Dodaj do ulubionych

Gdzie jest dom?

04.10.08, 23:31
Zaczynam się zastanawiać, czy dobrze tłumaczyłam Młodemu jego sytuację. Kiedyś
mówiłm mu, że teraz sytuacja zmieniła się i mieszka z nami, tu jest jego dom,
ale u mamy jest jego drugi dom. Tam powinien mieć swoją szafkę, swoje
rzeczy... Oburzyłam sie, gdy dowiedziałam się, że jak pojechał na ferie, to
dostał na swoje rzeczy szafkę na buty (klasyczną). Ale... Po feriach
"prostowaliśmy" go przez 3 miesiące po praniu jakie tam przeszedł. O mało nie
zawalił 6 klasy. Cud, że wyciągnęli go nauczyciele i dostał się do dobrego
gimnazjum! Młody nie widział matki od czerwca (wtedy był u niej w domu z moim
M. (na "widzeniu" u córki - zgodnie z wyrokiem przez 2 h) i teraz jest bardzo
spokojny, radosny, ma poczucie własnej wartości, czuje się kochany i
bezpieczny (tak myślę). We wrześniu chłopaki byli u dziadków i przy okazji mój
M. chciał iść do córki. Młody nie chciał widzieć się z matką, a że jest to
"sprzedaż wiązana" mój M. też nie poszedł (i on też jest spokojniejszy jak ex
nie widzi). Może faktycznie dziecko powinno mieć tylko jeden dom u rodzica, z
którym przebywa? A w tym drugim być tylko gościem, w odwiedzinach? Wtedy
dziecko nie jest "rozdwojone", ma uporządkowane życie? Im więcej się nad tym
zastanawiam, tym więcej mam wątpliwości. A dziwiłam się dziecku...
Obserwuj wątek
    • luna67 Re: Gdzie jest dom? 05.10.08, 00:11
      Kochana Marusio,
      dom dla dziecka powinien byc tam gdzie dziecko przebywa, obojetnie czy to jest u
      mamy u ktorej mieszka, czy u taty na wekkendach (i odwrotnie).

      I nie rozumie w zupelnosci twojego oburzenia: cyt.:
      "Oburzyłam sie, gdy dowiedziałam się, że jak pojechał na ferie, to
      > dostał na swoje rzeczy szafkę na buty (klasyczną)"

      Dzieci mojego meza chociaz mieszkaja u mamy, maja do dyspozycji u nas swoje
      odzielne pokoje (jak mala zaczela byc "duza") i moja galerie, gdzie moga
      "brykac" i zaprosic swoich kolegow i kolezanki.

      Nie rozumie tez co "prostowaliscie" po feriach? zeby wlasnej szafki na buty u
      matki nie uzywal??????

      oooooo Boszzze, PIES mojego najstarszego syna ma swoj kat u mnie (kosz, miske i
      zabaweczki) jak moj syn wyjezdza na weekendy lub na wczasy, a swojemu pasierbowi
      zabraniasz miec szafke u matki na brudne buty???????????????
      Dzisiaj chyba nie zasnesad((((( moze cos nie zrozumialam???




      • marusia1 Luna 05.10.08, 15:58
        Zgadzam się z Cleopą.
        Może pamiętasz początki mojego macochowania? Dopóki byłam tylko dziewczyną
        tatusia (z rozrzewnieniem wspominam te czasy!), a "mamusia" była przekonana, że
        jestem tylko przejawem fantazji dziecka (no bo jak jej ex mąż mół poznać i
        związać się z dziewczyną? - myślała, że jestem o wiele młodsza) - było OK. Nie
        ingerowała przynajmniej. Później "ta pani" to było najbardziej pieszczotliwe
        określenie z jej strony. Jak dostała kasę z podziału majątku i przestał być jej
        syn potrzebny (czyt. karta przetargowa w ozgrywkach z ex mężem) po prostu go
        oddała ojcu. Wykazała tym swoje zadowolenie z podziału. I postawiła warunek, że
        nie będzie a syna płaciła alimentów. Młody miał być u ojcaod pierwszego dnia
        wakacjii nie był u matki ani sekundy dłużej. Na pożegnanie żadnych łez,
        przytulani, buziaków. Powiedziała tylko: mam nadzieję, że "tej pani" nieźle
        dopieczesz i nie za szybko się zobaczymy. Młody miał prawie 11 lat. Pokój, który
        zajmował został zajęty przez matkę. Jak ją odwiedza (sporadycznie), to nie ma do
        niego wstępu. Wiem, że myszkował tam podczas nieobecności matki w domu. Podczas
        pobytu u matki w ferie mial swoje miejce właśnie w tej szafce, a spał tzw.
        pokoju stołowym w jednym łóżku z matką i młodszą siostrą. Biorąc pod uwagę wiek
        Młodego i wzrost (ponad 180 cm) - nie komentuję.
        Pytasz co prostowaliśmy po feriach. Młody przez 2 tygodnie ferii siedział w domu
        i zajmowa się młodszą siostrą. Nie wiem co w tym czasie robiła "mamusia". Miał
        czadla siebie około gdziny wieczorem - na grę na komputerze jak mała poszła spać
        (oczywiście wcześniej musiał ją uśpić).Gdy dziadkowie (nasi) go odwieźli do domu
        (pomijając, że był probem z powrotem, bo ex nie zamierzała go przywieźć)
        usłyszelśmy stek wyzwisk, że nie chce z nami być, bo musi zajmować się siostrą.
        Poza tym u mamy jest lepiej, o tam nie musi się uczyć (mama nauczycielka, Młody
        nie uczył się u niej w ogóle. Tylko z jednego przedmiotu miał 6 jedynek za brak
        prac domowych), a u nas musi się uczyć, ma obowiązki, itp., itd. Wrócił pełen
        złości, agresji, płakał srasznie, opowiadał jakieś niestworzone historie o ojcu.
        W kńcu zadzwonił do matki o godz. 23 i powiedział, że wraca do W. "Mamusia" nie
        wykazałazadnego zainteresowania, dopiero po 2 dniach zadzwoniła do mojego M. i
        zapytała czy coś sę stało. Usłyszała nic i rozłączyła się. Żadnych pytań.
        Oczywiście do szkoły nie poszedł, bo nie musi. W przedpokoju stały spakowane
        jego rzeczy. Dwa dni z nim rozmawialiśmy i tłumaczyliśmy mu sytuację. Wrócił do
        szkoły, ale w 3 dni złapał 3 jedynki. Nie robił nic. Zaczął pyskować
        nauczycielom, stawiać się. Kolejne jedynki i groźba zawalenia roku. Co prawda
        zaczął poprawiać oceny (a 5), ale doznałam szoku jak na wywiadówce dowiedziałam
        się o nowych jedynkach. Znowu rozmowy... Dokonalimy cudu, bo w końcu opamiętał
        się, poprawił oceny, dostał się do dobrego gimnazjum. Udało nam się to tylko
        dzięki współpracy z jego wychowawczynią, nauczycielami, którzy byli w szoku
        widząc, co się dzieje z Młodym. Młody nie był z "mamusią" od ferii zimowych. W
        wakacje "mamusia" nie skorzstała ze swojego czasu - wyjechała z siostra nad
        morze. Młody badzo to przeżył, ale dlnas stało się dobrze. Bez kontaktu z nią ma
        poczucie bezpieczeństwa. Zaklimatyzował sie w nowej szkole, ma wielu kolegów
        koleżanek, chętnie się uczy. No i bardzo wydoroślał, ma plany... I mam nadzieję,
        że jego porządku "mamuśka" juz nie zburzy. Nie wie, czy on by się pozbierał i
        czy ja bym wytrzymała. Po roku stresu miałam podejrzenie guza mózgu, a teraz
        wysiadł mi kręgosłup - nieodwracalnie - do czego Młody się przysłużył
        podstawiając mi nogę. Zbliżają się święta. Młody ma je spędzić z matką. A ja juz
        się denerwuję i myślę, czy po niego przyjedzie. Na wielkanocne zwodziła go do
        końca, a w Wielką Sobotę, gdy zadzwoniła (Młody zapytał: gdzie już jesteś? O
        której będziesz?) - poinformowała go, że ma kaszel. Te wszystkie telefony miały
        tylko na celu sprawdzenie, gdzie my jesteśmy. I to jest matka? Nigdy nie okazała
        mu miłości, czułości. Jak dostał od niej po raz pierwszy (i jedyny) buzi na
        dobranoc, to długo przeżywał.
        PS. Mam nadzieję, że zadowoliłam Twoją ciekawość i że mimo wszystko dobrze spałaś.
        Może dlatego nie wyobrażam sobie, żeby matka udostępniła dziecku na rzeczy
        (ubrania, zabawki, słodycze) brudną szafkę na buty, bo jak mówią moi znajomi - u
        mnie można było z podłogi jeść - tak było czysto. smile A ta szafka była
        strasznie obleśna.
        Acha, Młody ma w komórce wpisany nasz numer domowy pod pozycją DOMEK, więc chyba
        powinnam się cieszyć? I zawsze, gdy wraca z jakiegoś wyjazdu cieszy się, że już
        jest w swoim mieście, choć mieszka tu dopiero 2,5 roku (ale zleciało!dużo się
        działo!).
    • luna67 Re: Gdzie jest dom? 05.10.08, 00:14
      a moze matka z '"braku laku" zdezynfekowala ta szafke na buty i jest wiecej
      bezbakteryjna niz moja szafa na ubrania, ktora nie dezynfekowalam od kupna (ok.
      2 lat)smile))
      • betti_domino Re: Gdzie jest dom? 05.10.08, 09:29
        tu chyba chodzi o to,że pasierb u "matki" dostał na swoje wszystkie
        rzeczy-szafkę na buty-tak z tekstu wynika,no i przeszedł
        u "mamusi"pranie mózgu(pewnie tata be, macocha be i wszystko u nich
        be-tylko u mamy cacy) i nie mogli sobie opiekunowie z nim poradzić
        • konstancja16 Re: Gdzie jest dom? 05.10.08, 12:27
          ja mysle, ze dom jest tam, gdzie jest sie na codzien, gdzie sie do
          szkoly chodzi. w zasadzie... chociaz inne miejsca gdzie sie
          mieszka tez moga stac sie domami.

          wiec co do tego rozdarcia to masz racje. i smutne to jest. 'nasz'
          Maly na razie sobie jakos radzi, chociaz jak na swoje niespelna piec
          lat to stanowczo za duzo domow juz mial... ale juz mu w nawyk
          weszlo, ze zawsze precyzuje o ktory dom chodzi. akurat wczoraj cos
          tam rozroznial, ustalajac geograficznie co jest blisko czego. wiec
          ma dom mamy w B., dom konstancji i taty oraz dom dziadkow czyli
          domek na wsi. a oprocz tego doskonale pamieta, ze bylo jeszcze
          mieszkanie taty w ktorym tata mieszkal wczesniej (w A.), zanim
          poznal konstancje. a i jego mama sie ostatnio przeprowadzala.

          i pomyslec, ze ja do 21 roku zycia znalam jedno mieszkanie, jedna
          klatke schodowa i jeden trzepak...

          troche obserwuje Malego i slucham jak komentuje rozne rzeczy i
          opowiada o czyms. i jestem zaskoczona, ze tak ma to dobrze
          poukladane, te domy. nie widze wiekszego zagubienia. nasz nowy dom
          bardzo szybko zaakceptowal. spodobal mu sie jego pokoj z lampka
          goofy'ego i myszka miki na scianie. po pierwszej nocy na nowym
          miejscu uwaznie sluchalismy jak sie obudzil: zamiast sie oglosic i
          wpakowac nam do lozka o poranku to zaciekawiony zlazl na dol i
          zaczal obwachiwac teren. obszedl salon, spenetrowal kuchnie,
          skontrolowal zawartosc wszystkich szafek i szuflad. po buzi mozna
          bylo potem stwierdzic ze znalazl czekolade wink)) i szybko sie
          przyjal. NM przez chwile sie zastanawial jak mu przedstawic
          sytuacje, bo wiadomo, nowy dom sliski temat w zwiazku z Ex, ktora
          sie interesuje kazda zmiana samochodu i kazdym wyjazdem na
          wakacje... ale ostatecznie stwierdzil, ze nie bedzie Malemu robic
          wody z mozgu, to nasz nowy dom, kropka. Maly jeszcze pare razy
          zapytal o poprzednie mieszkanie (szczegolnie martwil sie o swoje
          zabawki), ale jak wszystko zostalo przeprowadzone i zabawki trafily
          do nowego pokoju to juz bylo OK. w weekendy dom jest teraz tu.

          potem jeszcze byl krotki okres kiedy Maly nie chcial wracac do mamy
          i ryczal strasznie (zdaje sie, ze jego mama miala wtedy jakies
          klopoty i nerwowa dosc byla), ale to tez juz minelo. z reguly dosc
          pogodnie i zwyczajnie przyjmuje do wiadomosci informacje typu:
          jedziemy do mamy, bo jutro jest poniedzialek i idziesz do
          przedszkola. albo: dzis bedziesz spal u dziadkow, przyjedziemy po
          ciebie jutro po sniadaniu i jedziemy na rowery. Maly mowi
          zazwyczaj 'acha' i juz. ale fakt faktem, ze nikt mu chyba nie robi
          prania mozgu, wszedzie ma swoj pokoj i zabawki, i u mamy i u taty i
          u dziadkow. jest tez juz jakas powtarzalnosc tych zmian. i dla
          niego tak bylo zawsze, rodzice rozstali sie kiedy mial rok.... wiec
          tak wyglada jego swiat i jest on (na miare ograniczonych sytuacja
          mozliwosci) poukladany, z elementami stalosci. przykre to jest, ale
          takie sa konsekwencje rozstania rodzicow. my, jako macochy, mozemy
          tylko pomagac minimalizowac zle skutki nadmiernej ilosci domow. i
          probowac wlasnie przedstawiac to jako korzysc z cala hipokryzja na
          jaka nas stac. bo to nie jest korzysc i nigdy nie bedzie, moim
          zdaniem. ale trzeba sie zorganizowac w nowej sytuacji i tyle.
          najlepiej jak sie da.
          • chalsia Re: Gdzie jest dom? 05.10.08, 23:40
            Konstancjo, nie dość, że lubię Cię czytać, to także lubię czytać
            to, co piszesz.

            > przyjal. NM przez chwile sie zastanawial jak mu przedstawic
            > sytuacje, bo wiadomo, nowy dom sliski temat w zwiazku z Ex, ktora
            > sie interesuje kazda zmiana samochodu i kazdym wyjazdem na
            > wakacje... ale ostatecznie stwierdzil, ze nie bedzie Malemu robic
            > wody z mozgu, to nasz nowy dom, kropka.

            a to - już zwłaszcza smile
            A szczególnie wobec faktu, jak ojciec mojego dziecka robił wode z
            mózgu dziecku w temacie nowego domu, bo akurat przenosił się tam w
            trakcie sprawy o obniżenie alimentów. Kręcił tak bardzo, że aż
            niewiarygodnie smile)) - że niby w tygodniu mieszka z rodziną w
            mieście a na weekendy jeżdżą do domu weekendowego tuż pod tym samym
            miastem. Jak ja akurat miałam przy okazji dziecko odebrać z
            weekendu, to eks przywoził dziecko z "domu weekendowego" pod
            dotychczasowe miejsce zamieszkania, żeby wyglądało, że tam dziecko
            weekend spędziło. Tak żałosne, że aż śmieszne.
            Dodam, jako eksia, w ramach przestrogi, że takich pierepałek nie
            warto robić bo i tak się błyskawicznie wydają - po prostu ze
            zwykłych rozmów z dzieckiem to wynika - a eks wtedy na głupka
            wychodzi.
            • konstancja16 Re: Gdzie jest dom? 06.10.08, 19:57
              hehe. no u nas to akurat odwrotnie bylo. tzn Ex ukrywala czas
              jakis, ze sie przeprowadzila do narzeczonego. i NM dlugo Malego
              odbieral spod domu, w ktorym juz faktycznie dawno nie mieszkali smile))

              dziwnie sie to zbieglo w czasie z odmowa wydawania ciuchow dziecka
              (pod pretekstem, ze niewyprane i niewyprasowane wrocily). coz,
              walizeczka byla potrzebna bo pomieszkiwali troche na dwa domy...

              ale oczywiscie, ze kilkulatek wszystko wychlapie, nawet bez
              wypytywania. za to czesto z kolorowymi dodatkami. NM nie wypytuje
              raczej, chyba ze Maly sam opowiada albo ze jest powod do niepokoju.
              za to dziadkowie to stanowia niepoprawna pare Cherlak Szolmes i
              Doktor Watson smile)))) wszystko wyciagaja, a nawet jeszcze wiecej,
              bo Maly troche miesza rzeczywistosc z fantazja.... wink)
              • konstancja16 off topic - a propos chlapania przez nieletnich 06.10.08, 20:28
                jezorem.

                przypomnialy mi sie dwie scenki.

                scenka pierwsza. NM wjezdzajac nowym samochodem przyladowal lekko w
                brame. we dwoch jechali, z Malym. NM zawstydzil sie strasznie i
                zaraz poprosil Malego, zeby nikomu nie mowil. Maly obiecal, ze
                slowo honoru, nikomu nie powie. i wpadl w drzwi z
                okrzykiem: 'Konstancja, a wiesz ze tata.....' smile)))) za chwile
                zadzwonili dziadkowie. no Maly po prostu nie mogl sie opanowac,
                zeby z kazdym nie podzielic sie emocjonujaca wiadomoscia dnia jak to
                tatus przywalil w brame. sasiadom tez opowiedzial.

                scenka druga. przygotowalam niespodzianke na eNeMa trzydzieste
                urodziny. wycieczka to byla. poniewaz Ex nie zgodzila sie zostac z
                Malym w weekend to dokoptowalam Malego, co bylo robic. i jedziemy
                (juz bylo jasne dla NM, ze jedziemy na lotnisko) i zatrzymalismy sie
                na chwile na stacji. wiec mowie Malemu (chcialam skontrolowac czy
                da rade utrzymac tajemnice przez 10 minut): 'juz chyba jestes duzy
                i mozna ci powierzyc tajemnice. bedziemy leciec samolotem, ale na
                razie nic nie mow tatusiowi, dobrze? to ma byc niespodzianka,
                pamietaj.' 'dobrze, nic mu nie powiem'. tata nie zdazyl do
                samochodu wsiasc, a Maly juz oglaszal: tataaaaaaaa, bedziemy leciec
                SAMOLOTEM!!!!'

                wink)))

                to tyle o probach utrzymania czegokolwiek w tajemnicy do spoly z
                malolatem. btw, od kiedy mozna zaczac miec nadzieje, ze zacznie
                trzymac jezor za zebami?
                • zabelina Re: off topic - a propos chlapania przez nieletni 06.10.08, 21:33
                  Powiem Ci, że tylko się cieszyć z tego, że maly chlapie ozorkiem na
                  prawo i lewo - taki urok dzieci i dobrze, że nie musi szybko do
                  pewnych doroslych "zagrywek" dorastać. Córka mojego NM, mimo, że
                  pięciolatka już jest tresowana przez Mamę, ze w sytuacjach kiedy NM
                  pyta o cokolwiek, nawet o to czy wczoraj byla na spacerze, mówi -
                  "to jest Moja i Mamy tajemnica...'sad
                  Z dwojga zlego lepiej, ze Maly jeszcze nie musi w taki sposób uczyć
                  się trzymania języka za zębami...
                  "...kto wyobraża sobie, że wszystkie owoce dojrzewają w tym samym
                  czasie co poziomki, nic nie wie o winogronach..."
                  Paracelsus
                  wink
                  • konstancja16 Re: off topic - a propos chlapania przez nieletni 06.10.08, 22:18
                    nie, ja sie nie martwie przesadnie, ze tak chlapie bo nie mamy nic
                    specjalnego do ukrywania. od mamusi czasem przyjezdza z
                    tekstami: 'nie wiem', 'nie pamietam', ale to nie moja broszka.
                    raczej nie wyobrazam sobie sytuacji, zeby namawiac go do tego, zeby
                    klamal czy ukrywal cokolwiek. szczegolnie nie przed mama.

                    pytanie moje kiedy bedzie trzymal jezyk za zebami dotyczy wylacznie
                    sytuacji typu niespodzianka urodzinowa czy prezent dla kogos.
                    czasem mam ochote zaangazowac go w cos takiego (np z okazji urodzin
                    eNeMa albo imienin babci). albo kupujemy cos w jego obecnosci i
                    chcemy troche poczekac z wreczeniem prezentu temu komus. no, ale on
                    wypala od wejscia, ze mamy slonia w bagazniku wiec na razie,
                    niestety, nie ma szans na dyskrecje wink)

                    nic to, poczekamy, nie ma pospiechu.

                    wink))
                    • nsc23 Re: off topic - a propos chlapania przez nieletni 06.10.08, 22:49
                      Nie wiem kiedy mlode zaczynaja trzymac jezyk za zebami, ale moj jedenastoletni
                      brat nie wie o istnieniu mlodej wlasnie w obawie przed wychlapaniem. Bardzo mi
                      ta sytuacja ciazy, chcialabym, zeby wiedzial i w przyszlym roku sie pewnie dowie
                      i ja nawet pozna, bo maja tu do mnie wszyscy przyjechac, ale na razie nie chce
                      mu mowic, bo wychlapie moim dziadkom i bedzie klops (mi to wszystko jedno i moge
                      ich gadanie wziac na klate wink ale wiem, ze zacznie sie suszenie glowy mojej
                      mamie, zeby 'ze mna porozmawiala', wiec na razie nie wiedza). Mam nadzieje, ze
                      niedlugo mlody dorosnie do pewnych spraw, bo jakby sie wychlapal, to zawal serca
                      u dziadkow murowany uncertain
                  • chalsia Re: off topic - a propos chlapania przez nieletni 07.10.08, 09:22
                    > Powiem Ci, że tylko się cieszyć z tego, że maly chlapie ozorkiem
                    na
                    > prawo i lewo - taki urok dzieci i dobrze, że nie musi szybko do
                    > pewnych doroslych "zagrywek" dorastać. Córka mojego NM, mimo, że
                    > pięciolatka już jest tresowana przez Mamę, ze w sytuacjach kiedy
                    NM
                    > pyta o cokolwiek, nawet o to czy wczoraj byla na spacerze, mówi -
                    > "to jest Moja i Mamy tajemnica...'sad

                    zgadzam się, nie ma nic gorszego, gdy jeden z rodziców nakazuje
                    dziecku trzymać tajemnicę przed drugim rodzicem O ile nie chodzi o
                    pozytywną niespodziankę), bo to się przyczynia do powiększenia
                    konfliktu lojalnoości u dziecka i szkodzi jego osobowości i emocjom.
                    Wiem co mówię, eks od dwana tak dziecko nasze tresuje.
                    Ale jak wczesniej napisano, nawet nakaz trzymania w tajemnicy nie
                    zmieni faktu, że dziecko i tak powie - wczesniej czy później, w tej
                    czy innej formie, ale wystarczającej dla logicznie rozumującego
                    dorosłego, by dojśc do sedna.
      • cleopa Re: Gdzie jest dom? 05.10.08, 13:18
        Mlody u mamy mial "pranie mozgu" ,przestał sie uczyc,mieli z nim i
        inne problemy nie o szafke Marusi chodzilo.Nawet nie masz pojecia
        ile krzywdy i ile balaganu w psychice i zachowaniu mlodego czlowieka
        może zrobić taka "mamusia"...
        Nasz Mlody ma dom u taty a u "mamusi" jest gościem i to wtedy jak
        ona go tam zechce...i ma czas. Nie mam zamiaru prostowac i tlumaczyc
        Mlodemu dlaczego tak jest i dlaczego jest mamy gościem a nie
        domownikiem bo to sprawa tej pani ..wystarczy ze ja sie staram o jej
        dziecko i dbam o nie..
        • 333a13 Re: Gdzie jest dom? 05.10.08, 19:50
          Moim zdaniem dom dziecka jest tam gdzie mieszkają jego rodzice...
          Jeśli są po rozwodzie, to dziecko ma 2 domy... Dlaczego u rodzica z
          którym nie mieszka na codzień ma się czuć jak gość bez własnego kąta
          czy zwykłej szafki??? Przecież przy pojawieniu się "nowego"
          rodzeństwa takie dziecko będzie się czuło gorsze itd, bo nie będzie
          domownikiem tylko "gościem"...
          • chalsia Re: Gdzie jest dom? 05.10.08, 23:48
            > Moim zdaniem dom dziecka jest tam gdzie mieszkają jego rodzice...
            > Jeśli są po rozwodzie, to dziecko ma 2 domy... Dlaczego u rodzica
            z
            > którym nie mieszka na codzień ma się czuć jak gość bez własnego
            kąta
            > czy zwykłej szafki???

            można mieć nawet własny pokój i zabawki w domu
            rodzica "dochodzącego" i nadal miec poczucie, że jest się tam
            gościem / na pól gościem- na pół domownikiem, ale ma się swój dom
            gdzie indziej - ten, w którym spędza się większość czasu; tam gdzie
            się jest , jak się choruje; tam, gdzie się chodzi do szkoły i ma
            kolegów i koleżanki; tam, gdzie się ma większość swoich ubrań i
            zabawek.
    • nsc23 Re: Gdzie jest dom? 05.10.08, 23:13
      Home is where your heart is smile
      Jezeli dziecko sie czuje dobrze i tu i tu to moze miec spokojnie dwa domy. Ja
      bardzo oponowalam przed moja wprowadzka do W, bo nie chcialam, zeby mala spala
      na jakiejs dostawce, albo zeby sie czula jak klopot dla nas - dopoki nie
      wyprowadza sie wspollokatorzy W i nie bedziemy mieli dwoch pokoji tylko dla
      siebie to pierwsze miejsce powinna zajmowac tam mala i miec pierwszenstwo w
      spaniu wink a z dwojka chrapaczy na raz sie nie da tongue_out
      Ja sama mam dwa domy i o ile jest ciezko, o tyle sie da. Wszystko tez zalezy od
      danej osoby, sa tacy, co mowia, ze home is where you hang your hat, mi pierwsze
      powiedzonko pasuje duzo bardziej smile
    • liz-beauty Re: Gdzie jest dom? 06.10.08, 18:03
      Nasz Mlody nazywa domem miejsce, gdzie mieszka z tata. Tu chodzi do szkoly i
      jest, mam nadzieje, "zakorzeniony". Dom mamy nazywa "u mamy". Lubi tam jezdzic,
      jego mama czesto powtarza, ze to jego drugi dom. Wiem, ze chciala na poczatku
      dzielic opieke nad synem po dwa tyg. M. nie zgodzil sie twierdzac, ze dziecko
      musi miec wlasnie dom i poczucie stabilizacji, stale godziny posilkow, chodzenia
      spac itp. Pisze teraz o dziecku malym, niespelna dwuletnim. Tak wiec Mlody dom
      ma, ale mamy na co dzien nie ma...
      • marusia1 Re: Gdzie jest dom? 06.10.08, 22:39
        Właśnie skończyłam długą rozmowę z przyjaciółką. Jest z synkiem na placówce już
        4 lata (mąż po roku wrócił do Polski i żyje mu się tu całkiem dobrze). Za rok
        wraca i ma problem. Synek nie chce wracać do Polski, bo tam ma swój domek. Kiedy
        mama mu powiedziała, że zabierze swoje ubrania, swoje zabawki - zapytał, czy
        park też będzie mógł zabrać. Tam ma poczucie bezpieczeństwa, swój domek,
        przedszkole, park, a podczas pobytów w Polsce przez te 4 lata krążył między
        domem taty (rodziców), a domem babci, w którym odwiedzał go tata podczas jego
        pobytu wakacyjnego. Za rok mają wrócić, tylko do czego? Jak mówi przyjaciółka -
        ona nie czuje się u męża jak w swoim domu, więc jak ma się czuć czterolatek?
    • luna67 Re: Gdzie jest dom? 07.10.08, 02:28
      Nie lubie sie powtarzac, ale jeszcze raz powiem, ze dziecko ma swoj dom tam,
      gdzie rodzice mu go stworza.

      I my jako macochy pelnimy bardzo wielka role w tym poczynaniu! bo faceci sa
      troche ulomkami pod tym wzgledem, albo za bardzo nadskauja, albo spoczywaja na
      laurach.

      Jest obojetne czy ten dom jest u mamy (bo tato ma okropna zone/partnerke), czy u
      ojca (bo matka ma nowego faceta, a ten nie lubi dzieci), a nawet podwojny (jak
      rodzice i partnerzy rodzicow sa normalni).
      Wazne jest zeby dziecko sie dobrze w nim czulo, bo tam jest prawdziwy dom, gdzie
      jest cieplo, ten dom wlasnie beda wspominac jako dorosli juz ludzie, gdzie nikt
      na nikogo nie krzyczy, i nie obgaduje nikogo, gdzie z kuchni dochodza smakowite
      zapachy (to z moich lat dzieciecychsmile)

      U mnie pasiserby maja dwa domy, role sa niby podzielone (nie proporcjonalnie,
      ale sa), tnz.; moj maz odbiera dzieci ze szkoly, jedza u nas, odrabiaja lekcje,
      zapraszaja koleszkow, robimy wypady, zakupy, a u mamy sa zameldowane, ktora
      dostaje bardzo wysokie alimenty na dzieciaczki, no i spia u niej jak je
      odwieziemy, jak nie, to moj maz zawozi je do szkoly na drugi dziensmile

      Nieraz szlag mnie trafia, ale niech to trwa!!!! jak dzieci sa szczesliwe, i
      dopoki ktos nie podskoczy do mnie...., bo wtedy napewno sie ockne i zrobie
      porzadna awanture, gdyz narazie mi z tym dobrzesmile

      Ja ta sytuacje jak juz napisalam toleruje, ale wszystkim powiedzialam, na czele
      z Ex, ze: zgadzam sie na bardzo duzo (ona chyba to docenia), ale maja mnie i
      ojca za to szanowac, i chyba to skutkuje, bo od paru miesiecy sa jak do rany
      przylozyc i traktuje pasierbiatka prawie jak moje dziecismile Mloda jak mnie
      widzi, to prawie piszczy z radosci.

      I dodam, ze nigdy zlego slowa na jej matke nie powiedzialam, i chyba w tym tkwi
      sukces!!!! (szkoda, ze nie mozna na czerwono podkreslcsmile)

      Niektore dzieci mieszkaja z mama i tata, ale nie czuja sie tam dobrze z powodu
      awantur, alkoholizmu, przemocy.

      Pozdro
      Gocha

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka