Dodaj do ulubionych

Wychowanie Pasierbów

08.05.07, 11:44
HMMM nawiązujac do wczorajszego wątku o wychowaniu pasierbów piszecie ze tym
powinien zająć sie tatus ..Ja to wiem ale jak tego dokonać .Męża nie ma
doścczesto tygodniami i wszystko spada na mnie ..M uważa iz od czegoś mnie
ma .Owszem nie raz problemy wychowawcze rozwiązujemy przez telefon ale potem
młoda ma pretensje do mnie ze potrafie tylko dzwonic do taty i na nia
naskarzyc ..A c za tym idzie sa docinki i złośliwosci .Widze jak meżato boli
ze ja i córka nie możemy sie dogadać ale tyle razy to ja pierwsza
zagadywałam ,byłam mila a co dostawałam w zamian ze młoda przy koleżankach
swoich na mnie nawrzeszczała a jak zwrocilam na to uwage to sie na mnie
obraziła..I jak byc dobrym....
Obserwuj wątek
    • lilith76 Re: Wychowanie Pasierbów 08.05.07, 12:07
      > I jak byc dobrym....

      Z własnym wspomnień jako nastolatka czy dziecko widzę, że pojęcia "dobry" i "rodzic" są lekko wykluczające się wink

      M uważa iz od czegoś mnie
      > ma

      Zabrzmiało jakby płacił i wymagał wink
      W takiej sytuacji wydaje mi się, że trzeba usiąść w trójkę z pasierbicą i WSPOLNIE, PISEMNIE stworzyć "zasady domu" z listą kar i nagród. A pierwszym punktem jest okazanie szacunku. Gdy go nie ma macie się we dwie tego trzymać.
      Łatwo tak radzić, wiem...
      Kurcze.
      • wisienkowa Re: Wychowanie Pasierbów 08.05.07, 12:15
        z lista kar i nagród ...tylko jak to zrobic ..a jesli chodzi o szacunek to
        młoda nie szanuje taty jest on raczej jej maszynka do robienia pieniedzy i
        spełniania zachcianek a jak nie są spelnione o oczywiście moja wina ..A ona ma
        szanować mnie tochyba nie realne.............
        • barbara001 Re: Wychowanie Pasierbów 08.05.07, 12:30
          Ja też czesto opiekuję się córą M. I uwazam że od wychowywania sa rodzice, a ja
          jeśli spada na mnie opieka wymagam spełniania zasad panujących w naszym domu i
          wymagam szacunku do mojej osoby dokładnie w takim samym stopniu jak wymagałabym
          od pani za ladą czy sasiadki. Jeśli nauczy to czegoś pożytecznego małą damę to
          dobrze, jeśli nie to nie. Może nie mam zbyt trudno, bo moja pasierbica jest ok,
          ale sądzę ze jak podrosnie i będzie bardziej samodzielna to taki układ sprawdzi
          się bo od początku wiadomo gdzie sa granice.
    • m-jak-magi Re: Wychowanie Pasierbów 08.05.07, 12:24
      >M uważa iz od czegoś mnie ma .

      przeczytalas sama siebie ?? kobieto gdyby mi maz cos takiego powiedzial ciezko
      by to odpokutowal.
      rozumiec takie stwierdzenie mozna tylko jednoznacznie ozenil sie z toba bo
      potrzebowal nianki do dzieci.
      jak chcesz oczekiwac szacunku do siebie skoro sama do siebie go nie masz........

      • wisienkowa Re: Wychowanie Pasierbów 08.05.07, 12:43




        > jak chcesz oczekiwac szacunku do siebie skoro sama do siebie go nie
        masz.......
        > .
        > mylisz sie mam szacune i to duży do siebie nie wiesz czy mąż to odpokutował
        czy nie .Ale nie pobiegne i nie rozwiode sie z nim dlatego ze tak powiedzał
        • m-jak-magi Re: Wychowanie Pasierbów 08.05.07, 14:26
          to nie jest kwestia rozwiazan ekstremalnych. wybacz jesli zabrzmialam
          nieprzyjemnie ale uwazam ze problem jest w tobie bo za bardzo do serca bierzesz
          sobie to czego inni od ciebie oczekuja.
          maz oczekiwal ze bedziesz dla jego dzieci matka a ty wyrzucasz sobie ze nie
          potrafisz ta matka zostac. badz dobra macocha to i tak ogromny wysilek
          wymagajacy wielu wyrzeczen. matka juz jestes dla waszego wspolnego dziecka to
          tylko tyle i az tyle.

          jesli chodzi o malzonka to mysle ze za bardzo go usprawiedliwiasz. takie
          stwoerdzenie ze od czegos cie ma - wiele naprawde wiele znaczy i nie sa to
          tylko puste slowa. za takim stwierdzeniem ida konkretne czyny i oczekiwania w
          stosunku do ciebie.
          ja jestem bardzo zaangazowana macocha - czasem moze za bardzo ale nigdy nie
          przyszloby mi do glowy ze moje zaangazowanie jest moim obowiazkiem. tego
          rodzaju kwestie zostaly od razu ustalone z moim m. obowiazki ma on i tylko on.
          jesli wykonuje jakies ponadstandardowe gesty to raczej z potrzeby serca ale
          nigdy z obowiazku bo do takowego sie nie poczuwam.
          moja pasierbica jest jeszcze mala dziewczynka ale szacunku do siebie wymagam z
          zelazna konswkewencja. jesli zdarza sie sytuacja w ktorej czuje sie
          niekomfortowo to prosze o reakcje m - on ma obowiazek takie kwestie
          rozwiazywac.

          kiedys przeprowadzilismy z m taka dluga i powazna rozmowe. stanelo na tym ze to
          moj m ma obowiazek chronic mnie przed niemilymi konsekwencjami jakie moga mnie
          spotkac w zwiazku z faktem iz on ma przeszlosc ktora wazy na naszej
          terazniejszosci. dzieki temu zyje mi sie latwiej - moj m chroni mnie przed
          atakami eksi, przed niechecia swojej rodziny jak rowniez dba o to zeby moja
          pasierbica szanowala mnie.
          ja ze swojej strony dbam o to aby mala czula sie dobrze w naszym domu, zeby
          miala swiadomosc iz jest czlonkiem naszej rodziny i zeby byla pewna ze ma we
          mnie przyjaciela - tak dlugo jak dlugo bedzie go szanowac i potrzebowac.
    • babazygmunta Re: Wychowanie Pasierbów 08.05.07, 13:23
      Wyjaśniam od strzala że macochą nie jestem ani nie zamierzam.
      Podczytywałam to forum od jakiegos czasu, bo znam kilka macoch, nigdy nie
      zabierałam głosu.

      Moja przyjaciółka od lat jest macocha zaangazowaną z własnego wyboru. Całodobową
      i co gorsza mniej atrakcyjną pod róznymi wzgledami od matki biologicznej dzieci.
      Macochować im zaczęła w najgorszym momencie - dziewczyna miała 15, chłopak 14
      lat. Horror. Dzieci nienauczone były niczego. Od zawsze w domu była pani do
      pomocy, czytaj: do wszystkiego. Burdel w ich pokojach był niewyobrażalny nawet
      dla mnie matki dwóch chłopców. Szmaty w łazience zalegały na podłodze. Szok!!
      Po rozwodzie rodziców, mam wrażenie, że powodem rozstania były problemy
      finansowe ojca, nie było pani do pomocy i wiele atrakcji się skończyło.
      I w takim momencie pojawiła się w domu moja przyjaciółka. Ja bym wiała z takiego
      układu, gdzie pieprz rośnie. Ona tkwiła w tym z uporem maniaka. Czasem nawet
      popłakiwała w pracy, bo tak serdecznie miała wszsytkiego dość. Zawsze jednak
      powtarzała, że to tylko dzieci i to wina rodziców, ze ich nie wychowali.
      Sama nie wiem,skąd na to brała siłe.
      Macocha była całodobową, ponieważ mamusia dzieci - osoba znana z TV - nie miała
      ochoty ich wychowywać już wcześniej, a co dopiero gdy z hukiem opuściła dom.
      Opowiadała dzieciom bajki, nieodpowiedzialnie wtrącała się w rózne kwestie
      wychowawcze, nie biorąc za to zadnej odpowiedzialności. Pozowała na męczennicę i
      osobę pełną poświęceń. Uciekała się do kłamstw, gdy zdarzała się - i to bardzo
      czesto - że cos im obiecała, zapomniała o tym, a potem twierdziła, że to wina
      macochy i ojca. Na przykład nie zawiadomili dzieci o wyjeździe i ona musiała
      pojechać sama.
      Raz nawet A. się spakowała. Pewnie rozleciałoby się wszystko, gdyby nie to ze na
      świecie było ich wspólne dziecko.

      Teraz pasierby są już dorosłe. I kazdemu chciałabym życzyć takich dzieci. Sposób
      odnoszenia się do owdowiałej macochy, troska i pomoc jaką ja otaczają jest
      niezwykła. Nawet największy sprawdzian uczuć pasierbów do macochy - spadek po
      zmarłym ojcu, który nieodpowiedzialnie nie zostawił testamentu - pokazał, że
      jest ona dla nich najważniejszą osobą. Oboje mają swoje rodziny (są tu po 30),
      ale macocha może liczyć na ich pomoc.

    • kasia_kasia13 Re: Wychowanie Pasierbów 08.05.07, 14:11
      >..M uważa iz od czegoś mnie ma

      Boskie.
    • zenek_trzysta Re: Wychowanie Pasierbów 10.05.07, 23:27
      Dobry rodzic robi dobrze dla dziecka, a nie robi dobrze dziecku.

      Jestem w zwierciadlanej sytuacji (tj.mieszkam z synem konkubiny) z tym, że
      Czesiu nie pogrywa sobie na mnie przy swoich znajomych.
      Henia wprowadziła zasadę, że konkubent nie powinien mieć za wiele do
      powiedzenia w sprawach jej dziecka (Czesia).
      Zapomina o tym czasami, jak miewa co większe problemy z Czesiem i daje do
      zrozumienia coś podobnego do Twojego męża (to o celu posiadania Cię). W związku
      jednak z układem pozbawiającym mnie praw do wychowywania (czyt. np.
      egzekwowania poleceń np. co do nauki, cieplejszego ubrania się przy wyjściu na
      dwór itp.) czuję się zwolniony z brania na serio takich gadek i tylko pilnuję,
      ze względów humanitarnych, przede wszystkim, żeby Czesio nie poniżał mnie, nie
      traktował gorzej niż człowieka obcego, bo zapowiedziałem mu, że ja go
      potraktuję, jak zaatakowany obcy człowiek. Również, czasem, w "partnerski"
      (tyle, co nastolatka stać na partnerstwo) sposób sugeruję mu, żeby (dosłownie)
      wziął pod uwagę, czy nie będzie dla niego dobrze wziąć kurtkę na siebie gdy
      leje.

      To, że mieszkasz z kimś, to tak jak wnoszenie swojego zapachu do mieszkania, ma
      też konsekwencje, że wpływasz na domowników. Jeśli nie chcesz skrzywdzić małej
      i wykoleić jej zachowania na jej samodzielną przyszłość, normalne jest, żebyś
      zdecydowanie zareagowała, przynajmniej, gdy mała przekracza granice zgodnego
      współżycia. Jeżeli starcza Ci bezinteresownej życzliwości, to możesz pokusić
      się o zadbanie o ciepłe ubieranie się małej i jej lekcje. Jeżeli jednak nie
      masz jak na nią ponaciskać (naturalne jest dla młodego człowieka, że słuchanie
      się i nauka jest "fuj") to nie ma co z nią szarpać swoich nerwów, chyba, że
      sprawia Ci to jakąś przyjemność. Tyle, że humanitarnie jest nie szarpać nerwów
      również dziecku, więc generalnie przy braku władzy w domu miłosiernie dla
      wszystkich (piszesz, że męża boli - może go boli głowa od braku spokoju w
      domu??) jest dać sobie spokój z odpowiedzialnym wychowaniem.

      Wygląda na to, że możesz mieć niewiele do powiedzenia w domu, jeśli dzwonisz w
      sprawach małej do męża na tyle zauważalnie, że ona Ci robi docinki.
      Mąż Ci nie pomaga w budowaniu autorytetu Ciebie-wychowawcy, bo musisz do niego
      dzwonić w sprawach małej (to on decyduje) i "sprzedaje" Ci odpowiedzialność za
      obowiązki wobec dziecka bez praw do decyzji. Ale pewnie kochasz go za co innego
      i to jest wspaniałe. Na prawdę.

      Dziecko, jeśli ma okazję i tylko trochę chce mu się, to nie ma sensownego
      powodu, żeby nie popogrywać sobie kosztem obcego, więc ona przy okazjach będzie
      np. wrzeszczała, aby potem się ewnetualnie obrazić się, że nie pozwalasz jej
      się zabawić i nie ma co brać tego na serio. Bez władzy w domu jesteś
      współlokatorem, jak na studiach, czy w internacie.

      Powodzenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka