Już kiedyś pisałam o swojej sytuacji - jestem macochą całodobową dla 19-
latka, syn ma 17 lat. Psierb nie dostał się na studia w mieście, w którym
mieszkamy(składał na 4 kierunki!) i udało zanleźc mi się studia jakie chciał,
ale 300 km od domu. Stacjonarne. I zaczęło się. Żal męza, smutek i o mało co
rozpacz, że dziecko tak daleko jedzie, a w domu poza nim, nikt nie
dramatyzuje. Usłyszałam, że powinnam być smutna, załować , że jedzie, żałować
go - że będzie daleko od domu i nikogo z nim nie będzie (mój brat mieszka
około 80 km od miejsca, gzdie teraz studiuje - więc w razie jakiegoś
kataklizmu, zaraz będzie). W każdym razie dramat. Po hiszpańskiej awanturze
powiedzaiłam, że żałuję, ża znazlazłam te studia, bo zaraz uszłyszę od M, że
specjalnie tak daleko, żeby pasierb jak najrzadziej był w domu. M szcżęka
opadła - pewnie chciał to powiedzieć. Facet ma 19 lat, może decydować o
sobie, ale tatuś rozpacza. Sama nie wiem co robić. M 2 razy w tygodniu dzowni
do niego. Facet przyjeżdża do domu średnio do 2,5 tygodnia na tydzień! Dziwne
dla mnie te studia, ale widocznie tak jest. Ostatnio usłyszałam, że
przyjeżdża w piątek - na co powiedziałam, że już do nowego roku - ależ skąd -
na weekend. Na co powiedziałam(idiotka), że to jest bez sensu tak w kółko
jeździć - i znowu afera.Na pytanie, czy M po nowym roku będzie późno wracał
z pracy usłyszałam, że pasierb może wyjedzie już na sylwestra i nie będzie go
w domu.O cokolwiek zapytam M to słyszę, co pasierb zrobi, albo może zrobić.
Całą niedzielę szlag trafił. Nawt nie chce mi się świat przygotowywać.
Wieczni jakieś złośliwości, docinki a potem słyszę, że mnie źle zrozumiał.
Paranoja. Zaczynam się zastanawić jak mam zdania formułować. żeby uzyskać
odpowiedź a nie złośliwośc. Kontakt z pasierbem mam nie najlepszy - weszłam w
jego zycie jak miał 15 lat, a M stwierdził, że od teraz ja będę jego matką -
totalnie nie wyszło. Co mam robić? Nie mam pomysłu. M jest po drugiej
stronie, przeciwko mnie. Z kim mam porozmawić??