Dodaj do ulubionych

Inne zwiazki, inne zasady?

20.05.08, 12:05
Czytam Forum juz od dawna, przejrzalam archiwum i biorac pod uwage
to co przeczytalam i moje wlasne doswiadczenie zastanawiam sie, czy
nadal chce byc czescia zrekonstruowanej rodziny. Moja pasierbica nie
mieszka z nimi ale spedza mnostwo czasu. Za chwile padna slowa
typu 'widzialy galy co braly' i inne probujace uswiadomic ze jako
macocha nie mam prawa do tych gorszych i mniej szlachetnych uczuc...
No wlasnie sek w tym ze nie widzialy galy i nie mialam pojecia jak
ciezko bedzie z chlopem z odzysku i 3 dzieci (zadne wspolne, dwojka
moja). Kocham faceta od momentu kiedy go poznalam, mnostwo miedzy
nami chemii, lubie go jako czlowieka, uwielbiam jako mezczyzne. Nie
lubie gdy na horyzoncie pojawia sie corcia a on malo nie wyskoczy z
siebie probujac wynagrodzic wszystko i zlagodzic swoje poczucie winy
(za to ze odszedl od jej matki ktora zlapal w lozku z kochankiem)
robiac nawet rzeczy ktorych normalnie mieszkajacy z dzieckiem rodzic
nie robi (telefonowanie kazdego dnia rano i wieczorem na jej matki
komorke aby porozmawiac z mloda bo matka nie zgodzila sie na to aby
mloda miala swoja). Gdy mloda jest z nami, nastepuje automatyczny
podzial na 2 rodziny, nawet na spacery chodzimy w podgrupach. Nie
zeby byl niemily lub odpychal nas ale ja czuje ze juz go nie ma i
nie bedzie az do niedzieli wieczorem. I nie winie za to mlodej, to
jej ojciec stwarza granice, probuje chronic ich wlasny swiat w
ktorym zyli zanim ja sie pojawilam. Gdy jego nie ma, nastepuje
miedzy nami jakby rozluznienie, ona sie bardziej otwiera a ja nie
patrze na nia jak na corke jej mamy, lubie wspolne zakupy (ona ma 10
lat i jest swietna towarzyszka) lub dni kiedy on jest w pracy a ja
sama zajmuje sie cala trojka np. w wakacje.
Jestesmy razem ponad 2 lata, po roku znajomosci postanowilismy razem
zamieszkac, zrezygnowalam z pracy i przeniosam sie do innego miasta,
do domu ktory wynajmowal moj partner. Znalazlam inna prace ktora
uwielbiam i ktora daje mi wiele perspektyw, do ktorej musze
dojezdzac ponad 20km w jedna strone, inna i drozsza opiekunke do
dzieci, pracuje mniej godzin za wzgledu na koszty opieki nad
dziecmi. Jestem w o wiele gorszej sytuacji finansowej niz kiedy
mieszkalam sama bo przeciez nie zrobie zakupow tylko dla siebie i
dzieci wiec chcial-nie chcial musze wydac wiecej ale moj partner nie
poczuwa sie do obowiazku aby mi pomoc, twierdzi ze skoro wybralam
taka prace (zamiast cos mniej ambitnego i na miejscu)i pasja jest
dla mnie wazniejsza niz praktycznosc codziennego zycia to musze
ponosic konsekwencje. Tak wiec zmagam sie od ponad roku i jest mi
ciezko i coraz czesciej czuje sie oszukana i wydaje mi sie ze to nie
fair. Myslalam ze po jakims czasie nasz zwiazek nabierze harmonii,
ze moze zaczniemy planowac jakas wspolna przyszlosc, byly tez
rozmowy o dziecku... Jak sie teraz okazuje moj partner 'zawsze
marzyl o dziecku i kiedy urodzila sie corka marzenia sie spelnily i
on juz dziekuje za wiecej, czuje sie za stary i generalnie...to
takie drogie i niepraktyczne' Na slub tez kreci nosem, wiem ze jesli
kiedykolwiek by do tego doszlo to ze wzgledu na mnie bo jemu pasuje
tak jak jest. Tak naprawde to i ja przestalam o tym myslec,
odechcialo mi sie.Od jakiegos czasu przechodzimy kryzys, we mnie
zbiera sie caly zal bo nie czuje sie szczesliwa bo nie moge dostac
tego co bym chciala a on sie zlosci i uwaza ze ja nie potrafie
doceniac tego co mam i ze albo akceptuje to co jest albo MOGE SOBIE
ISC. Powiedzialam mu szczerze o moich odczuciach wobec jego corki z
sugestia ze nie powinien traktowac mnie inaczej wtedy gdy ona jest w
poblizu ale calosc obrocila sie przeciwko mnie, ze ja jej nie lubie
i ze ten aniol i biedne dziecko na to niczym nie zasluzylo. Nie
wiem, jak Wy dziewczyny, ale od mojego nowego partnera nie
spodziewam sie niczego mniej ani wiecej niz bym oczekiwala od meza -
czy ja sie myle? Czy zwiazki takie jak moj rzadza sie innymi
prawami, kazdy sobie?... Nie chce slyszec od mojego faceta ze sprawy
dotyczace jego corki i ex to nie moj biznes, bo ja bym tak nigdy mu
nie powiedziala i moj ex jest zwyklym tematem dyskusji i nie robie z
tego tajemnic. Czy to przestepstwo ze chce byc kims waznym jesli nie
najwazniejszym w jego zyciu? On moze mnie czytac jak otwarta ksiazke
a jego zycie i sprawy to jedna wielka tajemnica. Dziewczyny, czy to
sie kiedys zmieni? Czy Wasze zwiazki rowniez ewoluowaly w taki
bolesny sposob? Przyznam ze nigdy wczesniej nie doswiadczylam takich
uczuc i problemow i nie wiem jak sobie z tym radzic.
Obserwuj wątek
    • e_r_i_n Re: Inne zwiazki, inne zasady? 20.05.08, 12:12
      Przykre to co piszesz i jakoś tak mało optymistyczne uncertain.
      Powiem tylko jedno: w moim zwiazku nigdy nie bylo tak, ze cos dzialo
      sie 'poza mna'. Ja sama wyznaczyłam granice tego, co w temacie zycia
      mojego meza mnie interesuje (w sensie - zycia w zwiazku z
      przeszloscia). Jesli uslyszalabym, ze cos nie jest moja sprawa, ze
      mam sie nie wtracac, to kiepsko widzialabym swoja przyszlosc z takim
      czlowiekiem.
      • macoszkaxx Re: Inne zwiazki, inne zasady? 20.05.08, 12:24
        No wlasnie u mnie jest, wiem ze o czyms nie wiem, tak moge to opisac
        i jest to frustrujace bo nie wiadomo na jakim etapie powinna sie
        konczyc moja akceptacja dla robienia rzeczy za moimi placami. Np. w
        zeszla sobote poszlam schowac cos do bagaznika w jego samochodzie i
        znalazlam tam swiezo kupiona pare bardzo drogich butow dla mlodej
        (ja zazwyczaj wydaje tyle na 3 pary butow-dla siebie i moich
        dzieci). Nie mial zamiaru mi powiedziec, mlodej pewnie powiedzial ze
        ma mi nie mowic. I tak go zapytalam czemu chowa cos przede mna,
        poweidzial ze to jego sprawa kiedy i ile wydaje na wlasne dziecko. I
        pal licho te pieniadze, chodzi mi o zwykla szczerosc i o fakt ze od
        2 lat zyje w zwiazku i powinien sie liczyc z tym ze jego zycie w
        pojedynke sie skonczylo.
    • dyderko Re: Inne zwiazki, inne zasady? 20.05.08, 12:22
      Ech... Naszą wspólną kobiecą wadą jest poczucie obowiązku. Czujemy
      że to my powinnyśmy dbać o samopoczucie innych, czujemy że to my
      powinnyśmy opiekować się innymi i nawet jak nie dostajemy tego
      samego to my się poświęcamy bo tak trzeba. A może spróbuj na chwilę
      się zająć sobą i swoimi dziećmi. Potraktuj jego tak jak on Ciebie,
      jak jesteś tylko z nim to ok. jak są dzieci to on jest Ci kulą u
      nogi. Pozastanawiaj się nad jakimś niebiorącym go pod uwagę
      rozwiązaniem (np. zacznij szukać sobie i swoim dzieciom mieszkania
      do wynajęcia i szkoły bliżej twojej pracy). Zrób kiedyś zakupy tylko
      dla Was (po prostu zapomnij o nim, przecież ma ręce i głowę też może
      się sobą zająć). Jak się otrząśnie i zaproponuje zmianę warunków na
      jakich funkcjonuje Wasz związek to twardo negocjuj. A jak nic nie
      zrobi to nie jest wart Twojego poświęcenia.
      I nie czekaj aż on się zmieni, jemu dobrze jest więc zmieniać nic
      nie będzie. Zażądaj, wymuś zmiany, bo one Ci się należą, w związku
      obie strony powinny mieć coś do powiedzenia, związek nie jest po to
      by jednej stronie było lepiej.
      • braktalentu Re: Inne zwiazki, inne zasady? 20.05.08, 12:34
        Amen
      • jayin Re: Inne zwiazki, inne zasady? 20.05.08, 12:47
        Nic dodać, nic ująć. Tak jak pisze dyderko.

        Ja przeżyłam w podobnych, ekhm, warunkachsmile jakieś 4 lata.
        Nie dało rady dłużej. Trzeba było zacząć myślec TYLKO o sobie w końcu. A facet nie poradził sobie z takim układem, bo najzwyczajniej w świecie przestało mu być wygodnie w nim.

        Faceci BARDZO RZADKO zmieniają wygodne dla nich układy na mniej wygodne. Zwłaszcza ci, którzy sobie wykombinowali, że najwygodniej dla nich jest życie w "dwóch światach" i nie mieszanie ich ze sobą.
    • 13monique_n Re: Inne zwiazki, inne zasady? 20.05.08, 12:35
      Macoszkaxx, dobrze pisze e_r_i_n, mało optymistyczny ten Twój wpis.
      Nie wyobrażam sobie mojego partnera, który by rozmawiał ze mną
      słowami, które zacytowałaś. Dzieci mamy po 2 - on i ja.
      Są aspekty i sytuacje, kiedy dzieci są bardzo ważne i najwazniejsze,
      a są chwile, kiedy jesteśmy dla siebie nawzajem najwazniejsi. Te
      obszary tak naprawdę nawet na siebie nie zachodzą, bo dzieci nie
      cierpią na tym, że ja poświęcam czas i uwagę mojemu partnerowi, a on
      mnie. (przecież dzieci często też nie poświęcają nam całej uwagi -
      tzw. rodzone dzieci, więc po co robić wyłom w ich naturalnym pędzie
      ku samodzielności?).
      Do czego zmierzam? Poczucie samotności w związku i ogolnie bycia
      zdaną na siebie (weekendy i kwestia pracy, zakupów) to nie jest
      dobra podstawa do wspólnego życia. A postawa - "jak Ci się nie
      podoba, to możesz sobie iść" jest już całkiem katastrofalna.
      Porozmawiałabym poważnie z partnerem. Aby WYRAŹNIE określił swoje
      oczekiwania od Waszego związku i swój wkład w Wasz związek. to musi
      być układ wzajemny. W przeciwnym wypadku, stracisz dużo energii i
      sama nie udźwigniesz.
      Trzymaj się ciepło.
      • konstancja16 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 20.05.08, 12:42
        stracilas finansowo na przeprowadzce, a teraz robisz sama zakupy dla
        calej rodziny? nie wydaje mi sie to fair, ale moze nie dogadaliscie
        pewnych aspektow finansowych wspolnego mieszkania?

        my tez mamy skomplikowana sytuacje geograficzna i wkrotce jedno z
        nas bedzie musialo przeorganizowac swoje zycie zawodowe. z czegos
        moze zrezygnowac. zdecydujemy jak juz bedziemy miec wszystkie
        mozliwe opcje na talerzu i kierujac sie tym, zeby wypracowac wersje
        najlepsza dla calej rodziny (i zeby Maly za bardzo nie ucierpial).
        rozmawiamy o tym, wiadomo, ze jedno z nas zrezygnuje z odrobiny
        ambicji na rzecz WSPOLNEGO dobra. to drugie wtedy bedzie doceniac i
        wspierac - zarowno finansowo jak i psychicznie. bo praca to nie
        tylko kasa, ale i jakas satysfakcja. taki deal na razie, zobaczymy
        czy ten ideal sie sprawdzi w rzeczywistosci, mam nadzieje ze tak czy
        inaczej oboje bedziemy sie rozwijac zawodowo. ale stawianie
        bezwzglednych warunkow: albo ty sie przeprowadzisz albo mozemy sie
        rozstac nie jest najlepszym punktem wyjscia. ja taki mialam, ale
        juz powoli zblizam sie do kompromisu. nie moze byc tak, ze jedna
        strona rzuca wszystko, a druga wyczekuje i jeszcze lache robi.
        wspolne zycie, wspolne decyzje.
    • kicia031 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 20.05.08, 12:57
      automatyczny
      > podzial na 2 rodziny, nawet na spacery chodzimy w podgrupach

      Jestem w o wiele gorszej sytuacji finansowej niz kiedy
      > mieszkalam sama bo przeciez nie zrobie zakupow tylko dla siebie i
      > dzieci wiec chcial-nie chcial musze wydac wiecej ale moj partner
      nie
      > poczuwa sie do obowiazku aby mi pomoc, twierdzi ze skoro wybralam
      > taka prace (zamiast cos mniej ambitnego i na miejscu)i pasja jest
      > dla mnie wazniejsza niz praktycznosc codziennego zycia to musze
      > ponosic konsekwencje.

      Myslalam ze po jakims czasie nasz zwiazek nabierze harmonii,
      > ze moze zaczniemy planowac jakas wspolna przyszlosc, byly tez
      > rozmowy o dziecku... Jak sie teraz okazuje moj partner 'zawsze
      > marzyl o dziecku i kiedy urodzila sie corka marzenia sie spelnily
      i
      > on juz dziekuje za wiecej, czuje sie za stary i generalnie...to
      > takie drogie i niepraktyczne' Na slub tez kreci nosem,

      uwaza ze ja nie potrafie
      > doceniac tego co mam i ze albo akceptuje to co jest albo MOGE
      SOBIE
      > ISC.

      On moze mnie czytac jak otwarta ksiazke
      > a jego zycie i sprawy to jedna wielka tajemnica.

      W waszym zwiazku zaburzona jest rownowaga - jestes na pozycji
      petenta. EWisz dlaczego - bo poswiecilas - i poswiecasz - wielem by
      byc z nim, a on nie musi sie wcale starac.

      ja bym ci radzila odejsc i nie marnowac czasu w tym zwiazku, bo
      szkoda ciebie, twojego cierpienia, frustracji i straconego czasu.
      Mozesz tez porozmawiac z balladynka - ona przeszla cos podobnego,
      poszukaj w wyszukiwarce, ale potrafila soebie z tym poradzic.
    • malwina331 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 20.05.08, 14:38
      A ja czasem też mam takie sytuacje. Nieczęsto ale czasem mam.Zwykle
      wynikają z niezrozumienia drugiej osoby. I wiesz - myślę że drugi
      związek zawsze jest trudniejszy. Ludzie wchodzą w niego z bagażem
      doświadczeń, nawyków, przyzwyczajeń. Stworzyć wspólny świat z dwóch
      odrębnych nie jest łatwo. I nie jest łatwo odejść jak są dzieci i
      jest poukładany świat po rozpadzie poprzedniego związku. Więc myślę
      że w tej sytuacji pozostaje jedno - rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać.
      Uświadamiać że niektóre sytuacje bolą. Nie będzie łatwo. Nigdy nie
      jest. Moze się nie ułożyć. A może uda wam sie dotrzeć. Ale warto
      zawalczyć.
      Jeśli masz ochotę napisz na priva.
    • macoszkaxx Re: Inne zwiazki, inne zasady? 21.05.08, 14:36
      Dzieki za wszystkie posty. Przerazilam sie ze tak naprawde nie znam
      czlowieka z ktorym mieszkam i pewnie nigdy nie poznam bo on wyznaje
      zasade 'nie pytaj a nie bedziesz pytany' tak wiec on nie interesuje
      sie za bardzo tym co ja robie, a na moje pytania rzuca 'po co chcesz
      to wiedziec, ja cie o to nie pytam'... Troche otworzylyscie mi oczy,
      nigdy nie myslalam ze ex mogla pojsc na bok bo maz sie nia nie
      interesowal i myslala ze i tak nigdy sie nie dowie (spala z innym
      facetem przez rok(!) zanim on sie dowiedzial). Nigdy nie patrzylam
      na siebie jako petenta choc gdy uslyszalm ze moge sie wyprowadzic bo
      on na pewno nie bedzie znowu wszystkiego zaczynal od zera, poczulam
      sie jak nic niewart lokator... W pewnym sensie powtorzylyscie tez to
      co powiedziala moja siostra - ze on szuka wygodnego ukladu i kogos
      kto sie nim zaopiekuje na stare lata gdy coreczka pojdzie swoja
      droga (on jest 19 lat starszy ode mnie...). A myslalam ze juz
      wszystko wiem i nie wpakuje sie wiecej w zadne go..no... To prawda
      ze teraz bedzie trudniej odejsc, dzieci sa starsze, kochaja go, to
      jakby rozbijac im po raz drugi rodzine. Mam wielkiego dola i chyba
      pojde sobie poplakac w kacie...
      • 13monique_n Re: Inne zwiazki, inne zasady? 21.05.08, 14:56
        macoszkaxx napisała:

        > Przerazilam sie ze tak naprawde nie znam
        > czlowieka z ktorym mieszkam
        No, właśnie go poznajesz i ten obraz chyba nie budzi zbyt wielkiego
        optymizmu, obawiam się.

        > 'nie pytaj a nie bedziesz pytany' tak wiec on nie interesuje
        > sie za bardzo tym co ja robie, a na moje pytania rzuca 'po co
        >chcesz to wiedziec, ja cie o to nie pytam'...
        Ja Cie przepraszam, ale skojarzyło mi się z czyms w rodzaju
        hotelu/pensjonatu. Lokatorzy w sumie mieszkaja pod jednym dachem,
        razem sie żywią (no, tutaj Ty ponosisz większ koszty, niestety), ale
        niewiele o sobie wiedzą, nie poznają się, nie są razem, tylko po
        prostu los ich zetknął... brrrrrr, macoszka, wy naprawdę tak zyjecie
        od 2 lat???

        > nigdy nie myslalam ze ex mogla pojsc na bok bo maz sie nia nie
        > interesowal
        Czy myślała, że on sie dowie, czy nie, to inna sprawa. Ale, że się
        nią nie interesował, zajmował się tylko sobą, a ona w końcu poczuła,
        że to wcale nie jest bycie razem, ale klasyczna samotność w związku,
        to jej się zrobiło wszystko jedno. A chetny facet z doskoku zapewnił
        jej uwagę, której każdy człowiek zwyczajnie potrzebuje. Nie
        pochwalam jej, ale doskonale rozumiem, co mogła czuć, kiedy czytam
        Twoje opisy.

        >Nigdy nie patrzylam na siebie jako petenta choc gdy uslyszalm ze
        >moge sie wyprowadzic bo on na pewno nie bedzie znowu wszystkiego
        >zaczynal od zera, poczulam sie jak nic niewart lokator...
        Pogadaj z siostrą i bardzo starannie przemyśl, czy Cię
        satysfakcjonuje to, w czym żyjesz. Ludzie "po przejściach" naprawdę
        nie muszą się godzić na "bylejakość". Ty masz dzieci, jesteś
        samodzielna i na pewno umiesz żyć na własną rękę. A jak będziesz
        miała za dużo czasu, to możesz się poświęcić wolontariatowi i na
        przykład pomagać starszym ludziom - oni na pewno pięknie Ci
        podziękują. W przeciwieństwie do "partnera" (??).
        > Mam wielkiego dola i chyba
        > pojde sobie poplakac w kacie...
        No, popłakać możesz. Ale możesz tez napisać. Tutaj, albo na priv.
        Nie daj się. Pewnie nie takie rzeczy już przeszłaś
      • kicia031 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 21.05.08, 16:54
        Wiesz co jas mysle: ze jestes myslaca, wartosciowa osoba, nastawiona
        na dawanie. Nie rozliczasz partnera z tego, ile dostajesz, nie
        prowadszisz zwiazkowej buchalterii. Normalny facet nosilby cie za to
        na rekach. I takiego normalnego faceta, na jakiego zaslugujesz,
        spotkasz. ten, z ktorym jestes, dziala na ciebie urokiem
        niedostepnosci, ale to chory uklad.

        Ja tam trzymam za ciebie kciuki i wierze, ze ci sie uda.
        • konstancja16 przypowiesc o szczesciu wg konstancji ;-) 21.05.08, 17:28
          do tego co napisala Monique (>>Ludzie "po przejściach" naprawdę
          nie muszą się godzić na "bylejakość")
          pozwole sobie dorzucic: nikt sie nie musi godzic na bylejakosc. w
          zwiazku, w pracy, w zyciu.


          ja mam taka teorie, ktora ogromnie ulatwia podjecie decyzji -
          wypracowalam ja sobie w czasach wlasnych zakretow, kiedy mialam
          bezsenne noce i lamalam sobie glowe pytaniami: zrywac-nie zrywac,
          przeprowadzac sie-nie przeprowadzac, powiedziec-nie powiedziec,
          zaryzykowac-trwac w tym co jest.

          wzielam gleboki oddech i sprobowalam wyobrazic sobie szczescie.
          gdzie jest i jak wyglada. jak duze jest i jaki ma kolor.
          zwizualizowalam sobie poprzecinana sciezkami dzungle wlasnego,
          poplatanego wowczas, zycia i doszlam do wniosku, ze ja i tak nie
          moge isc we wszystkie strony naraz. jak pojde w lewo to nie dowiem
          sie co by bylo gdybym poszla w prawo. a jesli szczescie wlasnie
          tam? ukryte pod tym rozlozystym debem? a ja tam nie dojde i mam
          juz przechlapane na cale zycie? i to powracajace pytanie: co
          zrobic, jaka decyzje podjac. bo jakas musialam.

          i wtedy doszlam do wniosku, ze szczescie nie moze byc ukryte na
          jednej tylko, potencjalnej, sciezce mojego zycia, zapakowane w
          kolorowy papierek i oczekujace na znalezienie go, rozpakowanie i
          spozycie. ono jest we mnie. moge je ujawniac swiatu, podsycac i
          cieszyc sie nim albo zadeptac przez nieuwage i niedbalstwo. dlatego
          zadna, nawet najbardziej dramatyczna decyzja zyciowa (rozstanie,
          wyjazd do innego kraju, przewrocenie czegos, na pozor stalego, do
          gory nogami) nie ma takiego determinujacego wymiaru zeby zabic
          szczescie. nie jest tak, ze jak wybiore sciezke numier 12 to na
          pewno bede szczesliwa, a jak nie daj boze gdzies zbocze to juz na
          zawsze bede zalowac. wazne decyzje nalezy podejmowac z namyslem,
          ale nie demonizowac ich. bo - czy to na tej polkuli czy na tamtej,
          czy z tym facetem czy z innym (czy sama), ja bede szczesliwa. bo
          mam szczescie w sobie. oraz sile, w miare dobre zdrowie, kupe
          optymizmu i radosci zycia. kilku przyjaciol. i jak najbardziej
          ludzka umiejetnosc podnoszenia sie z upadku. wiare w siebie, ktora
          dali mi rodzice.

          taka sobie banalna dosc teoria, ale mi bardzo pomogla. jakis czas
          wylam jeszcze w poduszke i pilam do lustra, ale w powoli ustawialam
          wszystko od nowa. i chyba mniej boje sie zmian i pozornie
          nierozsadnych decyzji. jesli nie jestes szczesliwa to nie boj sie
          sprobowac innej drogi zyciowej. bo szczescie jest w Tobie, daj mu
          szanse. mysl o sobie z szacunkiem, serdecznoscia i
          wyrozumialoscia. i trzymaj sie. swiat jest pelen fajnych ludzi
          (wprawdzie wiekszosc to kobiety, ale fajni faceci tez sie zdarzaja ;-
          ))


          ---
          "Upadnij siedem razy, podnieś się osiem."
          (przysłowie japońskie)

    • elakuz Re: Inne zwiazki, inne zasady? 21.05.08, 18:13
      Nie napisze niczego madrzejszego od moich poprzedniczek i dlatego
      krotko i banalnie. Zycie jest za krotkie, aby spedzac je z kims, kto
      nie szanuje nas i traktuje jak mebel. Zaczniesz od nowa i uda sie,
      bo juz wiele razy ci sie udalo i spotkasz kogos, kto cie pokocha,
      doceni i bedzie twoim przyjacielem. Ja uwazam, ze w zwiazku trzeba
      partnera nie tylko kochac ale jeszcze lubic a moze zwlaszcza lubic.
      Lubisz swojego faceta??
      • kopina77 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 21.05.08, 20:54
        Popieram elakuz.Życie jest za krótkie...Ale szkoda wspólnych chwil...
        Ja też dla swojego mężczyzny i jego rodziny zostawiłam swoich
        najbliższych, rzuciłam pracę i przeprowadziłam się 250 kilometrów...
        Poruszyła mnie, nie wiem dlaczego kwestia butów córce w
        bagażniku.Uważam,że ojciec ma prawo kupować dziecku buty, ale
        uczciwie i jawnie...Zachował się jak złodziej...
        Jak się domyślam macie oddzielne konta i w ogóle kasę.Moje,
        Twoje...brakuje tylko Nasze...niestety.
        Mój mąż bardzo dobrze zarabia, ja pensja 1600 brutto.Ze swoich
        pieniędzy kupuje wszystko do domu, ale nie muszę nawet mówić i
        prosić, po prostu co miesiąc zauważam przypływ gotówki z jego konta.
        Poza tym kupuje mi jakieś drobiazgi, bo mnie adoruje i (hi,hi) wie
        że tego od niego oczekuje.Macoszko nie chcę oceniać Twojego związku,
        bo jak piszesz łączy Was, dwuletnia przeszłość i dzieci pokochały
        partnera.Może nie warto tego przekreślać,ale zacząc domagać swoich
        praw, asertywnie(mądre słowo). Panu X jest wygodnie z Tobą, bo nic
        nie wymagasz dla siebie jako kobiety, sponsorujesz Wasze życie,
        jesteś miła dla jego córki...
        Nie chce Ci się czasem krzyczeć i dlaczego tego nie robisz...?????
        Czasem wstrząs powoduje zmianę zachowania człowieka z Marsa...
        • kicia031 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 22.05.08, 21:36
          kopina77 napisała:

          > Czasem wstrząs powoduje zmianę zachowania człowieka z Marsa...

          Widzialam taka sygnaturke:

          jesli mezczyzni sa z Marsa, to niech tam kurwa wracaja...

          Mysle ze wiekszosc z nas zasluguje na zwiazek z czlowiekiem, nie z marsjaninem.
          To sie odnosi tesz do macoszkixx
    • malwina331 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 23.05.08, 11:04
      A ja się z Wami nie zgodzę. Uważam że każdy związek wymaga pracy. A
      ludziom różne rzeczy w głowach siedzą. Każde zachowanie da się
      zinterpretować na tysiąc sposobów, niekoniecznie właściwie. Nie
      wiecie jakie intencje miał facet zachowując się tak czy inaczej.
      Moze ma jakieś lęki o których nie mówi. Nie jestem psychologiem, nie
      znam człowieka więc się nie będę wypowiadać czy interpretować. JA
      wiem ze swojego związku że czasem zachowanie które dla nas świadczy
      o wygodnictwie, egoiźmie - moze wypływać z tysięcy pobudek. I nie
      dowiesz się jakich jak nie porozmawiasz.
      Prawda jest taka że najłatwiej jest odejść. Zacząć kolejny raz od
      zera. Ale pytanie jaki koszt to za sobą niesie - dla kobiety, dla
      dzieci. Oczywiście warto przeliczyć jaki koszt niesie ze sobą
      pozostanie w związku w którym jesteś nieszczęśliwa. Nie ma złotych
      środków , łatwych rozwiązań.
      Z tego co piszesz ja uważam że nie dzieje się nic czego nie można
      byłoby naprawić, zaakceptować bądź zmienić. Jeśli spokojnie
      porozmawiacie o swoich odczuciach. A ty nakreślisz sobie granice co
      możesz zaakceptować a czego nie. Każdy kto jest w drugim związku ma
      za sobą jakieś przeżycia i pewnie jakąś niepewność, wynikającą z
      doświadczeń, zwykle nienajlepszych. I to nie jest tak że jak wchodzi
      się w nowy związek to czarodziejska różdżka wszystko wymaże i
      zacznie się od zera. Albo że jedna rozmowa wszystko zmieni. Na
      wszystko potrzeba czasu. Teraz jesteś rozgoryczona, pewnie
      wypowiedzi na forum też cię nakręcają negatywnie ale zastanów się
      też co jest dobrego w twoim związku, co dobrego tobie daje, twoim
      dzieciom. Jak zbilansujesz dobre i złe rzeczy łatwiej ci będzie
      spojrzeć na wszystko obiektywnie.
      • konstancja16 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 23.05.08, 11:45
        rozmawiac mozna poki jeszcze jest o czym. i pod warunkiem, ze druga
        osoba chce rozmawiac. tutaj wydaje sie, ze partner jest niezbyt
        sklonny do rozmow-jego stanowisko autorka przedstawila jako 'jak ci
        sie nie podoba to mozesz sobie isc'. sorry Winnetou, ale to nie jest
        zaden punkt wyjscia do rozmowy. niestety, faceci (nie wszyscy)
        czesto tak maja, ze uwazaja, ze nie ma o czym rozmawiac. jemu jest
        wygodnie, wiec nie widzi problemu. a kobieta, jak wiadomo ma wapory,
        miesiaczke i w ogole jest niezrownowazona emocjonalnie, wiec robi z
        igly widly.

        >>Prawda jest taka że najłatwiej jest odejść. Zacząć kolejny raz od
        zera.

        to akurat nieprawda. najlatwiej jest zostac i trwac, przynajmniej
        dokad nie jest bardzo zle (nie pije, nie bije, nie wyzywa) albo nie
        pojawi sie nowy partner. dokad da sie wytrzymac najlatwiej jest
        trwac, skupiajac sie na codziennych sprawach: praca, dzieci, zakupy,
        sprzatanie, ksiazka TV. tak da sie ciagnac bardzo dlugo, czas leci
        szybko. i to jest latwe, bo nie wymaga zadnego ruchu, zadnej
        przelomowej decyzji.

        odejscie wymaga nie tylko podjecia bardzo trudnej decyzji, ale
        zalatwienia masy innych spraw, na ktore nie ma czasu w codzinnym
        kolowrotku zajec: zmiana pracy, nowe mieszkanie, przeprowadzka, nowa
        szkola dla dzieci, urzadzenie sie od nowa. zmiana telefonu,
        operatora internetowego, banku. ustawianie mebli, dokupowanie
        sprzetow, dzielenie wspolnych plyt i ksiazek. urzadzanie sie po raz
        kolejny na nowo jest troche upierdliwe, z wiekiem czlowiek zaczyna
        marzyc o odrobinie stabilizacji. przeprowadzalam sie 12 razy w moim
        doroslym zyciu i juz nie chcialabym wiecej, przestalo mnie to bawic.
        to nieprawda, ze najlatwiej jest odejsc.

        ---
        "Upadnij siedem razy, podnieś się osiem."
        (przysłowie japońskie)
        • kicia031 Konstancjo 23.05.08, 12:05
          Amen.

          Dlatego lepiej niz odejsc samemu jest wywalic faceta wink)
        • chalsia Re: Inne zwiazki, inne zasady? 23.05.08, 14:22
          > odejscie wymaga nie tylko podjecia bardzo trudnej decyzji, ale
          > zalatwienia masy innych spraw, na ktore nie ma czasu w codzinnym
          > kolowrotku zajec: zmiana pracy, nowe mieszkanie, przeprowadzka, nowa
          > szkola dla dzieci, urzadzenie sie od nowa. zmiana telefonu,
          > operatora internetowego, banku. ustawianie mebli, dokupowanie
          > sprzetow, dzielenie wspolnych plyt i ksiazek. urzadzanie sie po raz
          > kolejny na nowo jest troche upierdliwe, z wiekiem czlowiek zaczyna
          > marzyc o odrobinie stabilizacji. przeprowadzalam sie 12 razy w moim
          > doroslym zyciu i juz nie chcialabym wiecej, przestalo mnie to bawic.
          > to nieprawda, ze najlatwiej jest odejsc.

          to już wiem, czemu eksowi tak łatwo było podjąc decyzję o odejściu, bo oprócz
          plastra na duszę w postaci nexi katalizatorka, z powyższej listy musiał jedynie
          się przeprowadzić i założyć nowe konto w banku.
      • kicia031 malwina 23.05.08, 12:03
        Moje doswiadczenie jest takie, ze rozmowa niewiele zmienia w
        zwiazku. Zeby czlowiek wprowadzil zmiany w swoim zyciu, musi miec
        motywacje. Dla mezczyzny taka motywacja jest pragnienie zdobycia i
        zatrzymania przy sobie ukochanej kobiety. Zwlaszcza na etapie
        zdobywania mezczyzni gotowi sa dokonac daleko idacych zmian w swoim
        zyciu.
        Tutaj pan nie musial nic zdobywac, bo dobra kobieta mu wszystko
        ulatwila i dosrtosowala sie do niego. Nic dziwnego, ze poczul sie
        pewnie.
        ja widze tu 2 mozliwosci - i zadna z nich nie zaczyna sie od
        rozmowy wink). Alabo macoszkaxx odejdzie, a pan sie ocknie i bedzie
        walczyl o zwiazek - wtedy bedzie czas na rozmowe i ustalenia granic.
        Albo tez sie nie ocknie, bo zwiazek byl moze dla niego wazny, ale sa
        rzeczy wazniejsze. A wtedy uwierz mi, zadna najbardziej nawet
        wyrafinowana rozmowa nie pomoze.
    • macoszkaxx Re: Inne zwiazki, inne zasady? 29.05.08, 14:42
      Musze chyba, niestety, przyznac racje Kici ze rozmowa zwlaszcza z
      osobnikiem z ktorym mam do czynienia to jak walenie grochem o
      sciane. Zaczelam od spraw finansowych, na slowa 'wspolne konto'
      napuszyl sie i powiedzial ze nie zna NIKOGO kto ma wspolne konto i
      jest z tego powodu szczesliwy, ze to odbierze mu poczucie godnosci i
      niezaleznosci i ze moja propozycja wynika z mojej checi
      kontrolowania go... Przyznalam ze i owszem, chcialabym wiedzec
      dlaczego ja mam ledwie wiazac koniec z koncem mieszkajac z facetem
      zarabiajacym sporo wiecej niz srednia krajowa, ze moze pomoglabym mu
      w planowaniu wydatkow i spojrzala na to wlasnym, dosc
      przedsiebiorczym okiem. Powiedzial ze sie zastanowi (to bylo rano) a
      po pracy zaatakowal mnie z pretensjami ze chce wszystko zmieniac i
      dyktowac zasady, ze mu sie to nie podoba itp. Czyli ze nie ma mowy o
      wspolnym koncie, od tamtej pory minal tydzien i nawet slowem o tym
      nie wspomnial. Nie bylo tematu. Probowalam tez rozmawiac o
      podstawowym poczuciu bezpieczenstwa, o zyciu w zwiazku, o
      interesowaniu sie druga osoba o MY zamiast TY i JA. Zero efektu. Tak
      bardzo chcialam zeby cos postanowil, wyznaczyl jakis cel, zeby
      chcial cos zmienic. Kicia ma racje ze faceci walcza w fazie
      zdobywania, pamietam jak 2 lata temu zasiegal pomocy psychologa bo
      absolutnie nie umial poradzic sobie z zazdroscia, mial na moim
      punkcie obsesje, nie lubil mojego syna i nienawidzil kazdego
      mezczyzny ktory na mnie chocby spojrzal. Obiecal wtedy ze sie zmieni
      i dotrzymal slowa chociaz...dzis sie mna w ogole nie interesuje i
      nie wiem co jest gorsze. Czara goryczy przelala sie kiedy kilka dni
      temu odwolal nasze wspolne wakacje (mielismy jechac na kilka dni
      tylko we dwoje) omowione, wymarzone i zaplanowane z drobnymi
      szczeglami. Oczywiscie znalazl niedorzeczny powod-problem finansowy,
      ktory wiem ze przy odrobinie inicjatywy moglibysmy rozwiazac. Pewnie
      stwierdzil ze nie jestem oplacalna inwestycja bo zaczelam za duzo
      sie domagac i myslec o odejsciu. A dzisiaj rano wpadl w szal bo
      powiedzalam mu ze seks to ostatnia rzecz na jaka mam ochote przy
      obecnych problemach i ze nie mam zwyczaju chodzenia do lozka z
      obcymi chlopami... Na to znow uslyszalam ze skoro tak to powinnam
      sie jak najszybciej wyprowadzic i wymienil liste rzeczy ktore moge
      sobie zabrac z jego domu. Przemyslal sobie wszystko dokladnie
      laskawca cholerny.
      Wciaz nie moge uwierzyc w to co widze i slysze, chyba przyzwyczailam
      sie do regularnie zapodawanej mi teorii ze to ja stwarzam problemy i
      jestem bezduszna suka z kawalkiem lodu zamiast serca i brakiem
      empatii w stosunku do niego-samotnego ojca (on tak siebie nazywa),
      ze nie umiem docenic niczego co pan i wladca mi ofiaruje i wtracam
      sie w nieswoje sprawy, jestem tyranem, malkontentka, chce wszystko i
      wszystkich kontrolowac i stwarzac zasady. Jak to latwo ulec
      manipulacji gdy slepo sie kogos kocha. Nie rozumiem tylko, po co? On
      bardzo odpowiada charakterystyce typowej dla syndromu kawalera.
      Niech juz sobie tym kawalerem (z odzysku) pozostanie. Ja mam cudne
      dzieci, swietna prace, dwie rece i troszke oleju w glowie. Poradze
      sobie bez niego choc dzis trudno mi o tym myslec i gdzies tam
      jeszcze tli sie nadzieja ze wroci z pracy jako ktos kto nagle cos
      zrozumial. Odejscie i urzadzenie sie na nowo jest tak samo trudne
      jak pozostanie w toksycznym zwiazku ale efekty tego drugiego sa
      dlugotrwale i znacznie bolesniejsze
      • 13monique_n macoszkaxx... :-| 29.05.08, 15:35
        Tak mi przykro. Opisałaś własnie mojego Eksa. (no, z tym, że to on
        chciał wspólne konto, bo zyczył sobie mieć oko na wszystko, a dla
        mnie MY było oczywiste)

        Widać, że ten facet nie ma ochoty na życie "MY" na innych warunkach
        niż własne. Brak celu to (jak mi mój partner tłucze do głowy od
        poczatku) bardzo istotna wada u mężczyzny. Podobnie, jak brak
        potrzeby dbania o swoją kobietę i patchworkową (już) rodzinę.
        Zacznij zapisywać wyniki Waszych rozmów. I chyba przygotuj sobie
        miejsce do życia bez niego. Nie widzę w tym co piszesz, ani nawet
        między wierszami, żebyś była źródłem jakichś szczególnych problemów.
        No, chyba, że problemem jest to, że jasno wyartykułowałaś swoje
        oczekiwania - co oczywiste dla kobiety, która ma ponad 16 lat i jest
        odpowiedzialna także za swoje dzieci.
        Mam ochotę napisać, bys radykalnie chłopa kopnęła w dupę (przy
        pomocy niewybrednych słów wink ), ale to nie o to chodzi. Trzymaj
        się dzielnie. To nie w Tobie jest problem.
      • kicia031 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 29.05.08, 15:44
        Wciaz nie moge uwierzyc w to co widze i slysze, chyba przyzwyczailam
        > sie do regularnie zapodawanej mi teorii ze to ja stwarzam problemy
        i
        > jestem bezduszna suka z kawalkiem lodu zamiast serca i brakiem
        > empatii w stosunku do niego-samotnego ojca (on tak siebie nazywa),
        > ze nie umiem docenic niczego co pan i wladca mi ofiaruje i wtracam
        > sie w nieswoje sprawy, jestem tyranem, malkontentka, chce wszystko
        i
        > wszystkich kontrolowac i stwarzac zasady. Jak to latwo ulec
        > manipulacji gdy slepo sie kogos kocha.

        Wiesz jak sie nazywa to, co ten czlowiek co robi? Przemoc
        psychiczna. A zauwazylkas, ze w ramach mechanizmu projekcji
        przypisuje ci wlasne cechy - ktorych najpewniej u siebie nie
        akceptuje?

        Wiem, ze to latwo mowic, ale poki jeszcze nie zabrnelas za gleboko -
        zacznij sobie organizaowac zycie bez niego. Nie prowadz z nim juz
        rozmow, zamiast tego zacznij szukac mieszkania itp.

        Mezczyzna zabiega o zwiazek wtedy,gdy czuje ze kobieta sie oddala,
        gdy ona walczy o bliskosc, to on ma ja gdzies.

        Zycze twojemu mezczyznie opamietania, bo uwazam, ze ma szczescie ze
        na ciebie trafil, ale dla ciebie chyba byloby lepiej, gdyby sie nie
        opamietywal - z twoich opisow nie wylania mi sie "dobry" czlowiek,
        taki, z ktorym kobieta jest szczesliwa...
        • konstancja16 Re: Inne zwiazki, inne zasady? 29.05.08, 16:31
          pamietaj o tym co napisalas:
          >>Ja mam cudne
          dzieci, swietna prace, dwie rece i troszke oleju w glowie

          masz same atuty, bedzie OK.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka