marusia1
04.10.08, 23:31
Zaczynam się zastanawiać, czy dobrze tłumaczyłam Młodemu jego sytuację. Kiedyś
mówiłm mu, że teraz sytuacja zmieniła się i mieszka z nami, tu jest jego dom,
ale u mamy jest jego drugi dom. Tam powinien mieć swoją szafkę, swoje
rzeczy... Oburzyłam sie, gdy dowiedziałam się, że jak pojechał na ferie, to
dostał na swoje rzeczy szafkę na buty (klasyczną). Ale... Po feriach
"prostowaliśmy" go przez 3 miesiące po praniu jakie tam przeszedł. O mało nie
zawalił 6 klasy. Cud, że wyciągnęli go nauczyciele i dostał się do dobrego
gimnazjum! Młody nie widział matki od czerwca (wtedy był u niej w domu z moim
M. (na "widzeniu" u córki - zgodnie z wyrokiem przez 2 h) i teraz jest bardzo
spokojny, radosny, ma poczucie własnej wartości, czuje się kochany i
bezpieczny (tak myślę). We wrześniu chłopaki byli u dziadków i przy okazji mój
M. chciał iść do córki. Młody nie chciał widzieć się z matką, a że jest to
"sprzedaż wiązana" mój M. też nie poszedł (i on też jest spokojniejszy jak ex
nie widzi). Może faktycznie dziecko powinno mieć tylko jeden dom u rodzica, z
którym przebywa? A w tym drugim być tylko gościem, w odwiedzinach? Wtedy
dziecko nie jest "rozdwojone", ma uporządkowane życie? Im więcej się nad tym
zastanawiam, tym więcej mam wątpliwości. A dziwiłam się dziecku...