko niej.Dawidek nie pyta o nia
poniewaz jej nie pamieta, gdy odeszla mial zaledwie pol roku, ale wiem ze
Karolina bardzo za nia teskni.To wlasnie z nia mam problem poniewaz ona uwaza
ze to przeze mnie jej mama wyjechala,a przeciez mnie i Piotra wtedy nic nie
łaczylo..Rozmawialam juz wielokrotnie z nia na ten temat ale to nic nie
dalo.Jest w stosunku do mnie opryskliwa i nie mila,Pani psycholog powiedziala
ze jej to minie,ale ja nie wytrzymuje tej atmosfery w domu,chcialabym zeby to
sie zmienilo.....tylko jak?Ja naprawde kocham te dzieci i jezeli mamy razem
zyc pod jednym dachem to powinnismy zyc ze soba w zgodzie....ale ja juz nie
wiem jak mam rozmawiac z Karolina......prosze doradzcie mi cos!!!!!
Obserwuj wątek
    • ywwy Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 29.10.06, 22:47
      Hej!
      Niestety, my macoszki jesteśmy dla swych pasierbic najlepszym obiektem do
      wyładowywania swej agresji smile To jeszcze dziecko , które na pewno by chciało,
      żeby mama była przy niej...a przy niej jesteś Ty. U mnie oczywiście też są
      problemy wynikające ze wspólnego mieszkania z pasierbicą, lecz staram się
      korzystać z pewnych rad ( otrzymanych też z forum ). Nie traktuję pasierbicy
      jak córki ( nie jestem jej matką ) tylko jak ...kobietę ( choć przyznaję, że
      mam z tym problem, toż to rozwydrzony dzieciak jest ! ),nie mieszam się w jej
      sprawy z ojcem - każde dziecko ma swoje sekrety z rodzicami. I tu mi właśnie u
      Ciebie coś nie pasuje - czy ojciec rozmawia z córką o Tobie, że ona Ci sprawia
      przykrość, że Ciebie i całą sytuację źle ocenia? Uważam, że ojciec tu może
      córce bardzo pomóc.A Ty nie bierz słów dziecka do serca, może mała widzi, że to
      przeżywasz i najnormalniej na świecie Ci dokucza, a powodem może być np. że jej
      nie pozwalacie późno wracać do domu. Dzieci w tym wieku to trudny orzech do
      zgryzienia smile
    • lilith76 Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 30.10.06, 09:32
      Bardzo bym chciała ci jakoś doradzić, ale nie wiem jak sad
      Na pewno wizyty u psychologa to dobry pomysł.
      Czy mama dzieci utrzymuje z nimi kontakt?
      • barbara001 Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 30.10.06, 09:49
        Najwyraźniej dziecko ma ogromny żal do swojej mamy i czuje sie porzucone. Może
        jej stosunek do Ciebie wynika z tego, że dziecko musi znaleźć przyczynę
        dlaczego mama odeszła i szuka winnego, i łatwiej obarczyć winą Ciebie. Wizyty u
        psychologa to chyba jedyny sposób na to by nie tylko wasze relacje ale też
        emocje dziecka znalazły właściwą drogę. Bo to, że ona obwinia Ciebie to wydaje
        mi się jest efekt tego co dzieje się w jej głowie, i może czuje sie sama winna
        tej sytuacji, może czuje się gorsza, nie rozumie dlaczego mama ją zostawiła?

        Czy dzieci znają prawdę o wyjeździe swojej mamy?
    • reksia Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 31.10.06, 20:44
      Pani psycholog ma chyba racjęsmile.Rozmowa to chyba ostatnia rzecz jaka trafia do
      dzieci w tym wieku wink "egoizmu szczególnego" '
      Dzieciaki w tym szczególnym okresie,są bardzo ale to bardzo trudne
      wychowawczo.Poczytaj coś na temat psychorozwoju 11-12 latków i naprawde
      zaczniesz patrzeć na to co sie dzieje inaczej i przedewszystkim nie bedziesz
      brała tego co sie dzieje do siebie,a i dzieciaka łatwiej będzie Ci zrozumieć.

      Przy okazji polecam dodatkowo "Jak mówić żeby dzieci nas słuchały i jak słuchać
      żeby dzieci do nas mówiły" książka Adele Faber i Elaine Mazlish ,warto
      przeczytać.
      Przy dzieciakach w tym wieku (a u Nas jest takich dwoje moja mała(11) i pasierb
      (12))szczególnie polecam.
      Szokuje i część technik (sama sprawdziłam) skutkujewink
      Czytać zaczął mój M ;P i czyta nadal,a jest wyjatkowo wybrednym czytaczem wink
      więc polecam na jesienne wieczorki.
      Jesli nie pomoże to na pewno nie zaszkodziwink

      Pozdrawiam i jako że wieczorna pora idę przytulić moje 11-letnie straszydło smile,
      które założe się,że jeśli zaraz je cmoknę w czułko na dobranoc i przytule
      powie " przestań nie jestem już dzieckiem" po czym nim zamknie oczy zawoła
      jeszcze z trzy razy z pokoju "mamo chodz mnie przytul" smile)))
      Pozdrawiam i dużo radości i optymizmu życzę na te jesienne wieczorkismile
      • kasiaaa24 Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 31.10.06, 21:48
        Dziekuje za rady!Co do waszych pytan.....to ja naprawde nie chce zastapic tym
        dziecia mamy,a juz napewno nie Karolinie,bo Dawdek jest w wieku w którym
        potrzebuje matczynej czułosci i chyba nic w tym zlego ze mu ja okazuje.Wszelkie
        sprawy zwiazane z wyjsciem Karoliny czy ocenami w szkole itp.omawiane sa z jej
        tatą....ja nie chce sie wtracac zeby nie wyjsc na wredna macoche.Karolina dobrze
        wie dlaczego mama ich opuscila,poniewaz sama jej o tym powiedziala,obiecala
        jednak ze bedzie ich odwiedzac,dzwonic niestety nie dotzrymala obietnicy.
        Mam jeszcze jedno pytanie:czy w mojej sytuacjii mam prawo wymagac od Karoliny
        zeby po sobie sprzatala, poszla do sklepu?Staram sie zeby to moj partner
        załatwial te rzeczy ale czasem go nie ma i ja jestem bezradna slysze zawsze"nie
        jestes moja matka zeby mi cokolwiek kazac"........zupelnie nie wiem jak z nia
        postepowac.Nie chce sie zniechecic do jej osoby....ale czuje ze nie dlugo stanie
        sie dla mnie "intruzem", poniewaz niszczy nasze dotychczasowe dobre relacje z
        Piotrem.Ja nie chce zeby musial stanac przed wyborem dziecko albo ja.
        Napiszcie cos prosze!!!!czekam i pozdrawiam!!
        • dominika303 Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 31.10.06, 21:55
          Kasiu,
          problem sam sie nie rozwiąże i przeczekanie też nie wiele da!!
          Może twój M mógłby młodej wyjaśnić, że co prawda matką jej nie jesteś, ale w
          tym domu panują pewne zwyczaje i ona czy chce czy nie musi się do nich
          dostosować! Przynajmniej musi cie szanowac! kochac cie nie musi ale arogancja i
          pyskowanie sa nie dozwolone !!
          Nie wiem co ty mogłabyś jeszcze zrobić dla polepszenia sytuacji??
          Ale myślę, że to trudny okres dla Karoliny i taki typowy bunt , u niej ten bunt
          się nasilił, bo doświadczyła porzucenia przez matke !!To nie twoja wina, że tak
          sie stało, ale czy Karolina o tym wie??? czy to rozumie??? Może mąż powinien z
          nią miec lepszy kontakt ?
          pozdrawiam
          • barbara001 Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 31.10.06, 22:39
            Kasia, a jak prawnie wygląda opieka matki nad dziećmi, jest pozbawiona praw czy
            jak? Powinna moim zdaniem.
            Nie piszesz jaki kontakt i wpływ na córke ma ojciec dzieci. Bo to może on
            powinien naprostować Karolinę. Trudny okres dziecka to jedna rzecz, jej
            osobista sytuacja, nie do pozazdroszczenia, ale mimo wszystko dziecko powinno
            zdawać sobie sprawę jak wielką szkodę wyrządza swoim zachowaniem nie tylko
            Tobie, ale i sobie i w efekcie też całej Waszej rodzinie. A dziadkowie? Może
            oprócz psychologa jest ktoś z Waszej rodziny kto może z dzieckiem rozmawiać i
            co najważniejsze trafiać do tego tego dziecka.
          • m-m-m Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 02.11.06, 09:16
            Przynajmniej musi cie szanowac! kochac cie nie musi ale arogancja i
            pyskowanie sa nie dozwolone !!


            Oczywiście, że nie, ale to zachowanie powinien korygować i to konsekwentnie
            ojciec dziewczyny, to jego zadanie nauczyć szacunku dla macochy.
        • reksia Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 01.11.06, 13:39
          kasiaaa24 napisała:

          >Dawdek jest w wieku w którym potrzebuje matczynej czułosci i chyba nic w tym
          zlego ze mu ja okazuje.

          Ja okazuje czułość wszystkim dzieciom w rodzinie(nawet maluszkom nie moim) i
          nie widzę w tym nic złego że tule dziecko,które samo do mnie lgnie i wydaje mi
          sie to normalne że dzieci z natury rzeczy lgną do kobiet.Moim maluszką też
          zdarzały sie rózne "rodzinne sympatie" (np mała w okresie roku zwijała sie na
          fotelu u wuja na kolanach i zasypiała zawsze jak kotka)


          > sprawy zwiazane z wyjsciem Karoliny czy ocenami w szkole itp.omawiane sa z jej
          > tatą....ja nie chce sie wtracac zeby nie wyjsc na wredna macoche.

          o ocenach można rozmawiać bardzo róznie -możesz przecież motywować dziecko-da
          mu to dużo siły i będzie dowartościowywało (polecam raz jeszcze w/w
          książkę "Jak mówić żeby...."bardzo gorąco w takiej sytuacji polecam..jestem
          pewna ze rozwiąże Twój problem)

          Brak twojego uczestnictwa w tej sferze życia dzieci może być chyba dla nich
          sygnałem,że nieszczególnie Ciebie ta strefa interesuje ,a dla nich samych poza
          domem,szkoła to miejsce gdzie spedzają bardzo dużo czasu,a wiec jakaś część ich
          życia.

          >Karolina dobrze
          > wie dlaczego mama ich opuscila,poniewaz sama jej o tym powiedziala,obiecala
          > jednak ze bedzie ich odwiedzac,dzwonic niestety nie dotzrymala obietnicy.


          Moim zdaniem to jest sprawa intymna miedzy dziewczynką a matką czy synem.Do
          tego obszaru (oceny jakiejkolwiek, rozmów na ten temat,stawiajacych matkę w
          negatywnym świetle) Ty nie masz prawa.Dla Twojego własnego dobrawink

          Kazdej z Nas (macoch) WYDAJE SIĘ,że jesteśmy "lepsze" niż poprzednia
          partnerka.I tu mamy rację WYDAJE SIĘ NAM ;P
          Jesteśmy na pewno inne,bo każdy człowiek jest inny.To wszystko.Nie ma lepszych
          czy gorszych.Życiorysy są różne i punkty odniesienia .Im prędzej zdasz sobie z
          tego sprawę tym szybciej zwolnisz sie z ponurego obowiązku bycia doskonałą,a to
          pomaga w związku być sobą.Głównie to gwarantuje zdrowy związek.Po prostusmile


          > Mam jeszcze jedno pytanie:czy w mojej sytuacjii mam prawo wymagac od Karoliny
          > zeby po sobie sprzatala, poszla do sklepu?

          Jak najbardziej!Skoro to Wy pełnicie opiekę nad dziećmi.W Waszym przypadku to
          trwa bardzo długo (bo 1,5 roku to moim zdaniem bardzo długo)Dziw,że o to pytasz!
          Chyba jesteś niesmiałą osobąsmile
          W każdym normalnym domu każdy z domowników ma swoje Obowiązki i
          prawa.Dostosowane do wieku i np upodobań.U mnie np chłopcy wolą wynosic śmieci
          niż myć naczynia.

          To normalne i wręcz wskazane dla nastolatka,by znał swoje obowiązki i by je
          konsekwentnie od niego egzekwować na codzień.To przeciez zapewnia dziecku
          prawidłowy rozwój!
          Masz wiec prawo! i obowiązek! skoro pełnisz role opiekunki prócz miski zapewnić
          zdrowe zasady by dziecko wiedziało kim i gdzie jest.
          To że nie jesteś mamą,nie zwalnia Cię jako opiekunki z normalnego wychowywania
          dziecka w tym wieku.
          To od Was zalezy jaki DOM dacie dzieciom(nawet jeśli to taki dom na chwilę).W
          sytuacji bardzo trudnej w jakiej znalazły sie dzieci normalny DOM jest im jak
          najbardziej potrzebny.By mogły przetrwać ten trudny dla nich czas.TYm bardziej
          w takiej rozchwianej sytuacji potrzebują jasno okreslonych zasad i konsekwencji
          w EGZEKWOWANIU OBOWIĄZKÓW.
          By wiedziały że komuś na nich zależy,że ktoś nie tylko daje im miskę na
          odczepnego,ale także że komuś zalezy na ich wychowaniu,a co za tym idzie na ich
          dalszym losie.
          W Waszej,jakby na to nie patrzeć,niełatwej sytuacji,może sie pewnie jeszcze
          wszystko zdarzyć.To od Was zalezy czy Wasz Dom to bedzie jedyny dom do którego
          bedą chciały wracać,w którym będą chciały mieszkać,żyć i który będą cieplutko z
          dzieciństwa wspominać.
          Od Ciebie zależy co im z siebie dasz i na ile chcesz byc odpowiedzialna za Wasz
          DOM.

          Ty jesli przyjmujesz na siebie(w pełni świadomie)role "kobiety-mamy"(nawet
          jesli ma to trwać chwilkę -a w Twojej sytuacji,zdaje się nie wiadomo,jak długo
          to bedzie trwało),wydaje mi się,że masz wręcz obowiązki zapewnić dzieciom coś
          wiecej niz tylko miska podłożona pod nos.




          >Staram sie zeby to moj partner
          > załatwial te rzeczy

          A to niby dlaczego? Przecież DOM jest Wasz(wspólny z tego co rozumię)wy
          jestescie dorosłymi,wy ustalacie panujące u Was zasady.Dlaczego on ma pełnić
          rolę kobiety,skoro jesteś osobą-partnerką,która może mu pomóc?

          No chyba,że nie chcesz pełnić takiej roli,ale wtedy jaki sens miało związywanie
          sie z facetem pełniącym opiekę nad dwójką dzieci


          >ale czasem go nie ma i ja jestem bezradna slysze zawsze"nie
          > jestes moja matka zeby mi cokolwiek kazac"........zupelnie nie wiem jak z nia
          > postepowac.Nie chce sie zniechecic do jej osoby....ale czuje ze nie dlugo
          >stani e
          > sie dla mnie "intruzem", poniewaz niszczy nasze dotychczasowe dobre relacje z
          > Piotrem.

          To nie ona niszczy Wasze relacje ,jeśli tak się dzieje to niszczycie je Wy sami.

          To Wy jesteści dorośli i to waszym zadaniem jest tak wychowywac dziecko (gdy
          jest pod waszą opieką)by miało szacunek rówież do Waszych relacji.Jesli tego
          nie robicie to warto popracowac nad samym sobą.Nie macie prawa,w tym wypadku
          Ty,zarzucać dziecku ze niszczy wasz związek-związek dorosłych osób.
          Obarczasz w takim wypadku dziecko własną niedojrzałością.Wybacz mi (nie chce
          Cię urazić, tylko pomóc w temacie o jakim pisałaś w taki sposób jak umiem,na
          podstawie doświadczeń jakie mam) ale takie myslenie ..myślenie,że dziecko
          rozdaje tu jakiekolwiek karty,świadczy o niedojrzałości.

          Jej zachowanie to typowe zachowanie nastolatka-typowe również dla dzieci
          wychowywanych w pełnych rodzinach.Poczytaj o tym.Gorąco polecam!



          >Ja nie chce zeby musial stanac przed wyborem dziecko albo ja.

          Dla żadnego kochającego rodzica nie ma takiego wyboru smile może Twoim problemem
          jest zrozumienie tego,ale taki wybór dla kochającego dzieci ojca NIGDY NIE
          ISTNIEJE.

          Można czasem coś stłamsić,przygnieść by nie rosło.Mozna uczynić z kogoś
          własnego niewolnika,szczególnie gdy bedzie w takiej życiowej sytaucji,że będzie
          musiał sie na to godzić.Ale...nie można zabić miłości do dziecka smileTo
          wyjatkowy rodzaj uczuć smile



          Ja mam takie refleksje na temat sytuacji,którą przedstawiałaś.Mam nadzieję że
          jesli napisałam cokowiek trudnego,niczym Cie nie uraziłam i że chodź kapkę
          pomogłam chodźby w innym spojrzeniu na Twoją sytuację.Wcale nie łatwą.
          Pozdrawiam i życzę powodzenia z całego serducha no i gorąco polacam w/w
          lekturysmile
          • m-m-m Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 02.11.06, 09:13
            Masz wiec prawo! i obowiązek! skoro pełnisz role opiekunki prócz miski zapewnić
            zdrowe zasady by dziecko wiedziało kim i gdzie jest.



            Nie ma żadnych obowiązków Reksiu, te obowiązki lnależą do ojca dzieci, do
            rodzica, a nie osoby partnera rodzica.
            Jęsli chce to może, ale NIC nie musi.
            Partner rodzica nie jest opiekunem prawnym jego dzieci.
            Zdrowe zasdy ma wprowadzać ojciec, a na pewno nie macocha.




            To że nie jesteś mamą,nie zwalnia Cię jako opiekunki z normalnego wychowywania
            > dziecka w tym wieku.


            Oczywiście, że zwalnia!
            Macocha/ojczym mieszkający na codzień z dzieckiem lub mający z nim tylko
            kontakty sporadyczne NIC nie musi względem niego!
            Jeśli podejmuje jakikolwiek działania wobec cudzego dziecka jest to jego dobrą
            wolą i nigdy nie obowiązkiem!
            Dobra wola oznacza, że jako partner rodzica może w każdej chwili bez żadbnych
            dla siebie konsekwencji zrezygnowac z pełnienia darmowej opieki nad cudzym
            dzieckiem i nadale być pełnoprawnym rodzicem partnera.
            Dobrowolna opieka nad dzieckiem jesy ekstrasem danym rodzicowi dziecka.
            Czymś na co rodzic liczyc nie powinien i jesli to od partnera otrzyma (opiekę
            nad jego dzieckiem), to nie jest to w żadnym razie czymś oczywistym.



            Dlaczego on ma pełnić
            > rolę kobiety,skoro jesteś osobą-partnerką,która może mu pomóc?



            Nie uznaję patriachalnego podziału na rolę kobiety i faceta w związku.
            Rodzic samotny to rodzic samotny i koniec. Chce zy nie chce jest dwa w jedny
            dla swojego dziecka i koniec. Partner może jesli chce okolwiek zrobić to
            dobrze, ale i bez tego nie umniejsza to roli partnera jako partnera, anie jako
            bezpłstnego opiekuna cudzych dzieci.

            To Wy jesteści dorośli i to waszym zadaniem jest tak wychowywac dziecko (gdy
            > jest pod waszą opieką)by miało szacunek rówież do Waszych relacji.J


            Nie "WY", tylko konkretnie rodzic, w tym wypadku ojciec dzieci est
            odpowiedzialny za jakość tych kontaktów.




            myślenie,że dziecko
            > rozdaje tu jakiekolwiek karty,świadczy o niedojrzałości.
            >



            Z tym się akurat zgadzam.
            • reksia do m-m-m 02.11.06, 11:13
              Rozumie,że mówimy o sytuacji w której dorosła osoba ŚWIADOMIE PRZYJEŁA
              ODPOWIEDZIALNOŚĆ za dziecko (o tym ,że jest to dziecko pod jej opieką od ponad
              1,5 roku).W takim wypadku jesli ktoś podjął się takiej opieki,uważam że ma
              pewne prawa jak i OBOWIĄZKI.

              Moim zdaniem dorosła osoba podejmująca dojrzałe decyzje pownna jasno się
              określać i albo jasno stwierdzić -"nie podejmuję sie takiej
              odpowiedzialności",albo przejąć wszystkie KONSEKWENCJE "opieki nad dzieckiem".

              PARTNER MOŻE NIE PRZYJĄĆ TAKICH OBOWIĄZKÓW NA SIEBIE I OWSZEM MASZ RACJĘ MA
              TAKIE PRAWO,
              ale...skoro TAKIE PRZYJMUJE to niech podejmuje również ŚWIADOMĄ I KONSEKWENTNĄ
              DECYZJE oszczędzi to rozczarowania obydwu stron.O tym pisałam.

              Moim zdaniem wynika to z normalnie pełnionych funkcji.gdy mieszka sie pod
              jednym dachem.Pod każdym dachem wspólnie mieszkajacy ludzie dzielą jakoś swe
              obowiązki,jeśli mieszkają z dziećmi część z nich rozdziela sie również miedzy
              dzieci,by nauczyć je normalnego funkcjonowania i nie mylmy rozdzielenia tych
              funkcji z obarczaniem partnera ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ PRAWNĄ za nie swoje dzieci.To
              dwie różne rzeczy!


              Masz rację to ojciec jest tu w tej sytuacji osobą PRAWNIE ODPOWIEDZIALNĄ ZA
              DZIECI,ale obowiązek utrzymania czystości w mieszkaniu mają wszyscy,a wiec
              macocha jako dorosła osoba ma tez prawo egzekwować od dziecka wykonywania swych
              obowiązków(chodzby zwykłego pomycia po sobie naczyń po śniadaniu)tak jakby
              egzekwowała to od każdej innej osoby mieszkającej z nią pod wspólnym dachem.

              Masz rację macocha tych dzieci nie ma prawnego obowiązku wychowywania tych
              dzieci,
              ale...skoro zdecydowała sie pełnić rolę opiekunki nad dziećmi przez tak długi
              czas (na razie trwa to już 1,5 roku)siłą rzeczy ma jakieś też i obowiązku ,albo
              przynajmniej skoro ona nie chciała by ich pełnić ma OBOWIĄZEK zgłosić chociażby
              kuratorowi,że takie dzieci bez opieki pozostają!W tej sytuacji jest inaczej ,bo
              jest przy nich ojciec dzieci!
              Ale do licha...nie bądzmy jakimś bezmyślnym narodem ,nie mylmy pewnych rzeczy!
              Nie wolno bez opieki pozostawiaś nastoletnich,bo wynik tego widzimy potem na
              ulicach miast w postaci małolatów obstawiających wejścia do klatek!

              Dziwne potem tłumaczenie bo nikt nie miał obowiązku.Mamy obowiązek!my dorośli
              mamy obowiązek BYC DOROSŁYMI W TAKICH SYTUACJACH,patrzeć na nie trzeźwo,w
              odpowiedzialny sposób,a nie gonić w piętkę z ogólnie stosowaną spychologią
              stosowaną.
              Jesli np ojciec dziecka jest "niewydolny wychowawczo",a mamusia wogóle "poszła
              w świat"ktoś powinien podjąć ŚWIADOMĄ decyzję co do losu dzieci.
              Gdy ojciec znajduje partnerkę która bierze ŚWIADOMĄ odpowiedzialność i decyduje
              sie na pomoc w takim wypadku bierze ona także i odpowiedzialność .

              Nie mówimy tu o przypadkach gdy dziecko jest weekendowe!W takim wypadku macocha
              faktycznie niewiele musi, chodź i tak uważam że w przypadku gdy dziecko jest
              małe macocha ma równiez obowiązek zerknąć,czy np dziecko nie ściągnie na siebie
              gorącego czajnika i nic jej z takiej powiedziałabym "LUDZKIEJ
              ODPOWIEDZIALNOŚCI" nie zwalnia.


              Ta sytuacja którą przedstawiła autorka postu jest inna.Ona widzi że dziecko ma
              problem ,chce mu pomóc i pyta czy mja prawo.
              Ojciec jest z tego co widać zaganiany i z tego powodu w jakiś tam
              sposób "ograniczony" jeśli chodzi o pełnienie pełnej opieki,mamusia wogóle
              pojechała w świat i jak widać chodzby z sytuacji gdzie nie stara sie o kontakt
              z dziećmi nie zapewnia dzieciakom podstawowej opieki.

              Dziewczyna pyta CZY MA PRAWO INGEROWAĆ W POMOC DZIECKU,A CO ZA TYM IDZIE JEGO
              WYCHOWANIE.Uważam ze jeśli sie to dzieje za zgoda ojca,który w tym wypadku jest
              jedynym opiekunem dziecka,dzieje sie to pod ich wspólnym dachem,to ma ona prawa
              i obowiązki.Takie zwykłe ludzkie.Nie zostawiać dzieci samopas.Nie liczyć na cud
              wychowania przez rówieśników czy klatkę schodową.
              Powinna o tym rozmawiac z ojcem a i owszem,ale ma tez prawa jako osoba dorosła
              odciążyć zaganianego ojca i np powiedzieć nastolatkowi "nie lubie kiedy żle sie
              zwracasz do mnie i nie życzę sobie tego" i ma prawo konsekwentnie tego pod
              własnym dachem wymagać.Tego dotyczyła moja opinia i stwierdzenie "ze macocha ma
              prawa i OBOWIĄZKI".Chodźby zwykły ludzki obowiązek,nie pozwolenia na wychowanie
              kolejnego agresywnego-bezmózga w tym kraju


              Masz jednak rację macocha czy ojczym nic nie musi!
              Ma jednak obowiązek JASNEGO przedstawienia swej postawy partnerowi.
              W wielu jednak związkach ,byc moze ze strachu przed utratą partnera czy jego
              uczuć ,nie ma JASNYCH DEKLARACJI W TEJ SPRAWIE,CO MOIM ZDANIEM JEST NIEUCZCIWE
              I STąD WYNIKAJĄ PÓŹNIEJSZE KŁOPOTY , a decyzja o tym że"że nie podejmę żadnej
              odpowiedzialności za Twoje dziecko,wisi mi ono i powiewa "jest przekazywana w
              bardzo zawoalowany sposób.


              Napisałaś:

              Partner może jesli chce okolwiek zrobić to
              > dobrze, ale i bez tego nie umniejsza to roli partnera jako partnera, anie
              jako
              > bezpłstnego opiekuna cudzych dzieci.

              HMM .. i tu bym sie nie zgodziła .Moim zdaniem umniejsza to rolę partnera jako
              partnera.Być moze inaczej pojmujemy tzw "związek partnerski".Dla mnie partner
              to ktoś na kogo mogę liczyć i kto może liczyć na mnie ( w miarą naszych sił i
              mozliwości w tym rówież psychicznych),kto zna mnie moje potrzeby ,ja znam jego
              i żyjemy wspólnym życiem .Razem zarabiamy na dom,razem malujemy płot,razem sie
              kochamy,razem gotujemy obiad,razem rozwiązujemy trudne problemy finansowe czy
              osobiste w tym także problem z "odpowiednim ukształtowaniem psychiki
              dorastajacego dziecka",bo to część naszego życia,taka sama jak wymiana koła
              samochodu,której dokonujemy razem.
              Masz jednak rację należy przy tym w pełni USZANOWAĆ to,że dziecko posiadające
              dwójkę własnych rodziców juz takowych ma i nie wolno pełnić żadnych funkcji
              zastępczych.

              Gdyby jednak gościem przez dwa lata w Twym domu,była załóżmy siostra twego M (a
              Twoja równolatka)to czy nie zwróciłabys jej uwagi(gdyby zaniedbywała
              notorycznie sprzatanie po sobie)że (np jesli macie takie zasady)po sobie sie
              sprzata ze stołu?


              Myslę też że macocha/ojczym jak najbardziej jest odpowiedzialna za jakość
              kontaktów z pasierbami.
              Rolą macoch jest nie tylko bycie matroną gloryfikowaną przez ojca jako druga
              lepsza żona(czyli złote jajo),ale normalne uczestniczenie w życiu rodziny

              Relacja macocha-pasierb jest osobistą relacją i każda macocha ma taką relację
              jaką sobie wyrobi.

              I w tym wypadku wiem co piszę,bo sama mam bardzo trudną sytuację,gdzie pasierby
              sa przez Exie wychowywane we wrogosci do mnie.
              Duzo mnie kosztuje walka o dobre relacje z pasierbami.Faktycznie jest to
              denerwujace i trudne ,ale wiem że sie da!

              Niestety moja Exia zabroniła kontaktów z dziecmi,gdy starszy zaczął sie
              deklarować że chciałby z nami zamieszkacuncertain no i tu mnie teraz na wspomnienie
              tego coś wzieło....ech coś mnie z tego powodu trafia i nawet nie wiemy jeszcze
              czy dzieciaki beda z nami na świetauncertain a to juz za pasem..Małemu pokupowałam
              koszulki ,czekały całe lato dzieci nie było ,na przyszły rok beda za małę i tez
              sie czasem zastanawiam gdzie są granice, ale daje sobie prawo do stawiania
              ludzkich granic które stawia moje sumienie własne .Uważam za słuszne kupienie
              drobiazgów dla chłopaków takich typowo odemnie i takie kupuje.Lubie dzieciaki
              wiec sie o nie w "jakiś tam sposób" staram tak samo jakbym sie starała o kazdą
              osobę którą lubię .Zmytkam do pracy bo znów rozpisałam sie z nadmiarem
              Pozdrawiam

              no własnie kazdy ma własne sumie i swój rozsadek i z nim powinien żyć w zgodzie

              • m-m-m Re: do m-m-m 02.11.06, 13:20
                Gdy ojciec znajduje partnerkę która bierze ŚWIADOMĄ odpowiedzialność i decyduje
                sie na pomoc w takim wypadku bierze ona także i odpowiedzialność .



                Chodzi mi o to, że jeśli chce i bierze to jej sprawa.
                Nie uważam jednak by odmowa brania takiej odpowiedzialności była naganna.
                I to nie przekreśla jej jako partnerki.
                Przez 8 lat bycia macochą całodobową nigdy nie uważałam, że mam jakiekolwiek
                obowiązki wobec syna M.
                To, że jakoś w to wychowanie się angażuję nie wynika z moich obowiązków, tylko
                z chęci, acz nie kieruję się oceną, że mam szczytny cel wychowania o jednego
                chuligana mniej. To do mnie nie przemawia, taka odpowiedzialność zbiorowa za
                cudze dzieci.
                • reksia Re: do m-m-m 02.11.06, 13:47
                  chyba mówimy o tym samym...moze innym językiem ale zdaje się że o tym samym
            • kasiaaa24 Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 02.11.06, 20:40
              Dziekuje wam wszystkim za tak duze zaangazowanie w ta sprawe!
              Chce wiec kilka zeczy wyjasnic.To nie jest tak ze ja wogóle nie interesuje sie
              zyciem Karoliny!Byłoby to nie mozliwe,ponieważ moj maz stale wyjezdza słuzbowo.
              Chodze na wywiadówki,mowie jej o ktorej ma wrocic do domu(jesli nie ma mojego
              partnera)lecz wszystkie uwagi odnosnie jej zachowania,nauki itp. przekazuje
              Piotrowi i on rozwaza co ma z tym zrobic.

              Bardzo dobrze wiedzialam decydujac sie na bycie z Piotrkiem,ze ma on dzieci
              ktore bardzo kocha.Nawet sie cieszyłam,poniewaz kocham dzieci!Nie zdawalam sobie
              jednak sprawy ze bedzie mi tak trudno.Rozumiem to po częsci....z Dawidem uklada
              mi sie bardzo dobrze poniewaz on nie jest swiadomy tego co sie stało.Jestem dla
              niego osoba do ktorej moze sie przytulic,ktora opowie mu bajke na
              dobranoc.....tak jak mama.Natomiast Karolina miala juz taka osobe....ktora
              niestety ja opusciła.Probowałam sie nawet skontaktowac z ich
              matką....porozmawiac....nakłonic zeby kontaktowala sie z Karolina,ale niestety
              jak narazie nie udało mi sie zdobyc do niej namiarów.


              Co do mojej wczesniejszej wypowiedzi, dotyczacej tego ze Karolina rozwali moj
              zwiazek z Piotrem.....to oczywiscie nie chodzilo mi o to zeby zwalac wine na
              dziecko!
              Poprostu wiem ze jesli to sie nie zmieni nasz zwiazek predzej czy pozniej sie
              rozpadnie.Jestem bardzo młoda osoba i choc wiele potrafie zniesc....nie mogę
              znesc tego ze jestem jakas przeszkoda w relacjach Karoliny z jej tata.Piotr
              wymaga od Karoliny szacónku do mojej osoby,wie ze źle sie czuje z tym ze ona
              mnie nie akceptuje.On naprawde bardzo mnie wspiera,ale nie chce przy tym
              krzywdzic swojego dziecka, co jest zrozumiale.

              Moze "reksia" ma racje ze w nie ktorych sprawach zachowuje sie niedojzale ale ja
              tak naprawde jestem jeszcze bardzo młoda osoba.Prosto z młodzienczego
              zycia,pełnego zabaw i beztroski przeszłam do swiata odpowiedzialnosci i
              dorosłości.Dodam jeszcze ze moj partner jest ode mnie o 15 lat starszy.
              czasami sie zastanawiam sie czy to nie własnie w tym jest problem ze jestem tak
              nie wiele starsza od Karoliny.Moze ona nie potrafi zaakceptowac tego ze tak
              młoda osoba moze wydawac jej polecenia,wymagac od niej czegos itp.
              Sama nie wiem...........jednak za wszystkie wypowiedzi bardzo dziekuje.....

              "reksiu"-ja naprawde nie mam nic przeciwko temu zeby ktos wytykał mi błedy...po
              to własnie napisalam zeby dowiedziec sie co robie zle!!!!
              Pozdrawiam


              • reksia Re: oskarz mnie o to ze zabralam jej mame..... 03.11.06, 08:07
                nie chce być przemądrzałą macochą wytykającą komukolwiek błędy sad(( chciałabym
                byś moja wypowiedż pozwalała spojrzeć na sprawę np z innego punktu widzenia ,bo
                z doświadczenia wiem ze często takie prowokacje-konfrontacje są zdrowsze niż
                głaskanie po głowie i przytakiwanie .Chciałabym jednak byś wiedziała,że w pełni
                podziwiam twoją postawę,trzymam kciuki bo czeka Cię nie łatwe zadanie.
                A to moje mądrzenie sie to szukanie odpowiedzi na własne pytania,które
                posiadam,na które nie znam odpowiedzi i na które odpowiedzi szukam właśnie tu
                na forum.
                Mam sama bardzo wiele trudności z wieloma sprawami "macochowatymi "których nie
                potrafię rozwiązać i gdzieś tam wewnętrznie się motam.

                Pozdrawiam i mam nadzieje że kiedyś to Ty pomozesz mi inaczej spojrzeć na
                któryś z problemów mnie nurtujących.wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka