macoszkaxx
20.05.08, 12:05
Czytam Forum juz od dawna, przejrzalam archiwum i biorac pod uwage
to co przeczytalam i moje wlasne doswiadczenie zastanawiam sie, czy
nadal chce byc czescia zrekonstruowanej rodziny. Moja pasierbica nie
mieszka z nimi ale spedza mnostwo czasu. Za chwile padna slowa
typu 'widzialy galy co braly' i inne probujace uswiadomic ze jako
macocha nie mam prawa do tych gorszych i mniej szlachetnych uczuc...
No wlasnie sek w tym ze nie widzialy galy i nie mialam pojecia jak
ciezko bedzie z chlopem z odzysku i 3 dzieci (zadne wspolne, dwojka
moja). Kocham faceta od momentu kiedy go poznalam, mnostwo miedzy
nami chemii, lubie go jako czlowieka, uwielbiam jako mezczyzne. Nie
lubie gdy na horyzoncie pojawia sie corcia a on malo nie wyskoczy z
siebie probujac wynagrodzic wszystko i zlagodzic swoje poczucie winy
(za to ze odszedl od jej matki ktora zlapal w lozku z kochankiem)
robiac nawet rzeczy ktorych normalnie mieszkajacy z dzieckiem rodzic
nie robi (telefonowanie kazdego dnia rano i wieczorem na jej matki
komorke aby porozmawiac z mloda bo matka nie zgodzila sie na to aby
mloda miala swoja). Gdy mloda jest z nami, nastepuje automatyczny
podzial na 2 rodziny, nawet na spacery chodzimy w podgrupach. Nie
zeby byl niemily lub odpychal nas ale ja czuje ze juz go nie ma i
nie bedzie az do niedzieli wieczorem. I nie winie za to mlodej, to
jej ojciec stwarza granice, probuje chronic ich wlasny swiat w
ktorym zyli zanim ja sie pojawilam. Gdy jego nie ma, nastepuje
miedzy nami jakby rozluznienie, ona sie bardziej otwiera a ja nie
patrze na nia jak na corke jej mamy, lubie wspolne zakupy (ona ma 10
lat i jest swietna towarzyszka) lub dni kiedy on jest w pracy a ja
sama zajmuje sie cala trojka np. w wakacje.
Jestesmy razem ponad 2 lata, po roku znajomosci postanowilismy razem
zamieszkac, zrezygnowalam z pracy i przeniosam sie do innego miasta,
do domu ktory wynajmowal moj partner. Znalazlam inna prace ktora
uwielbiam i ktora daje mi wiele perspektyw, do ktorej musze
dojezdzac ponad 20km w jedna strone, inna i drozsza opiekunke do
dzieci, pracuje mniej godzin za wzgledu na koszty opieki nad
dziecmi. Jestem w o wiele gorszej sytuacji finansowej niz kiedy
mieszkalam sama bo przeciez nie zrobie zakupow tylko dla siebie i
dzieci wiec chcial-nie chcial musze wydac wiecej ale moj partner nie
poczuwa sie do obowiazku aby mi pomoc, twierdzi ze skoro wybralam
taka prace (zamiast cos mniej ambitnego i na miejscu)i pasja jest
dla mnie wazniejsza niz praktycznosc codziennego zycia to musze
ponosic konsekwencje. Tak wiec zmagam sie od ponad roku i jest mi
ciezko i coraz czesciej czuje sie oszukana i wydaje mi sie ze to nie
fair. Myslalam ze po jakims czasie nasz zwiazek nabierze harmonii,
ze moze zaczniemy planowac jakas wspolna przyszlosc, byly tez
rozmowy o dziecku... Jak sie teraz okazuje moj partner 'zawsze
marzyl o dziecku i kiedy urodzila sie corka marzenia sie spelnily i
on juz dziekuje za wiecej, czuje sie za stary i generalnie...to
takie drogie i niepraktyczne' Na slub tez kreci nosem, wiem ze jesli
kiedykolwiek by do tego doszlo to ze wzgledu na mnie bo jemu pasuje
tak jak jest. Tak naprawde to i ja przestalam o tym myslec,
odechcialo mi sie.Od jakiegos czasu przechodzimy kryzys, we mnie
zbiera sie caly zal bo nie czuje sie szczesliwa bo nie moge dostac
tego co bym chciala a on sie zlosci i uwaza ze ja nie potrafie
doceniac tego co mam i ze albo akceptuje to co jest albo MOGE SOBIE
ISC. Powiedzialam mu szczerze o moich odczuciach wobec jego corki z
sugestia ze nie powinien traktowac mnie inaczej wtedy gdy ona jest w
poblizu ale calosc obrocila sie przeciwko mnie, ze ja jej nie lubie
i ze ten aniol i biedne dziecko na to niczym nie zasluzylo. Nie
wiem, jak Wy dziewczyny, ale od mojego nowego partnera nie
spodziewam sie niczego mniej ani wiecej niz bym oczekiwala od meza -
czy ja sie myle? Czy zwiazki takie jak moj rzadza sie innymi
prawami, kazdy sobie?... Nie chce slyszec od mojego faceta ze sprawy
dotyczace jego corki i ex to nie moj biznes, bo ja bym tak nigdy mu
nie powiedziala i moj ex jest zwyklym tematem dyskusji i nie robie z
tego tajemnic. Czy to przestepstwo ze chce byc kims waznym jesli nie
najwazniejszym w jego zyciu? On moze mnie czytac jak otwarta ksiazke
a jego zycie i sprawy to jedna wielka tajemnica. Dziewczyny, czy to
sie kiedys zmieni? Czy Wasze zwiazki rowniez ewoluowaly w taki
bolesny sposob? Przyznam ze nigdy wczesniej nie doswiadczylam takich
uczuc i problemow i nie wiem jak sobie z tym radzic.